ROZDZIAŁ 8
Prawdziwa biker-babcia
Keely
opadała na niego, z ciałem lekko przechylonym w bok, z nogami okrakiem na jego
nagim udzie, pocierając mokrą cipkę po całej długości, a Hound miał już dość.
Wycofał
się, złapał ją i usłyszał, jak złapała oddech, gdy rzucił ją na plecy, chwycił
ją za kolana i szarpnął nimi wysoko i szeroko, ściągając jej biodra na brzeg
łóżka.
Spojrzał
jej w oczy, gdy chwycił dłonią kutasa i poprowadził go do domu.
Miał
już główkę w środku, gdy wrócił tą ręką do tyłu jej kolana i wbił się do środka
jednym ruchem.
Złapał
ten ruch, gdy jej głowa szarpnęła do tyłu, dokładnie w momencie, gdy zrobiła to
jego, gdy poczuł, jak jej śliska wilgoć owinęła się ciasno wokół niego.
Pochylił
kark, by obserwować jej twarz i naprzemiennie obserwował, jak jego kutas
zanurza się w niej raz po raz.
-
Łechtaczka i cycek – warknął.
Natychmiast
poruszyła rękami, by zrobić, jak jej kazano.
A
Hound pieprzył swoją Keekee, patrząc, jak palcuje się, skręca i ciągnie za
sutki. Wyczerpywało to jego siły, ale powstrzymał się, dopóki nie doszła. Wtedy
wbił się w nią tak głęboko, jak tylko mógł i odpuścił.
*****
Zadzwonił
budzik i otworzył oczy, by znów poczuć Keely na sobie.
Tym
razem nie było to klatka piersiowa w klatkę piersiową.
Tym
razem jej klatka piersiowa była nad jego biodrami, jego poranny twardziel
wciskał się w jej cycki, jej głowa leżała na łóżku, kołdra była splątana wokół
ich nóg, jej okrągły tyłek, kołdra kołysała się na jej plecach i łuk jej szyi,
wszystko, co mógł zobaczyć.
Przesunął
jedną ręką po jej tyłku, a drugą wyciągnął do budzika, gdy się przesunęła,
podniosła głowę i przekręciła.
Alarm
ucichł. Poczuł na sobie jej wzrok i spojrzał na nią.
To
było kilka dni po ich wielkim wybuchu. Od tego czasu seks zmienił się z
bionicznego w stratosferyczny. Z przypomnieniem wciśniętym im obojgu w twarze,
że ich czas jest ograniczony, najwyraźniej oboje byli zdecydowani wyssać z
niego wszystko, co mogli uzyskać.
Wczoraj
był piątek. Przywiozła torbę i wystarczającą ilość artykułów spożywczych, żeby
przez miesiąc nie musieli wychodzić z domu.
Nie
powiedział ani słowa.
–
Muszę zaopiekować się Jean, kochanie.
Przesunęła
się na nim, wślizgując się wyżej, przysuwając twarz do jego twarzy, a wyraz jej
był miękki i senny, czegoś takiego nigdy u niej nie widział. Ten jeden jedyny
raz, kiedy obudziła się w jego łóżku, musiała z niego wybiec.
Mógłby
się przyzwyczaić do tego widoku.
Tak
jak przyzwyczaił się do wszystkiego, co mu dawała.
Wgryzając
się i wysysając jego duszę.
A
on był tym cholernym skurwielem, który na to pozwalał.
Dotknęła
ustami jego ust, wyszeptała - Będę tutaj - musnęła ustami bok jego szyi, po
czym zsunęła się z niego, sięgając, by szarpnąć kołdrę na swoje nagie ciało.
Hound
wstał, by usiąść i pozwolił sobie patrzeć, jak ona znów się układa, wyciągając
tylko ramię za siebie, by dotknąć jego poduszki i naciągnąć ją na siebie, tak
by mogła się przytulić i zwinąć na niej w kłębek na boku.
Wyglądała
dobrze w jego łóżku.
Z
drugiej strony wyglądałaby dobrze w każdym łóżku, bo wyglądała dobrze w każdej chwili.
Przetoczył
się w drugą stronę, wykonał poranną rutynę i przeniósł swój tyłek do Jean.
To
nie był dzień prysznica, więc zajął się nią, siedziała na fotelu, a on był w
kuchni, kiedy zauważyła - Nie słyszałam, żeby Keely wychodziła wczoraj
wieczorem.
-
Nie wychodziła - mruknął Hound do patelni, którą postawił na palniku.
-
Nie?
-
Nie.
-
Nadal tam jest?
Uśmiechnął
się do kartonu jajek, który wyciągnął z lodówki - Myślę, że omówiliśmy fakt, że
wiesz o tych współczesnych, damsko-męskich relacjach, Jean Robaczku.
-
Wiem - stwierdziła cierpko - Co robi?
-
Drzemie.
-
Nie jada śniadania? - zapytała Jean.
Hound
odwrócił się do niej - Możesz powtórzyć?
-
Shepherd, chciałabym poznać twoją dziewczynę. Moglibyśmy to zrobić przy
kanapkach i teleturnieju Jeopardy! ale
popołudniami jestem zmęczona. Teraz mam bystre oczy. Więc zanim rozbijesz te
jajka, wróć do siebie i zapytaj ją, czy zechciałaby do nas dołączyć –
zakończyła to wszystko rozkazem.
Rozważał
wzmiankę o „zmęczeniu po południami”, bo podejrzewał, że było to powodem jej
drzemek, ale nigdy o tym nie mówiła.
Nie
podobało mu się to, co jego rozważania wywołały, gdy zapytała - No co? A może,
mimo że szydło wyszło z worka, nadal trzymasz mnie całą dla siebie, zostawiając
swoją dziewczynę tuż obok, kiedy robisz doskonałe jajka.
Z
oparciem fotela skierowanym do kuchni, zerkała na niego zza swojego ramienia.
-
Jean… – zaczął.
-
Proszę, idź po Keely, Shepherd – poprosiła cicho.
Gówno.
Kurwa.
–
Racja – mruknął, pomaszerował do drzwi, wyszedł przez nie i poszedł korytarzem
do swojego mieszkania.
Wszedł,
przeszedł korytarzem i zobaczył, że Keely dokładnie tak, jak mówił, drzemała.
Właściwie była martwa dla świata, zwinięta wokół jego poduszki.
Usiadł
na łóżku i położył rękę na jej biodrze.
Jej
ciało cicho podskoczyło, otworzyła oczy i obróciła głowę na poduszce.
-
Hej – mruknęła – Wszystko w porządku?
-
Jean chce wiedzieć, czy chciałbyś zjeść z nią śniadanie.
Wpatrywała
się w niego, sen ustępował, a potem to on podskoczył i nie dostał lekko, gdy
kołdra i poduszka uderzyły go w bok z klapnięciem.
Wygramoliła
się z łóżka w drugą stronę i powiedziała - Ja... ja... prysznic może zająć za
dużo czasu. Muszę tylko, umm... umyć zęby i przeczesać włosy grzebieniem i...
Urwała
i odwróciła się w drzwiach łazienki, żeby na niego spojrzeć.
Hound
ściągnął z siebie kołdrę, ale poza tym nie ruszał się ze swojego miejsca na
łóżku, obserwując ją.
-
Czy... zamierzasz poczekać, czy mam po prostu podejść i zapukać do drzwi?
Kurwa,
naprawdę chciała zjeść śniadanie z Jean - Ona rozumie, dlaczego zrobiłaś to, co
zrobiłaś, mała – powiedział jej.
-
Ja... cóż, mam taką nadzieję, ale, um... muszę się ubrać.
Potem
zniknęła w łazience.
Hound
położył klucze na swojej (nowej) szafce nocnej u podstawy swojej (nowej) lampy,
a następnie podszedł do drzwi łazienki.
Myła
zęby tak energicznie, że jej goły tyłek się trząsł, kiedy to robiła.
Jego
kutas zaczął reagować, więc spojrzał jej w oczy w lustrze.
-
Klucze na szafce nocnej, Keekee. Zamknij to miejsce, kiedy przyjdziesz.
Najpierw zapukaj, ale możesz od razu wejść.
Skinęła
głową, wciąż szczotkując.
Uśmiechnął
się do niej.
Podniosła
rękę, zebrała włosy za karkiem i pochyliła się nad umywalką.
To
wystrzeliło jej słodki tyłek w jego stronę.
Chryste.
Wrócił
do Jean.
Jej
wzrok spoczął na nim w chwili, gdy wszedł z powrotem przez jej drzwi.
Wyglądała
na wahającą się, ale podekscytowaną.
-
Przyjdzie? – zapytała.
-
Myje zęby.
Jean
rozpromieniła się.
Kurwa.
Hound
ruszył, by wrócić do pracy w kuchni, ogłaszając - Jest zdenerwowana.
-
Uspokoję ją – powiedziała Jean do Saturday
Morning TV, którą teraz przyciszyła.
Hound
nie miał nic do powiedzenia na to i w ogóle nic do powiedzenia, bo nie było to
coś, czego spodziewałby się, że mogło się wydarzyć, ani nie spodziewał się, że
chciałby tego, a jakaś jego część myślała, że to
się nie powinno wydarzyć, a inna część uważała, że tak.
Szybciej,
niż się spodziewał, nawet w zdenerwowaniu,
w jakim ją zostawił (a może z powodu zdenerwowania, w jakim ją zostawił),
rozległo się pukanie do drzwi.
Hound
odwrócił się od tostera w stronę drzwi, by zobaczyć, jak powoli się otwierają, nie
mocno, i sama głowa Keely weszła do środka.
Zerknęła
na Hound, zanim odnalazła Jean.
-
Ja... czy mogę wejść?
-
Oczywiście, kochanie - odpowiedziała Jean.
Pchnęła
drzwi, weszła, zamknęła je, ale zatrzymała się tuż za nimi i do bani było to,
że była słodka w swoim niepokoju, a nie dlatego, że była niespokojna. Bo do
bani było to, że Hound uważał to za słodkie.
-
Zakończmy to, dobrze? - Jean powiedziała natychmiast do Keely - Nie spotkałyśmy
się w szczególnie miłych okolicznościach, ale przeprosiłaś, a to nie mówi nic dobrego
o osobie, która otrzymuje szczere przeprosiny i ich nie akceptuje, nie odłoży
tego, co się stało, i nie będzie po prostu kontynuować znajomość. Ja to zaakceptowałam.
Odłożyłam to, co się stało. A teraz kontynuujemy. Więc, Keely, powiedz Hound’owi,
jak lubisz jajka. I czy lubisz łososia?
Keely
stała tam i patrzyła na nią.
-
Proszę też usiąść - zaprosiła Jean.
Keely
powoli podeszła do kanapy i usiadła na tyłku, gdzie zwykle siadał Hound.
-
Shep potrafi robić jajka? - zapytała Keely.
-
Bardzo dobre - odpowiedziała Jean.
-
Ja gotuję dla nas - powiedziała jej Keely.
Hound
obserwował, jak Jean pochyla się nad poręczą fotela w stronę Keely i mówi konspiracyjnie,
ale głośno - Robi kanapki i zupy na lunch, które są całkiem niezłe. Ale nie
mogę powiedzieć, że jego lunche są tak dobre, jak jego jajka.
-
Słyszałem to - mruknął i postanowił to po prostu tak zostawić.
Jean
tego chciała.
Keely
tego chciała.
Teraz
były jego dwiema dziewczynami.
Kim
więc był, żeby o tym mówić?
Znów
skupił się na tosterze.
-
Proszę, nie odbieraj tego jako niewdzięczności, motek – powiedziała mu do pleców.
–
Nieważne – mruknął.
-
Shep uwielbia moje gotowanie. Moi chłopcy też. Kiedy gotuję dla niego, mogę
zrobić więcej dla ciebie, żeby mógł przynieść to na kolację.
-
Muszę przyznać, że kilka tygodni temu zjadłam trochę twojego spaghetti i miałam
na końcu języka, żeby zapytać Shepherda, czy podzieliłby się z tobą czymś, co
ci zostało.
-
Zdecydowanie zrobię więcej – powiedziała Keely, a Hound usłyszał uśmiech w jej
głosie.
-
To bardzo słodkie – odpowiedziała Jean, a Hound usłyszał uśmiech w jej głosie.
-
Mogę spytać, co znaczy motek? - To
była Keely.
-
To kochanie po hebrajsku – wyjaśniła
Jean.
-
Jesteś Żydówką? – zapytała Keely.
-
Mezuza[1]
zazwyczaj zdradza - powiedziała Jean z rozbawionym cmokaniem.
-
Nie zauważyłam tego, kiedy weszłam - Hound spojrzała na Keely i zobaczył, że ta
odwróciła się, by spojrzeć na drzwi.
Odwróciła się z powrotem - Wow. Jest piękna.
-
Z Jerozolimy. Przywiózł mi je mój przyjaciel, och, nie wiem, może trzydzieści
lat temu. Poza Shepherdem to mój najcenniejszy skarb.
Wyczuł
zaskoczenie Keely, a potem usłyszał jej wesołość, gdy wybuchła śmiechem.
Spojrzał
ze smażących się jajek na sufit, ponownie zastanawiając się nad tym, czy jego
decyzja była okej.
-
Motocykliści zwykle nie są własnością, pani Gruenberg - stwierdziła Keely,
wciąż się śmiejąc.
-
Podsunęłam mu to, gdy nie patrzył - powiedziała jej Jean.
Keely
znów wybuchnęła śmiechem.
Hound
pokręcił głową, jego usta wygięły się do patelni.
Potem
zawołał - Kochanie, lepiej daj mi swoje zamówienie na jajka, bo inaczej łatwo
ci przejdzie przez gardło jak Jean.
-
Średnio wysmażone, kochanie - odpowiedziała Keely.
Jezu,
jak do cholery znalazł się w kuchni, przyjmując zamówienia na jajka od kobiety?
Ale
był tam, robiąc to.
-
Nie jestem pewna, czy kiedykolwiek próbowałam wędzonego łososia - powiedziała
Keely Jean.
-
Więc dziś jest twój szczęśliwy dzień. I tylko tak mówią, proszę, Keely, mów mi
Jean - odpowiedziała Jean, a potem głośniej - Shepherd, kochanie, upewnij się,
że dodasz trochę łososia wędzonego na talerz Keely.
Odwrócił
się do salonu. - Kobiety, chcecie, żebym założył fartuch, kiedy będę wam służył?
-
Nie, kochanie - powiedziała Keely. - Twój strój jest w porządku.
Wtedy
Jean wybuchła śmiechem.
*****
Keely
leżała na nim naga, kreśląc palcem po tatuażu z orłem na jego obojczyku,
skupiając na nim uwagę.
-
Jesteś z nią słodki.
Miała
na myśli Jean.
I
wiedziała to.
Była
tam przez śniadanie.
I
lunch.
I
kazała Hound’owi odprowadzić Jean do jego własnego cholernego mieszkania, żeby
mogła zrobić kobiecie kolację.
Przez
ten czas Hound obserwował, jak Keely się zakochuje (stało się to podczas Jeopardy!, kiedy obie krzyknęły „Fonz[2]!” w tym
samym czasie, odpowiadając na jakieś pytanie w telewizji, a potem Keely
wyciągnęła rękę, a Jean faktycznie przybiła kobiecie piątkę).
Jean
zrobiła to niedługo później (około sekundy po tym, jak włożyła do ust kęs
smażonego kotleta wołowego zrobionego przez Keely i polanego sosem puree
ziemniaczanym).
-
Zamknij się - odpowiedział.
-
To absolutnie urocze, że nazywasz ją „Jean Robaczku” - powiedziała jego
tatuażowi.
Ścisnął
ją ostrzegawczo w talii. Jej spojrzenie powędrowało w jego stronę, a na twarzy
miała zawadiacki uśmieszek.
-
Ona jest jak prawdziwa biker-babcia. To zabawne, że przy niej nie przeklinasz.
Uniósł
brwi - Czy nie powiedziałem, żebyś się zamknęła?
Uśmieszek
pozostał, ale szybko zniknął, a na spojrzenie, które go zastąpiło, Hound
nauczył się przygotowywać.
-
To niesamowicie piękne, jak się z nią zachowujesz. Jak się nią opiekujesz. Jak
bardzo się kochacie.
-
Keekee - mruknął, unosząc dłoń do jej policzka.
Odwróciła
głowę i pocałowała jego dłoń, zanim ją wyprostowała i przechyliła na bok,
opierając policzek na jego dłoni.
-
Nie jestem zaskoczona - wyszeptała - Wydaje się, że masz cały czas świata dla
wszystkich innych, Hound. Mieszkasz w gównianym mieszkaniu ze starymi meblami i
zużytymi garnkami i patelniami, robisz jajka Jean, dajesz jej gówno, dajesz
pieniądze Jagowi... czego nie powinieneś robić, jego kieszonkowe jest w
zupełności wystarczające... wstawiasz się za Dutchem do Chaosu i dbasz o niego,
i po prostu jesteś tym wszystkim, kim jesteś dla swoich braci w Klubie.
-
Nie pozwolę, żeby mój chłopak źle wypadł podczas randki – mruknął - I powiem tylko,
mała, każdy facet w Chaosie popierał Dutcha.
-
Twój głos był najważniejszy.
Przesunął
dłoń na jej kark, chwycił ją i użył jej oraz swojego ramienia wokół jej talii,
aby pociągnąć ją do góry, powtarzając - Mała, zamknij się.
-
Jesteś najbardziej…
Ucichła.
Nie
chciał wiedzieć, co zamierzała powiedzieć. Wiedział tylko, że, cokolwiek to
było, nie było zdrowe dla jego spokoju ducha.
Zapytał
mimo wszystko.
-
Jestem jaki?
Pokręciła
głową, pozwoliła końcom warg unieść się lekko i wymamrotała - Jesteś po prostu
naprawdę, naprawdę dobrym
człowiekiem, Hound.
Potem
zamknęła się, podniósł głowę, aby ją pocałować.
Pozwoliła
mu, weszła w to, gdy posunął się dalej, a potem przerwał pocałunek i użył
swojej dłoni na jej szyi, aby wcisnąć jej twarz w swoje gardło.
–
Martwię się o nią.
To
wisiało w pokoju i dało się to wyczuć w jego głosie.
Kurwa,
teraz gówno po prostu leciało mu z ust. Naprawdę musiał mocniej wziąć się do
kupy, bo inaczej wpakuje się w kłopoty.
Wielkie.
Naparła
na niego, żeby się podnieść i znów na niego spojrzeć.
-
O Jean?
Powiedział
to, a ona była teraz w tym z nim i z Jean, więc wiedział, że nie odpuści.
-
Zasnęła dziś wieczorem na mojej kanapie, Keekee - powiedział.
Keely
wyglądała na zdezorientowaną - Nie jest młoda. Myślałam, że to normalne. Czy
to... niezwykłe?
-
Kładzie się wcześnie spać. Śpi lekko. Często się budzi. Wstaje, zanim tam dotrę
każdego ranka i jest na tyle czujna, że myślę, że nie śpi od jakiś czasu. Ale ostatnio dużo częściej śpi. Nie chodzi tak często po korytarzu, ale
nigdy nie była
tak powolna jak dziś
wieczorem ani tak wyraźnie
po tym wyczerpana.
-
Ile ona ma lat?
-
Osiemdziesiąt dziewięć. Dziewięćdziesiątkę przekroczy w kwietniu.
A
był koniec lutego.
-
Nie jest młoda, Shep. Zwolni.
-
Tak szybko? - zapytał.
-
Szybko? - zapytała w odpowiedzi.
-
Ostatnio tak mi się wydaje.
-
Może wyjść i iść? Pójść do lekarza?
-
Martwiła się, bo nie mam roku, żeby jej pomóc zejść po schodach, więc ją znoszę,
ale tak. Zabieram ją do synagogi. Zabieram ją na badanie wzroku. Zabieram ją na
badania kontrolne.
-
Kiedy będzie następna kontrola?
-
Około jej urodzin.
-
Może najlepiej będzie wyjść poza harmonogram i zabrać ją wcześniej -
zasugerowała Keely.
Zamierzał
to zrobić. Jean by się to nie spodobało, ale tak miało być.
-
Muszę pożyczyć samochód Boza - mruknął.
-
Dlaczego?
Skupił
się na niej - Ma problem ze wspinaniem się do mojego pickupa i jest stara, ale
ma swoją dumę. Pomagam jej wstać z łóżka. Z toalety. Do prysznica. Myślę, że
schody i wciągnięcie jej tyłka do mojego auta to ostatnie krople, które ją
wkurzają i z którymi nie potrafi sobie poradzić.
-
Użyj mojego samochodu.
Miała
małego, sportowego, czarnego Nissana Juke.
Nie
było cholernej mowy, żeby Keely nie kupiła amerykańskiego auta.
Ale
miał pazur i pasował do niej.
-
Pójdę z tobą - kontynuowała, po czym natychmiast położyła trzy środkowe palce na
jego ustach - I zanim cokolwiek powiesz, nie ma mowy, żeby ktokolwiek mający
cokolwiek wspólnego z Chaosem zobaczył nas eskortujących starszą panią do
lekarza, a jeśli tak się stanie, mamy wymówkę. Potrzebowałeś mojego samochodu i
mojej pomocy. A dla ciebie mogę odwrócić uwagę Jean od marudzenia, podczas gdy
ty będziesz się nią jeszcze bardziej opiekować. Dla Jean - rzuciła mu
słoneczny, zadowolony uśmiech - …ona mnie uwielbia. Będzie zadowolona, że jestem
w pobliżu. Więc to korzystne dla
wszystkich.
Nie
powiedziała nic, co byłoby złe.
Owinął
palce wokół jej nadgarstka i pociągnął go w dół.
-
A co z pracą? - zapytał.
-
Powiem im, że potrzebuję kilku godzin urlopu, żebym mogła zabrać babcię do
lekarza.
-
Uwierzą w to?
Wzruszyła
ramionami.
To
była część biker-mamy, która nigdy jej nie opuściła. Robiła to, co robiła, a
jeśli ktokolwiek dawał jej z tego względu gówno, zwłaszcza jeśli było to ważne,
mogliby się odpieprzyć.
Znajdzie
sposób, żeby dostać wolne.
-
Umówię wizytę i dam ci znać - postanowił.
Kolejny
promienny uśmiech, tym razem nie zadowolony z siebie - Super.
Położył
dłoń na jej ramieniu, ale nie puściła nadgarstka. Przesunęła ją, zanurzyła
kciuk we wgłębieniu obojczyka i zaczęła głaskać.
-
Czemu tak mało się rusza? - zapytała.
-
Bo jest stara – wskazał na oczywiste.
-
To mogło mieć na to wpływ? Wiem, że używa balkonika i nie jest zbyt szybka, ale
może kilka dodatkowych wycieczek do ciebie w tygodniu. Kilka wyjść. Po prostu
trochę ożywić sytuację, dać jej trochę ruchu.
-
Mała, ona ma prawie dziewięćdziesiąt lat, serce, które nie pracuje zbyt dobrze,
i płuca, które nie pracują na pełnych obrotach. To ją osłabia i spowalnia, więc
nie powinna też dodatkowo obciążać.
-
Och – mruknęła.
Uśmiechnął
się do niej i zapytał - Skończyliśmy rozmawiać o Jean? Bo potrzebuję co
najmniej pół godziny gadania o czymś innym, zanim znów będę mógł cię
przelecieć.
Wrócił
bezczelny uśmieszek - Ona jest twoją prawdziwą biker-babcią.
-
Zamknij się – ostrzegł.
-
Shepherd „Hound” Ironside, twardziel brat MC Chaos, uwielbiany przez swoją
rodzinę Chaosu, którego boją się wszyscy inni przez to, że wpada w szał, jeśli
źle traktujesz jego bractwo, należy do starej żydowskiej damy.
Przetoczył
ją, zaczepił nogę, wbijając swoje przyrodzenie w jej i warknął - Kotku, powiedziałem,
żebyś się zamknęła.
-
Jesteś wieloma rzeczami, Hound, teraz jesteś naprawdę gorący, ale też
całkowicie uroczy – zadrwiła.
-
Dostałaś ostrzeżenie – mruknął.
Otworzyła
usta, żeby coś powiedzieć.
Ale
on ją pocałował.
A
kiedy ją miał, tak jak to lubił, zszedł niżej i ją zjadł.
Przygotowywał
ich do tego, ale w końcu wciągnął ją do swojego łóżka, by tam wyruchać ją w
twarz, a potem w cipkę.
Straciła
przytomność, wyciekając nim na całe jego udo, na którym opadła okrakiem, z
twarzą wtuloną w jego szyję, z włosami na jego całej klatce piersiowej,
ramionach i barkach.
Hound
potrzebował chwili, by poczuć jej martwy ciężar.
Potem
odleciał razem z nią.
*****
Następnej
nocy Keely nie kazała Jean zajść do jego kawalerki.
Kazała
Hound’owi zanieść do Jean zakupy, których potrzebowała.
I
oto Hound siedział na kanapie, gdzie zwykle siedział, podczas gdy Keely kręciła
się po kuchni Jean, jakby robiła to milion razy, przygotowując posiłek i
paplając.
Keely
potrafiła paplać, a Jean też, więc gdy zaczęły rywalizować o to, która więcej
papla, Hound siedział tam z oczami wpatrzonymi w powtórki Mike’a i Molly,
zastanawiając się, czy któraś z kobiet wiedziała, że tam
był.
-
Więc Hound mówi, że twoje urodziny są w kwietniu. I to kamień milowy. Zrobię ci
tort urodzinowy. Jaki jest twój ulubiony? – oznajmiła Keely.
W
tym momencie mięśnie szyi Hound’a napięły się, ale i tak musiał się zmusić,
żeby odwrócić głowę od telewizora i spojrzeć na nią krzątającą się w kuchni
Jean.
Myślała,
że w kwietniu nadal będą razem?
Chryste,
on, kurwa, tak miał nadzieję. Jednocześnie, aby tortury oczekiwania na koniec
skończyły się, miał nadzieję, że nie będą.
–
Och, nie robię zbyt wiele na urodziny, kochanie. Masz ich tyle samo co ja, więc
nie są takie wyjątkowe.
Keely
rzuciła mu gniewne spojrzenie i zrozumiał, dlaczego, gdy zapytała Jean - Shep
nie wyprawia ci urodzin?
-
Nie powiedziałam tego – powiedziała jej Jean, patrząc w telewizor - Przyniesie
mi ciasto kupione w sklepie z moim imieniem i wszystkim. I przynosi mi wielką
ucztę z koszernego delikatesu z Wirginii. Zupa maca i sznycel z kurczaka na
kolację. I zawsze przynosi kwiaty, kiedy przychodzi na lunch.
Hound
spojrzał z Jean na Keely akurat w momencie, kiedy ta bezgłośnie mówiła - Jesteś
taki cholernie uroczy.
Zmrużył
oczy, patrząc na nią.
Rzuciła
mu rozbawiony uśmiech i wróciła do pracy.
-
Okej, więc czy w tym roku też chcesz ciasto ze sklepu? - zapytała Keely.
-
Pieczesz tak samo dobrze, jak gotujesz? – zapytała Jean.
-
Mam dwóch chłopców z zamiłowaniem do słodyczy, więc jeśli tego nie lubiłam,
kiedy się urodzili, to się nauczyłam.
-
Czekoladowe ciasto z waniliowym kremem maślanym – zamówiła Jean.
-
Zamierzam to zrobić – odpowiedziała Keely.
Hound
spojrzał na Jean.
Uśmiechała
się szeroko. To było to.
To
była słuszna decyzja, żeby pozwolić tym dwóm się spotkać.
Może
nie dla Hound’a.
Ale
dla Jean.
-
A teraz, chcę powiedzieć tylko, że… - Keely znów się wtrąciła - mam trochę
urlopu, który muszę wziąć w pracy w ciągu najbliższych kilku tygodni, a Hound
mówi, że w różne miejsca wolisz jeździć samochodami. Więc mógłby skorzystać z
mojego, bo mówił mi też, że masz urodzinowe badanie kontrolne, ale
zorganizujemy to wcześniej, żeby mógł skorzystać z mojego, a ja mogę wziąć
trochę urlopu i pojechać z wami. Pojedziemy do delikatesów też na lunch. Brzmi
jak dobry plan?
Przez
Hound cały czas przyglądał się Jean, zastanawiając się, czy to był zręczny
manewr ze strony Keely, czy też spieprzyła sprawę.
Jean
powoli odwróciła głowę i spojrzeniem złapała wzrok Hound’a. Ze swojego miejsca
w kuchni, gdyby patrzyła, Keely nie byłaby w stanie zobaczyć, że Jean patrzyła
Hound’owi w oczy.
Miała
pomarszczoną twarz. Miała cienką i pergaminową skórę starej kobiety.
Ale
to nie znaczyło, że nie miała wyrazistej twarzy.
A
wtedy była łagodna.
-
Brzmi jak plan idealny - Jean odpowiedziała Keely, patrząc na Hound’a.
To
nie był zręczny manewr. Jean dokładnie wiedziała, co Keely zamierzała.
Ale
i tak nie spieprzyła tego.
Tak.
To
była słuszna decyzja. Keely rzuciła się na główkę, ale w rzeczywistości dobrze,
że wtrąciła się szybko, bo Hound’owi nie byłoby łatwo wywabić Jean z domu na
wcześniejszą wizytę u lekarza.
Keely
prawdopodobnie kłamała o urlopie, który musiała wziąć. Gdyby miała urlop,
wspomniałaby o nim.
Po
prostu zrobiła to, co musiała zrobić, żeby zrobić to, co musiała zrobić.
Chciał
wstać, pójść do kuchni i wsadzić język do gardła Keely.
Po
prostu patrzył, jak Jean odwróciła się z powrotem do telewizora i sam to
zrobił, Keely entuzjastycznie krzyknęła - Cudownie!
Jezu,
zamierzał ją dziś tak mocno przelecieć, żeby pomyślała, że nigdy nie przestanie
dochodzić.
Poprawił
się na siedzeniu, żeby jego kutas nie zesztywniał na tę myśl i podniósł stopy
do stolika kawowego Jean.
-
Buty, Shepherd – powiedziała Jean.
Warknął,
ale zaczepił palce u stóp o pięty, żeby zdjąć buty.
Usłyszał
cichy śmiech Keely.
-
Wy, cholerne kobiety, doprowadzicie mnie do śmierci – mruknął.
-
Możesz tylko mieć nadzieję od przynajmniej jednej z nas – mruknęła Jean.
Hound
znieruchomiał i poczuł spokój Keely w kuchni, ale nie w złym tego słowa
znaczeniu.
W
pewnym sensie próbował zorientować się, czy jego Jean Robaczek właśnie użyła
aluzji seksualnych.
Z
jej własnej wersji zadziornego uśmiechu, który widział z jej profilu, mógł
wywnioskować, że tak.
Wtedy
ryknął ze śmiechu.
Jean
odwróciła głowę i uśmiechnęła się do niego bezczelnie, gdy to zrobił.
A
w kuchni Keely rozpłynęła się w chichotach.
Wtedy
Hound zdał sobie sprawę, że życie było dobre.
Więc
tak, to było dobre życie na razie.
Ale
on by je wziął.
[1] Mezuza -
zwitek pergaminu z naniesionymi dwoma fragmentami Tory
umieszczony w pojemniku z drewna, metalu, kości lub szkła, albo w rurce, i
zawieszany na zewnętrznej prawej framudze drzwi
[2] The Fonz
- tak nazywa się Arthura Herberta Fonzarelli - fikcyjna postać grana przez Henry'ego
Winklera w amerykańskim serialu komediowym Happy Days
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz