Pionki
Budzik w zegarku Hound’a
zadzwonił, a on otworzył oczy, widząc i czując nagą Keely owiniętą na nim.
Kurwa.
Ich
taniec trwał prawie dwa miesiące, a ona ani razu nie została na noc.
Ale
wczoraj wieczorem chciała, żeby wszedł jej w tyłek, a on poczuł się kreatywny.
W ciągu ostatnich tygodni zadowalali się mniejszą ilością seksu (ale nie był on
mniej dobry, zawsze był spektakularny), a większą ilością przytulania i rozmów
do poduszek, więc wczoraj wieczorem przeszli samych siebie.
Pamiętał
swój ostatni orgazm.
Nie
pamiętał, jak stracił przytomność.
Miał
szczęście, że to nie był weekend. Teraz w weekendy miał problemy z nakłonieniem
Keely do powrotu do domu. Nie musiała iść do pracy, a Jagger nie musiał iść do
szkoły, więc nie pojawiał się na śniadaniu, co oznaczało, że nie miała powodu
iść i nie chciała.
Ale
teraz miała powód, żeby iść, wrócić do domu, przygotować się do pracy, ale
przede wszystkim odejść z mieszkania Hound’a, żeby mógł zająć się Jean.
Wkurzył
się przez to z wielu powodów.
Najważniejszy
z nich był taki, że odleciał, więc nie był świadomy, by cieszyć się pierwszym
razem, kiedy Keely spędziła z nim całą noc.
Równie
ważne było to, że byli w sytuacji, kiedy musiał ją zmusić, żeby w ogóle wyciągnęła
stąd swój tyłek.
Gdzieś
tam, w innym świecie nie byliby dla siebie niczym innym, jak członkami
alternatywnej rodziny.
W
jego mieszkaniu byliby motocyklistą i starszą panią.
I
tak jak obawiał się Hound, posiadanie wszystkiego i brak tego wszystkiego wpijało
mu pod skórę jak kleszcz, wgryzając się i wysysając jego duszę.
Hound
sięgnął po budzik.
Keely
poruszyła się.
-
Cholera, jest szósta? - zapytała jego budzik.
-
Musisz dźwignąć tyłek, mała.
-
Gówno! - warknęła - Jest szósta!
Zrzuciła
kołdrę, która była tylko na jej nogach i przetoczyła się po nim, by położyć
stopy na podłodze z boku łóżka.
Poruszając
się wolniej, Hound podążył za nią.
Poszła
do łazienki.
Sięgnął
po swoje majtki.
Miał
je na sobie i zakładał dżinsy, kiedy ona wbiegła i zaczęła szarpać swoje
ubrania.
-
Jak Jag będzie w domu, zanim tam dotrzesz, co mu powiesz? - zapytał Hound z ciekawością.
-
Biorąc pod uwagę, że będę musiała iść do pracy nieumyta i z włosami do bani, to
nie jest to teraz mój największy problem – odpowiedziała - Ale to też nie jest
tak, jak było wtedy, gdy włożył nos tam, gdzie nie powinien i zobaczyłam, jak
wymachiwał moim wibratorem, mówiąc, że to miecz świetlny. Nie ma już sześciu
lat. Jeśli jeszcze nie zorientował się, że mamusia od czasu do czasu musi
uprawiać seks, to czas, żeby się nauczył.
Dutch
był starszy i poza tym, że w wieku czternastu lat otarł się o pieprzenie, od
chwili, gdy mógł, stawał w obronie mamy i brata.
Jagger,
dziecko, nie był specjalnie rozpieszczony, ale też nie do końca zdawał sobie
sprawę z faktu, że jego matka nie istniała wyłącznie po to, by uczynić jego
życie złotym.
Przykładem
był ostatni raz, gdy Jag zorientował się, że jego mama uprawia seks i tego nie
lubił.
Innym
przykładem było przychodzenie do niej, żeby robiła mu śniadanie przed szkołą
każdego ranka, nawet jak już miał dziewiętnaście lat i zasadniczo mieszkał
gdzie indziej.
-
Musimy być ostrożniejsi, Keekee - powiedział, sięgając po koszulkę i prostując
się, by ją założyć.
-
Musisz być mniej zajebisty ze swoim kutasem, Shep - odpaliła.
Zsunął
koszulkę na brzuch i uśmiechnął się do niej.
Rzuciła
mu fałszywie wkurzone spojrzenie i zapięła stanik z przodu, zanim przekręciła
go do tyłu.
Założyła
resztę ubrań. On włożył skarpetki i buty.
Ona
wzięła kurtkę i torebkę z salonu, a on odprowadził ją do samochodu.
Nie
mieli czasu, żeby się całować mocno, więc pocałował ją szybko, zamknął drzwi,
gdy się usadziła, a potem wyszedł na chodnik.
Ale
spóźniał się do Jean, a Jean by się martwiła, więc zamiast patrzeć, jak odjeżdżała,
jak zawsze to robił, ruszył prosto ścieżką do budynku i przez cały czas udawał
luz.
Jednak
gdy miał już dotrzeć do budynku, zaczął truchtać.
W
budynku pokonywał po trzy stopnie na raz.
Wszedł
do mieszkania Jean i gdy już miał dojść do drzwi jej sypialni, zawołała - Wszystko
w porządku, Shepherd?
Wypchnął
- Wszystko w porządku.
Zajęli
się swoimi sprawami. Poprzedniego dnia wzięła prysznic i nie chciała, żeby
robił to codziennie, więc chodziło o toaletę, mycie zębów, ścielenie łóżka i
ubranie jej przed śniadaniem.
Kończyli
to, gdy ktoś zaczął walić w drzwi.
Nie
pukać.
Walić.
Wykręcił
szyję i zmrużył oczy, czując, jak jego szczęki się zaciskają, gdy Jean mruknęła
- Co u licha?
-
Zostań tutaj. Dowiem się – warknął.
Pozostawił
ją opartą o balkonik przy łóżku i podszedł do drugiego pokoju.
Przez
cały czas, gdy to robił, walenie nie ustawało. Kiedy spojrzał przez wizjer i
zobaczył to, co zobaczył, jego wzrok eksplodował iskrami furii.
Otworzył
drzwi, szarpnął je i natychmiast ruszył, by odepchnąć wyraźnie wściekłą Keely.
Ale
słysząc dźwięk zamków, była gotowa ruszyć na niego, z rękami na jego piersi,
mocno pchając.
Wcisnęła
się, wpychając go ze sobą, krzycząc - Kogo tu masz, Hound? Kto jest twoim skokiem
w bok, który oznacza, że przychodzę do ciebie,
gdy ją załatwisz, a potem pozbywasz się mnie, żebyś mógł wrócić? Kto, Hound? Kim jest
ta suka?
-
To chyba ja.
Hound
wciągał powietrze, żeby nie zemdleć ze złości, a ten wysiłek nie pomógł, gdy on
i Keely odwrócili się i zobaczyli Jean w kapciach i szlafroku, która szła z
balkonikiem wzdłuż korytarza od swojej sypialni.
-
Cholera - szepnęła Keely.
-
Jak Shepherd dobrze wie, nie pozwalam na wulgaryzmy w moim domu, więc jeśli się
powstrzymasz, będę wdzięczna - oświadczyła Jean.
Keely
nic nie powiedziała.
Hound
nadal wkładał wysiłek, żeby nie zrobić ani nie powiedzieć czegoś, czego mógłby
żałować, a to wymagało tyle, że nie mógł nic zrobić, więc milczał.
Jean
zatrzymała się przy wejściu do korytarza - Ty jesteś Keely, jak zakładam?
-
Tak - odpowiedziała Keely.
-
Jestem Jean Gruenberg. Jak widać, jestem sąsiadką Shepherda. Jesteśmy
przyjaciółmi. Bliskimi przyjaciółmi.
-
Emm, Shep i ja jesteśmy, um... też bliskimi przyjaciółmi - powiedziała Keely.
-
Wiem.
-
Nie powiedział mi o tobie - powiedziała Keely Jean.
-
Zaczynam to rozumieć.
Wtedy
Keely spojrzała na Hound’a i mógł być nadal wkurzony na nią jak cholera, ale
wyraz jej twarzy mówił, że ona już na niego nie była.
Wyraz
jej twarzy mówił zupełnie o czymś innym.
I
ten wyraz przeciął mu wnętrzności na wylot.
-
Nie powiedziałeś mi o Jean - wyszeptała.
Gówno.
-
Keel…
Nie
powiedział nic więcej, gdy jej głowa szarpnęła się w stronę Jean, a ona
wyjąkała - P-przepraszam. Bardzo, bardzo, bardzo przepraszam. To było
niegrzeczne. Niesamowicie niegrzeczne. Bardzo mi przykro.
-
Twoje przeprosiny są przyjęte, kochanie – powiedziała ostrożnie Jean, uważnie
obserwując Keely.
Hound
położył dłoń na jej ramieniu, ale ona odsunęła to ramię, przechylając się na
bok i patrząc na niego - Ja, cóż, oczywiście, powinnam iść. Przepraszam.
-
Mała – spróbował ponownie.
-
Muszę iść do pracy, a ty musisz...
Ruszył
w jej stronę, ale ona szybko cofnęła się do drzwi, wciąż mówiąc.
-
Muszę iść do pracy – powtórzyła. Z ręką na klamce spojrzała ponownie na Jean - Okropny
sposób, ale cóż... miło było cię poznać. Życzę miłego dnia.
Powiedziawszy
to, otworzyła drzwi i wyleciała.
Hound
znów się wściekł. Ponieważ utknął tu, z połową głowy z jedną kobietą, a połową
głowy chcącą biec za drugą.
-
Motek - zawołała Jean i jego
spojrzenie przesunęło się na nią – Obawiam się, że jeśli za nią nie
pobiegniesz, będzie to bardzo poważny błąd.
To
było wszystko, czego potrzebował.
-
Zaraz wrócę – powiedział jej, po czym gwałtownie otworzył drzwi i pobiegł
korytarzem.
Keely
usadzała się ponownie w swoim samochodzie, gdy dotarł do drzwi kierowcy.
Wciąż
się pakowała za kierownicę, ale on położył rękę na górze drzwi, żeby utrzymać je
otwarte.
Nawet
nie próbowała ich zamknąć.
Po
prostu wpatrywała się w kierownicę.
–
Musisz iść na górę i zaopiekować się Jean, Hound.
–
Spójrz na mnie, Keely.
Jej
oczy powędrowały prosto na jego – Ja rozumiem.
–
Nie jestem pewien, czy rozumiesz.
–
Rozumiem. Mam tyle, ile pozwolisz mi mieć.
Ona
miała tyle, ile on pozwolił jej mieć?
-
Jak powiedziałem - warknął - …nie jestem pewien, czy to rozumiesz.
-
Myślę, że może powinniśmy zrobić sobie przerwę dziś wieczorem. To było
intensywne.
O
nie, nie robiła tego.
Pochylił
się do samochodu i przysunął się twarzą do jej twarzy - O nie. Kurwa, nie,
Keely. Nie możesz tego zrobić. Twój tyłek jest tu dziś wieczorem o ósmej, a
jeśli nie, to go znajdę i przywlekę tutaj.
-
Hound…
-
Ósma – wycedził, cofnął się i
zatrzasnął jej drzwi.
Obszedł
jej maskę, przebiegł chodnik, wszedł w drzwi i wbiegł po schodach.
Wszedł
prosto do mieszkania Jean i zastał ją w fotelu.
Wyglądała
na zaskoczoną.
I
zmartwioną.
-
Wróciłeś znacznie szybciej, niż myślałam – zauważyła ostrożnie.
-
Ona potrzebuje czasu, żeby uporządkować myśli - stwierdził, idąc do kuchni,
żeby zacząć robić śniadanie.
-
Mogę zapytać, dlaczego jej o mnie nie powiedziałeś?
-
Ponieważ nie jesteś jej sprawą.
-
Teraz mogę zapytać, dlaczego tak jest?
Podszedł
z powrotem do jej fotela i spojrzał na nią.
Kiedy
jej się przyjrzał, dał jej to.
-
Ponieważ jesteś moja. I jesteś ważna. Poza moimi braćmi i nią, jesteś najlepszą
rzeczą, jaką dostałem w życiu. Ona ukrywa przede mną coś ważnego. Mam w dupie
to, czy to jest niedojrzałe i podłe, ja ukrywam przed nią coś ważnego. Ciebie.
-
Pozwolę, żeby to słowo na D przeszło, skoro jesteś taki zdenerwowany - mruknęła
- I oczywiście, to było słodkie, nawet jeśli myślę, że teraz rozumiesz, że to
było dość lekkomyślne.
-
Ona cię nie ma - warknął Hound.
-
A ja cię kocham, mój przystojniaku - wyszeptała - Ale czy przyszło ci do głowy,
że trzymanie jej z dala ode mnie oznacza trzymanie mnie z dala od niej?
-
Co ty mówisz?
-
Choć to niewiele mówi dobrego o jej wychowaniu, że waliła w drzwi i wdzierała
się do środka w taki sposób, biorąc pod uwagę, że myślała, że spotykasz
się z inną kobietą, muszę przyznać, że to zrozumiałe. Po tym, jak zdała sobie sprawę, że się myliła, była bardzo wyrozumiała.
-
Może nie powinniśmy wdawać się w słowne przepychanki - zasugerował.
-
A może, kochanie, musisz zacząć zwracać większą uwagę, bo kiedy stała się
taktowna, stało się jasne, że została bardzo zraniona.
-
Jeśli na siłę wkroczy w część mojego życia, o której decyduję, niezależnie od
tego, czy należy do niej, czy nie, nie może czuć się zraniona.
-
Nie możesz nikomu, zwłaszcza kobiecie, mówić, co może czuć.
-
Dzisiaj wieczorem, kiedy przyjdzie, skoro tajemnica co do ciebie została odkryta,
Jean, możesz przyjść i mnie przypilnować.
–
Obawiam się, że to byłby błąd, Shepherd.
-
To kolejna część świata, w którym żyję i ona żyje, której ty nie rozumiesz -
podzielił się - Ale ona to rozumie.
Jej
oczy stały się skupione - Mam nadzieję, że nigdy, przenigdy nie włożysz
wysiłku, żeby znaleźć gdzieś w swoim sercu, nawet jeśli to najmniejsze miejsce,
by spróbować zrozumieć, co czują ci, których kochasz. Mam taką nadzieję,
Shepherd. Bardzo, bardzo głęboką.
Skończył.
-
Chcesz śniadanie? - zapytał.
Przyglądała
mu się przez chwilę, zanim skinęła głową.
Hound
powędrował do jej kuchni.
Jean
nie odpuszczała.
-
Jest bardzo piękna.
-
Tak, jest - powiedział do wnętrza jej lodówki.
-
Miałeś rację kilka tygodni temu, że ona wie, że jesteś jej.
-
Tak, wie -zgodził się Hound, kładąc karton z jajkami na blacie.
-
Obawiam się, że nie rozumiesz, motek,
że ona również jest twoja.
Nie
była.
Nigdy
nie będzie.
Miał
jej cipkę, gotowanie, uśmiechy i czas.
Ale
gdyby miał ją, wskoczyłaby na tył jego motocykla szybciej, niż zdążyłby
wypowiedzieć jej imię.
Nie
była jego.
Była
Blacka.
I
zawsze będzie.
*****
Około
południa Hound wrócił wcześniej do Jean, bo rano ją nakarmił i posprzątał, ale
był w nastroju, w którym nie chciał się przy niej kręcić.
Więc
tego nie zrobił.
Ale
teraz był spokojniejszy.
Nie
z powodu tego, co zrobiła Keely.
Z
powodu zrozumienia, co wiedziała Jean, bo przez całe życie znała jednego
motocyklistę, jego. A teraz całe jej życie to głównie jej mieszkanie, więc
nigdy go nie dostanie. Ale ona go kochała, a on musiał mieć więcej cierpliwości
do niej i nie znosić gówna, które się z nią dzieje, gdy Keely ją atakuje.
Zapukał
do jej drzwi, jak zwykle, żeby dać jej znać, że jest na zewnątrz, po czym
wszedł.
Siedziała
nieruchoma na fotelu z brodą przy szyi.
Powietrze
uleciało mu z płuc i poczuł, jakby ktoś uderzył go pięścią w brzuch, więc
musiał zmusić się, by wydusić - Jean?
Nie
poruszyła się.
Mogła
się zdrzemnąć, a on mógłby ją obudzić, gdy otwierał drzwi.
Ale
on budził, gdy otworzył drzwi.
Ostrożnie
ruszył w jej stronę, czując, że skóra zaczęła go swędzieć.
-
Jean! - zawołał ostro.
Szarpnęła
się i podniosła głowę.
Hound
poczuł taką ulgę, że cofnął się o krok, gdy przełknął uczucie, które podeszło
mu do gardła.
Mrugnęła
do telewizora, zanim odwróciła się, by na niego spojrzeć - Shepherd, kochanie.
Jesteś wcześniej.
Podszedł
do niej, pochylił się i pocałował ją w czoło.
Odsunął
się i powiedział - Byłem wcześniej zdenerwowany. Wyszedłem. Nie miałem czasu z
Jean Robaczkiem.
–
Rekompensuję to – powiedziała z uśmiechem.
-
Jak nie dostanę mojej codziennej dawki Prawa
i Porządku, mogę przestać oddychać.
Jej
uśmiech stał się szerszy.
Rozejrzał
się dookoła i zapytał - Potrzebujesz czegoś?
-
Skoro już tu jesteś, możemy iść do łazienki?
-
Masz to – mruknął.
Zrobili
to.
Obejrzeli
Prawo i Porządek z odrobiną Sędzi
Judy wymieszaną z odrobiną zabawy i śmiechu, a on zrobił jej lunch.
Hound
został dłużej niż zwykle.
Powinien
wyjść na ulicę.
Musiał
wykonywać swoją pracę dla swojego Klubu, żeby mogli odetchnąć z ulgą.
Ale
został z Jean.
Benito
Valenzuela i Camilla Turnbull niestety nigdzie się nie wybierali.
Ten
strach wcześniej, kiedy spała w fotelu…
Musiał
spędzić trochę czasu z Jean.
*****
Tej
nocy nie zaczęło się dobrze.
To
dlatego, że o ósmej zero trzy rozległo się pukanie do drzwi, a nie napisała
Hound’owi, że przyjechała do niego i że musi zejść i ją zabrać.
Podszedł
do drzwi i przez wizjer zobaczył Keely na zewnątrz.
Otworzył
więc drzwi szybko i z taką siłą, że cudem było, że nie wypadły z zawiasów.
-
Co mówiłem o…? - zaczął warczeć.
Ale
ona wbiegła do środka i powiedziała - Proszę, pozwól mi zacząć.
Miał
zamiar trzasnąć drzwiami.
Ale
ponieważ zostawił Jean śpiącą, usłyszałaby to i to by ją obudziło, zamknął je
cicho, przekręcił zamki, odwrócił się do Keely, skrzyżował ramiona na piersi i
się nie ruszył.
-
To było złe. Było... było błędne – zaczęła.
-
No jasne, że było - zgodził się ze złością.
-
Proszę, Hound, pozwól mi powiedzieć, co mam do powiedzenia.
Zamknął
usta.
-
Wiem, że... Wiem, że... - Odchrząknęła - Wiem, że jako facet przekroczyłeś
granice. Nie do przyjęcia. Wiem to. Wiem, że przy tym, co... eee, mamy, to też
przekroczyło granice.
Kiedy
otworzył usta, żeby przemówić, ona pospieszyła.
-
Ale ty zawsze patrzysz, jak odjeżdżam. Zawsze. Dziś rano, był poranek. Nie
wtedy, kiedy zwykle odjeżdżam. I to było po prostu dziwne, że ty, mam na myśli,
motocyklista nie trzymasz się reguł. Chłopcy Chaosu nie robią takich rzeczy.
Robią to, co robią. Są tam, gdzie są. Więc ty nigdy... - Przerwała i zaczęła od
nowa. - Po ósmej każdej nocy, jak w zegarku. To było dziwne. A potem ty nie...
no cóż, nie miałeś nic przeciwko temu, że szłam. Nigdy mnie nie prosiłeś, żebym
została na noc. Nic się nie stało, że poszłam, a często to ty przypominałeś mi,
że czas iść, i po prostu... wbiłam to sobie do głowy...
Pokręciła
głową, wzięła głęboki oddech i mówiła dalej.
-
Zgodziliśmy się, że nie ma nikogo innego, a ja wbiłam sobie do głowy, że tego
nie uszanujesz i działałam zgodnie z tym, i naruszyłam twoją prywatność z Jean,
i przepraszam, Hound. Naprawdę mi przykro. To było nie na miejscu, byłam
niegrzeczna w domu Jean i po prostu... proszę, kochanie, naprawdę, naprawdę mi
przykro.
-
Myślisz, że kiedykolwiek zrobiłbym ci coś takiego?
-
Nie - powiedziała cicho.
-
Dziś rano myślałaś, że robię ci coś takiego - przypomniał jej.
-
Myliłam się dziś rano - odpowiedziała - Po prostu... patrzysz, jak odjeżdżam,
Hound. I to, co mamy, jest intensywne, a tobie nie przeszkadza, że wychodzę w
środku nocy? - Pokręciła głową - Po prostu się nakręciłam. Nie wiedziałam, że
opiekujesz się swoją starszą sąsiadką. Skąd mogłam to wiedzieć?
Musiał
jej to przyznać.
Ale
musiał też podkreślić ten punkt.
-
Nigdy bym ci tego nie zrobił, Keely.
-
Wiem - wyszeptała.
Spojrzał
jej w oczy.
Teraz
już wiedziała.
Więc
odpuścił.
-
Skąd wiedziałaś, że jestem w tym mieszkaniu? Podkradłaś się za mną? - zapytał.
-
Nie - Pokręciła głową - Nie patrzyłeś, jak odjeżdżam, więc nie pojechałam.
Patrzyłam, jak wchodzisz do budynku. Zacząłeś biec, jakbyś się spieszył.
Myślałam o tym, Hound. Naprawdę. Potem ja... cóż, doszłam do złego wniosku,
wyłączyłam samochód, wróciłam i podeszłam do twoich drzwi. Miałam zamiar to z
tobą rozegrać, ale masz głęboki głos. Jest dźwięczny i słyszałam cię przez
ściany. Nie słyszałam, co mówiłeś, ale słyszałam też Jean, ledwo, ale
wiedziałam, że to kobieta i ja... cóż, chyba straciłam panowanie nad sobą.
–
Zrobiłaś to – zgodził się.
Patrzyli
na siebie.
Miała
na sobie zabójczą zamszową kurtkę i duży szalik owinięty wokół szyi, z
frędzlami i wzorem koca. Miała też długie kolczyki z koralików, pod kurtką i szalikiem
koszulkę i widział, że ma na sobie plątaninę długich naszyjników. Świetny pasek
w szlufkach wyblakłych dżinsów, które były postrzępione w różnych miejscach na
obu udach. A na nogach miała to, co nosiła często, swoje zniszczone kowbojskie
buty, które były jasnobrązowe i miały mnóstwo szwów, niektóre w kolorze kości
słoniowej.
Jej
włosy opadały po obu stronach twarzy, splątane z szalikiem, kolczykami i rozsypane
na zamszu.
Miał
ją każdej nocy, oprócz jednej, przez dwa miesiące i znał ją od dwudziestu lat, a
dotąd nie przyzwyczaił się do jej urody.
Mógł
powiedzieć, że było jej tak, jak twierdziła, że było. Przykro. Przepraszała.
Było to wypisane na jej twarzy, linii jej ciała.
Była
też wszystkim, czego kiedykolwiek chciał i wszystkim, czego nigdy nie mógł
mieć, stojąc w jego obskurnym mieszkaniu pośród zajebistych mebli, które kupił
za kilka tysięcy dolarów, ale ona je wybrała.
Złagodził
ton głosu, gdy zapytał - Musimy to zakończyć, Keely?
-
Nie! - krzyknęła, wykonując ruch, jakby miała wyskoczyć ze swojej przestrzeni i
rzucić się w jego, zanim powstrzymała się.
Ciało
Hound zacisnęło się, gdy uniosła obie ręce i raz przycisnęła je przed sobą,
opuszczając wzrok na podłogę na chwilę, zanim znów go do niego podniosła.
-
Nie - powiedziała ciszej, spokojniej - Ja... . to się już nie powtórzy, Hound.
Przysięgam.
Uwielbiał
jej pierwszą reakcję. Nie powinien, martwiło go to, ale i tak uwielbiał.
Ale,
pieprzyć to, wyglądało na to, że to on będzie musiał zatroszczyć się o nich
oboje.
Jak
zawsze.
-
Wydaje mi się, że oboje wpakowaliśmy się w coś ponad nasze siły, mała -
zauważył.
-
To, co mamy, jest dobre.
-
To, co mamy, to dobre gotowanie, dobre towarzystwo i dobry seks i nie możemy
pozwolić, żeby to się skończyło.
Poczuł,
jak jego broda wbiła się mu w szyję, gdy obserwował drgnięcie na jej twarzy po
jego słowach.
Drgnięcie,
która uderzyło go jak pięść w brzuch.
Mocno.
-
Mała? - zawołał.
-
Jesteś dla mnie czymś więcej - wyszeptała.
To
mu się podobało.
Ale
on już to wiedział i to niczego nie zmieniało.
Ponieważ
to nigdy nie było wystarczające.
-
Ty też jesteś dla mnie czymś więcej - odparł - Ale to i tak nie znaczy, że to
nie jest wszystko, co możemy mieć.
-
Chcę więcej.
-
Keely, proszę cię, żebyś dbała o siebie, ale proszę cię, żebyś zatroszczyła się
też o mnie.
To
sprawiło, że spojrzała na niego, jakby ją uderzył w twarz.
Tego
nie zrozumiał.
Więc
warknął - O czym myślisz?
-
Chcesz, żeby to się skończyło? -
zapytała w odpowiedzi.
-
Kurwa, nie.
-
To dlaczego brzmi to tak, jakbyś to kończył?
-
Bo się o ciebie troszczę - wyjaśnił krótko, a krótka część była taka, że nie
czuł potrzeby tłumaczenia.
-
A jakie to jest troszczenie się o mnie, skoro ja nie chcę, żeby to się
skończyło? - wyrzuciła z siebie.
-
Opiekuję się Jean. To znaczy, opiekuję się nią... całkowicie. Pomagam jej dostać
się na sedes. Pomagam jej się myć. Gotuję dla niej. Robię jej zakupy. Płacę jej
czynsz i sprzątaczkę, która przychodzi raz w tygodniu, chociaż jej dom tego nie
wymaga, ale ona potrzebuje towarzystwa. Zaufanie, którym mnie obdarzyła,
zbudowała przez dziewięć lat znajomości i właśnie tam jesteśmy.
-
Prawdziwy powód, dla którego się nie przeprowadzisz – mruknęła.
Skinął
jej głową raz i mówił dalej.
-
A jedynymi, którzy wiedzą, że mam Jean, jesteś ty, z powodu tego poranka, Tyra
i Tack, ale powiedziałem im o tym niedawno. Chociaż powinienem był powiedzieć
im wcześniej, żeby ktoś wiedział, że ona potrzebuje opieki.
Skinęła
głową, kiedy przestał.
Więc
zaczął od nowa.
-
Mówię, że masz rację. Mam życie, w którym idę, gdzie chcę i nikt nie jest
świadomy, że często wracam do domu, żeby opiekować się Jean. Rozumieją, że nie
wracam do Kompleksu wieczorem, żeby trochę pograć, albo nie staję przy stole
bilardowym lub nie spotykam się z groupies motocyklistów, kiedy się kręcą. Nie
byłem tam zbyt często przez dwa miesiące, nie z powodu Jean. Z powodu ciebie.
Teraz, co myślisz, że mogłoby się stać, gdyby Dutch lub Jag połączyli to, że
ich mama wychodzi nocą, każdej nocy?
-
Oni nie przychodzą nocą.
-
Nigdy?
Nie
odpowiedziała.
Znał
tych chłopców.
Odwiedzali
swoją mamę.
I
teraz wiedział, że ich odsuwała.
-
Oni tu też przychodzą i mnie odwiedzają, Keely - powiedział jej - To szczęśliwy
traf, że Jag nie potrzebował na nic pieniędzy, kiedy by roztrwonił wszystko, co
miał, ale skoro już o tym mowa, to przez ostatnie dwa miesiące tylko natykaliśmy
się na siebie. Działo się to po prostu w ciągu dnia, kiedy mogłem się z nim
spotkać i nie kazać mu przywlec tutaj jego tyłka.
-
Więc możesz go dalej odsuwać - odpowiedziała.
-
Rozgryzą to.
-
Dutch jest tak pochłonięty Chaosem, a Jagger tak pochłonięty czarowaniem tylu
spódnic, ile tylko może znaleźć, że niczego nie rozgryzą.
-
Jesteś tego pewna?
Znów
nie odpowiedziała.
Nie
była tego pewna.
-
Jak myślisz, jak twoi chłopcy przyjmą to, że stary, dobry Hound wali ich mamę?
– zażądał odpowiedzi.
-
Teraz mnie to nie obchodzi – wyszeptała.
-
Nie mogę mieć odrobinę szczęścia? –
zapytała, po czym uniosła dłoń i pokazała mu kciuk i palec wskazujący w
odległości cala od siebie - Tylko odrobinę
szczęścia, Hound. Tylko trochę czasu, żeby być sobą, tylko sobą, i robić to z
tobą, jedynym, który mnie rozumie.
Jedynym, który nie obchodzi się ze mną z nadmierną troską. Jedynym, który nie
patrzy na mnie ze smutkiem w oczach, że Black umarł, a ja zmarnowałam swoje
życie po tym, jak to zrobił. Jedynym, który widzi – uderzyła się dłonią w pierś
– …mnie. Keely. Kobietę, która lubi gotować dla swojego mężczyzny, śmiać
się, ostro pieprzyć i potem mieć jego delikatny dotyk. Czy nie mogę mieć trochę
więcej tego, Hound? Tylko trochę.
-
Możesz to mieć, mała.
Słowa
wyszły z jego ust, zanim zdążył je powstrzymać.
I
Chryste, w chwili, gdy je wypowiedział, jej oczy wypełniły się łzami.
-
Kurwa, Keekee, chodź tu – wymamrotał.
Wpadła
mu w ramiona.
Zamknęły
się wokół niej.
-
N-nie będę płakać – wydukała do jego klatki piersiowej, zakopując się w niej.
-
Dobrze, bo nienawidzę płaczących suk – odpowiedział.
Odrzuciła
głowę do tyłu, jej włosy opadły na jego ramiona, a ona wymierzyła w niego
skrzywioną twarz, a w jej oczach wciąż były łzy.
-
Nie bądź kutasem, Shep.
Uśmiechnął
się do niej - Lubisz mojego kutasa.
-
Nie bądź już większym kutasem, Shep.
-
Przyszłaś tu bez napisania do mnie wiadomości, ale tym razem odpuszczę, bo
mieliśmy już dziś dość dramatów.
Przewróciła
oczami, które się rozjaśniały.
Kontynuował.
-
Czy to znaczy, że muszę zejść do twojego samochodu, żeby zanieść zakupy?
Pokręciła
głową - Nie zrobiłam zakupów. Nie wiedziałam, jak wygląda sytuacja między nami.
Ale pomyślałam, że, jeśli wygram, coś nam dostarczą, jakby uda nam się gdzieś
namówić na wysłanie dostawcy do twojej dzielnicy.
Uniósł
brwi - Jeśli wygrasz?
-
Jeśli wygram.
-
Więc to jest gra - zauważył, całkiem pewien, co o tym myślał, a to nie było
takie dobre.
-
Życie to gra, Hound. To nie ludzie w nią grają. My jesteśmy pionkami. Życie gra
nami. I każdego dnia nie wiesz, jak zagra tobą. Możesz obudzić zwycięzcę lub
przegranego - Przycisnęła się do niego, zaciskając ramiona wokół niego - Ale
kiedy jesteś dziki jak wiatr, jak my, to się z tym toczysz. Dzisiaj obudziłam
się jako przegrana. Ale zakończę noc jako zwyciężczyni.
Nie
mógł się z tym kłócić.
Więc
tego nie zrobił.
-
Chcę tu spędzać noce w weekendy – oświadczyła.
Teraz
przesadzała.
-
Keely...
Uścisnęła
go i potrząsnęła - Jeśli musisz iść i być z Jean, a nie chcesz, żebym brała w
tym udział, to będę siedzieć i oglądać telewizję, podczas gdy ty będziesz u
niej. Albo zdrzemnę się, bo, kochanie, wykańczasz mnie. Ale najgorsze w tym
wszystkim jest to, że sprawa jest jasna, że to może nie być koniec, ale nadejdzie.
Więc chcę wszystkiego, co mogę dostać, póki to mam.
Stało
się jasne?
-
Zawsze było jasne - stwierdził.
Spojrzała
mu w oczy i chwilę zajęło jej powiedzenie - Tak.
Nie
zrozumiał tego, ale miał Keely w ramionach i się porozumieli.
Hound
nie był pewien, czy to było właściwe, ale było to porozumienie.
Oboje
wiedzieli, gdzie to jest.
A
ona chciała więcej od niego.
Nie
był pewien, czy to właściwa rzecz do zrobienia, żeby jej to dać.
Ale
i tak zamierzał to zrobić.
Ponieważ
nie skończyli.
Jeszcze
nie.
I
chciał więcej od niej.
Skoro
ona to oferowała...
To
było cholernie głupie.
Ale
zamierzał to przyjąć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz