ROZDZIAŁ 15
Całkowita wygrana
Keely
Następnego
ranka obudziłam się, gdy Hound przekręcił mnie na brzuch.
Ledwo
otworzyłam oczy, gdy podniósł moje biodra tak, że klęczałam.
-
Kochanie? – zawołałam sennie.
-
Poranny seks – mruknął.
To
działało dla mnie.
I
dobrze, że działało.
Ponieważ
Hound nie wahał się, żeby dać mi właśnie to.
*****
-
Okej, najpierw chłopcy, rodzinny posiłek jak najszybciej. Potem powiem Bev.
Byłam
w kuchni i głównie krzątałam się, bo Hound robił mi śniadanie.
Zaczął
to robić zaraz po tym, jak się uspokoiliśmy.
Nic
nie powiedziałam.
Czas,
aby wczuć się w jego utratę Jean i jak sobie z tym radził, nie był priorytetem
przed śniadaniem, po tym, jak się pogodziliśmy w taki sposób, że nie
ukrywaliśmy się już w jego mieszkaniu i mieliśmy to gdzieś wrzucić, co mogło
wywołać gwałtowne reakcje.
Zaczęłabym
się tym zajmować, gdy byłby leniwy, słodki i w dobrym nastroju, żeby mógł sobie
poradzić, prawdopodobnie gdy byłby nagi, po tym, jak bym mu zrobiła dobrze
ustami.
-
Nie, Bev – oznajmił.
Przeniosłam
wzrok z przygotowywanego przeze mnie kubka podróżnego z kawą na niego stojącego
obok mnie przy kuchence.
-
Co? – zapytałam.
-
Nie, Bev – powiedział do dwóch patelni, na których robił jajka i, teraz bez
Jean i unikania wieprzowiny, smażył bekon - Wielka z niej pleciuga.
-
Uh, Hound, skarbie, ona jest Bev. Zrozumie to. Będzie szczęśliwa za nas, bo
mnie kocha, kocha ciebie. Ona jest też Chaosem - Albo była, zrywała więzi i
może nadszedł czas, ale mimo wszystko, gdy już byłaś Chaosem, nigdy tak
naprawdę nie przestawałaś być - Będzie wiedziała, żeby trzymać język za zębami,
dopóki nie zajmiemy się konsekwencjami.
Odwrócił
do mnie głowę.
-
Nie Bev, kotku. Zbyt ryzykowne.
Odwróciłam
się do niego całym ciałem.
-
Racja, Słonko, odbyliśmy tę rozmowę. Bracia całkowicie zrozumieją, gdy już to
ogarną, dlaczego ukrywaliśmy przed nimi początek nas. Bev z kolei będzie na
mnie wściekła, jeśli dowie się, że ci chłopcy usłyszeli o tym przed nią. Że
ukrywałam to przed nią. I będzie miała powód. Nie będzie sprawiać problemów.
Będzie sojuszniczką. Kimś, z kim mogę o tym porozmawiać. Kimś, kto to zrozumie.
Ale teraz musisz zrozumieć, ile ona znaczy dla mnie i że po prostu nie mogę jej
tego zrobić. To, że mówię, że będzie wściekła, oznacza, że faktycznie
będzie zraniona. Gdyby sytuacja się odwróciła, ja też bym była.
Zbliżyłam
się do niego, przesunęłam rękę wzdłuż jego talii do pleców i mówiłam dalej.
-
Przygotowuje się do wielkiego odejścia od Chaosu, a przez to mam na myśli pójście
dalej bez Klubu. Ten facet może jej nie uszczęśliwiać, ale ją kocha,
rozpieszcza i będzie się nią opiekował. I myślę, że może ona myśli, że
ostatecznie to wszystko ją uszczęśliwi. Więc nie popełni błędu i nie podzieli
się niczym, bo nie będzie trzymać ręki na pulsie Chaosu, żeby więcej Boz nie był
częścią jej życia. Ona odpuszcza.
-
On jest takim idiotą - mruknął Hound.
-
Nie będę się z tym kłócić - mruknęłam.
-
Jasne. Najpierw chłopcy, a potem możesz powiedzieć Bev - oświadczył Hound.
Uśmiechnęłam
się do niego.
Pochylił
szyję, żeby dotknąć swoimi ustami moich.
Wróciłam
do kawy.
I
wtedy Hound mi to wytknął.
-
Jag nie miał żadnego interesu, by zgłaszać się na rekruta do Klubu.
Moje
serce zabiło mocniej na te słowa i odwróciłam głowę, żeby na niego spojrzeć.
Zdjął
bekon z patelni i położył go na talerzu wyłożonym papierem.
I
kontynuował.
Krótko.
-
Zrobił to dla nas.
-
Słucham? - zapytałam.
Sięgnął
koło mnie, a ja się odsunęłam, żeby mógł otworzyć szafkę i wyjąć z niej
talerze, mówiąc - Musi skupić się na szkole. Bracia pozwolą mu to zrobić, bo
jest Jag’iem. Jest Blackiem. Normalnie by go zbyli. Kazaliby mu się kręcić,
poznać chłopaków i wrócić do nich, kiedy skończy studia. Nie chodziło o to, że
już znał chłopaków. Chodziło o to, że był ich dziedzictwem. Nie zrozumiałem,
kiedy do mnie zadzwonił i powiedział, że chce zacząć zdobywać swoją naszywkę,
zwłaszcza że Dutch jeszcze nie jest blisko jej zdobycia. Powinien był poczekać,
aż to się stanie. Teraz, wiedząc, że wiedział o nas, wiem, że chciał się jak
najbardziej wkręcić, żeby móc nas wspierać, kiedy przyjdziemy do Klubu.
Znów
zagapiłam się na niego.
Powiedział
to wszystko, nabierając jajka, kładąc tosty i bekon, i podał mi talerz, który
wzięłam automatycznie, gdy kontynuował - Nie jestem pewien, czy rozumie, że
rekrut nie ma ni chuja do powiedzenia w sprawie. Jak bracia stracą rozum, a Dutch
i Jag spróbują się tam dostać, to im się nie uda. Chłopaki Blacka czy nie. Ale
to była cholernie solidna robota, którą dla nas zaprojektowali, żeby spróbować
nas wesprzeć.
-
To przez kurtkę i motocykl – powiedziałam cicho.
-
Idź do stołu, mała – odpowiedział również cicho.
Złapałam
kubek z kawą i poszłam do stołu.
Hound
złapał talerz i kubek i poszedł za mną.
Kiedy
usiedliśmy i zaczęliśmy się objadać, Hound z pełnymi ustami zgodził się ze mną.
-
Tak było. Zobaczyli twój samochód u mnie, wiedzieli, że to naprawiam, bo cię
tam miałem. Żaden z nich nie jest głupi, nigdy cię nie było w pobliżu i wiedzieli,
że byłaś ze mną, wiedzieli, że nie zaczniemy niczego, chyba że to będzie coś poważnego.
A potem mówisz, że chcesz pozbyć się tych rzeczy, to załapali. Więc ruszyli,
żeby upewnić się, że mamy jak najwięcej siły ognia do walki z Klubem. Dobrzy
chłopcy. Dobrzy mężczyźni. Kochają swoją mamę. Wspierają mnie. To wiele znaczy.
Trzymałam
jajko na trójkącie tosta i patrzyłam na niego.
Ale
moje usta powiedziały - O mój Boże. Chyba zacznę ryczeć.
Wciągnął
trochę kawy, zwrócił na mnie wzrok i szeroko się uśmiechnął.
-
Poważnie jak cholera, Keekee, jak staniesz się jedną z tych płaczących i jęczących
kobiet, będę musiał pomyśleć o tym, żeby znowu cię rzucić.
To
sprawiło, że nie miałam ochoty wybuchnąć płaczem.
-
Nie jesteśmy jeszcze w punkcie, w którym możemy sobie z tego żartować, Shepherdzie
Ironside - warknęłam.
-
Pieprzyłem cię, by cię obudzić dziś rano? - zapytał.
-
Byłam już trochę jakby rozbudzona, kiedy zacząłeś mnie pieprzyć - odparłam.
-
Ale głównie nadal spałaś, kiedy wzięłaś mojego kutasa.
Postanowiłam
po prostu gapić się na niego z wściekłością.
-
Więc powiedziałbym, że jesteśmy w punkcie, w którym możemy sobie z tego
żartować - zadekretował.
Wściekle
ugryzłam jajko i tost i wypaliłam z pełną buzią - Teraz jest czas, żebym ja pomyślała
o tym, żeby rzucić ciebie.
-
Kotku, jak długo siedziałem przy tobie przy tym stole, zanim się na mnie rzuciłaś?
Minutę? Tęskniłaś do mojego kutasa. Nie ma mowy, żebyś mnie rzuciła.
-
Chciałbyś, żebym dziś rano rzuciła w ciebie jajecznym tostem?
Uśmiechnął
się szeroko - Masz ochotę ryczeć?
Nie
miałam.
A
to jeszcze bardziej mnie zirytowało.
-
Jesteś dupkiem, Shep.
Po
prostu dalej się uśmiechał i wrócił do jedzenia.
Wpatrywałam
się w niego, nie mogąc pozostać zirytowana, bo Hound siedział przy moim
kuchennym stole, jedząc śniadanie po spędzeniu nocy ze mną.
Uśmiechał
się także zaledwie tydzień po tym, jak wszedł do domu i stwierdził, że zmarła
jego Jean Robaczek.
Zrobiłam
to, razy dwa.
Zdobyłam
swojego mężczyznę.
I
nawet w trudnym okresie jego życia, sprawiałam mu radość.
Więc
odpuściłam to i zjadłam pyszne śniadanie, które mi zrobił.
*****
Zaczekałam
do przerwy obiadowej, żeby zadzwonić do mojego starszego syna.
Odebrał
od razu.
-
Hej, mamo.
-
Hej, Dutch. Jak się czuje Jagger?
-
Trzy razy zwymiotował, sprzątając własne wymiociny i kolejny raz, czyszcząc
wymiociny jakiejś biker groupie, a teraz leży nieprzytomny na kanapie na tej biker
groupie.
Wizje
Jaggera w chłopięcej piżamie radośnie poruszającego się nogami na swoim mini
motocyklu w Boże Narodzenie tańczyły mi w głowie, zestawione z nim
nieprzytomnym na biker groupie.
To
nie miało sensu i sprawiło, że mi chciało
się wymiotować.
Przebrnęłam
przez to.
-
Za dużo informacji, chłopcze – mruknęłam.
Dutch
zaczął chichotać.
-
Zamierza się pozbierać? – zapytałam.
-
Po co? – zapytał w odpowiedzi.
-
Chcę, żebyście przyszli dziś wieczorem na kolację.
Dutch
milczał, rozważając to.
Był
taki odkąd był małym chłopcem. Poza czasem, gdy był nastolatkiem, kiedy
dopuszczał się różnych aktów chamstwa, co mnie wkurzało i przerażało, musiał wszystko
przemyśleć.
To
było piekło wyciągnąć od niego listę życzeń dla Świętego Mikołaja. Robił trzy
lub cztery wersje robocze, zanim dawał mi ostateczną.
Jak
to u nas bywało, poczekałam, aż to rozważy.
-
Dokonamy przekazania? - zapytał cicho.
Miał
na myśli, czy mieli zabrać rzeczy swojego ojca.
Nie
robilibyśmy tego.
Teraz
to ja o tym myślałam.
Chciałam,
żeby był tam Hound.
A
motocykl Grahama nie został tknięty, więc prawdopodobnie nie odpali od razu.
Więc musieli się tym zająć.
Ale
zanim by go dotknęli i kiedy przekazano by kurtkę Blacka, chciałam jakiejś
ceremonii.
Nie
wiedziałam, co to miałoby być. Wiedziałam, że obaj chłopcy tam będą i chciałam
mieć pewność, że wszystko z nimi będzie w porządku, tak samo jak z Hound’em,
który też tam będzie.
-
Nie i żadnych pytań – odpowiedziałam - Masz jakieś plany?
-
Nie.
-
Wiesz, czy twój brat ma jakieś plany?
-
Teraz Chaos nim rządzi, a on może skupiać się wyłącznie na sobie, ale nie jest
aż tak głupi, żeby robić plany po tym, jak go przyjęto, więc prawdopodobnie
nie.
-
Dobrze. O szóstej trzydzieści. Robię smażone kotlety wieprzowe.
-
Powinnaś była zacząć od tego.
Uśmiechnęłam
się - Zobaczę tu wasze tyłki, jak dotrzecie.
-
Tak, mamo. Później.
-
Później, Dutch. Kocham cię, dzieciaku.
-
Ja ciebie też.
Rozłączyliśmy
się i zadzwoniłam do Hounda.
-
Hej, mała – odebrał.
-
Chłopaki przyjdą dziś wieczorem na kotlety wieprzowe. O szóstej trzydzieści –
powiedziałam mu.
-
Będę wcześniej, pomogę ci gotować.
-
Super, Słonko, dzięki.
Po
tych słowach nagle przestraszyłam się.
I,
co dziwne, przez telefon, Hound to odczytał.
-
Kotku, są dobrzy. Są spoko. Będzie dobrze.
-
Trochę to wiem, ale to, że mówią, że chcą nas razem, a to, że nas zobaczą nas
razem, to dwie różne rzeczy – odpowiedziałam.
-
Masz zamiar spędzić następne sześć godzin na rozmyślaniu o tym, żeby to
wszystko spieprzyć? – zapytał.
-
To nie byłby optymalny scenariusz.
Wydawał
się uśmiechać, gdy powiedział - Nie. Nie byłby. Więc zachowaj spokój, mamo. To
będzie łatwa część. Niesamowita część. Nie utrudniaj tego. Mamy dość tego na
horyzoncie.
-
Super, Shep. Dzięki wielkie za przypomnienie mi o tym - mruknęłam.
Wtedy
usłyszałam, jak inny mężczyzna w moim życiu chichocze przez telefon.
Budząc
się sama w łóżku przez prawie osiemnaście lat, czułam się, jakbym przegrała.
Dopiero gdy każdego dnia patrzyłam na moich chłopców, wiedziałam, że to nie do
końca była prawda.
Słysząc
najpierw Dutcha, a potem Hounda śmiejących się do mojego ucha w ciągu około
pięciu minut, wiedziałam, że teraz byłam całkowicie tą wygraną.
-
Wszystko dobrze? - zapytał.
-
Jestem twardą biker-suką. Oczywiście, że jest dobrze - odpowiedziałam.
To
sprawiło, że zawył ze śmiechu.
Tak.
Całkowicie
byłam wygrana.
-
Do zobaczenia między piątą trzydzieści a szóstą. Tak? - zapytał.
-
Brzmi dobrze, kochanie. Do zobaczenia.
-
Jasne, mała - powiedział delikatnie i słodko. I dodał delikatniej i słodsze - Kocham
cię.
Mrugnęłam.
Powoli
otworzyłam usta.
Ale
usłyszałam dźwięk, który mówił, że się rozłączył.
Kocham cię.
Czy
się rozłączył, bo zdał sobie sprawę, że to powiedział?
Kocham cię.
Czy
powiedział to, bo było to tak naturalne, że po prostu się rozłączył.
Kocham cię.
Kochał
mnie.
Hound
mnie kochał.
Wiedziałam,
że mnie kocha, ale właśnie mi to
powiedział.
-
O mój Boże – wyszeptałam.
Odsunęłam
telefon od ucha, palcem uniesionym, żeby wybrać numer Bev, i wtedy zdałam sobie
sprawę, że nie mogę.
-
Cholera – syknęłam.
-
Wszystko w porządku? – usłyszałam pytanie i spojrzałam na jednego z nauczycieli
siedzącego przy innym stoliku w pokoju nauczycielskim i jedzącego lunch.
Keith
Robinson.
Był
jednym z tych, których naprawdę lubiłam, ale nie znałam ich wszystkich aż tak
dobrze (ostatnia część dotyczyła tego, jak znałam ich wszystkich). Wydawał się być
całkowicie spoko. Dzieci go uwielbiały. Miałam nawet jeden trudny przypadek,
który opuścił szkołę, ale wrócił tylko po to, żeby być na jego zajęciach.
-
Mój nowy mężczyzna właśnie po raz pierwszy powiedział mi, że mnie kocha –
wypaliłam.
Dobra,
nie mogłam uwierzyć, że to wypaliłam.
Ale
Hound właśnie mi powiedział, że mnie kocha.
Musiałam
to komuś powiedzieć!
Cała
przystojna twarz Keith’a rozjaśniła się uśmiechem.
-
Superowo – odpowiedział.
-
Kocha mnie od osiemnastu lat - Pomyślałam o tym i dodałam - Może dłużej.
Keith
zmarszczył brwi - Trochę to trwało, zanim to przyznał.
-
Byłam żoną jego brata. Zmarł.
-
Przepraszam – wymamrotał Keith - Szorstkie. Naprawdę mi przykro, Keely.
-
Wszystko w porządku. To było dawno temu – powiedziałam mu.
-
Widzę, że nie jest mu łatwo w to wchodzić, skoro twój mąż był jego bratem –
zauważył Keith.
Mógł
to powiedzieć jeszcze raz.
-
Byli biker-braćmi – wyjaśniłam - Należeli do tego samego klubu motocyklowego.
Jakoś
całkowicie to zrozumiał - Dokładnie dlatego prawdopodobnie nie jest mu łatwo w
to wchodzić.
-
Klub jeszcze nie wie – podzieliłam się.
-
Prawdopodobnie strategia komunikacji jest podobna do planowania nalotu, gdy
znaleźli Osamę bin Ladena – zażartował.
-
Masz rację – zgodziłam się.
Wziął
swoją kanapkę, paczkę chipsów i napój i podszedł do mojego stolika.
-
Znam gościa w klubie – podzielił się, gdy już się usadowił - Dobry człowiek.
Dobry klub. Wiem, że takie braterstwo jest głębsze niż jakiekolwiek inne. Jeśli
twój facet cię kocha, będą chcieli, żeby to miał i dadzą się przekonać.
-
Mam nadzieję – mruknęłam, patrząc na moje burrito i myśląc, że może powinnam
spakować lunch, bo ogromna domowa kanapka z pieczenią wołową Keith’a wyglądała
o wiele lepiej niż moje burrito z mikrofalówki.
-
Wątpisz w to? – zapytał.
-
Mój facet, mój mąż, mam na myśli, był, cóż... był bardziej przez tych facetów kochany
niż większość.
-
A twój nowy facet, oni go nie lubią? – zażartował Keith.
-
Graham, mój staruszek, był spoiwem Klubu. Shep, mój nowy staruszek, jest ich
tarczą.
-
Brzmi, jakbyś miała dobry gust - odpowiedział.
Uśmiechnęłam
się do niego lekko - Tak, zdecydowanie mam.
-
Wszystko będzie dobrze, Keely - powiedział łagodnie. - I chcę tylko powiedzieć,
że nie znam cię aż tak dobrze, ale wiem, że kobieta, z którą często dzielę to
pomieszczenie podczas lunchu, przez ostatnie jakieś cztery czy pięć lat, to nie
ta sama kobieta, z którą siedzę dzisiaj. Więc jestem wdzięczny temu Shep’owi za
to, że wyciągnął z ciebie kobietę, która w końcu wyciągnęła do mnie rękę przez
tę przestrzeń i dała mi trochę siebie. To zaszczyt. Podziękuj mu ode mnie.
-
O mój Boże - Spojrzałam na niego - Teraz doprowadzasz mnie do płaczu.
Wyglądał
na zaniepokojonego - Ostatnio dużo płakałaś?
-
Przez prawie dwie dekady opłakiwałam mojego zmarłego męża, pozwoliłam, by życie
przelatywało mi przez palce, a potem postanowiłam spróbować je odbudować,
robiąc to z Shep’em. Straciłam kobietę, która zaczęła dla mnie wiele znaczyć w
ciągu jednego weekendu. Zmarła we śnie w zeszły poniedziałek. Prawie straciłam Shep’a,
bo grałam, żeby wygrać, ale zapomniałam mu powiedzieć, że to ja jestem nagrodą.
A dziś wieczorem powiemy moim synom, których pomógł mi wychować, że w końcu
dostali ojczyma, o którym zawsze wiedzieli, że jest właśnie taki, po prostu to
oficjalnie potwierdzamy.
-
Więc ostatnio dużo płakałaś.
-
Tak, albo byłam na granicy – potwierdziłam.
-
Odpuść te łzy, Keely – poradził - Ponieważ myślę, że te dni wkrótce się
skończą, więc równie dobrze możesz je wypuścić, kiedy już nadejdą. Kiedy powody
znikną, będziesz mogła je wspominać z czułością.
–
Przestań być niesamowity – zażądałam.
-
To może być trudne, ale spróbuję – odparł, a jego wargi drgnęły.
Ugryzł
swoją pysznie wyglądającą kanapkę.
Wgryzłam
się mojego wiotkiego, wyglądającego na wymęczonego burrito z fasolą.
Gdy
już przełknęłam, zapytałam - Kim jest ten facet, którego znasz i w jakim klubie
jest?
-
Ma na imię Carson, w klubie wołają go Joker. A to Chaos, ludzie stojący za tym
sklepem z samochodami i motocyklami na Broadwayu.
To
wywołało u mnie szeroki uśmiech - To mój Klub.
I
dostałam szeroki uśmiech w odpowiedzi - Więc może zobaczymy się na pieczeniu
prosiaka. Joker zapraszał nas o przyjście od miesięcy. Ale moja żona i ja mamy
nowe dziecko i ona nie chciała brać opiekunki. Ale nadszedł czas, żeby dać
Dorze trochę przestrzeni i sama znalazła sobie kogoś, więc może zobaczymy się
na jednym.
-
Mam taką nadzieję - odpowiedziałam - A ja dołożyłam się do puli, kiedy szło,
żeby kupić ci prezent dla dziecka. Byłam taka szczęśliwa z waszego powodu.
Wszyscy byli.
-
Nie tak bardzo jak my - powiedział mi Keith.
-
Tak. Dzieci są super.
-
Zdecydowanie tak.
Rozmawialiśmy
o Dorze. Rozmawialiśmy o Dutchu i Jaggerze. A kiedy skończyliśmy przerwę na
lunch, Keith odprowadził mnie do mojego biura, zanim poszedł do swojej klasy.
Patrzyłam,
jak odchodził, myśląc, że nagle mam nowego przyjaciela i że mieliśmy coś
wspólnego.
I
dziwnym trafem to były dzieci... i Chaos. Pracowałam tam latami, ale także
wtedy, gdy byłam w innych pracach, gdy byłam wolontariuszką, gdy byłam w szkole
i po prostu w życiu, nie otworzyłam się na znalezienie nowego przyjaciela odkąd
zmarł Black.
W
ogóle się nie otworzyłam.
Byłam
zajęta Dutchem, Jag’iem, złością (zarówno na Grahama, jak i moje dupkowate rodziny,
ale także po prostu na życie) i żałobą.
O
tak, miałam zamiar powiedzieć Hound’owi, że znalazłam nowego przyjaciela i
wyrazić wdzięczność Keith’a, że dostał to samo.
Ponieważ
Hound mi to dał.
Jasne,
podeszłam do jego drzwi, żeby stanąć twarzą w jego twarz i wykonać pierwszy
ruch.
Ale
Hound przeszedł przez nie, a potem uklęknął i rzucił się na mnie.
I
oto byliśmy.
Ja
byłam.
Więc
może nie będziemy się szeroko dzielić tym, jak to wszystko się zaczęło.
Prawdę
powiedziawszy, nie sądziłam, że kiedykolwiek w moim życiu byłoby coś tak
niesamowicie pięknego i gorącego, jak oglądanie, jak mój motocyklowy twardziel
pada na kolana i chowa twarz we mnie.
Więc
skoro byłam jego biker-suką, taki początek całkowicie
mi odpowiadał.
*****
Tego
wieczoru o szóstej dwadzieścia cztery byłam kłębkiem nerwów.
To
miało związek z faktem, że chłopcy mieli się pojawić, a ja siedziałam z
Hound’em w kuchni, robiąc kotlety wieprzowe, puree ziemniaczane i fasolkę
szparagową z masłem i prawdziwym boczkiem.
To
również miało związek z faktem, że zaledwie kilka godzin wcześniej powiedział
mi, że mnie kocha, nie dał mi szansy, abym to odwzajemniła, a teraz...
Teraz...
Teraz
nie wiedziałam, co robić.
Kochałam
go, ale czy mogłam wyznać mu tę miłość, zanim moi synowie przyjdą zjeść z nami
pierwszą kolację jako para?
Chodzi
mi o to, że nie musieliśmy pieprzyć się na kuchennym stole (ponownie), kiedy
moi chłopcy weszli tylnymi drzwiami.
-
Keely, wyluzuj – warknął Hound.
Tkwił
przy kuchence, obsługując kotlety wieprzowe.
Stałam
przy mikserze KitchenAid, wyciskając ząbki czosnku do gotowanych ziemniaków.
Stół
kuchenny był nakryty. Miło byłoby zjeść posiłek w jadalni, ale nie było
nieparzystej liczby osób, która umożliwiłaby równomierne rozmieszczenie miejsc,
chyba że wszystkie dziesięć miejsc byłoby zajętych.
Tak
czy inaczej, uznałam, że kuchenny stół jest bardziej domowy, intymny i rodzinny
niż formalny, więc tak zrobiłam.
Zielona
fasolka była gotowa do blanszowania. Maślana, bekonowa dobroć gotowa do
wrzucenia. Bułki podgrzewały się w piekarniku. Kupiłam ciasto z musem
pistacjowym w LeLane w drodze do domu z pracy (ulubione ciasto obu chłopaków,
gdybym nie ja robiła ciasto).
Wszystko
było pod kontrolą.
A
ja wciąż byłam wrakiem.
-
Już prawie tu są - powiedziałam mu.
-
Wyluzuj – powiedział mi.
-
A co jeśli coś pójdzie nie tak? A co jeśli, powiedzmy, zorientują się, że
zostajesz na noc? Albo co oznacza, że zostaję z tobą na noc? Że pieprzysz ich mamę? A co jeśli to ich zdezorientuje
i to staną się
opiekuńczy lub złośliwi i...
-
Wyluzuj – przerwał.
-
To dziwne! - krzyknęłam - Oni nigdy nie musieli stawiać czoła czemuś takiemu.
-
Oboje wiemy, że żaden z twoich chłopców nie jest prawiczkiem - stwierdził.
-
Ugh - mruknęłam.
-
I jeśli nie mają wrażenia, że przyjdą po raz drugi i trzeci, to już dawno
poskładali to do kupy, że ich mamusia dawno temu straciła dziewictwo - ciągnął
Hound.
W
tej chwili żałowałam, że puściłam parę z ust.
Hound
podszedł do mnie, wyrwał mi z palców zużyty czosnek, rzucił go na blat, złapał
mnie za szyję i szarpnął do swojego ciała.
-
Mogą mnie tylko lubić, ale ciebie kochają, mała, aż do szpiku kości -
powiedział cicho - Chcą, żebyś była szczęśliwa. Czekali cholernie długo, żeby
to się dla ciebie stało. To będzie świetne. Więc… wyluzuj.
Objęłam
go ramionami, jednocześnie oznajmiając - Wiesz, to naprawdę, naprawdę wkurzające, jak bardzo, bardzo,
bardzo jesteś niesamowity.
Hound
spojrzał na mnie.
Potem
odrzucił głowę do tyłu i wybuchnął śmiechem.
Uśmiechnęłam
się do niego, najbardziej ze wszystkich kochając ten jego wygląd.
Otworzyły
się tylne drzwi.
O
cholera.
Śmiech
Hounda zmienił się w chichot, gdy przekręciłem szyję, wciąż w uścisku Hounda,
by spojrzeć na drzwi.
Chłopcy
byli już na miejscu i gapili się na nas.
-
Yo - przywitał się Hound.
Ciało
Dutcha podskoczyło.
O
rany.
Jagger
mrugnął.
Cholera!
-
Yo - powiedział Dutch.
-
Dzięki, kurwa, zapach tłuszczu z kotletów wieprzowych. Cały dzień miałem
mdłości, dokładnie to, czego potrzebowałem - oświadczył Jagger, ruszając w
stronę kuchenki.
-
Smażyłaś czosnek, mamo? - zapytał mnie Dutch, idąc do lodówki.
-
Oczywiście - wyszeptałem, nie do końca rozumiejąc, co się dzieje.
-
Hound, masz piwo? - zapytał Dutch.
-
Przydałoby się świeże - powiedział mu Hound, pochylając się, by przesunąć
ustami po mojej kości policzkowej, zanim mnie puścił i odszedł.
-
Jagger, chcesz piwa? - zapytał Dutch.
-
Proszę, Boże, jeśli powiesz piwo jeszcze raz, to cię walnę w twarz - jęknął
Jagger znad kuchenki.
Hound
do niego dotarł, więc zacisnął wielką dłoń na karku Jaga, kołysząc nim w przód
i w tył.
-
Nadal cię trzyma? - zapytał.
Jagger
wykręcił szyję, żeby spojrzeć na Hounda - Koniecznie trzeba wypić kieliszek
tequili po tym, jak każdy z braci wypije swój kieliszek tequili?
-
Nie może być Chaosu, jeśli nie potrafisz utrzymać alkoholu, synu - odpowiedział
Hound.
Racja.
Co
się działo?
-
Um... - mruknęłam.
-
Mamo - zawołał Dutch. Przechodząc przez przestrzeń, podawał świeżą butelkę
Hound’owi, który odrywał się od Jaggera.
Odwróciłam
wzrok w jego stronę.
-
Chcesz piwa czy masz wino? - zapytał, odkręcając swój korek od piwa.
-Wina - zaskrzeczałam.
-
Potrzebujesz dolewki? - zaproponował Dutch.
Powoli
pokręciłam głową.
Musiałam
tylko łyknąć to z butelki.
Po
tym, jak wypiłam kieliszek tequili.
-
Weź te fasolki, Jag, wrzuć je do wody - rozkazał Hound, po czym spojrzał na
mnie - Mała, ta rzecz prawdopodobnie dużo łatwiej utłucze ziemniaki, jeśli ją
włączysz.
Obaj
moi synowie wydali ciche chichoty.
Po
prostu patrzyłam oszołomiona na mojego mężczyznę.
-
Racja - mruknął Hound - Ja to włączę.
Wszedł
do mnie, sięgnął wokół mnie, a KitchenAid zaczął wirować.
-
Co się dzieje? - zapytałam cicho, zanim całkowicie się odsunął.
Uniósł
brwi.
-
Mamo, serio, Hound zrobił swoją kolejkę z Jag’iem, ścigając się tam, żeby
zrobić to pierwszy, a potem odjeżdża na swoim motocyklu, jakby gonił go diabeł.
Zanim się obejrzymy, nazywasz to rodzinną kolacją, kiedy nie usiedliśmy do
kolacji razem od świąt Bożego Narodzenia. Załapaliśmy to - oznajmił Dutch - Wyciągnęliście
głowy z tyłków. Teraz czas na kotlety wieprzowe.
-
Jadłeś jej kotlety wieprzowe? - zapytał Jag Hound.
-
Nie smażone - odpowiedział Hound.
-
Człowieku, stracisz rozum - powiedział mu Jagger.
-
Jag, mama kupiła ciasto pistacjowe od LeLane - Dutch podzielił się z bratem.
-
Boże, mam nadzieję, że kotlety wieprzowe zadziałają na mojego kaca, żebym mógł
zjeść połowę tej rzeczy - mruknął Jag.
-
Skoro ja jem drugą połowę, co mama i Hound zjedzą? - zażądał Dutch.
-
Żaden z was nie zje połowy gówna - oznajmił Hound, obejmując mnie ramieniem i
odciągając od lady - Jag, napij się. Dutch, stary, ziemniaki. Twoja matka musi
usiąść, zanim się zatoczy, więc to my musimy to podać. Do dzieła.
Zanim
Hound zdążył wepchnąć mnie na krzesło, wysunął się, a Jagger był tam,
zarzucając rękę na ramiona, które właśnie opuściła ręka Hounda.
-
Jezu, wyglądasz, jakbyś dostała pięścią w nos od Anthony’ego Joshuy – zauważył.
Potem obdarzył mnie swoim słodkim chłopięcym uśmiechem i zniżył głos - Wszystko
w porządku, mamo. Wyluzuj. Tak?
-
Tak, kochanie - wyszeptałam.
Wcisnął
mnie na krzesło.
Hound
przyniósł mi wino.
Przemieszczali
się, zajmując się gównem, podczas gdy ja popijałam.
Krzesła
szorowały.
Zanim
zaczęli podawać sobie coś, zawołałam - Stop!
Trzy
pary ukochanych męskich oczu zwróciły się w moją stronę.
Przeniosłam
wzrok z Hounda na Dutcha i Jaggera, mówiąc - Okej, chłopcy, czynimy to
oficjalnym, nawet jeśli to niepotrzebne. Wasza mama i wasz Hound w końcu
wyciągnęli głowy z tyłków i robimy to. I naprawdę to robimy. Na razie trzymamy to z dala od Klubu. Podzielimy się,
kiedy to się zmieni. Ale najpierw poświęcamy czas sobie i wam, chłopcy -
Podniosłam rękę w stronę Dutcha, jak zwykle, mój chłopiec od ziemniaków
postawił miskę przed swoim talerzem - Teraz podaj puree ziemniaczane.
Dutch
uśmiechnął się do mnie.
Jagger
uderzył Hounda w ramię.
Wzięłam
ziemniaki, gdy zaczęli podawać inne rzeczy.
Poczułam
wzrok Hounda, gdy podniosłam nóż, aby zacząć piłować kotlet.
Podniosłam
wzrok do niego.
I
tam był.
Wzrok
Hounda naprzeciwko mnie, przy moim kuchennym stole.
Mój
motocyklista i moi chłopcy wokół mnie.
Sen,
którym kiedyś żyłam, ale umarł, gdy krew jego najważniejszego składnika
spłynęła swobodnie przez parking pizzerii.
I
oto znów to miałam.
Kocham cię,
pomyślałam.
Kocham cię,
odpowiedziały te oczy.
Uśmiechnęłam
się do niego.
Jego
usta zmiękły.
Wtedy
wzięłam widelec i zaczęłam piłować.
*****
-
To nie jest czas, żeby w to wchodzić.
-
Jag…
-
Ale jeśli nie poświęcimy temu czasu, żeby w to wejść, to ten czas minie, nigdy
w to nie wejdziemy, więc musimy to zrobić.
Nadal
siedzieliśmy przy kuchennym stole.
Posiłek
został zdziesiątkowany.
Zdziałał
cuda na kaca Jaga.
Wszyscy
trzej moi chłopcy zjedli solidne kawałki ciasta, a potem dokładkę.
Teraz
Jag miał coś do powiedzenia, czego Dutch wyraźnie nie chciał, żeby powiedział.
Poczułam
nerwowe ukłucie w brzuchu, gdy Jagger w końcu przygwoździł Hounda wzrokiem, ale
zabrzmiało to cicho i łagodnie, gdy zapytał - Czemu trzymałeś Jeana z dala od
nas, człowieku?
Cholera.
-
Masz rację, kochanie – wtrąciłam, kierując to do Jaga - To nie jest czas, żeby
to drążyć.
-
Tak, Jagger – warknął Dutch - Zamknij się.
-
Dutch, doceniam, że o mnie myślisz – zagrzmiał Hound - Ale Jag, jak masz coś na
myśli, nie zachowujesz się jak dupek, żeby to wyrzucić z siebie, po prostu to
wyrzuć z siebie.
Dutch
rzucił mi spojrzenie.
Skinęłam
mu głową „po prostu pozwól, żeby to się stało” i zwróciłam uwagę na Hounda.
-
I to musi zostać powiedziane, bo musi zostać zrozumiane. Zanim cokolwiek
zajdzie dalej i myśli zaczną błądzić, przedstawię to tak, jak jest – oświadczył
Hound.
Tak.
Cholera.
Hound
przemawiał dalej.
-
Co najważniejsze, nie umknęło wam, chłopcy, że od jakiegoś czasu żywiłem
uczucia do waszej mamy. Wiecie o tym, teraz jest tak, jak jest, mieliście
rację. Tak właśnie było. Ale jeśli kiedykolwiek wpadnie wam do głowy, że
dlatego miałem dla was cały czas świata, odrzućcie to gówno, bo to nie tylko
nieprawda, ale też mnie wkurzy, że nawet przyszło wam to do głowy.
Teraz
wszyscy gapiliśmy się na Hounda.
-
Zaczęło się od mojej miłości do waszego staruszka i szacunku do waszej matki.
Minął tydzień, zanim obaj zapracowaliście na to, co ode mnie dostaliście, co
macie ode mnie, co zawsze będziecie mieć ode mnie - powiedział im Hound - Zrobiłem,
co mogłem w swojej roli, żeby wychować was tak, jak zrobiłby to mój brat, gdyby
go nie zabrakło. To było dla Blacka. Ale ja to zrobiłem, wszystko dla was.
Kurwa.
Zdecydowanie
miałam zacząć płakać.
-
Masz miejsce w moim sercu, Hound - mruknął Dutch - Zawsze.
Zacznę
płakać jak idiotka!
-
Tak, Hound - mruknął Jagger - Zawsze.
Cholera!
-
Jean była moja - powiedział.
O
rany.
Przełknęłam.
-
Rozumiem, że obaj macie mnie w swoich sercach, nie musieliście mi tego mówić. I
rozumiem, że czujecie się zdradzeni, że ukryłem to, ile dla mnie znaczyło to,
co Jean robiła dla mnie, wiedząc, że wiedziałem, co do mnie czujecie, co ja
czuję do was. Ale ona była moja.
-
Nie rozumiem tego - powiedział cicho Jagger.
Hound
mu to dał.
-
Wiele zrobiłem w swoim życiu, synu, trochę dobrego, ale było też złe. Najgorsze
złe, jakie istnieje. Robisz to, co uważasz, że trzeba zrobić, robisz to bez
wahania, robisz to nawet z dumą, ale to zostawia ślady w twojej duszy i czujesz
te ślady. Możesz pozwolić, żeby to, co tam jest, przejęło nad tobą kontrolę i
sprawiło, że pomyślisz, że to wszystko, co w sobie masz. Tak jak wy, chłopcy,
jak pomaganie waszej matce, Jean była dowodem na to, że to, co mam pod tymi
śladami, jest nadal dobre, czyste i słuszne. Nie było mowy, żeby przyjęła mnie
do swojego życia w taki sposób, gdybym nie był mężczyzną, który zasługiwał na
to zaufanie, jej czas, miłość, którą mi dała.
Musiałam
znowu przełknąć.
-
Teraz – kontynuował Hound – …jej już nie ma i widzę, że byłem samolubny. Jean
chciała poznać waszą mamę, a ja pozwoliłem jej to zrobić i uwielbiała spędzać
czas z waszą mamą. Kochałaby was, chłopcy. Żałowałem, że nie pozwoliłem wam jej
mieć, ale bardziej chciałbym, żebym pozwolił jej mieć was. Nie pozwoliłem.
Muszę z tym żyć. Ale przynajmniej umarła wiedząc, że mam waszą mamę, wiedząc,
że ją mam, wiedząc, że ona ma was, chłopcy, których może mi dać, więc wiedząc,
że ja również mam was. Więc trzymam się tego.
Kiedy
skończył mówić, nikt nic nie powiedział.
Miałam
zamiar wtrącić się, ale Hound odezwał się przede mną.
-
Czujesz to, Jag? – zapytał.
-
Tak, Hound – odpowiedział Jag.
Odwrócił
głowę w stronę Dutcha - Czujesz mnie, Dutch?
Spojrzeli
na siebie intensywnie, czego nie zdążyłam zobaczyć, zanim Dutch odpowiedział - Oczywiście,
Hound.
Wtedy
Hound spojrzał na mnie - Wszystko okej, mała?
Nie
było.
Ledwo
go widziałam, a łzy płynęły mi po oczach.
Ale
skinęłam głową, spojrzałam między synami i powiedziałam drżącym, chrapliwym
głosem - Pokochalibyście ją. Kochała Hounda, jakby był jej synem. I zakazała mu
przeklinać i kazała mu zdejmować buty, zanim położył nogi na jej stoliku
kawowym. To było zabawne.
Hound
uśmiechnął się do mnie słodko.
-
Serio? – zapytał Jag.
Spojrzałam
na niego, pociągnęłam nosem i skinęłam głową.
-
Trzymała facetów za jaja? – Jagger zapytał Hound’a.
-
Była prawdziwą biker-babcią – powiedziałam synowi.
Jagger
ryknął śmiechem.
Uśmiechnęłam
się.
-
Mama każe nam zdejmować buty, zanim położymy nogi na stole – Dutch powiedział
Hound’owi.
-
Wiem, synu. I tak powinno być –
odpowiedział Hound.
Okej.
Byłam
u kresu wytrzymałości.
-
O mój Boże! – krzyknęłam - Albo ktoś mi poda butelkę wina, albo ukroi kolejny
kawałek ciasta. Nie! Jedno i drugie!
Hound
się do mnie uśmiechnął.
Dutch
uśmiechnął się do mnie.
Jagger
chwycił nóż z talerza i ukroił ciasto (wiedziałam, że pomaga, ale też robi to,
żeby mieć lukier i mus pistacjowy na palcach, żeby móc je zlizać).
Zrobił
to, mrucząc - Suki.
-
Zaraz wprowadzimy zasadę zakazu przeklinania w domu mamy – ostrzegłam.
Jagger
rzucił mi uśmieszek.
Zrozumiałam
ten uśmieszek.
Moi
synowie byli z Chaosu, a teraz po prostu Chaosem.
Od
czasu, kiedy zrozumieli te słowa, miałam zasadę zakazu przeklinania, która
skończyła się, gdy Dutch skończył siedemnaście lat. Przeklinał lepiej i
częściej niż jego ojciec (i Hound), a ja się poddałam.
Nie
było mowy, żebym mogła to teraz wyegzekwować. To dawno opuściło budynek.
Dutch
wstał, żeby wziąć butelkę wina.
Hound
przesunął się na bok, wyciągając swoje długie nogi w stronę Dutcha przy stole,
krzyżując kostki i zapytał Jaga - Rozmawiałeś ze swoimi profesorami o nadrobieniu
dnia?
-
Tak - powiedział Jag, odwracając się na bok i wyciągając swoje długie nogi w
stronę Hounda - Wysłałem e-maila dziś po południu. Powiedziałem im, że mam
jakąś grypę dwudziestoczterogodzinną. Wszystko w porządku.
Dutch
postawił wino na stole, usiadł, a następnie przesunął się na siedzeniu,
wyciągając swoje długie nogi w moją stronę - Joke mówi, że jak skończy tę
budowę, pozwoli mi wejść do następnej.
-
Szczęściarz - mruknął Jag.
-
Rób swoje, synu, rób swoje - mruknął Hound, niczym kołysankę motocyklisty.
Wlałam
w siebie wino i zjadłam ciasto.
I
trzymałam nogi tuż pod sobą. Aby lepiej to wszystko oganiać, ten sen
rozwijający się wokół mnie.
Całkowita
wygrana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz