sobota, 23 listopada 2024

1 - Kowboj

 

ROZDZIAŁ 1

Kowboj

 

 

Hound siedział na kanapie w podkoszulku, z ręką na przodzie dżinsów, gapiąc się na telewizor, gdy ktoś zapukał do drzwi.

Przeniósł na nie wzrok, mrużąc oczy.

Kiedy rozległo się kolejne pukanie, sięgnął po pistolet leżący na siedzeniu obok niego.

Odepchnął się od kanapy i ostrożnie podszedł do drzwi, ale nie prosto.

Od boku.

Jeśli ten, ktokolwiek tam był, miałby ochotę strzelić przez drzwi, nie trafiłoby to Hound’a.

Jego kanapę tak.

I to mu nie przeszkadzało. Jego kanapa była kawałkiem gówna.

Był przy drzwiach, gdy krzyknął - Co?

- Hound? Tu Keely!

Wpatrywał się w klamkę.

Po pierwsze, skąd ona, do licha, wiedziała, gdzie on mieszkał?

A po drugie, co ona tam, kurwa, robiła?

- Hound? – zawołała.

- Chłopaki w porządku? – zapytał, ale wiedział, że przynajmniej Jag był. Chłopak wyszedł zaledwie pół godziny temu, po tym, jak wyłudził pięćdziesiąt dolców od Hound’a, żeby zabrać dziewczynę na kolację.

Jagger Black tracił pieniądze jak wodę. Hound tyle z nim o tym rozmawiał, że powinien nagrać to gówno i odtworzyć, kiedy będzie musiał to zrobić ponownie.

I wiedział, że będzie musiał to zrobić ponownie.

Nadal dał mu pięćdziesiąt dolców.

Ale też truł mu o to.

- Tak! – krzyknęła - Otwórz!

Wciągnął powietrze przez nos i wsunął pistolet pod poduszkę swojego zniszczonego fotela.

Nie widział jej od dwóch miesięcy. Od dnia, w którym porwano Millie. Podszedł do wizjera, wyjrzał i zobaczył ją tam, wpatrującą się w drzwi. Jej włosy rozdzielone na środku opadały pasmami po obu stronach twarzy. Lata i żałoba nie wpłynęły na cerę nawet odrobinę. Była gładka od czoła do policzków.

Promowała kulturę rdzennych Amerykanów, coś, co zaczęła robić, kiedy wiele lat temu zrezygnowała z bycia biker-baby i nie odpuściła. To było coś, co mogła robić, a Dutch i Jag powiedzieli mu, że są w jednej ósmej Apaczami, skoro ich mama była w jednej czwartej. W tej chwili robiła to fryzurą i trójrzędowym kościanym chokerem, który miała na szyi.

Po tym, co mu wykrzyczała w Kompleksie Chaosu, naprawdę nie chciał czuć na swoim kutasie tej urody włosów, tych wielkich oczu, tych opuchniętych ust i tego chokera.

Ale robił to.

Odblokował i otworzył drzwi.

Wepchnęła się, zanim mógł zagrodzić jej drogę.

Gdy już tam była, nie rozejrzała się po jego obskurnym mieszkaniu, w którym mieszkał od dziewięciu lat i ani razu nie odkurzał (głównie dlatego, że nie miał odkurzacza, ale też dlatego, że nigdy nie zamierzał go kupić).

Odwróciła się do niego, położyła ręce na szczupłych biodrach i oznajmiła - Więc żyjesz.

Poczuł, jak zacisnęły mu się usta i gwałtownie zamknął drzwi, ale to było wszystko, co zdołał z siebie wydobyć, zanim podeszła do niego, obie dłonie skierowała palcami do góry i pchnęła go tak mocno w klatkę piersiową, że cały jego tors odchylił się do tyłu.

Wtedy poczuł, że cała jego twarz stężała.

Nie zawahała się stanąć blisko naprzeciwko niego i pieprzyć go, pieprzyć go, poczuł, jak jej cycki ocierały się o jego klatkę piersiową, tak blisko była.

- Ty wielki palancie! - krzyknęła – Strasznie mnie wystraszyłeś.

- Uspokój się, kobieto - warknął.

- Nie podrzuciłeś mi mojego czeku od dwóch miesięcy, Hound.

Nie mógł tego powstrzymać.

Mrugnął na to i zrobił to powoli.

- Mogłeś przegapić jeden miesiąc, ale nigdy nie przegapiłeś dwóch – poinformowała go o czymś, co wiedział, ale myślał, że nigdy tego nie zauważyła.

- Jak widzisz, nadal stoję - powiedział jej.

- Widzę to. Słyszałam, że Chaos ma kłopoty z tym kimkolwiek, kto porwał Millie, a teraz ścierają się z Bounty.

Bounty było kolejnym MC w Denver.

Nigdy nie mieli żadnych problemów z Bounty.

Teraz mieli.

- Myślę, że ostatnio, kiedy cię widziałem, dałaś jasno do zrozumienia, że ​​nie masz nic wspólnego z Chaosem, więc nie wiem, jak to jest twój problem - stwierdził.

- Hm, nie było cię tam, kiedy chłopcy głosowali na Dutch’a jako rekruta miesiąc temu?

Właściwie był zajęty operacją, więc go nie było.

Chociaż, ponieważ sponsorował Dutcha, podobnie jak każdy mężczyzna, który miał naszywkę Chaosu, gdy Black umarł, jego oficjalny głos nie był tak naprawdę potrzebny.

Postanowił nie odpowiadać.

- Myślałam, że coś ci się stało - powiedziała to, jakby to było oskarżenie.

Przesunął obie dłonie wzdłuż boków ciała, co, jak sądził, mówiło wszystko.

Mówiło, ale wyraźnie nie była zadowolona z tego, jak to zrobił, a on wiedział to po tym, jak jej twarz się skrzywiła, cała wkurzona.

- Przynoś mi moje czeki – oświadczyła z zapałem.

- Zostawię ten obowiązek innemu facetowi – ​​powiedział jej.

- Dlaczego? – wyrzuciła z siebie.

- Bo mam inne rzeczy do zrobienia – odpowiedział, nie całą prawdą, ale też nie całkowitym kłamstwem.

- To dlatego, że byłam dla ciebie suką – powiedziała to wprost.

- Nie powiedziałeś nic, co nie byłoby prawdą – odparł i wcale nie było to kłamstwem.

Nie powiedział tylko, że to, co powiedziała, było do posunięciem kutasa.

- Byłam zdenerwowana – wyjaśniła.

- To nie pozostało niezauważone – podzielił się.

- Nie bądź dupkiem, Hound – warknęła, a jego brwi poszybowały w górę, gdy dał to po sobie poznać.

- Jak to jest być dupkiem? – zapytał.

- Zachowujesz się lekceważąco – powiedziała mu.

Pochylił się w jej stronę - Kobieto, nawet nie wiem, co znaczy „lekceważąco”.

- W takim razie musisz poświęcać więcej czasu na czytanie książek, a mniej na mokrą robotę Chaosu – odwarknęła mu.

Odchylił się i powoli wciągnął głęboko powietrze przez nos.

Spojrzała na niego wściekle.

Kiedy nie zareagował werbalnie na jej uwagę, rozejrzała się dookoła, a potem znów na niego.

- Na litość boską, Hound, mieszkasz w chlewie - oświadczyła.

- Nie mam kobiety, która mógłaby utrzymać to miejsce w porządku, mała - wycedził - Jak sama zauważyłaś. A mężczyznom nie przeszkadza, że ​​mieszkają w chlewie. Tylko kobiety przejmują się takimi gównami.

Jej oczy zmrużyły się - Czemu nie masz kobiety?

Nie zamierzał z nią o tym rozmawiać.

- To nie twoja pieprzona sprawa - odparł.

Podniosła rękę przed siebie, żeby go wskazać.

- Jesteś gorący.

Mrugnął ponownie.

Był?

- To marnotrawstwo - zadekretowała.

Dużo wiedziała o marnotrawstwie i o tym wszystkim, skoro żyła przez siedemnaście lat bez mężczyzny.

- Jeśli martwisz się, że nie zamaczam wystarczająco knota, Keely, możesz to odhaczyć na swojej liście rzeczy, w które nie powinnaś w ogóle wtykać nosa. Dostaję to, czego potrzebuję. Po prostu tego nie zatrzymuję.

- Dlaczego nie? - zapytała.

- Oczywiście nie będziesz tak czuła, ale mnie nie znasz, więc powiem ci, że dla faceta takiego jak ja, jeśli poświęcisz temu wystarczająco dużo czasu, żeby się wciągnąć, rżnięcie staje się uciążliwe, a żaden facet nie potrzebuje niczego, co by go ciągnęło.

- Nie powiedziałeś tego przed chwilą - warknęła.

- Jezu, kobieto - zagrzmiał, patrząc na nią z boku na bok i z powrotem - To ty tu wtargnęłaś, wchodząc mi w twarz i w moją przestrzeń, kładąc na mnie ręce, wtykając nos w gówno, które nie jest twoje. Co ci jest?

- Przyniesiesz mi moje czeki - oświadczyła.

- Już nie - odpalił.

- Przyniesiesz mi moje czeki - zażądała.

Znów się do niej pochylił.

- Już nie - warknął.

A potem, Jezu, kurwa...

Była na nim.

Była nad nim wszędzie.

 

Przyklejona do jego przodu, trzymając ręce mocno zaciśnięte w jego włosach, szarpiące jego głowę w dół do jej, miała swoje usta przy jego i swój język w jego ustach.

Boże, nektar.

Kurwa, niebo.

Oderwał usta od jej ust, wbił dłoń w jej pierś i odepchnął ją o wiele mocniej, niż kiedykolwiek dotknąłby jakiejkolwiek kobiety (lub jakiejkolwiek kobiety, która nie zrobiłaby nic złego Chaosowi), więc cofnęła się o pięć kroków.

Nie mógł przeprosić.

Musiał postawić granicę.

Dla niej.

Dla niego.

Dla jej chłopców.

Dla Chaosu.

- Weź się w garść, Keely – warknął.

- Wypieprz mnie, Hound – wyszeptała.

Jego kutas, który stanął na baczność w chwili, gdy usłyszał jej głos za cholernymi drzwiami, natychmiast stwardniał.

Patrzyła na niego i pieprzyć go, pieprzyć go, to potrzebujące spojrzenie na jej twarzy...

Chryste.

Kosztowało go to wiele, ale odpowiedział - Potrzebujesz tego, kobieto, poderwij kogoś w barze albo kup sobie wibrator.

- Wiesz, jak tego potrzebuję i wiesz, że to nie zadziała.

- Jak stałem się twoim kutasem do zabawy? – zapytał i zrobił to wrednie.

Spojrzała mu prosto w oczy i odpowiedziała - Wiesz jak.

Ukrył to przed nią.

Ukrył to.

Spojrzał na nią i wiedział, że tego nie zrobił.

- Wypierdalaj z mojego domu - warknął.

Nie wyszła z jego domu.

Nie straciła też kontaktu wzrokowego.

Ani razu, chociaż ostatecznie poczuł na sobie tylko jej spojrzenie, bo nie miał w sobie tyle siły, żeby nie patrzeć na to, co zrobiła później.

Zdjęła ubranie.

Każdy ścieg.

Stojąc tuż przed nim.

Potem się odwróciła, a on patrzył, jak jej krągły tyłek i długie nogi z falującym pasmem włosów na plecach wychodziły z jego salonu, szły korytarzem, gdzie zniknęły na końcu w jego sypialni.

Wciągnął głęboki wdech.

Potem wciągnął kolejny. Potem ruszył korytarzem i musiał się bardzo postarać, żeby nie zatrzymać się w drzwiach, nie odwrócić się i nie wyjść z domu, żeby nigdy nie wrócić, gdy zobaczył ją zwiniętą na boku na jego brudnych prześcieradłach, przyciskającą poduszkę do przodu i patrzącą mu w oczy, gdy przechodził przez drzwi.

Jej ręka była między jej nogami.

Zatrzymał się u stóp łóżka i wyszeptał - Mała, musisz się stąd wynieść.

Ponownie z wzrokiem utkwionym w nim, odsunęła poduszkę, przetoczyła się na czworaka, podpełzła do niego i to był cud, że nie dokończył w dżinsy, kiedy się zbliżyła, podniosła się na kolana i położyła rękę na jego brzuchu.

- Kochanie, musisz mnie przelecieć – wyszeptała, przesuwając dłoń po jego brzuchu, po pasku, obejmując jego twarde krocze.

Hound zacisnął zęby.

Wielokrotnie mówił jej chłopakom, że nie obchodziło go, czy byli pijani. Nie obchodziło go, czy byli z flirciarkami. Nie obchodziło go, jak daleko to zaszło.

Nie było żadnego usprawiedliwienia dla utraty kontroli.

Wierzył w to. W każde słowo, które im wygarnął, wbijając im je do głowy. Czyniąc to czystą, pieprzoną ewangelią, że nigdy nie wykorzystają kobiety.

W tej chwili wiedział, że skłamał. Z niskim zwierzęcym dźwiękiem, o którym nie wiedział, że jest w stanie go wydać, chwycił ją za tył ud, szarpnął do przodu, sprawiając, że opadła na plecy w jego łóżku z rozchylonymi nogami.

A potem opadł na kolana i zakopał twarz w cipce Keely.

Więcej nektaru.

Czyste niebo.

Owinęła nogi wokół jego głowy, nie jego ramion, głowy, jej łydki wciągały go głębiej, a on ją zjadał - piękna, pieprzyć go, wspaniała - mocno ssąc jej łechtaczkę, pieprząc ją językiem, liżąc jej lśniące czarne loki, aż lśniły.

Nie przycinała ich, może trochę, nie za bardzo, na tyle, żeby mogła nosić kostium kąpielowy.

Poza tym naturalna, gruba, bujna, ciemna fryzura, zakazanej Keely.

Dyszała i jęczała, wierzgała biodrami pod jego ustami, i zajęło jej to o wiele za mało czasu, żeby stała się dziką, wijącą się, dyszącą, jej palce mocno wcisnęły się w jego włosy, jej krzyki przebiły przez cichy pokój, kiedy dochodziła.

I zrobiła to mocno.

Podskoczył, wyprostował się, wycierając usta grzbietem dłoni, zanim złapał ją za kostki i przewrócił na brzuch.

Przesunęła się na bok, a on wyciągnął rękę i uderzył w jeden z pośladków jej krągłego tyłka.

Znieruchomiała, ale jej oczy przesunęły się w górę na niego.

- Położyłem cię tam, gdzie chcę cię mieć i wezmę to tak, jak mi się podoba, a ty to dasz, Keely – wymamrotał, a potem obserwował, jak zgaszone spojrzenie zniknęło z jej twarzy, a zastąpiło je głodne.

- Tak, Hound – wyszeptała.

Włożył ręce pod jej ramiona, wciągnął ją głębiej na łóżko i wszedł za nią.

Gdy już była na środku, podciągnął jej tyłek tak, że klęczała na czterech, oglądając czerwony ślad swojej dłoni na jej pośladku.

I znów prawie doszedł w spodnie.

Zamiast tego sięgnął daleko do szafki nocnej.

- Bez prezerwatywy – wyszeptała. – Tylko ty, kochanie.

- Prezerwatywa – mruknął, otwierając szufladę.

- Hound, mam to pod kontrolą, więc tylko ty i ja.

Poświęcił jej swoją uwagę i uderzył dłonią ostro w jej drugi pośladek.

Zauważalnie zadrżała.

Kurwa, ona go niszczyła.

- Zostań tak – rozkazał, ciągnąc za pasek, rozpinając rozporek, ściągając dżinsy, czując słodką ulgę, gdy jego kutas wyskoczył na wolność, obserwując ją przez cały czas, z policzkiem w jego łóżku, tyłkiem w powietrzu z czerwonymi śladami od jego lania, odciskiem jego dłoni naznaczający ją... po obu stronach.

I patrzył, jak ona patrzyła na niego z pożądaniem, które naprężyło jej piękne rysy, gdy zakładał prezerwatywę.

- Szybko, Słonko, pieprz mnie – błagała. Poruszał się, kiedy się ustawiał, warknął „Szerzej” i obserwował, jak to robiła, a jego kutas podskoczył. Następnie jedną ręką chwycił jej biodro, a drugą kutasa. Ustawił się, a potem wbił się, obserwując, jak jej cipka go brała, jej ciało zakołysało się pod wpływem siły jego pchnięcia, a zakopał się aż do końca w Keely.

Zamknął oczy, czując nieskazitelną agonię na zaciśnięcie wokół siebie jej mokrego, ciasnego wnętrza i nie mógłby tego powstrzymać, nawet gdyby próbował, jak już ją dosiadł, pieprząc ją ostro, szybko i głęboko, wyginając swoje ciało nad jej, z ręką opartą o łóżko obok niej, z twarzą schowaną w jej szyi, zagrzebaną w jej włosach, słuchając uważnie jej entuzjazmu, jak bardzo ją podniecało to, co jej dawał, kiedy zanurzył drugą rękę między jej nogami i pracował nad nią.

Nieustępliwie.

Musiał się mocno postarać, żeby to powstrzymać, kiedy pchał ją do drugiego orgazmu, trzeciego, a potem usłyszał, jak błagała, żeby przestał.

- Za dużo, kochanie. Za dużo, Hound. Rozpadam się – wyszeptała.

Więc popchnął ją do czwartego i podążył za nią.

To było dzikie. Nie było kobiety, którą by tak mocno i brutalnie przeleciał.

I nie było kobiety, która sprawiłaby, że doszedłby tak potężnie, sprawiając, że czuł, jakby sperma nie wypływała z jego jąder, ale z jego cholernej duszy.

Jego twarz była głęboko wciśnięta w jej szyję, jego kutas głęboko zakopany w jej cipce, jego oddech był szybki i nierówny, kiedy wrócił do Keely na brudnych prześcieradłach w jego gównianym łóżku w jego obskurnym mieszkaniu.

To było wszystko, co mu zostało, żeby się wycofać, upaść na plecy i unieść biodra, żeby podciągnąć dżinsy.

Nie zapiął ich. Nawet nie wsunął całkowicie swojego kutasa do środka. Wpatrywał się w sufit zastanawiając się, jak do cholery mógł do tego dopuścić.

Przeleciał starszą panią innego brata.

Przeleciał mamę Dutcha i Jaga.

Przeleciał Keely.

Zanim zdążył zebrać się w sobie, żeby zrobić wszystko, co musiał, żeby z nią o tym porozmawiać, wyrzucić jej tyłek za drzwi i zaplanować, żeby nigdy więcej jej nie widzieć, wtoczyła się na niego i nie wahała się ani sekundy, żeby zanurzyć rękę w jego dżinsach i objąć jego jaja, jakby były jej własnością.

Przesunął na nią wzrok.

- To nie było mądre – warknął.

- Błąd – odparła, ściskając go tak mocno, że jęknął i szczerze jak cholera, jego kutas nie był jeszcze miękki, a zaczął twardnieć jak skała - To było, Shepherdzie „Hound” Ironside, najwyższy cholerny czas.

- Keely…

Jej ręka pozostała przyklejona do jego kulek, podniosła się, a drugą ręką podciągnęła jego podkoszulek - Mama tym razem się tobą zajmie - wyszeptała, przykładając usta do jego piersi.

- Keely… - warknął.

Ugryzła go w sutek i zarzuciła nogę na niego, siadając na nim okrakiem i przesuwając rękę, by pogłaskać jego penisa po zużytej prezerwatywie.

Kurwa, suka była w rui.

- Cicho, Hound, mam robotę do zrobienia - wymamrotała przy jego skórze.

- Kobieto… - zaczął, ale zakończyło to kolejne jęknięcie, bo mocno go szarpnęła.

Podniosła głowę, a jej piękne oczy w zarumienionej twarzy były leniwe, podekscytowane i głodne, a on, kurwa, zaczął pieprzyć jej rękę.

Uśmiechnęła się.

Wydał stłumiony ryk, uwolnił się, ale tylko po to, by przetoczyć się i usiąść na skraju łóżka, ciągnąc jej brzuch w dół na swoje kolana.

– Rozłóż swoje cholerne nogi, kiedy dam ci klapsy – rozkazał szorstko.

Ona natychmiast posłuchała.

I wtedy Shepherd „Hound” Ironside udzielił ważnej lekcji utajonej mamie motocyklowej.

I ciężko byłoby stwierdzić, kto lepiej na tym wyszedł.

*****

Stał na czworakach i zgiął szyję, by obserwować ją, kiedy pieprzył jej twarz, obserwując, jak bardzo ją to podniecało, czując, jak jej paznokcie wbijały się w szczelinę w jego tyłku, a kiedy nie mógł już znieść więcej, wycofał się i wciągnął ją pod siebie.

- Biorę pigułki - jęknęła.

- Weź mnie w gumce - warknął, sięgając po raz czwarty do swojej szafki nocnej.

- Następnym razem lepiej, żebyś był przetestowany - marudziła.

Nie myślał o następnym razie.

Zrywał folię z prezerwatywy.

Założył ją, a potem zakopał się.

Kiedy był w niej po sam koniec, jej plecy wygięły się w łuk nad łóżkiem, uderzając go w klatkę piersiową.

Opadł i zaczął ją walić.

- Tym razem chcę być na górze - dyszała.

- Nie - odmówił.

- Skarbie, to nie fair, za każdym razem byłeś na szczycie.

- Nie za drugim razem – przypomniał jej przez chrząknięcie.

- Pozwoliłeś mi jeździć na tobie przez jakieś dziesięć sekund.

Jej małe, jędrne cycki podskakiwały, jej głowa odchylona do tyłu, jej cipka ściskała go.

To było wszystko, co mógł znieść.

Podciągnął kolano i ją przeleciał.

- Po prostu daj się wyruchać i przestań zrzędzić – mruknął.

- Hound…

Spotkał się z nią wzrokiem i powiedział - Nie przestawaj zrzędzić, a następnym razem nie weźmiesz mnie na plecy. Wezmę cię na brzuch i włożę ci w tyłek.

Zobaczył, że tego chciała, zanim stracił widok na jej oczy, gdy je zamknęła, wygięła szyję i wiedział, że nadszedł czas, aby się pospieszyć.

Pracował przy jej łechtaczce przez około pół minuty, zanim pod nim eksplodowała.

Przyglądał się temu wspaniałemu pokazowi i pieprzył ją jeszcze przez około dwie minuty, zanim eksplodował w niej.

*****

Hound leżał płasko na plecach.

Keely leżała na nim pod kątem, jej cycki, żebra i brzuch przylegały do ​​jego klatki piersiowej, a policzek leżał obok niego w łóżku.

Kiedy odwrócił głowę, zobaczył ostatnią część i to, że jej głowa była odwrócona.

Znów wpatrywał się w sufit, zastanawiając się, czy miała kutasa, odkąd straciła Blacka.

Ale kiedy Dutch miał osiemnaście lat, Jag szesnaście, a Hound zabierał ich na burgera, jak to robił częściej niż przy rzadkich okazjach, Jag był w gównianym nastroju, Dutch był spokojny, a kiedy wziął ich na spytki, wspólnie stwierdzili - Mama rucha się z jakimś frajerem.

To go zabolało, ale nie dał tego po sobie poznać. Musiał po prostu głęboko zastanowić się, żeby znaleźć w sobie sposób na to, by być zadowolonym, że Keely zadbała o swoje interesy i znaleźć sposób, żeby przekonać jej chłopców do takiego sposobu myślenia. Kiedy jednak kilka miesięcy później zabrał chłopców na strzelnicę, Jag uśmiechał się szczęśliwy, że jego matka „zeskrobała tego frajera”.

Więc jakkolwiek to było do bani, jakkolwiek piękna by nie była, jakkolwiek musiała dać z siebie wszystko, a to, że nie dostawała tego regularnie, było cholerną stratą, przynajmniej coś dostała.

Ale zastanawiał się, czy to, co dostała cztery lata temu, było ostatnim, co miała.

Ponieważ ta kobieta miała wytrzymałość. Trudno mu było nadążyć.

A teraz był wysuszony do cna.

Kiedy o tym myślał, odwróciła głowę, jej włosy rozwiały się i ześlizgnęły, a on spojrzał w jej brązowe oczy.

- Muszę iść - mruknęła.

O tak.

Chryste, tak.

Musiała iść.

- To się nie wydarzyło - powiedział.

Jej brwi drgnęły, zanim zapytała - Nie wydarzyło się?

– Mała – mruknął.

Nie powiedział nic więcej.

Ale nie musiał.

Mogła stracić swojego starego siedemnaście lat temu i nosić ten choker, który nosiła, ale nadal przez to wszytko była starszą panią. Wiedziała, że ​​to rozbiłoby Klub i postawiło Hound’a w poważnej sytuacji, z której mógłby nie znaleźć wyjścia.

Musiał tylko mieć nadzieję, że ma dla niego wystarczająco dużo uczuć, aby nie posunąć się do tego.

Jej usta wygięły się w górę tuż przed tym, kiedy wsunęła się tak, że nie była pod kątem, ale całkowicie na nim z twarzą tuż nad jego.

Ruchał ją wielokrotnie, tyle samo ją jadł, bił ją, był przez nią obciągany, ale z tym wszystkim, poza pierwszym, którego ona na nim złożyła, nie pocałował jej.

Jego pierś rozgrzała się od tego, że jej twarz była tak blisko, jej usta tak blisko, od tego spojrzenia, którego nie widział na jej twarzy od lat tak blisko.

- Fantastycznie pieprzysz, Hound.

- Cieszę się, że mogłem pomóc – wymamrotał.

Jej uśmiech stał się szerszy.

Potem jej oczy opadły na jego usta i wymamrotała - Jak mama poczuje się niegrzeczna, wie, gdzie iść.

Przewrócił oczami z powrotem na sufit, ponieważ był wyczerpany, a ta suka wciąż potrafiła sprawić, że jego kutas drgnął.

Poczuł, jak jej miękkie ciało trzęsło się na jego ciele, a ona śmiała się cicho.

- Hound – zawołała.

Spojrzał na nią i zobaczył, że już się nie śmiała.

- To nasz sekret – powiedziała cicho.

- Zobowiązany – odpowiedział.

Wtedy go zaskoczyła.

- Potrzebuję, żebyś przynosił mi moje czeki, kochanie – wyszeptała.

Nawet gdy położył ręce na jej talii i wbił palce, odpowiedział - To nie jest dobry pomysł, Keely.

- Potrzebuję cię, Hound.

Nie miał już nic, więc sięgnął głęboko w siebie i nie pokazał wyrazem twarzy, jak wiele to znaczyło, gdy powiedział - Nie potrzebujesz mnie, skoro masz Chaos.

- Wiesz, że cię potrzebuję, Hound. Ciebie. Wiesz dlaczego. Wiesz, jak jest z nami.

Nie wiedział tego.

- Nie odsuwaj się ode mnie – dokończyła.

- Kobieto…

Obiema dłońmi złapała go za policzki i przysunęła się bliżej do jego twarzy.

- Jesteś mój i wiesz o tym. Jesteś wszystkim, co mi zostało. Nie odbieraj mi tego.

Tu chodziło Blacka.

Jakkolwiek miała to popieprzone w głowie, to dotyczyło Blacka.

Powinien jej to wyjaśnić wprost, przynieść czeki, upewnić się, że wiedziałaby, że był przy niej, że ją wspierał, ale zrobić to w taki sposób, żeby wiedziała, że ​​nie będzie go, żeby sklepać jej tyłek, kiedy będzie potrzebowała orgazmu.

Niestety, nie potrafił znaleźć sposobu, żeby to zrobić, kiedy była naga na nim lub też naga w jego łóżku.

- Jesteś cholernie bogaty, skarbie, wynajmij sprzątaczkę – powiedziała, kiedy nie odpowiedział.

- To miejsce to obrzydliwa nora, Keely, i to nie mój brud sprawia, że ​​tak jest. Nie wynajmuje się sprzątaczki do szorowania wychodka.

Przechyliła głowę na bok - To twój dom.

- To jakaś nora, w której od czasu do czasu rozbijam się i oglądam telewizję.

- To znajdź sobie jakieś ładniejsze miejsce. Masz pieniądze. Wynajmij kawalerkę, w której chciałbyś przesiadywać i czuć się dobrze.

Nie zamierzał się przenosić.

Miał powód, żeby zostać i dopóki ten powód nie przestanie istnieć, zostanie.

I bez względu na to, że spędził ostatnie cztery godziny na pieprzeniu i byciu pieprzonym przez Keely Black, ona nie miała prawa rozumieć tego snu, który on śnił przez dwadzieścia lat.

- Mała, wyssałaś mi jaja do sucha. Nie sądzę, żebym miał siłę, żeby podnieść głowę z tej poduszki. Zdecydowanie nie mam siły, żeby kłócić się z tobą o coś głupiego, jak to, gdzie się rozbiję, co nie oznacza ni chuja. Daj spokój facetowi.

To przywróciło jej uśmiech.

Nie widział takiego ani razu przez siedemnaście lat.

I do bani było to, jak cholernie dobrze było mieć to z powrotem.

- Jasne, przestanę wysysać ci jaja... tym razem. Ale kiedy wrócę, kochanie, lepiej, żebyś miał czyste prześcieradła.

Jego palce znów wbiły się w jej ciało - Nie wrócisz, Keely.

Jej głowa znów przechyliła się na bok - Nie wrócę?

- Nie. Było zajebiście świetnie, ale mimo wszystko nadal było to zajebiście głupie.

- Skupiam się na tej części zajebiście świetnej – powiedziała mu.

- Keely, nie zadzieraj ze mną, z tym, gdzie jesteśmy, a to biorę z gówna, które mówisz, że znaczy dla ciebie tyle samo, co dla mnie. Było świetnie, mała. Fantastycznie. Zajebiście spektakularnie. Ale to była jednorazowa sprawa. Przyniosę ci czeki. Masz mnie. Nigdy mnie nie stracisz. Twoi chłopcy są tak głęboko w moim sercu, że przyjąłbym za nich kulę. Ale to, co zrobiliśmy, jest skończone. Rozumiesz mnie?

Wtedy to się stało.

Wtedy Keely znów go pocałowała.

Nie było to głęboko ani długo, ale było mokro. Dotknęła jego językiem, dając mu odrobinę swojego nektaru, nawet gdy on wciąż miał smak jej cipki na języku.

Potem odsunęła się.

- Okej, Hound - wyszeptała - Cokolwiek powiesz.

Objął ją ramionami, pozwolił sobie ją przytulić, ściskając przez chwilę, po czym zsunął ją ze siebie i przetoczył się w drugą stronę.

Wywlókł tyłek z łóżka, mamrocząc - Pozbędę się tej prezerwatywy, a potem przyniosę ci ubrania.

Nic nie powiedziała.

Ale kiedy wyszedł z łazienki, jego łóżko było puste.

Znalazł swoje dżinsy, wciągnął je i ruszył korytarzem. Kiedy wszedł do salonu, wyciągała włosy spod tyłu bluzki, ale poza tym była w pełni ubrana, poza butami i kurtką.

Nie umknęło mu, że kościany choker nie ruszył się z jej szyi przez cały czas, kiedy się pieprzyli.

Nie, samo patrzenie na niego sprawiło, że zapragnął mieć twarz w jej szyi, jej tyłek w swoich dłoniach i kutasa wbitego w nią aż po koniec.

Wsunęła stopy w buty, jednocześnie zakładając kurtkę, zanim rzuciła mu szeroki uśmiech.

- Do zobaczenia później, kowboju - powiedziała, idąc do jego drzwi.

Skrzyżował ramiona na piersi.

Spojrzała na jego pierś i uśmiechnęła się krzywo.

- Najlepsze tatuaże w Klubie - wyszeptała, trzymając dłoń na klamce - Chodzące dzieło sztuki.

Napiął szczękę, żeby się na nią nie rzucić, nie złapać jej i nie przykuć łańcuchem do łóżka.

Jej spojrzenie podniosło się w jego stronę - Teraz wiem, że nie tylko w ten jedyny sposób.

- Przestań być wrzodem na moim tyłku - warknął.

- Wrzód jest na moim tyłku, kowboju - odkrzyknęła, wciąż uśmiechając się do niego, ale ten uśmiech poszedł w innym kierunku i poczuł, jak wbijał mu się w jaja - I tak mi się podoba.

Z tym doskonałym podsumowaniem na pożegnanie zniknęła za jego drzwiami.

Hound warknął na to.

Potem podszedł do nich, zamknął je i poszedł z powrotem korytarzem. Nie mógł nawet spojrzeć na swoje łóżko z prześcieradłami, które były poskręcane nie dlatego, że w nich spał.

Więc odwrócił się do niego plecami i upadł na nie.

Otarł twarz dłońmi, a kiedy skończył, zostawił je tam.

- Kurwa, to była wielka pomyłka – mruknął w dłonie.

To była prawda.

To były również najlepsze cztery godziny jego życia.

Bez porównania.

*****

Następnego dnia, po załatwieniu swoich zwykłych porannych spraw, Hound nie rozebrał swojego łóżka z prześcieradeł, by je uprać.

O, nie.

Kurwa, nie.

Poszedł do sklepu i wydał pięćset dolarów na nowy komplet.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz