piątek, 10 stycznia 2025

19 - Dziwnie

 

ROZDZIAŁ 19

Dziwnie

Keely

 

Następnego ranka, kiedy myłam zęby, obserwowałam w lustrze, jak Hound omijał moją wannę będącą na środku pomieszczenia, idąc do mnie, do miejsca gdzie stałam przy umywalce.

To był pierwszy dzień, w którym obudziliśmy się w moim domu, kiedy nie pieprzyliśmy się jeśli nie natychmiast po tym, jak obudziliśmy, to prawie natychmiast.

Stało się tak dlatego, bo obaj moi chłopcy znaleźli w dramacie powód, żeby spędzić noc.

Hound nie miał z tym problemu i wiedziałam, że nie dlatego, że myślał, że nie sądzili, że Hound to miał w sobie, by zaopiekować się mną po dużym, emocjonalnym dramacie.

To był nawyk, że moi chłopcy opiekowali się mną.

A Hound był całkowicie na tak.

- Chryste, kobieto, nie mam pojęcia, jak można nie dostać bólu głowy, stojąc w tym pomieszczeniu dłużej niż dwie minuty - mruknął, sięgając przede mną po szczoteczkę do zębów.

Uśmiechnęłam się do lustra i dalej szczotkowałam.

- Masz więcej gówna na ścianach w tym jednym pomieszczeniu niż ja w całym domu - rzucił we mnie gównem.

Splunęłam, opłukałam usta i, mając wodę kapiącą mi po brodzie, odpowiedziałam - To jest niesamowite - po czym chwyciłam ręcznik i wytarłam twarz.

- Sama podłoga sprawia, że ​​projektant wnętrz Willy’ego Wonki wygląda na zdrowego na umyśle odparł.

Rzuciłam ręcznik na blat przy umywalce i zaczęłam chichotać.

Kiedy to robiłam, zauważyłam, że Hound wyglądał na lekko rozbawionego, ale głównie skupionego.

Więc przestałam to robić, pochyliłam się do niego i objęłam jego gołą talię (Hound nie był typem, który przepadał za ubraniami, jeśli mógł sobie pozwolić na bycie nagim, a w mojej łazience o poranku lub kiedy tylko miał na to ochotę, mógł taki być).

- Jestem okej – podzieliłam się.

Miałam wrażenie, że mnie badał, zanim znalazł to, czego szukał i powiedział - Ja nie jestem. Chyba coś naciągnąłem przez to, że nie uderzyłem pięścią w twarz ojca Blacka.

Zacisnęłam usta.

- I w twarz jego siostry – kontynuował.

Zacisnęłam je mocniej.

- I twojej siostry – kontynuował.

- Już ich nie ma – przypomniałam mu.

- To banda pieprzonych gnojów. Byli tacy lata temu. Nie zmienili ani o jotę. Wiem, że chłopaki z nimi rozmawiają, ale nigdy nie powiedzieli, czy są blisko nich, czy nie. Wydawało się wczoraj wieczorem, że nie. Ale, kotku, oni to odczują?

Pokręciłam głową – Nie wiem, ale nie sądzę – Ścisnęłam go w talii, a także potrząsnęłam nim – Myślę jednak, że tak miało się stać. Powinnam była o tym pomyśleć i przygotować ich na to, gdy oficjalnie zaczęli z Chaosem. Ale oni byli tak daleko od mojego życia przez tak długi czas, że nie poświęciłam im ani jednej myśli.

- Będziemy mieli na nich oko – mruknął, a potem powiedział normalnym głosem – Będziesz trzymać cycki przyciśnięte do mnie, kiedy będę mył zęby, czy co?

- Miałbyś pretensje, gdybym powiedziała, że tak? – zapytałam.

- Nie, ale powiedziałbym ci, żebyś zdjęła szlafrok, żebym mógł w pełni skorzystać z jego dobrodziejstw, jeśli to zrobisz – odparł.

Znów zaczęłam chichotać.

Pochylił się i pocałował mnie, włączając w to pchnięcie językiem.

Nazwijcie mnie szaloną, ale po piwie, tequili i przespanej nocy Hound nadal smakował niesamowicie rano.

Kiedy skończył, przechyliłam głowę na bok i zapytałam - Wiedziałeś, że Boz ma gigantycznego kutasa?

Hound natychmiast przestał wyglądać na zadowolonego z tego, że właśnie skosztował swojej kobiety, na zniesmaczonego.

Również nie odpowiedział.

Więc mówiłam dalej.

- Najwyraźniej Tad też jest dobrze wyposażony. Tylko że Boz jest naprawdę dobrze wyposażony, więc Bev nie miała odpowiedniej miary do porównania, tak jakby.

- Musimy o tym rozmawiać? - zapytał Hound.

- To nie tak, że ty też nie wyglądasz tam dobrze, kochanie - zapewniłam go - Chociaż jesteś zwycięzcą pod względem budowy i obwodu.

- Serio - warknął - Możemy przestać o tym rozmawiać?

I znowu zachichotałam, ale przez to powiedziałam „Jasne”.

- Zobowiązany – mruknął i sięgnął po pastę do zębów.

Odsunęłam się, żeby mógł umyć zęby.

Nieco później wszedł pod prysznic, żeby móc wziąć prysznic ze mną.

Na szczęście woda zagłuszyła wiele dźwięków.

Więc to się opóźniło, ale nasz poranny seks i tak był niesamowity.

*****

Hound wsunął przed Dutcha talerz wypełniony stosem pancakes’ów z maślanki i plastrami bekonu, który natychmiast spojrzał z Hounda na niego, na mnie, gdy Hound wrócił do kuchenki.

Rzuciłam synowi wielkie oczy.

Jego oczy zwęziły się na to.

- Jag, chcesz cztery, jak Dutch? - Hound zapytał kuchenkę.

Jagger kopnął mnie stopą pod stołem.

Przeniosłam na niego swoje wielkie oczy.

On odwzajemnił się wielkimi oczami.

- Ugh... tak, Hound - odpowiedział Jagger.

Wbiłam widelec w pancakesy.

- Zaczniesz od dwóch, jak Dutch - mruknął Hound do patelni.

- Wy... eee, wy jadacie takie duże śniadanie każdego ranka? - zapytał Dutch.

Podniosłam wzrok znad talerza i posłałam mu większe oczy.

Hound prychnął.

Jag znów uderzył mnie nogą w stopę.

„Co się, kurwa, dzieje?” - bezgłośnie Jagger zwrócił się do mnie.

Dutch uderzył widelcem w talerz, a ja spojrzałam na niego.

„Tak, mamo, co, kurwa?” – powiedział bezgłośnie.

„Co, kurwa, co?” – odpowiedziałam bezgłośnie.

- Czemu jesteś dziwna? - zapytał szeptem Dutch.

Jagger znów kopnął mnie pod stołem i spojrzałam na niego.

- I dlaczego Hound gotuje? - zapytał również cicho.

- Po prostu zjedz, kiedy dostaniesz - odpowiedziałam, tak, szeptem.

- Jezu, mam nadzieję, że wy troje nie znajdziecie się w sytuacji, w której naprawdę ważne byłoby to, żebyście się komunikowali bez komunikowania - zauważył Hound, a moje spojrzenie powędrowało w jego stronę, by zobaczyć, że jest odwrócony plecami do patelni, na której rosły i bulgotały dwa grube pancakesy, ciastem do góry, z założonymi rękami i łopatką do pancakes’ów wystającą z boku.

- Eee... mama po prostu zachowywała się dziwnie i eee... nigdy nie jedliśmy z wami śniadania i, cóż... gotujesz - zauważył Jag.

- Mężczyźni gotują, Jag, jak chcą zjeść cokolwiek innego niż Arby’s - odpowiedział Hound.

- No tak – mruknął Jag.

- Wiem, że twoja matka nauczyła cię gotować – kontynuował Hound.

- Tak, po prostu ona nie zachowuje się dziwnie, kiedy ja jestem przy kuchence – odpowiedział Jag.

Hound spojrzał na mnie.

Spróbowałam swobodnie wzruszyć ramionami.

- Jezu, wiemy, że się pieprzycie. Nie musicie być dziwni - wtrącił się Dutch, brzmiąc w tym momencie na zirytowanego... i zbolałego.

Moje oczy zrobiły się tak wielkie, że czułam, jakby zaraz miały wyskoczyć mi z głowy.

- Gulk, mogę zwymiotować, zanim zjem pancakes’a - Jagger się zakrztusił.

- Okej, nie o tym rozmawiamy – oświadczyłam.

- Nie, kurwa, absolutnie nie - stwierdził Hound, cały stalowy.

- Okej, to nie zachowuj się dziwnie przy śniadaniowym stole, skoro już wiemy, że zaliczyłaś swoje - Dutch powiedział do mnie.

Jag rzucił się plecami na oparcie krzesła i przechylił głowę, żeby wpatrywać się w sufit, prosząc - Niech ktoś mnie zabije.

- To nie to - powiedziałam mojemu starszemu.

- Nie mamy po cztery lata, mamo. Ty zeszłaś cała rozmarzona, ​​a Hound zszedł wyglądając, jakby właśnie zjadł naprawdę dobrego steka - Dutch, niestety, kontynuował. Hound znów prychnął, ale tym razem brzmiał na rozbawionego.

Po tym, jak rzuciłam mu gniewne spojrzenie, zebrał się w sobie i zapytał - Nie usłyszałeś, jak mówiliśmy, że nie będziemy o tym rozmawiać?

- Mówię, po prostu róbcie swoje. To nie jest dziwne, chyba że sprawicie, że będzie dziwne, zachowując się dziwnie – odparł Dutch - Chryste, Jag pieprzył dziewczyny praktycznie w każdym pokoju w tym domu i nie zachowuje się dziwnie.

Powoli przeniosłam wzrok na mojego młodszego, który, jak zobaczyłam, marszczył brwi na swojego starszego brata.

- Jakbym nie zauważył, jak Dinah ci obciągała, zwinięta na podłodze, kiedy ty siedziałeś przy tym samym stole – warknął Jag do Dutcha.

Dinah.

Była jedną z tych dobrych.

A ja siedziałam przy stole, przy którym mój syn zasiadł, żeby dostać laskę.

Oczywiście, on też siedział przy stole, dokładnie w miejscu, w którym jego mamę zadowalająco ruchał jego ojczym.

Nie dałam rady.

- O mój Boże! – krzyknęłam - Wszyscy, przestańcie gadać!

- Przestaniemy gadać, kiedy przestaniesz być dziwna – odparł Dutch.

- Nie zachowuję się dziwnie – odparłam.

- Zachowujesz się dziwnie, a my jesteśmy tak samo zadowoleni, jak zniesmaczeni, że coś dostajesz i Hound też coś dostaje, więc możesz się po prostu zrelaksować – odpowiedział Dutch.

- Nie jestem dziwna, uprawiając seks z waszym ojczymem! – krzyknęłam.

- Taki jest świat, mamo, ogarnij się – odpalił Dutch.

- Wiem, że taki jest świat, więc nawet o tym nie pomyślałam, dopóki o tym nie wspomniałeś. Zachowuję się dziwnie, bo Hound robił Jean śniadanie każdego ranka, a teraz robi mi śniadanie każdego ranka, a dziś robi nam wszystkim śniadanie rano i martwię się, że nie radzi sobie ze stratą kobiety, którą bardzo kochał! – ryknęłam.

Dutch zamknął się i przesunął wzrokiem na Hounda.

Jag spojrzał przez ramię na Hounda.

Odwróciłam się, by spojrzeć na Hounda, ale tylko dlatego, że to spojrzenie było przeznaczone dla Dutcha, a ja byłam zbyt zawstydzona i zdenerwowana, by przestać patrzeć, więc również spojrzałam na Hounda.

Hound patrzył na mnie.

- Kotku - powiedział cicho.

- Cóż, martwię się - warknęłam.

- Jezu, mamo – wydusił Dutch, a ja spojrzałam na niego i zobaczyłam, że patrzył na mnie gniewnie.

- Tak, mamo, Jezu – warknął Jagger i zobaczyłam, że on też na mnie patrzył.

- Co? – zapytałam, całkowicie zdezorientowana ich wyglądem.

- Teraz jestem bardziej wkurzony, że zachowujesz się dziwnie, bo jakkolwiek on musi sobie radzić, pozwól mu sobie radzić, tak? – stwierdził Dutch, brzmiąc, jak powiedział, na bardziej wkurzonego.

- Tak, facet radzi sobie tak, jak radzi, ty po prostu radzisz sobie z tym, jak on sobie radzi, mamo. Boże – wtrącił Jagger z irytacją.

- Czy wy dwaj jesteście nastawieni się przeciwko mnie, bo martwię się o Hounda? – zapytałam, żeby sprawdzić, czy dobrze zrozumiałam sytuację.

- Tak – odpowiedział natychmiast Dutch - Po prostu, wiesz, bądź... wspierająca i w ogóle.

- Tak, i nie dziwna – wtrącił Jagger - To nie jest wspierające. To po prostu dziwne.

- Jestem wspierająca i w ogóle – odparłam ostro - Hound chrząka zamiast powiedzieć: „Kocham cię”. Kiedy mężczyzna wyraża tak ważną emocję poprzez chrząknięcie, musisz czuć się wspierającym... i gównem... kiedy traci kogoś, na kim mu zależy tak samo, jak na Jean.

Dutch spojrzał na Hounda.

- Kochasz mamę? - zapytał.

- Synu – powiedział Hound, ale to jedno słowo mówiło też: „To cholernie głupie pytanie”.

- Hej – wtrącił Jagger, teraz cały uśmiechnięty - Spoko.

Hound tylko rzucił Jagowi rozbawione spojrzenie i odwrócił się, żeby przerzucić pancakes’a.

- Chciałbym tylko powiedzieć – zaczął Dutch tonem „zaraz cię pouczę”, znów zwracając na mnie uwagę – …tacy mężczyźni jak my nie są gadatliwi. Jeśli rozumiesz, że chrząknięcie oznacza „kocham cię”, zostaw to tak.

- Tak – zgodził się Jagger - Serio.

- Zostawiłam to tak – powiedziałam im.

- No to rób to dalej – zachęcił Dutch.

Podniosłam ręce do góry i na boki, w jednej trzymałam widelec, w drugiej nóż, a oba ociekały syropem klonowym - Czy naprawdę siedzę przy własnym kuchennym stole z dwoma synami, którzy instruują mnie, jak prowadzić mój związek?

- Tak, naprawdę – odpowiedział Dutch bez wahania - Bo Hound jest taki jak my, a tata od jakiegoś czasu nie żyje, więc potrzebujesz odświeżenia informacji.

- Chciałbym tylko powiedzieć, że on może chrząkać… - wtrącił Jagger - ale ty powinnaś mu powiedzieć, że go kochasz i użyć słów.

- Tak robię - powiedziałam Jaggerowi z zapałem.

Skinął głową, jakby zachęcał małe dziecko i powtórzył słowa brata - Rób tak dalej.

Wtedy moją uwagę przykuł ciągły, niski, turkocący dźwięk dochodzący od strony kuchenki i spojrzałam w tam, by zobaczyć, że ramiona Hounda się trzęsły.

On się śmiał.

– To wcale nie jest cholernie  śmieszne, kowboju – warknęłam.

Przerzucił dwa pancakesy na talerz Jaggera, na którym znajdowały się już cztery plastry bekonu i odwrócił się do mnie.

- Jean śmiałaby się do rozpuku, słuchając tego gówna. Jej twarz byłaby cała wykrzywiona, zmarszczki by się pojawiały. Straciłbym widok jej oczu, ale widziałbym jej wszystkie zęby, tak cholernie mocno by się śmiała – oświadczył Hound - To znaczy, po tym, jak zrozumiała by wszystko, co paplacie o seksie i seksie przy kuchennym stole albo gdziekolwiek – poprawił się.

W pokoju zapadła cisza.

Hound nie spuszczał ze mnie wzroku, gdy humor odpływał - Tęsknię za nią. Nigdy nie przestanę za nią tęsknić. To ból, który jest głęboki i nigdy nie umrze, po prostu przyzwyczaję się do życia z nim. Ona była powodem, dla którego wstawałem każdego dnia, by stawić czoła temu dniu, mała. Teraz ty jesteś tym powodem. Ona poczułaby radość z tego powodu wiedząc, że mam ciebie. Więc pozwól mi mieć ten powód i przestań się martwić.

- Okej, kochanie - wyszeptałam.

Spojrzał na mnie długo, zauważył moje spojrzenie i skinął głową.

- I, chłopcy, słuchajcie - kontynuował Hound, jego spojrzenie przeskakiwało między moimi synami. - Wasza matka nie potrzebuje odświeżenia. Wie, jak opiekować się swoim mężczyzną, a gdybyście zwracali na nią większą uwagę niż na mnie, co wiem, że robicie, bo znam moich chłopców, i ma to związek z tym, że wy również martwicie się o to, jak sobie radzę ze stratą Jean, to byście to zauważyli. Ale chcę tylko powiedzieć, że lepiej uważajcie, jak to płynie od twojej matki do mnie, bo tego będziecie szukali, kiedy znajdziecie tę, którą zechcecie zrobić swoją starszą panią. Słyszycie mnie?

- Tak, Hound - mruknął Jag.

- Całkowicie - powiedział Dutch.

- Kocham cię - wtrąciłam się.

Hound spojrzał na mnie i prychnął. Potem postawił przed sobą talerz Jaga.

Wrócił do kuchenki, żeby dolać więcej ciasta.

Uśmiechnęłam się do moich pancakes’ów.

- Stary, wracam tu każdego ranka – powiedział Jag, zabierając się za masło, żeby doprawić swoje pancakesy.

- Przychodź później – powiedział Hound - Twoja matka i ja bierzemy się do roboty rano. Nie potrzebujemy przerw.

Jag zatrzymał rękę, rozsmarowując masło, zaczął wyglądać na chorego i wymamrotał - Chyba właśnie straciłem apetyt.

Dutch z kolei wybuchnął śmiechem.

Spojrzałam na mojego mężczyznę.

Uśmiechał się do patelni.

Jego rodzina była wokół niego.

Był szczęśliwy.

I wiedziałam, że miał rację, Jean byłaby szczęśliwa z jego powodu.

Więc wróciłam do moich naleśników.

Tak samo szczęśliwa.

*****

Tego wieczoru, kiedy byłam w garażu, gapiąc się na motocykl Blacka, a nie w moim nieomalże dźwiękoszczelnym domu, usłyszałam motocykl Hounda, który podjechał od tyłu i ryk silnika ustał.

Stałam tam i wpatrywałam się w motocykl Blacka, jakbym była zahipnotyzowany, więc podskoczyłam, gdy telefon w mojej dłoni zapiszczał, że dostał SMS-a.

Spojrzałam na niego do dołu.

SMS pochodził od Hounda i brzmiał: Mówiłaś, że jesteś w domu. Jestem w domu. Ty nie. Gdzie jesteś?

Był w domu.

W domu.

Pozwoliłam, żeby uśmiech przepłynął mi przez usta, zanim odpisałam: W garażu, kochanie.

Około minutę i pięć sekund później tylne drzwi się otworzyły, Hound przeszedł przez nie, ale jego krok zwolnił, gdy zobaczył mnie stojącą przy motocyklu Blacka.

Spojrzał na mnie, na motocykl, na mnie i zapytał - Wszystko w porządku?

Skinęłam głową - Próbuję rozgryźć ceremonię.

Mój ekspresyjny Hound wydawał się czujny i ostrożny, gdy się do mnie zbliżał, ale teraz wyglądał na zdezorientowanego.

- Jaką ceremonię?

- Ceremonia Wręczenia Dutchowi Kurtki Blacka i Jaggerowi Motocykla Blacka - powiedziałam mu.

Zatrzymał się blisko mnie i zaczął gapić się na motocykl.

- Masz jakieś pomysły? - zapytałam.

Jego spojrzenie przeniosło się na mnie - Oddaj Dutchowi kurtkę Blacka i oddaj Jagowi kluczyki.

- To nie jest ceremonia - zauważyłam.

- Okej. A potem otwórz kilka piw.

Uśmiechnęłam się do niego, przesunęłam w przestrzeni o krok, którego potrzebowałam, aby do niego dotrzeć, a następnie oparłam się o jego bok, kładąc głowę na jego ramieniu.

Objął mnie ramieniem w talii.

Zrobiłam to samo z nim.

Oboje gapiliśmy się na motocykl Blacka.

- Nie był uruchamiany od czasu, gdy Graham go wyłączył. Nie jestem pewna, czy działa - mruknęłam.

- Jag go uruchomi.

Zdjęłam głowę z jego ramienia i spojrzałam na niego - Czy możesz ty to zrobić? Żeby Jag mógł po prostu odpalić i odjechać?

Nie zdążyłam wypowiedzieć wszystkich słów, gdy poczułam, jak jego luźne ciało robi się napięte, a wyrazista twarz się zamyka.

Okej, najwyraźniej to była niewłaściwa prośba.

- Przepraszam, to... przepraszam, oczywiście nie powinnam była prosić – wyszeptałam.

- Mam jego kobietę, więc nie będę dotykać jego motocykla – odpowiedział Hound.

Cóż, nie byłam tak naprawdę kobietą Blacka, biorąc pod uwagę, że teraz byłam kobietą Hounda.

Ale to była rozmowa na później.

Szybko skinęłam głową - Tak, tak, kochanie, rozumiem.

- Słyszę, że chcesz, żeby Jag mógł po prostu odpalić i odjechać, ale spodoba mu się to, że będzie mógł go obejrzeć. On i Dutch mogą to zrobić razem. Nie będzie to wymagało wiele. Ale jeśli zrobią to razem, to będzie coś innego, co będą mieli obaj.

Ciągle kiwałam głową - Tak, to ma sens.

- A mnie tam nie będzie - oświadczył Hound.

Odwróciłam się tak, że mój przód był przyciśnięty do jego boku i objęłam go również drugą ręką - Rozumiem, że kiedy będą pracowali nad tym, żeby uruchomić ten motocykl, zrobią to sami. Rozumiem to, ale niezależnie od tego, jaką ceremonię wymyślę, myślę, że powinieneś tam być.

- Będę tam, jeśli przyprowadzisz wszystkich braci, nie tylko mnie, Keely.

- Tylko ty, Hound – naciskałam - Ty, Dutch, Jag i ja.

- I Black.

- Kochanie – powiedziałam ostrożnie - Chodzi o to, żeby odejść od Blacka.

- Nie, Keekee, chodzi o to, żebyś ty pozwoliła mu odejść w ten sposób i oddała go swoim chłopakom. A dla mnie nie ma w tym miejsca.

- Jest – naciskałam.

- Nie, mała. To dotyczy waszej rodziny.

- Ty jesteś naszą rodziną.

- Słyszałem to i to kocham, kotku, ale to jest coś innego.

- Jeśli tak, to kto stał za mną, kiedy poszłam do kostnicy, żeby go zidentyfikować? – zapytałam.

Hound nie odpowiedział na to.

- Kto był w moim salonie, kiedy wszyscy przyszliście powiedzieć mi, że zajęliście się Crank’iem? – ciągnęłam.

- Kee...

- Kto stał na moim chodniku za domem, kiedy powalił mężczyznę, który zabrał mi męża, mężczyznę, który zabrał ojca moim synom?

- To nie jest…

- I wiem, że nie muszę wspominać o wszystkich innych razach, kiedy byłeś dla mnie. Dla chłopaków. Dla Blacka.

- Keekee – wymamrotał.

- On był nasz. I był twój. A teraz ty jesteś nasz – przypomniałam mu.

Odwrócił się do mnie, uniósł wolną rękę, by objąć moją szczękę, zgiął szyję, by jego twarz była bliżej mojej i przemówił.

Delikatnie.

- W porządku, skarbie, tak jak ty dzielisz się gównem między tobą a Bev, ja dzielę się gównem między mną a moimi braćmi, a jednym z tych braci był Black. Wiem, że wiesz, co ta kurtka dla niego znaczyła. Wiem, że wiesz, co ten motocykl dla niego znaczył. Wiem też, że wiesz, co ty, Dutch i Jag dla niego znaczyliście. To nie było jego i tylko nim. Złożyłem swoje roszczenia teraz, kiedy go nie ma, ale w czasie, kiedy zrobisz to, co robisz z tymi rzeczami, które były jego, tylko jego, nie mogę być częścią tego.

- Chłopcy będą chcieli, żebyś tam był – zapewniłam.

- Chłopcy od razu zrozumieją, że nie będę. To ty musisz zrozumieć, dlaczego mnie tam nie będzie – odparł.

Spojrzałam na niego i to było do bani, ale prawda była taka, że ​​miał rację.

Opuściłam głowę i uderzyłam czołem w jego pierś.

Jego ręka przesunęła się z mojej szczęki na kark.

- Jak przekażesz rzeczy, Keekee, chłopaki odejdą i zabiorą ze sobą części swojego starego, zadzwoń do mnie, a ja przyjadę do ciebie od razu, jasne? – zapytał cicho.

Skinęłam głową, moje czoło przetoczyło się po jego piersi.

Na szczęście zmienił temat.

- Teraz, Jean i ja mamy opłacone mieszkanie do końca miesiąca, ale powiem właścicielowi, że sprzątam oba. Potrzebuję twojej pomocy z rzeczami Jean, mała. I chłopaków. Większość może odejść, ale nie będzie mi łatwo przeszukiwać to, więc muszę was prosić, wszystkich was, żebyście byli tam ze mną.

Odchyliłam głowę do tyłu i obiecałam - Będziemy tam wszyscy.

Ścisnął mnie za kark, a potem przesunął ramię, żeby móc owinąć mnie drugą ręką.

- Pozbędziemy się tego, co masz tam na dole i przeniesiemy moje rzeczy do twojej piwnicy. Wtedy się przeprowadzę na dobre.

Kolejna ceremonia pozbywania się materialnych pozostałości kogoś ważnego i pójścia dalej, trzymając się już tylko wspomnień.

Ale przynajmniej na końcu będę miała Hounda i on będzie ze mną w całości, więc będziemy gotowi na tworzenie nowych wspomnień.

Skinęłam głową, ściskając go z zadowoleniem, ale mówiąc - I musimy porozmawiać z jej rabinem o przeniesieniu mezuzy do mojego domu.

- O czym mówisz? - zapytał.

- Nie wiem, jak to ma wyglądać. Więc musimy zapytać, jak mamy to zrobić. Przenieś tę część jej tutaj, żeby była z tobą, bo ta część jej musi być z tobą.

- Dobrze - mruknął, melancholia wypłynęła na jego twarz, więc przytrzymałam go mocniej. Przeszedł przez to i mruknął - Wygląda na to, że kiedy powiedzieliśmy, że nie chcemy iść wolno, oboje byliśmy w tym całkowicie.

Uśmiechnęłam się do niego lekko.

Pochylił głowę i ją pocałował.

Nie odszedł daleko, kiedy się odsunął.

- Widziałem twoją panikę wczoraj wieczorem, kiedy ktoś zapukał do drzwi - ​​zauważył.

O Panie.

Nie byłam pewna, czy jestem gotowa na tę konkretną zmianę tematu.

- Shep… - spróbowałam.

- Skoro wszyscy jesteśmy gotowi na szybkie robienie gówna, bracia muszą wiedzieć.

Kurwa.

- Nie jestem na to gotowa – podzieliłam się.

- Kocham to i miałaś rację, kiedy mówiłaś, że bracia to zrozumieją, że ukrywaliśmy to przed nimi na początku. Mogą nie zrozumieć tego tak bardzo, że Dutch i Jag wiedzą, Bev wie, chłopcy dostali swoje części swojego ojca, a ja się wprowadziłem. Shy i Tab trzymali wszystko w tajemnicy i to nie poszło zbyt dobrze, brat zaczynający gówno z córką swojego brata i nie mówiący o tym nikomu. To, co się tu dzieje, będzie jeszcze mniej popularne, więc może dobrze byłoby odłożyć złe gówno na bok, żeby bractwo mogło zacząć się leczyć, a ty nie musisz żyć z tym wiszącym ci nad głową.

I znów było do bani, że miał rację.

- Czy możemy mieć trochę więcej czasu? – zapytałam.

- Możesz mieć wszystko, czego chcesz, jeśli mam moc ci to dać, kotku. Jak chcesz, żebyśmy byli tylko my przez dwadzieścia lat, to się na to zgodzę. Ale czuję, że chcesz być z tyłu mojego motocykla tak szybko, jak ja chcę, żebyś tam była, a to nie może się zdarzyć, dopóki nie wprowadzimy Chaosu do naszego życia.

Moje usta wygięły się w nie do końca rozbawionym uśmiechu na jego słowa, a kiedy Hound zobaczył, że to robią, zrobił to samo.

- Jeszcze trochę czasu - szepnęłam.

Skinął głową i przypieczętował to, gdy ponownie opuścił głowę i dotknął swoimi ustami moich.

I znowu, gdy się odsunął, nie odszedł daleko.

- Ta ceremonia, Keekee - powiedział cicho - Moja rada, niech to będzie tylko dla ciebie. Nie pozwól, żeby twoi chłopcy znów patrzyli, jak puszczasz ich ojca. Cokolwiek musisz zrobić, żeby było w porządku, oddaj im resztę tego, co trzymałaś po ich ojcu, co nie jest na stałe w twoim sercu, ale zrób to sama. Kiedy oddasz to kurtkę Dutchowi, a te klucze Jagowi, zrób to jako ich matka, a nie wdowa po ojcu. Zrób to na końcu, nie będą chcieli ci tego odebrać, a czas, żeby przejęli dziedzictwo Blacka. Rozumiesz mnie?

- Jesteś bardzo mądry, Shepherdzie Ironside - wyszeptałam.

- Jestem mężczyzną, który nosi tę samą naszywkę, na którą zasłużył Black, i gdybym to ja był pod ziemią, a ci chłopcy mieliby moją krew w swoich żyłach, to właśnie bym tego chciał, Keekee. Kiedy byś mnie puściła, chciałbym być sam z tobą. A kiedy oddasz mnie naszym chłopcom, chciałbym, żeby to dotyczyło ich.

Boże, jak bardzo kochałam to, że rozumiał.

Boże, Boże, jak bardzo kochałam to, że wszystko rozumiał.

Spojrzałam mu w oczy i poczułam, jak pierwsza łza spływa, sunąc zimnym, mokrym szlakiem po moim policzku.

Hound nie próbował jej złapać.

Ani tej, która przyszła po niej.

Ani tej, która przyszła po niej.

Ani żadnej z pozostałych, które cicho po niej podążały. Stał ze mną w moim garażu obok motocykla mojego zmarłego męża, który stał dokładnie w tym samym miejscu, w którym on go postawił prawie osiemnaście lat temu i patrzył na mnie, kiedy mnie trzymał, podczas gdy ja wylewałam kolejne smutne łzy za bratem, którego kochał, łzy, które boleśnie mieszały się z radosnymi, że znalazłam brata Hounda, którego kochałam. Dopiero gdy pociągnęłam nosem, przesunął dłonie na boki mojej głowy i przesunął kciukami po obu moich policzkach.

- Potrzebujesz, żebym poszedł? - zapytał łagodnie.

Boże, Boże, tak bardzo kochałam to, że wszystko zrozumiał.

Skinęłam głową i nic nie powiedziałam.

- Napiszesz, kiedy będziesz chciała, żebym wrócił.

To nie był rozkaz.

To była prośba.

Więc ponownie skinęłam głową.

Hound wtedy podszedł, przyciskając usta do mojego czoła, trzymając moją twarz w obu dłoniach.

Zamknęłam oczy, a on trzymał tam usta przez to, co wydawało się dniami, tygodniami, latami, zanim odsunął się i poczułam, jak opuszki jego palców wbijają się w moje ciało, a potem odszedł.

Otworzyłam oczy i wpatrywałam się w naszywkę Chaosu z tyłu jego kurtki.

Wpatrywałam się w nią, widziałam ją oczami wyobraźni, nawet po tym, jak zamknął za sobą tylne drzwi do garażu.

W tym momencie nie musiałam o tym myśleć, niczego wymyślać.

W tym momencie po prostu wiedziałam.

Tak więc w tym momencie ruszyłam śladami Hounda, śladami, którymi wielokrotnie podążałam przez lata, śladami podejmowanymi przez moich synów, śladami utartymi przez ich ojca, śladami, które przejął Hound, i poszłam do swojego domu, aby wszystko przygotować.

*****

To było melodramatyczne.

Nie obchodziło mnie to.

To było totalnie przesadzone.

To też mnie nie obchodziło.

W moim garażu było cholernie zimno.

Nawet tego nie czułam.

Siedziałam w spodniach z elastanu, z krzyżującymi się sznurowadłami, które odsłaniały skórę po bokach moich ud i bioder, w topie, który miałam schowany głęboko w szufladzie i znalazłam, a który miał mocno wycięty dekolt i był luźno zasznurowany na piersiach, w czarnych butach na wysokim obcasie z mnóstwem klamer, których nie nosiłam od lat, w fioletowej bandanie owiniętej wokół jako opaska na głowie, zawiązanej z tyłu, spod której spływały mi włosy.

Miałam też na sobie kurtkę Blacka.

Byłam odstrzelona, z mnóstwem makijażu wokół oczu, na policzkach, tonami czerwonej szminki.

Wokół motocykla Blacka znajdował się krąg zapalonych przeze mnie świec jako jedyne oświetlenie przestrzeni.

Miałam w ręku butelkę, primo tequila, dobrego gówna, a na jej szyjce był pierścień czerwieni z moich ust.

Siedziałam okrakiem na motocyklu Blacka.

- Nie mieliśmy dużo czasu - powiedziałam do baku - Ale ten, który mieliśmy; rozwaliliśmy go, kotku.

Pochyliłam się, przycisnęłam swoje czerwone usta do baku i zrobiłam to ostro.

Potem zsiadłam. Znalazłam korek, zakręciłam butelkę tequili i odłożyłam ją na bok. Zdjęłam kurtkę i złożyłam ją, rękawami do środka, naszywką Chaosu na widoku i położyłam na siodełku. Sięgnęłam do kieszeni i wyciągnęłam czerwoną bandanę, którą tam wepchnęłam, zawinęłam ją ciasno, zawiązałam końce i położyłam na kurtce.

Zdjęłam własną bandanę i zrobiłam to samo, ale przywiązałam ją do uchwytu na motocyklu. Już włożyłam kluczyki do stacyjki.

Zdmuchnęłam świece i kopnęłam je na tył garażu, rozlewając wosk na buty i podłogę.

Ale to mnie nie obchodziło.

Następnie wzięłam butelkę tequili i wyszłam na zewnątrz, a następnie do domu, po schodach, prosto do łóżka, gdzie leżały rozłożone ubrania.

Zdjęłam top.

Zdjęłam buty.

Zdjęłam obcisłe spodnie.

Ostrożnie to wszystko złożyłam i wrzuciłam ubrania z butami do torby z rzeczami, gotowej do zaniesienia do Goodwill, torby z rzeczami, którą przeszukałam, gdy przygotowywałam się do ceremonii, a wcześniej wypełniłam ją Chaosem Keely z minionych lat.

Poszłam do łazienki i zmyłam makijaż, wyszorowałam szminkę.

Wróciłam do sypialni i założyłam podarte, wyblakłe dżinsy.

Założyłam skarpetki.

Założyłam kowbojskie buty.

I naciągnęłam na siebie koszulkę z długim rękawem z innym postrzępionym rozcięciem w dekolcie, które nie sięgało zbyt daleko ani nie było tak szerokie, żeby wymagało sznurowania.

Odgarnęłam długie włosy z tyłu, a następnie podniosłam je, aby założyć choker.

Wsunęłam w uszy kolczyki.

Założyłam płaszcz.

Potem chwyciłam butelkę tequili, moją torebkę, wyszłam, złapałam jedną ze świec i wsiadłam do samochodu.

Pojechałam na cmentarz.

W ciemnościach przeszłam często uczęszczaną ścieżką do grobu Blacka.

Postawiłam świecę przy podstawie jego steli i zapaliłam ją.

Postawiłam obok butelkę tequili.

I spojrzałam na mojego mężczyznę.

- Mam coś do załatwienia. Wrócę na dłuższą wizytę. Więc teraz muszę powiedzieć, że zobaczymy się później, kotku. Kocham cię – wyszeptałam. Posłałam mu całusa, uśmiechnęłam się, odwróciłam się i wróciłam do samochodu.

Wsiadłam i pojechałam do Target.

Przeglądając moje wybory, kupiłam dwie nowe, żeby wymienić stare.

Jedną w gwiazdy i paski, a drugą granatową.

Wybrałam te, bo przy różnych okazjach widziałam, że Hound nosił takie same bandany (najczęściej granatowe).

Przy kasie nie przyjęłam torby.

Po prostu wsadziłam nowe bandany do torebki.

Kiedy wyłączyłam stacyjkę samochodu w garażu, spojrzałam na motocykl obok mnie z kurtką na skórzanym siodełku i wyciągnęłam telefon.

W grupowej wiadomości do moich chłopców napisałam: Pożegnałam się z tatą. Kurtka i motocykl są w garażu, gotowe do zabrania, kiedy tylko będziecie gotowi. Proszę tylko, żebyście się spotkali, żeby je zabrać i razem popracowali nad uruchomieniem motocykla waszego ojca. Kocham was.

Kiedy dotarłam na górę, dostałam dwie wiadomości zwrotne.

Kocham cię, mamo. Na zawsze. Zawsze. Dutch.

Z całego serca, mamo. Jagger.

Byli wrzodami na tyłku.

Ale Black i ja zrobiliśmy takich dobrych chłopców.

Postawiłam kieliszek wina, które sama sobie nalałam, na stoliku nocnym, zdjęłam płaszcz, rzuciłam go i torebkę na fotel z owczej skóry, wzięłam telefon do łóżka i wspięłam się na środek.

Pochyliłam nad nim głowę.

Wróć do domu, kochanie.

*****

Hound był w domu dziesięć minut później.

*****

Kurtka i motocykl Blacka zniknęły, zanim wróciłam z pracy do domu następnego popołudnia.


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz