wtorek, 10 grudnia 2024

7 - Pionki

 

ROZDZIAŁ 7

Pionki

 

Budzik w zegarku Hound’a zadzwonił, a on otworzył oczy, widząc i czując nagą Keely owiniętą na nim.

Kurwa.

Ich taniec trwał prawie dwa miesiące, a ona ani razu nie została na noc.

Ale wczoraj wieczorem chciała, żeby wszedł jej w tyłek, a on poczuł się kreatywny. W ciągu ostatnich tygodni zadowalali się mniejszą ilością seksu (ale nie był on mniej dobry, zawsze był spektakularny), a większą ilością przytulania i rozmów do poduszek, więc wczoraj wieczorem przeszli samych siebie.

Pamiętał swój ostatni orgazm.

Nie pamiętał, jak stracił przytomność.

Miał szczęście, że to nie był weekend. Teraz w weekendy miał problemy z nakłonieniem Keely do powrotu do domu. Nie musiała iść do pracy, a Jagger nie musiał iść do szkoły, więc nie pojawiał się na śniadaniu, co oznaczało, że nie miała powodu iść i nie chciała.

Ale teraz miała powód, żeby iść, wrócić do domu, przygotować się do pracy, ale przede wszystkim odejść z mieszkania Hound’a, żeby mógł zająć się Jean.

Wkurzył się przez to z wielu powodów.

Najważniejszy z nich był taki, że odleciał, więc nie był świadomy, by cieszyć się pierwszym razem, kiedy Keely spędziła z nim całą noc.

Równie ważne było to, że byli w sytuacji, kiedy musiał ją zmusić, żeby w ogóle wyciągnęła stąd swój tyłek.

Gdzieś tam, w innym świecie nie byliby dla siebie niczym innym, jak członkami alternatywnej rodziny.

W jego mieszkaniu byliby motocyklistą i starszą panią.

I tak jak obawiał się Hound, posiadanie wszystkiego i brak tego wszystkiego wpijało mu pod skórę jak kleszcz, wgryzając się i wysysając jego duszę.

Hound sięgnął po budzik.

Keely poruszyła się.

- Cholera, jest szósta? - zapytała jego budzik.

- Musisz dźwignąć tyłek, mała.

- Gówno! - warknęła - Jest szósta!

Zrzuciła kołdrę, która była tylko na jej nogach i przetoczyła się po nim, by położyć stopy na podłodze z boku łóżka.

Poruszając się wolniej, Hound podążył za nią.

Poszła do łazienki.

Sięgnął po swoje majtki.

Miał je na sobie i zakładał dżinsy, kiedy ona wbiegła i zaczęła szarpać swoje ubrania.

- Jak Jag będzie w domu, zanim tam dotrzesz, co mu powiesz? - zapytał Hound z ciekawością.

- Biorąc pod uwagę, że będę musiała iść do pracy nieumyta i z włosami do bani, to nie jest to teraz mój największy problem – odpowiedziała - Ale to też nie jest tak, jak było wtedy, gdy włożył nos tam, gdzie nie powinien i zobaczyłam, jak wymachiwał moim wibratorem, mówiąc, że to miecz świetlny. Nie ma już sześciu lat. Jeśli jeszcze nie zorientował się, że mamusia od czasu do czasu musi uprawiać seks, to czas, żeby się nauczył.

Dutch był starszy i poza tym, że w wieku czternastu lat otarł się o pieprzenie, od chwili, gdy mógł, stawał w obronie mamy i brata.

Jagger, dziecko, nie był specjalnie rozpieszczony, ale też nie do końca zdawał sobie sprawę z faktu, że jego matka nie istniała wyłącznie po to, by uczynić jego życie złotym.

Przykładem był ostatni raz, gdy Jag zorientował się, że jego mama uprawia seks i tego nie lubił.

Innym przykładem było przychodzenie do niej, żeby robiła mu śniadanie przed szkołą każdego ranka, nawet jak już miał dziewiętnaście lat i zasadniczo mieszkał gdzie indziej.

- Musimy być ostrożniejsi, Keekee - powiedział, sięgając po koszulkę i prostując się, by ją założyć.

- Musisz być mniej zajebisty ze swoim kutasem, Shep - odpaliła.

Zsunął koszulkę na brzuch i uśmiechnął się do niej.

Rzuciła mu fałszywie wkurzone spojrzenie i zapięła stanik z przodu, zanim przekręciła go do tyłu.

Założyła resztę ubrań. On włożył skarpetki i buty.

Ona wzięła kurtkę i torebkę z salonu, a on odprowadził ją do samochodu.

Nie mieli czasu, żeby się całować mocno, więc pocałował ją szybko, zamknął drzwi, gdy się usadziła, a potem wyszedł na chodnik.

Ale spóźniał się do Jean, a Jean by się martwiła, więc zamiast patrzeć, jak odjeżdżała, jak zawsze to robił, ruszył prosto ścieżką do budynku i przez cały czas udawał luz.

Jednak gdy miał już dotrzeć do budynku, zaczął truchtać.

W budynku pokonywał po trzy stopnie na raz.

Wszedł do mieszkania Jean i gdy już miał dojść do drzwi jej sypialni, zawołała - Wszystko w porządku, Shepherd?

Wypchnął - Wszystko w porządku.

Zajęli się swoimi sprawami. Poprzedniego dnia wzięła prysznic i nie chciała, żeby robił to codziennie, więc chodziło o toaletę, mycie zębów, ścielenie łóżka i ubranie jej przed śniadaniem.

Kończyli to, gdy ktoś zaczął walić w drzwi.

Nie pukać.

Walić.

Wykręcił szyję i zmrużył oczy, czując, jak jego szczęki się zaciskają, gdy Jean mruknęła - Co u licha?

- Zostań tutaj. Dowiem się – warknął.

Pozostawił ją opartą o balkonik przy łóżku i podszedł do drugiego pokoju.

Przez cały czas, gdy to robił, walenie nie ustawało. Kiedy spojrzał przez wizjer i zobaczył to, co zobaczył, jego wzrok eksplodował iskrami furii.

Otworzył drzwi, szarpnął je i natychmiast ruszył, by odepchnąć wyraźnie wściekłą Keely.

Ale słysząc dźwięk zamków, była gotowa ruszyć na niego, z rękami na jego piersi, mocno pchając.

Wcisnęła się, wpychając go ze sobą, krzycząc - Kogo tu masz, Hound? Kto jest twoim skokiem w bok, który oznacza, że ​​przychodzę do ciebie, gdy ją załatwisz, a potem pozbywasz się mnie, żebyś mógł wrócić? Kto, Hound? Kim jest ta suka?

- To chyba ja.

Hound wciągał powietrze, żeby nie zemdleć ze złości, a ten wysiłek nie pomógł, gdy on i Keely odwrócili się i zobaczyli Jean w kapciach i szlafroku, która szła z balkonikiem wzdłuż korytarza od swojej sypialni.

- Cholera - szepnęła Keely.

- Jak Shepherd dobrze wie, nie pozwalam na wulgaryzmy w moim domu, więc jeśli się powstrzymasz, będę wdzięczna - oświadczyła Jean.

Keely nic nie powiedziała.

Hound nadal wkładał wysiłek, żeby nie zrobić ani nie powiedzieć czegoś, czego mógłby żałować, a to wymagało tyle, że nie mógł nic zrobić, więc milczał.

Jean zatrzymała się przy wejściu do korytarza - Ty jesteś Keely, jak zakładam?

- Tak - odpowiedziała Keely.

- Jestem Jean Gruenberg. Jak widać, jestem sąsiadką Shepherda. Jesteśmy przyjaciółmi. Bliskimi przyjaciółmi.

- Emm, Shep i ja jesteśmy, um... też bliskimi przyjaciółmi - powiedziała Keely.

- Wiem.

- Nie powiedział mi o tobie - powiedziała Keely Jean.

- Zaczynam to rozumieć.

Wtedy Keely spojrzała na Hound’a i mógł być nadal wkurzony na nią jak cholera, ale wyraz jej twarzy mówił, że ona już na niego nie była.

Wyraz jej twarzy mówił zupełnie o czymś innym.

I ten wyraz przeciął mu wnętrzności na wylot.

- Nie powiedziałeś mi o Jean - wyszeptała.

Gówno.

- Keel…

Nie powiedział nic więcej, gdy jej głowa szarpnęła się w stronę Jean, a ona wyjąkała - P-przepraszam. Bardzo, bardzo, bardzo przepraszam. To było niegrzeczne. Niesamowicie niegrzeczne. Bardzo mi przykro.

- Twoje przeprosiny są przyjęte, kochanie – powiedziała ostrożnie Jean, uważnie obserwując Keely.

Hound położył dłoń na jej ramieniu, ale ona odsunęła to ramię, przechylając się na bok i patrząc na niego - Ja, cóż, oczywiście, powinnam iść. Przepraszam.

- Mała – spróbował ponownie.

- Muszę iść do pracy, a ty musisz...

Ruszył w jej stronę, ale ona szybko cofnęła się do drzwi, wciąż mówiąc.

- Muszę iść do pracy – powtórzyła. Z ręką na klamce spojrzała ponownie na Jean - Okropny sposób, ale cóż... miło było cię poznać. Życzę miłego dnia.

Powiedziawszy to, otworzyła drzwi i wyleciała.

Hound znów się wściekł. Ponieważ utknął tu, z połową głowy z jedną kobietą, a połową głowy chcącą biec za drugą.

- Motek - zawołała Jean i jego spojrzenie przesunęło się na nią – Obawiam się, że jeśli za nią nie pobiegniesz, będzie to bardzo poważny błąd.

To było wszystko, czego potrzebował.

- Zaraz wrócę – powiedział jej, po czym gwałtownie otworzył drzwi i pobiegł korytarzem.

Keely usadzała się ponownie w swoim samochodzie, gdy dotarł do drzwi kierowcy.

Wciąż się pakowała za kierownicę, ale on położył rękę na górze drzwi, żeby utrzymać je otwarte.

Nawet nie próbowała ich zamknąć.

Po prostu wpatrywała się w kierownicę.

– Musisz iść na górę i zaopiekować się Jean, Hound.

– Spójrz na mnie, Keely.

Jej oczy powędrowały prosto na jego – Ja rozumiem.

– Nie jestem pewien, czy rozumiesz.

– Rozumiem. Mam tyle, ile pozwolisz mi mieć.

Ona miała tyle, ile on pozwolił jej mieć?

- Jak powiedziałem - warknął - …nie jestem pewien, czy to rozumiesz.

- Myślę, że może powinniśmy zrobić sobie przerwę dziś wieczorem. To było intensywne.

O nie, nie robiła tego.

Pochylił się do samochodu i przysunął się twarzą do jej twarzy - O nie. Kurwa, nie, Keely. Nie możesz tego zrobić. Twój tyłek jest tu dziś wieczorem o ósmej, a jeśli nie, to go znajdę i przywlekę tutaj.

- Hound…

- Ósma – wycedził, cofnął się i zatrzasnął jej drzwi.

Obszedł jej maskę, przebiegł chodnik, wszedł w drzwi i wbiegł po schodach.

Wszedł prosto do mieszkania Jean i zastał ją w fotelu.

Wyglądała na zaskoczoną.

I zmartwioną.

- Wróciłeś znacznie szybciej, niż myślałam – zauważyła ostrożnie.

- Ona potrzebuje czasu, żeby uporządkować myśli - stwierdził, idąc do kuchni, żeby zacząć robić śniadanie.

- Mogę zapytać, dlaczego jej o mnie nie powiedziałeś?

- Ponieważ nie jesteś jej sprawą.

- Teraz mogę zapytać, dlaczego tak jest?

Podszedł z powrotem do jej fotela i spojrzał na nią.

Kiedy jej się przyjrzał, dał jej to.

- Ponieważ jesteś moja. I jesteś ważna. Poza moimi braćmi i nią, jesteś najlepszą rzeczą, jaką dostałem w życiu. Ona ukrywa przede mną coś ważnego. Mam w dupie to, czy to jest niedojrzałe i podłe, ja ukrywam przed nią coś ważnego. Ciebie.

- Pozwolę, żeby to słowo na D przeszło, skoro jesteś taki zdenerwowany - mruknęła - I oczywiście, to było słodkie, nawet jeśli myślę, że teraz rozumiesz, że to było dość lekkomyślne.

- Ona cię nie ma - warknął Hound.

- A ja cię kocham, mój przystojniaku - wyszeptała - Ale czy przyszło ci do głowy, że trzymanie jej z dala ode mnie oznacza trzymanie mnie z dala od niej?

- Co ty mówisz?

- Choć to niewiele mówi dobrego o jej wychowaniu, że waliła w drzwi i wdzierała się do środka w taki sposób, biorąc pod uwagę, że myślała, że ​​spotykasz się z inną kobietą, muszę przyznać, że to zrozumiałe. Po tym, jak zdała sobie sprawę, że się myliła, była bardzo wyrozumiała.

- Może nie powinniśmy wdawać się w słowne przepychanki - zasugerował.

- A może, kochanie, musisz zacząć zwracać większą uwagę, bo kiedy stała się taktowna, stało się jasne, że została bardzo zraniona.

- Jeśli na siłę wkroczy w część mojego życia, o której decyduję, niezależnie od tego, czy należy do niej, czy nie, nie może czuć się zraniona.

- Nie możesz nikomu, zwłaszcza kobiecie, mówić, co może czuć.

- Dzisiaj wieczorem, kiedy przyjdzie, skoro tajemnica co do ciebie została odkryta, Jean, możesz przyjść i mnie przypilnować.

– Obawiam się, że to byłby błąd, Shepherd.

- To kolejna część świata, w którym żyję i ona żyje, której ty nie rozumiesz - podzielił się - Ale ona to rozumie.

Jej oczy stały się skupione - Mam nadzieję, że nigdy, przenigdy nie włożysz wysiłku, żeby znaleźć gdzieś w swoim sercu, nawet jeśli to najmniejsze miejsce, by spróbować zrozumieć, co czują ci, których kochasz. Mam taką nadzieję, Shepherd. Bardzo, bardzo głęboką.

Skończył.

- Chcesz śniadanie? - zapytał.

Przyglądała mu się przez chwilę, zanim skinęła głową.

Hound powędrował do jej kuchni.

Jean nie odpuszczała.

- Jest bardzo piękna.

- Tak, jest - powiedział do wnętrza jej lodówki.

- Miałeś rację kilka tygodni temu, że ona wie, że jesteś jej.

- Tak, wie -zgodził się Hound, kładąc karton z jajkami na blacie.

- Obawiam się, że nie rozumiesz, motek, że ona również jest twoja.

Nie była.

Nigdy nie będzie.

Miał jej cipkę, gotowanie, uśmiechy i czas.

Ale gdyby miał ją, wskoczyłaby na tył jego motocykla szybciej, niż zdążyłby wypowiedzieć jej imię.

Nie była jego.

Była Blacka.

I zawsze będzie.

*****

Około południa Hound wrócił wcześniej do Jean, bo rano ją nakarmił i posprzątał, ale był w nastroju, w którym nie chciał się przy niej kręcić.

Więc tego nie zrobił.

Ale teraz był spokojniejszy.

Nie z powodu tego, co zrobiła Keely.

Z powodu zrozumienia, co wiedziała Jean, bo przez całe życie znała jednego motocyklistę, jego. A teraz całe jej życie to głównie jej mieszkanie, więc nigdy go nie dostanie. Ale ona go kochała, a on musiał mieć więcej cierpliwości do niej i nie znosić gówna, które się z nią dzieje, gdy Keely ją atakuje.

Zapukał do jej drzwi, jak zwykle, żeby dać jej znać, że jest na zewnątrz, po czym wszedł.

Siedziała nieruchoma na fotelu z brodą przy szyi.

Powietrze uleciało mu z płuc i poczuł, jakby ktoś uderzył go pięścią w brzuch, więc musiał zmusić się, by wydusić - Jean?

Nie poruszyła się.

Mogła się zdrzemnąć, a on mógłby ją obudzić, gdy otwierał drzwi.

Ale on budził, gdy otworzył drzwi.

Ostrożnie ruszył w jej stronę, czując, że skóra zaczęła go swędzieć.

- Jean! - zawołał ostro.

Szarpnęła się i podniosła głowę.

Hound poczuł taką ulgę, że cofnął się o krok, gdy przełknął uczucie, które podeszło mu do gardła.

Mrugnęła do telewizora, zanim odwróciła się, by na niego spojrzeć - Shepherd, kochanie. Jesteś wcześniej.

Podszedł do niej, pochylił się i pocałował ją w czoło.

Odsunął się i powiedział - Byłem wcześniej zdenerwowany. Wyszedłem. Nie miałem czasu z Jean Robaczkiem.

– Rekompensuję to – powiedziała z uśmiechem.

- Jak nie dostanę mojej codziennej dawki Prawa i Porządku, mogę przestać oddychać.

Jej uśmiech stał się szerszy.

Rozejrzał się dookoła i zapytał - Potrzebujesz czegoś?

- Skoro już tu jesteś, możemy iść do łazienki?

- Masz to – mruknął.

Zrobili to.

Obejrzeli Prawo i Porządek z odrobiną Sędzi Judy wymieszaną z odrobiną zabawy i śmiechu, a on zrobił jej lunch.

Hound został dłużej niż zwykle.

Powinien wyjść na ulicę.

Musiał wykonywać swoją pracę dla swojego Klubu, żeby mogli odetchnąć z ulgą.

Ale został z Jean.

Benito Valenzuela i Camilla Turnbull niestety nigdzie się nie wybierali.

Ten strach wcześniej, kiedy spała w fotelu…

Musiał spędzić trochę czasu z Jean.

*****

Tej nocy nie zaczęło się dobrze.

To dlatego, że o ósmej zero trzy rozległo się pukanie do drzwi, a nie napisała Hound’owi, że przyjechała do niego i że musi zejść i ją zabrać.

Podszedł do drzwi i przez wizjer zobaczył Keely na zewnątrz.

Otworzył więc drzwi szybko i z taką siłą, że cudem było, że nie wypadły z zawiasów.

- Co mówiłem o…? - zaczął warczeć.

Ale ona wbiegła do środka i powiedziała - Proszę, pozwól mi zacząć.

Miał zamiar trzasnąć drzwiami.

Ale ponieważ zostawił Jean śpiącą, usłyszałaby to i to by ją obudziło, zamknął je cicho, przekręcił zamki, odwrócił się do Keely, skrzyżował ramiona na piersi i się nie ruszył.

- To było złe. Było... było błędne – zaczęła.

- No jasne, że było - zgodził się ze złością.

- Proszę, Hound, pozwól mi powiedzieć, co mam do powiedzenia.

Zamknął usta.

- Wiem, że... Wiem, że... - Odchrząknęła - Wiem, że jako facet przekroczyłeś granice. Nie do przyjęcia. Wiem to. Wiem, że przy tym, co... eee, mamy, to też przekroczyło granice.

Kiedy otworzył usta, żeby przemówić, ona pospieszyła.

- Ale ty zawsze patrzysz, jak odjeżdżam. Zawsze. Dziś rano, był poranek. Nie wtedy, kiedy zwykle odjeżdżam. I to było po prostu dziwne, że ty, mam na myśli, motocyklista nie trzymasz się reguł. Chłopcy Chaosu nie robią takich rzeczy. Robią to, co robią. Są tam, gdzie są. Więc ty nigdy... - Przerwała i zaczęła od nowa. - Po ósmej każdej nocy, jak w zegarku. To było dziwne. A potem ty nie... no cóż, nie miałeś nic przeciwko temu, że szłam. Nigdy mnie nie prosiłeś, żebym została na noc. Nic się nie stało, że poszłam, a często to ty przypominałeś mi, że czas iść, i po prostu... wbiłam to sobie do głowy...

Pokręciła głową, wzięła głęboki oddech i mówiła dalej.

- Zgodziliśmy się, że nie ma nikogo innego, a ja wbiłam sobie do głowy, że tego nie uszanujesz i działałam zgodnie z tym, i naruszyłam twoją prywatność z Jean, i przepraszam, Hound. Naprawdę mi przykro. To było nie na miejscu, byłam niegrzeczna w domu Jean i po prostu... proszę, kochanie, naprawdę, naprawdę mi przykro.

- Myślisz, że kiedykolwiek zrobiłbym ci coś takiego?

- Nie - powiedziała cicho.

- Dziś rano myślałaś, że robię ci coś takiego - przypomniał jej.

- Myliłam się dziś rano - odpowiedziała - Po prostu... patrzysz, jak odjeżdżam, Hound. I to, co mamy, jest intensywne, a tobie nie przeszkadza, że wychodzę w środku nocy? - Pokręciła głową - Po prostu się nakręciłam. Nie wiedziałam, że opiekujesz się swoją starszą sąsiadką. Skąd mogłam to wiedzieć?

Musiał jej to przyznać.

Ale musiał też podkreślić ten punkt.

- Nigdy bym ci tego nie zrobił, Keely.

- Wiem - wyszeptała.

Spojrzał jej w oczy.

Teraz już wiedziała.

Więc odpuścił.

- Skąd wiedziałaś, że jestem w tym mieszkaniu? Podkradłaś się za mną? - zapytał.

- Nie - Pokręciła głową - Nie patrzyłeś, jak odjeżdżam, więc nie pojechałam. Patrzyłam, jak wchodzisz do budynku. Zacząłeś biec, jakbyś się spieszył. Myślałam o tym, Hound. Naprawdę. Potem ja... cóż, doszłam do złego wniosku, wyłączyłam samochód, wróciłam i podeszłam do twoich drzwi. Miałam zamiar to z tobą rozegrać, ale masz głęboki głos. Jest dźwięczny i słyszałam cię przez ściany. Nie słyszałam, co mówiłeś, ale słyszałam też Jean, ledwo, ale wiedziałam, że to kobieta i ja... cóż, chyba straciłam panowanie nad sobą.

– Zrobiłaś to – zgodził się.

Patrzyli na siebie.

Miała na sobie zabójczą zamszową kurtkę i duży szalik owinięty wokół szyi, z frędzlami i wzorem koca. Miała też długie kolczyki z koralików, pod kurtką i szalikiem koszulkę i widział, że ma na sobie plątaninę długich naszyjników. Świetny pasek w szlufkach wyblakłych dżinsów, które były postrzępione w różnych miejscach na obu udach. A na nogach miała to, co nosiła często, swoje zniszczone kowbojskie buty, które były jasnobrązowe i miały mnóstwo szwów, niektóre w kolorze kości słoniowej.

Jej włosy opadały po obu stronach twarzy, splątane z szalikiem, kolczykami i rozsypane na zamszu.

Miał ją każdej nocy, oprócz jednej, przez dwa miesiące i znał ją od dwudziestu lat, a dotąd nie przyzwyczaił się do jej urody.

Mógł powiedzieć, że było jej tak, jak twierdziła, że było. Przykro. Przepraszała. Było to wypisane na jej twarzy, linii jej ciała.

Była też wszystkim, czego kiedykolwiek chciał i wszystkim, czego nigdy nie mógł mieć, stojąc w jego obskurnym mieszkaniu pośród zajebistych mebli, które kupił za kilka tysięcy dolarów, ale ona je wybrała.

Złagodził ton głosu, gdy zapytał - Musimy to zakończyć, Keely?

- Nie! - krzyknęła, wykonując ruch, jakby miała wyskoczyć ze swojej przestrzeni i rzucić się w jego, zanim powstrzymała się.

Ciało Hound zacisnęło się, gdy uniosła obie ręce i raz przycisnęła je przed sobą, opuszczając wzrok na podłogę na chwilę, zanim znów go do niego podniosła.

- Nie - powiedziała ciszej, spokojniej - Ja... . to się już nie powtórzy, Hound. Przysięgam.

Uwielbiał jej pierwszą reakcję. Nie powinien, martwiło go to, ale i tak uwielbiał.

Ale, pieprzyć to, wyglądało na to, że to on będzie musiał zatroszczyć się o nich oboje.

Jak zawsze.

- Wydaje mi się, że oboje wpakowaliśmy się w coś ponad nasze siły, mała - zauważył.

- To, co mamy, jest dobre.

- To, co mamy, to dobre gotowanie, dobre towarzystwo i dobry seks i nie możemy pozwolić, żeby to się skończyło.

Poczuł, jak jego broda wbiła się mu w szyję, gdy obserwował drgnięcie na jej twarzy po jego słowach.

Drgnięcie, która uderzyło go jak pięść w brzuch.

Mocno.

- Mała? - ​​zawołał.

- Jesteś dla mnie czymś więcej - wyszeptała.

To mu się podobało.

Ale on już to wiedział i to niczego nie zmieniało.

Ponieważ to nigdy nie było wystarczające.

- Ty też jesteś dla mnie czymś więcej - odparł - Ale to i tak nie znaczy, że to nie jest wszystko, co możemy mieć.

- Chcę więcej.

- Keely, proszę cię, żebyś dbała o siebie, ale proszę cię, żebyś zatroszczyła się też o mnie.

To sprawiło, że spojrzała na niego, jakby ją uderzył w twarz.

Tego nie zrozumiał.

Więc warknął - O czym myślisz?

- Chcesz, żeby to się skończyło? - zapytała w odpowiedzi.

- Kurwa, nie.

- To dlaczego brzmi to tak, jakbyś to kończył?

- Bo się o ciebie troszczę - wyjaśnił krótko, a krótka część była taka, że ​​nie czuł potrzeby tłumaczenia.

- A jakie to jest troszczenie się o mnie, skoro ja nie chcę, żeby to się skończyło? - wyrzuciła z siebie.

- Opiekuję się Jean. To znaczy, opiekuję się nią... całkowicie. Pomagam jej dostać się na sedes. Pomagam jej się myć. Gotuję dla niej. Robię jej zakupy. Płacę jej czynsz i sprzątaczkę, która przychodzi raz w tygodniu, chociaż jej dom tego nie wymaga, ale ona potrzebuje towarzystwa. Zaufanie, którym mnie obdarzyła, zbudowała przez dziewięć lat znajomości i właśnie tam jesteśmy.

- Prawdziwy powód, dla którego się nie przeprowadzisz – mruknęła.

Skinął jej głową raz i mówił dalej.

- A jedynymi, którzy wiedzą, że mam Jean, jesteś ty, z powodu tego poranka, Tyra i Tack, ale powiedziałem im o tym niedawno. Chociaż powinienem był powiedzieć im wcześniej, żeby ktoś wiedział, że ona potrzebuje opieki.

Skinęła głową, kiedy przestał.

Więc zaczął od nowa.

- Mówię, że masz rację. Mam życie, w którym idę, gdzie chcę i nikt nie jest świadomy, że często wracam do domu, żeby opiekować się Jean. Rozumieją, że nie wracam do Kompleksu wieczorem, żeby trochę pograć, albo nie staję przy stole bilardowym lub nie spotykam się z groupies motocyklistów, kiedy się kręcą. Nie byłem tam zbyt często przez dwa miesiące, nie z powodu Jean. Z powodu ciebie. Teraz, co myślisz, że mogłoby się stać, gdyby Dutch lub Jag połączyli to, że ich mama wychodzi nocą, każdej nocy?

- Oni nie przychodzą nocą.

- Nigdy?

Nie odpowiedziała.

Znał tych chłopców.

Odwiedzali swoją mamę.

I teraz wiedział, że ich odsuwała.

- Oni tu też przychodzą i mnie odwiedzają, Keely - powiedział jej - To szczęśliwy traf, że Jag nie potrzebował na nic pieniędzy, kiedy by roztrwonił wszystko, co miał, ale skoro już o tym mowa, to przez ostatnie dwa miesiące tylko natykaliśmy się na siebie. Działo się to po prostu w ciągu dnia, kiedy mogłem się z nim spotkać i nie kazać mu przywlec tutaj jego tyłka.

- Więc możesz go dalej odsuwać - odpowiedziała.

- Rozgryzą to.

- Dutch jest tak pochłonięty Chaosem, a Jagger tak pochłonięty czarowaniem tylu spódnic, ile tylko może znaleźć, że niczego nie rozgryzą.

- Jesteś tego pewna?

Znów nie odpowiedziała.

Nie była tego pewna.

- Jak myślisz, jak twoi chłopcy przyjmą to, że stary, dobry Hound wali ich mamę? – zażądał odpowiedzi.

- Teraz mnie to nie obchodzi – wyszeptała.

- Nie mogę mieć odrobinę szczęścia? – zapytała, po czym uniosła dłoń i pokazała mu kciuk i palec wskazujący w odległości cala od siebie - Tylko odrobinę szczęścia, Hound. Tylko trochę czasu, żeby być sobą, tylko sobą, i robić to z tobą, jedynym, który mnie rozumie. Jedynym, który nie obchodzi się ze mną z nadmierną troską. Jedynym, który nie patrzy na mnie ze smutkiem w oczach, że Black umarł, a ja zmarnowałam swoje życie po tym, jak to zrobił. Jedynym, który widzi – uderzyła się dłonią w pierś – …mnie. Keely. Kobietę, która lubi gotować dla swojego mężczyzny, śmiać się, ostro pieprzyć i potem mieć jego delikatny dotyk. Czy nie mogę mieć trochę więcej tego, Hound? Tylko trochę.

- Możesz to mieć, mała.

Słowa wyszły z jego ust, zanim zdążył je powstrzymać.

I Chryste, w chwili, gdy je wypowiedział, jej oczy wypełniły się łzami.

- Kurwa, Keekee, chodź tu – wymamrotał.

Wpadła mu w ramiona.

Zamknęły się wokół niej.

- N-nie będę płakać – wydukała do jego klatki piersiowej, zakopując się w niej.

- Dobrze, bo nienawidzę płaczących suk – odpowiedział.

Odrzuciła głowę do tyłu, jej włosy opadły na jego ramiona, a ona wymierzyła w niego skrzywioną twarz, a w jej oczach wciąż były łzy.

- Nie bądź kutasem, Shep.

Uśmiechnął się do niej - Lubisz mojego kutasa.

- Nie bądź już większym kutasem, Shep.

- Przyszłaś tu bez napisania do mnie wiadomości, ale tym razem odpuszczę, bo mieliśmy już dziś dość dramatów.

Przewróciła oczami, które się rozjaśniały.

Kontynuował.

- Czy to znaczy, że muszę zejść do twojego samochodu, żeby zanieść zakupy?

Pokręciła głową - Nie zrobiłam zakupów. Nie wiedziałam, jak wygląda sytuacja między nami. Ale pomyślałam, że, jeśli wygram, coś nam dostarczą, jakby uda nam się gdzieś namówić na wysłanie dostawcy do twojej dzielnicy.

Uniósł brwi - Jeśli wygrasz?

- Jeśli wygram.

- Więc to jest gra - zauważył, całkiem pewien, co o tym myślał, a to nie było takie dobre.

- Życie to gra, Hound. To nie ludzie w nią grają. My jesteśmy pionkami. Życie gra nami. I każdego dnia nie wiesz, jak zagra tobą. Możesz obudzić zwycięzcę lub przegranego - Przycisnęła się do niego, zaciskając ramiona wokół niego - Ale kiedy jesteś dziki jak wiatr, jak my, to się z tym toczysz. Dzisiaj obudziłam się jako przegrana. Ale zakończę noc jako zwyciężczyni.

Nie mógł się z tym kłócić.

Więc tego nie zrobił.

- Chcę tu spędzać noce w weekendy – oświadczyła.

Teraz przesadzała.

- Keely...

Uścisnęła go i potrząsnęła - Jeśli musisz iść i być z Jean, a nie chcesz, żebym brała w tym udział, to będę siedzieć i oglądać telewizję, podczas gdy ty będziesz u niej. Albo zdrzemnę się, bo, kochanie, wykańczasz mnie. Ale najgorsze w tym wszystkim jest to, że sprawa jest jasna, że to może nie być koniec, ale nadejdzie. Więc chcę wszystkiego, co mogę dostać, póki to mam.

Stało się jasne?

- Zawsze było jasne - stwierdził.

Spojrzała mu w oczy i chwilę zajęło jej powiedzenie - Tak.

Nie zrozumiał tego, ale miał Keely w ramionach i się porozumieli.

Hound nie był pewien, czy to było właściwe, ale było to porozumienie.

Oboje wiedzieli, gdzie to jest.

A ona chciała więcej od niego.

Nie był pewien, czy to właściwa rzecz do zrobienia, żeby jej to dać.

Ale i tak zamierzał to zrobić.

Ponieważ nie skończyli.

Jeszcze nie.

I chciał więcej od niej.

Skoro ona to oferowała...

To było cholernie głupie.

Ale zamierzał to przyjąć.


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz