Zasługujesz
na lepsze
- Dostałeś dzisiaj moje
wiadomości?
Hound
siedział tyłkiem na kanapie.
Keely
gotowała w jego kuchni.
Minęły
prawie trzy tygodnie odkąd dała mu wersję swojego dziewictwa, a następnej nocy
swoją wersję irlandzkiego gulaszu. Przez te trzy tygodnie gotowała mu kolację
każdego wieczoru, najpierw przynosząc ją jak kurczaka i gulasz, a potem on
taszczył jej wymyślne torby z zakupami, bo gotowała je w jego gównianej kuchni.
Ponieważ
nie pozwalał jej przychodzić przed ósmą, oznaczało to, że jedli późno.
Ale
Keely była świetną kucharką, a Hound zwykle jadał fast foody, więc dobrze
radził sobie z czekaniem.
Keely
sobie nie radziła, więc przez cały czas zrzędziła z tego powodu.
Ale
miała go, całego, bez granic, a ponieważ nadal dawał to Jean, musiała czekać na
swoją kolej.
-
Mała - to wszystko, co powiedział o pięćdziesięciu wiadomościach, które mu
wysłała tego dnia.
To
dlatego, że były to zdjęcia mebli. Kanapy. Fotele. Fotele z funkcją relaksu.
Komody. Łóżka. Hokery.
Innymi
słowy, nie sadził, żeby potrzebowały odpowiedzi.
Albo
dyskusji.
Jego
meble były tak sterane, że nawet nie pamiętał, skąd je wziął. Przypomniał sobie
tylko, że nie miał nic nowego.
Ale
ustalono, że mieszkał w gównianej dziurze, więc chociaż nienawidził, że Keely,
kiedy była z nim, musiała z nich korzystać, to działało.
-
Kochanie? - zapytała.
-
Nie kupuję mebli - powiedział do telewizora.
-
Dlaczego nie? - zapytała bok jego głowy.
Spojrzał
na nią stojącą przy jego kuchence - Bo gdyby ktoś zobaczył, jak dostarczają to
gówno, za pierwszym razem, kiedy bym odjechał, stałoby w tym lokum przez jakieś
pięć minut, zanim ktoś by je buchnął.
-
Masz trzy zamki, Shep, i jesteś sobą. Naprawdę myślisz, że ktoś się tu włamie?
Ona
dostała jego Keekee, on zasłużył na Shep’a.
Jego
dziewczyna w liceum nazywała go Shep i to była jedyna osoba w jego życiu,
której pozwolił się tak nazywać.
Poza
Keely.
Nie
powiedział jej jednak o swojej dziewczynie z liceum.
I
musiał przyznać, że ta część miasta, będąc tak zaniedbaną jak jego budynek,
wymagała nieustannego wysiłku, by kopać tyłki lokatorom, ale nigdy nie znudził
się tym wysiłkiem, nie dlatego, że jego to obchodziło, ale dlatego, że
mieszkała tam Jean.
Miał
więc reputację i Keely prawdopodobnie miała rację.
Tego
też jej nie powiedział.
-
Nie jestem specjalnie zainteresowany traceniem kasy na kupowanie nowych mebli i
ich pilnowaniem.
-
Więc wykup ubezpieczenie wynajmu – odparła, spoglądając na mięso taco, które
mieszała na kuchence, jego mieszkanie wypełnił ten aromat, a on musiał przyznać
coś jeszcze. Jego meble nie pasowały do sceny,
którą była ta dobroć w powietrzu i kobieta tak piękna jak ona gotująca w jego
kuchni.
I
przez ostatnie kilka lat kołatało mu się w głowie, że musi pozbyć się swoich
materacy. Były do bani. Po prostu nigdy
nic z nimi nie zrobił.
-
Keely, po pierwsze, nie płacę oszustom, takim jak agenci ubezpieczeniowi, żeby
mnie wypieprzali, a po drugie, nawet jeśli są oszustami, żaden z nich nigdy nie
dałby mi polisy na mieszkanie w tej dzielnicy. A nawet gdyby, kosztowałoby to
krocie.
-
Nie masz ubezpieczenia? – zapytała.
-
Na mojego pickupa i motocykl, tak. Poza tym, nie.
-
Rozumiem to - powiedziała do mięsa taco.
Uśmiechnął
się do jej profilu, po czym spojrzał z powrotem na telewizor.
-
Zasługujesz na coś lepszego.
Ten
jej komentarz znów przykuł jego uwagę.
-
Rozumiem, dlaczego mieszkasz w tym miejscu i nie chcesz się przeprowadzać,
kochanie - ciągnęła - Ale nienawidzę tego, że wracasz do domu do dziury.
Zasługujesz na coś lepszego.
Chryste,
kochał ją.
Nigdy
by mu nie przyszło do głowy przez te wszystkie lata, odkąd zakochał się, że
mogłaby dostać od niego więcej tego.
Ale
mając ją taką, jaką miał teraz, całkowicie to zrobiła.
-
Co podobało ci się najbardziej, mała? - zapytał cicho.
Nie
wahała się odpowiedzieć - Ten czarny skórzany narożnik. Stołki barowe, których
podstawa jest zrobiona z wału korbowego. I ten skórzany fotel, co ma zagłówek z
ćwiekami.
Pamiętał
wszystkie te zdjęcia.
Mglisto.
I
z tego, co pamiętał, gdyby tak wyposażyła jego kawalerkę, wyglądałoby to tak,
jakby wszędzie zwymiotował bóg mebli Harley-Davidson.
Ale
jeśli jej to się podobało, to miał to w dupie.
-
Dam ci kasę, idź po to. Daj mi znać, kiedy to zostanie dostarczone. Przyślę tu
Dutch’a i Chill’a i wywieziemy to gówno na wysypisko.
Jej
oczy były wielkie - Naprawdę?
-
Tak.
-
Wszystko?
-
Cokolwiek zechcesz, ale upewnij się, że kupisz też nowe materace, Keekee. Moje
są do bani. I pomyśl o tym wezgłowiu łóżka, bo jeśli pamiętam, o czym mówisz,
nie będę mógł cię z tym przywiązać.
Jej
twarz skrzywiła się z udawaną irytacją - Nie rozgrzewaj mnie, kiedy robię
tacos.
-
Wiesz, że mocno cię wyrucham, jak mnie nakarmisz, więc nie narzekaj, że zmoczę
cię, zanim to zrobisz.
Przykręciła
gaz i podeszła, żeby popatrzeć na niego zza baru - Potrzebujesz też stolików do
kawy.
-
Cokolwiek - mruknął, odwracając się z powrotem do telewizora.
-
I nowe szafki nocne, komodę i nowe lampy, wszędzie.
-
Mam stosy gotówki w sejfie w moim pokoju w Kompleksie. Powiedz mi, ile
potrzebujesz. Przyniosę je jutro wieczorem i ci dam.
-
Mam carte blanche?
Ponownie
na nią spojrzał - Jak myślisz, że mi się spodoba, to pewnie mi się spodoba.
Bardziej prawdopodobne, że tego nie zauważę, chyba że będzie niewygodnie,
głupio, dziewczęco lub zbyt elegancko. Chyba wiesz, żeby unikać takich rzeczy,
więc tak. Masz carte blanche.
-
Biorę jutro wolne i idę na zakupy - oświadczyła.
Uśmiechnął
się szeroko, odwracając głowę w stronę telewizora i powtarzając - Cokolwiek.
-
Chcesz pójść ze mną?
To
poczuł jak cios ostrza w serce.
Powoli znowu na nią spojrzał.
-
Mała - powiedział cicho.
-
Czy to... - Dziwnie musiała poświęcić chwilę, żeby się pozbierać - Czy to: „mała”
nie ma mowy, żebym poszedł na zakupy, czy: „mała” nie chcesz się ze mną pokazać
publicznie? Bo jestem prawie pewna, że żaden brat Chaosu nie pojawi się w
sklepach meblowych.
-
Ich starsze panie mogą.
-
Więc nie chcesz być widziany publicznie ze mną.
Po
co pytała o to gówno?
Gdyby
to zależało od niego, pokazywałby się z nią publicznie, ona siedziałaby na
tylnym siedzeniu jego motocykla, on pieprzyłby ją w swoim łóżku w Kompleksie,
byłaby głęboko w jego życiu pod każdym względem, w jaki mógłby ją zdobyć.
Ale
to nie zależało od niego. To nie było coś, co mogłaby mu dać w sposób, w jaki,
jak przypuszczał, wiedziała, że tego
chciał, więc
to nie było
coś, co mógłby mieć, a ona wiedziała o tym gównie, więc dlaczego, kurwa, tam
szła i ciągnęła go ze sobą?
Odwrócił
się na kanapie, żeby stanąć z nią twarzą w twarz, starając się nie wkurzyć - Keekee…
-
To nie tak, że się nie znamy, Shep.
To
była prawda.
-
Jeśli w najmniej oczekiwanym przypadku natkniemy się na kogoś choć trochę
związanego z Chaosem – kontynuowała – …możemy powiedzieć, że potrzebujesz
nowych materacy lub czegoś takiego, a ponieważ masz to gdzieś, poprosiłeś mnie
o pomoc lub po prostu byłeś tam, żeby przekazać pieniądze. Ale skoro to się nie
wydarzy, to kogo to obchodzi?
-
Szczerze, mała, to głównie dlatego, że nie chcę iść na zakupy meblowe, więc
twoje nakręcanie się tym jest bezcelowe.
Spojrzała
na ścianę.
Musiał
ich z tego wyciągnąć, za nich oboje.
-
Jedzenie jest gotowe? – zapytał.
Spojrzała
na niego.
-
Tak – warknęła.
-
Będziesz się wkurzała, kiedy będziemy je jeść, mimo że jutro dam ci tysiące
dolarów w gotówce, żebyś mogła je wydać na udekorowanie
mojego obskurnego mieszkania?
Próbowała
się trzymać wściekłej, ale nie mogła.
Nadal
trzymała się tego werbalnie, ale bez kłucia i wydusiła: „Tak”.
Wstał
i ruszył w stronę kuchni - Więc dziś w nocy będzie lanie, mała. Jak dostaniesz
kłucie w tyłku i mojego kutasa w cipce, nie ma mowy,
żebyś pozostała wściekła.
-
Mówiłam ci, Hound, nie podniecaj mnie, kiedy nie zamierzasz nic z tym zrobić, i
dodam, nie podniecaj mnie, kiedy jestem na ciebie wściekła.
Złapał
ją w pasie i przyciągnął do siebie, zaciskając drugą rękę wokół niej i biorąc
jej usta w mokrym pocałunku.
Podniósł
głowę i spojrzał jej w oczy.
–
Nadal jesteś wkurzona? – zapytał.
–
Nie – odpowiedziała.
-
Dobrze. Ale nadal dostajesz lanie – powiedział jej.
Na
to się uśmiechnęła.
*****
Ukrywając
swe ciało, Hound oparł się o róg budynku i obserwował, jak Camilla Turnbull
wychodzi z innego budynku nieco dalej po drugiej stronie ulicy.
Była
pokryta żołnierzami Valenzuela, czterech tuż przy niej, jeden przy samochodzie,
do którego ją eskortowali, jeden w dół ulicy, pilnujący wszystkiego, a jeszcze
był kierowca.
Camilla
Turnbull należała do Valenzueli.
Ona
również prowadziła jego dziewczyny, a jej nazwisko było wymienione jako
producent wykonawczy we wszystkich jego filmach porno.
Jej
facet zniknął, ale Hound odkrył, że był wszędzie.
Miał
też dziwne przeczucie. Chodziło o dwóch chłopaków Valenzueli, którzy spieprzyli
sprawę i porwali Millie, jeden z nich ją uderzył, a potem obaj zginęli. Millie
była świadkiem kul, jakie otrzymali jego żołnierze. Ale kiedy policja dotarła
do kogokolwiek, aby zebrać zeznania, mężczyzna, który nie był tym, który to
zrobił, przyznał się do zabójstwa, a żaden świadek nie widział Valenzueli w
pobliżu miejsca zdarzenia. Nie wspominając o tym, że Turnbull dała mu alibi.
Ale
ta kolosalna wpadka się wydarzyła, Valenzuela już nie był obecny, ona w to
wkroczyła i to zaskoczyło Hound’a.
Miała
swoje miejsce w operacji Valenzueli i to miejsce zawsze było niezachwiane.
Valenzuela bardzo jasno dawał do zrozumienia, co myśli o pizdach. Pieprzył je i
używał ich, żeby utrzymać swoje dziewczyny w ryzach, a jego zakłady produkcyjne
produkowały kiepskie sekstaśmy.
A
ona teraz wychodziła z eleganckiego kompleksu apartamentów Valenzueli z całą
masą ochroniarzy wyglądających, jakby była właścicielką nie tylko tamtejszego apartamentu,
ale całego budynku i wszystkich mieszkańców kwartału.
Co
więcej, kobieta była młoda. Hound nie wiedział, jak młoda, ale obstawiał, że
nie przekroczyła nawet dwudziestki.
Za
młoda, by robić wszystko, co robiła - nie żeby ktokolwiek kiedykolwiek robił
to, co ona - i zdecydowanie za młoda, by kierować operacją wielkości
Valenzueli.
Możliwe,
że Valenzuela ukrywał się, wiedząc, że Chaos straci rozum po tym, jak Millie
została porwana. Miał nadzieję, że w tym czasie ostygną (nie ostygną) i obawiał
się, że będą chcieli się zemścić, wykorzystując jego kobietę (tego też by nie
zrobili, Chaos by nie zrobił, chociaż Hound by to rozważył), więc w
międzyczasie wysłał do niej dodatkowych ludzi.
Ale
nigdy nie powierzyłby jej dowodzenia. I chociaż Valenzuela poważnie podzielił
swoje operacje i nigdy nie był bezpośrednim kanałem komunikacji z żadnym ze
swoich ludzi, Turnbull udowadniała, że chciała
mieć większy wpływ na sprawy, a wrażenie, jakie dawała
Hound’owi, bo obserwował, było takie, że rządziła.
Więc
tak, Hound miał dziwne przeczucie, nie tylko dlatego, że to nie pasowało, ale
dlatego, że była tak mało znaczącym graczem, że nic o niej nie wiedział.
Wsiadła
do samochodu, kiedy jeden z przydupasów Valenzueli przytrzymywał jej drzwi.
Hound odwrócił się od krawędzi budynku, o który się opierał, i wzdłuż bloku poszedł
w drugą stronę, gdzie zaparkował swojego pickupa za rogiem.
Zrobił
to, jednocześnie wyciągając telefon i wykonując połączenie.
-
Hound - odpowiedział Knight Sebring.
Knight
Sebring był właścicielem najgorętszego klubu nocnego w Denver.
Miał
też poboczną działalność, którą traktował bardzo poważnie, co oznaczało, że
wiedział o wielu rzeczach.
A
było to prawie wszystko, co działo się pod ziemią w Denver.
-
Sebring - odpowiedział Hound - Masz trochę czasu?
-
Tak - powiedział Sebring.
-
Znasz Camillę Turnbull? - zapytał Hound.
-
Nie - odpowiedział Sebring - Wiem o niej. Nie poznałem jej prosto w twarz. Ale
ostatnio zapoznaliśmy się sobie przedstawieni.
To
było interesujące, ale nie poprawiło Hound’owi nastroju.
Zaczął
od tego pierwszego - Co o niej wiesz?
-
To cipa. Ma paskudny backhand i nie mam na myśli tenisa. Jeśli dziewczyna
przynosi zyski, niezależnie od tego, jak ją wykorzystuje, a ta dziewczyna chce
zerwać więzi, nie puszcza jej i ma paskudne sposoby, żeby trzymać swoje
dziewczyny pod swoim nadzorem. I nie miałbym nic przeciwko temu, żeby Denver
zobaczyło jej odwrót na stałe.
-
To wszystko? - naciskał Hound.
-
Poza tym, że ostatnio rozmawiałem z nią przez telefon, żeby podzielić się
swoimi odczuciami na temat tego, jak prowadzi swoje dziewczyny, i że w zasadzie
powiedziała mi, że ma moje odczucia gdzieś, tak.
Hound
wpatrywał się w swojego pickupa, gdy skręcił za róg i podszedł do niego, nie
lubiąc tego, co słyszał.
Niewiele
osób zadzierałoby z Knight’em Sebringiem. Gdyby powiedział ci, że nie czuje się
dobrze z tym, co robisz, z tym, jak się zachowujesz, niewiele osób nie poprosiłoby
o pisemną listę rzeczy, które chciałby zmienić w kolejności priorytetów, żeby
mogli to odhaczać w miarę postępów ich naprawy.
-
Więc Valenzuela uważa, że jest nietykalny i to
przeniosło się na jego cipkę – mruknął Hound.
-
To była moja opinia – odpowiedział Sebring.
-
A gdzie jesteś z tym teraz?
-
Nie mogę się doczekać, aż Chaos wykona swój ruch, żebym nie popsuł wam gry –
powiedział mu Sebring.
Hound
otworzył drzwi pickupa, wszedł do środka i powiedział - Valenzuela okazał się być
niewidoczny, odkąd jego żołnierze porwali starszą panią.
-
Wiem. Słyszałem, że jest na wakacjach.
-
Musi potrzebować dużo odpoczynku, bo to trwa już długo, a tak na marginesie, jak
masz cipkę, zabierasz go ze sobą na wakacje. Nie zostawiasz go, żeby zajmowała
się twoim gównem.
Sebring
nie krył zaskoczenia, gdy zapytał - Turnbull zajmuje się operacjami Valenzueli?
-
Nie mogę powiedzieć na pewno, ale nie siedzi już na krześle reżysera na planie
porno, tylko jest na ulicy, poświęcając dużo czasu jego porucznikom. Początkowo
było to powolne, ale z upływem czasu robi to coraz częściej.
-
Przejęcie? – zapytał Sebring, wciąż brzmiąc zaskoczony.
-
Nie wiem – odpowiedział Hound, rozglądając się po ulicy, chodniku i lusterkach
- Wkładałem czas i wysiłek w to, żeby ktoś się podzielił, ale są skąpi z
informacjami.
-
Tak - Teraz Sebring zabrzmiał na rozbawionego - Słyszałem o tym okropnym
upadku, który jeden z jego żołnierzy zaliczył ze schodów. Jak długo był w
szpitalu? Trzy tygodnie?
-
Dziwne, że nie wylądował i zatrzymał się, tylko potoczył się lotem po locie.
Usłyszał,
jak Sebring zachichotał, zanim zapytał – I to nic nie dało?
-
Nie.
-
Wiesz, że jestem w to zaangażowany na równi z wami, chłopaki, i słyszałem, że
to kutas, Hound. Ale chciałem tylko powiedzieć, że wspomniałem o mojej
niecierpliwości i zaniosę to Tack’owi. Chętnie usiądę na spotkaniu. Ale sposób
w jaki ona prowadzi swoją stajnię, to musi się skończyć. Miałem dość miesiące
temu. Więc możesz powiedzieć, że teraz naprawdę skończyłem.
-
Słowo, stary. Podzielę się z Tack’iem i on się odezwie.
-
Super. To wszystko, czego ode mnie potrzebujesz?
-
Na razie. Dzięki i do później.
-
Później, Hound.
Rozłączyli
się, Hound wsadził telefon do tylnej kieszeni i spojrzał na ulicę.
Minęły
już trzy miesiące od porwania Millie.
I
nigdzie nie było Valenzueli.
Ale
dużo Camilli Turnbull.
Może
zadawał ludziom niewłaściwe pytania.
Może
musiał zacząć pytać o Camillę Turnbull.
*****
-
I co o tym myślisz?
Hound
leżał nago na plecach w swoim łóżku, a Keely była naga na czworakach nad nim, z
ręką po jego każdej stronie, kolanem po każdej stronie, podskakując na nowym
materacu, który dostarczono tego dnia.
Minęły
trzy dni, odkąd rozmawiali o meblach.
A
teraz jego mieszkanie było wypatroszone, a wszystkie jego rzeczy on i rekruci
wynieśli na wysypisko, bo był piątek i reszta dostaw miała zacząć się jutro.
Materace
były super.
Keely
podskakująca nago na nim na czworakach była cholernie motywująca.
–
To działa – stwierdził z uśmiechem.
-
To działa? To jest cholernie bombowe,
super bombowo bombowe.
Zaczął
się śmiać, objął ją i przyciągnął do siebie.
Nie
stawiała oporu i się uspokoiła.
-
Jesteś wariatką – mruknął, gdy ją dopadł, wciąż się uśmiechając.
Uśmiechnęła
się do niego, po czym stwierdziła - Skoro mowa o wariatach, Boz jest jednym z
nich.
Uniósł
brwi - Co robi Boz?
-
Chodzi o to, czego on nie robi – poinformowała go - Jeśli nie wyciągnie głowy z
tyłka i nie odzyska Bev, ona zadowoli się nowym facetem, z którym się spotyka,
a to byłoby złe.
-
Kotku… – zaczął, ściskając ją ramionami.
-
Wiem, wiem, wiem – przerwała mu, machając ręką między ich twarzami - Przysięga
bractwa, że nie będziesz wtykać nosa w nie swoje
sprawy. Ale poważnie, ten facet, z którym ona się spotyka…
Zrobiła
minę.
To
była zabawna mina, ale nie spodobała mu się.
-
Ten facet pieprzy się z nią? - zapytał, ton jego głosu był wściekły.
Keely
zrobiła się poważna i rozpłynęła się na nim.
-
Nie, skarbie - powiedziała cicho. - To nie tak, że ją bije, zdradza czy coś.
Jeszcze go nie poznałam, a ona tak naprawdę niewiele o nim mówi, ale i tak
wiem, że to nie jest facet dla niej.
-
Skąd to wiesz?
-
Cóż, nie mamy całej nocy, więc opowiem ci to, co jest najważniejsze. Ma małego
fiuta.
Hound
mrugnął do niej powoli.
-
Powiedz jeszcze raz?
-
Kciuk - stwierdziła.
Ciało
Hound’a zaczęło się trząść.
-
Teraz nie wiem, bo miałam szczęście w życiu i nigdy nie widziałam małego fiuta,
ale podejrzewam, że jeśli nie jesteś specjalnie obdarzony, to nadrabiasz to,
nabywając inne umiejętności.
Jego
słowo drżało też, gdy zapytał - On nie nabył?
Pokręciła
głową - Niezdara.
Łóżko
zaczęło się trząść od cichego śmiechu Hound’a.
-
On jest jakby, no cóż, ona mówi, że on sprzedaje ubezpieczenia, więc
podejrzewam, że on też jest trochę mięczakiem – kontynuowała - To znaczy, nic w
tym złego, jeśli to działa dla cienie, ale dla Bev nie. Spotykała kilku dobrych
od czasów Boza, ale musi to być odpowiednia mieszanka, idealna równowaga, a
zawsze mają za dużo złych części.
Teraz
był zdezorientowany - O czym ty mówisz?
-
Bad boy – powiedziała mu - Alfa. Motocyklista. Ona lubi odrobinę szaleństwa, bo
Boz to miał i było to słodkie, jeśli lubisz takie rzeczy, a ja nie lubię, ale
ona tak, więc im się to udało. Ale wiesz, twardziel, pół kroku wyżej od
jaskiniowca musi być temperowany.
Ponieważ
leżała na nim, co oznaczało spędzanie z nim czasu, więc wyłapał jej dryg i nie
wiedział, czy zacząć się znowu śmiać, czy zacząć się wkurzać.
-
Pół kroku wyżej od jaskiniowca? – zapytał.
-
Shep, kochanie, pijesz piwo z brookies.
-
To czyni mnie pół kroku wyżej od jaskiniowca?
-
A twoje patelnie są zrobione z blachy, a ostatni raz używali ich włóczędzy
wysiedleni z Oklahomy podczas kryzysu pyłowego.
To
załatwiło sprawę.
Zaczął
się znowu śmiać.
-
I nie można przegapić tego, że masz dominującą osobowość – ciągnęła.
Nie,
to nie umknęło jego uwadze.
-
Dla kobiety, która nie jest popychadłem, może to się źle skończyć, jeśli sprawy
nie zostaną zrównoważone w drugą stronę – oświadczyła.
-
A jaka jest druga strona?
-
Jeśli jej facet nie jest opiekuńczy, jak ty. I troskliwy, jak ty. I słodki, jak
ty. I zabawny, jak ty. A zwłaszcza jeśli nie ma pięknego kutasa i nie wie, jak
go używać, jak ty.
Hound
nie znajdował teraz niczego zabawnego.
Znajdował
to jako coś o wiele lepszego.
-
Myślisz, że jestem tym całym gównem?
-
Kochanie, twój wzrok, gdy na mnie spojrzysz po pierwszym kęsie jedzenia, które
dla ciebie robię, za każdym razem, mówi mi, jak bardzo to lubisz, co
natychmiast sprawia, że warto kupić to jedzenie i ugotować je dla ciebie.
-
Chcę tylko powiedzieć, że nie chcę umniejszać jedzeniu, które dla mnie
gotujesz, a które lubię i doceniam twój wysiłek, ale zanim zaczęłaś to robić,
Keekee, jadłem tylko fast foody, więc prawie wszystko byłoby lepsze.
-
Jestem pewna, ale to nie ma znaczenia. Liczy się to, że nie zachowujesz się
tak, jakbyś oczekiwał, że podam ci dobre jedzenie, bo masz penisa. Jak
powiedziałeś, doceniasz to i dajesz o tym znać. W tym tkwi różnica. Teraz mogę
dalej wciskać ci w tyłek wazelinę, ale nie namawiałabym cię, żebyś zamienił
słowo z Bozem na temat wyjęcia jego
głowy z tyłka.
-
Keely, do bani, że Bev zamierza zadowolić się tym facetem, ale to nie moja
sprawa, ani twoja, a skoro rozstali się lata temu, również nie Boza.
-
A z tego, co wiesz o ich rozstaniu, nie obchodzi go, że Bev idzie dalej?
Nie
mógł tego powiedzieć.
Powiedział
- Z tego, co wiem o bractwie, nie angażuję się.
-
Hound...
Ścisnął
ją mocno, żeby ją uciszyć.
-
Nie, kotku, to się nie wydarzy.
Rzuciła
mu uparte spojrzenie.
Trzymał
język za zębami i to znosił.
Jej
spojrzenie zniknęło, a na jego miejscu pojawiło się zmartwione.
To
było trudniejsze do zniesienia.
-
Chcę, żeby była szczęśliwa - powiedziała.
-
Ten facet jej nie uszczęśliwia?
-
Zwraca na nią uwagę, a jeśli się ustatkują, pomoże jej płacić rachunki. To
właśnie robi dla niej ten facet.
Lubił
Bev. To było do bani. Zasługiwała na więcej.
To
nadal nie był jego problem.
Ani
Keely.
Nie
musiał tego powtarzać.
Keely
zrozumiała.
-
Racja - mruknęła Keely - Przestaniemy o tym rozmawiać, bo to mnie smuci.
Przetoczył
ją i oddał jej część swojego ciężaru, skupiając na sobie całą jej uwagę.
-
Po prostu z nią porozmawiaj - poradził - Powiedz jej, żeby poczekała na to,
czego chce.
-
Ona już nie ma dwudziestu dwóch lat, kochanie.
-
Nie. Ale jest dobrą kobietą i nie powinna się poddawać.
Przesunęła
dłoń po jego plecach, lekko i słodko - Na pewno nie będziesz z nim rozmawiać?
Pokręcił
głową, lubiąc dotyk, ale mu się nie poddając.
-
Wiesz, jak to jest, Keekee.
Jej
oczy oderwały się od niego, a na jej twarzy coś poruszyło się bardziej, niż na
to zasługiwał temat ich obecnej rozmowy, nawet tak blisko jak była z Beverly i
tak oczywiste, jak było to dla niej uciążliwe, gdy odpowiedziała - Wiem, jak to
jest.
-
Mała - zawołał.
Wróciła
do niego wzrokiem i nie poprawiło mu nastroju to, że wyglądała, jakby wymazała
swój wyraz twarzy, jakby straciła nad nim kontrolę, wiedziała, co ujawniła i
ukrywała to przed nim.
-
Zechcesz mi powiedzieć, co siedzi ci w głowie? - zapytał.
-
Tylko to, że to jedna z tych złych części, które musisz zrównoważyć z dobrymi.
Mógł
to zrozumieć.
-
Przepraszam, Keekee - wyszeptał.
-
Tak jest, kochanie - wyszeptała.
Zdecydowanie
tak było.
Dotknął
ustami jej ust i tam je zostawił, gdy zapytał - Chcesz więcej?
-
Naprawdę musisz zadawać to pytanie? - Uśmiechnął się szeroko do jej ust i kiedy
przysunął swoje ponownie, nie było to już dotknięcie.
*****
-
Co o tym myślisz? - zapytał Hound Jean.
Jean
przeszła korytarzem, co robiła rzadko, ale wszystkie meble Keely pojawiły się u
niego, a ona słyszała zamieszanie przez ostatnie sześć dni i była ciekawa.
Więc
skoro jego mieszkanie nie było już chlewem (nie żeby wcześniej nie była u niego,
po prostu była Jean, więc nie narażał jej na to, kiedy miała grymaśnie
pedantyczną kawalerkę pełen rzeczy, ale o wiele lepszych niż u niego), pokazał
jej.
Keely
przyszła nawet w sobotni poranek, zanim cokolwiek dostarczono, i wyczyściła
dywany parą. Niektóre plamy nie zeszły, ale i tak wyglądało to o wiele lepiej.
-
To, co miałeś wcześniej, nie było dla niej wystarczająco dobre?
Pytanie
Jean sprawiło, że spojrzał na nią, opierającą się o balkonik w jego drzwiach
wejściowych.
-
Nie podobało jej się, że żyłem w gratach – powiedział jej - Powiedziała, że zasługuję na coś lepszego.
Jean
przez chwilę przyglądała mu się, zanim odpowiedziała - Zasługujesz. To, że ci
to powiedziała, sprawiło, że pozwoliłeś jej wydać na ciebie sporą część twoich własnych
pieniędzy?
Nie
chodziło tylko o to, że Hound zachowywał dwie najlepsze części swojego życia
dla siebie, nie pozwalając im się spotkać, ponieważ wiedział, że ostatecznie
skończy się to z Keely, ale także dlatego, że Jean nie była jej największą
fanką, a fakt, że to się kiedyś skończy, był jednym z powodów, dla których nie
była.
Między
innymi.
-
Miałem inną motywację, Jean Robaczku - podzielił się - Spędzam tu więcej czasu,
i tak, to z nią, ale to była nora.
Wyciągnęła
kościstą rękę w stronę pokoju, który wcale nie wyglądał, jakby bóg
Harleya-Davidsona na niego zwymiotował. Stołki barowe z wałem korbowym były
fajne, ale Keely zostawiła tu je, jakby było to coś wyjątkowego, a cała reszta
była po prostu męska i wygodna.
-
To jej styl?
Dom
Keely nie był wyposażony z czarnej skóry i chromu. Był odważny i rzucał się w
oczy. Gdyby musiał to opisać, powiedziałby, że był takim stylu wypasionym,
fajnym, rock’n’rollowym, cygańskiego motocyklisty.
-
Nie.
-
Więc ona po prostu nie przychodzi tutaj, ukrywając się z tobą. Byłeś u niej w
domu – stwierdziła Jean, ale to było pytanie.
-
Tak – odpowiedział.
-
Chodzi o to, że nadal się ukrywacie.
-
Jean…
-
Wiesz, że tego nie rozumiem, Shepherd. Wydaje się, że przyjmujesz to z
dystansem, ale dla mnie to nie ma sensu. Ona jest tu każdej nocy. Jeśli uważa,
że zasługujesz na lepsze
miejsce do życia
i wkłada wysiłek, aby to osiągnąć, bo wiem, że to ona wyczyściła ten dywan, słyszałam
to, to dlaczego tak jest?
-
Po prostu tak jest.
-
To nie ma sensu.
-
Nie żyjesz w naszym świecie.
-
Wiem, że gdybym była młodą kobietą, która przykuła twoją uwagę i zawładnęła
twoim sercem, nie ukrywałabym tego w brzydkim mieszkaniu, które można upiększyć
przyzwoitymi meblami, ale i tak nie jest lepiej. Krzyczałabym o tym całemu
światu.
-
Tego nie ma w kartach.
-
Z powodu ciebie czy z powodu niej? – zażądała.
Z powodu niej
- pomyślał.
-
Z powodu moich braci – powiedział.
-
I oni tak wiele dla ciebie znaczą, że nie możesz mieć kobiety, którą kochasz,
która, mam nadzieję, dzięki czasowi, który z tobą spędza i wysiłkom, jakie
wkłada, by uczynić twoje życie lepszym, również się o ciebie troszczy? –
naciskała.
-
Tak.
-
I myślisz, że to ma sens? – zapytała.
-
Myślę, że to jedyny sposób, w jaki może być i oboje bierzemy to, co możemy
dostać, jak możemy to dostać, dopóki nie wydarzy się gówno, w którym nie
będziemy mogli tego mieć.
-
Oddałbyś swoich braci dla niej?
-
To tak, jakbyś prosiła mnie, żebym odciął sobie rękę.
Przyjrzała
mu się ponownie, zanim skinęła głową - Rozumiem. I ta Keely to rozumie, więc
pozwala ci ukryć się w tym brzydkim mieszkaniu, zabierając wszystko, co może
dostać.
Poradziłby
sobie z tym, co postanowią zrobić bracia, jeśli miałoby to oznaczać, że w końcu
miałby i ich, i Keely.
Ale
ona miała mężczyznę, któremu oddała wszystko, a on nie żył. I chociaż miała
więcej do dania, nie mogła dać wszystkiego, co sprawiało, że warto byłoby
stawiać czoła braciom, żeby ją mieć. Wiedziała o tym, więc brała to, co mogła
dostać i dawała to samo.
Nie
wyjaśnił tego Jean.
Powiedział
- Mężczyzna, którego kochała, był moim bratem, który umarł i nie będzie dla
niej nikogo takiego.
-
Oczywiście, że nie – odparła - Kochała go. Wyszła za niego za mąż. Dała mu
dzieci. Ale czy to oznacza, że nie może znaleźć kogoś innego do kochania, jeśli nie tak samo, to w
inny sposób, który jest równie piękny?
Hound
wpatrywał się w nią.
Nie
czekała na jego odpowiedź.
Oświadczyła
- Jasne, że nie może. Może jej zależeć na tyle, żeby wyczyścić twój dywan,
Shepherd, i może uważać, że zasługujesz na coś lepszego, i ja bym się z tym
całkowicie zgodziła - Lekko przechyliła się w jego stronę, na tyle, żeby nie
wyprowadzić jej z równowagi - Zasługujesz na coś lepszego – stwierdziła.
-
To dobra kobieta – powiedział jej stanowczo.
-
Jestem pewna. Jednak dowody sugerują, że nadal możesz mieć coś lepszego.
Poczuł,
jak zaciskają mu się usta i wymusił na nich ruch - Może nie powinniśmy o tym
rozmawiać.
Spojrzała
badawczo na jego usta i mruknęła - Może nie powinniśmy - Spojrzała z powrotem
na pokój i dokończyła - Bardzo mi się podoba. Cokolwiek można powiedzieć o tym,
co się dzieje, miała na myśli ciebie, kiedy urządzała twoje mieszkanie. To
bardzo twoje. I zdecydowanie jest lepsze od tego, co miałeś, i wygląda bardzo
dobrze - Jej wzrok wrócił do niego - Na co
zasługujesz.
Skinął
głową, bardziej niż gotowy, by zrobić z nią ślimaczy spacer z powrotem do jej
mieszkania i nadal wkurzony, bo rzadko chciał zostawiać Jean. Jak musiał ją
zostawić, bo miał coś do zrobienia, tak. Ale ona była spokojem w jego życiu,
który zawsze był burzą.
Jego
preferencją było życie, które wybrał.
Nadal
dobrze było mieć miejsce, które było spokojne.
-
Nie bądź na mnie zły, że się o ciebie martwię, motek - powiedziała cicho.
Nie
był na nią zły z tego powodu.
Był
zły, że zwróciła mu uwagę na rzeczy, o których starał się nie myśleć - Mogę
wytrzymać wkurzony na ciebie przez jakieś dziesięć sekund – odpowiedział.
Uniosła
brwi - Czy byłeś kiedyś na mnie zły?
-
Kiedy miałaś ten kaszel, który trwał dwa tygodnie i odmówiłaś pójścia do
lekarza, a oni odkryli, że to zapalenie płuc.
-
Och, oczywiście – mruknęła.
-
I kiedy naskoczyłaś na mnie, że nadal możesz pościelić łóżko, a potem upadłaś i
uderzyłaś głową o szafkę nocną, a ja znalazłem cię na podłodze trzy godziny
później, nieprzytomną i musiałem zabrać cię do szpitala.
-
Zapomniałam o tym – mruknęła.
-
I tego razu, kiedy się na mnie wkurzyłaś, że się wysiliłem, żeby pożyczyć
samochód mojego brata, bo łatwiej ci do niego wsiadać i wysiadać z niego niż z
mojego pickupa, kiedy musiałem cię zawieźć do synagogi.
Jej
oczy skupiły się na nim - Możesz już przestać.
Uśmiechnął
się szeroko.
Jej
oczy powędrowały dalej.
-
Nie kupiła ci nowego telewizora - zauważyła.
Spojrzał
na swój pudełkowaty telewizor, który, jak mgliście pamiętał podniósł sprzed
śmietnika, a potem zadzwonił po przysługę od znajomego faceta od naprawiania
telewizorów, który był motocyklistą, żeby go naprawił.
-
To moje zadanie. Kupuję dziś wieczorem taki z uchwytem. Myślę o sześćdziesięciu
calach.
Przesunęła
się z balkonikiem w stronę jego nowej kanapy - Cóż, teraz jest pora lunchu i nie
dziś wieczorem, więc co ty na to, żebyśmy zjedli trochę resztek jedzenia, które
ci zrobiła, i cieszyli się twoimi nowymi meblami, dając twojemu telewizorowi
ostatnią szansę. Na TNT leci maraton „Prawo i porządek”.
Na
ile mógł stwierdzić po tym, jak często przebywał w jej mieszkaniu, zawsze
odbywał się tam maraton „Prawo i porządek”.
-
Ona ma na imię Keely, kochanie – powiedział cicho.
Ciągle
przesuwała się w stronę kanapy, nie oglądała się za siebie i odpowiedziała - Wiem.
Poczuł,
jak jego usta drgnęły.
Potem
patrzył, aż dotarła do jego kanapy i patrzył, jak przesuwa się, kieruje tyłek w
jej stronę i ląduje na kanapie.
Potem
poszedł do kuchni, żeby podgrzać w mikrofalówce trochę resztek jedzenia Keely.
Nie
zamierzał dać Keely szansy na przekonanie Jean do siebie.
Miał
jednak przeczucie, że jej jedzenie pomoże w tej sprawie.
Ostatecznie
nie wiedział, czy się pomylił, czy miał rację.
Wiedział,
że zrobił jej ogromną porcję spaghetti z domowym chlebem czosnkowym...
Wyczyściła
talerz.
Dziękuje:)
OdpowiedzUsuń