wtorek, 21 stycznia 2025

EPILOG - Błogosławiony

 

EPILOG

Błogosławiony

Keely

 

Oglądałam, jak Hound ukląkł przy naszym łóżku.

Oglądałam też, jak zakopał twarz w mojej cipce.

Po tym, wszystkim, co miałam, czułam wszystko, co mi dawał, ale zamknęłam oczy, więc nic a nic nie oglądałam.

Kiedy Hound sprawił, że wystrzeliłam w stratosferę, wciąż leciałam wysoko, gdy poczułam, jak jego ręce wślizgują się pod moje ramiona i wciągają mnie głębiej do łóżka. Mój orgazm wciąż mnie palił, ale rozgorzał się na nowo, gdy patrzyłam, jak ściągnął dżinsy na tyle, by uwolnić swojego twardego jak skała kutasa. Rozsunął mi nogi, nakrył mnie sobą i zaczął wiercić w środku.

Podskakiwałam pod nim, przyjmując gwałtowne pchnięcia jego kutasa, patrzyłam na piękną dzikość na jego twarzy i robiłam to wszystko, aż już dłużej nie mogłam tego oglądać, gdy mój Hound znów wyrzucił mnie w powietrze.

Nadal parł, kiedy uspokajałam się, więc trzymałam go, głaskałam, kołysałam, żeby go spotykać, a kiedy jego głowa szarpnęła do tyłu i patrzyłam i słuchałam, jak dochodził, szczęśliwie poczułam wstrząs wtórny przechodzący przez moje ciało, gdy wchłaniałam drżenia pulsujące w moim mężczyźnie.

Hound opuścił głowę, tak że jego twarz była w mojej szyi, a ja trzymałam go rękami i nogami, przyciskając go blisko, czując go dotykiem, wąchając go, rozkoszując się jego głęboko zakopanym penisem.

Ale w końcu zdjęłam lewą rękę z jego ciała, abym mogła unieść ją, rozłożyć palce i wpatrywać się w jej wierzch.

Na moim palcu serdecznym znajdował się dwuipółkaratowy prosty diament soliter osadzony w białym złocie.

Mój staruszek nie kłamał.

Tego ranka obudziliśmy się w Kompleksie. Wzięliśmy razem prysznic w Kompleksie. Ubraliśmy się w ubrania z poprzedniego dnia (chociaż Hound założył inną koszulkę, ponieważ poprzednia była zakrwawiona).

I zabrał mnie na śniadanie, a potem od razu do galerii handlowej.

Były to moje pierwsze dwie przejażdżki, kiedy byłam owinieta wokół niego na jego motocyklu.

Były idealne.

Przy gablocie pełnej pierścionków zaręczynowych poprosił mnie o wybór.

Spytałam go, jeśli on miałby wybrać, który by wybrał.

Od razu wskazał na ten, który akurat był na moim palcu.

Hound nie użył słów, żeby poprosić mnie o rękę. Nie uklęknął na jedno kolano.

Kupił mi pierścionek i wsunął go na mój palec od razu w sklepie.

I byliśmy zaręczeni.

Potem zabrał nas do domu i dał mi swoją wersję motocyklowego romantyzmu, rozbierając mnie, padając na kolana i robiąc mi minetkę.

W całym tym cierpieniu, jakiego doświadczyłam w życiu, we wszystkich rozczarowaniach, jakie przeżyłam z rodziną, to właśnie wtedy, leżąc na łóżku, połączona z Hound’em, nosząc jego pierścionek, zdałam sobie sprawę, że to są takie chwile, chwile jak stanie przy kasie w sklepie jubilerskim i kiedy mój facet wsuwa mi pierścionek na palec, chwile tak proste i niezwykłe, że nie trzeba było wykonywać żadnych wielkich gestów.

Takie, jakie były, sprawiły, że cała reszta była tego warta.

- Odpowiedź brzmi tak – wyszeptałam.

Podniósł głowę i spojrzał na mnie.

- Powiedz jeszcze raz – poprosił.

- Po prostu, wiesz, żeby było jeszcze bardziej oficjalnie.

Spojrzał mi w oczy.

Potem złapał mnie za nadgarstek, pociągnął przed siebie i przesunął swoją dłoń, żeby móc przycisnąć tył mojej dłoni, szczególnie tam, gdzie leżał jego pierścionek, do wrażliwej podstawy swojego gardła.

- Ty to wiesz i nigdy w to nie wątp, jak bardzo cię kocham – oświadczył.

Poczułam, jak delikatny uśmiech pojawił się na moich ustach.

Podobało mi się, że to powiedział, zwłaszcza teraz, po tym, jak dał mi pierścionek, mocno mnie przeleciał i trzymał ten symbol życia z nim.

Ale mógł po prostu chrząknąć i byłoby dla mnie okej.

- Wiem, kowboju, i zaufaj mi, nigdy w to nie zwątpię – obiecałam.

Trzymał moją dłoń tam, gdzie była, nawet kiedy się pochylił i mnie pocałował.

Zrobił to mokro i mocno.

A ja oddałam to samo.

Mocniej.

Tak, to były takie chwile, które sprawiały, że wszystko było tego warte.

Kiedy skończył całować i dotykać mojej szyi swoimi ustami, postawiłam stopę na łóżku, odepchnęłam się, a Hound pozwolił mi się przetoczyć.

Zrobiłam to, ponieważ byliśmy tacy, jacy byliśmy, dzicy jak wiatr, więc wiedzieliśmy, że trzeba chwytać te chwile, kiedy się trafiały.

I rozrywać je, wyciskając z nich tyle, ile się dało.

*****

- Nie, ten drugi ma jadalnię – oświadczyła Elvira.

- Zdecydowanie ten – powiedziała Tyra, klikając z powrotem na ten, który chciała - Ma większy garaż. Mają zasadniczo trzy pojazdy, a on jest mężczyzną Chaosu. Częściej będą korzystać z większego garażu niż jadalni.

To była prawda.

Tak by było.

- Ale ten nie ma zbyt dużej głównej łazienki – wtrąciła Lanie, wyciągając rękę przez tłum kobiet stłoczonych wokół komputera Tyry w jej biurze w garażu w Ride, żeby odsunąć rękę Tyry na bok i przejąć kontrolę nad myszką.

Kliknęła. Kliknęła ponownie.

- Spójrzcie – ciągnęła - Ten. Garaż o przyzwoitych rozmiarach z miejscem do rozbudowy. Bez jadalni, ale za to ogromna kuchnia, więc można tam wstawić duży stół. Ładna główna łazienka przy ich sypialni. I najważniejsze: ma kominek.

Elvira przepchnęła się, przejęła kontrolę nad myszką i klikała zdjęcia, wyświetlając jedno z kuchni z domu, który podobał się Lanie. Jednego z kilku domów, które Hound i ja mieliśmy obejrzeć tego popołudnia.

- Teraz wpatruj się w te pięć sekund i postaraj się nie dostać bólu głowy od tej tapety – rozkazała Elvira - Ja już dostałam bólu głowy, a patrzyłam na nią tylko dwie sekundy.

- Możesz zerwać tapetę, Vira – zauważyła Tabby.

- Duch tej tapety może pozostać na zawsze – mruknęła Rosalie, a Lanie zaczęła chichotać.

- Będziesz tęsknić za kominkiem w kuchni, Keely? – zapytała Millie.

Wpatrywałam się w kuchnię na komputerze Tyry.

Ta tapeta była okropna.

Ale układ był niesamowity. Musiałabym zapomnieć o stole w jadalni, ale to nie miało znaczenia, bo nigdy go nie zapełniałam. Mogłam tam zmieścić większy stół niż ten, który miałam teraz w kuchni, a wszyscy wiedzieli, że kiedy robi się przyjęcie, wszyscy goście i tak lądują w kuchni.

Co więcej, miałam przeczucie, że Hound był mężczyzną „przyjmującym gości na świeżym powietrzu”. Miałam takie przeczucie, bo kiedy zapytałam go o jego wymagania dotyczące domu, które nie podlegałyby negocjacjom, powiedział: „Kominek, wbudowany grill i nigdzie w domu nie ma być płytek, które przyprawią mnie o zawroty głowy”.

To było wszystko.

Jeśli chodziło o mnie, potrzebowałam trzech sypialni, co oznaczało przyzwoitą główną dla nas, jedną dla naszej córeczki i jedną, w której chłopcy mogliby się przespać, gdyby zasiedzieli się, wypijając trochę z mamą i tatą i nie chcieli wracać do domu.

Reszta, dopóki Hound tam by był, nie obchodziła mnie.

- Mogę obejść się bez kominka – powiedziałam, sięgając i przejmując myszkę, aby kliknąć więcej zdjęć tego domu, wyciągając to z niesamowitym podwórkiem z paleniskiem, wbudowanym grillem i dużym zadaszonym miejscem do siedzenia z podniesionymi rabatami kwiatowymi po bokach, a te rabaty wypełnione były starannie przyciętymi krzewami - Jeśli mogę dać to mojemu mężczyźnie.

- Nie jestem pewna, czy „przycięte krzewy” pasują do „motocyklisty” – zauważyła Elvira.

- Hound jest fantastyczny w pracach ogrodowych – oświadczyłam.

Kiedy odsunęłam się od komputera, poczułam, że wszystkie oczy zwróciły się w moją stronę.

- Naprawdę? – zapytała niedowierzająco Tyra.

- Zanim chłopcy podrośli na tyle, by mógł ich wyszkolić do przejęcia tego, miałam najlepszy trawnik w okolicy.

- No cóż, powal mnie piórkiem – powiedziała Elvira, wciąż patrząc na mnie - Bez urazy, dziewczyno. Po prostu Hound nigdy nie wydawał mi się udomowiony.

- On też rozładowuje suszarkę i składa pranie – podzieliłam się.

- Wow – wyszeptała Tabby.

- I odkłada zakupy – dodałam – Wszystko bez proszenia.

- Fajowo – powiedziała Lanie.

- A kiedy nie pracuję, woli mnie pieprzyć, jeść ze mną lub pić piwo i oglądać ze mną telewizję, nie czekając, aż posprzątam dom, więc też odkurza.

- Jak Keely go udomowiła? - Lanie domagała się odpowiedzi.

Zaśmiałam się.

- Jestem w ciąży.

Wszyscy stali nieruchomo, wpatrując się w to, na co patrzyli w chwili, gdy Carissa składała swoje oświadczenie.

Potem wszyscy powoli odwrócili się w jej stronę, trzymając się z tyłu grupy stłoczonej wokół komputera.

Z wyjątkiem Rosalie. Przysunęła się bliżej Carissy.

Dzięki temu wiedziałam, że Rosie wiedziała o stanie Carissy. Z drugiej strony szybko się dowiedziałam, że te dwie były blisko siebie, podobnie jak Tabby. Nie było tak, że wszystkie kobiety nie były blisko siebie, bo były. Po prostu starsze pokolenie miało więcej historii, a młodsze pokolenie budowało swoją historię.

Taki jest świat.

- Co mówisz? - zapytała Elvira.

- Jestem w czwartym miesiącu ciąży, a Joker i ja bierzemy ślub tego lata - oznajmiła.

Elvira odsunęła się od gangu dziewczyn, by stanąć przy biurku Tyry.

I nie wydawała się być szczęśliwa tak, jak powinna była ją uszczęśliwić ta ekscytująca wiadomość.

Nie znałam tych kobiet zbyt dobrze. Byłam członkinią ich klubu zaledwie od tygodnia.

Wiedziałam jednak, co każdy by wiedział, patrząc na nią, że Elvira zamierzała wybuchnąć.

Miałam tę myśl na pół sekundy przed wybuchem.

- Kpisz sobie ze mnie? - krzyknęła.

- Uh... - zacząłam interweniować, ale ponieważ nie wiedziałam, co powiedzieć, urwałam.

Nie miało to znaczenia.

Elvira zaczęła się wydzierać.

- Teraz wasza przyjaciółka Bev wychodzi za mąż, a wy wszystkie jesteście podjarane po tym, jak zobaczyłyście jego zdjęcia na jej telefonie podczas walnego zebrania, na którym podjęłyście szaloną decyzję, żeby wkroczyć z waszymi tyłkami do poważnych spraw braterskich w Kompleksie. I to nie były zdjęcia jego fiuta, co jak teraz wiemy, sprawiłoby, że ​​cały ten słodki pakiet jest jeszcze słodszy. Millie i High już zamieszkali razem, bawią się w dom i zamierzają się pobrać. Rosie i Snap niedługo zrobią to samo i na pewno się pobiorą. A Keely i Hound zaręczyli się dzień po wielkim zamieszaniu i wszystkie klikamy w ogłoszenia, pomagając im znaleźć dom. A teraz ty jesteś w ciąży i zamierzasz się pobrać tego lata? - Elvira zażądała wiedzieć to ostatnie od Carissy.

Carissa powiedziała wtedy z zakłopotaniem - Wiedziałam, że będziesz zdenerwowana. Dlatego tak długo zwlekałam, żeby się tym z tobą podzielić - Zwróciła się do Tyry - Chcemy, żeby nasze przyjęcie odbyło się w Ride. Na dziedzińcu. Nic wymyślnego - Uśmiechnęła się - Ale motyw motyli.

- M-m - Elvira prychnęła, unosząc rękę, z wszystkimi jej brzoskwiniowo-różowymi palcami z długimi paznokciami zwiniętymi do środka, z wyjątkiem wskazującego. To było machanie tam i z powrotem - Żadnego planowania. Żadnych motyli. Żadnego dziedzińca.

Pochyliła się.

Wszyscy odchyliliśmy się do tyłu.

Wybuchła ponownie.

- Kradniesz mój show!

- Elvira, wychodzisz za mąż dopiero w Gwiazdkę - powiedziała uspokajająco Lanie.

Ach.

To wyjaśniało wywód Elviry.

Chociaż już widziałam kamień na jej palcu.

Mój, nawiasem mówiąc, może był prostszy, ale i tak był bardziej niesamowity.

- Tak, a przy czterech ślubach przed nim trzeba będzie kupować prezenty i pomagać w planowaniu, ja dostanę resztki z dna beczki z prezentami i wypalicie się w planowaniu. Nie wspominając o tym… - przeszyła Carissę wzrokiem - dziecinnym gównie.

- Słonko, ja planuję twój ślub za ciebie, pamiętasz? - zauważyła Millie - I będzie niesamowicie.

- A ja nie chcę prezentów - wtrąciłam - Chociaż myślę, że Hound uznałby, że kilka sześciopaków piwa nie byłoby zaniedbaniem.

- Nie wspominając o tym, że Bev powiedziała, że ​​Tad zajmuje się ich - powiedziała im Tabby - Mówi, że już znalazł miejsce, wybrał kolory i wszystko. Prawdopodobnie będziemy musieli po prostu się na nim pojawić.

Nie mieli najnowszych wiadomości. Wybrał też DJ-a i zadekretował, że ciasto będzie cytrynowe, „ponieważ ten smak przypomina mi słońce”, powiedział Hound’owi i mnie, gdy poprzedniego wieczoru rzucaliśmy je w Bev. „A słońce przypomina mi Beverly”.

Kto mógłby kłócić się z tym? Zwłaszcza, gdy wygłosił to gorący facet jedwabistym, głębokim głosem, który potrafił mówić o torcie weselnym w sposób, który nie sprawiał, że brzmiał jak mięczak.

Beverly, wpatrując się w niego z rozczulonymi oczami i wisząc na jego ramieniu, gdy mówił, wyraźnie nie mogła się z tym nie zgodzić.

- I musiałabyś przynieść prezent - syknęła Elvira do Tabby.

- Cóż... tak - powiedziała cicho Tabby, rzucając wielkie oczy dziewczynom wokół siebie.

- Sądzisz, Elvira, moja piękna przyjaciółko, że kobiety stojące przed tobą nie mają w sobie wystarczająco dużo miłości dla ciebie, tylko dla ciebie, co nie obejmuje nawet tego, jak bardzo uwielbiamy Malika, żeby poświęcić ci całą uwagę, na jaką zasługujesz w twoim wielkim dniu? - zapytała Tyra.

- Lepiej, żebyście poświęciły - warknęła Elvira.

- Skaczę do nieba ze szczęścia dla ciebie - szepnęła Tyra, a atmosfera w pokoju natychmiast się zmieniła.

Ponieważ uczucie, jakie odczuwały od Elviry, natychmiast się zmieniło.

Tyra nie skończyła.

- Po długim oczekiwaniu, zamieszaniu i trudnym początku z Tack’iem, życie stało się piękne, a niemałą częścią tego piękna jest to, że w tym czasie znalazłam ciebie i od tego czasu cię mam.

- Czekałam na to całe życie - szepnęła Elvira, a atmosfera w pokoju znów się zmieniła.

- Wiem, kochanie - szepnęła Tyra.

- Myślałam, że nigdy nie przyjdzie. Myślałam, że go nigdy nie znajdę - szeptała Elvira.

- Wiem - odpowiedziała Tyra.

- I jest idealny - kontynuowała.

Och, rany.

Super!

Nie mogłam się doczekać, żeby poznać Malika.

- Tak, jest - powiedziała Tabby.

- Kocha mnie, jak... wariat mnie kocha - ciągnęła Elvira.

Och, tak.

Nie mogłam się doczekać, żeby poznać Malika.

- Wiemy - powiedziała Lanie.

- Czasem, kiedy budzę się obok niego, zastanawiam się, czy śnię - podzieliła się Elvira.

- Rozumiem to - powiedziała Millie.

- Ja też - dodała Carissa.

- Ja też - wtrąciła Lanie.

- Absolutnie - oświadczyła Rosalie.

- Na pewno - stwierdziła Tabby.

- Tak - wyszeptałam.

- Całkowicie - powiedziała Tyra.

- Poczekaj, aż urodzisz mu dziecko - Tabby powiedziała Elvirze - Nie wiem, co jest ważniejsze niż marzenie, zdobycie go i to, że będzie lepiej. Ale cokolwiek to jest, dziecko jest tym.

Teraz nie mogłam się doczekać, żeby zajść w ciążę z dzieckiem Hounda.

Kiedy Tab skończył, Elvira spojrzała na Carissę.

- Chodź tu, dziewczyno - rozkazała.

Carissa poszła tam, a Elvira mocno ją przytuliła.

- Motyle będą idealne - usłyszałyśmy, jak powiedziała do ucha Carissy.

Widziałyśmy też, jak Carissa pokiwała głową, trzymając się.

Jak na zawołanie, drzwi garażu się otworzyły i Tack przeszedł przez nie, trzymając dziecko w zgięciu jednej z rąk.

Jego spojrzenie przesunęło się po wszystkich kobietach i zatrzymało na Elvirze i Carissie, które od siebie odchodziły.

- Chryste - mruknął i spojrzał na swoją kobietę - Drama?

- Nie - odpowiedziała Tyra.

Tack zatrzymał się przed jej biurkiem.

- Mój wnuk potrzebuje przewinięcia - powiedział żonie.

Przechyliła głowę na bok - Torba z pieluchami jest tuż obok, na kanapie.

Całkowicie to zignorował i zwrócił uwagę na Tabby - Twój syn potrzebuje przewinięcia.

- Torba z pieluchami się nie ruszyła, tato - odpowiedziała Tabby.

- Ja się przytulam - mruknął - Nie zmieniam pieluch.

- Zmieniałeś obu naszym chłopcom, Kane – powiedziała Tyra, ponownie zwracając uwagę Tacka.

- Tak, i miałem bezpośredni udział w zrobieniu tych dwóch. Ten jeden - podniósł pakunek trzymany w ręku - …był pośredni. Moja robota jest skończona. Pieluchy i takie tam gówno mam za sobą. Z tym jednym - znów podniósł pakunek - …dostaję tylko dobre rzeczy.

- Och, na litość boską, daj mi to dziecko - powiedziała niecierpliwie Elvira, podeszła na swoich sandałach na wysokim obcasie do Tacka i pozbawiła go wnuka.

- Przynieś mi go z powrotem, jak skończysz - rozkazał.

Elvira wbiła w niego wzrok.

Tack po prostu zrobił w-tył-zwrot na swoim motocyklowym bucie i wywlókł swój piękny tyłek z powrotem za drzwi, mocno je za sobą zamykając.

- Wiesz, gdyby ten facet nie robił takich dobrych pancakes’ów, rozwiodłabym się z nim - mruknęła Tyra.

- Założę się, że robi dobre pancakesy - powiedziała Millie pod nosem, uśmiechając się.

- Proszę, nie rób eufemizmu z pancakes’ów taty – błagała Tabby - Uwielbiam pancakesy taty i jeśli zrobisz z nich eufemizm, nigdy więcej nie będę mogła ich zjeść.

- Okej, Słonko – zgodziła się Tyra z uśmiechem - Przestaniemy rozmawiać o pancakes’ach twojego taty.

- Ej, Keely – zawołała Carissa - Powiedziałaś, że kiedy jest twoja pierwsza wizyta na oglądanie?

Spojrzałam na godzinę na komputerze Tyry i krzyknęłam - Cholera! Muszę iść po Hounda! - Pobiegłam do Carissy, mocno ją przytuliłam i powiedziałam - Tak się cieszę za ciebie, razy dwa. Motyle są super.

Puściłam ją, ominęłam i złapałam swoją torbę z kanapy, gdzie Elvira grzebała w torbie na pieluchy, jednocześnie żonglując Playboyem. Złapałam torbę, pochyliłam się, żeby ukraść szybkiego całusa z mokrych ust Playboya i usłyszeć jego zalotne bulgotanie po tym, jak to zrobiłam, zanim pobiegłam do drzwi i się przy nich zatrzymałam.

- Później, laski – zawołałam.

- Później, Słonko – odkrzyknęła Tyra - Mam nadzieję, że zobaczysz coś, co pokochasz.

Dostałam więcej takich pożegnań i po nich wybiegłam przez drzwi. Tak szybko, jak pozwalały mi na to kowbojskie buty, zbiegłam po schodach i przez dziedziniec w stronę Kompleksu, ale zatrzymałam się gwałtownie, gdy pędziłam między motocyklami Hounda i Jaggera zaparkowanymi obok siebie na zewnątrz.

Zatrzymałam się z poślizgiem, bo spojrzałam na motocykl Jaggera.

A kiedy wpadłam w poślizg, zatrzymałam się, stałam tam i gapiłam się na bak na motocykl mojego syna.

Potem stałam tam i głęboko oddychałam, gapiąc się na bak na motocyklu Jaggera.

Widziałam go często, bo jeździł nim przez cały czas, ale tak naprawdę nie patrzyłam na niego, odkąd go przejął.

Ale właśnie wtedy wyciągnęłam rękę i przesunąłam palcem po górnej części baku.

Bezbarwny lakier o wysokim połysku.

W jakiś sposób mojemu synowi udało się utrwalić moją szminkę na motocyklu jego ojca.

Motocyklu Jaggera.

Jeździł swobodnie, zabierając ze sobą matkę i ojca, gdziekolwiek się udał.

Boże, ale Boże...

Kochałam mojego syna.

Uśmiechnęłam się, wbiegłam na teren Kompleksu i prawie uderzyłam w Hounda w chwili, gdy tam dotarłam.

- Mała – powiedział, kładąc dłonie na moich biodrach, gdy drzwi zamknęły się za mną z sykiem.

- Kowboju – odpowiedziałam, kładąc dłonie na jego piersi - Carissa jest w ciąży.

Uniósł brwi.

To znaczy, brwi pod włosami, które miał ściągnięte do tyłu u góry i tam związane w mały kucyk, poszły w górę.

Widząc jego gorąco, zaczęłam mieć wątpliwości co do spędzenia popołudnia na oglądaniu domów.

Pomyślałam, że łóżko w jego pokoju w Kompleksie to było wszystko, czego potrzebowaliśmy.

- Wypuściła tę nowinę? – zapytał, wyrywając mnie z rozmyślań o ciągnięciu go po Kompleksu i rzuceniu się na niego.

- Właśnie teraz – odpowiedziałam - Wiedziałeś?

Skinął głową - Tak. Joker zdobył pudełko kubańskich cygar i rozdał je dzień po tym, jak Carissa mu powiedziała, czyli trzy miesiące temu - Przechylił głowę na bok - Czy Vira była w zasięgu słuchu, kiedy się dzieliła? - Słysząc to wszystko, łącznie z jego pytaniem, poczułam, jak fala szczęścia zalała mnie, bo zawsze miał wokół siebie takich ludzi - zabawnych, słodkich, kochających, lojalnych ludzi - i dobrze ich znał.

A teraz ja też to miałam.

Carissa w ciąży. Elvira znalazła mężczyznę swoich marzeń. Moja szminka przyklejona do motocykla Jaggera. Powrót mojej rodziny Chaos. Oglądanie domów z moim mężczyzną.

Tego dnia był kolejny dzień w długiej serii dni, w których obudziłam się jako zwyciężczyni.

- Trochę to trwało, ale się z tym pogodziła - powiedziałam Hound’owi.

- Kurewskie dzięki, że faceci nie musieli tego oglądać - mruknął.

- Wiedziałaś, że Carissa jest w ciąży i mi nie powiedziałeś? - zapytałam.

- Kotku, naucz się, że to gówno musisz usłyszeć od dziewczyn. Nie jestem twoją linią telefoniczną dla plotek o sukach Chaosu.

- Usłyszałam i zrozumiałam, Shep - mruknęłam z uśmiechem.

Mruknął.

Ja też cię kocham, pomyślałam.

- Chcesz zobaczyć domy? - zapytałam.

Spojrzał na mnie tak, że moje serce się podniosło, palce u stóp się podwinęły, a sutki zamrowiły.

- Na tył mojego motocykla, mała - wyszeptał.

Pojawiło się to samo od wszystkich trzech, łącznie z pulsowaniem na mojej łechtaczce.

Odkąd jechałam na tyle jego motocykla, żeby zjeść śniadanie z moim facetem, zanim kupił mi pierścionek zaręczynowy, chyba że jechałam do pracy lub do sklepu spożywczego, mój tyłek nie jechał nigdzie indziej, jak za nim na tyle jego motocykla.

- Mówisz i masz, kowboju - odpowiedziałam.

Złapał mnie za rękę i poprowadził tam. On wsiadł pierwszy. Przerzuciłam nogę przez siodełko i rozkraczyłam się na motocyklu i jego tyłku, gdy on to zrobił.

Przesunęłam ręce wokół jego brzucha, mocno się trzymając, czując zapach skóry i Hounda, owinięta wokół mojego faceta, będąc w najlepszym miejscu na świecie.

Wycofał się akurat wtedy, gdy zobaczyłam, jak Jagger wychodził z Kompleksu.

Hound zdjął rękę z uchwytu i klepnął go, Jag odwzajemnił, a ja posłałam synowi całusa.

Jag pokręcił głową i przerzucił nogę przez motocykl. Wyglądał na nim dobrze.

Z drugiej strony, po ilości cipek, którą słyszałam, jak Dutch opowiadał Hound’owi, że pieprzył jego młodszy brat, wiedziałam, że nie umknęło to uwadze biker groupies i prawdopodobnie nie tylko.

Wyrzuciłam to z myśli, szczęśliwie pogodzona z wiedzą, że Hound da mi dziewczynkę i nie będę musiała już więcej zajmować się tego typu rzeczami, gdy Hound powiódł nas przez dziedziniec.

Oboje znowu pomachaliśmy (no cóż, ja pomachałam, Hound wykonał kolejny ruch nadgarstkiem), tym razem do Wielkiego Pete’a wjeżdżającego na dziedziniec na jego trójkołowym Harleyu.

Pete obdarzył nas szerokim uśmiechem i kciukiem do góry, gdy nas mijał.

Mocniej trzymałam się Hounda, myśląc, jak dobrze było być w domu.

I wyjechaliśmy z podjazdu Ride, z Chaosu, z wiatrem we włosach, słońcem Denver na twarzach, aby obejrzeć domy.

*****

Hound nie mógł przestać wydziwiać na tapetę.

Ja odkryłam, że nie zamierzałam mieć domu bez wspaniałej głównej łazienki.

Tak więc minął następny tydzień, zanim znaleźliśmy to, czego szukaliśmy.

Hound zapłacił za niego gotówką i odmówił nawet rozmowy o tym, czy włożę w to choćby grosz.

Miałam taką potrzebę, więc trzymałam język za zębami.

Podczas antrykotu na urodzinach Jaga rozmawialiśmy o domu, w którym dorastali moi chłopcy i okazało się, że miałam rację.

Byli przywiązani do mnie, do Hounda, mieli części swojego ojca, które znaczyły dla nich wszystko, więc mogli się pozbyć domu.

Chłopcy stracili fundusze powiernicze od dziadka.

Więc kiedy sprzedaliśmy dom, podzieliłam dochód z tego, który dał mi i im ich ojciec i dodałam go do pieniędzy, które już mieli dostać od ojca i mnie, kiedy nadszedłby czas, aby zaczęli poważnie myśleć o budowaniu swojego życia.

Przeprowadziliśmy szybką sprzedaż. Byliśmy tam na początku maja.

Hound, Dutch i Jag narzekali, że znowu musieli przestawiać meble (choć chłopaki jakoś się z tym pogodzili, gdy dowiedzieli się, że odziedziczą nowe meble Hounda, wszystkie oprócz łóżka, które wstawiliśmy do pokoju gościnnego). Ale z pomocą wszystkich braci i ich starszych pań (oraz Tada i Bev) szybko się z tym uporaliśmy.

*****

Tydzień później stałam z głową na piersi Hounda, obejmując się z nim nawzajem w talii, trzymając rękę Dutcha moją wolną dłonią, podczas gdy Jag obejmował ramieniem swojego starszego brata po tym, jak odzyskaliśmy mezuzę Jeana od skryby, który sprawdził, czy nadal była koszerna.

Staliśmy w ten sposób, kiedy rabin Jeana odmawiał nad nią modlitwę, przybijając ją przy wejściu do naszego salonu.

Kiedy skończył, wypiliśmy lampkę wina z rabinem i jego żoną (no cóż, ja piłam, Hound i chłopcy pili piwo), a Hound i oni dzielili się wspomnieniami o Jean.

I chociaż mieszkaliśmy w naszym domu od tygodnia, skoro Jean była teraz z nami, czuliśmy się, jakbyśmy w końcu byli w domu.

*****

Hound

Kiedy zadzwonił jego telefon, Keely ruszyła się w jego stronę, a jednocześnie Hound podniósł głowę, by spojrzeć na jej stolik nocny.

Była dwadzieścia cztery po trzeciej w nocy.

- Kurwa - mruknął, odwracając się, by wziąć telefon z stolika nocnego.

- Kto to? - zapytała sennie Keely.

Nie podobało mu się, że zobaczył imię Tacka na ekranie o trzeciej dwadzieścia cztery w nocy.

- Chwileczkę, Keekee - mruknął, odebrał połączenie i przyłożył telefon do ucha.

- Tak?

- Wszyscy bracia do Kompleksu. Teraz.

Kurwa.

- Będę za dziesięć - powiedział Hound, a Tack nie odpowiedział.

Rozłączył się.

Hound zwrócił się do Keely.

- Mam sprawy Chaosu, kotku.

Trzymała go, nawet gdy spojrzała przez ramię na budzik.

Odwróciła się do niego.

- Jest bardzo wcześnie - wyszeptała.

Chew nie kontaktował się z nimi, żeby się spotkać, czy byłoby to w celu dyskusji, czy nie. Valenzuela się nie pojawił. Turnbull trzymała swoje gówno z dala od Chaos i według Knight’a, odpowiednio radziła sobie ze swoją stajnią.

Dlatego nie było czym się dzielić z Keely na temat gówna, w którym się znaleźli, bo pod każdym względem to gówno zniknęło.

Nawet gdyby było czym się dzielić, po tym jak odkryli, że kości zniknęły, nie powiedziałby jej tego.

A Keely, będąc tym, kim była, jaka była, nie spodziewałaby się tego.

Żaden z mężczyzn nie myślał, że to już był koniec.

A teraz Hound wiedział, że tak nie było.

- Muszę iść - odpowiedział.

- Racja - powiedziała, wpychając się w niego i unosząc się, by móc musnąć jego usta swoimi.

Potem go puściła.

Ubrał się, wrócił do łóżka, żeby znów dotknąć ustami ust swojej kobiety, po czym wyszedł z ich pokoju, przeszedł przez korytarz, przez drzwi przy kuchni do swojego motocykla zaparkowanego obok bryczki Keely. Nacisnął pilota drzwi garażu, wyjechał, użył pilota, który miał schowany w tylnej kieszeni spodni i w pięć minut dojechał do Chaosu.

Mógł tam dojść pieszo, ich nowy dom był tak blisko. To była sprawka Keely. Jego nie obchodziło, gdzie mieszkają, byleby to było ich (i miało kominek).

Ona chciała, żeby był blisko jego rodziny.

Jej rodziny.

Więc tam byli.

Kiedy dotarł na plac przed Ride, zobaczył tam Tacka, Hop’a, Shy’a i Camaro Hawk’a Delgado, jak skręciło za Hound’em, podążając za nim w przestrzeń.

To zaskoczyło Hounda. Kiedy kilka miesięcy temu sytuacja zaostrzyła się, odkąd Valenzuela zabrał Millie, Tack dodający do ich dyspozycji wszystkie dostępne zasoby - w tym swój związek z Hawkiem Delgado, lokalnym twardzielem, oraz Brockiem Lucasem i Mitchem Lawsonem, dwoma policjantami z Denver - przestał to robić.

Kiedy w ich gówno wciągnięto starszą panią, ich problem stał się problemem Chaosu i tylko Chaosu.

Problem ten zmniejszył się do Hounda, który zrobił to, co zrobił dla swojego Klubu, aby go rozwiązać. Sprawa pozostała nierozwiązana, chociaż wydawało się, że istnieje jakieś rozwiązanie.

Teraz, kiedy reflektory jego i Hawk’a oświetliły mężczyzn stojących wokół stołu piknikowego na zewnątrz Kompleksu, na którym znajdowało się prześcieradło wiedział, że sytuacja stała się naprawdę paskudna.

Jego ciało było napięte, kiedy Hound zaparkował, wyłączył motocykl i zsiadł, zmierzając w stronę mężczyzn wokół stołu, czując, że Hawk zbliżył się do niego i słysząc, jak więcej motocykli wjeżdżało na Chaos.

Nie odrywał wzroku od prześcieradła rozłożonego na stole, nawet gdy zatrzymał się, by przy nim stanąć.

- Mamy dostawę – warknął Tack.

Brzmiał na wkurzonego, co sprawiło, że Hound się rozluźnił.

Cokolwiek znajdowało się pod tym prześcieradłem, wkurzało Tacka, ale nie niszczyło go.

W końcu Hound spojrzał od Tacka do Shy'a i Hopa, by zobaczyć, że wszyscy wyglądali na wkurzonych.

Wypuścił długi oddech.

- Co mamy? – zapytał.

Tack spojrzał od Hounda do kogoś, kto podszedł do niego i krótko przywitał się - Pete. Brick.

Słychać było, jak na plac wjeżdżały kolejne motocykle.

- Co mamy? - Hound powtórzył, tym razem ostrzej.

Hop wyciągnął rękę i podniósł górę prześcieradła.

Hound szybko wciągnął powietrze.

Camilla Turnbull leżała na plecach na stole, jej twarz była biała, gardło brązowe od zaschniętej krwi i czerwone w miejscu, gdzie było otwarte. Na jej czole leżała gruba kartka z notatkami.

Została wykończona gdzie indziej, co Hound wiedział, bo na prześcieradle nie było krwi, a kiedy patrzyło się pod stół, tam też nie było krwi.

Została podłożona.

Na Chaos.

Dla Chaosu.

- Kurwa – wyszeptał Brick.

- Rozmawiaj z nami – wycedził Hawk, gdy wokół stołu piknikowego ustawili się kolejni mężczyźni i słychać było jeszcze więcej nadjeżdżających motocykli.

- Ostatnie telefony wykonałem do Slima i Mitcha. Już jadą – powiedział im Tack - To – wskazał Turnbull ruchem ręki – …jest prezentem. Najwyraźniej zyskaliśmy nowego sojusznika.

- A to byłby? – zapytał Dog, który do nich dołączył.

- Valenzuela wrócił - odpowiedział Tack.

- A jak to, że podrzucił martwą kobietę na Chaos, czyni go sojusznikiem? - zapytał Hawk.

- Godzinę temu dostałem SMS-a z jednorazowego telefonu - podzielił się Tack - Było tam, żebym przyjechał, bo Chaos dostał prezent. Zadzwoniłem do Shy’a i Hop’a, żeby przyjechali ze mną. Znaleźliśmy to, łącznie z kartką. Ta kartka się nie poruszyła, kiedy odsunęliśmy prześcieradło, bo jest przypięta do jej czoła.

- Chryste - mruknął Roscoe.

- Co tam jest napisane? - zapytał Snapper krótko.

- Wkurzyli mnie - zacytował Tack, nie patrząc na to, co oznaczało, że to zapamiętał. - Jestem wkurzony. Masz nowego przyjaciela. Potrafisz rozciąć pajęczaka? Zobaczymy.

Pajęczaka.

Chew nazywał się Chew, bo kolekcjonował tarantule. Kiedy ostatnio Hound to wiedział, miał co najmniej siedem takich skurwysynów.

Millie uwielbiała się nimi bawić. A Chew uwielbiał to, że to robiła.

- Chew wykorzystał Turnbull, żeby wypchnąć Valenzuelę – wywnioskował Hawk - Albo ją tam umieścił, żeby zorganizowała przejęcie, albo pracowali razem przez cały czas, a Valenzuela przekroczył granicę, kiedy położył ręce na nienaruszalnej własności Chaosu.

- Tak, ale albo nie wykonali tego dokładnie, albo spędził przymusowe wakacje na gromadzeniu zasobów – odpowiedział Tack.

Wszyscy mężczyźni przesunęli się, gdy usłyszeli podjeżdżający samochód.

Patrzyli, jak parkowali i wysiadali Lucas i Lawson.

Hound nie miał dobrego przeczucia co do ich min, gdy zbliżali się do mężczyzn zgromadzonych wokół stołu piknikowego, jeszcze zanim obaj policjanci zajęli się tym stołem.

- Co? - warknął Tack.

Miał takie samo przeczucie.

To Lawson im to dał.

- Dostałem telefon w drodze tutaj, po tym, jak zgłosiliśmy to, co ty dostałeś - powiedział Mitch - Natalie Harbinger została znaleziona martwa w alejce za Scruff’s Roadhouse około pierwszej w nocy. Była w worku na zwłoki, postrzelona w głowę, jak podczas egzekucji. Zrobiono to gdzie indziej. Brak krwi. A w tym worku z nią były dwie ludzkie czaszki. Obie męskie. Tożsamości nieznane, ale kimkolwiek są, nie żyją już od jakiegoś czasu. Była też notatka, w której było napisane: Możecie się pieprzyć ze swoimi rozmowami. Na koniec, nad tym bałaganem pełzały dwie tarantule.

Hound wciągnął powietrze przez nos.

Natalie była najlepszą przyjaciółką Tabby, zanim zboczyła z drogi. To, że Natalie była ćpunem, spowodowało jej wypadnięcie z drogi. Jej nawyk był tym, co eskalowało konflikt między Chaosem a Benito Valenzuelą. A ponieważ gówno Natalie wypaczało gówno Chaosu, wypadła z obiegu.

O ile Hound wiedział, straciły kontakt, ale Tabby i tak byłaby załamana.

Czego Hound nie rozumiał, to dlaczego Chew ją zabił, porzucił za barem, w którym kiedyś imprezowali, a ostatnio zaczęli wracać i dał gliniarzom czaszki Cranka i zabójcy Blacka, co prawdopodobnie nie dałoby ni chuja do śledztwa.

Chyba że to nie Chew to zrobił.

Jeśli to Valenzuela to zrobił, próbując wrobić Chew’a nie tylko w zabicie Natalie, ale i w morderstwo Cranka i zabójcy Blacka.

Co oznaczało, że Valenzuela miał kości - Masz coś dla nas w tej sprawie? - zapytał Lucas.

- Valenzuela wrócił - powiedział Tack w odpowiedzi.

- Dostałeś tę notatkę? - kontynuował Lucas.

- Dostaliśmy wiadomość, że były brat może mieć z nami problemy. Może mieć też problemy z Valenzuelą. Zaproponowaliśmy mu pogawędkę. Z dyskusją o ugodzie. To było kilka tygodni temu. Usłyszeliśmy kutasa - powiedział im Tack.

- Czaszki? - zapytał Lawson.

Tack nic nie powiedział.

- Nie możemy robić przysług, które nie są znane, kiedy ciała się piętrzą, Tack - warknął Lawson.

- Toczy się nowa wojna - powiedział im Tack.

- A Chaos jest w ogniu krzyżowym - zgadł Lucas.

Noc otworzyły migające światła radiowozów policyjnych wjeżdżających do Ride.

Tack pozwolił, aby to była jego odpowiedź.

*****

Kiedy Hound wrócił do domu, nie zdziwił się, że, wchodząc do sypialni, zobaczył Keely w jednym z jego T-shirtów, siedzącą ze skrzyżowanymi nogami na środku łóżka, przy zapalonych światłach na obu szafkach nocnych.

- Wszystko okej? - zapytała w chwili, gdy go zobaczyła.

Strząsnął z siebie swoją kurtkę i rzucił je na jej śmieszny, pokryty owczym futrem fotel.

Nie była w ich domu wystarczająco długo, by się w to wciągnąć i rozkręcić.

Jak się za to zabierze, on jej nie powstrzyma.

Gdyby to zrobił, nie miałby frajdy z dawania jej o to gówna.

- Wszystko okej - odpowiedział, stając na końcu łóżka, krzyżując ramiona na piersi i patrząc na nią, na te długie nogi, włosy i cudowną twarz.

Przeżywał wiele gówna w swoim życiu, a potem wracał do swojego pokoju w Kompleksie i tam się uwalał, albo do swojego gównianego mieszkania, a potem uwalał się, nigdy nie mając nikogo tak wspaniałego jak Keely czekającego na niego, by pomógł mu odstawić to gówno daleko.

Teraz zobaczył martwe ciało kobiety, którą znał, której nie lubił, ale to nie znaczyło, że chciał ją widzieć martwą i podłożoną na terenie Chaosu. I wiedział, że jego brat Shy wracał do domu z teściem, żeby przekazać ich dziewczynie złe wieści, które mocno zranią Tab.

Nigdy tego nie doświadczył, więc nigdy nie mógł wiedzieć, co znaczyło wrócić do domu, do tego, co siedziało tam, w łóżku, które dzielili.

Po prostu żył swoim życiem.

Teraz je dzielił.

I patrząc na kobietę, której zawsze pragnął, z którą dzielił je, po raz pierwszy odkąd zaczął mieć wspomnienia, nawet po zdobyciu jej miłości, poczuł się błogosławiony.

- Chcesz o tym porozmawiać? - zapytała.

Błogosławiony.

- Mieliśmy wroga - powiedział jej - Ten wróg ma nowego wroga, który nas nie lubi.

Przyjrzała mu się, a potem cicho powiedziała - Chew.

- Tak.

- A wróg twojego wroga jest twoim przyjacielem - kontynuowała.

- To nie jest przyjaciel, którego chcemy.

Skinęła głową.

- Dzisiaj zrobiło się brzydko, Keekee – powiedział jej łagodnie, martwiąc się, jak zareaguje, bo ostatnim razem, gdy zrobiło się brzydko, ona była największym przegranym.

Więc był w szoku, gdy odpowiedziała - Jesteśmy zwycięzcami.

– Powtórz - poprosił.

- Jesteśmy zwycięzcami - powiedziała to mocniej.

– Mała – szepnął.

- Chcesz hucznego przyjęcia? - zapytała nagle.

Chryste.

Błogosławiony.

- Mógłbym dzisiaj pojechać do Vegas, ale musiałabyś nie pracować - powiedział jej.

Keely skinęła głową - Chcę, żeby byli tam chłopcy i Bev, ty chcesz, żeby bracia tam byli. Więc żadnego Vegas. Nie, gdy robi się brzydko. Poprosimy Wielkiego Petey’a, żeby ogarnął licencję lub coś. Zróbmy to w Kompleksie. Założę krótką spódniczkę. Potem wszyscy pojedziemy motocyklami na wielką przejażdżkę, wrócimy, wpadniemy na imprezę do Kompleksu, zrobimy to dzień przed wyjazdem do Baja i zrobimy z Baja nasz miesiąc miodowy.

- To za dwa tygodnie - zauważył.

- Potrzebuję sukienki, bukietu, tortu i wycieczki do sklepu monopolowego. Dwa tygodnie to mnóstwo czasu.

To była jego Keely.

Potrzebowała tylko jego i ich chłopców, a może butelki wina albo piwa.

I było okej.

Uśmiechnął się do niej.

- Koniec z antykoncepcją od dziś – oznajmiła.

Hound przestał się do niej uśmiechać.

Błogosławiony.

- Oboje jesteśmy zdecydowani jechać tak szybko i dziko, jak się da, kowboju – powiedziała - Mam swój pierścionek. Ty masz swój dom. Wszyscy wygrywamy. Nikt nas teraz nie powstrzyma.

- Tak – powiedział, to słowo było szorstkie.

Podniosła się na kolana, a jej wyraz twarzy stał się zdecydowany - Nikt nas nie pokona, Hound. Nie obchodzi mnie, jak bardzo będą brzydcy. Stało się tak brzydko, jak to tylko możliwe, a spójrz na nas – rozłożyła ręce na boki - Wyszliśmy z tego zwycięsko.

- Muszę założyć coś głupiego na ten ślub? – zapytał.

- Nie - odpowiedziała natychmiast - Tylko ta czarna koszula i twoja kurtka.

- To działa - mruknął.

- Zmieniasz pieluchy - oświadczyła, a on się skrzywił.

- Oczywiście, że tak. Po co mówisz takie gówno?

- Tylko się upewniam - mruknęła.

- Keekee? - zawołał.

- Tutaj, kowboju.

- Zdejmij koszulkę.

Uśmiechnęła się.

Potem zdjęła z siebie jego koszulkę, rozwiała włosy i odrzuciła ją na bok, zostając siedzącą nago na kolanach w ich łóżku w ich domu, pięć minut drogi od Chaosu.

Tak.

Byli zwycięzcami.

Hound miał taką myśl.

Potem dołączył do swojej starszej pani w ich łóżku.

*****

Hound miał na sobie czarną koszulę pod swoją kurtką.

Keely miała na sobie cielistą koronkową suknię trzymającą się przy szyi cienkimi ramiączkami, które były wysoko podniesione na krzyż, odkrywając jej plecy, ze spódnicą z długimi rozcięciami po bokach, które odsłaniały dużo jej nóg i dawały dużo miejsca, aby szeroko je rozchylić, aby mogła usiąść okrakiem na jego motocyklu. Nosiła to z parą sandałów na wysokim obcasie, które sprawiały, że jej długie nogi wydawały się nie mieć końca. Sprawiły też, że podjął decyzję w chwili, gdy je zobaczył, że ostatecznie zdejmie sukienkę, ale nie zdejmie tych butów przez cały wieczór.

Wyglądała jak zwykle przepięknie, a nawet lepiej.

Innymi słowy, Hound to zaakceptował.

Na różnych poziomach.

Dutch i Jagger poprowadzili matkę z pokoju ojca w Kompleksie, aby ją mu oddać.

Bev była jej druhną.

Dutch i Jagger pełnili podwójną rolę, bo obaj byli drużbami Hounda.

Wielki Petey dostał licencję i siedział na tyłku na barze między panną młodą i panem młodym z połową szklanki piwa przy biodrze, kiedy powiedział wystarczająco dużo słów, aby mogli się sobie nawzajem zobowiązać werbalnie przed ich rodziną, a potem powiedzieć „tak” i w końcu całować się gorąco i mocno, tak bardzo w siebie wpatrzeni, że nie słyszeli wiwatów i gwizdów, dopóki nie usłyszeli krzyku Jaggera - Na litość boską!

Po tym Chaos wytoczył się jak jeden mąż, wpadli do Evergreen na drinka, a potem wrócili do miasta i dokończyli imprezę w Kompleksie, co było dobre, bo do tego czasu świnia była już upieczona.

Oboje byli zbyt pijani, żeby jeździć, więc spędzili noc poślubną w pokoju Hounda w Kompleksie, gdzie ostro pieprzyli się przez całą noc.

To wtedy Keely dała Hound’owi swój prezent ślubny.

I było oczywiste jak cholera, że Hound to też zaakceptował.

*****

Prezentem ślubnym Keely Ironside dla jej staruszka był tatuaż.

Kiedy większość panien młodych czesałaby włosy, Keely leżała twarzą w dół na krześle artysty, mając tatuowane słowa wokół talii, poczynając od boku i przewijając wzdłuż dolnej części jej pleców, dokładnie tam, gdzie jej mężczyzna trzymał na niej rękę, gdy spali.

Napis głosił:

Shepherd ~ Dutch ~ Jagger

Proste.

Idealne.

Na zawsze.

*****

Harietta

Harietta Turnbull odłożyła lornetkę i przeniosła się od okna mieszkania nad sklepem naprzeciwko Ride. Mieszkania z dobrym widokiem na otwartą przestrzeń miejsc parkingowych i miejsce wjazdowe na dziedziniec warsztatu. Można było nawet zobaczyć z tyłu część budynku, jego bok.

Zdecydowanie można było zobaczyć tego front.

Wstał powoli z krzesła, trzymając rękę w dole, żeby jego pieprzony pająk mógł odpełznąć, a potem pełznąć po wszystkim.

To było przerażające.

Nienawidziła ich. Nienawidziła wszystkich dziesięciu tych cholernych istot.

Zawsze ich nienawidziła.

Przez osiemnaście pieprzonych lat.

- Cierpię tak samo jak ty, że Cammy odeszła - powiedział cicho - Wychowałem tę dziewczynę jak własną.

Miała już dość.

Cammy nie żyła.

Nie żyła.

Poderżnięte gardło i ciało pozbawione krwi, wystawione na pastwę cholernego gangu motocyklowego.

– A ty w ramach zemsty wysłałeś ją, by była dziwką – splunęła.

Powinna była wiedzieć.

Powinna była wiedzieć.

Kiedy odłożył pająka, powinna była wiedzieć.

Ostatni raz położył swojego pająka w ten sposób, jak rzuciła się na niego, gdy skończyła słuchać jego wywodu na temat jakiejś suki o imieniu Millie, którą porwali bandyci Valenzueli. Rzucił się na nią, a potem stracił rozum dla jakiejś suki, którą znał dwadzieścia lat temu, i wykonał swój ruch na długo przed tym, zanim Cammy była gotowa to zrobić.

Wtedy było źle, ale Harietta nie nauczyła się.

Nigdy się nie nauczyła.

Zawsze naciskała.

Pierwszym uderzeniem powalił ją na ziemię i nie zajęło mu dużo czasu, żeby zacząć się tym podniecać, więc wyruchał ją na sucho, żeby skończyć.

Kiedy skończył, spojrzał na nią, jakby była kawałkiem brudu.

- Nigdy się nie nauczysz, głupia suko - mruknął coś, co ona doskonale wiedziała, wyciągnął się i wstał, podciągając dżinsy, zostawiając ją na dywanie u swoich stóp.

Wyciągnął swojego pieprzonego pająka.

Potem usiadł na krześle, chwycił telefon i wykonał pieprzony telefon. Harietta odsunęła się, podniosła, poszła do łazienki, żeby zmyć z siebie tego gościa, i dopiero wtedy poszła na randkę z wódką, ale do tej butelki dodała jeszcze ściereczkę kuchenną wypełnioną lodem, którą położyła sobie na oku.

Od chwili, gdy go poznała, nigdy nie ufała Benito Valenzueli.

Teraz ten dupek zamordował jej dziewczynkę i jakąś inną dziewczynę, której one nawet nie znały, wrabiając jej faceta w śmierć tej suki.

A on był tak cholernie głupi i tak bardzo skupiony na przeszłości, że pójdzie na dno.

I pociągnie ją na dno ze sobą.

Więc może, pomyślała Harietta, nadszedł czas na zawarcie innego układu.

Przez lata z przerwami oglądała Chaos.

Teraz pomyślała, że był ​​najwyższy czas, żeby złożyła mu wizytę.

Harietta nie pójdzie do starej gwardii.

Zwróci się do młodszej.

Kane Allen mógłby na ciebie spojrzeć i przeczytać wszystkie słowa, które sam diabeł wypisał w twojej duszy.

Ale Cole Allen...

Był młody.

Nie wiedział jeszcze, jak głęboko mogą płonąć słowa diabła. Nie widziałby czarnych śladów niszczących jej duszę.

Byłby tylko środkiem do celu.

*****

Keely

Zasłony były zaciągnięte, gdy leżałam na boku, gapiąc się na zaciemniony pokój.

Hound wszedł do łóżka za mną. Podniósł moje ramię i wcisnął termofor nisko na mój brzuch, zanim odłożył moje ramię i przykrył je swoim, trzymając ciepło dokładnie tam, gdzie go potrzebowałam i trzymając mnie przy swoim cieple zwiniętym na moich plecach.

- Może jestem za stara - wyszeptałam.

- Mała - wyszeptał w tył moich włosów - Próbujemy dopiero od kilku miesięcy.

Tego dnia dostałam okres i te cholerne skurcze, które zawsze się z nim wiązały.

- Chcesz, żebym zadzwonił? Powiedział wszystkim, że grillowanie jest odwołane? - zapytał.

To miała być nasza pierwsza duża impreza odkąd kupiliśmy dom. Hound kupił wystarczająco dużo kiełbas, żeby wyżywić połowę Denver. Wszyscy przychodzili. Chaos. Bev i Tad. Dutch ze swoją nową dziewczyną. Jag z jedną ze swoich haremowych dziewczyn. I chociaż wszyscy inni przyprowadzali swoje dzieci, Keith z pracy i jego żona Megan po raz pierwszy wzięli opiekunkę, żeby mogli się wyluzować.

- Właśnie łyknęłam cztery ibuprofeny, które mi dałeś, mam termofor, będę w porządku do popołudnia - mruknęłam.

Przyciągnął mnie bliżej i znowu mruknął do moich włosów - Jesteśmy zwycięzcami, Keekee. Tak?

Zamknęłam oczy.

Potrząsnął mną ramieniem.

- Tak? - popchnął.

Otworzyłam oczy - Tak, kowboju.

- Sprawienie, że dochodzisz, pomaga, mała - przypomniał mi dawniejsze chwile, kiedy doświadczył tego ze mną i zobaczyliśmy, że to, że Hound łapał mnie za łechtaczkę, aż doprowadził mnie do orgazmu, zdecydowanie pomogło.

- Nie jestem pewna, czy kiedykolwiek nadejdzie taki moment, kiedy nie będę chciała twojej ręki w moich majtkach, Shep.

Pocałował mnie w tył głowy.

Potem pozwolił mi samej trzymać termofor i wsunął mi rękę w spodnie.

Miał rację; sprawienie, że doszłam, pomogło na skurcze.

Kiedy to zrobił, odwróciłam się do niego i zrobiłam mu loda, co ostatecznie odwróciło od nich moją uwagę.

A kiedy skończyłam to robić, skurcze ustąpiły. Hound leżał na plecach, a ja na jego boku, w zagięciu jego ramienia, oboje byliśmy w pełni ubrani, ale jego dżinsy były nadal rozpięte, a ja trzymałam rękę w rozporku, obejmując jego przyrodzenie, ponieważ to było moje przyrodzenie i lubiłam to uczucie, gdy patrzyłam mu w oczy.

- Czas zrobić sałatkę ziemniaczaną - oznajmiłam.

Podniósł rękę i potarł kciukiem mój policzek.

– Moja starsza pani mnie rozpieszcza – mruknął.

- Do dnia, w którym umrę.

Jego twarz zmieniła się, pokazując mi wszystko, co czuł, zanim wsunął dłoń w tył moich włosów i pociągnął mnie w dół, żeby mnie pocałować.

Zakończył to jęknięciem, bo dobrze całował i podniecał mnie tym, a to sprawiło, że za mocno go ścisnęłam tam w dole.

Podniosłam głowę.

- Jak złamiesz, odkupisz to - powiedział.

Przyłożyłam swoje usta do jego - Już to kupiłam, jest całe moje i mogę z tym zrobić, co chcę.

- Kurwa, tylko ty potrafisz mnie podniecić w pięć minut po tym, jak mi obciągnęłaś.

- Mhm - nuciłam, czując, jak jego słowa budzą się do życia w moim uścisku.

- Mała, to nie jest robienie sałatki ziemniaczanej, a za jakieś trzy godziny przyjdzie trzydzieści osób.

- Racja - szepnęłam.

- Puść moich chłopców i pozwól mi wstać. Muszę obrać ziemniaki.

Skąd wiedziałam, że mój facet pomoże?

- Jasne – powtórzyłam z uśmiechem, puściłam „jego chłopców” i wypuściłam go, co oznaczało, że pociągnął mnie ze sobą.

Poprawił swoje dżinsy, a ja wyszłam z naszego pokoju, ale Hound złapał mnie w drzwiach.

Położył dłonie po obu stronach mojej twarzy, a następnie przysunął swoją twarz do mojej.

- Ona w końcu przyjdzie - powiedział delikatnie.

Uśmiechnęłam się do niego, podciągnęłam się na palcach, musnęłam jego usta moimi i przewróciłam się na plecy.

- Tak - odpowiedziałam.

- Miej wiarę, Keekee - nalegał, kończąc - Jesteśmy błogosławieni.

Przez większość mojego dorosłego życia Hound dawał mi wszystko, czego potrzebowałam.

A przez ostatnie miesiące dawał mi wszystko, czego kiedykolwiek chciałam.

Byłam pionkiem w grze życia, wiedziałam o tym, więc nie wierzyłam w to, co życie dla mnie przygotowało.

Ale Hound?

Miałam całą wiarę na świecie, że Hound może zrobić wszystko. Położyłam więc ręce po bokach jego talii, mocno ją ścisnęłam i wyszeptałam - Błogosławieni.

*****

Spóźniony prezent ślubny Shepherda Ironside’a dla jego starszej pani nadszedł dziewięć miesięcy później.

Nazwali go Wilder Graham Ironside.

Nie mieli córki, ale to było w porządku.

Mieli duże doświadczenie w wychowaniu cholernie wspaniałego syna.

*****

A gdy nadszedł czas, Keely na stałe wytatuowała sobie na skórze kolejne imię.

Ale gdy to robiła, Hound był tam, trzymając ich syna w ramionach i zamienił kilka słów z żoną.

Więc kończąc owijanie z drugiej strony talii, dodała jeszcze jedno imię.

I na koniec, wiecznie na jej plecach, jak zawsze było, jak zawsze będzie, Keely Ironside miała,

Shepherd ~ Dutch ~ Jagger ~ Wilder ~ Black.

 

The End

 

Finałem serii Chaos będzie „FREE”

Ale potem pojawią się opowieści o Dutchu i Jaggerze z serii „Dark Night”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz