środa, 4 grudnia 2024

4 - Tak bardzo jesteś Chaosem

 

ROZDZIAŁ 4

Tak bardzo jesteś Chaosem

 

Hound podniósł nogę, przystawił but do drzwi i pchnął.

Otworzyły się i wszedł do środka, widząc rozrzucone ciała.

Żadne z nich nie zaprzątało jego myśli, ale jedno, które rozpoznał, należało do mężczyzny, który mieszkał w tym mieszkaniu, mieszkaniu w jego budynku.

Facet próbował uciec, starając się ominąć Hound’a, ale chociaż Hound był dużym mężczyzną, potrafił poruszać się szybko, a zdecydowanie szybciej niż ćpun.

Więc złapał gościa za gardło, podniósł go nad podłogę, a następnie rzucił go na plecy na brudny dywan, następnie siadając z nim, by mocno przycisnąć kolano do jego klatki piersiowej, nawet gdy nie oderwał uścisku od jego gardła.

Przysunął się twarzą do jego twarzy.

- Jeśli musisz to robić - podniósł wzrok, wskazując na gadżety do narkotyków, które były rozrzucone wszędzie - …rób to gdzie indziej. Znajdź przyjaciela, który nie ma motocyklisty, który przejmuje się tym, czy jego budynek jest czysty. A ty, jak musisz się zaopatrzyć, rób to gdzie indziej, skurwysynu. Jak zobaczę, a nawet usłyszę, że ten typ szumowiny znowu wszedł przez drzwi wejściowe, odpowiedzialnym nie będzie diler, którego szukam. To będziesz ty. Czy wyraziłem się jasno?

- Tak, uh... tak. Tak, stary. Całkowicie, tak - odparł facet.

- Nie jestem facetem, który lubi marnować czas. Jeśli okaże się, że moja wiadomość nie została dostarczona, nie dostarczę jej ponownie. Skręcę ci kark - powiedział mu Hound.

To ostatnie nie było prawdą, ale facet nie musiał o tym wiedzieć.

Jego oczy były szkliste, ale duże i pełne strachu, jego twarz była czerwona i kiwał głową nawet w uścisku Hound’a, bo mu wierzył.

- W-w-wiadomość dostarczona - wyjąkał - P-przyrzekam.

Gdy ten podniósł się, Hound pchnął go ciosem w gardło, nie na tyle, by wyrządzić mu krzywdę, ale na tyle, by facet zaczął prychać i kaszleć, odwracając się na bok.

Hound spojrzał na niego, czując, jak jego wargi się wywijają.

On i Keely byli ze sobą już od tygodnia. Miała więcej niż rzadką okazję, żeby chodzić po jego dywanie boso, zwłaszcza teraz, gdy jego test wyszedł bez zarzutu, więc szedł do niej bez gumek, w międzyczasie lubiła się myć, a on nie jadł własnej spermy.

Nie powiedziała ni chuja.

Nie zastanawiał się nad tym.

Do tej pory.

Hound wyszedł z mieszkania, poszedł do swojego pickupa, wsiadł i pojechał do Target.

Sięgnął po odkurzacz, a kiedy już tam był, zabrał ze sobą trochę Windexu, ściereczki do czyszczenia, ręczniki papierowe, mop i trochę rzeczy do czyszczenia łazienek.

W drodze powrotnej do mieszkania zadzwonił do Chilla, rekruta, którego przyjęli z Dutchem. Był to dobry dzieciak, o kilka lat starszy od Dutcha. Niewysoki. Szczupły i żylasty, inteligentny i najwyraźniej oddany (jak dotąd). Nie miał zielonego pojęcia o samochodach i motocyklach, poza tym, że je lubił, a ostatnim jeździł, więc nie pracował w warsztacie. Jak wszyscy rekruci, pracował w sklepie z artykułami samochodowymi, który również był częścią Ride, ale w przeciwieństwie do wszystkich rekrutów, zostawał tam po tym, jak dostał naszywkę.

Jeśli siedział, noga mu się trzęsła. Jeśli mówił, jego ręce mówiły z nim. Jeśli po prostu był, jego oczy zawsze błądziły po pomieszczeniu.

Oczywiście, był cholernie nadpobudliwy i nazywali go Chill[1].

- Yo, Hound - odebrał Chill.

- Właśnie powaliłem ćpuna w moim bloku, bo nie byłem wielkim fanem żywiołu, który przyciągał do mojej przestrzeni.

- Superowo - odpowiedział Chill.

Kolejnym wymogiem, aby zostać rekrutem Chaos, było to, by nie tolerować tego typu gówna, ale jednocześnie chcieć coś z tym zrobić.

Mama Chilla była wychodzącą z nałogu ćpunką, jego ojciec, od lat nie na tapecie, nie wyzdrowiał.

Więc Chill był na tak.

- Prawdopodobnie nie pomyślisz, kiedy powiem ci, że zdałem sobie sprawę, że nie sprzątałem mojego mieszkania przez dziewięć lat i to już nie jest męska jaskinia, to śmietnik, w którym przesiadywałby ćpun, więc przychodzisz i go wyszorujesz.

- Kurwa – mruknął Chill.

Bycie rekrutem Chaosu nie było łatwe, i to nie tylko dlatego, że dostawało się gówniane prace, takie jak układanie towarów na półkach, śledzenie zapasów i obsługa klientów w sklepie.

To dlatego, że byłeś zwykłym trepem, robiłeś to, co kazali ci bracia, chodziłeś tam, gdzie chcieli, żebyś był, nie kwestionowałeś tego, nie narzekałeś i byłeś na każde zawołanie 24/7, żeby załatwić wszystkie te sprawy.

- Znajdź Dutcha, zabierz ze sobą jego tyłek – rozkazał Hound.

- Znaczy... teraz? – zapytał Chill.

- Robisz coś dla innego brata? – zapytał Hound.

- Nie, po prostu pracuję w sklepie.

- Jest tam ktoś, kto nie jest Dutchem, żeby to załatwić?

- Tak.

- Tak, jak teraz.

- Jasne, będę tam za trzydzieści.

- Dobrze – mruknął Hound, rozłączył się, wrócił do siebie i zaniósł to gówno do swojego mieszkania.

Potem poszedł do mieszkania obok, żeby trochę pobyć z Jean, zanim miał zrobić jej lunch.

*****

- Więc powiedz mi, jak bardzo powinnam czuć się zaszczycona, że ​​wprowadziłeś mnie tu dziś wieczorem, a miejsce jest czyste i lśniące rozkazała Keely.

Była naga, okrakiem na kolanach Hound’a. On też był nagi, z plecami opartymi o wezgłowie łóżka.

Nie trzymała się na dystans. Jej klatka piersiowa była przy jego piersi, spoczywała na niej, ale odchyliła głowę, żeby móc na niego patrzeć.

Od ich drugiego razu do tego momentu Hound odbierał wiadomość głośno i wyraźnie, że mogą być kumplami od seksu, ale Keely nie zamierzała pozwolić, żeby to powstrzymało ją od bycia kochającą i czułą.

Oznaczało to, że za każdym razem, gdy nie uprawiali seksu, pozostawała blisko i dotykała.

Hound chciał znaleźć sposób, żeby ją przed tym ostrzec, wyznaczyć granicę, utrzymać ich skupionych.

Ale nie chodziło tylko o to, że tego chciał, a jeśli chodzi o Keely, był słaby.

Chodziło o to, że wiedział, że była głodna takiego gówna przez lata, a jeśli dotyczyło to Keely, chciał, żeby miała wszystko, czego potrzebuje.

To była noc po tym, jak Dutch i Chill spędzili trzy godziny na szorowaniu jego legowiska i, nie tylko dlatego, że była kobietą, ale dlatego, że miała oczy i nos, nie przegapiła tego.

- Musiałem przekazać wiadomość ćpunowi na dole dziś rano, mała - powiedział jej - Zobaczyłem, że jego dywan jest pół poziomu wyżej od mojego. Mężczyznom nie przeszkadza życie w chlewie, ale kiedy staje się jasne, że ćpunom też to nie przeszkadza, dzwoni do rekrutów, uzbraja ich w Windex i piankę do szorowania, a potem idzie zjeść lunch.

Roześmiała się i było to ciche, dźwięk i ruch jej ciała przy jego.

Przesunęła dłoń w górę jego klatki piersiowej do szyi, jej kciuk pocierał jego gardło, by wylądować we wgłębieniu w obojczyku.

- Jaką wiadomość przekazałeś? - zapytała.

- Że ma nie brać narkotyków w miejscu, gdzie ja dzielę z nim dach i nie zapraszać tam dilerów.

Przechyliła głowę na bok - Czy usłyszał twoją wiadomość?

- Dał znać, że tak.

- Założę się, że tak - wymamrotała, a potem głośniej - Dlaczego tu mieszkasz, kochanie? To miejsce jest do bani. I dostajesz taki sam Chaos, co ja, więc wiem, że stać cię na coś lepszego.

- Nie mieszkam tu na tyle długo, żeby zawracać sobie głowę przeprowadzką, Keely - skłamał.

- Taki facet jak ty nie powinien mieszkać w takim miejscu - odparła.

Taki facet jak on?

Jakim mężczyzną był według niej?

Nie powinien był pozwolić, by ciekawość zwyciężyła.

Nie powinien.

Ale tak, pozwolił.

- Gdzie mógłby mieszkać taki facet jak ja?

- Powiedziałabym, że zajebisty loft w centrum miasta czy coś w tym stylu, ale od tamtego dnia, kiedy powiedziałeś chłopakom, że koszenie trawnika jest częścią ich zarobku, miałam najlepszy trawnik w okolicy. I najlepsze krzewy. Kiedy dodałam kwiaty, był to najwspanialszy ogródek przed domem w okolicy trzech przecznic.

To była prawda. Założył jej system zraszający. Co roku stosował też środek chwastobójczy i nawóz do trawnika, żeby rósł bujnie i zielono.

Mieszkała w eleganckim, starym miejscu w Governor’s Park, z dużymi, zadbanymi drzewami i gęstymi krzewami. Dwupiętrowy wiktoriański dom, za którego kupno wszyscy bracia daliby Blackowi gówno, gdyby nie fakt, że kupił go dla Keely około miesiąca po tym, jak dowiedzieli się, że była w ciąży z Duch’em.

Miała przyzwoitej wielkości ogródek z przodu, jak na dom w mieście. Ogródek z tyłu był większy.

A zanim nauczył chłopaków, jak przejąć to gówno, dbał o to, żeby było ładnie, bujnie i zielono, żeby Keely mogła podjechać podjazdem z boku garażu i po prostu myśleć, że tak jest. Ładnie i zdrowo. Nie myśleć o niczym innym, jak tylko o tym, by czasem musiała zrobić z tym coś, żeby tak pozostało.

- Chłopcy, dbają o to - powiedział jej coś, co wiedziała - Wciąż to robią?

- Dutch jest z tym sam od jakiegoś czasu, ale skoro Jag musi zarobić na kieszonkowe, mama nie wynosi śmieci ani nie kosi żadnego pieprzonego trawnika.

Uśmiechnął się do niej.

- Więc dom - zadekretowała, przesuwając dłoń z powrotem w dół, zakrzywiając ją na jego klatce piersiowej, roztargnionym głaskaniem jego sutka na sposób, który był dla niej nieobecny, ale wcale nie taki dla niego - Mały. Ceglany. Z dużym podwórkiem z wbudowanym paleniskiem i grillem i najlepszym trawnikiem w okolicy. Może w Englewood.

Hound lubił, że uważała go za taki typ mężczyzny, mimo że wiedział, że było inaczej, a i ona w głębi duszy też to wiedziała.

Ale nigdy nie pomyślał, żeby zdobyć coś takiego dla siebie. Miał swoich braci. Miał swój motocykl. Miał obsesję na punkcie Keely. Jadł. Pił. Kopał tyłki. Robił swoją część dla swojego Klubu na wszystkie możliwe sposoby. Uprawiał seks. Imprezował. Miał swoje mieszkanie, swój pokój w Kompleksie, w którym rzadko przesiadywał, chyba że miał ochotę na jakąś groupies motocyklistów i potrzebował miejsca blisko, żeby się ostro zabawić. I miał Jean.

Mały ceglany dom z dużym podwórkiem i wbudowanym paleniskiem i grillem, gdzie jego bracia i ich kobiety mogliby przychodzić i spędzać czas, mógłby wrzucić kilka kiełbas i steków na grilla, a oni mogliby się wyluzować wokół dołu i je pochłonąć - nie brzmiało to jak coś do bani. Keely wychodząca z na tylny taras z miską pełną sałatki ziemniaczanej, którą sama zrobiła (a jej była najlepsza, pamiętał, nawet jeśli nie próbował jej przez siedemnaście lat), byłaby jeszcze mniej do bani.

Ta myśl nie sprawiła, że ​​zrobił to, co powinien zrobić.

Nie przypomniał jej, że prawdopodobnie powinna pomyśleć o powrocie do domu.

Sprawiła, że ​​przesunął dłonie z miejsca, w którym spoczywały na jej biodrach, do dolnej części pleców, a następnie w górę kręgosłupa.

Przycisnęła klatkę piersiową bliżej.

- Zajrzę na Zillow[2] - powiedziała.

- Co takiego? - zapytał.

- Zajrzę do Zillow. Rozejrzę się. Znajdę ci nowe mieszkanie.

Mrugnął na nią, jak zawsze robił, gdy go zaskakiwała.

Powoli.

- Mała...

- Z tym, że zioło jest legalne, nieruchomości to szaleństwo, ale myślę, że twardziel motocyklista może przystopować kogoś, kto spróbuje go przelicytować. Poza tym myślę, że pewnie masz tyle zaoszczędzonych pieniędzy, sądzę, że możesz przebić nawet właścicieli sklepów z trawką, którzy mają mnóstwo forsy.

- Po pierwsze, mała - powiedział cicho - …rozumiem, że niektóre kobiety nie sądzą, że mężczyźni czują gówno, gdy gryzą, ciągną i kręcą sutek mężczyzny, ale tylko mówię, że, kiedy tym mężczyzną jestem ja, to by się myliły.

- Och - wyszeptała, zatrzymując kciuk na jego sutku i przybierając taki słodki wyraz twarzy, że uśmiechnął się do niej.

- Po drugie, jak masz ochotę spędzić czas, sprawdzając nieruchomości w Denver na komputerze, to rób to. Ale ja się nie przeprowadzam.

- Hound…

- Mała, nie podoba mi się to, gdzie jestem, ale jestem tutaj i nigdzie się nie wybieram. Może pewnego dnia się gdzieś zadomowię. Ale teraz moje życie jest poza tym miejscem. Mam swoje lata, ale wciąż jestem dziki jak wiatr. To nie czas, żeby się wiązać. Wiem, że ten czas nadejdzie. Zaakceptuję to, kiedy nadejdzie i będę się z tego cieszyć. Po prostu teraz nie jest ten czas.

- Dziki jak wiatr – szepnęła, a wyraz jej twarzy sprawił, że Hound przesunął jedną rękę wyżej, tak że chwycił jej szyję i skórę głowy spod ucha.

- Mała?

- Kiedyś taka byłam – powiedziała mu.

Tak, była.

Dzika, piękna, szczęśliwa i beztroska.

- Wiem, że byłaś – odpowiedział.

- Wydaje się, że to było wieki temu.

Pogłaskał ją po twarzy, gdzie mógł sięgnąć kciukiem - Wiem.

Spojrzała mu głęboko w oczy - Odzyskuję to, tutaj, z tobą.

To uderzyło go, aż poczuł w brzuchu i nie było to wcale takie złe.

Owinął ją drugim ramieniem i przyciągnął mocno.

- Keely.

Obie jej dłonie przesunęły się w górę do jego policzków i zbliżyła się tak bardzo, że jej nos musnął jego.

- Zaraz ci obciągnę, kowboju – wyszeptała - I będziesz obserwował każdą sekundę.

- Jak tego chcesz, mała, nie będę cię powstrzymywał.

Pocałowała go najpierw, głęboko, mokro i dziko, i trzymała mocno, gdy warknął jej w gardło i próbował przewrócić ją na plecy, żeby mógł przejąć kontrolę.

Ale było jasne, że to był jej czas, aby mu coś dać i zamierzała to zrobić.

A Hound zamierzał jej na to pozwolić.

Kiedy przerwała pocałunek, powoli zeszła ustami na jego klatkę piersiową. Obrysowała wargami kilka jego tatuaży. Gryzła i ssała jego sutki, aż całe jego ciało zacisnęło się, powstrzymując go przed zepchnięciem jej na dół i wciśnięciem jej kutasa do ust.

A kiedy znalazła się między jego nogami, rozłożył je szeroko i uniósł kolana, żeby móc patrzeć, jak rzuciła się na niego, ssąc jego kutasa, liżąc jego jaja, biorąc je jedno po drugim do ust i wciągając głęboko, wbijając wargi, język i zęby w połączenia jego ud, szarpiąc jego kutasa ręką, kiedy jej usta nie były na nim.

Po długim czasie tych wykwintnych tortur, wbił się jej w gardło, gdy jej dłonie wsunęły się po wewnętrznej stronie jego ud i zacisnęły się na jego kolanach, rozchylając je.

Ale Keely klęczała między jego nogami, z rękami wyciągniętymi w ten sposób, jakby była kapłanką w pogańskim akcie czci dla penisa, którego czciła, więc kiedy wybuchnął, dmuchnął mocno, z pięścią w jej włosach, trzymając ją pełną siebie, wystrzeliwując w jej gardło ogromny kłąb, który ona od razu połknęła. A potem jej głowa, otoczona jedwabistymi włosami, cały czas kołysała się, dojąc go do sucha.

Kiedy uspokoił się, patrzył, jak go oczyszczała, z rękami wciąż wyciągniętymi, palcami owiniętymi wokół jego kolan, językiem oblizując do czysta od jąder w górę jego członka.

A potem pocałowała go w górę brzucha, żeber, klatki piersiowej, szyi, a on poprawił nogi, żeby znowu mogła usiąść na nim okrakiem.

Wtuliła twarz w bok jego szyi. Hound otoczył ją ramionami i nawet nie próbował powstrzymać się od okazania jej miłości i uwielbienia poprzez swój dotyk. Pozwalał swoim dłoniom wędrować, rozkoszując się jej miękkością i ciepłem skóry od pośladków przez biodra, plecy aż po szyję.

- Najlepszy lodzik, jaki kiedykolwiek miałem, mała – wymamrotał.

- Dobrze – wymamrotała w odpowiedzi.

- Nigdy nie zapomnę tego orgazmu. A co więcej, nigdy nie zapomnę, jak patrzyłem, jak go we mnie budujesz.

- Dobrze – wyszeptała.

Odwrócił głowę i pocałował ją w skroń.

Nadal szepcząc, powiedziała - Ty nie powinieneś mieć domu, Hound. Musisz być dziki jak wiatr tak długo, jak tego zechcesz, kochanie.

Przestał wędrować rękami i mocno ją przytulił.

To mogło dotyczyć niego. To mogło chodzić o Keely mówiącą mu, że to w nim lubiła i chciała, żeby to zachował.

Być może chodziło o to, że życzyła sobie, żeby nie związała swojej gwiazdy z Blackiem tak młodo, nie zamieszkała w dużym wiktoriańskim domu w ładnej części miasta i nie zaczęła mu dawać dzieci. Zadomowiła się młodo w czymś tak dobrym, że zawładnęło całym jej sercem, ale znalazła się przywiązana bez możliwości uwolnienia od życia, którego nie chciała, kiedy jej mężczyzna już w nim nie był.

Nie wypytywał jej, w którą stronę zmierzało to, co powiedziała.

Po prostu trzymał ją blisko i wąchał jej włosy, które były kwiatowe, ale ziołowe, czyste i łagodne, czuł jej ciężar i ciepło na sobie i wiedział wtedy, że następnym razem, kiedy przyjdzie do jego mieszkania, powinien z nią porozmawiać.

Skończyć z tym.

Ponieważ był w tym zbyt głęboko, kiedy to się zaczęło.

A teraz tonął.

Jednocześnie wiedział, że to nie będzie on.

To ona będzie tą, która to zakończy.

Ponieważ nieważne, ile by to zajęło, jak głęboko kopało, jak pustego go zostawiło, on dałby jej to, czego potrzebowała, nawet jeśli nic by po nim nie zostało, a kiedy ona odejdzie, on obróci się w popiół i rozwieje się wraz z podmuchem wiatru.

Hound wsunął się po jej ciele, obejmując jej krzak, wpychając twarz w jej szyję, by posłuchać, jak jej ciężki oddech się wyrównuje, czekając, aż nadejdzie właściwy czas, by delikatnie pogłaskać palcami jej wilgoć.

A gdy nadszedł właściwy czas, zrobił to.

- Dobrze? – wymamrotał, a jego usta zaczepiły się o gładką kość chokera na jej szyi.

- Powiedziałabym, że to była najlepsza mineta, jaką kiedykolwiek dostałam, ale za każdym razem, gdy mnie dotykasz, jest lepiej. Więc to była najlepsza mineta, jaką kiedykolwiek dostałam... do tej pory – odpowiedziała.

Uśmiechnął się szeroko.

Przesunęła dłonią po jego przedramieniu i przykryła jego między swoimi nogami.

- Chcę tylko powiedzieć - szepnęła - …że nie ma faceta, który nie rozumie, że, kiedy ma palce między nogami swojej kobiety, zwłaszcza po tym, jak ją właśnie doprowadził, ona to czuje.

Przestał ją głaskać, ale trzymał tam rękę, reszta jego ciała była zamrożona.

Jego kobieta?

Poczuł, jak odwróciła głowę i zapytała, z ustami przy jego włosach, naciskając palcami jego palce - Zamierzasz pieprzyć tę cipkę, kochanie? Czy po prostu zawłaszczasz ją?

Zawłaszczasz ją?

Podniósł głowę i spojrzał na nią, by zobaczyć, że jest zarumieniona i zadowolona, ​​ale jej oczy wciąż były rozgrzane i wiedział, że jego bioniczna laska seksualna była daleka od zaspokojenia.

- Do cholery - wyszeptała, jej oczy błądziły po jego twarzy, po czym zabrała rękę z jego dłoni, będącej między nogami i położyła ją na boku jego głowy - Jesteś tak cholernie gorący. Mogłabym patrzeć na ciebie godzinami.

- Ke…

Nie wydusił z siebie nic więcej.

Podniosła głowę z materaca i pocałowała go, wsuwając język do jego ust.

Hound’owi tak bardzo spodobało się to uczucie i smak, że wsunął palec w jej cipkę i połknął jej oddech, poczuł, jak jej biodra poruszyły się pod jego palcem, a następnie pozwolił jej przewrócić się na plecy.

Wspięła się na niego, jak teraz mogła, i całkiem swobodnie osunęła się na niego, bez prezerwatywy między nimi.

Pozwolił jej na sobie jeździć, aż nadszedł czas, by przejąć kontrolę, więc ją przejął.

Przewrócił ją na plecy i tak ją ujeżdżał. Potem uklęknął, podciągnął jej nogi w górę swojej klatki piersiowej i w ten sposób obserwował, jak brała jego kutasa. Potem się wycofał, obrócił ją na brzuch, podciągnął na kolana i tak ją wziął.

I na koniec zepchnął ją z kolan na brzuch w łóżku, a jedną ręką wepchnął pod nią, palcem na jej łechtaczce, doprowadzając ją tam falą orgazmów, które zakończyły się jej niekontrolowanym skowytem, a błaganiem jednocześnie, by przestał i by pieprzył ją mocniej, w końcu wstrzyknął swoją spermę głęboko i czysto w Keely, skoro nie było nic pomiędzy nimi.

Położył się na niej całym swoim ciężarem, wpychając rękę głębiej wzdłuż jej łechtaczki, aż jego palce rozczapierzyły się, gdzie poczuł, jak jego trzon był w niej zakorzeniony, wepchnął pod nią też drugą rękę, przenosząc część swojego ciężaru na przedramię i również zawijając palce wokół boku jej szyi.

- Chcę, żebyś wziął mnie w tyłek.

Miał jej wiele rzeczy do powiedzenia, były rzeczy, które musieli omówić, gdy oboje uspokoiliby się, ale to szepczące oświadczenie, gdy wciąż schodziła, wyprowadziło go z błędu.

- Co powiedziałaś? - zapytał, podnosząc głowę, by spojrzeć na jej profil.

Przekręciła szyję, by złapać jego wzrok.

- Chcę, żebyś wypieprzył mi tyłek, kochanie - wyszeptała.

Jego biodra mimowolnie wbiły się w jej.

- Teraz?

Uśmiechnęła się szeroko - Masz lubrykant?

Nie miał.

Nie tam.

Miał w Kompleksie.

- Nie.

- W takim razie na pewno nie teraz.

- Keely...

- Przyniosę lubrykant jutro wieczorem – zaproponowała.

- Mała...

Dziwna intensywność pojawiła się na jej twarzy i kiedy Hound to zobaczył, przygotował się w to, co miał usłyszeć.

- Chcę cię w tyłku, Hound. Chcę twojej spermy w moim gardle, w mojej cipce i w moim tyłku. Chcę dzikości. Chcę ognia. Z tobą jestem Keely. Bierzesz mnie mocno. Ostro mnie ujeżdżasz. Nie jestem mamą. Nie jestem urzędnikiem ds. nieobecności w szkole średniej, którą dzieciaki na zmianę uważają za gówno, bo jestem sobą, lub myślą, że jestem wrzodem na ich tyłku, bo jeśli opuszczają szkołę, to ja tym jestem. Tu jestem kobietą. Tylko kobietą. Kobietą, która lubi być pieprzona, niezależnie od tego, jak chcesz mnie pieprzyć.

Keely nigdy nie przyjmowała swoich czeków od Chaosu, by całymi dniami siedzieć z założonymi rękami, pijąc martini i oglądając opery mydlane. Przyjęła pracę jako urzędnik nadzorujący wagary w szkole średniej Dutcha i Jaga w drugim roku nauki Dutcha. Stało się to po tym, jak w ciągu roku, od śmierci Blacka do uzyskania tytułu magistra pracy socjalnej, podejmowała się różnych prac na pół etatu.

Była mamą. Miała tę pracę - taką, która była płatna i pozwalała jej wychodzić z domu. Zajmowała się dziećmi i domem. I chodziła do szkoły.

Hound zawsze to podziwiał, biorąc pod uwagę, że ostatecznie musiał zdać egzamin GED[3], zanim mógł dostać licencję mechanika, którą miał i utrzymywał, ale nigdy nie używał, bo jego praca dla Chaosu i w Ride nie polegała na trzymaniu klucza nasadowego.

Nie zarabiała dużo, ale nie musiała. To, co dawał jej Chaos, swobodnie pozwalało jej żyć.

Zamiast tego remontowała dom, tak jak planowali to zrobić z Blackiem przed jego śmiercią, więc wszystko zostało odnowione od piwnicy po dach. Zabierała chłopców na zajebiste wakacje każdej wiosny i lata, od miejsc takich jak Disneyland i tym podobnych, gdy byli młodzi, do Wielkiego Kanionu, Yosemite, Aruby i rejsów na Alaskę, gdy byli starsi. Gdy dostali prawa jazdy, kupiła obu chłopcom samochody (chociaż kazała im znaleźć pracę, żeby mogli zapłacić za ich konserwację i benzynę) i opłaciła ich szkołę. A Dutch i Jag powiedzieli mu, że ma konta dla nich obu, które mogli mieć dostępne, gdy będą mieli po dwadzieścia pięć lat albo gdy pobiorą się, żeby móc wpłacić zaliczkę na dom.

A te konta były znaczne.

- Mówiłeś wcześniej, że będziesz pieprzył mi tyłek, Hound, ale czy to cię nie kręci? - zapytała, zabierając z powrotem na siebie jego uwagę.

- Mała, chcesz, żebym cię wypieprzył w tyłek, zrobię co w mojej mocy, aby nie ronić łzy, że teraz nie mam lubrykantu. Ale tak tylko mówię, my tak się nie pieprzymy. Pieprzymy się ostro. Nikt nie da rady wziąć tak twardziela w tyłek.

- Więc pieprz delikatnie.

Pieprzyć Keely delikatnie.

Kurwa.

Wycofał się, wysunął ręce z jej objęć i przewrócił się na plecy.

Keely, jak zawsze - absolutnie zawsze - natychmiast znów zbliżyła się, lądując swoimi cyckami na jego piersi i przysuwając twarz do jego twarzy.

- Więc jutro wieczorem przynieść lubrykant? - zapytała.

- Nie musisz. Mam trochę w Kompleksie - odpowiedział.

Uśmiechnęła się do niego szeroko.

Chryste, jedyna kobieta na planecie, którą znał, która wyglądała na tak szczęśliwą, kiedy miała wziąć kutasa w tyłek.

Dzika. Ognista.

Keely.

Tak.

Chryste.

Najwyraźniej nie miał tego zakończyć następnej nocy, jak miał to zakończyć tej nocy i tego nie zrobi. Ale skoro nie zrobił tego dzisiaj, to gówno stanie się jutro.

Najwyraźniej przyniesie lubrykant i wejdzie w jej tyłek.

Hound spojrzał na sufit.

- Przyjdę wcześniej, przyniosę trochę kurczaka – powiedziała, a jego wzrok znów na nią powędrował - Powiedzmy, szósta?

Musiał zanieść kolację dla Jean i pomóc jej położyć się spać. Jak poszedłby tam wcześniej, oglądałaby telewizję, aż zasnęłaby.

Ale nie tak wcześnie.

- Powiedzmy, ósma.

Uniosła brwi - Ósma? To późno na jedzenie, Hound.

- Jeśli jeszcze nie rozumiesz, mała, to odpracujemy to.

Rzuciła mu kolejny szeroki uśmiech.

Chryste.

Spojrzał z powrotem na sufit.

Wśliznęła się na niego, podciągając kolana, tak że siedziała na nim okrakiem.

Więcej Keely.

Uwielbiała siedzieć okrakiem na swoim kowboju, im więcej kontaktu fizycznego mogła mieć, tym lepiej, włączając w to bezpośredni kontakt jej cipki z nim, gdziekolwiek mogła go dostać.

- Skończyliśmy? - zapytała.

Nie.

Do diabła, nie.

Ale powinni.

Spojrzał na nią i nie wdał się w to.

- Skąd wiedziałaś, gdzie mieszkam?

Zauważalnie zdezorientowała się - Co?

- Skąd wiedziałaś, gdzie mieszkam? Zapytałaś któregoś brata?

- Jesteś na liście kartek świątecznych Bev.

Więc to była koperta, którą dostawał od Bev każdego grudnia.

Ocenił, że było ich co najmniej siedem w górze poczty na kuchennym blacie, której nigdy nie otwierał, a której Dutch i Chill nie wyrzucili.

Otwierał rachunki.

Wyrzucał śmieci (albo Dutch i Chill wyrzucili śmieci, zwykle Hound po prostu je układał, ale ta sterta rozlała się po całej podłodze jakieś cztery lata temu).

Najwyraźniej odłożył kartki świąteczne.

- Bev wysyła kartki świąteczne motocyklistom? - zapytał.

Uśmiechnęła się szeroko - Wiesz, że Bev jest wariatką.

Wiedział.

Dlaczego Boz ją ustrzelił, Hound nie rozumiał. Potrafiła ujeżdżać mężczyźnie tyłek i robiła to. Ale nigdy tego nie robiła, kiedy Boz, który potrafił być idiotą, na to nie zasługiwał, a działo się to przeważnie tylko wtedy, gdy przyłapała go z językiem w gardle jakiejś napalonej biker groupies lub, co gorsza, kiedy przyłapała go trzymającego rękę pod spódnicą jednej z nich. Biorąc to pod uwagę, oczywiste było, że Boz musiał być wystarczającym idiotą, więc nawet Hound, który normalnie nigdy by tak go nie nazwał, mógłby go tak nazwać.

Ale nie zdarzało się to często, a nawet jeśli jego wykroczenia pogarszały sprawę, to nie było tak źle.

Przeważnie była słodka, naprawdę lubiła Boza i była wariatką.

Nie mógł o tym myśleć.

Musiał pomyśleć o czymś innym.

- Więc Bev wie, że tu przyszłaś?

- Powiedziałam Bev, że byłam dla ciebie suką i nie dałeś mi szansy, żebym przeprosiła, więc zapytałam, czy wie, gdzie mieszkasz, i mi powiedziała. Więc odpowiedź na twoje pytanie brzmi: tak. Wiedziała, że ​​tu przyszłam. Ale nie, nie wie, że nadal tu przychodzę.

Hound się zrelaksowała.

- Nadal jest totalnie zakochana w Bozie - oznajmiła.

Skupił się na niej, niepewny, czy chce się z nią w to mieszać z wielu powodów.

- Wtrąciłabym się, gdybym nie była tak wściekła na Boza za to, że się z nią nie związał z powrotem, po tym jak zerwała z nim za to, że był dupkiem - ciągnęła.

- Mała, wiesz, że nie możesz mieszać się w takie gówna – ostrzegł.

I miał rację.

Pomijając fakt, że Tyra Allen była już od prawie dziesięciu lat naczelną starszą panią i wtykała nos we wszystko, co chciała. Do tego stopnia, że ​​czasami powodowało to jej starcia z Tack’iem, ostatnio, gdy weszła w to, jak wracali do siebie High i Millie.

Tack nie był zadowolony.

To, co było do bani, to to, że nie można było kwestionować wyniku końcowego. To nie efekt końcowy był do bani. Do bani było to, że dawał on Cherry pretekst do zrobienia tego ponownie.

Nie podzielił się tym z Keely, bo absolutnie nie powinni tego robić. Ona była częścią Klubu taką, jaką była i zawsze taka będzie, a on był bratem Klubu i gdyby ona była jego starszą panią, rozmowa po pieprzeniu wyglądałaby właśnie tak.

Ale ona nigdy nie będzie jego starszą panią, więc była to granica, której zdecydowanie nie powinni przekraczać.

- Wiesz, co skłoniło go do tego, żeby do niej nie podejść z powrotem? - zapytała.

- Wiem, że wiesz, że nigdy nie podzielę się z tobą tym gównem. Wiem też, że wiesz, że to nie twoja sprawa. Wiem też, że wiesz, że nie wtykasz nosa w to gówno, bo możesz zostać odstrzelona. I na koniec, szczerze, mała, tak słodka, gorąca i piękna jak jesteś, wiesz o tym wszystkim wystarczająco dużo, żeby wiedzieć, że nigdy tam nie pójdziemy, bez względu na to, jak słodka, gorąca i piękna będziesz, żeby spróbować to zdobyć. Tak?

Zmarszczyła nos, co, skoro Hound był tego świadkiem, było tak urocze, że zaczął się zastanawiać, czy to, co właśnie powiedział, było prawdą.

- Jesteś tak bardzo Chaosem, że to trochę irytujące - warknęła.

- Cóż... jestem - odpowiedział.

Przewróciła oczami.

- Skończyliśmy już pieprzyć się na dziś wieczór czy co? - zapytał.

Jej wzrok powędrował w stronę budzika, a on przechylił głowę na materacu, żeby zrobić to samo.

Była prawie pierwsza w nocy.

Zwykle pisała mu SMS-a około dziewiątej lub dziesiątej wieczorem, że była na dole, a on schodził i ją przyprowadzał.

Zazwyczaj wychodziła też mniej więcej o tej porze.

- Najlepiej będzie, jeśli pójdę - mruknęła.

Hound ją przytulił. Pocałował ją. Zrzucił ich oboje z łóżka.

Wyczyściła się w jego teraz czystej łazience.

Ubrali się.

I obściskiwali się przy jej samochodzie, zanim wsiadła do niego i odjechała.

Hound nie zrobił tego, co zwykle robił, nie podszedł do swojego lokum, nie zdjął ubrań i nie padł na łóżko, by zasnąć, pachnąc Keely.

Poszedł do łazienki i włączył światło.

Fajne było to, o ile lepiej widział siebie w lustrze, które nie było pokryte plamami wody, pryśnięciami pasty do zębów i brudem.

I to sprawiło, że zaznaczył na swojej liście czyszczenie swojego mieszkania jako część obowiązków rekrutacyjnych Chilla i Dutcha, a Jag włączy się do tego gówna, gdy będzie kandydatem, ale może nawet wcześniej, gdyby przyszedł i znowu żebrał od Hound’a o pieniądze.

Zdjął koszulkę i przyjrzał się sobie w lustrze.

Miał burzę brudno blond włosów, które opadały mu na oczy, więc czasami za pomocą opaski odgarniał je na tył głowy i zwieszał je na ramiona.

Golił się może raz na dwa tygodnie, nie mając czasu ani ochoty, żeby dbać o wąsy czy bródkę, ani cierpliwości do nich, bo na początku swędziało go, żeby zapuścić brodę (to swędzenie zwiastowało golenie), więc ciemny zarost na policzkach, szczęce i na szyi był gęsty, ale nie długi.

Jego oczy były niebieskie. Po prostu niebieskie, nic ciekawego jeśli chodziło o kolor i kształt.

Jego czoło było ciężkie. Miał zmarszczki na twarzy, które być może sprawiały, że wyglądał na starszego, niż był. Ale skoro nie miał już dwudziestu lat, a nawet kiedy miał, nie obchodziło go to, to nie miało znaczenia.

Pracował nad swoją sylwetką, był wysoki, więc rozumiał laskę, która myślała, że był w dobrej formie.

A jego tatuaże były cholernie niesamowite.

Dostał swoją część cipek i nie musiał na to ciężko pracować, ale zawsze myślał, że działo się tak dlatego, że groupies motocyklistów były łatwe.

Hop grał w zespole rockowym, zanim dołączył do bractwa i opowiadał historie o cipkach na drodze, ale Hound widział, jak Hop wielokrotnie w to wchodził, nawet jeśli nie zamierzał śpiewać i grać na gitarze. Facet był po prostu przystojny.

Tack też.

Rush (syn Tacka, który dostał to, co było najlepsze od swojego ojca i jedyne, co mogła dać mu suka-mama, jej jasno niebieskie oczy), Shy, Joker i Snapper mogliby być modelami w magazynach. Magazynach motocyklowych, ale ci chłopcy mieli wygląd.

Widział, że kobiety też nie myślały, że High był trudny do oglądania.

Dog, który był teraz w Grand Junction z Brickiem, Arlo, Batem i Tug’iem, którzy otwierali tam ich nowy sklep, był taki sam. A Brick miał tę cechę misiowatą, która nie tylko sprawiała, że ​​kobiety padały mu do stóp, ale też sprawiała, że ​​myślały, że mogły traktować go jak gówno, a on to przyjmie (i tak było, dopóki nie skończył tego robić).

Pete był starym facetem, nie minęło mu, ale jeździł ostro, żył ostro, bawił się ostro, walczył ostro i nie umknęło to nikomu, kto na niego spojrzał.

Boz, Roscoe, Tug, Bat, Arlo i Speck –wszyscy oni mieli fajny styl motocyklowy, ale musieli na tym polegać. Chociaż Hound nie uważał, że myśleli o tym zbyt wiele. Po prostu się hulali i brali podryw, który otwierał się dla nich, a dla Chaosu zawsze było tego pod dostatkiem.

On też nigdy o tym nie myślał. Ale gdyby ktoś go do tego zmusił, biorąc pod uwagę, że był to pierwszy raz, kiedy przyglądał się sobie w lustrze, kiedy nie robił tego, żeby zbadać ranę lub się ogolić, pomyślałby, że to było to. Był motocyklistą. Był Chaosem. Wiedział, jak używać kutasa. Więc podryw otwierał się dla niego.

Zdecydowanie słyszał, że jest gorący, przystojny, dobrze wyglądał, ale myślał, że to tylko bzdura, żeby go zdobyć, by w coś wszedł, a tym czymś była cipka biker groupies.

Keely nazwała go „tak cholernie gorącym”, co sprawiło, że wpatrywał się intensywnie.

Nie widział tego.

Z drugiej strony, nie interesował się kutasem, poza swoim własnym, a ostatnio nie musiał go sam masturbować, wręcz przeciwnie. Każda chwila z dala od Keely była czasem na regenerację, więc nie będzie.

I to nie miało znaczenia.

Ona to widziała.

To miało znaczenie.

Zdecydowanie za duże, skoro stał w łazience i patrzył na swoje przeklęte odbicie w lustrze.

Przestał to robić, wyłączył światło i ściągnął buty, skarpetki i dżinsy.

Potem położył się spać, żeby przespać pięć godzin, zanim będzie musiał odwiedzić Jean.

 



[1] Chill - ang. wyluzuj, uspokój się

[2] Zillow - amerykańska firma działająca na rynku nieruchomości (też online)

[3] General Educational Development (GED) – amerykański egzamin, powszechnie uznawany za odpowiednik dyplomu ukończenia szkoły średniej, który zdaje się bez uczęszczania do liceum.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz