czwartek, 2 stycznia 2025

16 - Zrobię wszystko, co trzeba

 

ROZDZIAŁ 16

Zrobię wszystko, co trzeba

Keely

 

Następnego ranka siedziałam po turecku na łóżku, wciągnąwszy na siebie przez głowę koszulkę Hounda, kiedy załatwiliśmy nasze sprawy, a on wstał, aby skorzystać z łazienki, zanim ja tam bym weszła, aby wziąć prysznic przed pracą.

Siedziałam twarzą do łazienki.

Wyszedł nagi, z niesamowitymi tatuażami na widoku, z jego grubym, wspaniałym kutasem wciąż trochę twardym, a jego muskularne, pokryte futrem uda zbyt mocno mnie rozpraszały (więc nie chciałam się na nich skupiać), kiedy jego oczy były skierowane prosto na mnie.

- Ty też masz grypę dwudziestoczterogodzinną, kotku? - zapytał, wykrzywiając usta.

- Kocham cię.

Zatrzymał się.

Zmarł.

– Powiedziałeś to wczoraj – kontynuowałam – Nie dałeś mi szansy odpowiedzieć. Więc jesteśmy szczerzy, to jest tu, ty to masz, wiesz, że kochałam cię, zanim przyszłam do twojego mieszkania po raz pierwszy. Kochałam cię i dlatego poszłam na grób Blacka, żeby dać mu znać, że będzie musiał sobie z tym poradzić. Dużo czasu o tym myślałam i wiem, że zaczęłam się w tobie zakochiwać lata temu, kiedy powiedziałeś mi, że Dutch dołącza do Chaosu i że muszę uporządkować swoje sprawy. Ale z każdym dniem, kiedy jestem z tobą, zakochuję się w tobie coraz bardziej w sposób, który myślę, że będzie trwał, mam nadzieję, aż do dnia, kiedy przestanę oddychać.

Stał tam, gapiąc się na mnie, ciało zamrożone, twarz zamrożona, nic mi nie dając.

- Powiedziałam, albo zaczęłam... jakiś czas temu, w twoim łóżku, zaczęłam ci mówić – kontynuowałam - Powiedziałam: „Jesteś...”, ale nie dokończyłam, bo nas nie było, no cóż, ja byłam, ale ciebie jeszcze nie było, więc nie byłam pewna, czy mi uwierzysz. Gdybym poddał się za bardzo, gdy nie było cię w miejscu, w którym cię potrzebowałem. Więc dokończę teraz. Chciałam powiedzieć, że jesteś najlepszym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek znałam, Hound. Przez dwadzieścia jeden lat obserwowałam, jaką miłość i lojalność dajesz ludziom, których wpuszczasz do swojego serca, i nie chcę, żeby był kolejny dzień, kolejna sekunda, w której żyjesz, nie wiedząc, jaki to dla mnie zaszczyt, że dałeś mi w tym miejsce.

Nie wykonał żadnego ruchu, żadnego dźwięku, nawet nie drgnięcia twarzy.

Um.

Okej.

Co to, u licha, miało znaczyć?

- Hound? – zawołałam, zaczynając się panikować.

Nagle rozmarzł. Potem moje włosy pofrunęły, wzbijając się w chmurę wokół mnie, a moje ramiona zostały poderwane do góry, gdy zerwał ze mnie koszulkę.

Po tym opadłam plecami do łóżka, a Hound rozłożył mi nogi kolanem.

- Masz dwudziestoczterogodzinną grypę - warknął, opierając się swoim ciałem o moje.

Nie był zamarznięty, nie dający mi nic.

Jego niebieskie oczy paliły mnie na wylot.

- Krąży dookoła – wyszeptałam.

- Tak – mruknął, a potem, chociaż nawet nie zauważyłam, jak znowu zrobił się twardy, zrobił to, bo we mnie wszedł.

Wypełnił mnie.

Stał się częścią mnie.

Fizycznie.

Już nim był.

Był nim od dawna.

I będzie.

Na zawsze.

- Wow - wyszeptałam, obejmując go ramionami i nogami.

– Tak – jęknął, pchając.

- Rozumiem, że ty, uh... wchłonąłeś to, co właśnie powiedziałam.

Wjechał, został i wbił się (kolejne wow), zaciskając zęby - Tak.

Położyłam obie dłonie na jego zarośniętych policzkach - Kocham cię, skarbie.

Przestał wbijać się i zamknął oczy.

- Kocham cię – powtarzałam.

Otworzył oczy i nie odpowiedział.

Nie musiał.

Te wyraziste oczy, które tak długo trzymał zamknięte na mnie, aby ukryć to, co do mnie czuł, były otwarte i dzieliły się, nie... krzyczały właśnie to, co czuł i jak głęboko to było... dla mnie.

Potem mnie pocałował i zaczął mnie znowu pieprzyć.

Ta dwudziestoczterogodzinna grypa była zabójcza.

Cały dzień nie wyszłam z łóżka.

*****

Był następny wieczór i miałam właśnie skręcić w ulicę Bev.

- Upewnij się, że dostała wiadomość, że to zostanie między nią, chłopakami, tobą i mną - głos Hounda rozbrzmiał w moim samochodzie.

- Myślę, że to rozumiem - odpowiedziałam, włączając kierunkowskaz.

- Kiedy będziesz wyjeżdżała, wyślij SMS-a, że ​​jedziesz - rozkazał.

- Potwierdzam, kowboju, ale dokąd będę jechała? - zapytałam.

- Gdzie myślisz? - zapytał w odpowiedzi.

- Cóż, ty masz mieszkanie, a ja mam dom, więc u kogo w mieszkaniu będziemy dziś spać?

- Pieprzyć się, a potem spać - poprawił się.

Skręciłam, uśmiechając się.

Nie miałam najdłuższego, najsuchszego okresu w historii, ale byłam pewna, że to było gdzieś pod skórą.

Mimo to było jasne, że Hound był zaangażowany w wykorzenienie tego zjawiska w sposób, w jaki pewnego dnia (wkrótce) będę się zastanawiała, czy do tego w ogóle doszło.

- Pieprzyć się i spać - zgodziłam się.

– Twojemu samochodowi grozi rozebranie lub całkowite zniknięcie i rozbiórka w jakimś warsztacie, każdej nocy, gdy parkujesz go pod moim blokiem.

- Zostawiasz tam swojego pickupa i motocykl - przypomniałam mu.

- Mój pickup ma znak Chaosu na tylnej szybie, a mój motocykl jest znany jako mój motocykl, więc jeśli jakiś skurwiel spojrzy na któryś z nich, zwłaszcza na mój motocykl, wie, że lepiej, żeby zrobił sobie selfie, żeby zapamiętał, jak wyglądał, zanim przerobiłem mu twarz.

– Boże, podnieca mnie, kiedy jesteś twardzielem – jęknęłam, na wpół żartobliwie, na wpół poważnie, jadąc ulicą Bev.

- Mądrala.

- Nie, serio.

- Wyślij mi SMS-a, kiedy będziesz w drodze, Keekee – zażądał.

- Załatwione, kochanie. Do zobaczenia później.

- Ona. Chłopcy. Ty. I ja – stwierdził.

Przewróciłam oczami i skręciłam na podjazd Bev.

- Później – dokończył.

- Później, Shep.

Usłyszałam, jak włączyło się radio akurat na czas, żebym mogła wyłączyć samochód.

Odwróciłam się, żeby złapać torebkę, butelkę i torbę z rzeczami, po które wyszłam po pracy tego dnia, otworzyłam drzwi samochodu, wysunęłam się i ruszyłam w stronę chodnika Bev.

Mieszkała w parterowym domu z dwiema sypialniami w Englewood, blisko wspaniałych El Tejado i Twin Dragon, jednych z najlepszych z południowej granicy i chińskiej kuchni, jaką można dostać w Denver.

Było też bardzo blisko do Ride.

To była okolica, w której zawsze myślałam, że mieszkał Hound, jeden z tych domów prostych, nie za starych, zdecydowanie nie nowych, na dużej działce, schludnych blisko dobrego jedzenia... i Ride.

Bev i Boz kupili ten dom razem i ostatecznie zaciekle się o niego pokłócili, kiedy ona zdała sobie sprawę, że on się z nią nie pogodzi, mimo że to on zrobił źle, a ona mu wybaczyła. On chciał mieszkać blisko Chaosu. Prawdopodobnie częściowo ona chciała tego samego, ale przede wszystkim chciała, żeby ich życie zaczęło się tak, jak wtedy, gdy wróciłby Boz.

Po prostu nigdy nie wrócił.

Zastanawiałam się, czy ona poprosi swojego agenta ubezpieczeniowego, żeby się do niej wprowadził. Nie pamiętałam, ale sądziłam, że mieszkał w bungalowie w Platte Park. Albo może w Washington Park. Jego dzieci były nastolatkami i mieszkały z nim na pół z ich mamą. Prawdopodobnie chciałby zostać na miejscu.

Po prostu nie mogłam sobie wyobrazić przeprowadzającej się Bev.

Otworzyła drzwi, zanim do nich dotarłam, i uśmiechnęłam się szeroko.

Podniosłam butelkę i oznajmiła - Sofia musujące różowe wino, ponieważ Coppola jest świrem natury, facet ma talent do robienia cholernie dobrego filmu i cholernie dobrego wina, a my wykorzystujemy ten drugi talent, żeby uczcić zbliżające się szczęście - opuściłam butelkę i podniosłam torbę - I psując niespodziankę, najseksowniejsza piżamka w całym Denver, jadalne brokat do ciała, farba i krem ​​do masażu, ponieważ jeśli facet nie może tego znaleźć palcami, to my doprowadzimy go tam ustami.

Bev spojrzała na mnie przez otwarte drzwi przeciwsztormowe, zanim wybuchnęła śmiechem.

Oznaczało to, że weszłam, pocałowałam ją w roześmiany policzek i zrobiłam jedno i drugie z uśmiechem.

Wzięła ode mnie rzeczy.

Jakby jej dom był moim domem, jak zawsze robiłam, gdy wbijałam się na jej miejscówkę, rzuciłam torbę i kurtkę na jej kanapę, gdy weszłam do środka.

Poszła prosto do kuchni i kiedy tam dotarłam, miała już głowę w lodówce. Wyszła z butelką w celofanie i podniosła ją, a moją butelkę w drugiej ręce, i były identyczne.

- Wielkie umysły myślą podobnie! - krzyknęła.

- Dziewczyno, powinnam była wziąć Ubera - powiedziałam jej.

- Powinnyśmy były to zrobić nie w noc przed szkołą - odpowiedziała, wkładając moją butelkę i trzymając swoją butelkę na zewnątrz, zaczynając zdejmować celofan.

Na wyjątkową noc, nawet jeśli nigdy tego nie robiłam (do wczoraj), dla Bev odwołałabym pracę. Ponieważ jednak wczoraj, by mieć festiwal pieprzenia z Hound’em po moim wyznaniu miłości (on świętował moją o wiele lepiej niż ja swoją), nie mogłam tego zrobić.

Ale mogłam pójść do pracy skacowana. Minęły lata, odkąd to zrobiłam. Właściwie, nie sądziłam, że kiedykolwiek to zrobiłam, odkąd byłam w szkole.

Nadszedł czas, aby dowiedzieć się, czy nadal miałam w sobie siłę, aby przetrwać kaca.

Najlepsze w tym wszystkim było to, że gdybym się upiła, do tego czasu Bev dowiedziałby się o Hound’zie i mógłby po mnie przyjechać.

Jeszcze nie uprawialiśmy seksu po pijanemu.

Usunęłam to na bok.

- Uberowi nie będzie przeszkadzało, że ​​zostawię swój samochód na twoim podjeździe i tobie pewnie też nie. Powinnam była przynieść dwie butelki - powiedziałam.

- Zadzwonimy do Dutcha i powiemy mu, żeby przyniósł nam jeszcze jedną. Jestem pewna, że ​​czekanie na starsze panie, nawet takie jak my, to część obowiązków rekruta odpowiedziała tuż przed wystrzeleniem korka.

- Sięgnę kieliszki – oznajmiłam i skierowałam się do jej szafki, w której je trzymała.

- Naleję – przerwała mi Bev, gdy odchodziłam - Zrobiłam jedną z tych desek wędlin. Tad mnie tego nauczył i postanowiłam robić to przynajmniej pięć razy w tygodniu. Wystarczy, że otworzysz kilka słoików i paczek różnych rodzajów salami, pokroisz ser i voilà! Kolacja! – skinęła głową w stronę lodówki - Idź po to.

Uśmiechnęłam się do niej i skierowałam się do lodówki, wyciągając dużą drewnianą deskę wypełnioną mięsami, serami, piklami i oliwkami, które tam miała. Bev uporządkowała wino i pokroiła kilka kawałków kupionego w sklepie, ale świeżo upieczonego chleba i usiadłyśmy przy jej przytulnym kuchennym stole, bo nie miała jadalni i zwykle tam się rozsiadałyśmy, bo, jak wspomniałam, było przytulnie. Było też bliżej lodówki, więc mogłyśmy trzymać nasze szampany w chłodzie.

Zajadałam się.

Ona nie tknęła jedzenia.

Wyciągnęła czarną piżamkę z torby. Była zrobiona głównie z prześwitującej siateczki, która łączyła się z piękną koronką wokół bardzo głębokiego dekoltu w kształcie litery V na piersiach (co oznaczało, że sięgał aż do brzucha i otwierał się na całej długości, ledwo zakrywając sutki), miał małe falbanki wzdłuż bioder i na końcach rękawów trzy czwarte.

Byłyśmy siostrami, więc nie miałam problemu z kupnem tego samego dla siebie, żeby założyć go dla Hound’a. Tyle że, żeby nie było obrzydliwie, mój był czerwony.

- Cholera, Keely, to jest piękne - powiedziała z szacunkiem, rozciągając siateczkę, żeby zobaczyć jej kształt.

- Kupię ci coś takiego białego na twój wielki dzień - powiedziałam jej - To teraz jest dla zabawy.

Jej ładne niebieskie oczy przesunęły się na mnie. Zmieniła się na przestrzeni lat, jej piękno dziewczyny z sąsiedztwa przekształciło się w piękno kobiety, które było gdzieś tam, ale nadal było pięknem, a ja obserwowałam, jak to robiła.

Ufarbowała włosy niemal na dokładnie taki blond, jaki miała kiedyś, może odrobinę ciemniejszy. Nadal nosiła je długie, z kokiem z tyłu i falującą grzywką, która muskała jej rzęsy. Miała kilka zmarszczek wokół oczu, tak jak ja. Kilka wokół ust, jak ja nie.

Prawdopodobnie przytyła piętnaście, dwadzieścia funtów, odkąd włóczyliśmy się po Kompleksie w postrzępionych, dżinsowych minispódniczkach lub obcisłych dżinsach z rozcięciami na kolanach, albo, jeśli to była specjalna okazja, w obcisłych spodniach z elastanu, które miały szerokie sznurówki po bokach odsłaniające skórę, w połączeniu z koszulkami rozciętymi aż do piersi lub koszulkami tak obcisłymi, że nie można było ich nie zauważyć, gdy dzień był zimny.

Ale nawet wtedy wyglądała, jakby była w kostiumie.

Zawsze wyglądała bardziej jak emerytowana cheerleaderka, obecna żona bankiera, która robiła zakupy w Nordstrom i popijała wino, podczas gdy jej mąż pił szkocką, oglądając Shark Tank w piątkowe wieczory.

Albo może żona agenta ubezpieczeniowego, która była tak szczęśliwa, że ​​nosiła jego pierścionek, że to on wychodził i znosił ślubne magazyny na swoją czterdziestoletnią-którąś kolejną szansę na miłość.

- Powinnam była bardziej wspierać cię od początku - zaczęłam - Powinnam była natychmiast pomóc ci zaplanować kurs na znalezienie szczęścia.

- Powiedziałam mu, że skończyłam z Chaosem - oznajmiła.

Zagapiłam się, a potem zrobiłam to, co Hound robił często.

Powolne mrugnięcie.

- Przepraszam? - zapytałam.

- Myślałam, że zacznie płakać - powiedziała mi.

Zaczęły mi się prostować plecy, a ona wyciągnęła do mnie rękę przez stół.

Moje plecy zaczęły się prostować, a ona wyciągnęła do mnie rękę przez stół.

- Nie tak - powiedziała szybko - On nie był taki. On wie wszystko o mojej przeszłości w Klubie. O Bozie. Nie obchodzi go to. Nie ma w sobie ani krztyny osądu. Ale prawdopodobnie wiedział lepiej ode mnie, że w ten żałosny sposób trzymałam się życia, które tam miałam, aby trzymać się Boza. Kiedy powiedziałam, że to koniec, wiedział, że skończyłam z Bozem.

Wyciągnęłam rękę i wzięłam ją - To nie było żałosne.

- To było żałosne.

- Beverly…

- On mnie zdradził, a potem sprawił, że ja poczułam się, jakbym była niewierna, bo nie chciałam tego zrozumieć. I wiesz co? To jest walnięte. Przez lata kopałam się za robienie z tego wielkiej sprawy, ale on wsadził mojego kutasa do innej kobiety. Nie byłam walnięta. Mógłby mi opowiadać o motocyklowym stylu życia aż do dnia swojej śmierci - Odsunęła rękę od mojej, ale nie wzrok - Ale wiedziałam lepiej. High wrócił do Millie i jest tak, jakby lata pomiędzy nimi nie miały miejsca. Shy prawie zrezygnował z Klubu, żeby mieć Tab. Przysięgam na Boga, rozpływam się za każdym razem, gdy Lanie wchodzi do pokoju, kiedy patrzę na sposób, w jaki Hop na nią patrzy. A Naomi była cholerną dupodajką, a Tack mógł o tym pomyśleć, ale ją zeskrobał, zanim się zabawił. Ale potem znalazł Tyrę i mężczyzna przeszedł przez grad strzałów, żeby uratować jej życie. To nie jest styl życia. To Boz.

Wzięła łyk wina z kieliszka, odwracając wzrok na chwilę, po czym spojrzała na mnie.

A kiedy to zrobiła, wstrzymałam oddech na widok tego, co zobaczyłam w jej oczach.

- Myślę, że Tad przeszedłby dla mnie przez ogień – wyszeptała - Nigdy nie będzie musiał tego zrobić, ale szczerze mówiąc, myślę, że by to zrobił, Keely. I myślałam o tym od czasu naszej rozmowy telefonicznej i myślę, że dlatego powiedziałam „tak”. Chyba jestem stuknięta, bo zaczęłam się zakochiwać w moim narzeczonym po tym, jak mi się oświadczył.

- A ja myślę, że wręcz wariuję z radości, że to się dla ciebie dzieje, kochanie – odpowiedziałam cicho.

Uśmiechnęła się do mnie.

Podniosłam kieliszek między nami.

- Za magię jadalnego brokatowego pyłu i rodzącą się miłość – wzniosłam toast.

- Za gorące jak cholera piżamki czyniące cuda i najlepsze przyjaciółki na zawsze – odwzajemniła toast.

Uśmiechnęliśmy się do siebie jak idiotki. Potem stuknęłyśmy się i napiłyśmy.

Zanim odłożyła kieliszek, krzyknęła - Kurczę! Zapomniałam o tych małych, eleganckich nożykach. Trzymaj się mocno.

Pobiegła do blatu.

Nie potrzebowałam wymyślnego noża, żeby wepchnąć sobie do ust kawałek prosciutto i udowodniłam to, robiąc to.

- Okej, powiedziałam, że jestem poza tym - zaczęła, zanim odwróciła się z małymi nożami do sera w dłoni - …ale stare nawyki, które nie są dokładnie stare, ponieważ jeszcze nie odstawiłam alkoholu na zimno, są trudne do przełamania. Innymi słowy, mówię o plotkach Chaosu. Więc o co chodziło, że tak potraktowałaś Hound’a na pogrzebie tej starszej pani? Wszyscy o tym gadają.

Prawie się zakrztusiłam prosciutto.

Bev wsunęła się z powrotem na swoje miejsce i wbiła noże w ser, podczas gdy na mnie patrzyła - Wszystko w porządku?

Uderzyłam się w pierś, chwyciłam szklankę i wypchnęłam „Tak”, zanim wzięłam łyk.

- Starsze panie są wkurzone, Keely - podzieliła się - Wszyscy wiedzą, że Hound ma do ciebie słabość. Pojawisz się na pogrzebie i znikasz, nie dając mu uścisku? - Zrobiła się ostrożna - To znaczy, wiem... cóż, chyba domyślam się, że chodzi o cmentarze, i cóż, nikt ich nie lubi, ale ty masz więcej powodów, żeby tego nie robić.

- Bev…

- Ale Elvira to widziała i się wkurzyła, i nakręciła Tyrę, Lanie, Tabby, a nawet Carissę, która jest słodka jak cukier.

- Elvira? - zapytałam.

- Ona jest adoptowana przez Klub. Nie rozumiem tego. Była tą czarną kobietą siedzącą na siedzeniach przy trumnie z tym gorącym czarnym facetem. Właśnie się zaręczyli. On jest policjantem.

Chociaż na pogrzebie myślałam (i patrzyłam) tylko na Hound’a i Jean i nie widziałam żadnej czarnej kobiety z jej gorącym facetem, to znów mrugnęłam jak Hound, gdy dowiedziałam się, że ktokolwiek, kto miał cokolwiek wspólnego z policjantem, został adoptowany przez Chaos.

- Ona to długa historia - dokończyła.

Zadałam kolejne pytanie składające się z jednego słowa.

- Carissa?

- Starsza pani Jokera.

- Ach - mruknęłam.

- Millie cię broniła, według Lanie, ale one uważają, że z czasem pomiędzy - wzruszyła ramionami nieswojo - …że powinnaś była... no cóż, mam na myśli, to Hound. Iloma starymi żydowskimi kobietami się opiekował? Wszyscy byli zaskoczeni, że ona w ogóle istniała. Myśleli, że mogłabyś to wessać i okazać mu trochę miłości.

Okazywałam mu trochę miłości, w porządku.

- Bev, kochanie…

- Nie chcę cię krytykować, ale też myślałam, że to trochę niefajne - kontynuowała niepewnie.

- Bev…

- Nie chcę, żebyś myślała, że ​​jestem suką, ale on zawsze cię wspierał.

- Bev, pozwól mi mówić.

Zamknęła się i spojrzała na mnie.

- Okej, potrzebuję, żebyś się przygotowała. To znaczy, czekaj, siostro. Serio - ostrzegłam.

Nadal była zamknięta, ale teraz patrzyła na mnie intensywnie.

Cholera.

Okej.

Ona by to zrozumiała. Byłaby po naszej stronie. Byłaby za wszystkim, co by mnie uszczęśliwiło.

Po prostu zrób to, Keely!

- Hound i ja jesteśmy razem - oznajmiłam - Jesteśmy razem od kilku miesięcy. Chłopcy wiedzą. Moi chłopcy, Dutch i Jagger. Mieliśmy trudny okres, kiedy Jean umarła, naprawdę trudny. Myślę, że będziemy mieli jeszcze więcej trudnych chwil, zanim to się skończy, ale nie tego rodzaju. On mnie kocha, a ja kocham jego i jesteśmy temu oddani. Tak całkiem oddani. On jest moją przyszłością. Ja jestem jego. On sprawia, że ​​jestem szczęśliwa. Stracił Jean i nie jestem pewna, czy sobie z tym radzi, ale właśnie wróciliśmy do siebie i podjęliśmy decyzję, żeby powiedzieć wszystkim, ujawnić się, więc pozwalam nam się z tym oswoić, zanim zmierzę mu puls o Jean. Ale nie mówimy o tym Klubowi. Jeszcze nie. Tylko tobie. I chłopakom. Są zachwyceni. I, cóż... ja też.

Po prostu intensywnie się we mnie wpatrywała.

- Naprawdę, Beverly – wyszeptałam - I to zły moment, rozumiem to, po tym, jak nie wspierałam cię w podejmowaniu decyzji w życiu miłosnym, co do której nie byłam pewna. Ale to było bardzo przez to, jak wybuchłaś płaczem i paplałaś o Bozie przez piętnaście minut po tym, jak powiedziałaś mi, że powiedziałaś „tak” po oświadczynach innego mężczyzny. Ja jestem całkowicie za Hound’em. Rozmawiałam z Blackiem. Nie wiem, czy by zrozumiał, ale to nie ma znaczenia. Jestem zakochana w Hound’zie, a on kocha mnie zaciekle, kotku. Tak cholernie zaciekle. I to wszystko, na co teraz pozwalam.

Podobnie jak Hound, kiedy powiedziałam mu, że go kocham, moja najlepsza przyjaciółka siedziała tam nieruchomo i nic nie mówiąc.

- Bev, naprawdę potrzebuję twojego wsparcia w tej sprawie. Bracia będą…

Nie wydusiłam z siebie wszystkiego.

Podskoczyłam na krześle, kiedy wydała okrzyk wojenny i wyskoczyła z krzesła. Wykonała skok cheerleaderki z rozłożonymi ramionami i nogami pośrodku kuchni, a następnie pół-podskakiwała, pół-podrygiwała w kółko, niemal jakby tańczyła taniec Indian Ameryki Północnej, bez obraźliwego uderzania się dłonią w usta, ale z pewnością wydając niezrozumiałe dźwięki czystej radości, zanim nagle zatrzymała się.

Odwróciła się do mnie i wyciągnęła rękę, wskazując mnie palcem.

- Wiedziałam! - krzyknęła. Podniosła rękę i pchnęła nią, wskazując mnie palcem - Uwielbiam to! - Wyciągnęła obie ręce przed siebie i klasnęła kilkakrotnie, wskazując palcami prosto w górę - On jest tobą tak zauroczony od tak dawna. I jest takim dobrym facetem. Okej, jest trochę szalony. Może bardzo szalony. Ale nadal jest takim dobrym facetem. To jest takie cholernie NIESAMOWITE!

Krzyknęła to ostatnie.

Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, uśmiech na mojej twarzy był tak duży, że aż bolał, kiedy rzuciła się do stołu, a uśmiech szybko zniknął, kiedy znów podskoczyłam na krześle po tym, jak uderzyła pięścią w stół, sprawiając, że wszystko na nim zadrżało i zakołysało się. Właściwie, trzy oliwki stoczyły się z jej deski do wędlin wraz z ogórkiem, taka była siła jej uderzenia.

- Jeśli którykolwiek z tych skurwysynów zrobi cokolwiek, żeby wam to utrudnić, to stracę rozum – wrzasnęła - Ostatnią rzeczą, jaką dam Boz’owi, będzie oberwanie, jeśli tylko pomyśli o zrobieniu gówna z Hound’em w tej sprawie. Nawet stanę oko w oko z Tack’iem! – krzyknęła.

Ojej.

Biker-cheerleaderka Beverly stanie do walki z Kane’em „Tack” Allenem, prezesem Chaos MC, który zdobył swój tytuł, wykonując wyrok na ostatnim?

Cholera.

- Bev, kotku…

- Zmuszą go do podjęcia wyzwania i wiesz o tym, dziewczyno.

Wtedy zamarłam.

- A jeśli rzucą tym gównem – ciągnęła – …spalę Kompleks, do cholery.

Byłam zachwycona jej ekscytacją. Absolutnie.

Ale utknęłam na tym, co powiedziała.

Black opowiedział mi wiele lat temu o rzucaniu wyzwania, kiedy Chew spał z byłą żoną Cranka, a Crank zażądał od braci głosowania, chcąc, aby Chew stanął przed wyzwaniem.

Bracia nie zagłosowali za tym, aby tak się stało, bo po pierwsze, Crank był pieprzonym dupkiem, a większość braci go nienawidziła i manewrowała, aby pozbyć się jego tyłka. A po drugie, ponieważ Crank robiąc to Chew’owi udowodnił, jakim był pieprzonym dupkiem (no cóż, częściowo), bo nie powinien był wzywać kogoś do zrobienia czegoś tak ekstremalnego, aby zmusić brata do pokuty za spanie z kobietą, którą sam zerwał.

Tak legalnie.

To on ją rzucił i wniósł pozew o rozwód. Mało tego, wygadywał śmieci na nią za każdym razem, gdy była w okolicy w sposób, w jaki można by pomyśleć, że jej nienawidził, więc ani Black, ani ja nigdy nie zrozumieliśmy, dlaczego tak się szedł w zaparte co do tego, że Chew ją pieprzył.

- Keely? - zawołała Bev.

Moje oszołomione oczy powędrowały w jej stronę.

Opuściła ramiona, wsunęła się na swoje miejsce.

- Nie pomyślałaś o tym? - zapytała.

- Wiedziałam, że nie będą... nie będą szczęśliwi i że Hound spotka się z tym niezadowoleniem, ale... wyzwanie?

Bev wciągnęła wargi i przygryzła je.

Nie wiedziałam, czy kiedykolwiek rzucili komuś wyzwanie. Nie byłoby to coś, o czym by gadano, gdyby podjęto taką decyzję. To byłoby tylko braci. Mogło się to zdarzyć, gdy Klub zsuwał się w stronę piekielnej paszczy, jaką był Crank, i desperacko walczył, by się wydostać, zanim wpadną w swobodny spadek. Wszystko było wtedy szaleństwem.

Ale wiedziałam, czym było wyzwanie.

Nie prowadzili tego, o nie.

Wytrzymali, albo, moim zdaniem, byli zmuszani to znosić, żeby móc zostać zmuszonym, by to wytrzymać.

Innymi słowy, jeśli brat zrobił coś, za co pozostali bracia uważali, że powinien pokutować, nie obrzucali go gównem przez dni, tygodnie, miesiące, każąc mu to wszystko znosić, dopóki nie uznali, że poniósł karę.

Robili swoje i to szybko.

Związywali dominującą rękę tego brata za plecami i kazali mu walczyć z każdym z braci przez pięć minut. Nie było pomiędzy walkami przerwy dla brata dokonującego zadośćuczynienia. Gdy minęło pięć minut, następny brat wchodził od razu. Jeśli upadł, podnosili go. Jeśli stracił przytomność, oblewali go wodą, aż odzyskał świadomość lub przynajmniej stał, a potem znowu go atakowali.

Gdy ostatni brat zadał ostatni cios, sprawa była załatwiona. Uznano, że zadośćuczyniono. I wszystko zostało wybaczone, jeśli nie zapomniane.

- Nie zrobiliby tego Hound’owi - powiedziałam cicho.

Bev nie odpowiedziała.

- Nie Hound. Nie zrobiliby tego Hound’owi.

W końcu coś powiedziała.

To było - Dziewczyno.

I to było wszystko.

To znaczyło, że myślała, że ​​to zrobią.

Hound.

- Nie zniosłabym, gdyby zrobili to Hound’owi. Nie Hound’owi. W ogóle nie. Ale na pewno nie z mojego powodu - powiedziałam jej.

Pochyliła się w moją stronę przez stół.

- Nie rób tego - syknęła.

- Beverly…

- On to zrobi, wytrzyma i nie będzie się tym przejmował - oświadczyła.

Zrobi to.

Zrobi to i nie będzie się przejmował tym gównem.

Dla mnie.

Mój głos stawał się coraz wyższy - Nie obchodzi mnie to! Nie mogą tego zrobić Hound’owi, bo Hound jest Hound’em.

- A Black był Blackiem - powiedziała łagodnie.

- I co? - warknęłam - Nie potrafią spojrzeć poza to i zobaczyć, że Hound jest szczęśliwy? Ja jestem szczęśliwa To nie ma z nimi nic wspólnego, a oni nie mogą udawać, że przez dzień lub dwa będą trochę się złościć, a potem się z tym pogodzić?

Kąciki jej ust uniosły się, ale powiedziała - Nie jestem pewna, czy którykolwiek z tych facetów ma w sobie by odrobinę „złościć się”. Raczej różne poziomy gniewu piekielnego, kiedy się wkurzą.

- Cóż, oni po prostu mają to przezwyciężyć - warknęłam.

- Keely...

- Cholernie mogą – prychnęłam - Przysięgam na Chrystusa, Bev, jeśli wepchną mojego faceta w to za nic innego, jak tylko zakochanie się we mnie, to skończę z Klubem. Hound zostanie w nim. Dutch i Jag się dołączą. Ale ja wyjdę.

- Keely – wyszeptała, jej niebieskie oczy były wielkie i przerażone.

- I powiem to każdemu z nich, jeśli tylko pomyślą o tym, żeby kazać mu stanąć do wyzwania.

- Musisz trzymać się od tego z daleka i wiesz o tym, kochanie – poradziła poważnie - To będzie sprawa bractwa.

- Przepraszam? To, jakiego faceta wybiorę, żeby wbił we mnie swojego kutasa, to sprawa bractwa? – zapytałam sarkastycznie - Cholernie nie sądzę.

- Keely, wiesz, jak to jest.

- Wiem, jak to nie zamierza być, a mianowicie, że nie każą mojemu facetowi podjąć wyzwania za to, że się we mnie zakochał. Nie po tym, co dał Klubowi. Nie po tym, co dał Blackowi. Nie po tym, jak opiekował się moimi chłopcami. Nie po tym, co zrobił dla mnie. Nie ma mowy. Nie ma, kurwa, mowy.

Z tym, jednym pociągnięciem ręki, sięgnęłam po kieliszek do szampana, niemal popełniając świętokradztwo, rozlewając trochę Sofii, zanim przyłożyłam go do ust i połknęłam całą tę cholerę.

Kiedy go odłożyłam, Bev już wstała, poszła do lodówki po butelkę.

Napełniła mi kieliszek i postawiła butelkę na stole, patrząc na mnie.

- Wiesz, że cię wspieram, kochanie - powiedziała cicho. - Wiesz też, że to nie oznacza ni chuja.

- Dzięki, Beverly. I byłabyś zaskoczona. Ci mężczyźni cię kochają. I wydaje mi się, że z tego, co mówił mi Hound, mogą żyć swoim życiem i robić swoje, i nie obchodzi ich, co myślą inni, ale obchodzi ich, co myślą bracia, a z tego, co słyszałam, teraz obchodzi ich również, co myślą ich kobiety. I nadal jesteś uważany za Boza, więc masz większą lojalność ze strony tego Klubu, niż sama myślisz.

Wyglądała, jakby wpadła w dziwny trans.

Więc zawołałam - Beverly.

Otrząsnęła się i wróciła do pokoju, jej oczy były czyste, tak czyste, że były niemal ostre i...

Kurwa.

Tańczące.

Podniosła kieliszek i uniosła go w moją stronę - Masz rację, siostro. Miłość wisi w powietrzu i pieprzyć to. Oni nie myślą, że spiknięcie się ma coś do powiedzenia? Oni nie myślą, że nasze uczucia mają znaczenie? Nieważne. Będziemy po prostu kontynuować, a na końcu będziemy szczęśliwe.

Zignorowałam jej wcześniejszy wygląd, podniosłam swoj uzupełniony kieliszek i znów stuknęłyśmy się.

Wypiła cały swój.

Wypiłam tylko połowę swojego.

Odstawiła kieliszek na stół, chwyciła butelkę, zaczęła dolewać i powiedziała - Muszę nadążać za moją dziewczyną.

Rzuciłem jej uśmiech, który, mam nadzieję, nie był niepewny i odpowiedziałam - Abso-kurwa-lutnie.

*****

Na koniec byłyśmy nawalone.

Więc na koniec musiałam zadzwonić do Hounda, żeby mnie odebrał.

Również na końcu prawie wybuchłam płaczem, kiedy Hound pojawił się w drzwiach Bev, a ona rzuciła mu się na szyję, wcisnęła twarz w jego pierś i krzyknęła - Ty i Keely! To mnie tak uszczęśliwia! - i rozpłakała się.

Udało mi się nie wybuchnąć płaczem, kiedy ramiona Hounda powoli ją objęły, spojrzał ponad jej głową i uniósł brwi, rzucając mi spojrzenie „Proszę, zabij mnie”.

Wtedy musiałam powstrzymać się od śmiechu.

Nie trzeba dodawać, że wsiadając do pickupa Hounda z Hound’em, pierwszy raz, kiedy byłam w jego pickupie sama, pierwszy raz, kiedy jechałam obok niego bez chłopaków, i kiedy dotarło do mnie, że nigdy nie siedziałam z tyłu jego motocykla i nie mogłam, dopóki nie powiedzieliśmy braciom, zaczęłam nurkować w swojej głowie.

To znaczy nurkowałam w mojej głowie ze złością. Ponieważ Bev miała rację.

Ci mężczyźni praktycznie czcili Blacka.

Więc zmuszą Hound’a do pojęcia wyzwania, żeby mógł mnie mieć.

Byłam tak zajęta tymi myślami, że nie zauważyłam, że nic nie mówiłam przez całą drogę do domu.

Albo przez całą drogę do moich drzwi wejściowych.

Albo przez całą drogę do mojego pokoju.

Przez to wszystko Hound podążał za mną.

- Wszystko w porządku z tobą i Bev? - Hound zapytał ostrożnie, gdy oboje weszliśmy do pokoju.

Rzuciłam mu gniewne spojrzenie. Uniósł brwi. A ja ze złością podeszłam do torby z zakupami, którą zostawiłam na fotelu, który wyglądał, jakby był pokryty kudłatą owczą skórą, stojącym w części wypoczynkowej mojej ogromnej sypialni.

Odwrócona do niego plecami, zdarłam z siebie ubrania, wszystkie. Następnie wyciągnęłam piżamkę z torby, odgryzłam metki zębami i uformowałam ją na sobie, dopasowując do moich cycków nie tak obfitych jak u Bev, aby je trochę unieść i ścisnąć. Odwróciłam się do Hounda, uderzyłam rękami w biodra, a potem wystawiłam jedną, i zapytałam - No i?

To dało mi nowy wygląd mojego nowego, ekspresyjnego Hounda. Taki, który z jednej strony mówił, że bardzo chciał rozwalić sobie brzuch ze śmiechu, że właśnie wściekle wślizgnęłam się w piżamkę, jednocześnie zastanawiając się, jak bardzo bym się wkurzyła, gdyby zdarł mi tą nową piżamkę z ciała.

To był cholernie niesamowity wygląd.

- Podoba ci się? - zapytałam, gdy nic nie powiedział.

- Nie jestem pewien, jak w jednej chwili mogę się martwić, że wdałaś się w to ze swoją przyjaciółką, a w następnej minucie jestem tak twardy, że myślę, że mój kutas pęknie na pół w tym samym czasie, kiedy chcę się śmiać na cały głos, bo jesteś tak cholernie słodka. Więc tak, podoba mi się, ale odpowiedz mi. Ty i Bev jesteście okej?

- Po pierwsze… - wymachnęłam ręką wzdłuż przodu, jakbym była modelką zwracającą uwagę na błyszczący samochód na podium na wystawie samochodowej - wszystkiego najlepszego dzień po tym, jak powiedziałam ci, że cię kocham.

To dało mi kolejny nowy wygląd Hounda. Taki, który powiedział, że uważał mnie za cholernie słodką i kochał mnie... zaciekle.

Musiałam to zignorować, żeby móc trzymać się tematu i powiedzieć to, co miałam do powiedzenia.

- Po drugie, jeśli bracia każą ci stanąć przed wyzwaniem, skończę z Chaosem – pochyliłam się ku niemu dramatycznie – …na zawsze.

Jego twarz złagodniała, otwarcie wyrażając zrozumienie.

- Widzę, że starsze panie zebrały się i podkręciły się – mruknął.

- Mówię bardzo poważnie, Shep – ostrzegłam.

- Mała, klęknij na skraju łóżka. Teraz.

To trochę mnie uspokoiło, głównie dlatego, że nie można się złościć, gdy jest się w trakcie mini-orgazmu.

Podeszłam do łóżka i zrobiłam, co mi kazano.

Hound nie tracił czasu, stając przede mną.

Nie tracił też czasu na wprowadzanie nowych poprawek w dekolcie mojego stroju, przesuwając go po moich sutkach, by je odsłonić, ruchem, który był tak przyjemny, że moje usta się rozchyliły, a ja poczułam przypływ gorąca między nogami. Następnie położył dłonie na dolnej stronie moich piersi i wepchnął je do góry i do środka.

- Lepiej – mruknął.

- Hound.

Jego spojrzenie przesunęło się z moich cycków do moich oczu, ale ręce trzymał tam, gdzie były.

- Mogą mnie do tego zmusić – wyszeptał.

Dreszcz strachu przeszedł przeze mnie i położyłam ręce na jego brzuchu.

- Kochanie – odszepnęłam.

- I zrobię to. Żeby mieć ciebie i moich braci, zrobię wszystko, ale Keekee – jego kciuki przesunęły się po moich sutkach, a moje usta znów się rozchyliły, gdy wpadłam w jego dłonie – podsumowując, jak w końcu cię mam, zrobię wszystko, co trzeba, żeby cię zatrzymać.

Przesunęłam dłoń po jego klatce piersiowej i zgadłam - Wiedziałeś, że to możliwe.

- Tak.

- To niesprawiedliwe.

- Tak to już jest.

- To niesprawiedliwe – naciskałam.

- Chodzi o to, ile jesteś dla mnie warta – odpowiedział, a ja wtuliłam się głębiej w jego dłonie - Prawie tego chcę, Keekee. Tej szansy, żeby im pokazać, gdzie jestem z tobą. Żeby pokazać Blackowi, że na ciebie zasługuję. Jak oni zdecydują, że tak będzie, że dam z siebie wszystko.

Zacisnęłam palce wokół jego szyi - Ale co, jeśli tego nie chcę?

- Wiesz, jakim jestem mężczyzną, jakimi oni są mężczyznami, co to jest i jak to musi być - Opuścił głowę, żeby oprzeć czoło o moje - To będzie ich ostatni akt lojalności wobec Blacka. Oni też muszą cię oddać, Keely. Muszą mi cię oddać. Jeśli nie znajdą w sobie tego, żeby to zrobić bez wywoływania u mnie krwawienia, to ja też im to oddam.

Boże, jak on kochał swoich braci.

I rany, jak on kochał mnie.

- To mi się nie podoba.

- Nie podejrzewałbym, że chciałabyś, żeby twój facet został pobity do gówna – powiedział z rozbawieniem, podnosząc głowę.

- Wiem, że to po prostu kolejny dzień w twoim życiu, w twoim świecie, bierzesz to, jak to przychodzi – powiedziałam mu, ściskając jego szyję - Ale chcę, żebyś to zrozumiał, nie podoba mi się to.

- Potrzebuję cię u mojego boku przy pieczeniu prosiaka – odparł - Potrzebuję cię z tyłu mojego motocykla podczas naszych przejażdżek. Muszę cię pieprzyć w moim łóżku w Kompleksie. Potrzebuję cię w Chaosie ze mną, Keekee. Odnotowałem, że nie podoba ci się, że to się może zdarzyć. Ale nie chcę, żebyś wycofywała się z Chaosu, bo twój facet jest Chaosem, a żeby być u mojego boku, chcę, żebyś była częścią wszystkiego, co mnie tworzy.

Kurwa, musiałam mu to przyznać.

- Okej – mruknęłam - Ale nadal mi się to nie podoba.

Jedna z jego dłoni przesunęła się z mojej piersi w dół po żebrach, brzuchu, pochylił się, żeby móc obrysować zewnętrzną część piżamki między moimi nogami, a potem odsunął go na bok i wsunął jeden palec do środka.

No i masz.

Hound znalazł skuteczny sposób na zakończenie rozmowy, którą skończył.

Wygięłam się w jego klatce piersiowej, wydychając - Kochanie.

- Kurwa, nie wiem, jak cię w tym pieprzyć, skoro nie chcę odrywać oczu od ciebie - warknął, wysuwając palec, a potem wysuwając go i wchodząc z powrotem z dwoma.

Owinęłam obie ręce wokół jego szyi i trzymałam.

- Użyj mojej szyi, żeby odchylić się, mała, chcę zobaczyć, jak w tej rzeczy bierzesz moje palce.

Zrobiłam, jak mi kazano.

Jego oczy przesunęły się po mnie i zostały między moimi nogami.

Rozsunęłam uda szerzej.

- Jezu, tak cholernie ślisko. Jestem grubo pokryty, a ty wciąż spływasz mi po nadgarstku.

Jęknęłam.

Spojrzał mi w twarz - Dasz mi prezent na dzień po tym, jak powiedziałaś, że mnie kochasz?

Cholernie miałam dać.

- Absolutnie.

Uśmiechnął się.

To było drapieżne, dzikie.

Moje biodra szarpnęły się na jego palcach.

- Jedź na nich, Keekee - warknął.

Ujeżdżałam jego palce w moich spodenkach, moje piersi były odsłonięte, podniesione przez ciasną koronkę i siateczkę, a Hound obserwował mnie i kontynuował to, aż wybuchłam dla niego, krzycząc, szarpiąc się na jego palcach, jednocześnie wcierając się w kciuk, którego używał do pocierania mojej łechtaczki.

Ledwo się otrząsnęłam, gdy szarpnął materiał ciasno między moje nogi. Jęknęłam, gdy mocno ciągnął się po mojej łechtaczce. A potem zostałam odwrócona, przyciśnięta policzkiem do kołdry, moje uda były bardziej rozwarte, moje kolana wciąż na skraju łóżka, a Hound był we mnie.

- Kocham cię, skarbie - wyszeptałam.

Ponownie pociągnął za materiał, tym razem z tyłu, sprawiając, że podjechał między moje fałdy.

Tak.

- Tak - mruknął.

- Pieprz mnie, kochanie - błagałam, uderzając z powrotem w jego pchnięcia. Palce Hounda chwyciły materiał z przodu między moimi nogami i naprężyły spodenki na mojej łechtaczce, a potem kontynuował, biorąc mnie od tyłu.

- Tak – mruknął.

Opadłam na swoje ręce, a on wskoczył na mnie, klatką piersiową do moich pleców, jedną ręką rytmicznie szarpiąc mocno za materiał, drugą ręką zakrywając mojego cycka i ciągnąc za mój sutek, kiedy jego kutas walił.

Zabrał mnie tam ponownie i wyprostował się tylko po to, by wbić dwa mokre palce w mój tyłek, a potem znowu mnie tam zabrał.

Dopiero wtedy poszedł tam ze mną, stłumiony grzmot jego ryku, gdy strzelał głęboko, sprawił, że cała zadrżałam, wciąż będąc przed nim na rękach i kolanach.

Nie mógł się otrząsnąć, gdy się wycofał, przewrócił mnie na plecy i oparł się o rękę obok mnie w łóżku, mając ramię wyprostowane, drugą ręką zakrywając miejsce między moimi nogami.

- Jesteś nadal pijana? - zapytał.

- Trochę - odpowiedziałam.

- Chcę, żeby moja sperma była w każdej części ciebie, która może ją przyjąć dziś w nocy, Keely.

Nie musiałam być pijana, żeby to zaakceptować. Wyciągnęłam rękę, by owinąć palce wokół jego szyi i użyłam jego solidnej siły, by ściągnąć mnie z łóżka, tak bym mogła przysunąć twarz do jego twarzy.

- To daj mi to, Hound.

Jego warczący pomruk zabrzmiał i nie przestawał, nawet gdy mnie całował.

Wtedy właśnie zrealizował swój plan.

Następnego dnia poszłam do pracy z lekkim kacem, wciąż czując kutasa mojego faceta w tyłku i w cipce.

I dowiedziałam się, na szczęście, że nadal mogę rozwalać życie, a potem przejść do następnego dnia i wykonać moją pracę.

 

1 komentarz: