poniedziałek, 30 grudnia 2024

15 - Całkowita wygrana

 

ROZDZIAŁ 15

Całkowita wygrana

Keely

 

Następnego ranka obudziłam się, gdy Hound przekręcił mnie na brzuch.

Ledwo otworzyłam oczy, gdy podniósł moje biodra tak, że klęczałam.

- Kochanie? – zawołałam sennie.

- Poranny seks – mruknął.

To działało dla mnie.

I dobrze, że działało.

Ponieważ Hound nie wahał się, żeby dać mi właśnie to.

*****

- Okej, najpierw chłopcy, rodzinny posiłek jak najszybciej. Potem powiem Bev.

Byłam w kuchni i głównie krzątałam się, bo Hound robił mi śniadanie.

Zaczął to robić zaraz po tym, jak się uspokoiliśmy.

Nic nie powiedziałam.

Czas, aby wczuć się w jego utratę Jean i jak sobie z tym radził, nie był priorytetem przed śniadaniem, po tym, jak się pogodziliśmy w taki sposób, że nie ukrywaliśmy się już w jego mieszkaniu i mieliśmy to gdzieś wrzucić, co mogło wywołać gwałtowne reakcje.

Zaczęłabym się tym zajmować, gdy byłby leniwy, słodki i w dobrym nastroju, żeby mógł sobie poradzić, prawdopodobnie gdy byłby nagi, po tym, jak bym mu zrobiła dobrze ustami.

- Nie, Bev – oznajmił.

Przeniosłam wzrok z przygotowywanego przeze mnie kubka podróżnego z kawą na niego stojącego obok mnie przy kuchence.

- Co? – zapytałam.

- Nie, Bev – powiedział do dwóch patelni, na których robił jajka i, teraz bez Jean i unikania wieprzowiny, smażył bekon - Wielka z niej pleciuga.

- Uh, Hound, skarbie, ona jest Bev. Zrozumie to. Będzie szczęśliwa za nas, bo mnie kocha, kocha ciebie. Ona jest też Chaosem - Albo była, zrywała więzi i może nadszedł czas, ale mimo wszystko, gdy już byłaś Chaosem, nigdy tak naprawdę nie przestawałaś być - Będzie wiedziała, żeby trzymać język za zębami, dopóki nie zajmiemy się konsekwencjami.

Odwrócił do mnie głowę.

- Nie Bev, kotku. Zbyt ryzykowne.

Odwróciłam się do niego całym ciałem.

- Racja, Słonko, odbyliśmy tę rozmowę. Bracia całkowicie zrozumieją, gdy już to ogarną, dlaczego ukrywaliśmy przed nimi początek nas. Bev z kolei będzie na mnie wściekła, jeśli dowie się, że ci chłopcy usłyszeli o tym przed nią. Że ukrywałam to przed nią. I będzie miała powód. Nie będzie sprawiać problemów. Będzie sojuszniczką. Kimś, z kim mogę o tym porozmawiać. Kimś, kto to zrozumie. Ale teraz musisz zrozumieć, ile ona znaczy dla mnie i że po prostu nie mogę jej tego zrobić. To, że mówię, że będzie wściekła, oznacza, że ​​faktycznie będzie zraniona. Gdyby sytuacja się odwróciła, ja też bym była.

Zbliżyłam się do niego, przesunęłam rękę wzdłuż jego talii do pleców i mówiłam dalej.

- Przygotowuje się do wielkiego odejścia od Chaosu, a przez to mam na myśli pójście dalej bez Klubu. Ten facet może jej nie uszczęśliwiać, ale ją kocha, rozpieszcza i będzie się nią opiekował. I myślę, że może ona myśli, że ostatecznie to wszystko ją uszczęśliwi. Więc nie popełni błędu i nie podzieli się niczym, bo nie będzie trzymać ręki na pulsie Chaosu, żeby więcej Boz nie był częścią jej życia. Ona odpuszcza.

- On jest takim idiotą - mruknął Hound.

- Nie będę się z tym kłócić - mruknęłam.

- Jasne. Najpierw chłopcy, a potem możesz powiedzieć Bev - oświadczył Hound.

Uśmiechnęłam się do niego.

Pochylił szyję, żeby dotknąć swoimi ustami moich.

Wróciłam do kawy.

I wtedy Hound mi to wytknął.

- Jag nie miał żadnego interesu, by zgłaszać się na rekruta do Klubu.

Moje serce zabiło mocniej na te słowa i odwróciłam głowę, żeby na niego spojrzeć.

Zdjął bekon z patelni i położył go na talerzu wyłożonym papierem.

I kontynuował.

Krótko.

- Zrobił to dla nas.

- Słucham? - zapytałam.

Sięgnął koło mnie, a ja się odsunęłam, żeby mógł otworzyć szafkę i wyjąć z niej talerze, mówiąc - Musi skupić się na szkole. Bracia pozwolą mu to zrobić, bo jest Jag’iem. Jest Blackiem. Normalnie by go zbyli. Kazaliby mu się kręcić, poznać chłopaków i wrócić do nich, kiedy skończy studia. Nie chodziło o to, że już znał chłopaków. Chodziło o to, że był ich dziedzictwem. Nie zrozumiałem, kiedy do mnie zadzwonił i powiedział, że chce zacząć zdobywać swoją naszywkę, zwłaszcza że Dutch jeszcze nie jest blisko jej zdobycia. Powinien był poczekać, aż to się stanie. Teraz, wiedząc, że wiedział o nas, wiem, że chciał się jak najbardziej wkręcić, żeby móc nas wspierać, kiedy przyjdziemy do Klubu.

Znów zagapiłam się na niego.

Powiedział to wszystko, nabierając jajka, kładąc tosty i bekon, i podał mi talerz, który wzięłam automatycznie, gdy kontynuował - Nie jestem pewien, czy rozumie, że rekrut nie ma ni chuja do powiedzenia w sprawie. Jak bracia stracą rozum, a Dutch i Jag spróbują się tam dostać, to im się nie uda. Chłopaki Blacka czy nie. Ale to była cholernie solidna robota, którą dla nas zaprojektowali, żeby spróbować nas wesprzeć.

- To przez kurtkę i motocykl – powiedziałam cicho.

- Idź do stołu, mała – odpowiedział również cicho.

Złapałam kubek z kawą i poszłam do stołu.

Hound złapał talerz i kubek i poszedł za mną.

Kiedy usiedliśmy i zaczęliśmy się objadać, Hound z pełnymi ustami zgodził się ze mną.

- Tak było. Zobaczyli twój samochód u mnie, wiedzieli, że to naprawiam, bo cię tam miałem. Żaden z nich nie jest głupi, nigdy cię nie było w pobliżu i wiedzieli, że byłaś ze mną, wiedzieli, że nie zaczniemy niczego, chyba że to będzie coś poważnego. A potem mówisz, że chcesz pozbyć się tych rzeczy, to załapali. Więc ruszyli, żeby upewnić się, że mamy jak najwięcej siły ognia do walki z Klubem. Dobrzy chłopcy. Dobrzy mężczyźni. Kochają swoją mamę. Wspierają mnie. To wiele znaczy.

Trzymałam jajko na trójkącie tosta i patrzyłam na niego.

Ale moje usta powiedziały - O mój Boże. Chyba zacznę ryczeć.

Wciągnął trochę kawy, zwrócił na mnie wzrok i szeroko się uśmiechnął.

- Poważnie jak cholera, Keekee, jak staniesz się jedną z tych płaczących i jęczących kobiet, będę musiał pomyśleć o tym, żeby znowu cię rzucić.

To sprawiło, że nie miałam ochoty wybuchnąć płaczem.

- Nie jesteśmy jeszcze w punkcie, w którym możemy sobie z tego żartować, Shepherdzie Ironside - warknęłam.

- Pieprzyłem cię, by cię obudzić dziś rano? - zapytał.

- Byłam już trochę jakby rozbudzona, kiedy zacząłeś mnie pieprzyć - odparłam.

- Ale głównie nadal spałaś, kiedy wzięłaś mojego kutasa.

Postanowiłam po prostu gapić się na niego z wściekłością.

- Więc powiedziałbym, że jesteśmy w punkcie, w którym możemy sobie z tego żartować - zadekretował.

Wściekle ugryzłam jajko i tost i wypaliłam z pełną buzią - Teraz jest czas, żebym ja pomyślała o tym, żeby rzucić ciebie.

- Kotku, jak długo siedziałem przy tobie przy tym stole, zanim się na mnie rzuciłaś? Minutę? Tęskniłaś do mojego kutasa. Nie ma mowy, żebyś mnie rzuciła.

- Chciałbyś, żebym dziś rano rzuciła w ciebie jajecznym tostem?

Uśmiechnął się szeroko - Masz ochotę ryczeć?

Nie miałam.

A to jeszcze bardziej mnie zirytowało.

- Jesteś dupkiem, Shep.

Po prostu dalej się uśmiechał i wrócił do jedzenia.

Wpatrywałam się w niego, nie mogąc pozostać zirytowana, bo Hound siedział przy moim kuchennym stole, jedząc śniadanie po spędzeniu nocy ze mną.

Uśmiechał się także zaledwie tydzień po tym, jak wszedł do domu i stwierdził, że zmarła jego Jean Robaczek.

Zrobiłam to, razy dwa.

Zdobyłam swojego mężczyznę.

I nawet w trudnym okresie jego życia, sprawiałam mu radość.

Więc odpuściłam to i zjadłam pyszne śniadanie, które mi zrobił.

*****

Zaczekałam do przerwy obiadowej, żeby zadzwonić do mojego starszego syna.

Odebrał od razu.

- Hej, mamo.

- Hej, Dutch. Jak się czuje Jagger?

- Trzy razy zwymiotował, sprzątając własne wymiociny i kolejny raz, czyszcząc wymiociny jakiejś biker groupie, a teraz leży nieprzytomny na kanapie na tej biker groupie.

Wizje Jaggera w chłopięcej piżamie radośnie poruszającego się nogami na swoim mini motocyklu w Boże Narodzenie tańczyły mi w głowie, zestawione z nim nieprzytomnym na biker groupie.

To nie miało sensu i sprawiło, że mi chciało się wymiotować.

Przebrnęłam przez to.

- Za dużo informacji, chłopcze – mruknęłam.

Dutch zaczął chichotać.

- Zamierza się pozbierać? – zapytałam.

- Po co? – zapytał w odpowiedzi.

- Chcę, żebyście przyszli dziś wieczorem na kolację.

Dutch milczał, rozważając to.

Był taki odkąd był małym chłopcem. Poza czasem, gdy był nastolatkiem, kiedy dopuszczał się różnych aktów chamstwa, co mnie wkurzało i przerażało, musiał wszystko przemyśleć.

To było piekło wyciągnąć od niego listę życzeń dla Świętego Mikołaja. Robił trzy lub cztery wersje robocze, zanim dawał mi ostateczną.

Jak to u nas bywało, poczekałam, aż to rozważy.

- Dokonamy przekazania? - zapytał cicho.

Miał na myśli, czy mieli zabrać rzeczy swojego ojca.

Nie robilibyśmy tego.

Teraz to ja o tym myślałam.

Chciałam, żeby był tam Hound.

A motocykl Grahama nie został tknięty, więc prawdopodobnie nie odpali od razu. Więc musieli się tym zająć.

Ale zanim by go dotknęli i kiedy przekazano by kurtkę Blacka, chciałam jakiejś ceremonii.

Nie wiedziałam, co to miałoby być. Wiedziałam, że obaj chłopcy tam będą i chciałam mieć pewność, że wszystko z nimi będzie w porządku, tak samo jak z Hound’em, który też tam będzie.

- Nie i żadnych pytań – odpowiedziałam - Masz jakieś plany?

- Nie.

- Wiesz, czy twój brat ma jakieś plany?

- Teraz Chaos nim rządzi, a on może skupiać się wyłącznie na sobie, ale nie jest aż tak głupi, żeby robić plany po tym, jak go przyjęto, więc prawdopodobnie nie.

- Dobrze. O szóstej trzydzieści. Robię smażone kotlety wieprzowe.

- Powinnaś była zacząć od tego.

Uśmiechnęłam się - Zobaczę tu wasze tyłki, jak dotrzecie.

- Tak, mamo. Później.

- Później, Dutch. Kocham cię, dzieciaku.

- Ja ciebie też.

Rozłączyliśmy się i zadzwoniłam do Hounda.

- Hej, mała – odebrał.

- Chłopaki przyjdą dziś wieczorem na kotlety wieprzowe. O szóstej trzydzieści – powiedziałam mu.

- Będę wcześniej, pomogę ci gotować.

- Super, Słonko, dzięki.

Po tych słowach nagle przestraszyłam się.

I, co dziwne, przez telefon, Hound to odczytał.

- Kotku, są dobrzy. Są spoko. Będzie dobrze.

- Trochę to wiem, ale to, że mówią, że chcą nas razem, a to, że nas zobaczą nas razem, to dwie różne rzeczy – odpowiedziałam.

- Masz zamiar spędzić następne sześć godzin na rozmyślaniu o tym, żeby to wszystko spieprzyć? – zapytał.

- To nie byłby optymalny scenariusz.

Wydawał się uśmiechać, gdy powiedział - Nie. Nie byłby. Więc zachowaj spokój, mamo. To będzie łatwa część. Niesamowita część. Nie utrudniaj tego. Mamy dość tego na horyzoncie.

- Super, Shep. Dzięki wielkie za przypomnienie mi o tym - mruknęłam.

Wtedy usłyszałam, jak inny mężczyzna w moim życiu chichocze przez telefon.

Budząc się sama w łóżku przez prawie osiemnaście lat, czułam się, jakbym przegrała. Dopiero gdy każdego dnia patrzyłam na moich chłopców, wiedziałam, że to nie do końca była prawda.

Słysząc najpierw Dutcha, a potem Hounda śmiejących się do mojego ucha w ciągu około pięciu minut, wiedziałam, że teraz byłam całkowicie tą wygraną.

- Wszystko dobrze? - zapytał.

- Jestem twardą biker-suką. Oczywiście, że jest dobrze - odpowiedziałam.

To sprawiło, że zawył ze śmiechu.

Tak.

Całkowicie byłam wygrana.

- Do zobaczenia między piątą trzydzieści a szóstą. Tak? - zapytał.

- Brzmi dobrze, kochanie. Do zobaczenia.

- Jasne, mała - powiedział delikatnie i słodko. I dodał delikatniej i słodsze - Kocham cię.

Mrugnęłam.

Powoli otworzyłam usta.

Ale usłyszałam dźwięk, który mówił, że się rozłączył.

Kocham cię.

Czy się rozłączył, bo zdał sobie sprawę, że to powiedział?

Kocham cię.

Czy powiedział to, bo było to tak naturalne, że po prostu się rozłączył.

Kocham cię.

Kochał mnie.

Hound mnie kochał.

Wiedziałam, że mnie kocha, ale właśnie mi to powiedział.

- O mój Boże – wyszeptałam.

Odsunęłam telefon od ucha, palcem uniesionym, żeby wybrać numer Bev, i wtedy zdałam sobie sprawę, że nie mogę.

- Cholera – syknęłam.

- Wszystko w porządku? – usłyszałam pytanie i spojrzałam na jednego z nauczycieli siedzącego przy innym stoliku w pokoju nauczycielskim i jedzącego lunch.

Keith Robinson.

Był jednym z tych, których naprawdę lubiłam, ale nie znałam ich wszystkich aż tak dobrze (ostatnia część dotyczyła tego, jak znałam ich wszystkich). Wydawał się być całkowicie spoko. Dzieci go uwielbiały. Miałam nawet jeden trudny przypadek, który opuścił szkołę, ale wrócił tylko po to, żeby być na jego zajęciach.

- Mój nowy mężczyzna właśnie po raz pierwszy powiedział mi, że mnie kocha – wypaliłam.

Dobra, nie mogłam uwierzyć, że to wypaliłam.

Ale Hound właśnie mi powiedział, że mnie kocha.

Musiałam to komuś powiedzieć!

Cała przystojna twarz Keith’a rozjaśniła się uśmiechem.

- Superowo – odpowiedział.

- Kocha mnie od osiemnastu lat - Pomyślałam o tym i dodałam - Może dłużej.

Keith zmarszczył brwi - Trochę to trwało, zanim to przyznał.

- Byłam żoną jego brata. Zmarł.

- Przepraszam – wymamrotał Keith - Szorstkie. Naprawdę mi przykro, Keely.

- Wszystko w porządku. To było dawno temu – powiedziałam mu.

- Widzę, że nie jest mu łatwo w to wchodzić, skoro twój mąż był jego bratem – zauważył Keith.

Mógł to powiedzieć jeszcze raz.

- Byli biker-braćmi – wyjaśniłam - Należeli do tego samego klubu motocyklowego.

Jakoś całkowicie to zrozumiał - Dokładnie dlatego prawdopodobnie nie jest mu łatwo w to wchodzić.

- Klub jeszcze nie wie – podzieliłam się.

- Prawdopodobnie strategia komunikacji jest podobna do planowania nalotu, gdy znaleźli Osamę bin Ladena – zażartował.

- Masz rację – zgodziłam się.

Wziął swoją kanapkę, paczkę chipsów i napój i podszedł do mojego stolika.

- Znam gościa w klubie – podzielił się, gdy już się usadowił - Dobry człowiek. Dobry klub. Wiem, że takie braterstwo jest głębsze niż jakiekolwiek inne. Jeśli twój facet cię kocha, będą chcieli, żeby to miał i dadzą się przekonać.

- Mam nadzieję – mruknęłam, patrząc na moje burrito i myśląc, że może powinnam spakować lunch, bo ogromna domowa kanapka z pieczenią wołową Keith’a wyglądała o wiele lepiej niż moje burrito z mikrofalówki.

- Wątpisz w to? – zapytał.

- Mój facet, mój mąż, mam na myśli, był, cóż... był bardziej przez tych facetów kochany niż większość.

- A twój nowy facet, oni go nie lubią? – zażartował Keith.

- Graham, mój staruszek, był spoiwem Klubu. Shep, mój nowy staruszek, jest ich tarczą.

- Brzmi, jakbyś miała dobry gust - odpowiedział.

Uśmiechnęłam się do niego lekko - Tak, zdecydowanie mam.

- Wszystko będzie dobrze, Keely - powiedział łagodnie. - I chcę tylko powiedzieć, że nie znam cię aż tak dobrze, ale wiem, że kobieta, z którą często dzielę to pomieszczenie podczas lunchu, przez ostatnie jakieś cztery czy pięć lat, to nie ta sama kobieta, z którą siedzę dzisiaj. Więc jestem wdzięczny temu Shep’owi za to, że wyciągnął z ciebie kobietę, która w końcu wyciągnęła do mnie rękę przez tę przestrzeń i dała mi trochę siebie. To zaszczyt. Podziękuj mu ode mnie.

- O mój Boże - Spojrzałam na niego - Teraz doprowadzasz mnie do płaczu.

Wyglądał na zaniepokojonego - Ostatnio dużo płakałaś?

- Przez prawie dwie dekady opłakiwałam mojego zmarłego męża, pozwoliłam, by życie przelatywało mi przez palce, a potem postanowiłam spróbować je odbudować, robiąc to z Shep’em. Straciłam kobietę, która zaczęła dla mnie wiele znaczyć w ciągu jednego weekendu. Zmarła we śnie w zeszły poniedziałek. Prawie straciłam Shep’a, bo grałam, żeby wygrać, ale zapomniałam mu powiedzieć, że to ja jestem nagrodą. A dziś wieczorem powiemy moim synom, których pomógł mi wychować, że w końcu dostali ojczyma, o którym zawsze wiedzieli, że jest właśnie taki, po prostu to oficjalnie potwierdzamy.

- Więc ostatnio dużo płakałaś.

- Tak, albo byłam na granicy – potwierdziłam.

- Odpuść te łzy, Keely – poradził - Ponieważ myślę, że te dni wkrótce się skończą, więc równie dobrze możesz je wypuścić, kiedy już nadejdą. Kiedy powody znikną, będziesz mogła je wspominać z czułością.

– Przestań być niesamowity – zażądałam.

- To może być trudne, ale spróbuję – odparł, a jego wargi drgnęły.

Ugryzł swoją pysznie wyglądającą kanapkę.

Wgryzłam się mojego wiotkiego, wyglądającego na wymęczonego burrito z fasolą.

Gdy już przełknęłam, zapytałam - Kim jest ten facet, którego znasz i w jakim klubie jest?

- Ma na imię Carson, w klubie wołają go Joker. A to Chaos, ludzie stojący za tym sklepem z samochodami i motocyklami na Broadwayu.

To wywołało u mnie szeroki uśmiech - To mój Klub.

I dostałam szeroki uśmiech w odpowiedzi - Więc może zobaczymy się na pieczeniu prosiaka. Joker zapraszał nas o przyjście od miesięcy. Ale moja żona i ja mamy nowe dziecko i ona nie chciała brać opiekunki. Ale nadszedł czas, żeby dać Dorze trochę przestrzeni i sama znalazła sobie kogoś, więc może zobaczymy się na jednym.

- Mam taką nadzieję - odpowiedziałam - A ja dołożyłam się do puli, kiedy szło, żeby kupić ci prezent dla dziecka. Byłam taka szczęśliwa z waszego powodu. Wszyscy byli.

- Nie tak bardzo jak my - powiedział mi Keith.

- Tak. Dzieci są super.

- Zdecydowanie tak.

Rozmawialiśmy o Dorze. Rozmawialiśmy o Dutchu i Jaggerze. A kiedy skończyliśmy przerwę na lunch, Keith odprowadził mnie do mojego biura, zanim poszedł do swojej klasy.

Patrzyłam, jak odchodził, myśląc, że nagle mam nowego przyjaciela i że mieliśmy coś wspólnego.

I dziwnym trafem to były dzieci... i Chaos. Pracowałam tam latami, ale także wtedy, gdy byłam w innych pracach, gdy byłam wolontariuszką, gdy byłam w szkole i po prostu w życiu, nie otworzyłam się na znalezienie nowego przyjaciela odkąd zmarł Black.

W ogóle się nie otworzyłam.

Byłam zajęta Dutchem, Jag’iem, złością (zarówno na Grahama, jak i moje dupkowate rodziny, ale także po prostu na życie) i żałobą.

O tak, miałam zamiar powiedzieć Hound’owi, że znalazłam nowego przyjaciela i wyrazić wdzięczność Keith’a, że ​​dostał to samo.

Ponieważ Hound mi to dał.

Jasne, podeszłam do jego drzwi, żeby stanąć twarzą w jego twarz i wykonać pierwszy ruch.

Ale Hound przeszedł przez nie, a potem uklęknął i rzucił się na mnie.

I oto byliśmy.

Ja byłam.

Więc może nie będziemy się szeroko dzielić tym, jak to wszystko się zaczęło.

Prawdę powiedziawszy, nie sądziłam, że kiedykolwiek w moim życiu byłoby coś tak niesamowicie pięknego i gorącego, jak oglądanie, jak mój motocyklowy twardziel pada na kolana i chowa twarz we mnie.

Więc skoro byłam jego biker-suką, taki początek całkowicie mi odpowiadał.

*****

Tego wieczoru o szóstej dwadzieścia cztery byłam kłębkiem nerwów.

To miało związek z faktem, że chłopcy mieli się pojawić, a ja siedziałam z Hound’em w kuchni, robiąc kotlety wieprzowe, puree ziemniaczane i fasolkę szparagową z masłem i prawdziwym boczkiem.

To również miało związek z faktem, że zaledwie kilka godzin wcześniej powiedział mi, że mnie kocha, nie dał mi szansy, abym to odwzajemniła, a teraz...

Teraz...

Teraz nie wiedziałam, co robić.

Kochałam go, ale czy mogłam wyznać mu tę miłość, zanim moi synowie przyjdą zjeść z nami pierwszą kolację jako para?

Chodzi mi o to, że nie musieliśmy pieprzyć się na kuchennym stole (ponownie), kiedy moi chłopcy weszli tylnymi drzwiami.

- Keely, wyluzuj – warknął Hound.

Tkwił przy kuchence, obsługując kotlety wieprzowe.

Stałam przy mikserze KitchenAid, wyciskając ząbki czosnku do gotowanych ziemniaków.

Stół kuchenny był nakryty. Miło byłoby zjeść posiłek w jadalni, ale nie było nieparzystej liczby osób, która umożliwiłaby równomierne rozmieszczenie miejsc, chyba że wszystkie dziesięć miejsc byłoby zajętych.

Tak czy inaczej, uznałam, że kuchenny stół jest bardziej domowy, intymny i rodzinny niż formalny, więc tak zrobiłam.

Zielona fasolka była gotowa do blanszowania. Maślana, bekonowa dobroć gotowa do wrzucenia. Bułki podgrzewały się w piekarniku. Kupiłam ciasto z musem pistacjowym w LeLane w drodze do domu z pracy (ulubione ciasto obu chłopaków, gdybym nie ja robiła ciasto).

Wszystko było pod kontrolą.

A ja wciąż byłam wrakiem.

- Już prawie tu są - powiedziałam mu.

- Wyluzuj – powiedział mi.

- A co jeśli coś pójdzie nie tak? A co jeśli, powiedzmy, zorientują się, że zostajesz na noc? Albo co oznacza, że ​​zostaję z tobą na noc? Że pieprzysz ich mamę? A co jeśli to ich zdezorientuje i to staną się opiekuńczy lub złośliwi i...

- Wyluzuj – przerwał.

- To dziwne! - krzyknęłam - Oni nigdy nie musieli stawiać czoła czemuś takiemu.

- Oboje wiemy, że żaden z twoich chłopców nie jest prawiczkiem - stwierdził.

- Ugh - mruknęłam.

- I jeśli nie mają wrażenia, że przyjdą po raz drugi i trzeci, to już dawno poskładali to do kupy, że ich mamusia dawno temu straciła dziewictwo - ciągnął Hound.

W tej chwili żałowałam, że puściłam parę z ust.

Hound podszedł do mnie, wyrwał mi z palców zużyty czosnek, rzucił go na blat, złapał mnie za szyję i szarpnął do swojego ciała.

- Mogą mnie tylko lubić, ale ciebie kochają, mała, aż do szpiku kości - powiedział cicho - Chcą, żebyś była szczęśliwa. Czekali cholernie długo, żeby to się dla ciebie stało. To będzie świetne. Więc… wyluzuj.

Objęłam go ramionami, jednocześnie oznajmiając - Wiesz, to naprawdę, naprawdę wkurzające, jak bardzo, bardzo, bardzo jesteś niesamowity.

Hound spojrzał na mnie.

Potem odrzucił głowę do tyłu i wybuchnął śmiechem.

Uśmiechnęłam się do niego, najbardziej ze wszystkich kochając ten jego wygląd.

Otworzyły się tylne drzwi.

O cholera.

Śmiech Hounda zmienił się w chichot, gdy przekręciłem szyję, wciąż w uścisku Hounda, by spojrzeć na drzwi.

Chłopcy byli już na miejscu i gapili się na nas.

- Yo - przywitał się Hound.

Ciało Dutcha podskoczyło.

O rany.

Jagger mrugnął.

Cholera!

- Yo - powiedział Dutch.

- Dzięki, kurwa, zapach tłuszczu z kotletów wieprzowych. Cały dzień miałem mdłości, dokładnie to, czego potrzebowałem - oświadczył Jagger, ruszając w stronę kuchenki.

- Smażyłaś czosnek, mamo? - zapytał mnie Dutch, idąc do lodówki.

- Oczywiście - wyszeptałem, nie do końca rozumiejąc, co się dzieje.

- Hound, masz piwo? - zapytał Dutch.

- Przydałoby się świeże - powiedział mu Hound, pochylając się, by przesunąć ustami po mojej kości policzkowej, zanim mnie puścił i odszedł.

- Jagger, chcesz piwa? - zapytał Dutch.

- Proszę, Boże, jeśli powiesz piwo jeszcze raz, to cię walnę w twarz - jęknął Jagger znad kuchenki.

Hound do niego dotarł, więc zacisnął wielką dłoń na karku Jaga, kołysząc nim w przód i w tył.

- Nadal cię trzyma? - zapytał.

Jagger wykręcił szyję, żeby spojrzeć na Hounda - Koniecznie trzeba wypić kieliszek tequili po tym, jak każdy z braci wypije swój kieliszek tequili?

- Nie może być Chaosu, jeśli nie potrafisz utrzymać alkoholu, synu - odpowiedział Hound.

Racja.

Co się działo?

- Um... - mruknęłam.

- Mamo - zawołał Dutch. Przechodząc przez przestrzeń, podawał świeżą butelkę Hound’owi, który odrywał się od Jaggera.

Odwróciłam wzrok w jego stronę.

- Chcesz piwa czy masz wino? - zapytał, odkręcając swój korek od piwa.

 -Wina - zaskrzeczałam.

- Potrzebujesz dolewki? - zaproponował Dutch.

Powoli pokręciłam głową.

Musiałam tylko łyknąć to z butelki.

Po tym, jak wypiłam kieliszek tequili.

- Weź te fasolki, Jag, wrzuć je do wody - rozkazał Hound, po czym spojrzał na mnie - Mała, ta rzecz prawdopodobnie dużo łatwiej utłucze ziemniaki, jeśli ją włączysz.

Obaj moi synowie wydali ciche chichoty.

Po prostu patrzyłam oszołomiona na mojego mężczyznę.

- Racja - mruknął Hound - Ja to włączę.

Wszedł do mnie, sięgnął wokół mnie, a KitchenAid zaczął wirować.

- Co się dzieje? - ​​zapytałam cicho, zanim całkowicie się odsunął.

Uniósł brwi.

- Mamo, serio, Hound zrobił swoją kolejkę z Jag’iem, ścigając się tam, żeby zrobić to pierwszy, a potem odjeżdża na swoim motocyklu, jakby gonił go diabeł. Zanim się obejrzymy, nazywasz to rodzinną kolacją, kiedy nie usiedliśmy do kolacji razem od świąt Bożego Narodzenia. Załapaliśmy to - oznajmił Dutch - Wyciągnęliście głowy z tyłków. Teraz czas na kotlety wieprzowe.

- Jadłeś jej kotlety wieprzowe? - zapytał Jag Hound.

- Nie smażone - odpowiedział Hound.

- Człowieku, stracisz rozum - powiedział mu Jagger.

- Jag, mama kupiła ciasto pistacjowe od LeLane - Dutch podzielił się z bratem.

- Boże, mam nadzieję, że kotlety wieprzowe zadziałają na mojego kaca, żebym mógł zjeść połowę tej rzeczy - mruknął Jag.

- Skoro ja jem drugą połowę, co mama i Hound zjedzą? - zażądał Dutch.

- Żaden z was nie zje połowy gówna - oznajmił Hound, obejmując mnie ramieniem i odciągając od lady - Jag, napij się. Dutch, stary, ziemniaki. Twoja matka musi usiąść, zanim się zatoczy, więc to my musimy to podać. Do dzieła.

Zanim Hound zdążył wepchnąć mnie na krzesło, wysunął się, a Jagger był tam, zarzucając rękę na ramiona, które właśnie opuściła ręka Hounda.

- Jezu, wyglądasz, jakbyś dostała pięścią w nos od Anthony’ego Joshuy – zauważył. Potem obdarzył mnie swoim słodkim chłopięcym uśmiechem i zniżył głos - Wszystko w porządku, mamo. Wyluzuj. Tak?

- Tak, kochanie - wyszeptałam.

Wcisnął mnie na krzesło.

Hound przyniósł mi wino.

Przemieszczali się, zajmując się gównem, podczas gdy ja popijałam.

Krzesła szorowały.

Zanim zaczęli podawać sobie coś, zawołałam - Stop!

Trzy pary ukochanych męskich oczu zwróciły się w moją stronę.

Przeniosłam wzrok z Hounda na Dutcha i Jaggera, mówiąc - Okej, chłopcy, czynimy to oficjalnym, nawet jeśli to niepotrzebne. Wasza mama i wasz Hound w końcu wyciągnęli głowy z tyłków i robimy to. I naprawdę to robimy. Na razie trzymamy to z dala od Klubu. Podzielimy się, kiedy to się zmieni. Ale najpierw poświęcamy czas sobie i wam, chłopcy - Podniosłam rękę w stronę Dutcha, jak zwykle, mój chłopiec od ziemniaków postawił miskę przed swoim talerzem - Teraz podaj puree ziemniaczane.

Dutch uśmiechnął się do mnie.

Jagger uderzył Hounda w ramię.

Wzięłam ziemniaki, gdy zaczęli podawać inne rzeczy.

Poczułam wzrok Hounda, gdy podniosłam nóż, aby zacząć piłować kotlet.

Podniosłam wzrok do niego.

I tam był.

Wzrok Hounda naprzeciwko mnie, przy moim kuchennym stole.

Mój motocyklista i moi chłopcy wokół mnie.

Sen, którym kiedyś żyłam, ale umarł, gdy krew jego najważniejszego składnika spłynęła swobodnie przez parking pizzerii.

I oto znów to miałam.

Kocham cię, pomyślałam.

Kocham cię, odpowiedziały te oczy.

Uśmiechnęłam się do niego.

Jego usta zmiękły.

Wtedy wzięłam widelec i zaczęłam piłować.

*****

- To nie jest czas, żeby w to wchodzić.

- Jag…

- Ale jeśli nie poświęcimy temu czasu, żeby w to wejść, to ten czas minie, nigdy w to nie wejdziemy, więc musimy to zrobić.

Nadal siedzieliśmy przy kuchennym stole.

Posiłek został zdziesiątkowany.

Zdziałał cuda na kaca Jaga.

Wszyscy trzej moi chłopcy zjedli solidne kawałki ciasta, a potem dokładkę.

Teraz Jag miał coś do powiedzenia, czego Dutch wyraźnie nie chciał, żeby powiedział.

Poczułam nerwowe ukłucie w brzuchu, gdy Jagger w końcu przygwoździł Hounda wzrokiem, ale zabrzmiało to cicho i łagodnie, gdy zapytał - Czemu trzymałeś Jeana z dala od nas, człowieku?

Cholera.

- Masz rację, kochanie – wtrąciłam, kierując to do Jaga - To nie jest czas, żeby to drążyć.

- Tak, Jagger – warknął Dutch - Zamknij się.

- Dutch, doceniam, że o mnie myślisz – zagrzmiał Hound - Ale Jag, jak masz coś na myśli, nie zachowujesz się jak dupek, żeby to wyrzucić z siebie, po prostu to wyrzuć z siebie.

Dutch rzucił mi spojrzenie.

Skinęłam mu głową „po prostu pozwól, żeby to się stało” i zwróciłam uwagę na Hounda.

- I to musi zostać powiedziane, bo musi zostać zrozumiane. Zanim cokolwiek zajdzie dalej i myśli zaczną błądzić, przedstawię to tak, jak jest – oświadczył Hound.

Tak.

Cholera.

Hound przemawiał dalej.

- Co najważniejsze, nie umknęło wam, chłopcy, że od jakiegoś czasu żywiłem uczucia do waszej mamy. Wiecie o tym, teraz jest tak, jak jest, mieliście rację. Tak właśnie było. Ale jeśli kiedykolwiek wpadnie wam do głowy, że dlatego miałem dla was cały czas świata, odrzućcie to gówno, bo to nie tylko nieprawda, ale też mnie wkurzy, że nawet przyszło wam to do głowy.

Teraz wszyscy gapiliśmy się na Hounda.

- Zaczęło się od mojej miłości do waszego staruszka i szacunku do waszej matki. Minął tydzień, zanim obaj zapracowaliście na to, co ode mnie dostaliście, co macie ode mnie, co zawsze będziecie mieć ode mnie - powiedział im Hound - Zrobiłem, co mogłem w swojej roli, żeby wychować was tak, jak zrobiłby to mój brat, gdyby go nie zabrakło. To było dla Blacka. Ale ja to zrobiłem, wszystko dla was.

Kurwa.

Zdecydowanie miałam zacząć płakać.

- Masz miejsce w moim sercu, Hound - mruknął Dutch - Zawsze.

Zacznę płakać jak idiotka!

- Tak, Hound - mruknął Jagger - Zawsze.

Cholera!

- Jean była moja - powiedział.

O rany.

Przełknęłam.

- Rozumiem, że obaj macie mnie w swoich sercach, nie musieliście mi tego mówić. I rozumiem, że czujecie się zdradzeni, że ukryłem to, ile dla mnie znaczyło to, co Jean robiła dla mnie, wiedząc, że wiedziałem, co do mnie czujecie, co ja czuję do was. Ale ona była moja.

- Nie rozumiem tego - powiedział cicho Jagger.

Hound mu to dał.

- Wiele zrobiłem w swoim życiu, synu, trochę dobrego, ale było też złe. Najgorsze złe, jakie istnieje. Robisz to, co uważasz, że trzeba zrobić, robisz to bez wahania, robisz to nawet z dumą, ale to zostawia ślady w twojej duszy i czujesz te ślady. Możesz pozwolić, żeby to, co tam jest, przejęło nad tobą kontrolę i sprawiło, że pomyślisz, że to wszystko, co w sobie masz. Tak jak wy, chłopcy, jak pomaganie waszej matce, Jean była dowodem na to, że to, co mam pod tymi śladami, jest nadal dobre, czyste i słuszne. Nie było mowy, żeby przyjęła mnie do swojego życia w taki sposób, gdybym nie był mężczyzną, który zasługiwał na to zaufanie, jej czas, miłość, którą mi dała.

Musiałam znowu przełknąć.

- Teraz – kontynuował Hound – …jej już nie ma i widzę, że byłem samolubny. Jean chciała poznać waszą mamę, a ja pozwoliłem jej to zrobić i uwielbiała spędzać czas z waszą mamą. Kochałaby was, chłopcy. Żałowałem, że nie pozwoliłem wam jej mieć, ale bardziej chciałbym, żebym pozwolił jej mieć was. Nie pozwoliłem. Muszę z tym żyć. Ale przynajmniej umarła wiedząc, że mam waszą mamę, wiedząc, że ją mam, wiedząc, że ona ma was, chłopcy, których może mi dać, więc wiedząc, że ja również mam was. Więc trzymam się tego.

Kiedy skończył mówić, nikt nic nie powiedział.

Miałam zamiar wtrącić się, ale Hound odezwał się przede mną.

- Czujesz to, Jag? – zapytał.

- Tak, Hound – odpowiedział Jag.

Odwrócił głowę w stronę Dutcha - Czujesz mnie, Dutch?

Spojrzeli na siebie intensywnie, czego nie zdążyłam zobaczyć, zanim Dutch odpowiedział - Oczywiście, Hound.

Wtedy Hound spojrzał na mnie - Wszystko okej, mała?

Nie było.

Ledwo go widziałam, a łzy płynęły mi po oczach.

Ale skinęłam głową, spojrzałam między synami i powiedziałam drżącym, chrapliwym głosem - Pokochalibyście ją. Kochała Hounda, jakby był jej synem. I zakazała mu przeklinać i kazała mu zdejmować buty, zanim położył nogi na jej stoliku kawowym. To było zabawne.

Hound uśmiechnął się do mnie słodko.

- Serio? – zapytał Jag.

Spojrzałam na niego, pociągnęłam nosem i skinęłam głową.

- Trzymała facetów za jaja? – Jagger zapytał Hound’a.

- Była prawdziwą biker-babcią – powiedziałam synowi.

Jagger ryknął śmiechem.

Uśmiechnęłam się.

- Mama każe nam zdejmować buty, zanim położymy nogi na stole – Dutch powiedział Hound’owi.

- Wiem, synu. I  tak powinno być – odpowiedział Hound.

Okej.

Byłam u kresu wytrzymałości.

- O mój Boże! – krzyknęłam - Albo ktoś mi poda butelkę wina, albo ukroi kolejny kawałek ciasta. Nie! Jedno i drugie!

Hound się do mnie uśmiechnął.

Dutch uśmiechnął się do mnie.

Jagger chwycił nóż z talerza i ukroił ciasto (wiedziałam, że pomaga, ale też robi to, żeby mieć lukier i mus pistacjowy na palcach, żeby móc je zlizać).

Zrobił to, mrucząc - Suki.

- Zaraz wprowadzimy zasadę zakazu przeklinania w domu mamy – ostrzegłam.

Jagger rzucił mi uśmieszek.

Zrozumiałam ten uśmieszek.

Moi synowie byli z Chaosu, a teraz po prostu Chaosem.

Od czasu, kiedy zrozumieli te słowa, miałam zasadę zakazu przeklinania, która skończyła się, gdy Dutch skończył siedemnaście lat. Przeklinał lepiej i częściej niż jego ojciec (i Hound), a ja się poddałam.

Nie było mowy, żebym mogła to teraz wyegzekwować. To dawno opuściło budynek.

Dutch wstał, żeby wziąć butelkę wina.

Hound przesunął się na bok, wyciągając swoje długie nogi w stronę Dutcha przy stole, krzyżując kostki i zapytał Jaga - Rozmawiałeś ze swoimi profesorami o nadrobieniu dnia?

- Tak - powiedział Jag, odwracając się na bok i wyciągając swoje długie nogi w stronę Hounda - Wysłałem e-maila dziś po południu. Powiedziałem im, że mam jakąś grypę dwudziestoczterogodzinną. Wszystko w porządku.

Dutch postawił wino na stole, usiadł, a następnie przesunął się na siedzeniu, wyciągając swoje długie nogi w moją stronę - Joke mówi, że jak skończy tę budowę, pozwoli mi wejść do następnej.

- Szczęściarz - mruknął Jag.

- Rób swoje, synu, rób swoje - mruknął Hound, niczym kołysankę motocyklisty.

Wlałam w siebie wino i zjadłam ciasto.

I trzymałam nogi tuż pod sobą. Aby lepiej to wszystko oganiać, ten sen rozwijający się wokół mnie.

Całkowita wygrana.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz