Zrobię
wszystko, co trzeba
Keely
Następnego ranka
siedziałam po turecku na łóżku, wciągnąwszy na
siebie przez głowę koszulkę Hounda, kiedy załatwiliśmy nasze sprawy, a on
wstał, aby skorzystać z łazienki, zanim ja tam bym weszła, aby wziąć prysznic
przed pracą.
Siedziałam
twarzą do łazienki.
Wyszedł
nagi, z niesamowitymi tatuażami na widoku, z jego grubym, wspaniałym kutasem
wciąż trochę twardym, a jego muskularne, pokryte futrem uda zbyt mocno mnie
rozpraszały (więc nie chciałam się na nich skupiać), kiedy jego oczy były
skierowane prosto na mnie.
-
Ty też masz grypę dwudziestoczterogodzinną, kotku? - zapytał, wykrzywiając
usta.
-
Kocham cię.
Zatrzymał
się.
Zmarł.
–
Powiedziałeś to wczoraj – kontynuowałam – Nie dałeś mi szansy odpowiedzieć.
Więc jesteśmy szczerzy, to jest tu, ty to masz, wiesz, że kochałam cię, zanim
przyszłam do twojego mieszkania po raz pierwszy. Kochałam cię i dlatego poszłam
na grób Blacka, żeby dać mu znać, że będzie musiał sobie z tym poradzić. Dużo
czasu o tym myślałam i wiem, że zaczęłam się w tobie zakochiwać lata temu,
kiedy powiedziałeś mi, że Dutch dołącza do Chaosu i że muszę uporządkować swoje
sprawy. Ale z każdym dniem, kiedy jestem z tobą, zakochuję się w tobie coraz
bardziej w sposób, który myślę, że będzie trwał, mam nadzieję, aż do dnia,
kiedy przestanę oddychać.
Stał
tam, gapiąc się na mnie, ciało zamrożone, twarz zamrożona, nic mi nie dając.
-
Powiedziałam, albo zaczęłam... jakiś czas temu, w twoim łóżku, zaczęłam ci
mówić – kontynuowałam - Powiedziałam: „Jesteś...”, ale nie dokończyłam, bo nas
nie było, no cóż, ja byłam, ale ciebie jeszcze nie było, więc nie byłam pewna,
czy mi uwierzysz. Gdybym poddał się za bardzo, gdy nie było cię w miejscu, w
którym cię potrzebowałem. Więc dokończę teraz. Chciałam powiedzieć, że jesteś
najlepszym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek znałam, Hound. Przez dwadzieścia
jeden lat obserwowałam, jaką miłość i lojalność dajesz ludziom, których
wpuszczasz do swojego serca, i nie chcę, żeby był kolejny dzień, kolejna
sekunda, w której żyjesz, nie wiedząc, jaki to dla mnie zaszczyt, że dałeś mi w
tym miejsce.
Nie
wykonał żadnego ruchu, żadnego dźwięku, nawet nie drgnięcia twarzy.
Um.
Okej.
Co
to, u licha, miało znaczyć?
-
Hound? – zawołałam, zaczynając się panikować.
Nagle
rozmarzł. Potem moje włosy pofrunęły, wzbijając się w chmurę wokół mnie, a moje
ramiona zostały poderwane do góry, gdy zerwał ze mnie koszulkę.
Po
tym opadłam plecami do łóżka, a Hound rozłożył mi nogi kolanem.
-
Masz dwudziestoczterogodzinną grypę - warknął, opierając się swoim ciałem o
moje.
Nie
był zamarznięty, nie dający mi nic.
Jego
niebieskie oczy paliły mnie na wylot.
-
Krąży dookoła – wyszeptałam.
-
Tak – mruknął, a potem, chociaż nawet nie zauważyłam, jak znowu zrobił się
twardy, zrobił to, bo we mnie wszedł.
Wypełnił
mnie.
Stał
się częścią mnie.
Fizycznie.
Już
nim był.
Był
nim od dawna.
I
będzie.
Na
zawsze.
-
Wow - wyszeptałam, obejmując go ramionami i nogami.
–
Tak – jęknął, pchając.
-
Rozumiem, że ty, uh... wchłonąłeś to,
co właśnie powiedziałam.
Wjechał,
został i wbił się (kolejne wow),
zaciskając zęby - Tak.
Położyłam
obie dłonie na jego zarośniętych policzkach - Kocham cię, skarbie.
Przestał
wbijać się i zamknął oczy.
-
Kocham cię – powtarzałam.
Otworzył
oczy i nie odpowiedział.
Nie
musiał.
Te
wyraziste oczy, które tak długo trzymał zamknięte na mnie, aby ukryć to, co do
mnie czuł, były otwarte i dzieliły się, nie... krzyczały właśnie to, co czuł i jak głęboko to było... dla mnie.
Potem
mnie pocałował i zaczął mnie znowu pieprzyć.
Ta
dwudziestoczterogodzinna grypa była zabójcza.
Cały
dzień nie wyszłam z łóżka.
*****
Był
następny wieczór i miałam właśnie skręcić w ulicę Bev.
-
Upewnij się, że dostała wiadomość, że to zostanie między nią, chłopakami, tobą
i mną - głos Hounda rozbrzmiał w moim samochodzie.
-
Myślę, że to rozumiem - odpowiedziałam, włączając kierunkowskaz.
-
Kiedy będziesz wyjeżdżała, wyślij SMS-a, że jedziesz - rozkazał.
-
Potwierdzam, kowboju, ale dokąd będę jechała? - zapytałam.
-
Gdzie myślisz? - zapytał w odpowiedzi.
-
Cóż, ty masz mieszkanie, a ja mam dom, więc u kogo w mieszkaniu będziemy dziś spać?
-
Pieprzyć się, a potem spać - poprawił się.
Skręciłam,
uśmiechając się.
Nie
miałam najdłuższego, najsuchszego okresu w historii, ale byłam pewna, że to
było gdzieś pod skórą.
Mimo
to było jasne, że Hound był zaangażowany w wykorzenienie tego zjawiska w
sposób, w jaki pewnego dnia (wkrótce) będę się zastanawiała, czy do tego w
ogóle doszło.
-
Pieprzyć się i spać - zgodziłam się.
–
Twojemu samochodowi grozi rozebranie lub całkowite zniknięcie i rozbiórka w
jakimś warsztacie, każdej nocy, gdy parkujesz go pod moim blokiem.
-
Zostawiasz tam swojego pickupa i motocykl - przypomniałam mu.
-
Mój pickup ma znak Chaosu na tylnej szybie, a mój motocykl jest znany jako mój
motocykl, więc jeśli jakiś skurwiel spojrzy na któryś z nich, zwłaszcza na mój
motocykl, wie, że lepiej, żeby zrobił sobie selfie, żeby zapamiętał, jak
wyglądał, zanim przerobiłem mu twarz.
–
Boże, podnieca mnie, kiedy jesteś twardzielem – jęknęłam, na wpół żartobliwie,
na wpół poważnie, jadąc ulicą Bev.
-
Mądrala.
-
Nie, serio.
-
Wyślij mi SMS-a, kiedy będziesz w drodze, Keekee – zażądał.
-
Załatwione, kochanie. Do zobaczenia później.
-
Ona. Chłopcy. Ty. I ja – stwierdził.
Przewróciłam
oczami i skręciłam na podjazd Bev.
-
Później – dokończył.
-
Później, Shep.
Usłyszałam,
jak włączyło się radio akurat na czas, żebym mogła wyłączyć samochód.
Odwróciłam
się, żeby złapać torebkę, butelkę i torbę z rzeczami, po które wyszłam po pracy
tego dnia, otworzyłam drzwi samochodu, wysunęłam się i ruszyłam w stronę
chodnika Bev.
Mieszkała
w parterowym domu z dwiema sypialniami w Englewood, blisko wspaniałych El
Tejado i Twin Dragon, jednych z najlepszych z południowej granicy i chińskiej
kuchni, jaką można dostać w Denver.
Było
też bardzo blisko do Ride.
To
była okolica, w której zawsze myślałam, że mieszkał Hound, jeden z tych domów prostych,
nie za starych, zdecydowanie nie nowych, na dużej działce, schludnych blisko
dobrego jedzenia... i Ride.
Bev
i Boz kupili ten dom razem i ostatecznie zaciekle się o niego pokłócili, kiedy ona
zdała sobie sprawę, że on się z nią nie pogodzi, mimo że to on zrobił źle, a ona
mu wybaczyła. On chciał mieszkać blisko Chaosu. Prawdopodobnie częściowo ona chciała
tego samego, ale przede wszystkim chciała, żeby ich życie zaczęło się tak, jak
wtedy, gdy wróciłby Boz.
Po
prostu nigdy nie wrócił.
Zastanawiałam
się, czy ona poprosi swojego agenta ubezpieczeniowego, żeby się do niej
wprowadził. Nie pamiętałam, ale sądziłam, że mieszkał w bungalowie w Platte
Park. Albo może w Washington Park. Jego dzieci były nastolatkami i mieszkały z
nim na pół z ich mamą. Prawdopodobnie chciałby zostać na miejscu.
Po
prostu nie mogłam sobie wyobrazić przeprowadzającej się Bev.
Otworzyła
drzwi, zanim do nich dotarłam, i uśmiechnęłam się szeroko.
Podniosłam
butelkę i oznajmiła - Sofia musujące
różowe wino, ponieważ Coppola jest świrem natury, facet ma talent do robienia
cholernie dobrego filmu i cholernie
dobrego wina, a my wykorzystujemy ten drugi talent, żeby uczcić zbliżające się
szczęście - opuściłam butelkę i podniosłam torbę - I psując niespodziankę,
najseksowniejsza piżamka w całym Denver, jadalne brokat do ciała, farba i krem do
masażu, ponieważ jeśli facet nie może tego znaleźć palcami, to my
doprowadzimy go tam ustami.
Bev
spojrzała na mnie przez otwarte drzwi przeciwsztormowe, zanim wybuchnęła
śmiechem.
Oznaczało
to, że weszłam, pocałowałam ją w roześmiany policzek i zrobiłam jedno i drugie
z uśmiechem.
Wzięła
ode mnie rzeczy.
Jakby
jej dom był moim domem, jak zawsze robiłam, gdy wbijałam się na jej miejscówkę,
rzuciłam torbę i kurtkę na jej kanapę, gdy weszłam do środka.
Poszła
prosto do kuchni i kiedy tam dotarłam, miała już głowę w lodówce. Wyszła z
butelką w celofanie i podniosła ją, a moją butelkę w drugiej ręce, i były
identyczne.
-
Wielkie umysły myślą podobnie! - krzyknęła.
-
Dziewczyno, powinnam była wziąć Ubera - powiedziałam jej.
-
Powinnyśmy były to zrobić nie w noc przed szkołą - odpowiedziała, wkładając
moją butelkę i trzymając swoją butelkę na zewnątrz, zaczynając zdejmować
celofan.
Na
wyjątkową noc, nawet jeśli nigdy tego nie robiłam (do wczoraj), dla Bev odwołałabym
pracę. Ponieważ jednak wczoraj, by mieć festiwal pieprzenia z Hound’em po moim
wyznaniu miłości (on świętował moją o wiele lepiej niż ja swoją), nie mogłam
tego zrobić.
Ale
mogłam pójść do pracy skacowana. Minęły lata, odkąd to zrobiłam. Właściwie, nie
sądziłam, że kiedykolwiek to zrobiłam, odkąd byłam w szkole.
Nadszedł
czas, aby dowiedzieć się, czy nadal miałam w sobie siłę, aby przetrwać kaca.
Najlepsze
w tym wszystkim było to, że gdybym się upiła, do tego czasu Bev dowiedziałby
się o Hound’zie i mógłby po mnie przyjechać.
Jeszcze
nie uprawialiśmy seksu po pijanemu.
Usunęłam
to na bok.
-
Uberowi nie będzie przeszkadzało, że zostawię
swój samochód na twoim podjeździe i tobie pewnie też nie. Powinnam była
przynieść dwie butelki - powiedziałam.
-
Zadzwonimy do Dutcha i powiemy mu, żeby przyniósł nam jeszcze jedną. Jestem
pewna, że czekanie na starsze panie, nawet
takie jak my, to część
obowiązków rekruta – odpowiedziała tuż przed wystrzeleniem
korka.
-
Sięgnę kieliszki – oznajmiłam i skierowałam się do jej szafki, w której je
trzymała.
-
Naleję – przerwała mi Bev, gdy odchodziłam - Zrobiłam jedną z tych desek
wędlin. Tad mnie tego nauczył i postanowiłam robić to przynajmniej pięć razy w
tygodniu. Wystarczy, że otworzysz kilka słoików i paczek różnych rodzajów
salami, pokroisz ser i voilà!
Kolacja! – skinęła głową w stronę lodówki - Idź po to.
Uśmiechnęłam
się do niej i skierowałam się do lodówki, wyciągając dużą drewnianą deskę
wypełnioną mięsami, serami, piklami i oliwkami, które tam miała. Bev
uporządkowała wino i pokroiła kilka kawałków kupionego w sklepie, ale świeżo
upieczonego chleba i usiadłyśmy przy jej przytulnym kuchennym stole, bo nie
miała jadalni i zwykle tam się rozsiadałyśmy, bo, jak wspomniałam, było przytulnie.
Było też bliżej lodówki, więc mogłyśmy trzymać nasze szampany w chłodzie.
Zajadałam
się.
Ona
nie tknęła jedzenia.
Wyciągnęła
czarną piżamkę z torby. Była zrobiona głównie z prześwitującej siateczki, która
łączyła się z piękną koronką wokół bardzo głębokiego dekoltu w kształcie litery
V na piersiach (co oznaczało, że sięgał aż do brzucha i otwierał się na całej
długości, ledwo zakrywając sutki), miał małe falbanki wzdłuż bioder i na
końcach rękawów trzy czwarte.
Byłyśmy
siostrami, więc nie miałam problemu z kupnem tego samego dla siebie, żeby
założyć go dla Hound’a. Tyle że, żeby nie było obrzydliwie, mój był czerwony.
-
Cholera, Keely, to jest piękne - powiedziała z szacunkiem, rozciągając
siateczkę, żeby zobaczyć jej kształt.
-
Kupię ci coś takiego białego na twój wielki dzień - powiedziałam jej - To teraz
jest dla zabawy.
Jej
ładne niebieskie oczy przesunęły się na mnie. Zmieniła się na przestrzeni lat,
jej piękno dziewczyny z sąsiedztwa przekształciło się w piękno kobiety, które
było gdzieś tam, ale nadal było pięknem, a ja obserwowałam, jak to robiła.
Ufarbowała
włosy niemal na dokładnie taki blond, jaki miała kiedyś, może odrobinę
ciemniejszy. Nadal nosiła je długie, z kokiem z tyłu i falującą grzywką, która
muskała jej rzęsy. Miała kilka zmarszczek wokół oczu, tak jak ja. Kilka wokół
ust, jak ja nie.
Prawdopodobnie
przytyła piętnaście, dwadzieścia funtów, odkąd włóczyliśmy się po Kompleksie w
postrzępionych, dżinsowych minispódniczkach lub obcisłych dżinsach z
rozcięciami na kolanach, albo, jeśli to była specjalna okazja, w obcisłych
spodniach z elastanu, które miały szerokie sznurówki po bokach odsłaniające
skórę, w połączeniu z koszulkami rozciętymi aż do piersi lub koszulkami tak
obcisłymi, że nie można było ich nie zauważyć, gdy dzień był zimny.
Ale
nawet wtedy wyglądała, jakby była w kostiumie.
Zawsze
wyglądała bardziej jak emerytowana cheerleaderka, obecna żona bankiera, która
robiła zakupy w Nordstrom i popijała wino, podczas gdy jej mąż pił szkocką,
oglądając Shark Tank w piątkowe
wieczory.
Albo
może żona agenta ubezpieczeniowego, która była tak szczęśliwa, że nosiła jego pierścionek, że to on wychodził i znosił
ślubne magazyny na swoją czterdziestoletnią-którąś kolejną szansę na miłość.
-
Powinnam była bardziej wspierać cię od początku - zaczęłam - Powinnam była
natychmiast pomóc ci zaplanować kurs na znalezienie szczęścia.
-
Powiedziałam mu, że skończyłam z Chaosem - oznajmiła.
Zagapiłam
się, a potem zrobiłam to, co Hound robił często.
Powolne
mrugnięcie.
-
Przepraszam? - zapytałam.
-
Myślałam, że zacznie płakać - powiedziała mi.
Zaczęły
mi się prostować plecy, a ona wyciągnęła do mnie rękę przez stół.
Moje
plecy zaczęły się prostować, a ona wyciągnęła do mnie rękę przez stół.
-
Nie tak - powiedziała szybko - On nie był taki. On wie wszystko o mojej
przeszłości w Klubie. O Bozie. Nie obchodzi go to. Nie ma w sobie ani krztyny
osądu. Ale prawdopodobnie wiedział lepiej ode mnie, że w ten żałosny sposób
trzymałam się życia, które tam miałam, aby trzymać się Boza. Kiedy
powiedziałam, że to koniec, wiedział, że skończyłam z Bozem.
Wyciągnęłam
rękę i wzięłam ją - To nie było żałosne.
-
To było żałosne.
-
Beverly…
-
On mnie zdradził, a potem sprawił, że
ja poczułam się, jakbym była
niewierna, bo nie chciałam tego zrozumieć. I wiesz co? To jest walnięte. Przez
lata kopałam się za robienie z tego wielkiej sprawy, ale on wsadził mojego kutasa do innej kobiety. Nie
byłam walnięta. Mógłby mi opowiadać o motocyklowym stylu życia aż do dnia
swojej śmierci - Odsunęła rękę od mojej, ale nie wzrok - Ale wiedziałam lepiej.
High wrócił do Millie i jest tak, jakby lata pomiędzy nimi nie miały miejsca.
Shy prawie zrezygnował z Klubu, żeby mieć Tab. Przysięgam na Boga, rozpływam
się za każdym razem, gdy Lanie wchodzi do pokoju, kiedy patrzę na sposób, w
jaki Hop na nią patrzy. A Naomi była cholerną dupodajką, a Tack mógł o tym
pomyśleć, ale ją zeskrobał, zanim się zabawił. Ale potem znalazł Tyrę i mężczyzna
przeszedł przez grad strzałów, żeby uratować jej życie. To nie jest styl życia.
To Boz.
Wzięła
łyk wina z kieliszka, odwracając wzrok na chwilę, po czym spojrzała na mnie.
A
kiedy to zrobiła, wstrzymałam oddech na widok tego, co zobaczyłam w jej oczach.
-
Myślę, że Tad przeszedłby dla mnie przez ogień – wyszeptała - Nigdy nie będzie musiał
tego zrobić, ale szczerze mówiąc, myślę, że by to zrobił, Keely. I myślałam o
tym od czasu naszej rozmowy telefonicznej i myślę, że dlatego powiedziałam
„tak”. Chyba jestem stuknięta, bo zaczęłam się zakochiwać w moim narzeczonym po
tym, jak mi się oświadczył.
-
A ja myślę, że wręcz wariuję z radości, że to się dla ciebie dzieje, kochanie –
odpowiedziałam cicho.
Uśmiechnęła
się do mnie.
Podniosłam
kieliszek między nami.
-
Za magię jadalnego brokatowego pyłu i rodzącą się miłość – wzniosłam toast.
-
Za gorące jak cholera piżamki czyniące cuda i najlepsze przyjaciółki na zawsze
– odwzajemniła toast.
Uśmiechnęliśmy
się do siebie jak idiotki. Potem stuknęłyśmy się i napiłyśmy.
Zanim
odłożyła kieliszek, krzyknęła - Kurczę! Zapomniałam o tych małych, eleganckich
nożykach. Trzymaj się mocno.
Pobiegła
do blatu.
Nie
potrzebowałam wymyślnego noża, żeby wepchnąć sobie do ust kawałek prosciutto i
udowodniłam to, robiąc to.
-
Okej, powiedziałam, że jestem poza tym - zaczęła, zanim odwróciła się z małymi
nożami do sera w dłoni - …ale stare nawyki, które nie są dokładnie stare,
ponieważ jeszcze nie odstawiłam alkoholu na zimno, są trudne do przełamania.
Innymi słowy, mówię o plotkach Chaosu. Więc o co chodziło, że tak potraktowałaś
Hound’a na pogrzebie tej starszej pani? Wszyscy o tym gadają.
Prawie
się zakrztusiłam prosciutto.
Bev
wsunęła się z powrotem na swoje miejsce i wbiła noże w ser, podczas gdy na mnie
patrzyła - Wszystko w porządku?
Uderzyłam
się w pierś, chwyciłam szklankę i wypchnęłam „Tak”, zanim wzięłam łyk.
-
Starsze panie są wkurzone, Keely - podzieliła się - Wszyscy wiedzą, że Hound ma
do ciebie słabość. Pojawisz się na pogrzebie i znikasz, nie dając mu uścisku? -
Zrobiła się ostrożna - To znaczy, wiem... cóż, chyba domyślam się, że chodzi o
cmentarze, i cóż, nikt ich nie lubi, ale ty masz więcej powodów, żeby tego nie
robić.
-
Bev…
-
Ale Elvira to widziała i się wkurzyła, i nakręciła Tyrę, Lanie, Tabby, a nawet
Carissę, która jest słodka jak cukier.
-
Elvira? - zapytałam.
-
Ona jest adoptowana przez Klub. Nie rozumiem tego. Była tą czarną kobietą
siedzącą na siedzeniach przy trumnie z tym gorącym czarnym facetem. Właśnie się
zaręczyli. On jest policjantem.
Chociaż
na pogrzebie myślałam (i patrzyłam) tylko na Hound’a i Jean i nie widziałam
żadnej czarnej kobiety z jej gorącym facetem, to znów mrugnęłam jak Hound, gdy
dowiedziałam się, że ktokolwiek, kto miał cokolwiek wspólnego z policjantem,
został adoptowany przez Chaos.
-
Ona to długa historia - dokończyła.
Zadałam
kolejne pytanie składające się z jednego słowa.
-
Carissa?
-
Starsza pani Jokera.
-
Ach - mruknęłam.
-
Millie cię broniła, według Lanie, ale one uważają, że z czasem pomiędzy -
wzruszyła ramionami nieswojo - …że powinnaś była... no cóż, mam na myśli, to
Hound. Iloma starymi żydowskimi kobietami się opiekował? Wszyscy byli
zaskoczeni, że ona w ogóle istniała. Myśleli, że mogłabyś to wessać i okazać mu
trochę miłości.
Okazywałam
mu trochę miłości, w porządku.
-
Bev, kochanie…
-
Nie chcę cię krytykować, ale też myślałam, że to trochę niefajne - kontynuowała
niepewnie.
-
Bev…
-
Nie chcę, żebyś myślała, że jestem suką, ale on zawsze cię wspierał.
-
Bev, pozwól mi mówić.
Zamknęła
się i spojrzała na mnie.
-
Okej, potrzebuję, żebyś się przygotowała. To znaczy, czekaj, siostro. Serio -
ostrzegłam.
Nadal
była zamknięta, ale teraz patrzyła na mnie intensywnie.
Cholera.
Okej.
Ona
by to zrozumiała. Byłaby po naszej stronie. Byłaby za wszystkim, co by mnie
uszczęśliwiło.
Po prostu zrób to,
Keely!
-
Hound i ja jesteśmy razem - oznajmiłam - Jesteśmy razem od kilku miesięcy.
Chłopcy wiedzą. Moi chłopcy, Dutch i Jagger. Mieliśmy trudny okres, kiedy Jean
umarła, naprawdę trudny. Myślę, że będziemy mieli jeszcze więcej trudnych
chwil, zanim to się skończy, ale nie tego rodzaju. On mnie kocha, a ja kocham
jego i jesteśmy temu oddani. Tak całkiem oddani.
On jest moją przyszłością. Ja jestem jego. On sprawia, że jestem
szczęśliwa. Stracił Jean i nie jestem
pewna, czy sobie z tym radzi, ale właśnie wróciliśmy do siebie i podjęliśmy decyzję, żeby
powiedzieć wszystkim, ujawnić się, więc pozwalam nam się z tym oswoić, zanim
zmierzę mu puls o Jean. Ale nie mówimy o tym Klubowi. Jeszcze nie. Tylko tobie.
I chłopakom. Są zachwyceni. I, cóż... ja też.
Po
prostu intensywnie się we mnie wpatrywała.
-
Naprawdę, Beverly – wyszeptałam - I to zły moment, rozumiem to, po tym, jak nie
wspierałam cię w podejmowaniu decyzji w życiu miłosnym, co do której nie byłam
pewna. Ale to było bardzo przez to, jak wybuchłaś płaczem i paplałaś o Bozie
przez piętnaście minut po tym, jak powiedziałaś mi, że powiedziałaś „tak” po oświadczynach
innego mężczyzny. Ja jestem całkowicie za Hound’em. Rozmawiałam z Blackiem. Nie
wiem, czy by zrozumiał, ale to nie ma znaczenia. Jestem zakochana w Hound’zie,
a on kocha mnie zaciekle, kotku. Tak cholernie zaciekle. I to wszystko, na co
teraz pozwalam.
Podobnie
jak Hound, kiedy powiedziałam mu, że go kocham, moja najlepsza przyjaciółka
siedziała tam nieruchomo i nic nie mówiąc.
-
Bev, naprawdę potrzebuję twojego wsparcia w tej sprawie. Bracia będą…
Nie
wydusiłam z siebie wszystkiego.
Podskoczyłam
na krześle, kiedy wydała okrzyk wojenny i wyskoczyła z krzesła. Wykonała skok
cheerleaderki z rozłożonymi ramionami i nogami pośrodku kuchni, a następnie
pół-podskakiwała, pół-podrygiwała w kółko, niemal jakby tańczyła taniec Indian
Ameryki Północnej, bez obraźliwego uderzania się dłonią w usta, ale z pewnością
wydając niezrozumiałe dźwięki czystej radości, zanim nagle zatrzymała się.
Odwróciła
się do mnie i wyciągnęła rękę, wskazując mnie palcem.
-
Wiedziałam! - krzyknęła. Podniosła
rękę i pchnęła nią, wskazując mnie palcem - Uwielbiam
to! - Wyciągnęła obie ręce przed siebie i klasnęła kilkakrotnie, wskazując
palcami prosto w górę - On jest tobą tak
zauroczony od tak dawna. I jest
takim dobrym facetem. Okej, jest trochę szalony. Może bardzo szalony. Ale nadal
jest takim dobrym facetem. To jest takie cholernie
NIESAMOWITE!
Krzyknęła
to ostatnie.
Otworzyłam
usta, żeby coś powiedzieć, uśmiech na mojej twarzy był tak duży, że aż bolał,
kiedy rzuciła się do stołu, a uśmiech szybko zniknął, kiedy znów podskoczyłam
na krześle po tym, jak uderzyła pięścią w stół, sprawiając, że wszystko na nim
zadrżało i zakołysało się. Właściwie, trzy oliwki stoczyły się z jej deski do
wędlin wraz z ogórkiem, taka była siła jej uderzenia.
-
Jeśli którykolwiek z tych skurwysynów
zrobi cokolwiek, żeby wam to utrudnić, to stracę
rozum – wrzasnęła - Ostatnią rzeczą, jaką dam Boz’owi, będzie oberwanie,
jeśli tylko pomyśli o zrobieniu gówna
z Hound’em w tej sprawie. Nawet stanę oko w oko z Tack’iem! – krzyknęła.
Ojej.
Biker-cheerleaderka
Beverly stanie do walki z Kane’em „Tack” Allenem, prezesem Chaos MC, który
zdobył swój tytuł, wykonując wyrok na ostatnim?
Cholera.
-
Bev, kotku…
-
Zmuszą go do podjęcia wyzwania i wiesz o tym, dziewczyno.
Wtedy
zamarłam.
-
A jeśli rzucą tym gównem – ciągnęła – …spalę Kompleks, do cholery.
Byłam
zachwycona jej ekscytacją. Absolutnie.
Ale
utknęłam na tym, co powiedziała.
Black
opowiedział mi wiele lat temu o rzucaniu wyzwania, kiedy Chew spał z byłą żoną
Cranka, a Crank zażądał od braci głosowania, chcąc, aby Chew stanął przed
wyzwaniem.
Bracia
nie zagłosowali za tym, aby tak się stało, bo po pierwsze, Crank był pieprzonym
dupkiem, a większość braci go nienawidziła i manewrowała, aby pozbyć się jego
tyłka. A po drugie, ponieważ Crank robiąc to Chew’owi udowodnił, jakim był pieprzonym
dupkiem (no cóż, częściowo), bo nie powinien był wzywać kogoś do zrobienia
czegoś tak ekstremalnego, aby zmusić brata do pokuty za spanie z kobietą, którą
sam zerwał.
Tak
legalnie.
To
on ją rzucił i wniósł pozew o rozwód. Mało tego, wygadywał śmieci na nią za
każdym razem, gdy była w okolicy w sposób, w jaki można by pomyśleć, że jej
nienawidził, więc ani Black, ani ja nigdy nie zrozumieliśmy, dlaczego tak się szedł
w zaparte co do tego, że Chew ją pieprzył.
-
Keely? - zawołała Bev.
Moje
oszołomione oczy powędrowały w jej stronę.
Opuściła
ramiona, wsunęła się na swoje miejsce.
-
Nie pomyślałaś o tym? - zapytała.
-
Wiedziałam, że nie będą... nie będą szczęśliwi i że Hound spotka się z tym
niezadowoleniem, ale... wyzwanie?
Bev
wciągnęła wargi i przygryzła je.
Nie
wiedziałam, czy kiedykolwiek rzucili komuś wyzwanie. Nie byłoby to coś, o czym
by gadano, gdyby podjęto taką decyzję. To byłoby tylko braci. Mogło się to
zdarzyć, gdy Klub zsuwał się w stronę piekielnej paszczy, jaką był Crank, i
desperacko walczył, by się wydostać, zanim wpadną w swobodny spadek. Wszystko
było wtedy szaleństwem.
Ale
wiedziałam, czym było wyzwanie.
Nie
prowadzili tego, o nie.
Wytrzymali,
albo, moim zdaniem, byli zmuszani to znosić, żeby móc zostać zmuszonym, by to wytrzymać.
Innymi
słowy, jeśli brat zrobił coś, za co pozostali bracia uważali, że powinien
pokutować, nie obrzucali go gównem przez dni, tygodnie, miesiące, każąc mu to
wszystko znosić, dopóki nie uznali, że poniósł karę.
Robili
swoje i to szybko.
Związywali
dominującą rękę tego brata za plecami i kazali mu walczyć z każdym z braci
przez pięć minut. Nie było pomiędzy walkami przerwy dla brata dokonującego
zadośćuczynienia. Gdy minęło pięć minut, następny brat wchodził od razu. Jeśli
upadł, podnosili go. Jeśli stracił przytomność, oblewali go wodą, aż odzyskał
świadomość lub przynajmniej stał, a potem znowu go atakowali.
Gdy
ostatni brat zadał ostatni cios, sprawa była załatwiona. Uznano, że
zadośćuczyniono. I wszystko zostało wybaczone, jeśli nie zapomniane.
-
Nie zrobiliby tego Hound’owi - powiedziałam cicho.
Bev
nie odpowiedziała.
-
Nie Hound. Nie zrobiliby tego Hound’owi.
W
końcu coś powiedziała.
To
było - Dziewczyno.
I
to było wszystko.
To
znaczyło, że myślała, że to zrobią.
Hound.
-
Nie zniosłabym, gdyby zrobili to Hound’owi. Nie Hound’owi. W ogóle nie. Ale na
pewno nie z mojego powodu - powiedziałam jej.
Pochyliła
się w moją stronę przez stół.
-
Nie rób tego - syknęła.
-
Beverly…
-
On to zrobi, wytrzyma i nie będzie się tym przejmował - oświadczyła.
Zrobi
to.
Zrobi
to i nie będzie się przejmował tym gównem.
Dla
mnie.
Mój
głos stawał się coraz wyższy - Nie obchodzi mnie to! Nie mogą tego zrobić Hound’owi,
bo Hound jest Hound’em.
-
A Black był Blackiem - powiedziała łagodnie.
-
I co? - warknęłam - Nie potrafią spojrzeć poza to i zobaczyć, że Hound jest
szczęśliwy? Ja jestem szczęśliwa To nie ma z nimi nic wspólnego, a oni nie mogą
udawać, że przez dzień lub dwa będą trochę się złościć, a potem się z tym
pogodzić?
Kąciki
jej ust uniosły się, ale powiedziała - Nie jestem pewna, czy którykolwiek z
tych facetów ma w sobie by odrobinę „złościć się”. Raczej różne poziomy gniewu
piekielnego, kiedy się wkurzą.
-
Cóż, oni po prostu mają to przezwyciężyć - warknęłam.
-
Keely...
-
Cholernie mogą – prychnęłam - Przysięgam na Chrystusa, Bev, jeśli wepchną mojego
faceta w to za nic innego, jak tylko zakochanie się we mnie, to skończę z
Klubem. Hound zostanie w nim. Dutch i Jag się dołączą. Ale ja wyjdę.
-
Keely – wyszeptała, jej niebieskie oczy były wielkie i przerażone.
-
I powiem to każdemu z nich, jeśli tylko pomyślą o tym, żeby kazać mu stanąć do
wyzwania.
-
Musisz trzymać się od tego z daleka i wiesz o tym, kochanie – poradziła
poważnie - To będzie sprawa bractwa.
-
Przepraszam? To, jakiego faceta wybiorę, żeby wbił we mnie swojego kutasa, to
sprawa bractwa? – zapytałam sarkastycznie - Cholernie nie sądzę.
-
Keely, wiesz, jak to jest.
-
Wiem, jak to nie zamierza być, a
mianowicie, że nie każą mojemu
facetowi podjąć wyzwania za to, że się we mnie zakochał. Nie po tym, co dał
Klubowi. Nie po tym, co dał Blackowi. Nie po tym, jak opiekował się moimi
chłopcami. Nie po tym, co zrobił dla mnie. Nie ma mowy. Nie ma, kurwa, mowy.
Z
tym, jednym pociągnięciem ręki, sięgnęłam po kieliszek do szampana, niemal
popełniając świętokradztwo, rozlewając trochę Sofii, zanim przyłożyłam go do
ust i połknęłam całą tę cholerę.
Kiedy
go odłożyłam, Bev już wstała, poszła do lodówki po butelkę.
Napełniła
mi kieliszek i postawiła butelkę na stole, patrząc na mnie.
-
Wiesz, że cię wspieram, kochanie - powiedziała cicho. - Wiesz też, że to nie
oznacza ni chuja.
-
Dzięki, Beverly. I byłabyś zaskoczona. Ci mężczyźni cię kochają. I wydaje mi
się, że z tego, co mówił mi Hound, mogą żyć swoim życiem i robić swoje, i nie
obchodzi ich, co myślą inni, ale obchodzi ich, co myślą bracia, a z tego, co
słyszałam, teraz obchodzi ich również, co myślą ich kobiety. I nadal jesteś
uważany za Boza, więc masz większą lojalność ze strony tego Klubu, niż sama myślisz.
Wyglądała,
jakby wpadła w dziwny trans.
Więc
zawołałam - Beverly.
Otrząsnęła
się i wróciła do pokoju, jej oczy były czyste, tak czyste, że były niemal ostre
i...
Kurwa.
Tańczące.
Podniosła
kieliszek i uniosła go w moją stronę - Masz rację, siostro. Miłość wisi w
powietrzu i pieprzyć to. Oni nie myślą, że spiknięcie się ma coś do
powiedzenia? Oni nie myślą, że nasze uczucia mają znaczenie? Nieważne. Będziemy
po prostu kontynuować, a na końcu będziemy szczęśliwe.
Zignorowałam
jej wcześniejszy wygląd, podniosłam swoj uzupełniony kieliszek i znów stuknęłyśmy
się.
Wypiła
cały swój.
Wypiłam
tylko połowę swojego.
Odstawiła
kieliszek na stół, chwyciła butelkę, zaczęła dolewać i powiedziała - Muszę
nadążać za moją dziewczyną.
Rzuciłem
jej uśmiech, który, mam nadzieję, nie był niepewny i odpowiedziałam - Abso-kurwa-lutnie.
*****
Na
koniec byłyśmy nawalone.
Więc
na koniec musiałam zadzwonić do Hounda, żeby mnie odebrał.
Również
na końcu prawie wybuchłam płaczem, kiedy Hound pojawił się w drzwiach Bev, a
ona rzuciła mu się na szyję, wcisnęła twarz w jego pierś i krzyknęła - Ty i
Keely! To mnie tak uszczęśliwia! - i rozpłakała się.
Udało
mi się nie wybuchnąć płaczem, kiedy ramiona Hounda powoli ją objęły, spojrzał
ponad jej głową i uniósł brwi, rzucając mi spojrzenie „Proszę, zabij mnie”.
Wtedy
musiałam powstrzymać się od śmiechu.
Nie
trzeba dodawać, że wsiadając do pickupa Hounda z Hound’em, pierwszy raz, kiedy
byłam w jego pickupie sama, pierwszy raz, kiedy jechałam obok niego bez
chłopaków, i kiedy dotarło do mnie, że nigdy nie siedziałam z tyłu jego
motocykla i nie mogłam, dopóki nie powiedzieliśmy braciom, zaczęłam nurkować w
swojej głowie.
To
znaczy nurkowałam w mojej głowie ze złością. Ponieważ Bev miała rację.
Ci
mężczyźni praktycznie czcili Blacka.
Więc
zmuszą Hound’a do pojęcia wyzwania, żeby mógł mnie mieć.
Byłam
tak zajęta tymi myślami, że nie zauważyłam, że nic nie mówiłam przez całą drogę
do domu.
Albo
przez całą drogę do moich drzwi wejściowych.
Albo
przez całą drogę do mojego pokoju.
Przez
to wszystko Hound podążał za mną.
-
Wszystko w porządku z tobą i Bev? - Hound zapytał ostrożnie, gdy oboje
weszliśmy do pokoju.
Rzuciłam
mu gniewne spojrzenie. Uniósł brwi. A ja ze złością podeszłam do torby z zakupami,
którą zostawiłam na fotelu, który wyglądał, jakby był pokryty kudłatą owczą
skórą, stojącym w części wypoczynkowej mojej ogromnej sypialni.
Odwrócona
do niego plecami, zdarłam z siebie ubrania, wszystkie. Następnie wyciągnęłam piżamkę
z torby, odgryzłam metki zębami i uformowałam ją na sobie, dopasowując do moich
cycków nie tak obfitych jak u Bev, aby je trochę unieść i ścisnąć. Odwróciłam
się do Hounda, uderzyłam rękami w biodra, a potem wystawiłam jedną, i zapytałam
- No i?
To
dało mi nowy wygląd mojego nowego, ekspresyjnego Hounda. Taki, który z jednej
strony mówił, że bardzo chciał rozwalić sobie brzuch ze śmiechu, że właśnie
wściekle wślizgnęłam się w piżamkę, jednocześnie zastanawiając się, jak bardzo
bym się wkurzyła, gdyby zdarł mi tą nową piżamkę z ciała.
To
był cholernie niesamowity wygląd.
-
Podoba ci się? - zapytałam, gdy nic nie powiedział.
-
Nie jestem pewien, jak w jednej chwili mogę się martwić, że wdałaś się w to ze
swoją przyjaciółką, a w następnej minucie jestem tak twardy, że myślę, że mój
kutas pęknie na pół w tym samym czasie, kiedy chcę się śmiać na cały głos, bo
jesteś tak cholernie słodka. Więc tak, podoba mi się, ale odpowiedz mi. Ty i
Bev jesteście okej?
-
Po pierwsze… - wymachnęłam ręką wzdłuż przodu, jakbym była modelką zwracającą
uwagę na błyszczący samochód na podium na wystawie samochodowej - wszystkiego
najlepszego dzień po tym, jak powiedziałam ci, że cię kocham.
To
dało mi kolejny nowy wygląd Hounda. Taki, który powiedział, że uważał mnie za
cholernie słodką i kochał mnie... zaciekle.
Musiałam
to zignorować, żeby móc trzymać się tematu i powiedzieć to, co miałam do
powiedzenia.
-
Po drugie, jeśli bracia każą ci stanąć przed wyzwaniem, skończę z Chaosem –
pochyliłam się ku niemu dramatycznie – …na
zawsze.
Jego
twarz złagodniała, otwarcie wyrażając zrozumienie.
-
Widzę, że starsze panie zebrały się i podkręciły się – mruknął.
-
Mówię bardzo poważnie, Shep – ostrzegłam.
-
Mała, klęknij na skraju łóżka. Teraz.
To
trochę mnie uspokoiło, głównie dlatego, że nie można się złościć, gdy jest się
w trakcie mini-orgazmu.
Podeszłam
do łóżka i zrobiłam, co mi kazano.
Hound
nie tracił czasu, stając przede mną.
Nie
tracił też czasu na wprowadzanie nowych poprawek w dekolcie mojego stroju,
przesuwając go po moich sutkach, by je odsłonić, ruchem, który był tak
przyjemny, że moje usta się rozchyliły, a ja poczułam przypływ gorąca między
nogami. Następnie położył dłonie na dolnej stronie moich piersi i wepchnął je
do góry i do środka.
-
Lepiej – mruknął.
-
Hound.
Jego
spojrzenie przesunęło się z moich cycków do moich oczu, ale ręce trzymał tam,
gdzie były.
-
Mogą mnie do tego zmusić – wyszeptał.
Dreszcz
strachu przeszedł przeze mnie i położyłam ręce na jego brzuchu.
-
Kochanie – odszepnęłam.
-
I zrobię to. Żeby mieć ciebie i moich braci, zrobię wszystko, ale Keekee – jego
kciuki przesunęły się po moich sutkach, a moje usta znów się rozchyliły, gdy
wpadłam w jego dłonie – podsumowując, jak w końcu cię mam, zrobię wszystko, co
trzeba, żeby cię zatrzymać.
Przesunęłam
dłoń po jego klatce piersiowej i zgadłam - Wiedziałeś, że to możliwe.
-
Tak.
-
To niesprawiedliwe.
-
Tak to już jest.
-
To niesprawiedliwe – naciskałam.
-
Chodzi o to, ile jesteś dla mnie warta – odpowiedział, a ja wtuliłam się
głębiej w jego dłonie - Prawie tego chcę, Keekee. Tej szansy, żeby im pokazać,
gdzie jestem z tobą. Żeby pokazać Blackowi, że na ciebie zasługuję. Jak oni
zdecydują, że tak będzie, że dam z siebie wszystko.
Zacisnęłam
palce wokół jego szyi - Ale co, jeśli tego nie chcę?
-
Wiesz, jakim jestem mężczyzną, jakimi oni są mężczyznami, co to jest i jak to
musi być - Opuścił głowę, żeby oprzeć czoło o moje - To będzie ich ostatni akt
lojalności wobec Blacka. Oni też muszą cię oddać, Keely. Muszą mi cię oddać.
Jeśli nie znajdą w sobie tego, żeby to zrobić bez wywoływania u mnie
krwawienia, to ja też im to oddam.
Boże,
jak on kochał swoich braci.
I
rany, jak on kochał mnie.
-
To mi się nie podoba.
-
Nie podejrzewałbym, że chciałabyś, żeby twój facet został pobity do gówna –
powiedział z rozbawieniem, podnosząc głowę.
-
Wiem, że to po prostu kolejny dzień w twoim życiu, w twoim świecie, bierzesz to,
jak to przychodzi – powiedziałam mu, ściskając jego szyję - Ale chcę, żebyś to
zrozumiał, nie podoba mi się to.
-
Potrzebuję cię u mojego boku przy pieczeniu prosiaka – odparł - Potrzebuję cię
z tyłu mojego motocykla podczas naszych przejażdżek. Muszę cię pieprzyć w moim
łóżku w Kompleksie. Potrzebuję cię w Chaosie ze mną, Keekee. Odnotowałem, że
nie podoba ci się, że to się może zdarzyć. Ale nie chcę, żebyś wycofywała się z
Chaosu, bo twój facet jest Chaosem, a żeby być u mojego boku, chcę, żebyś była
częścią wszystkiego, co mnie tworzy.
Kurwa,
musiałam mu to przyznać.
-
Okej – mruknęłam - Ale nadal mi się to nie podoba.
Jedna
z jego dłoni przesunęła się z mojej piersi w dół po żebrach, brzuchu, pochylił
się, żeby móc obrysować zewnętrzną część piżamki między moimi nogami, a potem
odsunął go na bok i wsunął jeden palec do środka.
No
i masz.
Hound
znalazł skuteczny sposób na zakończenie rozmowy, którą skończył.
Wygięłam
się w jego klatce piersiowej, wydychając - Kochanie.
-
Kurwa, nie wiem, jak cię w tym pieprzyć, skoro nie chcę odrywać oczu od ciebie
- warknął, wysuwając palec, a potem wysuwając go i wchodząc z powrotem z dwoma.
Owinęłam
obie ręce wokół jego szyi i trzymałam.
-
Użyj mojej szyi, żeby odchylić się, mała, chcę zobaczyć, jak w tej rzeczy
bierzesz moje palce.
Zrobiłam,
jak mi kazano.
Jego
oczy przesunęły się po mnie i zostały między moimi nogami.
Rozsunęłam
uda szerzej.
-
Jezu, tak cholernie ślisko. Jestem grubo pokryty, a ty wciąż spływasz mi po
nadgarstku.
Jęknęłam.
Spojrzał
mi w twarz - Dasz mi prezent na dzień po tym, jak powiedziałaś, że mnie
kochasz?
Cholernie
miałam dać.
-
Absolutnie.
Uśmiechnął
się.
To
było drapieżne, dzikie.
Moje
biodra szarpnęły się na jego palcach.
-
Jedź na nich, Keekee - warknął.
Ujeżdżałam
jego palce w moich spodenkach, moje piersi były odsłonięte, podniesione przez
ciasną koronkę i siateczkę, a Hound obserwował mnie i kontynuował to, aż
wybuchłam dla niego, krzycząc, szarpiąc się na jego palcach, jednocześnie
wcierając się w kciuk, którego używał do pocierania mojej łechtaczki.
Ledwo
się otrząsnęłam, gdy szarpnął materiał ciasno między moje nogi. Jęknęłam, gdy
mocno ciągnął się po mojej łechtaczce. A potem zostałam odwrócona, przyciśnięta
policzkiem do kołdry, moje uda były bardziej rozwarte, moje kolana wciąż na
skraju łóżka, a Hound był we mnie.
-
Kocham cię, skarbie - wyszeptałam.
Ponownie
pociągnął za materiał, tym razem z tyłu, sprawiając, że podjechał między moje fałdy.
Tak.
-
Tak - mruknął.
-
Pieprz mnie, kochanie - błagałam, uderzając z powrotem w jego pchnięcia. Palce
Hounda chwyciły materiał z przodu między moimi nogami i naprężyły spodenki na
mojej łechtaczce, a potem kontynuował, biorąc mnie od tyłu.
-
Tak – mruknął.
Opadłam
na swoje ręce, a on wskoczył na mnie, klatką piersiową do moich pleców, jedną
ręką rytmicznie szarpiąc mocno za materiał, drugą ręką zakrywając mojego cycka
i ciągnąc za mój sutek, kiedy jego kutas walił.
Zabrał
mnie tam ponownie i wyprostował się tylko po to, by wbić dwa mokre palce w mój
tyłek, a potem znowu mnie tam zabrał.
Dopiero
wtedy poszedł tam ze mną, stłumiony grzmot jego ryku, gdy strzelał głęboko,
sprawił, że cała zadrżałam, wciąż będąc przed nim na rękach i kolanach.
Nie
mógł się otrząsnąć, gdy się wycofał, przewrócił mnie na plecy i oparł się o
rękę obok mnie w łóżku, mając ramię wyprostowane, drugą ręką zakrywając miejsce
między moimi nogami.
-
Jesteś nadal pijana? - zapytał.
-
Trochę - odpowiedziałam.
-
Chcę, żeby moja sperma była w każdej części ciebie, która może ją przyjąć dziś w
nocy, Keely.
Nie
musiałam być pijana, żeby to zaakceptować. Wyciągnęłam rękę, by owinąć palce
wokół jego szyi i użyłam jego solidnej siły, by ściągnąć mnie z łóżka, tak bym
mogła przysunąć twarz do jego twarzy.
-
To daj mi to, Hound.
Jego
warczący pomruk zabrzmiał i nie przestawał, nawet gdy mnie całował.
Wtedy
właśnie zrealizował swój plan.
Następnego
dnia poszłam do pracy z lekkim kacem, wciąż czując kutasa mojego faceta w tyłku
i w cipce.
I
dowiedziałam się, na szczęście, że nadal mogę rozwalać życie, a potem przejść
do następnego dnia i wykonać moją pracę.
Dzięki:)
OdpowiedzUsuń