sobota, 4 stycznia 2025

17 - Duchy ożywają

 ROZDZIAŁ 17

Duchy ożywają

Keely

 

Był piątkowy poranek.

Siedziałam przy kuchennym stole, a Hound rozmawiał przez telefon z kimś, kto brzmiał jak Tack.

Nadal robił mi śniadanie każdego ranka, o czym świadczył fakt, że właśnie wsunął przede mnie mój talerz.

Rozwijał się.

Serowa jajecznica, tosty i paszteciki z zawijanymi kiełbaskami.

Chwyciłam widelec i nóż i zaczęłam jeść, ale czułam się dziwnie.

Hound budził się obok mnie każdego dnia od poniedziałku.

I każdego dnia wstawał ze mną, kiedy mógł spokojnie spać w łóżku i nie robił tego tylko po to, żeby mnie przelecieć.

Robił mi śniadanie.

Było nam dobrze. Chłopcy wiedzieli o nas i cieszyli się z naszego powodu. Bev wiedziała i cieszyła się z naszego powodu. Rozumieliśmy, co najgorsze może się wydarzyć, kiedy powiedziemy braciom, i rozumieliśmy również, jak sobie z tym poradzimy.

Ale dzień wcześniej wróciłam z pracy do domu i zobaczyłam pickupa Hounda na moim podjeździe, jego motocykl za nim i wielką torbę wypełnioną ubraniami Hounda w mojej sypialni.

Nie poprosiłam go, żeby się wprowadził.

Nie przeszkadzało mi, że wprowadził się bez mojego zaproszenia.

Martwiło mnie, że dopóki oba jego środki transportu nie dojechały do ​​mojego podjazdu, a ta torba nie dojechała do mojej sypialni, wracał do siebie tylko po to, żeby się przebrać.

Zanim noc się skończyła, przeniósł swój motocykl i pickupa za bramę przy moim tylnym ogrodzeniu na zamknięty teren, który Black zbudował dla naszego kampera, którego kupił na zloty. Kilka lat po jego śmierci sprzedałam go Arlo i od tamtej pory miejsce to było puste.

Do tej pory stało się miejscem, w którym Hound mógł parkować swoje samochody, żeby nikt, kogo nie chcielibyśmy widzieć, a kto mógłby również podjechać do mnie lub przejeżdżać obok, nie widział ich stojących tam na noc w moim domu.

Ukrywanie musiało się skończyć i byłam za tym, ale nie byłam za tym, co to mogłoby przynieść (w ogóle).

I zgodziliśmy się, że nie będziemy się spieszyć, więc mógł przenieść wszystkie swoje rzeczy do mojego domu, nie obchodziło mnie to. Pozbyłabym się nawet starych mebli, które kiedyś stały w naszym salonie, a które przeniosłam do piwnicy, kiedy remontowałam dom, żeby chłopcy mogli mieć własne miejsce, kiedy osiągnęliby wiek, w którym mogliby tego potrzebować. Hound mógłby tam wstawić swoje nowe, zajebiste rzeczy.

Martwiło mnie, że wydawało się, że unikał swojej przestrzeni i może nie była najlepsza, ale to tam zaczynaliśmy, była jego, a ja lubiłam tam być z nim.

Nie podobało mi się wiedza, że jej unikał, bo unikał wspomnień o Jean.

- Knight nie posunie się tak daleko, nie z kobietą, a mimo że to głupia dupa, Turnbull nadal ma waginę – powiedział Hound do telefonu, wracając do stołu z talerzem.

Usiadł obok mnie na rogu i chwycił widelec.

Ale ja utknęłam na nazwisku, które powiedział.

Turnbull.

Znałam to nazwisko.

Nie słyszałam go od lat, ale z drugiej strony, od lat nie słyszałam, żeby ktoś wspominał o Chew. Ale wydawało się, że on może jakoś wrócić, i to jakoś nie w dobrym tego słowa znaczeniu, jakkolwiek taki kompletny dupek jak Chew mógłby wrócić.

Nie mogłam powiedzieć, że na początku nienawidziłam Chew.

Mogłam powiedzieć, że nienawidziłam go pod koniec.

- Wiem, że nasz teren jest nadal czysty – ciągnął Hound - Myślę jednak, że może będziemy musieli poprzeć jego grę. Trzymał się z dala od tego dla nas. Skoro teraz on w tym uczestniczy, musimy z nim wrócić do tego.

Słuchał i jadł. Ja jadłam tylko dlatego, że milczał i nie było czego słuchać.

A potem było czego słuchać.

- Tak – powiedział z westchnieniem - Kolejne spotkanie. Robimy to tak często, że równie dobrze możemy postawić łóżka polowe wokół stołu, żebyśmy mogli spać - przerwał, po czym z kolejnym westchnieniem, tym razem cięższym - Jasne. Tak. Będę tam. Później - Odłożył telefon i zatopił widelec w paszteciku z kiełbaską.

- Wszystko w porządku? – zapytałam ostrożnie.

- Klubowe gówno – mruknął, wpychając kiełbasę do ust.

Było wiele złego, z którym Hound musiał sobie poradzić, ścigając winnych śmierci Blacka.

Na jego wyraźne wskazanie, że nie będziemy rozmawiali o jego rozmowie telefonicznej, spokojne, słodkie uczucie zadomowiło się w moim brzuchu, że było coś ważnego, coś dobrego, co mógłby mieć po ściganiu zabójców Blacka.

Znałam złotą zasadę, jeśli chodziło o braci i starsze panie z Klubu, i nie był to tylko Chaos. Z upływem czasu było wiele rzeczy do wynegocjowania między  zagorzałymi motocyklistami a ich kobietami i w tej sytuacji to starsza pani musiała podjąć decyzję, czy zamierzała to tolerować, czy nie.

Ale znałam złotą zasadę.

Jeśli w klubie toczyły się jakieś sprawy, a staruszek biker-babe nie dzielił się, to nie była to jej sprawa. Nie namawiała, nie naciskała i nie zrzędziła. Trzymała język za zębami i znosiła to, jakkolwiek te sprawy wpływały na jej mężczyznę, a ona z kolei, bez komentarza, była przy nim.

Jeśli była mądra, ale przede wszystkim jeśli była kochająca, udowadniała z czasem czynami, że można było jej zaufać. A po tym, jakby tego się dowiedział, mógłby odrobinę się z nią podzielić lub mógłby jej dać wszystko. I mogliby o tym porozmawiać, mógłby zapytać ją o radę, albo gdyby zgłupiała, mogłyby się pojawić kłótnie. Ale jeśli w końcu obdarzyłby ją takim zaufaniem, jedyną rzeczą, której nie mogła zrobić, było to, by dowiedziała się, co się działo w klubie, a potem wtykałaby w to nos między braćmi.

Mogła mieć pewne wpływy, ale miały one ściśle określone granice, a były one za drzwiami domu, który dzieliła ze swoim staruszkiem. Na zewnątrz, szczególnie na terenie klubu, miała wsparcie swojego mężczyzny, miała wsparcie klubu i to z pewnością było to.

Wiedziałam, że Chaos miał problemy i czułam, że Hound mi ufał. Jednak z moją historią nie chciał się podzielić, bardziej niż prawdopodobnie dlatego, że mnie chronił. Straciłam rozum po tym, jak Millie została porwana i poszłam do Kompleksu, aby powiedzieć to, co pozostało w nim. Nie chciał, żeby to się powtórzyło, nie dlatego, że byłam taka wściekła, ale dlatego, bo rozumiał ból i strach, jaki się za tym krył.

Musiałam poświęcić czas, aby to odwrócić, abym mogła zrobić to, co do mnie należało, aby być częścią jego życia, która będzie spokojem w burzy, w której znalazł się Chaos, zabierając Hound’a ze sobą.

Teraz mogłam to zrobić nie naciskając na niego, cokolwiek się działo, po prostu pozwalając temu być i nie reagując na wiedzę, że to się działo.

Więc zrobiłam dokładnie to. Zmieniłam też temat, ale niestety był to temat, który mógł być równie śliski.

- Bev zadzwoniła wczoraj i powiedziała, że ​​chciałaby zjeść rodzinną kolację z chłopakami i swoim narzeczonym. A przez rodzinę jasno dała do zrozumienia, że ​​ma na myśli również ciebie.

Hound odwrócił uwagę od talerza i zwrócił się do mnie, a ja szybko dodałam, zanim zdążył odrzucić tę sugestię i zrobić to z ekstremalnym uprzedzeniem.

- Ona jest podekscytowana. Zakochuje się w tym facecie, trochę po fakcie, ale tak jest. A ja nie byłam zachwycona tym wszystkim, co się działo. Ona chce, żebyśmy ja i chłopcy go poznali, i chce, żebyś ty też to zrobił. Chce, żeby był głębiej w jej życiu, co oznacza poznanie ludzi, których kocha. Ten facet jest sprzedawcą ubezpieczeń. Nigdy nie przeciwstawi się Chaosowi...

- Ustaw to, mała, ale zrób to tutaj. Ty masz stół w jadalni, Bev nie ma, i bez urazy dla kobiety, ale ona nie jest tak dobrą kucharką jak ty. Jutro wieczorem. Albo w niedzielę. Porozmawiam z chłopakami.

Wpatrywałam się w niego.

Nie przestawał jeść.

- Ty, no cóż... powiedziałeś, że ona, chłopcy, tylko ty i ja, a teraz wprowadzamy Tada - powiedziałam cicho.

Uśmiechnął się do talerza, pokręcił głową i mruknął: „Tad”.

- To imię tego mężczyzny, Shep – powiedziałam mu.

Odchylił się na krześle, chwycił kubek kawy, skierował uśmiech w moją stronę i powiedział - Facet od ubezpieczeń o imieniu Tad.

Poczułam, jak moje oczy się zwężają - Będziesz dla niego miły.

- Jasne - zgodził się, biorąc łyk kawy.

- I nie będziesz gadać o tym, że ludzie z ubezpieczeń pieprzą ludzi w tyłek - zażądałam.

- Postaram się nie wplatać tego w rozmowę - zażartował.

- Naprawdę, Hound - warknęłam.

- Wyluzuj, Keekee. Będę spoko - odpowiedział.

Tego właśnie nie rozumiałam. Że był „wyluzowany” w tej sprawie, kiedy był tak nieugięty, że tylko chłopcy, Bev, on i ja.

Dlatego w to weszłam - Więc teraz wyjaśnij, dlaczego jesteś całkiem w porządku z tym, że Tad się pokazuje, bo to mnie trochę przeraża.

- Kochanie, on jest agentem ubezpieczeniowym - powiedział w wyjaśnieniu, co nie było pełnym wyjaśnieniem.

- Tak - odpowiedziałam i zrobiłam to powoli.

- Po pierwsze, nie zna żadnego z tamtych facetów. Po drugie, prawdopodobnie nigdy nie pozna żadnego z nich, oprócz mnie, ale tylko dlatego, że pozna ciebie. Więc jak powiedziałaś, nigdy nie wpadnie do Chaosu, a jeśli to zrobi, powiem mu, żeby trzymał gębę na kłódkę, a to prawdopodobnie nie tylko sprawi, że usta Tada pozostaną zamknięte, ale prawdopodobnie zaciśnie mu zwieracz, więc może nie będzie w stanie wysrać się przez tydzień.

- Nie groź mu też, Hound – ostrzegłam zirytowana.

Uśmiechnął się do mnie szeroko - Jezu, Keekee, myślisz, że przywalę tego faceta do ściany twojego holu, trzymając go za gardło, gdy tylko wejdzie i powiem mu, że podam mu jego jaja na kolację, jeśli przez jakiś ekstremalny przypadek wpadnie na jakiegoś motocyklistę w Denver Metro i powie: „Hej, a tak w ogóle, czy wiedziałeś, że ten facet Hound pieprzy tę biker-baby o imieniu Keely?” Chryste. Daj mi trochę wiary, kobieto.

Ponieważ to było coś, czego on by nie zrobił, ani Tad (mam nadzieję), skinęłam głową.

- Po prostu... postaraj się nie być zbyt naturalnie twardzielem – powiedziałam - I uprzedź chłopaków, żeby też nie byli zbytnimi twardzielami. Myślę, że Beverly lubi, gdy jego zwieracz działa prawidłowo.

Brwi Hounda powędrowały w górę - Ona mu daje w tyłek?

- Nie! – warknęłam - Cóż, nie wiem. Ona dzieli się, ale tym się nie dzieliła.

- Może powinnaś kupić jej strap-ona na wieczór panieński. Jedno z nich musi mieć fiuta, a kiedy przyjdzie jego kolej, może się przydać.

Wyciągnęłam rękę i uderzyłam go w ramię.

Zaczął chichotać.

Ponieważ był w dobrym humorze, obojętnie czy dobrym, czy złym, nie znałam go wystarczająco dobrze, jak my teraz - Hound, mój stary, Keely, jego starsza pani - ale postanowiłam spróbować.

- Nie musisz robić mi śniadania - oznajmiłam.

Odkryłam, że to była nieprawda.

Jego humor zniknął, odstawił kawę i pochylił się nad talerzem.

- Shep - wyszeptałam.

Pochylił się nad talerzem i skierował na mnie tylko wzrok.

- Muszę ci robić śniadanie - powiedział cicho.

Okej, to było to, co robił i teraz musiałam to zostawić.

Kiwnęłam głową.

- Okej, skarbie - powiedziałam delikatnie. Kiedy spojrzał z powrotem na jedzenie, dokończyłam - Kocham cię.

Mruknął do jedzenia.

Odebrałam to jako „Ja ciebie też”.

Wyciągając nas z tych mrocznych wód, oświadczyłam - Nie musisz dzielić się tym, co robi Klub, ale wiesz, teraz, gdy znów ocierasz się o Chew, następnym razem, gdy go zobaczysz, powiedz mu, że kazałam mu się pieprzyć.

Natychmiast znieruchomiałam, bo Hound znieruchomiał, powietrze nie tylko w kuchni, ale, jak przypuszczałam, również w całym domu (i może na całej okolicy) znieruchomiało.

Patrzyłam, jak powoli odwracał spojrzenie w moją stronę.

- Chew? - warknął.

- Ja... uh... - Zaczęłam, a potem przestałam.

Nie oznaczało to wyrzeczenia się Klubu. Jeśli zostawałeś członkiem klubu motocyklowego takiego jak Chaos, to było zobowiązanie na całe życie.

Chew wyrzekł się Klubu.

To nie była popularna decyzja, ogólnie rzecz biorąc.

Ostatecznie jednak wyczułam, że mężczyźni byli zadowoleni, że dokonał takiego wyboru.

Stało się tak, bo Chew udowodnił, jakim był mężczyzną, gdy nie zagłosował za egzekucją Cranka, co umacniało przejęcie władzy przez Tacka, i wyrzekł się Klubu zamiast być w nim, gdy Tack prowadził ich do czystości, co było jeszcze mniej popularne. Powodem, dla którego panowanie Cranka ostatecznie dobiegło końca, był ten sam, dla którego każdy brat uważał, że Chew powinien uporządkować swoje sprawy.

Nie chodziło o to, że wszyscy stracili do niego szacunek, jak głęboko wpadł w gówno, które wywołał Crank, jak bardzo się ubrudził i jak bardzo mu się to podobało.

Chodziło o to, że wszyscy go nienawidzili i byli szczęśliwi, gdyby, widząc jego plecy, wypalili mu z nich emblemat Chaosu, gdyby nie zrobił tego jako pierwszy, bo na to zasłużył, a od tego czasu, nawet jeśli nie byłam głęboko w Klubie, miałam informatorkę o imieniu Beverly i ani razu nie słyszałam, żeby jego imię zostało wymienione. Oczywiście nigdy nie rozmawialiśmy o tym z Hound’em, ale nie musiałam tego robić, żeby wiedzieć, gdzie plasował się na skali tego, jak głęboko nienawidził Chew.

Ale nawet gdyby to było wątpliwe, jego reakcja na moją wzmiankę o Chew powiedziała mi, jak głęboko go nienawidził, a dzwonek alarmowy zadzwonił bardzo głośno.

Hound wyprostował się od talerza, ale zrobił to, odwracając się w moją stronę i kładąc przedramię i łokieć na stole w sposób, że umieścił go dokładnie w mojej przestrzeni.

- Dlaczego wspomniałaś o Chew? - zapytał.

- Twój telefon - odpowiedziałam.

- Co w moim telefonie sprawiło, że wspomniałaś o Chew?

- Powiedziałeś Turnbull.

O cholera.

Naprawdę widziałam, jak mięśnie na jego szyi, ramionach i klatce piersiowej napinają się, sprawiając, że wyglądał, jakby rósł, rozszerzał się, wypełniał przestrzeń fizycznie, a nie tylko swoją wściekłą atmosferą.

- Wyjaśnij - syknął przez zęby.

- To było... ja... - zaczęłam.

I wtedy przypomniałam sobie, dlaczego nie mógł tego pamiętać.

Docierało do mnie również, jak ważne to było.

Pochyliłam się nad nim, obejmując dłonią wierzch jego pięści na stole i mocno trzymając.

- Pamiętasz, jak Crank wyciągnął to gówno, chcąc pokazać inne oblicze Chaosu, udawać przed światem, ale przede wszystkim przed gliniarzami, że Chaos nie był tym, czym go zrobił? - zapytałam.

- Nie – odgryzł się.

Nie, nie pamiętał. Ponieważ, jak większość chłopaków, nie uwierzył w bzdury Cranka. Po prostu je zignorował.

- Cóż, robił to. Zapisał Klub, żeby robić coś w szkołach z dziećmi. Bezpieczeństwo na drodze. Świadomość otoczenia. Jak sobie radzić, gdy podejdzie nieznajomy. Ludzie w szkołach uważali, że to było świetnie, gdy motocykliści zgłaszali się na ochotnika. Myśleli, że dzieciaki posłuchają motocyklistów. Ale kiedy przyszło do faktycznego działania, to szło głównie o starsze panie wystrojone w stroje biker-baby i zmierzające w ich stronę. Oprócz Blacka, Doga, Tacka i Hopa, wszyscy w tym uczestniczyli. I... - ścisnęłam jego dłoń - Chew.

- I…? – praktycznie warknął.

Skinęłam głową i szybko kontynuowałam - Zrozumiałam, dlaczego Chew przyszedł, kiedy zauważyłam, że flirtował i bawił się z kilkoma mamami, zwłaszcza tymi samotnymi. I z jedną się zbliżył. Wiem, że zabrał ją na randkę, bo Black i ja widzieliśmy ich razem w The Blue Bonnet. Miała małą dziewczynkę. Trochę chamską. Dużo arogancji. Miała na imię...

- Camilla.

Słysząc, jak wypowiedział to imię i wiedząc, że je znał, zamilkłam.

Ręka Hounda oderwała się od mojej, a jego krzesło szorowało o podłogę, gdy odrzucił je do tyłu, wstając z niego i łapiąc za telefon leżący na stole.

Odchyliłam głowę do tyłu, gdy pochylił się nade mną, mocno przycisnął usta do moich i odsunął się, mówiąc - Muszę iść.

- Chew wrócił, prawda? – zmartwiłam się - I to nie jest dobre.

Złapał mnie za tył głowy i wsunął swoją twarz blisko.

- Nie martw się - warknął - Teraz muszę iść.

Dotknął ustami moich ust, a potem wymamrotał - Kocham cię.

I po tych słowach, przykładając kciuk do telefonu, a potem telefon do ucha, zerwał kurtkę z oparcia krzesła najbliżej drzwi, gdzie położył je poprzedniej nocy, i odszedł.

- Okej - powiedziałam, gapiąc się na drzwi. Wzięłam głęboki oddech i dokończyłam – Cholera.

*****

Tego wieczoru byłam w swojej garderobie, robiąc miejsce i szukając miejsc, w których mogłabym położyć ubrania Hounda, kiedy wszedł.

Jego wzrok powędrował bezpośrednio ode mnie, do mnie wieszającej parę jego dżinsów na części szafy, która miała dwa drążki, wysoki i niski.

Było kilka takich sekcji dookoła. Ale na drążku na górze, na którym wieszałam jego dżinsy, były moje rzeczy (podobnie jak na wszystkich innych). Na drążku pod nim było dziesięć par wyblakłych dżinsów, czarna koszula na specjalne okazje z długim rękawem i kołnierzykiem, która była tak gorąca, że ​​chciałam poprosić Hounda, żeby ją dla mnie przymierzył, i cztery flanelowe koszule w kratę, wszystkie w oszałamiających zestawieniach szarości zmieszanych z czernią lub czerni zmieszanej z szarością.

Jego uwaga wróciła do mnie.

- To twoja część szafy – powiedziałam, wskazując na nią. Przeszłam do przestrzeni obok, wskazując na zestaw szuflad, głównie trzecią od dołu - Bielizna, skarpetki i podkoszulki. Ta pod nią, twoje T-shirty.

Jego teraz wyrazista twarz się zmieniła, ale szybko podniosłam dłoń, wyciągając ją w jego stronę.

- Zanim wypieprzysz mnie na podłodze garderoby, żeby podziękować mi za odłożenie twoich ubrań i za to, co to oznacza, najpierw przynieś resztę. Po drugie, jeśli uwalniasz mieszkanie, nie ma powodu, żeby wydawać tam pieniądze na czynsz, więc ściągniemy chłopaków tutaj, żeby pozbyli się gówna z piwnicy i przenieśli tam twoje nowe rzeczy. To może być twoje motocyklowe sanktuarium. Po trzecie, porozmawiamy o Jean, i to wkrótce, kochanie, bo mnie martwisz. I na koniec, Tad i Bev wpadają na kolację w niedzielę wieczorem, więc któreś z nas musi wysłać chłopakom SMS-a, żeby przytargali tu swoje tyłki.

Nie ruszył się.

- Skończyłam - poinformowałam go - Więc teraz możesz mnie wyruchać.

Studiował mnie uważnie.

Bardzo uważnie.

Tak uważnie, że trochę się przestraszyłam.

Ale zrozumiałam, dlaczego to zrobił, gdy zaczął mówić.

- Ten, który stał za porwaniem Millie to facet o nazwisku Benito Valenzuela – oznajmił.

Wciągnęłam oddech.

To już się działo.

Hound miał mi zaufać.

Tam, w mojej garderobie, oficjalnie stawałam się jego starszą panią.

Poczułam dreszcz szczęścia, nawet gdy się przygotowywałam.

Kontynuował.

- To szaleniec. Psychopata. Socjopata. Nie wiem, jaka jest różnica, ale prawdopodobnie jest jednym i drugim. Kręci filmy porno, prowadzi dziewczyny i handluje narkotykami. Chciał Denver, a Chaos jest w Denver, więc naciskał, żeby zająć nasz teren. Długo nie się przepychaliśmy. Niedługo po tym, jak porwał Millie, zniknął. I kobieta, jego kobieta, albo myśleliśmy, że ją pieprzył, ale, cokolwiek z nim robiła, pełniła swoją rolę w jego operacjach. Teraz zajęła jego miejsce. A ona nazywa się Camilla Turnbull.

- O mój Boże – wyszeptałam.

Hound zignorował mój szept i mówił dalej.

- Chew albo stoi za manewrami Valenzueli, albo za Turnbull, ona wpycha się do środka, zbliża się, a potem go wywali, żeby Chew mógł przejąć kontrolę. Tak czy inaczej, to Chew chce Chaosu. A gdyby Valenzuela zginął po tym gównie z Millie, to miałoby sens, bo tylko Chew zemściłby się za jednego ze swoich ludzi, który zrobiłby coś tak głupiego i zrobił to starszej pani. Ale przede wszystkim jak zrobiłby to Millie.

Miał rację. Chew kochał Millie. Właściwie, kiedyś myślałam, że Chew kochał Millie. Po prostu była High’a w taki sposób, w jaki była High’a i to się nigdy nie zmieni, co zostało udowodnione, bo nawet kiedy to się zmieniło, to nigdy tak naprawdę nie nastąpiło i wrócili do siebie.

- Więc co to wszystko znaczy? – zapytałam

- Albo Valenzuela wie, że spieprzył sprawę, ten wielki facet jest wkurzony, a tym wielkim facetem jest Chew, i uciekł, albo oni wykonali swój ruch i on nie żyje. To ma znaczenie tylko wtedy, gdy uciekł i znalazł siłę ognia, by wrócić. Teraz liczy się to, że nasz prawdziwy wróg zna nas w sposób, w jaki nas zna. Większość gówna, które zrobiliśmy, już dawno minęło, bo jest przedawnione. Część z tego nie ma okresu przedawnienia, a jeśli nie wie, gdzie pochowano ciała, może zgadnąć.

- O mój Boże – wyszeptałam, rozumiejąc, co to oznaczało, szczególnie co to oznaczało dla mojego mężczyzny. Radosne mrowienie dawno minęło i jedynym sposobem, w jaki mogłam wyrazić zupełnie inne mrowienie, które je zastąpiło, było szepnięcie - Hound.

- Tack zajmuje się tym dziś wieczorem ze mną i kilkoma braćmi. Rekruci nie będą się tego ruszać, szczególnie Dutch i Jag nie będą dotykać kości mężczyzn, którzy zabili ich tatę.

Dreszcz mnie przeszedł.

- Boże. Hound.

- Potrzebuję, żebyś była twarda w tej sprawie, Keely, bo duchy powstają, a ja w końcu cię mam i cię cholernie nie stracę cię przez więcej pieprzonego gówna Cranka.

Nigdy mnie nie straci.

Ale teraz widziałam, że tracił rozum.

Więc natychmiast do niego podeszłam.

Objęłam go ramionami jego ciało w kurtce, przycisnęłam się do niego i odchyliłam głowę, żeby spojrzeć mu w oczy.

- Nie stracisz mnie – zapewniłam go.

- Wszyscy wpakowaliśmy w niego kule, a on i tak nie chce umrzeć.

Wsunęłam ręce pod jego kurtkę i zaczęłam uspokajająco głaskać go po plecach przez koszulkę, mrucząc - Kochanie. To nie Crank. Crank odszedł. To Chew.

- Był chłopcem Cranka. Jak pieprzony piesek pokojowy. Dyszący. Im głębiej Crank nas wciągał, tym bardziej reszta z nas dusiła się gównem, ale Chew’owi dawało to większą swobodę oddychania.

- To przeszłość - przypomniałam mu.

- To nie koniec - warknął - Dowodem tego jest fakt, że muszę spotkać się z Tack’iem, Dogiem, Brickiem, Bozem, High’em i Hop’em i pójść wykopać jego pieprzone kości i zabrać je gdzieś, żeby je posmarować ługiem.

Powstrzymałam dreszcz i zacisnęłam palce w pięści z tyłu jego koszulki.

- Mówimy o Chew. Pamiętaj o tym - nalegałam stanowczo - Ten facet nie poradzi sobie z Chaosem. Nie przechytrzy Tacka Allena. Dasz radę.

- Udało mu się z nami pieprzyć przez naprawdę długi czas, a żaden z nas nie wiedział, o co chodzi, Keely.

Wydawało się, że to była prawda.

Zacisnęłam usta.

Rozwarłam je, żeby powiedzieć - Wy wszyscy… - Szarpnęłam jego koszulkę, a potem ją odsunęłam, wbijając pięści w jego plecy - dacie z tym radę.

W końcu podniósł rękę, położył ją na mojej głowie i przesunął wzdłuż moich włosów po plecach, zanim wrócił nią i objął tył mojej szyi.

- Dobra część jest taka, że wiemy, z czym mamy do czynienia - powiedział - Wcześniej nie wiedzieliśmy. Tack ma teraz to, czego potrzebuje, żeby robić swoje. I to jest od ciebie.

Skinęłam głową.

- Ale musiałem skłamać, skąd mam to gówno - powiedział mi.

- Tak, to prawdopodobnie nie czas, żeby im mówić, że dałam ci tę informację przy śniadaniu, albo przy twoim drugim śniadaniu, bo twoje pierwsze było, kiedy mnie zjadałeś.

W końcu trochę zajadłości zniknęło z jego twarzy, a usta zmiękły.

- Czy mogę zapytać, dlaczego wcześniej nie posmarowałeś ich ługiem? - zapytałam ciekawie.

- Bracia, zagłosowali, by powoli gnili w głębokich grobach, zapomniani.

Wydawało mi się, że to była całkowicie rozsądna decyzja.

Szkoda, że ​​okoliczności temu przeszkodziły.

Przycisnęłam się mocniej - Przykro mi, że musisz się z tym zmagać dziś wieczorem.

Jego wzrok powędrował na wieszak z ubraniami i z powrotem na mnie - Tak, skoro moja kobieta mnie wprowadza, chciałbym spędzić noc w inny sposób.

Uśmiechnęłam się do niego - Później. Teraz to zrób.

Skinął głową. Pochylił się. Dotknął swoimi ustami moich.

- Później.

Uścisnęłam go i puściłam.

Nie spieszył się, rozplątując palce z moich włosów, które nie chciały go puścić, a potem wyszedł z garderoby.

- Kochanie? - zawołałam, zanim zniknął.

Odwrócił się.

- Dog i Brick wrócili? - zapytałam.

Skinął głową - Dog, tak. On i Sheila wrócili i zostają. Brick, nie. Wrócił, żeby pomóc nam zobaczyć koniec tego gówna, ale ma kobietę na zachodnim zboczu. Nazywa się Stella. Podobno jest zajebista i traktuje go jak złoto. Dog ją lubi. Sheila ma o niej wysokie mniemanie. Brick w końcu to znalazł, Keekee. Wróci do niej. Biorą ślub pod koniec lata.

To mnie uszczęśliwiło. Brick miał miękkie serce, ale kobiety zbyt często je deptały, wykorzystując to. Jeśli Dog ją lubił, to było dobrze. Oznaczało to, że była warta, by mieć Bricka.

- Widzisz? - zapytałam cicho - Wszystko jest dobrze. Wszystko się ułoży. Wszyscy bracia znajdują drogę do szczęścia.

Przyglądał mi się przez sekundę, robił to uważnie, zniosłam to łatwo, ciesząc się tym, co działo się za jego oczami, zwłaszcza że działo się to w chwili, gdy miał wyjść z mojego domu, aby zrobić to, co musiał zrobić tej nocy.

Innymi słowy, stojąc tam stabilnie dla mojego mężczyzny, dałam mu trochę spokoju, zanim musiał wyjść na sztorm.

W końcu powiedział - Tak.

- Kocham cię, Hound.

Pochylił brodę, aby to potwierdzić.

To, co było w jego oczach, dało mi to samo w odpowiedzi.

Potem zniknął.

*****

Było późno, gdy mnie obudził powrót Hounda do łóżka.

Odwróciłam się do niego i musnęłam jego gardło swoją twarzą, mrucząc - Wszystko dobrze?

- Tak, kochanie. Ale jestem wykończony. Wracaj do snu.

- Okej - mruknęłam, muskając całą resztę jego ciała resztą siebie.

Zasnęłam przyciśnięta do jego boku, kiedy Hound leżał na plecach, a jedna z moich nóg zaplątana była w obie jego, czując jego płaską i ciepłą dłoń na dolnej części moich pleców.

*****

Hound

Hound nie zasnął.

Hound trzymał Keely przy boku i wpatrywał się w ciemny sufit.

Robił to, bo Hound, Tack, Hop, High, Boz, Brick i Dog poszli prosto tam, gdzie były zakopane kości.

Wykopali je.

Problem w tym, że...

Te kości zniknęły.

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz