niedziela, 8 grudnia 2024

6 - Zasługujesz na lepsze

 

ROZDZIAŁ 6

Zasługujesz na lepsze

 

- Dostałeś dzisiaj moje wiadomości?

Hound siedział tyłkiem na kanapie.

Keely gotowała w jego kuchni.

Minęły prawie trzy tygodnie odkąd dała mu wersję swojego dziewictwa, a następnej nocy swoją wersję irlandzkiego gulaszu. Przez te trzy tygodnie gotowała mu kolację każdego wieczoru, najpierw przynosząc ją jak kurczaka i gulasz, a potem on taszczył jej wymyślne torby z zakupami, bo gotowała je w jego gównianej kuchni.

Ponieważ nie pozwalał jej przychodzić przed ósmą, oznaczało to, że jedli późno.

Ale Keely była świetną kucharką, a Hound zwykle jadał fast foody, więc dobrze radził sobie z czekaniem.

Keely sobie nie radziła, więc przez cały czas zrzędziła z tego powodu.

Ale miała go, całego, bez granic, a ponieważ nadal dawał to Jean, musiała czekać na swoją kolej.

- Mała - to wszystko, co powiedział o pięćdziesięciu wiadomościach, które mu wysłała tego dnia.

To dlatego, że były to zdjęcia mebli. Kanapy. Fotele. Fotele z funkcją relaksu. Komody. Łóżka. Hokery.

Innymi słowy, nie sadził, żeby potrzebowały odpowiedzi.

Albo dyskusji.

Jego meble były tak sterane, że nawet nie pamiętał, skąd je wziął. Przypomniał sobie tylko, że nie miał nic nowego.

Ale ustalono, że mieszkał w gównianej dziurze, więc chociaż nienawidził, że Keely, kiedy była z nim, musiała z nich korzystać, to działało.

- Kochanie? - zapytała.

- Nie kupuję mebli - powiedział do telewizora.

- Dlaczego nie? - zapytała bok jego głowy.

Spojrzał na nią stojącą przy jego kuchence - Bo gdyby ktoś zobaczył, jak dostarczają to gówno, za pierwszym razem, kiedy bym odjechał, stałoby w tym lokum przez jakieś pięć minut, zanim ktoś by je buchnął.

- Masz trzy zamki, Shep, i jesteś sobą. Naprawdę myślisz, że ktoś się tu włamie?

Ona dostała jego Keekee, on zasłużył na Shep’a.

Jego dziewczyna w liceum nazywała go Shep i to była jedyna osoba w jego życiu, której pozwolił się tak nazywać.

Poza Keely.

Nie powiedział jej jednak o swojej dziewczynie z liceum.

I musiał przyznać, że ta część miasta, będąc tak zaniedbaną jak jego budynek, wymagała nieustannego wysiłku, by kopać tyłki lokatorom, ale nigdy nie znudził się tym wysiłkiem, nie dlatego, że jego to obchodziło, ale dlatego, że mieszkała tam Jean.

Miał więc reputację i Keely prawdopodobnie miała rację.

Tego też jej nie powiedział.

- Nie jestem specjalnie zainteresowany traceniem kasy na kupowanie nowych mebli i ich pilnowaniem.

- Więc wykup ubezpieczenie wynajmu – odparła, spoglądając na mięso taco, które mieszała na kuchence, jego mieszkanie wypełnił ten aromat, a on musiał przyznać coś jeszcze. Jego meble nie pasowały do ​​sceny, którą była ta dobroć w powietrzu i kobieta tak piękna jak ona gotująca w jego kuchni.

I przez ostatnie kilka lat kołatało mu się w głowie, że musi pozbyć się swoich materacy. Były do ​​bani. Po prostu nigdy nic z nimi nie zrobił.

- Keely, po pierwsze, nie płacę oszustom, takim jak agenci ubezpieczeniowi, żeby mnie wypieprzali, a po drugie, nawet jeśli są oszustami, żaden z nich nigdy nie dałby mi polisy na mieszkanie w tej dzielnicy. A nawet gdyby, kosztowałoby to krocie.

- Nie masz ubezpieczenia? – zapytała.

- Na mojego pickupa i motocykl, tak. Poza tym, nie.

- Rozumiem to - powiedziała do mięsa taco.

Uśmiechnął się do jej profilu, po czym spojrzał z powrotem na telewizor.

- Zasługujesz na coś lepszego.

Ten jej komentarz znów przykuł jego uwagę.

- Rozumiem, dlaczego mieszkasz w tym miejscu i nie chcesz się przeprowadzać, kochanie - ciągnęła - Ale nienawidzę tego, że wracasz do domu do dziury. Zasługujesz na coś lepszego.

Chryste, kochał ją.

Nigdy by mu nie przyszło do głowy przez te wszystkie lata, odkąd zakochał się, że mogłaby dostać od niego więcej tego.

Ale mając ją taką, jaką miał teraz, całkowicie to zrobiła.

- Co podobało ci się najbardziej, mała? - zapytał cicho.

Nie wahała się odpowiedzieć - Ten czarny skórzany narożnik. Stołki barowe, których podstawa jest zrobiona z wału korbowego. I ten skórzany fotel, co ma zagłówek z ćwiekami.

Pamiętał wszystkie te zdjęcia.

Mglisto.

I z tego, co pamiętał, gdyby tak wyposażyła jego kawalerkę, wyglądałoby to tak, jakby wszędzie zwymiotował bóg mebli Harley-Davidson.

Ale jeśli jej to się podobało, to miał to w dupie.

- Dam ci kasę, idź po to. Daj mi znać, kiedy to zostanie dostarczone. Przyślę tu Dutch’a i Chill’a i wywieziemy to gówno na wysypisko.

Jej oczy były wielkie - Naprawdę?

- Tak.

- Wszystko?

- Cokolwiek zechcesz, ale upewnij się, że kupisz też nowe materace, Keekee. Moje są do bani. I pomyśl o tym wezgłowiu łóżka, bo jeśli pamiętam, o czym mówisz, nie będę mógł cię z tym przywiązać.

Jej twarz skrzywiła się z udawaną irytacją - Nie rozgrzewaj mnie, kiedy robię tacos.

- Wiesz, że mocno cię wyrucham, jak mnie nakarmisz, więc nie narzekaj, że zmoczę cię, zanim to zrobisz.

Przykręciła gaz i podeszła, żeby popatrzeć na niego zza baru - Potrzebujesz też stolików do kawy.

- Cokolwiek - mruknął, odwracając się z powrotem do telewizora.

- I nowe szafki nocne, komodę i nowe lampy, wszędzie.

- Mam stosy gotówki w sejfie w moim pokoju w Kompleksie. Powiedz mi, ile potrzebujesz. Przyniosę je jutro wieczorem i ci dam.

- Mam carte blanche?

Ponownie na nią spojrzał - Jak myślisz, że mi się spodoba, to pewnie mi się spodoba. Bardziej prawdopodobne, że tego nie zauważę, chyba że będzie niewygodnie, głupio, dziewczęco lub zbyt elegancko. Chyba wiesz, żeby unikać takich rzeczy, więc tak. Masz carte blanche.

- Biorę jutro wolne i idę na zakupy - oświadczyła.

Uśmiechnął się szeroko, odwracając głowę w stronę telewizora i powtarzając - Cokolwiek.

- Chcesz pójść ze mną?

To poczuł jak cios ostrza w serce.

Powoli znowu na nią spojrzał.

- Mała - powiedział cicho.

- Czy to... - Dziwnie musiała poświęcić chwilę, żeby się pozbierać - Czy to: „mała” nie ma mowy, żebym poszedł na zakupy, czy: „mała” nie chcesz się ze mną pokazać publicznie? Bo jestem prawie pewna, że żaden brat Chaosu nie pojawi się w sklepach meblowych.

- Ich starsze panie mogą.

- Więc nie chcesz być widziany publicznie ze mną.

Po co pytała o to gówno?

Gdyby to zależało od niego, pokazywałby się z nią publicznie, ona siedziałaby na tylnym siedzeniu jego motocykla, on pieprzyłby ją w swoim łóżku w Kompleksie, byłaby głęboko w jego życiu pod każdym względem, w jaki mógłby ją zdobyć.

Ale to nie zależało od niego. To nie było coś, co mogłaby mu dać w sposób, w jaki, jak przypuszczał, wiedziała, że ​​tego chciał, więc to nie było coś, co mógłby mieć, a ona wiedziała o tym gównie, więc dlaczego, kurwa, tam szła i ciągnęła go ze sobą?

Odwrócił się na kanapie, żeby stanąć z nią twarzą w twarz, starając się nie wkurzyć - Keekee…

- To nie tak, że się nie znamy, Shep.

To była prawda.

- Jeśli w najmniej oczekiwanym przypadku natkniemy się na kogoś choć trochę związanego z Chaosem – kontynuowała – …możemy powiedzieć, że potrzebujesz nowych materacy lub czegoś takiego, a ponieważ masz to gdzieś, poprosiłeś mnie o pomoc lub po prostu byłeś tam, żeby przekazać pieniądze. Ale skoro to się nie wydarzy, to kogo to obchodzi?

- Szczerze, mała, to głównie dlatego, że nie chcę iść na zakupy meblowe, więc twoje nakręcanie się tym jest bezcelowe.

Spojrzała na ścianę.

Musiał ich z tego wyciągnąć, za nich oboje.

- Jedzenie jest gotowe? – zapytał.

Spojrzała na niego.

- Tak – warknęła.

- Będziesz się wkurzała, kiedy będziemy je jeść, mimo że jutro dam ci tysiące dolarów w gotówce, żebyś mogła je wydać na udekorowanie mojego obskurnego mieszkania?

Próbowała się trzymać wściekłej, ale nie mogła.

Nadal trzymała się tego werbalnie, ale bez kłucia i wydusiła: „Tak”.

Wstał i ruszył w stronę kuchni - Więc dziś w nocy będzie lanie, mała. Jak dostaniesz kłucie w tyłku i mojego kutasa w cipce, nie ma mowy, żebyś pozostała wściekła.

- Mówiłam ci, Hound, nie podniecaj mnie, kiedy nie zamierzasz nic z tym zrobić, i dodam, nie podniecaj mnie, kiedy jestem na ciebie wściekła.

Złapał ją w pasie i przyciągnął do siebie, zaciskając drugą rękę wokół niej i biorąc jej usta w mokrym pocałunku.

Podniósł głowę i spojrzał jej w oczy.

– Nadal jesteś wkurzona? – zapytał.

– Nie – odpowiedziała.

- Dobrze. Ale nadal dostajesz lanie – powiedział jej.

Na to się uśmiechnęła.

*****

Ukrywając swe ciało, Hound oparł się o róg budynku i obserwował, jak Camilla Turnbull wychodzi z innego budynku nieco dalej po drugiej stronie ulicy.

Była pokryta żołnierzami Valenzuela, czterech tuż przy niej, jeden przy samochodzie, do którego ją eskortowali, jeden w dół ulicy, pilnujący wszystkiego, a jeszcze był kierowca.

Camilla Turnbull należała do Valenzueli.

Ona również prowadziła jego dziewczyny, a jej nazwisko było wymienione jako producent wykonawczy we wszystkich jego filmach porno.

Jej facet zniknął, ale Hound odkrył, że był wszędzie.

Miał też dziwne przeczucie. Chodziło o dwóch chłopaków Valenzueli, którzy spieprzyli sprawę i porwali Millie, jeden z nich ją uderzył, a potem obaj zginęli. Millie była świadkiem kul, jakie otrzymali jego żołnierze. Ale kiedy policja dotarła do kogokolwiek, aby zebrać zeznania, mężczyzna, który nie był tym, który to zrobił, przyznał się do zabójstwa, a żaden świadek nie widział Valenzueli w pobliżu miejsca zdarzenia. Nie wspominając o tym, że Turnbull dała mu alibi.

Ale ta kolosalna wpadka się wydarzyła, Valenzuela już nie był obecny, ona w to wkroczyła i to zaskoczyło Hound’a.

Miała swoje miejsce w operacji Valenzueli i to miejsce zawsze było niezachwiane. Valenzuela bardzo jasno dawał do zrozumienia, co myśli o pizdach. Pieprzył je i używał ich, żeby utrzymać swoje dziewczyny w ryzach, a jego zakłady produkcyjne produkowały kiepskie sekstaśmy.

A ona teraz wychodziła z eleganckiego kompleksu apartamentów Valenzueli z całą masą ochroniarzy wyglądających, jakby była właścicielką nie tylko tamtejszego apartamentu, ale całego budynku i wszystkich mieszkańców kwartału.

Co więcej, kobieta była młoda. Hound nie wiedział, jak młoda, ale obstawiał, że nie przekroczyła nawet dwudziestki.

Za młoda, by robić wszystko, co robiła - nie żeby ktokolwiek kiedykolwiek robił to, co ona - i zdecydowanie za młoda, by kierować operacją wielkości Valenzueli.

Możliwe, że Valenzuela ukrywał się, wiedząc, że Chaos straci rozum po tym, jak Millie została porwana. Miał nadzieję, że w tym czasie ostygną (nie ostygną) i obawiał się, że będą chcieli się zemścić, wykorzystując jego kobietę (tego też by nie zrobili, Chaos by nie zrobił, chociaż Hound by to rozważył), więc w międzyczasie wysłał do niej dodatkowych ludzi.

Ale nigdy nie powierzyłby jej dowodzenia. I chociaż Valenzuela poważnie podzielił swoje operacje i nigdy nie był bezpośrednim kanałem komunikacji z żadnym ze swoich ludzi, Turnbull udowadniała, że ​​chciała mieć większy wpływ na sprawy, a wrażenie, jakie dawała Hound’owi, bo obserwował, było takie, że rządziła.

Więc tak, Hound miał dziwne przeczucie, nie tylko dlatego, że to nie pasowało, ale dlatego, że była tak mało znaczącym graczem, że nic o niej nie wiedział.

Wsiadła do samochodu, kiedy jeden z przydupasów Valenzueli przytrzymywał jej drzwi. Hound odwrócił się od krawędzi budynku, o który się opierał, i wzdłuż bloku poszedł w drugą stronę, gdzie zaparkował swojego pickupa za rogiem.

Zrobił to, jednocześnie wyciągając telefon i wykonując połączenie.

- Hound - odpowiedział Knight Sebring.

Knight Sebring był właścicielem najgorętszego klubu nocnego w Denver.

Miał też poboczną działalność, którą traktował bardzo poważnie, co oznaczało, że wiedział o wielu rzeczach.

A było to prawie wszystko, co działo się pod ziemią w Denver.

- Sebring - odpowiedział Hound - Masz trochę czasu?

- Tak - powiedział Sebring.

- Znasz Camillę Turnbull? - zapytał Hound.

- Nie - odpowiedział Sebring - Wiem o niej. Nie poznałem jej prosto w twarz. Ale ostatnio zapoznaliśmy się sobie przedstawieni.

To było interesujące, ale nie poprawiło Hound’owi nastroju.

Zaczął od tego pierwszego - Co o niej wiesz?

- To cipa. Ma paskudny backhand i nie mam na myśli tenisa. Jeśli dziewczyna przynosi zyski, niezależnie od tego, jak ją wykorzystuje, a ta dziewczyna chce zerwać więzi, nie puszcza jej i ma paskudne sposoby, żeby trzymać swoje dziewczyny pod swoim nadzorem. I nie miałbym nic przeciwko temu, żeby Denver zobaczyło jej odwrót na stałe.

- To wszystko? - naciskał Hound.

- Poza tym, że ostatnio rozmawiałem z nią przez telefon, żeby podzielić się swoimi odczuciami na temat tego, jak prowadzi swoje dziewczyny, i że w zasadzie powiedziała mi, że ma moje odczucia gdzieś, tak.

Hound wpatrywał się w swojego pickupa, gdy skręcił za róg i podszedł do niego, nie lubiąc tego, co słyszał.

Niewiele osób zadzierałoby z Knight’em Sebringiem. Gdyby powiedział ci, że nie czuje się dobrze z tym, co robisz, z tym, jak się zachowujesz, niewiele osób nie poprosiłoby o pisemną listę rzeczy, które chciałby zmienić w kolejności priorytetów, żeby mogli to odhaczać w miarę postępów ich naprawy.

- Więc Valenzuela uważa, że ​​jest nietykalny i to przeniosło się na jego cipkę mruknął Hound.

- To była moja opinia – odpowiedział Sebring.

- A gdzie jesteś z tym teraz?

- Nie mogę się doczekać, aż Chaos wykona swój ruch, żebym nie popsuł wam gry – powiedział mu Sebring.

Hound otworzył drzwi pickupa, wszedł do środka i powiedział - Valenzuela okazał się być niewidoczny, odkąd jego żołnierze porwali starszą panią.

- Wiem. Słyszałem, że jest na wakacjach.

- Musi potrzebować dużo odpoczynku, bo to trwa już długo, a tak na marginesie, jak masz cipkę, zabierasz go ze sobą na wakacje. Nie zostawiasz go, żeby zajmowała się twoim gównem.

Sebring nie krył zaskoczenia, gdy zapytał - Turnbull zajmuje się operacjami Valenzueli?

- Nie mogę powiedzieć na pewno, ale nie siedzi już na krześle reżysera na planie porno, tylko jest na ulicy, poświęcając dużo czasu jego porucznikom. Początkowo było to powolne, ale z upływem czasu robi to coraz częściej.

- Przejęcie? – zapytał Sebring, wciąż brzmiąc zaskoczony.

- Nie wiem – odpowiedział Hound, rozglądając się po ulicy, chodniku i lusterkach - Wkładałem czas i wysiłek w to, żeby ktoś się podzielił, ale są skąpi z informacjami.

- Tak - Teraz Sebring zabrzmiał na rozbawionego - Słyszałem o tym okropnym upadku, który jeden z jego żołnierzy zaliczył ze schodów. Jak długo był w szpitalu? Trzy tygodnie?

- Dziwne, że nie wylądował i zatrzymał się, tylko potoczył się lotem po locie.

Usłyszał, jak Sebring zachichotał, zanim zapytał – I to nic nie dało?

- Nie.

- Wiesz, że jestem w to zaangażowany na równi z wami, chłopaki, i słyszałem, że to kutas, Hound. Ale chciałem tylko powiedzieć, że wspomniałem o mojej niecierpliwości i zaniosę to Tack’owi. Chętnie usiądę na spotkaniu. Ale sposób w jaki ona prowadzi swoją stajnię, to musi się skończyć. Miałem dość miesiące temu. Więc możesz powiedzieć, że teraz naprawdę skończyłem.

- Słowo, stary. Podzielę się z Tack’iem i on się odezwie.

- Super. To wszystko, czego ode mnie potrzebujesz?

- Na razie. Dzięki i do później.

- Później, Hound.

Rozłączyli się, Hound wsadził telefon do tylnej kieszeni i spojrzał na ulicę.

Minęły już trzy miesiące od porwania Millie.

I nigdzie nie było Valenzueli.

Ale dużo Camilli Turnbull.

Może zadawał ludziom niewłaściwe pytania.

Może musiał zacząć pytać o Camillę Turnbull.

*****

- I co o tym myślisz?

Hound leżał nago na plecach w swoim łóżku, a Keely była naga na czworakach nad nim, z ręką po jego każdej stronie, kolanem po każdej stronie, podskakując na nowym materacu, który dostarczono tego dnia.

Minęły trzy dni, odkąd rozmawiali o meblach.

A teraz jego mieszkanie było wypatroszone, a wszystkie jego rzeczy on i rekruci wynieśli na wysypisko, bo był piątek i reszta dostaw miała zacząć się jutro.

Materace były super.

Keely podskakująca nago na nim na czworakach była cholernie motywująca.

– To działa – stwierdził z uśmiechem.

- To działa? To jest cholernie bombowe, super bombowo bombowe.

Zaczął się śmiać, objął ją i przyciągnął do siebie.

Nie stawiała oporu i się uspokoiła.

- Jesteś wariatką – mruknął, gdy ją dopadł, wciąż się uśmiechając.

Uśmiechnęła się do niego, po czym stwierdziła - Skoro mowa o wariatach, Boz jest jednym z nich.

Uniósł brwi - Co robi Boz?

- Chodzi o to, czego on nie robi – poinformowała go - Jeśli nie wyciągnie głowy z tyłka i nie odzyska Bev, ona zadowoli się nowym facetem, z którym się spotyka, a to byłoby złe.

- Kotku… – zaczął, ściskając ją ramionami.

- Wiem, wiem, wiem – przerwała mu, machając ręką między ich twarzami - Przysięga bractwa, że ​​nie będziesz wtykać nosa w nie swoje sprawy. Ale poważnie, ten facet, z którym ona się spotyka…

Zrobiła minę.

To była zabawna mina, ale nie spodobała mu się.

- Ten facet pieprzy się z nią? - zapytał, ton jego głosu był wściekły.

Keely zrobiła się poważna i rozpłynęła się na nim.

- Nie, skarbie - powiedziała cicho. - To nie tak, że ją bije, zdradza czy coś. Jeszcze go nie poznałam, a ona tak naprawdę niewiele o nim mówi, ale i tak wiem, że to nie jest facet dla niej.

- Skąd to wiesz?

- Cóż, nie mamy całej nocy, więc opowiem ci to, co jest najważniejsze. Ma małego fiuta.

Hound mrugnął do niej powoli.

- Powiedz jeszcze raz?

- Kciuk - stwierdziła.

Ciało Hound’a zaczęło się trząść.

- Teraz nie wiem, bo miałam szczęście w życiu i nigdy nie widziałam małego fiuta, ale podejrzewam, że jeśli nie jesteś specjalnie obdarzony, to nadrabiasz to, nabywając inne umiejętności.

Jego słowo drżało też, gdy zapytał - On nie nabył?

Pokręciła głową - Niezdara.

Łóżko zaczęło się trząść od cichego śmiechu Hound’a.

- On jest jakby, no cóż, ona mówi, że on sprzedaje ubezpieczenia, więc podejrzewam, że on też jest trochę mięczakiem – kontynuowała - To znaczy, nic w tym złego, jeśli to działa dla cienie, ale dla Bev nie. Spotykała kilku dobrych od czasów Boza, ale musi to być odpowiednia mieszanka, idealna równowaga, a zawsze mają za dużo złych części.

Teraz był zdezorientowany - O czym ty mówisz?

- Bad boy – powiedziała mu - Alfa. Motocyklista. Ona lubi odrobinę szaleństwa, bo Boz to miał i było to słodkie, jeśli lubisz takie rzeczy, a ja nie lubię, ale ona tak, więc im się to udało. Ale wiesz, twardziel, pół kroku wyżej od jaskiniowca musi być temperowany.

Ponieważ leżała na nim, co oznaczało spędzanie z nim czasu, więc wyłapał jej dryg i nie wiedział, czy zacząć się znowu śmiać, czy zacząć się wkurzać.

- Pół kroku wyżej od jaskiniowca? – zapytał.

- Shep, kochanie, pijesz piwo z brookies.

- To czyni mnie pół kroku wyżej od jaskiniowca?

- A twoje patelnie są zrobione z blachy, a ostatni raz używali ich włóczędzy wysiedleni z Oklahomy podczas kryzysu pyłowego.

To załatwiło sprawę.

Zaczął się znowu śmiać.

- I nie można przegapić tego, że masz dominującą osobowość – ciągnęła.

Nie, to nie umknęło jego uwadze.

- Dla kobiety, która nie jest popychadłem, może to się źle skończyć, jeśli sprawy nie zostaną zrównoważone w drugą stronę – oświadczyła.

- A jaka jest druga strona?

- Jeśli jej facet nie jest opiekuńczy, jak ty. I troskliwy, jak ty. I słodki, jak ty. I zabawny, jak ty. A zwłaszcza jeśli nie ma pięknego kutasa i nie wie, jak go używać, jak ty.

Hound nie znajdował teraz niczego zabawnego.

Znajdował to jako coś o wiele lepszego.

- Myślisz, że jestem tym całym gównem?

- Kochanie, twój wzrok, gdy na mnie spojrzysz po pierwszym kęsie jedzenia, które dla ciebie robię, za każdym razem, mówi mi, jak bardzo to lubisz, co natychmiast sprawia, że warto kupić to jedzenie i ugotować je dla ciebie.

- Chcę tylko powiedzieć, że nie chcę umniejszać jedzeniu, które dla mnie gotujesz, a które lubię i doceniam twój wysiłek, ale zanim zaczęłaś to robić, Keekee, jadłem tylko fast foody, więc prawie wszystko byłoby lepsze.

- Jestem pewna, ale to nie ma znaczenia. Liczy się to, że nie zachowujesz się tak, jakbyś oczekiwał, że podam ci dobre jedzenie, bo masz penisa. Jak powiedziałeś, doceniasz to i dajesz o tym znać. W tym tkwi różnica. Teraz mogę dalej wciskać ci w tyłek wazelinę, ale nie namawiałabym cię, żebyś zamienił słowo z Bozem na temat wyjęcia jego głowy z tyłka.

- Keely, do bani, że Bev zamierza zadowolić się tym facetem, ale to nie moja sprawa, ani twoja, a skoro rozstali się lata temu, również nie Boza.

- A z tego, co wiesz o ich rozstaniu, nie obchodzi go, że Bev idzie dalej?

Nie mógł tego powiedzieć.

Powiedział - Z tego, co wiem o bractwie, nie angażuję się.

- Hound...

Ścisnął ją mocno, żeby ją uciszyć.

- Nie, kotku, to się nie wydarzy.

Rzuciła mu uparte spojrzenie.

Trzymał język za zębami i to znosił.

Jej spojrzenie zniknęło, a na jego miejscu pojawiło się zmartwione.

To było trudniejsze do zniesienia.

- Chcę, żeby była szczęśliwa - powiedziała.

- Ten facet jej nie uszczęśliwia?

- Zwraca na nią uwagę, a jeśli się ustatkują, pomoże jej płacić rachunki. To właśnie robi dla niej ten facet.

Lubił Bev. To było do bani. Zasługiwała na więcej.

To nadal nie był jego problem.

Ani Keely.

Nie musiał tego powtarzać.

Keely zrozumiała.

- Racja - mruknęła Keely - Przestaniemy o tym rozmawiać, bo to mnie smuci.

Przetoczył ją i oddał jej część swojego ciężaru, skupiając na sobie całą jej uwagę.

- Po prostu z nią porozmawiaj - poradził - Powiedz jej, żeby poczekała na to, czego chce.

- Ona już nie ma dwudziestu dwóch lat, kochanie.

- Nie. Ale jest dobrą kobietą i nie powinna się poddawać.

Przesunęła dłoń po jego plecach, lekko i słodko - Na pewno nie będziesz z nim rozmawiać?

Pokręcił głową, lubiąc dotyk, ale mu się nie poddając.

- Wiesz, jak to jest, Keekee.

Jej oczy oderwały się od niego, a na jej twarzy coś poruszyło się bardziej, niż na to zasługiwał temat ich obecnej rozmowy, nawet tak blisko jak była z Beverly i tak oczywiste, jak było to dla niej uciążliwe, gdy odpowiedziała - Wiem, jak to jest.

- Mała - zawołał.

Wróciła do niego wzrokiem i nie poprawiło mu nastroju to, że wyglądała, jakby wymazała swój wyraz twarzy, jakby straciła nad nim kontrolę, wiedziała, co ujawniła i ukrywała to przed nim.

- Zechcesz mi powiedzieć, co siedzi ci w głowie? - zapytał.

- Tylko to, że to jedna z tych złych części, które musisz zrównoważyć z dobrymi.

Mógł to zrozumieć.

- Przepraszam, Keekee - wyszeptał.

- Tak jest, kochanie - wyszeptała.

Zdecydowanie tak było.

Dotknął ustami jej ust i tam je zostawił, gdy zapytał - Chcesz więcej?

- Naprawdę musisz zadawać to pytanie? - Uśmiechnął się szeroko do jej ust i kiedy przysunął swoje ponownie, nie było to już dotknięcie.

*****

- Co o tym myślisz? - zapytał Hound Jean.

Jean przeszła korytarzem, co robiła rzadko, ale wszystkie meble Keely pojawiły się u niego, a ona słyszała zamieszanie przez ostatnie sześć dni i była ciekawa.

Więc skoro jego mieszkanie nie było już chlewem (nie żeby wcześniej nie była u niego, po prostu była Jean, więc nie narażał jej na to, kiedy miała grymaśnie pedantyczną kawalerkę pełen rzeczy, ale o wiele lepszych niż u niego), pokazał jej.

Keely przyszła nawet w sobotni poranek, zanim cokolwiek dostarczono, i wyczyściła dywany parą. Niektóre plamy nie zeszły, ale i tak wyglądało to o wiele lepiej.

- To, co miałeś wcześniej, nie było dla niej wystarczająco dobre?

Pytanie Jean sprawiło, że spojrzał na nią, opierającą się o balkonik w jego drzwiach wejściowych.

- Nie podobało jej się, że żyłem w gratach – powiedział jej - Powiedziała, że ​​zasługuję na coś lepszego.

Jean przez chwilę przyglądała mu się, zanim odpowiedziała - Zasługujesz. To, że ci to powiedziała, sprawiło, że pozwoliłeś jej wydać na ciebie sporą część twoich własnych pieniędzy?

Nie chodziło tylko o to, że Hound zachowywał dwie najlepsze części swojego życia dla siebie, nie pozwalając im się spotkać, ponieważ wiedział, że ostatecznie skończy się to z Keely, ale także dlatego, że Jean nie była jej największą fanką, a fakt, że to się kiedyś skończy, był jednym z powodów, dla których nie była.

Między innymi.

- Miałem inną motywację, Jean Robaczku - podzielił się - Spędzam tu więcej czasu, i tak, to z nią, ale to była nora.

Wyciągnęła kościstą rękę w stronę pokoju, który wcale nie wyglądał, jakby bóg Harleya-Davidsona na niego zwymiotował. Stołki barowe z wałem korbowym były fajne, ale Keely zostawiła tu je, jakby było to coś wyjątkowego, a cała reszta była po prostu męska i wygodna.

- To jej styl?

Dom Keely nie był wyposażony z czarnej skóry i chromu. Był odważny i rzucał się w oczy. Gdyby musiał to opisać, powiedziałby, że był takim stylu wypasionym, fajnym, rock’n’rollowym, cygańskiego motocyklisty.

- Nie.

- Więc ona po prostu nie przychodzi tutaj, ukrywając się z tobą. Byłeś u niej w domu – stwierdziła Jean, ale to było pytanie.

- Tak – odpowiedział.

- Chodzi o to, że nadal się ukrywacie.

- Jean…

- Wiesz, że tego nie rozumiem, Shepherd. Wydaje się, że przyjmujesz to z dystansem, ale dla mnie to nie ma sensu. Ona jest tu każdej nocy. Jeśli uważa, że ​​zasługujesz na lepsze miejsce do życia i wkłada wysiłek, aby to osiągnąć, bo wiem, że to ona wyczyściła ten dywan, słyszałam to, to dlaczego tak jest?

- Po prostu tak jest.

- To nie ma sensu.

- Nie żyjesz w naszym świecie.

- Wiem, że gdybym była młodą kobietą, która przykuła twoją uwagę i zawładnęła twoim sercem, nie ukrywałabym tego w brzydkim mieszkaniu, które można upiększyć przyzwoitymi meblami, ale i tak nie jest lepiej. Krzyczałabym o tym całemu światu.

- Tego nie ma w kartach.

- Z powodu ciebie czy z powodu niej? – zażądała.

Z powodu niej - pomyślał.

- Z powodu moich braci – powiedział.

- I oni tak wiele dla ciebie znaczą, że nie możesz mieć kobiety, którą kochasz, która, mam nadzieję, dzięki czasowi, który z tobą spędza i wysiłkom, jakie wkłada, by uczynić twoje życie lepszym, również się o ciebie troszczy? – naciskała.

- Tak.

- I myślisz, że to ma sens? – zapytała.

- Myślę, że to jedyny sposób, w jaki może być i oboje bierzemy to, co możemy dostać, jak możemy to dostać, dopóki nie wydarzy się gówno, w którym nie będziemy mogli tego mieć.

- Oddałbyś swoich braci dla niej?

- To tak, jakbyś prosiła mnie, żebym odciął sobie rękę.

Przyjrzała mu się ponownie, zanim skinęła głową - Rozumiem. I ta Keely to rozumie, więc pozwala ci ukryć się w tym brzydkim mieszkaniu, zabierając wszystko, co może dostać.

Poradziłby sobie z tym, co postanowią zrobić bracia, jeśli miałoby to oznaczać, że w końcu miałby i ich, i Keely.

Ale ona miała mężczyznę, któremu oddała wszystko, a on nie żył. I chociaż miała więcej do dania, nie mogła dać wszystkiego, co sprawiało, że warto byłoby stawiać czoła braciom, żeby ją mieć. Wiedziała o tym, więc brała to, co mogła dostać i dawała to samo.

Nie wyjaśnił tego Jean.

Powiedział - Mężczyzna, którego kochała, był moim bratem, który umarł i nie będzie dla niej nikogo takiego.

- Oczywiście, że nie – odparła - Kochała go. Wyszła za niego za mąż. Dała mu dzieci. Ale czy to oznacza, że ​​nie może znaleźć kogoś innego do kochania, jeśli nie tak samo, to w inny sposób, który jest równie piękny?

Hound wpatrywał się w nią.

Nie czekała na jego odpowiedź.

Oświadczyła - Jasne, że nie może. Może jej zależeć na tyle, żeby wyczyścić twój dywan, Shepherd, i może uważać, że zasługujesz na coś lepszego, i ja bym się z tym całkowicie zgodziła - Lekko przechyliła się w jego stronę, na tyle, żeby nie wyprowadzić jej z równowagi - Zasługujesz na coś lepszego – stwierdziła.

- To dobra kobieta – powiedział jej stanowczo.

- Jestem pewna. Jednak dowody sugerują, że nadal możesz mieć coś lepszego.

Poczuł, jak zaciskają mu się usta i wymusił na nich ruch - Może nie powinniśmy o tym rozmawiać.

Spojrzała badawczo na jego usta i mruknęła - Może nie powinniśmy - Spojrzała z powrotem na pokój i dokończyła - Bardzo mi się podoba. Cokolwiek można powiedzieć o tym, co się dzieje, miała na myśli ciebie, kiedy urządzała twoje mieszkanie. To bardzo twoje. I zdecydowanie jest lepsze od tego, co miałeś, i wygląda bardzo dobrze - Jej wzrok wrócił do ​​niego - Na co zasługujesz.

Skinął głową, bardziej niż gotowy, by zrobić z nią ślimaczy spacer z powrotem do jej mieszkania i nadal wkurzony, bo rzadko chciał zostawiać Jean. Jak musiał ją zostawić, bo miał coś do zrobienia, tak. Ale ona była spokojem w jego życiu, który zawsze był burzą.

Jego preferencją było życie, które wybrał.

Nadal dobrze było mieć miejsce, które było spokojne.

- Nie bądź na mnie zły, że się o ciebie martwię, motek - powiedziała cicho.

Nie był na nią zły z tego powodu.

Był zły, że zwróciła mu uwagę na rzeczy, o których starał się nie myśleć - Mogę wytrzymać wkurzony na ciebie przez jakieś dziesięć sekund – odpowiedział.

Uniosła brwi - Czy byłeś kiedyś na mnie zły?

- Kiedy miałaś ten kaszel, który trwał dwa tygodnie i odmówiłaś pójścia do lekarza, a oni odkryli, że to zapalenie płuc.

- Och, oczywiście – mruknęła.

- I kiedy naskoczyłaś na mnie, że nadal możesz pościelić łóżko, a potem upadłaś i uderzyłaś głową o szafkę nocną, a ja znalazłem cię na podłodze trzy godziny później, nieprzytomną i musiałem zabrać cię do szpitala.

- Zapomniałam o tym – mruknęła.

- I tego razu, kiedy się na mnie wkurzyłaś, że się wysiliłem, żeby pożyczyć samochód mojego brata, bo łatwiej ci do niego wsiadać i wysiadać z niego niż z mojego pickupa, kiedy musiałem cię zawieźć do synagogi.

Jej oczy skupiły się na nim - Możesz już przestać.

Uśmiechnął się szeroko.

Jej oczy powędrowały dalej.

- Nie kupiła ci nowego telewizora - zauważyła.

Spojrzał na swój pudełkowaty telewizor, który, jak mgliście pamiętał podniósł sprzed śmietnika, a potem zadzwonił po przysługę od znajomego faceta od naprawiania telewizorów, który był motocyklistą, żeby go naprawił.

- To moje zadanie. Kupuję dziś wieczorem taki z uchwytem. Myślę o sześćdziesięciu calach.

Przesunęła się z balkonikiem w stronę jego nowej kanapy - Cóż, teraz jest pora lunchu i nie dziś wieczorem, więc co ty na to, żebyśmy zjedli trochę resztek jedzenia, które ci zrobiła, i cieszyli się twoimi nowymi meblami, dając twojemu telewizorowi ostatnią szansę. Na TNT leci maraton „Prawo i porządek”.

Na ile mógł stwierdzić po tym, jak często przebywał w jej mieszkaniu, zawsze odbywał się tam maraton „Prawo i porządek”.

- Ona ma na imię Keely, kochanie – powiedział cicho.

Ciągle przesuwała się w stronę kanapy, nie oglądała się za siebie i odpowiedziała - Wiem.

Poczuł, jak jego usta drgnęły.

Potem patrzył, aż dotarła do jego kanapy i patrzył, jak przesuwa się, kieruje tyłek w jej stronę i ląduje na kanapie.

Potem poszedł do kuchni, żeby podgrzać w mikrofalówce trochę resztek jedzenia Keely.

Nie zamierzał dać Keely szansy na przekonanie Jean do siebie.

Miał jednak przeczucie, że jej jedzenie pomoże w tej sprawie.

Ostatecznie nie wiedział, czy się pomylił, czy miał rację.

Wiedział, że zrobił jej ogromną porcję spaghetti z domowym chlebem czosnkowym...

Wyczyściła talerz.

 

1 komentarz: