ROZDZIAŁ 5
Brookies
Hound
leżał na kołdrze w łóżku obok Jean, plecami oparty o wezgłowie, z nogami
wyciągniętymi prosto, stopami w skarpetkach skrzyżowanymi w kostkach, oglądając
telewizję z nią pod kołdrą, wtuloną w niego, z głową na jego ramieniu.
Keely
miała być za pół godziny.
Ale
zostanie z Jean, jeśli zechce go przez te pół godziny.
–
Wiem, że ona przyjdzie do ciebie.
Hound
przeniósł wzrok z telewizora na czubek delikatnej, siwowłosej głowy Jean.
–
Kochanie – mruknął.
Uniosła
głowę z jego ramienia, przekręciła szyję i spojrzała na niego.
-
Wiesz, kochanie, po tym, jak straciłam Haim’a, nie mogłam znaleźć w sobie siły,
żeby szukać gdzie indziej. Ale to nie znaczy, że nie myślałam gdzieś z tyłu
głowy: „może jutro” albo „może w przyszłym tygodniu” albo „po prostu dam sobie
radę do końca roku, a potem znowu otworzę swoje serce”. Cóż, dni zamieniły się
w tygodnie, tygodnie w miesiące, a miesiące w lata, a teraz jestem tutaj z
tobą. Mam szczęście, bo jesteś wszystkim, czego potrzebuję, a to dlatego, że
jesteś typem mężczyzny, którego serce jest hojne, więc mam wszystko, czego
potrzebuję. I cieszę się, że na koniec cię mam. Ale nadal spędzam dużo czasu,
patrząc wstecz, zastanawiając się, co by było „gdyby”, i czując żal.
-
Nienawidzę tego dla ciebie, Jean Robaczku - odpowiedział i tak było.
Jeszcze
bardziej nienawidził, gdy mówiła słowa „na koniec”.
A
gdyby Keely kiedykolwiek to zrobiła, obejrzałaby się i zapytała „co by było
gdyby”, nienawidziłby tego również dla niej.
-
Straciłeś serce dla tej kobiety lata temu, ale czy ona o tym wie? - zapytała
Jean.
-
Nie wiem, czy ona wie, jak głęboko to sięga, ale wiem, że wie, że jestem jej.
-
Weź, co dają.
Zmarszczył
brwi - Powtórz jeszcze raz.
-
Jesteś jej, weź się ogarnij. Weź, co ci daje.
Uśmiechnął
się do niej i powiedział - Nie jestem pewien, czy to tak działa.
Wtedy
powiedziała - Bill Withers.
Hound
obejrzał ją, mając cholerną nadzieję, że nie straci tego. Jej ciało ją
zawodziło. Jej serce było słabe, lekarze się o to martwili (a Hound martwił się
o to jeszcze bardziej). Jej płuca też nie były w najlepszym stanie. Jej
siła była gówniana i wydawało się, że za każdym razem, gdy do niej przychodził,
zwalniała coraz bardziej. Ale jej umysł był teraz tak samo bystry, jak w dniu,
w którym ją poznał dziewięć lat temu.
-
Wiem, że wy, młodzi, możecie teraz bardzo łatwo zdobyć muzykę. Więc weź jeden
ze swoich gadżetów i posłuchaj piosenki „Use Me[1]”. I
myślę... myślę – ugryzła się w wargę, zanim skończyła, jej głos stał się
cichszy – …myślę, że może ci się to podobać, i okej, jeśli tak jest. Ale nie
pozwól, żeby cię wykorzystywała.
Hound
poczuł, jak ciepło uderzyło go w brzuch, że tak bardzo jej na nim zależało, że
aż tak się o niego martwiła, a wiedział, że to było widoczne w małym uśmiechu,
którym ją obdarzył.
-
Nie martw się o mnie, Jean Robaczku – szepnął.
-
Niemożliwe, Shepherd. Ale spróbuję.
Pochylił
się i pocałował ją w czoło.
Kiedy
się odsunął, odwróciła się twarzą do telewizora i znów opuściła głowę na jego
ramię.
Kiedy
to zrobiła, pochylił głowę w stronę jej głowy.
Oglądali
telewizję.
Drzemała,
kiedy ją zostawił. Nie minęły nawet pięć minut, jak dostał SMS-a od Keely, że była
na dole w samochodzie z kurczakiem.
*****
-
Dzisiejszy dzień był po prostu szalony - oznajmiła Keely, idąc do blatu w jego
kuchni, wyrzucając kilka wymyślnych toreb na zakupy, które Hound uważał, że bogate
kobiety, które przejmowały się globalnym ociepleniem, zabierały do sklepu
delikatesowego LeLane, gdy robiły zakupy spożywcze, ale i tak kopały tyłki, bo
należały do Keely.
Zdjęła
zamszową kurtkę, odwinęła długi szalik z szyi, posłała je i swoją torebkę w
stronę jego zniszczonego fotela i nagle Hound poczuł potrzebę, jakiej nigdy w
życiu nie czuł.
By
pójść na zakupy meblowe.
Zaczęła
grzebać w torbach, mówiąc - Mam dzieciaka, który jest po prostu małym gówniarzem. Przez trzy lata byłam
wolontariuszką w Schronisku Kinga, odbyłam tam staż, gdy byłam w szkole, mam
dwóch synów i nie zaczęłam pracy miesiąc temu, więc wiem, że dzieciaki potrafią
być gnojkami. Ale większość z nich po prostu znajduje swoją drogę albo ma jakiś
powód, przez który są totalnymi wrzodami na tyłku wszystkich, albo serio, hormony sprawiają, że robią szalone rzeczy.
Ale ten dzieciak... nie. Jego rodzice są bogaci. Nadal są razem. Rozpieszczają
jego punkowy tyłek, ale żadne z nich nie jest popychadłem. Zawsze są na
szkolnych wydarzeniach. Zawsze oboje przychodzą, żeby ze mną pogadać, gdy on
opuszcza zajęcia. Oni się przejmują. A on nadal jest punkowym dupkiem. Opuszcza
szkołę przynajmniej raz w tygodniu. Miałam w tym roku tyle spotkań z jego
rodzicami, że jestem bliska tego, by wpisać ich do testamentu.
Hound
chciał się śmiać. Nie śmiał się.
Ponieważ
ona wydobywała z tych toreb gówno, które nie było kupionym w sklepie
kurczakiem.
To
były pojemniki Tupperware i inne rzeczy złożone w folię.
-
Mała, co to za gówno? - zapytał.
Odwróciła
się do niego, jedną ręką trzymając coś, co wyglądało jak szklany pojemnik
wypełniony brownies.
-
Co?
-
Co przyniosłaś do jedzenia?
-
Maślankową Dobroć Kurczaka Keely, moją sałatkę
ziemniaczaną, domowe ciasteczka, przyniosłam masło, miód i masło jabłkowe, bo
zakładam, że nic z tego nie masz, ale mam nadzieję, że masz wodę i garnek, bo
muszę zblanszować zieloną fasolkę. A na deser mamy moje brookies.
-
Brookies?
-
Brownies z kruchym ciastem w środku.
Wystarczyła
jej sałatka ziemniaczana.
Reszta...
-
Powiedziałaś, że przyniesiesz kurczaka - przypomniał jej.
-
Cóż, powinnam była powiedzieć, że przynoszę Maślankową Dobroć Kurczaka Keely,
ale to długa nazwa, a, koniec końców, to nadal kurczak.
-
Innymi słowy, mała, gotowałaś.
-
Eee... tak - wyciągnęła to wszystko, patrząc na niego, jakby uważała, że najlepiej
będzie sprawdzić mu temperaturę. W tym momencie Hound
zrozumiał swój błąd.
Skoro
zechciała jego kutasa w tyłku, to on powinien był przynieść lubrykant z Kompleksu,
odmówić kurczaka i dać jej swoją spermę w taki sposób, w jaki chciała ją
przyjąć.
Czego
nie powinien był robić, to otworzyć się na Maślankową Dobroć Kurczaka Keely (co
powiedziałby na głos tylko wtedy, gdyby ktoś przystawił mu pistolet do głowy),
powrót jej sałatki ziemniaczanej, dobroć tego, cymkolwiek, do cholery, to były brookies
- ale z tym, co w nich było, nie mogły być ani trochę inne, jak wspaniałe - i
jej narzekanie na jej pracę, które tak bardzo chciał usłyszeć, że może będzie
musiał zrobić coś, do czego nigdy w życiu nie przyznałby, że musi.
Znaleźć
terapeutę.
-
Garnek, Hound - rozkazała, wracając do organizowania jedzenia - Woda, na
kuchence. Reszta jest jeszcze gorąca. Nie zajmie dużo czasu, jak zajmiemy się
zieloną fasolką, a potem możemy jeść.
Musiał
postawić granicę. Oni tego nie mieli. Oni się pieprzyli. Mogli przytulać się i
rozmawiać między pieprzeniami, ale to było wszystko, co mieli.
Nie
to.
Hound
nie postawił żadnej granicy.
Poszedł
i napełnił garnek wodą, i nie dość, że zrobił to gówno, to jeszcze wyjął dwa
talerze i sztućce.
-
Więc myślę, że muszę przeczytać umowę o pracę, ale podejrzewam, że nie ma w
niej zapisu, że nie można dać dzieciakowi w łeb... wielokrotnie... za to, że jest gnojkiem. Mimo to myślę, że by się
na to nie zgodzili. Teraz jestem bezradna, bo szczerze mówiąc, po prostu chciałabym
go skreślić i pozwolić dyrektorowi zawiesić go, a jego rodzicom wziąć go w
swoje ręce i nie pozwolić mu marnować więcej mojego czasu, ale to pokrzyżuje
moje idealne wyniki utrzymywania dzieci w szkole, albo przynajmniej
sprowadzenia ich tam z powrotem i zmuszenia ich do pozostania tam, nad czym
harowałam przez sześć i pół roku.
Hound
zalewał wodą patelnię i stał zwrócony twarzą do niej nad barem.
-
Masz doskonałe wyniki w utrzymywaniu dzieci w szkole? - zapytał zaskoczony.
-
Moim zadaniem nie jest zabranianie im palenia trawki, brania metamfetaminy,
cracku ani wstrzykiwania heroiny na terenie szkoły. Ani na nie pozwalanie im na
bicie się podczas kłótni. Ani na zabranianie im pieprzenia się w łazienkach lub
obmacywanie się na apelach. Moim zadaniem jest ich sprowadzanie z powrotem,
żeby mogli robić to wszystko na terenie szkoły.
Hound
przez chwilę się na nią gapił, po czym odrzucił głowę do tyłu i wybuchnął
śmiechem.
Kiedy
wyprostował głowę, uśmiechała się do niego w sposób, na który był zbyt
rozbawiony, żeby pozwolić na to, by to do niego przeniknęło.
–
Mała, nie jestem pewien, czy podchodzisz do swojej pracy wystarczająco poważnie
– powiedział jej.
-
Mam dość do zrobienia z tym, co mam, a to jest bardziej poważne, niż fajne.
Jest wielu rodziców, którzy mają swoje dzieci, a nie dbają o nie, Hound, nawet
trochę. Dbają o swoje samochody, markowe buty i torebki. A wielu z nich to
Jeremy. Tak wielu, że to nawet nie jest śmieszne.
-
Jeremy? - zapytał.
-
Pearl Jam. „Jeremy[2]”
– odpowiedziała - Dzieci to nie coś, co
mamy mogą założyć. Więc mają to gdzieś. Idą na zakupy. Dzieci wracają do
pustego domu, ale ich łóżko jest pokryte torbami na zakupy. Mają świetne
ubrania, najnowszy telefon, hot wheelsy i żadnej miłości. Ale kiedy pójdą do
liceum, Jeremy nie będzie rozmawiał na lekcjach. Ten ból będzie tak głęboko
palił, że żaden pracownik socjalny nie będzie w stanie go uleczyć.
-
Kochanie – wyszeptał.
Bez
potrzeby przestawiała na jego blacie jedzenie, którego nie zamierzała otworzyć,
dopóki fasola nie będzie gotowa, i przyglądała się temu, jak to robiła.
To
powinno być wskazówką.
Hound
był dostrojony do niej, bardzo dostrojony, a mimo to nie zauważył tej
wskazówki.
A
chciałby, żeby to zrobił.
-
Moi chłopcy uważali, że to był wrzód na tyłku, że siadaliśmy do kolacji każdego
wieczoru. Każdego wieczoru. To było, jeszcze zanim usłyszałam te rzeczy od
dzieci, dowiedziałam się o tym w szkole. Po prostu wiem, jacy byli moi rodzice
i w jaki sposób... w jaki sposób… - podniosła na niego wzrok - Graham pochodził
z bogatej rodziny, ale nie z dobrego rodzaju, a z takiego, co to wyżej srał niż
tyłek miał. Nie pasował do nich i traktowali go jak gówno.
-
Wiem - powiedział, kiedy przestała mówić, uważnie ją obserwując, teraz, gdy wprowadziła
w to Blacka, tam, między nich.
-
Więc rozmawialiśmy o tym, on i ja. Że jeśli tylko klubowe gówno nie stanie nam
na drodze, będziemy jeść rodzinną kolację każdego wieczoru. Nawet gdybyśmy
mieli po prostu McDonalda. Siadaliśmy, patrzyliśmy sobie w oczy, rozmawialiśmy,
pytaliśmy o nasz dzień i dawaliśmy im znać, że nam zależy. Ja dawałam im znać,
że mi zależy. Wiesz o tym. Siadłeś z nami do kolacji.
Tak
było.
Nie
często.
Ale
tak było.
-
To naprawdę takie proste - kontynuowała - Przysięgam na Boga. Dałam moim
chłopcom wiele. Chaos dał moim chłopcom wiele. Ale przysięgam, że najważniejszą
rzeczą, jaką im dałam, był mój czas każdego dnia podczas kolacji.
-
Prawdopodobnie masz rację, mała - zgodził się.
-
I ciebie.
Klatka
piersiowa Hound’a skurczyła się.
To
było tak ekstremalne uczucie, że musiał wydusić z siebie - Co?
-
Jedyną inną ważną rzeczą, jaką im dałam, było to, że nie odcinałam ich od
Chaosu, co oznaczało, że nie odcinałam ich od ciebie.
Chryste.
Chryste.
-
Keely...
Pokręciła
głową, uniosła dłoń w jego stronę i przerwała mu.
-
Najwyższy czas, żebym to powiedziała i nie wymaga to żadnej odpowiedzi. Wiem,
że zrobiłeś to dla mnie, dla nich, dla Grahama, i nawet o tym nie pomyślałeś.
To jest w twojej krwi. To jest we krwi was wszystkich. Ale szczególnie twojej.
Wiem, Hound. Po prostu tak robisz. Ale nigdy nie zapomnę, jak stałeś na moim
podwórku cały we krwi i co to oznaczało, że zrobiłeś dla mnie, dla nas, dla
Blacka. Wiem, że za każdym razem, gdy kosiłeś trawnik i za każdym razem, gdy
zabierałeś chłopaków na burgery, i za każdym razem, gdy widziałam cię blisko
jednego z nich, z głową pochyloną nad nimi, wiedziałam, że dajesz męską lekcję,
której nie miałam nadziei im dać, ale chłonęli jak gąbka, jak ważne było to, co
im dawałeś. Kochają cię głęboko w duszy, a ja jestem ci wdzięczna głęboko w
mojej i najwyższy czas, żebym to powiedziała.
On
po prostu stał tam i gapił się na nią ponad blatem, na którym przez dziewięć
lat nigdy nie było takiej ilości jedzenia i tak dobrego jedzenia, i wiedział o
tym gównie, zanim jeszcze go spróbował, i nie powiedział ani słowa.
Nie
tylko dlatego, że to, co powiedziała, znaczyło dla niego tak wiele, że nie mógł
mówić.
Ponieważ
to, co powiedziała, znaczyło dla niego tak wiele, że nie było słów, które
mógłby wypowiedzieć.
-
Nie chodzi o to… - powiedziała cicho, jej głos przetoczył się po nim jak
delikatny dotyk - co mamy teraz. To, co mamy w twoim łóżku. Dlaczego przychodzę
do ciebie każdej nocy. Chodzi o ciebie i mnie. Proszę, nigdy, przenigdy,
proszę, proszę, kochanie, nigdy, przenigdy nie pomyl tego z tym, co jest między
tobą a mną. I nie chodzi o to.
Nie
miał pojęcia, co to było, więc nie mógł tego pomylić.
Ale
ona nie chciała, żeby myślał, że to wdzięczność, więc to mógł jej dać.
-
Nie pomylę tego, Keely.
-
Teraz, wyraz twojej twarzy sprawia, że chcę ssać twojego kutasa, ale
jestem głodna, skoro kazałeś mi czekać wieczność na jedzenie, więc najpierw to zrobimy,
a potem przejdziemy do dobrych rzeczy.
-
Z twoją sałatką ziemniaczaną mam przeczucie, kochanie, że dobre rzeczy
zaczynają się wcześniej.
Uśmiechnęła
się, a jej uśmiech był mniejszy niż zwykle i trochę niepewny, trochę niespokojny,
a on martwił się po tym, ale i tak to zrobiła - Pamiętam, że ją lubiłeś –
powiedziała - Ale zakochasz się w moim kurczaku.
Hound
nie miał wątpliwości.
Nie
miał żadnych, kurwa, wątpliwości.
I
przekonał się, że miał rację.
*****
Hound
sprawił, że mogła go wziąć.
Z
jego tyłkiem przy łydkach, z nią siedzącą na jego kutasie okrakiem, będącą
plecami do jego klatki piersiowej, mając jej otwór przygotowany jego palcami i
lubrykantem i tak dużej ilości pieszczot, że chyba pobili rekord, a kiedy jego
kutas też był wysmarowany lubrykantem, wzięła go w swój tyłek, robiąc to
powoli.
To
była męka.
Była
tam gorąca i ciasna.
Tak
gorąca.
Niewiarygodnie
ciasna.
Pracował
jej cyckami palcami jednej ręki, jej łechtaczką drugiej i miał niemały problem,
żeby nie przejąć kontroli.
-
Boże, to jest... to jest... - wyszeptała, po czym wsunęła się na niego głębiej -
Miłe.
Wsadził
twarz w jej szyję i próbował myśleć o czymś innym niż owijanie jej bioder
ramieniem mocniej, aby ją unieruchomić i wbić kutasa w jej tyłek.
-
Wszystko okej? - zapytała.
Nie
było.
-
Całkowicie - odpowiedział.
Przyjęła
go jeszcze bardziej.
Warknął
w jej szyję.
-
Okej? - zapytała.
-
Mała, ty musisz być okej - powiedział jej.
Zsunęła
się niżej, wypuszczając z siebie chrapliwe - Wszystko okej.
-
Więc jest okej - mruknął.
-
Czy mogę... czy możesz... więcej? - zapytała.
Miał
ochotę to wykrzyczeć.
Zamiast
tego wycedził przez zęby.
-
Tak.
Zsunęła
się niżej, poczuł to, biorąc więcej, a potem poczuł, jak jej tyłek uderzył o
jego uda.
I
był w środku.
-
Kurwa - jęknął.
-
Dobrze? - zapytała.
-
Kochanie, mój kutas jest zakopany w gorącym, ciasnym miejscu. Nie chcę cię
poganiać, ale...
-
Pieprz to - wyszeptała.
-
Co?
-
Weź to, kochanie.
-
Keely…
Przekręciła
szyję, on podniósł soją głowę i spojrzała mu w oczy.
-
Pieprz mój tyłek, Hound.
Wszedł,
biorąc jej usta, zacisnął jej cycka, trzymał jej łechtaczkę i poruszał się, na
zmianę podbijając ją w górę, wyślizgując się, ciągnąc ją w dół.
Robił
to powoli. Robił to delikatnie. Uwielbiał każdy pieprzony ruch. Ona też się tym
podniecała. Całował ją przez cały czas.
A
kiedy doszła, zatopiła zęby w jego wardze tak mocno, że poczuł smak krwi.
A
kiedy doszedł, wbił jej kutasa w tyłek tak głęboko i wystrzelił tak mocno, że zmartwił
się, że nigdy nie przestanie dochodzić.
Kiedy
przestał, jej czoło było w jego gardle, więc oparł szczękę o bok jej głowy.
-
Kurwa, to było zajebiste -
powiedziała w jego skórę.
Uśmiechnął
się w jej włosy.
-
Czy jesteś... gotowy, hm... zgubić mnie? - zapytała.
Nigdy
- pomyślał.
-
Jestem gotowy, kiedy ty będziesz, mała.
Wsunęła
się, a była to kolejna męka, bo zrobiła to powoli i stracił jej ciepło, ale nie
na długo.
Odwróciła
się i wspięła na jego kolana, rozkładając nogi i otaczając go, chwyciła jego
włosy z obu stron i całowała się z nim, a jego sperma wylewała się z jej tyłka,
spływając po jego udach. Kiedy skończyła, trzymała dłonie mocno w jego włosach,
a jej twarz była tak blisko, że mógł widzieć jedynie jej oczy. Ich spojrzenie
sprawiło, że krew w jego żyłach zamarzła.
-
Wcześniej złamałam pieczęć, wiesz jak, i złamię ją ponownie, teraz, bardzo
szybko. Ale zasługujesz na to i jest to ważne, więc musisz to zrozumieć, ale ja
byłam tam dziewicą, Shepherd. Więc to wszystko twoje. Nikt inny tego nie miał.
To tylko twoje.
Mówiła
o Blacku.
A
jego brat nigdy tego nie miał.
Dała
to tylko Hound’owi.
Kiedy
krew zaczęła płynąć przez jego żyły, zrobiła gwałtownie, będąc ogniście gorąca
i tak szybko, że zaryczała mu w uszach, więc nie miał kontroli nad swoimi
działaniami. Właściwie, nie zdawał sobie z nich sprawy aż do później. Ale w tym
momencie poderwał się w górę, niosąc ją owiniętą wokół swoich bioder do
łazienki. Opuścił jej tyłek do swojej umywalki, odkręcił krany, wytarł ją do
czysta, siebie do czysta, a następnie zaniósł ją z powrotem.
Obrócił
ją i rzucił na łóżko brzuchem do dołu, wepchnął ją głębiej, używając jej
bioder, a następnie podciągnął ich do góry.
Wszedł
do łóżka, przekręcając się na plecy, wślizgując się pod nią do góry. Następnie
szarpnął jej cipkę w dół na swoją twarz i ją zjadł.
Później
ponownie ją przeleciał, jej twarz i cipkę.
Ledwo
opadł po dojściu, a ona wciąż była w środku dochodzenia, gdy ją przekręcił i
uderzył ją mocno w tyłek, dwa razy.
Jej
ciało szarpnęło, jej głowa się podniosła, a jej cipka wciąż owinięta wokół jego
kutasa zacisnęła się mocno.
-
Byłam niedobra? - zapytała.
-
Nie rzucaj na mnie gówna bez ostrzeżenia, kobieto.
Uśmiechnęła
się szeroko - Zakładam, że spodobały ci się te wieści.
Trzasnął
jej tyłek jeszcze dwa razy, a jej oczy rozszerzyły się, a kiedy skończył,
zrobiły się leniwe.
-
Podobało mu się - mruknęła, jakby nie rozmawiała z nim.
Odgarnął
jej włosy do tyłu oburącz, ale długie pasmo owinął tylko wokół jednej,
trzymając je z tyłu jej głowy i owijając palce drugiej ręki wokół jej szyi.
-
Dostaniesz jedno ostrzeżenie, Keely, tylko to jedno, mała. Musisz być o wiele
bardziej ostrożna, tak?
Wiedział,
że ona dokładnie wiedziała, o czym mówił, gdy coś zakradło się na jej twarz,
wyraz zaskoczenia ścigany kobiecą satysfakcją tak głęboką, że jego kutas nie
mógł stanąć nie było mowy, chyba że ona znów by go do tego zmusiła, ale widząc
to spojrzenie, zastanawiał się, czy to była prawda.
To
właśnie wtedy Hound wiedział, że nie tkwił w tym zbyt głęboko.
Miał
totalnie przejebane.
I
z jakiegoś powodu, którego nie był pewien, ale podobało mu się to tak samo, jak
i go to niepokoiło, Hound wiedział, że była z tego powodu zadowolona.
-
Słyszę cię – powiedziała.
-
Na pewno? - zapytał.
Otarła
usta o jego - Jestem pewna, Hound.
-
Skończyliśmy na dziś? - zapytał, bo nigdy nie sądził, że tak pomyśli, ale
potrzebował przerwy.
-
Kurczak na zimno to niesamowity kurczak.
Jej
kurczak nie mógł być zły, chyba że był pokryty warstwą gówna.
-
I nie jedliśmy brookies - dokończyła.
-
Przynosisz to gówno - odpowiedział, odwijając pięść z jej włosów - A ja
odpoczywam.
Obdarzyła
go zadziornym uśmiechem, który był niemal tak samo podniecający jak ten drugi.
-
Mogę to zrobić - powiedziała, zaczynając go wysuwać.
Jego
ramię obejmujące jej talię zacisnęło się mocniej.
-
I przynieś mi piwo.
-
Piwo i brookies?
-
Piwo pasuje do wszystkiego.
-
Tylko w świecie Hound’a.
Pozwolił,
by jego oczny bładziły z boku na bok, zanim powiedział - Gdzie ty myślisz, że
jesteś, kobieto?
To
sprawiło, że się uśmiechnęła.
Tak.
Całkowicie.
Przejebane.
Zsunęła
się.
Potem
się umyła.
Potem
przyniosła zimnego kurczaka, brookies i piwo.
Zjedli
to w jego łóżku.
A
zanim wyszła, znowu się pieprzyli.
To
było wspaniałe.
I
nie miał na myśli tylko brookies.
*****
Następnego
popołudnia Hound położył się na plecach w łóżku w Kompleksie, gdzie połączył
się z Wi-Fi i ściągnął piosenkę na telefon.
Miał
już „Jeremy'ego[3]”.
Będąc
tam ze słuchawkami w uszach, słuchał jej cztery razy, zastanawiając się, jak
Keely, która tak szybko się rozwinęła i tak brzydko to straciła, mogła chodzić
do szkoły każdego dnia i radzić sobie z takim gównem.
Potem
przesłuchał „Use Me[4]”
cztery razy.
I
miał dowód, że Jean ani trochę nie straciła zdolności umysłowych.
Mimo
to, nie znając Keely, nie trafiła w sedno.
Ale
słuchając słów, nadal zrozumiał jej przesłanie.
To
był tonący człowiek i znał to gówno.
Wiedział
też, że go to nie obchodziło.
Jean
martwiła się.
Jego
bracia byliby na niego poważnie wkurzeni. Dzielili się kobietami, ale żadnych starszych
pań, nigdy.
Chociaż
kiedyś Chew pieprzył jedną z byłych Cranka, ta „była” została prawnie uwolniona
po tym, jak została prawnie związana, a Crank stracił rozum, mimo że nie była
już jego, by móc sobie rościć do niej prawa.
Okoliczności
nie były takie same, ale Chew czuł niezadowolenie reszty braci i Hound
wiedział, że to głęboko wbiło się w jego serce. Tak głęboko, że Hound czasami
zastanawiał się, czy to, że nikt nie wziął Chew’a w obronę, nie było jednym z
powodów, dla których wyrzekł się Klubu.
Ale
to nie było to.
To
była Keely.
A
dla jego braci - chodziło tylko o Blacka.
Miał
coś wspólnego z interesami Klubu, bałaganem, w jakim byli z Bounty, i był tam
Benito Valenzuela, który pieprzył się z nimi od lat i nie stał dokładnie za
porwaniem Millie, ale wysłał ludzi, żeby ją nastraszyć, po prostu posunęli się
za daleko (i zginęli z tego powodu, najwyraźniej Valenzuela nie był na bieżąco
z tym, że jego żołnierze spieprzyli sprawę), ale i tak był odpowiedzialny.
Ale
Hound spędził miesiące próbując namierzyć Valenzuelę, który zniknął (chociaż
jego operacja nadal przebiegała sprawnie, więc wiedzieli, że nie odszedł), albo
próbując znaleźć sposób, żeby go znaleźć i użyć jego unikalnego sposobu, żeby
go zatrzymać, albo przycisnąć śrubę któremuś ze swoich przełożonych, żeby
rozwalił jego organizację od środka.
Po
prostu ciągle nic nie wiedział.
Powinien
się na tym skupić. Wszystkie starsze panie miały stałą czujność braci, bo
mężczyźni byli tak podnieceni tym, co stało się z Millie, a High i Tack przede
wszystkim. High z oczywistych powodów. Tack, bo Cherry została porwana przez
wroga lata temu i prawie umarła od zadanych przez niego ran kłutych. Tack nie
miał nic przeciwko temu, żeby jasno dać do zrozumienia, że te
retrospekcje są
niemile widziane i chciał,
żeby ta sprawa, z którą bawili się przez lata, skończyła się, żeby wszyscy mogli spać spokojnie.
Hound
musiał skupić się na czymś innym niż tonięcie w Keely.
Na
tę myśl jego telefon zareagował na wiadomość tekstową.
Była
od Keely.
Ósma. Przynoszę
irlandzki gulasz. Zrobiony na amerykański, czyli bez jagnięciny, ale z dużymi
kawałkami wołowiny. Nie mów Irlandczykom i nie jedz kolacji, bo przyklei ci się
do żeber. Do zobaczenia później, kowboju.
Przy
gulaszu powinien jej powiedzieć, że wpakował się w to po uszy i że nadszedł czas,
żeby dostarczał jej czeki i zajął się jej chłopcami, kiedy spędzali swój czas
jako rekruci, a potem jeszcze dłużej.
Tak
samo dobrze wiedział, że powinien to zrobić, jak i wiedział, że tego nie zrobi.
I
im więcej dni mijało, kiedy Keely spała w jego łóżku nocami, tym mniej i mniej
miał w sobie tego, by się tym martwić.
Kochają cię do głębi
swych duszy, a ja jestem ci wdzięczny do głębi swojej i najwyższy czas, żebym
to powiedział.
Tak.
Dni
mijały, a on miał w sobie coraz mniej tego, by mógłby się przejąć.
-
Nie, serio – Hound powiedział do Keely przez jej krzyki śmiechu.
-
P-p-przestań – powiedziała, wkładając łyżkę do miski z gulaszem i machając do
niego ręką.
Siedzieli
na jego gównianej kanapie, jak tylko Keely mogła usiąść, żeby zjeść miskę
gulaszu i pierożków.
To
znaczy, Hound siedział na niej normalnie, ze stopami na porysowanym i obtłuczonym
stoliku kawowym.
Ona
siedziała bokiem, z nogami na jego kolanach, tyłkiem przy jego biodrze, odrobinę
skręcona, więc lekko się do niego pochylała.
Innymi
słowy, tak blisko, jak mogli być, jedząc gulasz.
-
Bev mi tego nie powiedziała – powiedziała, gdy skończyła się śmiać - Tylko Hop
porwałby swoją kobietę, żeby zmusić ją do małżeństwa.
-
Była w ciąży z Nash’em. Chciał, żeby jego obrączka była na jej palcu, gdy go
wypchnęła. Po tym, jak jej narzeczony przewiercił ją kilkoma kulami, nie była
na tak z wielkim weselem, ale miała w głowie pokręcone, że nie chce żadnego
ślubu. Hop znalazł sposób, żeby to obejść i pobrali się w dżinsach w Vegas z
fałszywym Liberace.
Znów
się roześmiała przy tym ostatnim, a on poczuł ulgę, że wspomnienie o tym, że żona
Hopa, Lanie, została przewiercona kilkoma kulami, wcale jej nie zaniepokoiło.
Skończyła
się śmiać, nabrała więcej swojego zajebistego gulaszu, ale zanim wsadziła go
sobie do ust, powiedziała - Słyszałam, że jest śliczna. Lanie, to znaczy”
-
Taka jest. Ale wolę cipkę Apaczów.
Jej
spojrzenie powędrowało w jego stronę, zrobiło się miękkie, jego kutas zaczął
twardnieć, a ona przeżuła, połknęła, pochyliła się i dotknęła ustami jego ust.
Ledwo
się odsunęła, zanim zamruczała - Wiem, że wolisz, kochanie.
Pokręcił
głową. Odsunęła się, a on poszedł po więcej gulaszu.
-
Słyszałam, że Tabby ma chłopca - powiedziała cicho.
-
Landon Kane - powiedział jej - Nazwany na cześć brata Shy i oczywiście Tacka.
Jest słodki jak cholera. Nazywają go Playboyem, bo ten dzieciak ma dwa
miesiące, a już jest totalnym flirciarzem. Innymi słowy, ma w sobie wiele z
tatusia.
-
Jej staruszek, uh, Shy, jest flirciarzem? - zapytała.
-
Był - odpowiedział - Już nie.
Uśmiechnęła
się, będąc szczęśliwa, że Tabby to miała.
-
Szkoda, że nigdy nie miałam okazji zobaczyć flirtującego Tacka - zauważyła - Mogę powiedzieć wprost,
kiedy Bev powiedział mi, że zeskrobał Naomi, wyszliśmy, kupiliśmy butelkę
szampana i wznieśliśmy toast za to gówno.
Hound
uśmiechnął się do niej, ale powiedział - Tack nie flirtuje. Upija sukę, daje
jej tyle orgazmów, że nie odróżnia swojego tyłka od dziury w ziemi, a potem
wsadza ją do jej samochodu i ona traci go z oczu, zanim przekręci kluczyk w
stacyjce. Nawet zrobił to Cherry. Ale udowodniła, że ma
siłę przetrwania.
-
Cherry?
-
Tyra.
-
Jego nowa starsza pani.
-
Są małżeństwem, nie wiem, siedem, osiem lat, więc nie tak znowu nowe, kochanie.
Skinęła
głową - Nowa dla mnie.
–
Tak – mruknął.
–
Jest dla niego słodka? – wyszeptała.
To
wiele dla niej znaczyło, że Tyra dobrze traktowała Tacka.
A
dla Hound’a wiele znaczyło to, że Keely tak czuła.
Spojrzał
jej w oczy - On ją kocha i tego nie ukrywa. Kocha ją zawzięcie, Keely. A ona na
to zasługuje.
–
Dobrze – odpowiedziała.
Tego
nie trzeba było mówić, że mówili o Chaosie.
Więc
kolejna granica, którą powinien był nakreślić, została wymazana przez Keely.
A
Hound znowu nie mógł w nim znaleźć tego, żeby się przejmować.
Właściwie,
teraz, gdy byli w tym coraz głębiej, a ona była zainteresowana i śmiała się,
podobało mu się, że znów chciała wiedzieć o swojej rodzinie.
Lepiej,
z Dutchem i z Jaggerem, który miał pójść za nim, to dziedzictwo było bezpieczne
i ona musiała być jego częścią, nawet jeśli w małych rzeczach.
Podsumowując,
z jej chłopcami w rodzinie, musiała przestać się oddalać.
-
Dutch radzi sobie dobrze, mała. Jest oddany, a bracia kochali go wcześniej, ale
zdobywa szacunek. Nie ułatwiają mu tego. Może po to, by się w tym upewnić, żeby
Chill wiedział, że Dutch nie ma łatwo z powodu swojego dziedzictwa, są dla
niego trochę surowsi. Ale on to znosi. Wiedziałem, że ma w sobie to coś, ale
nawet mi tym imponuje.
-
To nie tak, że nie od urodzenia był na szkoleniu Chaosu, kochanie –
odpowiedziała.
-
Prawda – mruknął, sięgając po więcej gulaszu i ukrywając ulgę, że wydawała się
spokojna, kiedy poruszył ten temat.
-
Jagger słyszał, że musi posprzątać twoje mieszkanie, powiedział mi, że przemyśli
rekrutację – podzieliła się.
Hound
parsknął śmiechem, wiedząc, że nawet to nie powstrzyma Jaga - Jag to leniwy
dupek, chyba że chodzi o oczarowanie jakiejś dziewczyny. Ma szczęście, że imię
Playboy zostało zajęte, bo tak nazywałby go Klub.
-
Jest bardzo zdesperowany, żeby pracować z bratem o imieniu Joker. Mówi, że jego
budowle są zajebiste.
Hound
przestał żuć gulasz, przełknął i powiedział - Joker jest geniuszem i to zostało
zauważone. Widziałaś rozkładówkę w magazynie?
Skinęła
głową - Bev mi pokazała. Ten chopper[5], wokół którego
wszyscy byliście na zdjęciu, był cholernie inspirujący. A jego projekty... Nic
o tym nie wiem, a sprawiło, że zapragnęłam go mieć. Bezpieczny na ulicy, ale spoko
bryka.
Uśmiechnął
się do niej - Joker by cię ustawił. Nie jestem pewien, czy pomalowałby
jakikolwiek samochód na różowo.
Przybrała
wyraz fałszywego wkurzenia.
-
Różowy? - zapytała z obrzydzeniem.
-
Okej, fioletowy.
Uniosła
brodę i napełniła łyżkę gulaszem - Fiolet jest fajny. Na przykład, Prince’a,
niech spoczywa w pokoju - oświadczyła i wepchnęła gulasz do ust.
-
Załatwię to z Joke’iem. Dziewczęcy samochód w fiolecie.
Przewróciła
oczami.
Hound
zapamiętał to.
I
dotyk jej nóg na jego udach.
I
smak jej gulaszu.
I
ciepło w jego brzuchu, że miał szansę mieć to: Keely na jego kanapie przerzucająca
się gównem o Chaosie, jakby należała do niego. Jakby była jego starszą panią.
Być
może się pomylił.
Może
nie powinien był sobie zawracać głowy tymi granicami.
Może
powinien wziąć to, co dostał, tak bardzo tego pragnąc przez tak długi czas, i
delektować się tym, póki to miał.
-
Chcesz piwa, kochanie? - zapytała.
-
Tak, Keekee – mruknął, nie myśląc o tym, że nadał jej imię, które było jego,
nie słyszał, żeby ktoś ją nazywał, więc to było ich, a także skupiając się na
swoim gulaszu, aby nie widzieć wyrazu jej twarzy, kiedy to powiedział.
Ale
poczuł, jak sięgnęła po jego piwo na stoliku kawowym i przeżuwając, kiedy wziął
je od niej i zdecydował, że to było to.
Dopóki
to trwało, nawet jeśli to była zabawa, udawanie w jego głowie, jako mężczyzna,
który był daleki od bycia chłopcem, przyjmował to i czerpał z tego przyjemność.
To
się wkrótce skończy.
Ale
nawet po tym, jak to się stało, zawsze będzie to miał.
I
wiedział aż za dobrze, że to było o wiele lepsze niż nie mieć tego wcale.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz