ROZDZIAŁ 1
Kowboj
Hound
siedział na kanapie w podkoszulku, z ręką na przodzie dżinsów, gapiąc się na
telewizor, gdy ktoś zapukał do drzwi.
Przeniósł
na nie wzrok, mrużąc oczy.
Kiedy
rozległo się kolejne pukanie, sięgnął po pistolet leżący na siedzeniu obok
niego.
Odepchnął
się od kanapy i ostrożnie podszedł do drzwi, ale nie prosto.
Od
boku.
Jeśli
ten, ktokolwiek tam był, miałby ochotę strzelić przez drzwi, nie trafiłoby to Hound’a.
Jego
kanapę tak.
I
to mu nie przeszkadzało. Jego kanapa była kawałkiem gówna.
Był
przy drzwiach, gdy krzyknął - Co?
-
Hound? Tu Keely!
Wpatrywał
się w klamkę.
Po
pierwsze, skąd ona, do licha, wiedziała, gdzie on mieszkał?
A
po drugie, co ona tam, kurwa, robiła?
-
Hound? – zawołała.
-
Chłopaki w porządku? – zapytał, ale wiedział, że przynajmniej Jag był. Chłopak
wyszedł zaledwie pół godziny temu, po tym, jak wyłudził pięćdziesiąt dolców od
Hound’a, żeby zabrać dziewczynę na kolację.
Jagger
Black tracił pieniądze jak wodę. Hound tyle z nim o tym rozmawiał, że powinien
nagrać to gówno i odtworzyć, kiedy będzie musiał to zrobić ponownie.
I
wiedział, że będzie musiał to zrobić ponownie.
Nadal
dał mu pięćdziesiąt dolców.
Ale
też truł mu o to.
-
Tak! – krzyknęła - Otwórz!
Wciągnął
powietrze przez nos i wsunął pistolet pod poduszkę swojego zniszczonego fotela.
Nie
widział jej od dwóch miesięcy. Od dnia, w którym porwano Millie. Podszedł do
wizjera, wyjrzał i zobaczył ją tam, wpatrującą się w drzwi. Jej włosy
rozdzielone na środku opadały pasmami po obu stronach twarzy. Lata i żałoba nie
wpłynęły na cerę nawet odrobinę. Była gładka od czoła do policzków.
Promowała
kulturę rdzennych Amerykanów, coś, co zaczęła robić, kiedy wiele lat temu
zrezygnowała z bycia biker-baby i nie odpuściła. To było coś, co mogła robić, a
Dutch i Jag powiedzieli mu, że są w jednej ósmej Apaczami, skoro ich mama była w
jednej czwartej. W tej chwili robiła to fryzurą i trójrzędowym kościanym
chokerem, który miała na szyi.
Po
tym, co mu wykrzyczała w Kompleksie Chaosu, naprawdę nie chciał czuć na swoim
kutasie tej urody włosów, tych wielkich oczu, tych opuchniętych ust i tego
chokera.
Ale
robił to.
Odblokował
i otworzył drzwi.
Wepchnęła
się, zanim mógł zagrodzić jej drogę.
Gdy
już tam była, nie rozejrzała się po jego obskurnym mieszkaniu, w którym
mieszkał od dziewięciu lat i ani razu nie odkurzał (głównie dlatego, że nie
miał odkurzacza, ale też dlatego, że nigdy nie zamierzał go kupić).
Odwróciła
się do niego, położyła ręce na szczupłych biodrach i oznajmiła - Więc żyjesz.
Poczuł,
jak zacisnęły mu się usta i gwałtownie zamknął drzwi, ale to było wszystko, co
zdołał z siebie wydobyć, zanim podeszła do niego, obie dłonie skierowała
palcami do góry i pchnęła go tak mocno w klatkę piersiową, że cały jego tors
odchylił się do tyłu.
Wtedy
poczuł, że cała jego twarz stężała.
Nie
zawahała się stanąć blisko naprzeciwko niego i pieprzyć go, pieprzyć go, poczuł, jak jej cycki ocierały się o jego klatkę
piersiową, tak blisko była.
-
Ty wielki palancie! - krzyknęła – Strasznie mnie wystraszyłeś.
-
Uspokój się, kobieto - warknął.
-
Nie podrzuciłeś mi mojego czeku od dwóch miesięcy, Hound.
Nie
mógł tego powstrzymać.
Mrugnął
na to i zrobił to powoli.
-
Mogłeś przegapić jeden miesiąc, ale nigdy nie przegapiłeś dwóch – poinformowała
go o czymś, co wiedział, ale myślał, że nigdy tego nie zauważyła.
-
Jak widzisz, nadal stoję - powiedział jej.
-
Widzę to. Słyszałam, że Chaos ma kłopoty z tym kimkolwiek, kto porwał Millie, a
teraz ścierają się z Bounty.
Bounty
było kolejnym MC w Denver.
Nigdy
nie mieli żadnych problemów z Bounty.
Teraz
mieli.
-
Myślę, że ostatnio, kiedy cię widziałem, dałaś jasno do zrozumienia, że nie
masz nic wspólnego
z Chaosem, więc
nie wiem, jak to jest twój
problem - stwierdził.
-
Hm, nie było cię tam, kiedy chłopcy
głosowali na Dutch’a jako rekruta miesiąc temu?
Właściwie
był zajęty operacją, więc go nie było.
Chociaż,
ponieważ sponsorował Dutcha, podobnie jak każdy mężczyzna, który miał naszywkę
Chaosu, gdy Black umarł, jego oficjalny głos nie był tak naprawdę potrzebny.
Postanowił
nie odpowiadać.
-
Myślałam, że coś ci się stało - powiedziała to, jakby to było oskarżenie.
Przesunął
obie dłonie wzdłuż boków ciała, co, jak sądził, mówiło wszystko.
Mówiło,
ale wyraźnie nie była zadowolona z tego, jak to zrobił, a on wiedział to po
tym, jak jej twarz się skrzywiła, cała wkurzona.
-
Przynoś mi moje czeki – oświadczyła z zapałem.
-
Zostawię ten obowiązek innemu facetowi – powiedział jej.
-
Dlaczego? – wyrzuciła z siebie.
-
Bo mam inne rzeczy do zrobienia – odpowiedział, nie całą prawdą, ale też nie
całkowitym kłamstwem.
-
To dlatego, że byłam dla ciebie suką – powiedziała to wprost.
-
Nie powiedziałeś nic, co nie byłoby prawdą – odparł i wcale nie było to
kłamstwem.
Nie
powiedział tylko, że to, co powiedziała, było do posunięciem kutasa.
-
Byłam zdenerwowana – wyjaśniła.
-
To nie pozostało niezauważone – podzielił się.
-
Nie bądź dupkiem, Hound – warknęła, a jego brwi poszybowały w górę, gdy dał to
po sobie poznać.
-
Jak to jest być dupkiem? – zapytał.
-
Zachowujesz się lekceważąco – powiedziała mu.
Pochylił
się w jej stronę - Kobieto, nawet nie wiem, co znaczy „lekceważąco”.
-
W takim razie musisz poświęcać więcej czasu na czytanie książek, a mniej na
mokrą robotę Chaosu – odwarknęła mu.
Odchylił
się i powoli wciągnął głęboko powietrze przez nos.
Spojrzała
na niego wściekle.
Kiedy
nie zareagował werbalnie na jej uwagę, rozejrzała się dookoła, a potem znów na
niego.
-
Na litość boską, Hound, mieszkasz w chlewie - oświadczyła.
-
Nie mam kobiety, która mógłaby utrzymać to miejsce w porządku, mała - wycedził
- Jak sama zauważyłaś. A mężczyznom nie przeszkadza, że mieszkają w chlewie. Tylko
kobiety przejmują
się takimi gównami.
Jej
oczy zmrużyły się - Czemu nie masz kobiety?
Nie
zamierzał z nią o tym rozmawiać.
-
To nie twoja pieprzona sprawa - odparł.
Podniosła
rękę przed siebie, żeby go wskazać.
-
Jesteś gorący.
Mrugnął
ponownie.
Był?
-
To marnotrawstwo - zadekretowała.
Dużo
wiedziała o marnotrawstwie i o tym wszystkim, skoro żyła przez siedemnaście lat
bez mężczyzny.
-
Jeśli martwisz się, że nie zamaczam wystarczająco knota, Keely, możesz to
odhaczyć na swojej liście rzeczy, w które nie powinnaś w ogóle wtykać nosa.
Dostaję to, czego potrzebuję. Po prostu tego nie zatrzymuję.
-
Dlaczego nie? - zapytała.
-
Oczywiście nie będziesz tak czuła, ale mnie nie znasz, więc powiem ci, że dla
faceta takiego jak ja, jeśli poświęcisz temu wystarczająco dużo czasu, żeby się
wciągnąć, rżnięcie staje się uciążliwe, a żaden facet nie potrzebuje niczego,
co by go ciągnęło.
-
Nie powiedziałeś tego przed chwilą - warknęła.
-
Jezu, kobieto - zagrzmiał, patrząc na nią z boku na bok i z powrotem - To ty tu
wtargnęłaś, wchodząc mi w twarz i w moją przestrzeń, kładąc na mnie ręce,
wtykając nos w gówno, które nie jest twoje. Co ci jest?
-
Przyniesiesz mi moje czeki - oświadczyła.
-
Już nie - odpalił.
-
Przyniesiesz mi moje czeki - zażądała.
Znów
się do niej pochylił.
-
Już nie - warknął.
A
potem, Jezu, kurwa...
Była
na nim.
Była
nad nim wszędzie.
Przyklejona
do jego przodu, trzymając ręce mocno zaciśnięte w jego włosach, szarpiące jego
głowę w dół do jej, miała swoje usta przy jego i swój język w jego ustach.
Boże,
nektar.
Kurwa,
niebo.
Oderwał
usta od jej ust, wbił dłoń w jej pierś i odepchnął ją o wiele mocniej, niż
kiedykolwiek dotknąłby jakiejkolwiek kobiety (lub jakiejkolwiek kobiety, która
nie zrobiłaby nic złego Chaosowi), więc cofnęła się o pięć kroków.
Nie
mógł przeprosić.
Musiał
postawić granicę.
Dla
niej.
Dla
niego.
Dla
jej chłopców.
Dla
Chaosu.
-
Weź się w garść, Keely – warknął.
-
Wypieprz mnie, Hound – wyszeptała.
Jego
kutas, który stanął na baczność w chwili, gdy usłyszał jej głos za cholernymi
drzwiami, natychmiast stwardniał.
Patrzyła
na niego i pieprzyć go, pieprzyć go, to potrzebujące spojrzenie na jej
twarzy...
Chryste.
Kosztowało
go to wiele, ale odpowiedział - Potrzebujesz tego, kobieto, poderwij kogoś w
barze albo kup sobie wibrator.
-
Wiesz, jak tego potrzebuję i wiesz, że to nie zadziała.
-
Jak stałem się twoim kutasem do zabawy? – zapytał i zrobił to wrednie.
Spojrzała
mu prosto w oczy i odpowiedziała - Wiesz jak.
Ukrył
to przed nią.
Ukrył
to.
Spojrzał
na nią i wiedział, że tego nie zrobił.
-
Wypierdalaj z mojego domu - warknął.
Nie
wyszła z jego domu.
Nie
straciła też kontaktu wzrokowego.
Ani
razu, chociaż ostatecznie poczuł na sobie tylko jej spojrzenie, bo nie miał w
sobie tyle siły, żeby nie patrzeć na to, co zrobiła później.
Zdjęła
ubranie.
Każdy
ścieg.
Stojąc
tuż przed nim.
Potem
się odwróciła, a on patrzył, jak jej krągły tyłek i długie nogi z falującym
pasmem włosów na plecach wychodziły z jego salonu, szły korytarzem, gdzie zniknęły
na końcu w jego sypialni.
Wciągnął
głęboki wdech.
Potem
wciągnął kolejny. Potem ruszył korytarzem i musiał się bardzo postarać, żeby
nie zatrzymać się w drzwiach, nie odwrócić się i nie wyjść z domu, żeby nigdy
nie wrócić, gdy zobaczył ją zwiniętą na boku na jego brudnych prześcieradłach,
przyciskającą poduszkę do przodu i patrzącą mu w oczy, gdy przechodził przez
drzwi.
Jej
ręka była między jej nogami.
Zatrzymał
się u stóp łóżka i wyszeptał - Mała, musisz się stąd wynieść.
Ponownie
z wzrokiem utkwionym w nim, odsunęła poduszkę, przetoczyła się na czworaka,
podpełzła do niego i to był cud, że nie dokończył w dżinsy, kiedy się zbliżyła,
podniosła się na kolana i położyła rękę na jego brzuchu.
-
Kochanie, musisz mnie przelecieć – wyszeptała, przesuwając dłoń po jego
brzuchu, po pasku, obejmując jego twarde krocze.
Hound
zacisnął zęby.
Wielokrotnie
mówił jej chłopakom, że nie obchodziło go, czy byli pijani. Nie obchodziło go,
czy byli z flirciarkami. Nie obchodziło go, jak daleko to zaszło.
Nie
było żadnego usprawiedliwienia dla utraty kontroli.
Wierzył
w to. W każde słowo, które im wygarnął, wbijając im je do głowy. Czyniąc to
czystą, pieprzoną ewangelią, że nigdy nie wykorzystają kobiety.
W
tej chwili wiedział, że skłamał. Z niskim zwierzęcym dźwiękiem, o którym nie
wiedział, że jest w stanie go wydać, chwycił ją za tył ud, szarpnął do przodu,
sprawiając, że opadła na plecy w jego łóżku z rozchylonymi nogami.
A
potem opadł na kolana i zakopał twarz w cipce Keely.
Więcej
nektaru.
Czyste
niebo.
Owinęła
nogi wokół jego głowy, nie jego ramion, głowy, jej łydki wciągały go głębiej, a
on ją zjadał - piękna, pieprzyć go, wspaniała
- mocno ssąc jej łechtaczkę, pieprząc ją językiem, liżąc jej lśniące czarne
loki, aż lśniły.
Nie
przycinała ich, może trochę, nie za bardzo, na tyle, żeby mogła nosić kostium
kąpielowy.
Poza
tym naturalna, gruba, bujna, ciemna fryzura, zakazanej Keely.
Dyszała
i jęczała, wierzgała biodrami pod jego ustami, i zajęło jej to o wiele za mało
czasu, żeby stała się dziką, wijącą się, dyszącą, jej palce mocno wcisnęły się
w jego włosy, jej krzyki przebiły przez cichy pokój, kiedy dochodziła.
I
zrobiła to mocno.
Podskoczył,
wyprostował się, wycierając usta grzbietem dłoni, zanim złapał ją za kostki i
przewrócił na brzuch.
Przesunęła
się na bok, a on wyciągnął rękę i uderzył w jeden z pośladków jej krągłego
tyłka.
Znieruchomiała,
ale jej oczy przesunęły się w górę na niego.
-
Położyłem cię tam, gdzie chcę cię mieć i wezmę to tak, jak mi się podoba, a ty
to dasz, Keely – wymamrotał, a potem obserwował, jak zgaszone spojrzenie
zniknęło z jej twarzy, a zastąpiło je głodne.
-
Tak, Hound – wyszeptała.
Włożył
ręce pod jej ramiona, wciągnął ją głębiej na łóżko i wszedł za nią.
Gdy
już była na środku, podciągnął jej tyłek tak, że klęczała na czterech, oglądając
czerwony ślad swojej dłoni na jej pośladku.
I
znów prawie doszedł w spodnie.
Zamiast
tego sięgnął daleko do szafki nocnej.
-
Bez prezerwatywy – wyszeptała. – Tylko ty, kochanie.
-
Prezerwatywa – mruknął, otwierając szufladę.
-
Hound, mam to pod kontrolą, więc tylko ty i ja.
Poświęcił
jej swoją uwagę i uderzył dłonią ostro w jej drugi pośladek.
Zauważalnie
zadrżała.
Kurwa,
ona go niszczyła.
-
Zostań tak – rozkazał, ciągnąc za pasek, rozpinając rozporek, ściągając dżinsy,
czując słodką ulgę, gdy jego kutas wyskoczył na wolność, obserwując ją przez
cały czas, z policzkiem w jego łóżku, tyłkiem w powietrzu z czerwonymi śladami od
jego lania, odciskiem jego dłoni naznaczający ją... po obu stronach.
I
patrzył, jak ona patrzyła na niego z pożądaniem, które naprężyło jej piękne
rysy, gdy zakładał prezerwatywę.
-
Szybko, Słonko, pieprz mnie – błagała. Poruszał się, kiedy się ustawiał, warknął
„Szerzej” i obserwował, jak to robiła, a jego kutas podskoczył. Następnie jedną
ręką chwycił jej biodro, a drugą kutasa. Ustawił się, a potem wbił się,
obserwując, jak jej cipka go brała, jej ciało zakołysało się pod wpływem siły
jego pchnięcia, a zakopał się aż do końca w Keely.
Zamknął
oczy, czując nieskazitelną agonię na zaciśnięcie wokół siebie jej mokrego,
ciasnego wnętrza i nie mógłby tego powstrzymać, nawet gdyby próbował, jak już
ją dosiadł, pieprząc ją ostro, szybko i głęboko, wyginając swoje ciało nad jej,
z ręką opartą o łóżko obok niej, z twarzą schowaną w jej szyi, zagrzebaną w jej
włosach, słuchając uważnie jej entuzjazmu, jak bardzo ją podniecało to, co jej
dawał, kiedy zanurzył drugą rękę między jej nogami i pracował nad nią.
Nieustępliwie.
Musiał
się mocno postarać, żeby to powstrzymać, kiedy pchał ją do drugiego orgazmu,
trzeciego, a potem usłyszał, jak błagała, żeby przestał.
-
Za dużo, kochanie. Za dużo, Hound. Rozpadam się – wyszeptała.
Więc
popchnął ją do czwartego i podążył za nią.
To
było dzikie. Nie było kobiety, którą by tak mocno i brutalnie przeleciał.
I
nie było kobiety, która sprawiłaby, że doszedłby tak potężnie, sprawiając, że
czuł, jakby sperma nie wypływała z jego jąder, ale z jego cholernej duszy.
Jego
twarz była głęboko wciśnięta w jej szyję, jego kutas głęboko zakopany w jej
cipce, jego oddech był szybki i nierówny, kiedy wrócił do Keely na brudnych
prześcieradłach w jego gównianym łóżku w jego obskurnym mieszkaniu.
To
było wszystko, co mu zostało, żeby się wycofać, upaść na plecy i unieść biodra,
żeby podciągnąć dżinsy.
Nie
zapiął ich. Nawet nie wsunął całkowicie swojego kutasa do środka. Wpatrywał się
w sufit zastanawiając się, jak do cholery
mógł do tego dopuścić.
Przeleciał
starszą panią innego brata.
Przeleciał
mamę Dutcha i Jaga.
Przeleciał
Keely.
Zanim
zdążył zebrać się w sobie, żeby zrobić wszystko, co musiał, żeby z nią o tym
porozmawiać, wyrzucić jej tyłek za drzwi i zaplanować, żeby nigdy więcej jej
nie widzieć, wtoczyła się na niego i nie wahała się ani sekundy, żeby zanurzyć
rękę w jego dżinsach i objąć jego jaja, jakby były jej własnością.
Przesunął
na nią wzrok.
-
To nie było mądre – warknął.
-
Błąd – odparła, ściskając go tak mocno, że jęknął i szczerze jak cholera, jego
kutas nie był jeszcze miękki, a zaczął twardnieć jak skała - To było, Shepherdzie
„Hound” Ironside, najwyższy cholerny czas.
-
Keely…
Jej
ręka pozostała przyklejona do jego kulek, podniosła się, a drugą ręką
podciągnęła jego podkoszulek - Mama tym razem się tobą zajmie - wyszeptała,
przykładając usta do jego piersi.
-
Keely… - warknął.
Ugryzła
go w sutek i zarzuciła nogę na niego, siadając na nim okrakiem i przesuwając
rękę, by pogłaskać jego penisa po zużytej prezerwatywie.
Kurwa,
suka była w rui.
-
Cicho, Hound, mam robotę do zrobienia - wymamrotała przy jego skórze.
-
Kobieto… - zaczął, ale zakończyło to kolejne jęknięcie, bo mocno go szarpnęła.
Podniosła
głowę, a jej piękne oczy w zarumienionej twarzy były leniwe, podekscytowane i
głodne, a on, kurwa, zaczął pieprzyć jej rękę.
Uśmiechnęła
się.
Wydał
stłumiony ryk, uwolnił się, ale tylko po to, by przetoczyć się i usiąść na
skraju łóżka, ciągnąc jej brzuch w dół na swoje kolana.
–
Rozłóż swoje cholerne nogi, kiedy dam ci klapsy – rozkazał szorstko.
Ona
natychmiast posłuchała.
I
wtedy Shepherd „Hound” Ironside udzielił ważnej lekcji utajonej mamie
motocyklowej.
I
ciężko byłoby stwierdzić, kto lepiej na tym wyszedł.
*****
Stał
na czworakach i zgiął szyję, by obserwować ją, kiedy pieprzył jej twarz,
obserwując, jak bardzo ją to podniecało, czując, jak jej paznokcie wbijały się
w szczelinę w jego tyłku, a kiedy nie mógł już znieść więcej, wycofał się i
wciągnął ją pod siebie.
-
Biorę pigułki - jęknęła.
-
Weź mnie w gumce - warknął, sięgając po raz czwarty do swojej szafki nocnej.
-
Następnym razem lepiej, żebyś był przetestowany - marudziła.
Nie
myślał o następnym razie.
Zrywał
folię z prezerwatywy.
Założył
ją, a potem zakopał się.
Kiedy
był w niej po sam koniec, jej plecy wygięły się w łuk nad łóżkiem, uderzając go
w klatkę piersiową.
Opadł
i zaczął ją walić.
-
Tym razem chcę być na górze - dyszała.
-
Nie - odmówił.
-
Skarbie, to nie fair, za każdym razem byłeś na szczycie.
-
Nie za drugim razem – przypomniał jej przez chrząknięcie.
-
Pozwoliłeś mi jeździć na tobie przez jakieś dziesięć sekund.
Jej
małe, jędrne cycki podskakiwały, jej głowa odchylona do tyłu, jej cipka
ściskała go.
To
było wszystko, co mógł znieść.
Podciągnął
kolano i ją przeleciał.
-
Po prostu daj się wyruchać i przestań zrzędzić – mruknął.
-
Hound…
Spotkał
się z nią wzrokiem i powiedział - Nie przestawaj zrzędzić, a następnym razem
nie weźmiesz mnie na plecy. Wezmę cię na brzuch i włożę ci w tyłek.
Zobaczył,
że tego chciała, zanim stracił widok na jej oczy, gdy je zamknęła, wygięła
szyję i wiedział, że nadszedł czas, aby się pospieszyć.
Pracował
przy jej łechtaczce przez około pół minuty, zanim pod nim eksplodowała.
Przyglądał
się temu wspaniałemu pokazowi i pieprzył ją jeszcze przez około dwie minuty,
zanim eksplodował w niej.
*****
Hound
leżał płasko na plecach.
Keely
leżała na nim pod kątem, jej cycki, żebra i brzuch przylegały do jego
klatki piersiowej, a policzek leżał obok niego w łóżku.
Kiedy
odwrócił głowę, zobaczył ostatnią część i to, że jej głowa była odwrócona.
Znów
wpatrywał się w sufit, zastanawiając się, czy miała kutasa, odkąd straciła
Blacka.
Ale
kiedy Dutch miał osiemnaście lat, Jag szesnaście, a Hound zabierał ich na
burgera, jak to robił częściej niż przy rzadkich okazjach, Jag był w gównianym
nastroju, Dutch był spokojny, a kiedy wziął ich na spytki, wspólnie stwierdzili
- Mama rucha się z jakimś frajerem.
To
go zabolało, ale nie dał tego po sobie poznać. Musiał po prostu głęboko
zastanowić się, żeby znaleźć w sobie sposób na to, by być zadowolonym, że Keely
zadbała o swoje interesy i znaleźć sposób, żeby przekonać jej chłopców do
takiego sposobu myślenia. Kiedy jednak kilka miesięcy później zabrał chłopców
na strzelnicę, Jag uśmiechał się szczęśliwy, że jego matka „zeskrobała tego
frajera”.
Więc
jakkolwiek to było do bani, jakkolwiek piękna by nie była, jakkolwiek musiała
dać z siebie wszystko, a to, że nie dostawała tego regularnie, było cholerną
stratą, przynajmniej coś dostała.
Ale
zastanawiał się, czy to, co dostała cztery lata temu, było ostatnim, co miała.
Ponieważ
ta kobieta miała wytrzymałość. Trudno mu było nadążyć.
A
teraz był wysuszony do cna.
Kiedy
o tym myślał, odwróciła głowę, jej włosy rozwiały się i ześlizgnęły, a on
spojrzał w jej brązowe oczy.
-
Muszę iść - mruknęła.
O
tak.
Chryste,
tak.
Musiała
iść.
-
To się nie wydarzyło - powiedział.
Jej
brwi drgnęły, zanim zapytała - Nie wydarzyło się?
–
Mała – mruknął.
Nie
powiedział nic więcej.
Ale
nie musiał.
Mogła
stracić swojego starego siedemnaście lat temu i nosić ten choker, który nosiła,
ale nadal przez to wszytko była starszą panią. Wiedziała, że to
rozbiłoby Klub i postawiło Hound’a w poważnej sytuacji, z której mógłby nie znaleźć wyjścia.
Musiał
tylko mieć nadzieję, że ma dla niego wystarczająco dużo uczuć, aby nie posunąć
się do tego.
Jej
usta wygięły się w górę tuż przed tym, kiedy wsunęła się tak, że nie była pod
kątem, ale całkowicie na nim z twarzą tuż nad jego.
Ruchał
ją wielokrotnie, tyle samo ją jadł, bił ją, był przez nią obciągany, ale z tym
wszystkim, poza pierwszym, którego ona na nim złożyła, nie pocałował jej.
Jego
pierś rozgrzała się od tego, że jej twarz była tak blisko, jej usta tak blisko,
od tego spojrzenia, którego nie widział na jej twarzy od lat tak blisko.
-
Fantastycznie pieprzysz, Hound.
-
Cieszę się, że mogłem pomóc – wymamrotał.
Jej
uśmiech stał się szerszy.
Potem
jej oczy opadły na jego usta i wymamrotała - Jak mama poczuje się niegrzeczna,
wie, gdzie iść.
Przewrócił
oczami z powrotem na sufit, ponieważ był wyczerpany, a ta suka wciąż potrafiła
sprawić, że jego kutas drgnął.
Poczuł,
jak jej miękkie ciało trzęsło się na jego ciele, a ona śmiała się cicho.
-
Hound – zawołała.
Spojrzał
na nią i zobaczył, że już się nie śmiała.
-
To nasz sekret – powiedziała cicho.
-
Zobowiązany – odpowiedział.
Wtedy
go zaskoczyła.
-
Potrzebuję, żebyś przynosił mi moje czeki, kochanie – wyszeptała.
Nawet
gdy położył ręce na jej talii i wbił palce, odpowiedział - To nie jest dobry
pomysł, Keely.
-
Potrzebuję cię, Hound.
Nie
miał już nic, więc sięgnął głęboko w siebie i nie pokazał wyrazem twarzy, jak
wiele to znaczyło, gdy powiedział - Nie potrzebujesz mnie, skoro masz Chaos.
-
Wiesz, że cię potrzebuję, Hound. Ciebie.
Wiesz dlaczego. Wiesz, jak jest z nami.
Nie
wiedział tego.
-
Nie odsuwaj się ode mnie – dokończyła.
-
Kobieto…
Obiema
dłońmi złapała go za policzki i przysunęła się bliżej do jego twarzy.
-
Jesteś mój i wiesz o tym. Jesteś wszystkim, co mi zostało. Nie odbieraj mi
tego.
Tu
chodziło Blacka.
Jakkolwiek
miała to popieprzone w głowie, to dotyczyło Blacka.
Powinien
jej to wyjaśnić wprost, przynieść czeki, upewnić się, że wiedziałaby, że był
przy niej, że ją wspierał, ale zrobić to w taki sposób, żeby wiedziała, że nie
będzie go, żeby sklepać jej tyłek, kiedy będzie potrzebowała orgazmu.
Niestety,
nie potrafił znaleźć sposobu, żeby to zrobić, kiedy była naga na nim lub też
naga w jego łóżku.
-
Jesteś cholernie bogaty, skarbie, wynajmij sprzątaczkę – powiedziała, kiedy nie
odpowiedział.
-
To miejsce to obrzydliwa nora, Keely, i to nie mój brud sprawia, że tak
jest. Nie wynajmuje się
sprzątaczki do szorowania
wychodka.
Przechyliła głowę na bok - To twój dom.
-
To jakaś nora, w której od czasu do czasu rozbijam się i oglądam telewizję.
-
To znajdź sobie jakieś ładniejsze miejsce. Masz pieniądze. Wynajmij kawalerkę,
w której chciałbyś przesiadywać i czuć się dobrze.
Nie
zamierzał się przenosić.
Miał
powód, żeby zostać i dopóki ten powód nie przestanie istnieć, zostanie.
I
bez względu na to, że spędził ostatnie cztery godziny na pieprzeniu i byciu
pieprzonym przez Keely Black, ona nie miała prawa rozumieć tego snu, który on śnił
przez dwadzieścia lat.
-
Mała, wyssałaś mi jaja do sucha. Nie sądzę, żebym miał siłę, żeby podnieść
głowę z tej poduszki. Zdecydowanie nie mam siły, żeby kłócić się z tobą o coś
głupiego, jak to, gdzie się rozbiję, co nie oznacza ni chuja. Daj spokój
facetowi.
To
przywróciło jej uśmiech.
Nie
widział takiego ani razu przez siedemnaście lat.
I
do bani było to, jak cholernie dobrze było mieć to z powrotem.
-
Jasne, przestanę wysysać ci jaja... tym razem. Ale kiedy wrócę, kochanie,
lepiej, żebyś miał czyste prześcieradła.
Jego
palce znów wbiły się w jej ciało - Nie wrócisz, Keely.
Jej
głowa znów przechyliła się na bok - Nie wrócę?
-
Nie. Było zajebiście świetnie, ale mimo wszystko nadal było to zajebiście
głupie.
-
Skupiam się na tej części zajebiście świetnej – powiedziała mu.
-
Keely, nie zadzieraj ze mną, z tym, gdzie jesteśmy, a to biorę z gówna, które
mówisz, że znaczy dla ciebie tyle samo, co dla mnie. Było świetnie, mała.
Fantastycznie. Zajebiście spektakularnie. Ale to była jednorazowa sprawa.
Przyniosę ci czeki. Masz mnie. Nigdy mnie nie stracisz. Twoi chłopcy są tak
głęboko w moim sercu, że przyjąłbym za nich kulę. Ale to, co zrobiliśmy, jest
skończone. Rozumiesz mnie?
Wtedy
to się stało.
Wtedy
Keely znów go pocałowała.
Nie
było to głęboko ani długo, ale było mokro. Dotknęła jego językiem, dając mu
odrobinę swojego nektaru, nawet gdy on wciąż miał smak jej cipki na języku.
Potem
odsunęła się.
-
Okej, Hound - wyszeptała - Cokolwiek powiesz.
Objął
ją ramionami, pozwolił sobie ją przytulić, ściskając przez chwilę, po czym
zsunął ją ze siebie i przetoczył się w drugą stronę.
Wywlókł
tyłek z łóżka, mamrocząc - Pozbędę się tej prezerwatywy, a potem przyniosę ci
ubrania.
Nic
nie powiedziała.
Ale
kiedy wyszedł z łazienki, jego łóżko było puste.
Znalazł
swoje dżinsy, wciągnął je i ruszył korytarzem. Kiedy wszedł do salonu, wyciągała
włosy spod tyłu bluzki, ale poza tym była w pełni ubrana, poza butami i kurtką.
Nie
umknęło mu, że kościany choker nie ruszył się z jej szyi przez cały czas, kiedy
się pieprzyli.
Nie,
samo patrzenie na niego sprawiło, że zapragnął mieć twarz w jej szyi, jej tyłek
w swoich dłoniach i kutasa wbitego w nią aż po koniec.
Wsunęła
stopy w buty, jednocześnie zakładając kurtkę, zanim rzuciła mu szeroki uśmiech.
-
Do zobaczenia później, kowboju - powiedziała, idąc do jego drzwi.
Skrzyżował
ramiona na piersi.
Spojrzała
na jego pierś i uśmiechnęła się krzywo.
-
Najlepsze tatuaże w Klubie - wyszeptała, trzymając dłoń na klamce - Chodzące
dzieło sztuki.
Napiął
szczękę, żeby się na nią nie rzucić, nie złapać jej i nie przykuć łańcuchem do
łóżka.
Jej
spojrzenie podniosło się w jego stronę - Teraz wiem, że nie tylko w ten jedyny
sposób.
-
Przestań być wrzodem na moim tyłku - warknął.
-
Wrzód jest na moim tyłku, kowboju - odkrzyknęła, wciąż uśmiechając się do niego,
ale ten uśmiech poszedł w innym kierunku i poczuł, jak wbijał mu się w jaja - I
tak mi się podoba.
Z
tym doskonałym podsumowaniem na pożegnanie zniknęła za jego drzwiami.
Hound
warknął na to.
Potem
podszedł do nich, zamknął je i poszedł z powrotem korytarzem. Nie mógł nawet
spojrzeć na swoje łóżko z prześcieradłami, które były poskręcane nie dlatego,
że w nich spał.
Więc
odwrócił się do niego plecami i upadł na nie.
Otarł
twarz dłońmi, a kiedy skończył, zostawił je tam.
-
Kurwa, to była wielka pomyłka – mruknął w dłonie.
To
była prawda.
To
były również najlepsze cztery godziny jego życia.
Bez
porównania.
*****
Następnego
dnia, po załatwieniu swoich zwykłych porannych spraw, Hound nie rozebrał
swojego łóżka z prześcieradeł, by je uprać.
O,
nie.
Kurwa,
nie.
Poszedł
do sklepu i wydał pięćset dolarów na nowy komplet.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz