wtorek, 14 stycznia 2025

21 - Nigdy nie zapomnę

 

ROZDZIAŁ 21

Nigdy nie zapomnę

Hound

 

- Masz pieska? - zapytała złośliwie Camilla Turnbull, skupiając wzrok na Hound’zie.

Hound się nie ruszył. Stał po prostu w jej salonie, do którego wszedł, podążając za Knight’em Sebringiem i jego człowiekiem Rhashan’em Banksem.

Przyglądała mu się uważnie, odkąd tam wszedł. Jej czterech przydupasów robiło to samo.

Jedyne, czego nie zrobiła, to ruszenie tyłka, który tkwił na jej fantazyjnej kanapie w pokoju z widokiem. Nawet nie zaproponowała Knight’owi miejsca.

Knight i tak zajął jedno, naprzeciwko niej na fotelu.

- Dlaczego przynajmniej nie spróbujemy załatwić tego w sposób cywilizowany? - zasugerował Knight.

Nie spuszczała wzroku z Hounda - Opuściliśmy Chaos.

Hound nic nie powiedział, po prostu patrzył jej w oczy.

Knight przemówił.

- Chaos poprosił o przedstawiciela na tym spotkaniu, a ja się zgodziłem. Martwią się, że nie zamierzasz wycofać się z ich terytorium, a ja martwię się, że nie zamierzasz dotrzymać obietnicy, którą mi złożyłaś, że będziesz obchodziła się ze swoimi dziewczynami w sposób, który uważam za mniej prowokujący.

Jej uwaga w końcu zwróciła się ku Knight’owi.

- Teraz, dlaczego miałabym złamać obietnicę złożoną wszechmocnemu Knight’owi Sebring’owi? - zapytała złośliwie.

- Z twoim obecnym nastawieniem naprawdę oczekujesz, że na to odpowiem? - zapytał Knight, a Hound wyczuł, że tracił cierpliwość, ale nie musiał wyczuwać tego gówna. Knight nie ukrywał tego.

- To dziwki, Sebring - odparła.

- To ludzie, Camilla. Jeśli są w takim momencie swojego życia, że muszą dawać dupy, ty nimi kierujesz, dlaczego chcesz im to pogorszyć? - odparł Knight.

Jej górna warga wygięła się w pozbawionym humoru uśmiechu - Nie wszystkie są twoją matką.

- Żadna z nich nie jest moją matką - warknął Knight - I to nie znaczy, że jesteś kutasem. To, że znasz moją historię, nie znaczy, że jesteś kutasem. To, że się tym dzielisz, kiedy to nie jest tajemnicą, nie daje ci kutasa. Ale to, że skupiasz uwagę tego spotkania z takiej, której nie chcesz na tamto, oznacza więcej niż kutas. Jestem tutaj. Daję ci swój czas. Okazuję ci szacunek. Jak rzucasz mi to w twarz, to jest oświadczenie, które składasz i nie jestem pewien, czy będziesz chciała wiedzieć, co z tego wyniknie. Powiem ci, że to będzie ostatnie spotkanie, jakie się dostaniesz, więc może powinnaś powstrzymać swoje nastawienie i sprawić, by ten czas był pożyteczny dla nas obojga.

- Jak może być to przydatne dla mnie, skoro jedynym celem twojej obecności tutaj jest mówienie mi, jak mam prowadzić moje dziewczyny i grożenie mi nie tylko twoją władzą - szarpnęła brodą w stronę Knight’a, potem Rhash’a i w końcu przeniosła wzrok na Hounda - …ale także Chaosem, skoro Chaos nie ma już z tym nic wspólnego? Chciałeś, żeby Chaos był czysty - powiedziała do Hounda - Jest czysty. Teraz idź dalej, mały piesku.

Była młoda. Wyglądała dobrze. Upiększyła to, co miała, drogimi ubraniami, makijażem i dobrą farbą do włosów. Widać było, że pracowała nad swoim ciałem. Było szczupłe do tego stopnia, że ​​aż wychudzone. Pewnie uprawiała kickboxing albo coś w tym stylu.

Mogła sama siebie ćwiczyć tak do nieprzytomności.

On i tak mógłby złamać jej kark, zanim zdążyłaby mrugnąć.

- Zmarnowaliśmy nasz czas - mruknął Knight, wstając z fotela, robiąc to tak, żeby zwrócić jej uwagę.

- Mówiłam ci, że odpuszczę dziewczynom, więc odpuszczam dziewczynom - warknęła.

- Nie, z tego co wiem z informacji, jakie dostałem wczoraj wieczorem, co skłoniło mnie do zorganizowania tego spotkania - odpowiedział Knight.

Jej wzrok przesunął się na jednego z jej przydupasów, zanim wrócił do Knight’a.

Przesunięcie wzroku oznaczało, że to była dla niej nowina.

Ta mała dziewczynka nie miała kontroli nad swoimi chłopcami.

Cały ten występ był pokazem. Ale lepiej, żeby wzięła się w garść albo zmusiła faceta, który pociągał za sznurki, żeby uporządkował ich sprawy, bo kiedy Knight powiedział, że ​​ona nie chce wiedzieć, co on zrobi, jeśli nie ogarnie sprawy, nie bredził.

- Może wiadomość jeszcze nie dotarła do szeregów - mruknęła - Zrobię to od razu.

- Twoi chłopcy też niech nie biorą gratisów, Camillo - dodał Knight - W ogóle niech nie biorą, ale na pewno nie brutalne.

Hound obserwował, jak zacisnęła usta, gdy słuchała, jak Knight dał jej to wszystko, ale Hound jej nie znał, więc mógł to zrozumieć dwojako. Albo była wściekła, że ​​jej chłopcy jej nie słuchali, albo była wściekła, że ​​Knight mówił jej, jak miała robić interesy.

Chew zarządzał dziewczynami Chaosu, gdy je mieli.

Chew brał gratisy, kiedy tylko chciał.

I Chew bywał brutalny.

- W tym też się ze mną zgadzasz? - zachęcił Knight.

- Ta wiadomość też zostanie powtórzona - powiedziała stanowczo.

- Gdzie jest Valenzuela? - zapytał nagle Knight.

Hound obserwował ją uważnie i nie straciła rytmu, gdy odpowiedziała - Rozszerza działalność gdzie indziej.

- Wróci wkrótce? - kontynuował Knight.

Znów z nierozbawionym uniesieniem kącików ust - Myślę, że nie pochwalałby mnie za szerokie dzielenie się jego planami podróży, Sebring. Szczególnie nie pochwalałby mnie za dzielenie się nimi z psem Chaosu w pokoju.

- Już dawno go nie ma – zauważył Knight.

- Bada ekscytujące możliwości – odparła - To zajmuje dużo czasu.

Hound cały czas ją obserwował i za nic w świecie nie mógł niczego dostrzec. Ani drgnięcia. Ani mrugnięcia. Nic.

Knight nie przestawał jej dręczyć - Wie, że rozkazałaś wycofać się z Chaosu?

- Oczywiście, że wie, skoro to on wydał rozkaz – odpowiedziała.

Żadnego drgnięcia.

Żadnego mrugnięcia.

Nic.

Hound widział tylko, że płynęło od niej poczucie, że wciskała im prawdę, kiedy wiedział, że to były same kłamstwa.

- Lata naciskania, łatwo się poddał - zauważył Knight.

Wzruszyła ramionami - Nigdy nie rozumiałam, dlaczego Benito robi połowę tego gówna, co robi. Chociaż nie kwestionuję tego. On tego nie lubi.

- Nie lubi też dawać kobietom stanowisk kierowniczych w swoim biznesie - zauważył Knight.

Wtedy popłynęło więcej twardości niż zwykle - Udowodniłam swoją wartość.

Knight dał temu chwilę. Rhash stał za plecami swojego mężczyzny, gdy ten to robił. Hound stał cztery kroki dalej i nie spuszczał z niej wzroku.

- Mamy coś więcej do przedyskutowania, czy możemy wszyscy kontynuować nasze dni? - zapytała, by słowami słodkimi i całkowicie fałszywymi dać im znać, żeby się wynieśli.

Ponieważ Hound cały czas na nią patrzył, poczuł tylko, że Knight i Rhash odwrócili wzrok w jego stronę.

– Nie dyskutujemy – powiedział Hound, a ona spojrzała na niego.

- To mówi – ​​powiedziała z jednym ze swoich złośliwych uśmiechów.

Zignorował to. Była młoda. Nie miała pojęcia, że ​​u mężczyzn takich jak on, takie ugryzienia już dawno straciły moc żądlenia.

- Tylko mówimy – kontynuował.

- Więc powiedz to – warknęła, gdy nie kontynuował, a Hound pomyślał, że to ciekawe – myślała, że ​​może się pogrywać z Knight’em, ale nie miała do niego żadnej cierpliwości.

- Powiedz Chew, że jak ma problem ze swoimi byłymi braćmi, pokazuje swoją pieprzoną twarz i komunikuje swoje gówno. Nie chowa się jak pizda za małą dziewczynką, która gra w niebezpieczną grę, która może jej skręcić kark.

Wtedy to zobaczył.

Zaskoczenie i panika przecięły jej rysy, zanim je wymazała.

Hound nie był jedynym, który to zauważył.

- Jak  zechce wyjść z cienia – wtrącił Knight natychmiast – …możesz to ze mną ustalić. Znajdę neutralne miejsce. Będzie miał układ.

Zebrała się w sobie, żeby odpowiedzieć - Chętnie przekazałabym tę wiadomość, gdybym wiedziała, o czym do cholery mówisz.

Ale Hound to wyłapał. Lekko uniosła brodę.

Była opanowana i kontrolowała sytuację. Myślała, że ​​miała jakiś sekret. Oni znali jej sekret.

Więc teraz była wstrząśnięta.

- Musisz być mądra, dziewczyno – poradził Hound cicho - Wydaje ci się, że to gówno i chichot, dopóki komuś nie poderżną gardła.

- Wiedziałbyś o tym wszystkim, prawda, panie Ironside? – syknęła.

- Tak – powiedział jej - Ja bym wiedział.

Powiedział to i wyszedł.

Zbiegł po schodach, piętnaście pięter. Zrobił to, bo dało mu to czas bez Knight’a i Rhashan’a na wykonanie telefonu.

Tack odebrał po pierwszym sygnale - Wiadomość dostarczona?

- To Chew – powiedział Hound bratu, zbiegając po schodach.

- Jak sobie z tym poradziła?

- Wstrząsnęło jej gównem.

- Knight proponuje układ? – zapytał Tack.

- Tak – odpowiedział Hound.

- Masz coś jeszcze?

- Ona wie, że zlikwidowałem zabójcę Blacka.

- Kurwa – rzucił Tack - Chew był już wtedy poza Chaosem. W pokoju byli tylko mężczyźni, którzy wiedzieli, a żaden z nich nie powiedziałby ni chuja.

– Pokój, o którego istnieniu Chew wiedział – zauważył Hound.

- Inwigilacja?

- Nadzór? – zapytał Tack.

- Był małym tchórzem, najwyraźniej nadal jest małym tchórzem. Mógł obserwować. Mógł ustawić kamery.

- Nadal mogą tam być kamery – zauważył Tack.

- Najlepiej wyślij tam chłopaków, Tack – poradził Hound - Wyślij Dutcha z bratem, który pójdzie. Musi się nauczyć, jak znajdować takie rzeczy.

Szkoda, że ​​Jagger był w szkole. On też musiał się tego nauczyć.

- Zajmę się – powiedział Tack, po czym kontynuował – Przynajmniej wiemy jedno.

Hound dał mu tę jedną rzecz - Starsze panie są bezpieczne.

- Tak – zgodził się Tack - To granica, którą Valenzuela by przekroczył, ale której Chew by nie przekroczył.

- Tak.

- Racja. Nadal będę krył kobiety. Teraz muszę wykonać telefony – powiedział mu Tack - Później, bracie.

- Później.

Rozłączył się, wsadził telefon do tylnej kieszeni i zbiegł po schodach.

Knight i Rhash czekali na niego przed budynkiem.

- To idzie tak, jak chciałeś? – zapytał Rhash, gdy się przy nich zatrzymał.

- Zdecydowanie – odpowiedział Hound.

- Nie poczułem dobrze tej ostatniej części – podzielił się Knight, uważnie mu się przyglądając.

- Mam to w garści – skłamał Hound.

- Mam nadzieję, że tak jest, stary, bo to gówno było wkurzające. Teraz jest pokręcone i paskudne, a nadchodzi czas, gdy Chaos może być zmuszony obrać kierunek, którego nie chce obrać, ścieżkę, która jest ciemna i prowadząca w gówno, gdzie cały wasz Klub może trafić w głęboką dziurę, z której nie będziecie w stanie się wydostać – oświadczył Knight.

Hound miał cholerną nadzieję, że to się nie wydarzy.

- Kto by pomyślał, że ominie nas rozprawa z psychopatą, którym był Valenzuela - mruknął Hound, patrząc z ich oczu na ulicę, zastanawiając się, czy Chew był tam i pilnował swojej dziewczyny.

– Mógłbyś rozważyć wciągnięcie w to Lee – zasugerował Rhashan, a Hound ponownie skupił się na wielkim czarnym mężczyźnie – …by wytropić tego skurwiela.

Lee, jak Lee Nightingale, prywatny detektyw najwyższej klasy z zespołem takich samych, wszyscy o ekstremalnych umiejętnościach, wszyscy przerażająco dobrzy w tym, co robią.

I wszyscy byli sojusznikami.

- Nightingale i jego chłopcy mają umiejętności, ale teraz wiemy, że to Chew. Więc to jest Chaos. Zaczęło się od Chaosu. Na tym się skończy - odpowiedział.

Knight skinął głową na znak zrozumienia, ale Rhash rzucił mu spojrzenie, bo tego nie rozumiał.

Hound rozumiał reakcję Rhashan’a.

Im szybciej to gówno by się skończyło, tym lepiej, a Nightingale mógłby pomóc w osiągnięciu tego w try miga.

Ale Chew kiedyś nosił naszywkę Chaosu. Dostanie ten stopień szacunku, który mu pozostał od czasu, gdy zdobył tę naszywkę.

Gdy go zmarnuje, białe rękawiczki zostaną zdjęte.

- Wszyscy mamy gówno do zrobienia - powiedział Hound do nich obu. Następnie zwrócił się wprost do Knight’a - Wdzięczność za zorganizowanie tego spotkania.

- Powodzenia, Hound - odpowiedział Knight.

Hound uniósł brodę do Knight’a, a następnie do Rhash’a.

Po tym odszedł, myśląc, że nie potrzebowali powodzenia.

Potrzebowali tego, czego zawsze potrzebowali w niekończącej się pogoni za radzeniem sobie z tym gównem z nadzieją na znalezienie jego końca.

Serca.

I jaj.

*****

Keely

Z trudem przecisnęłam się przez tylne drzwi z sześcioma torbami zakupów zwisającymi mi z palców, myśląc, że kiedy Hound i ja przeprowadzimy się, na pewno kupimy dom, w którym drzwi z garażu będą prowadziły prosto do kuchni.

Przez całe lata nie myślałam o tej konieczności przechodzenia na zewnątrz, wzdłuż tylnej części domu i przez tylny ganek. Po prostu to robiłam, obładowana torbami z zakupami czy nie.

Teraz, gdy moja przyszłość obejmowała coś innego, nie mogłam się doczekać, żeby szybko się z tym spotkać.

Mogłam jednak poczekać jeszcze około dziesięciu dni (lub dziesięciu lat) na ten wieczór.

Dzisiaj jedliśmy kolację z chłopakami, żeby powiedzieć im, że Hound i ja zamierzamy wyjść do Klubu (albo Hound pójdzie, bo nie pozwolił mi zbliżać się do Kompleksu, kiedy będzie dzielił się tą informacją ze swoimi braćmi, bez względu na to, jakie wszczynałam awantury, a w ciągu dwóch dni od podjęcia decyzji wszczynałam ich kilka).

Nie chodziło o to, że nie mogłam się doczekać kolacji ze wszystkimi moimi chłopakami.

Wyczekiwałam jej.

Nawet nie chodziło o to, że jeśli Dutch i Jag przyjmą tę wiadomość pozytywnie, to mieliśmy podzielić się też tym, że wystawimy dom na sprzedaż i poszukamy czegoś trochę mniejszego, jak już ujawnimy się przed braćmi.

Nie odnosiłam wrażenia, żeby ​​którykolwiek z moich synów był przywiązany do domu. Byli przywiązani do mnie, nie do domu.

Ale jeśli myliłam się, a jeden z nich był lub obydwaj byli, to znajdziemy sposób, żeby go dla nich zatrzymać. Wynajmiemy go, a nawet pozwolimy im wprowadzić się i dzielić go, aż nadejdzie czas, kiedy trzeba będzie podjąć decyzję, który z nich go dostanie.

Więc wszystko będzie w porządku.

Jednak tego wieczora Hound chciał im też powiedzieć, że w końcu się zwiążemy, zaręczymy, pobierzemy.

Chciałam, żeby oficjalnie poprosił mnie o rękę, zanim podzielimy się tą nowiną z moimi chłopcami.

Przynajmniej na to się zgodził.

Oczywiście nie zamierzaliśmy mówić, że planujemy dać im młodszą siostrzyczkę.

Jeszcze nie.

Więc myślałam, że tego wieczoru wszystko będzie dobrze.

Gdy to już będzie zrobione, następnym krokiem będzie powiedzenie Chaosowi.

Na to mogłam czekać dziesięć lat.

Rzuciłam torby na kuchenny stół i zaczęłam kopać w rzeczach, które miały trafić do ​​lodówki i zamrażarki, starając się nie myśleć o tym, że dzisiejsza kolacja z chłopcami to był pierwszy krok dwuetapowego procesu, a drugi krok nie miał być przyjemny.

Faktem było, że znów chciałam odłożyć ten krok, żeby następny nie nadszedł i nawet myślałam, że mogłabym przekonać samą siebie, że Hound i ja moglibyśmy spędzić resztę życia w ukryciu przed jego braćmi Chaosu, jeśli oznaczałoby to, że nie będzie musiał stawać naprzeciwko wyzwaniu. Wiedziałam, że by sobie z tym lepiej niż tylko poradził, ale w jakiejś twardzielowatej części umysłu czuł, że musiał to wytrzymać, aby dokończyć akt zasłużenia na zaszczyt nazywania mnie swoją starszą panią.

To ja nie mogłam sobie z tym poradzić, a im bliżej to było, tym trudniej było mi się postawić w sytuacji, w której mogłabym: dla Hound’a, dla naszej przyszłości, nawet dla Chaosu.

Po prostu nie wiedziałam, czy, jeśli dojdzie do wyzwania, będę w stanie im to wybaczyć.

To była ta myśl podczas której wpychałam pistacjowe lody do zamrażarki (ulubione Dutcha, a także, jak się okazało, Hounda), kiedy ktoś zapukał do drzwi wejściowych.

Spojrzałam w tamtą stronę, a potem ruszyłam tam.

To była sobota, która zapowiadała ostatni dzień mojej przerwy wiosennej przed powrotem do pracy. Hound wracał do domu, żeby pomóc mi zrobić kolację dla chłopaków, ale nie spodziewałam się go przynajmniej jeszcze przez godzinę.

Zrobimy kolację.

Potem zjemy kolację i powiemy chłopakom.

I następny krok...

Cóż, przynajmniej ustaliliśmy, gdzie spędzimy wakacje, kiedy skończy się szkoła. Dokonałam nawet rezerwacji w fantastycznym, drogim ośrodku w Baja. Byłam tym podekscytowana. Kiedy pokazałam Hound’owi stronę internetową ośrodka i powiedziałam mu, że mamy rezerwację, Hound prychnął przez uśmiech, co odebrałam jako jego podekscytowanie.

Coś innego, na co można było czekać.

Po prostu zanim tam dotrzemy, będziemy musieli uporać się z czymś, na co nie chciałam czekać.

Westchnęłam i przeszłam przez dom do drzwi frontowych. Kiedy dotarłam do holu, przez owal matowego szkła w drzwiach zobaczyłam coś, co wyglądało jak dwie postacie, jedna wyższa od drugiej, jedna kobieta, druga mężczyzna… ubrany w kurtkę Chaosu.

Cholera.

Cóż, dziękowałam Bogu, że Hound nie wróci do domu przez jakiś czas.

Zajrzałam przez bok okna, które było kawałkiem nie matowego szkła.

Millie i High.

Okej.

Co?

Dlaczego?

Cholera.

Jedno wiedziałam o moich drzwiach, że jeśli ja mogłam ich zobaczyć, oni mogli zobaczyć mnie.

Innymi słowy, nie miałam innego wyjścia, jak tylko otworzyć.

Co też zrobiłam.

Spojrzałam z Millie na High’a i z powrotem na Millie.

Millie wyglądała na nieco niepewną... nie, właściwie ostrożną. High wyglądał jak High. Wysoki, ciemnowłosy, przystojny i w tym momencie wyraźnie pełniący rolę psa ochronnego dla swojej kobiety.

Nie zakończyli dobrze związku wiele lat temu, a Millie stała się persona non grata dla całego Chaosu, w tym dla mnie (chociaż Black zawsze mówił, że dopóki nie usłyszymy tego wprost z ust Millie, nie powinniśmy osądzać, bo nie możemy być pewni, co się stało, i znów wydawało się, że Black miał rację).

Oczywiście, chociaż Millie i ja wymieniłyśmy uśmiechy na pogrzebie Jean, oboje myśleli, że nadal żywię do nich urazę.

- Bev powiedziała mi, że znowu jesteście razem - powiedziałam na powitanie.

- Tak, uh... tak - wyjąkała Millie, zebrała się w sobie i cicho powiedziała - Hej, Keely.

- Hej, Keely? - zapytałam.

Millie teraz wyglądała na trochę zdezorientowaną i dużo bardziej ostrożną.

High wyglądał, jakby przygotowywał się do tego, żeby strasznie się wkurzyć.

- To tyle? - zapytałam - Hej, Keely?

- Ja, cóż… - zaczęła.

- Och, na litość boską, podejdź tu i mnie cholernie przytul - warknęłam z uśmiechem.

Ostrożność zniknęła, na jej twarzy pojawił się wyraz ulgi, a ja nie czekałam na jej uścisk.

Wyciągnęłam rękę w jej stronę, złapałam ją i szarpnęłam w swoje ramiona.

- Boże, tęskniłam za tobą - szepnęłam jej do ucha.

Jej ramiona wokół mnie zacisnęły się mocniej - Ja też.

Odsunęłyśmy się od siebie, ale nie za daleko, tylko na tyle, żebyśmy trzymały się za przedramiona.

- Wyglądasz niesamowicie - powiedziałam jej i tak wyglądała. Kiedyś była taka sama ze mną i Bev w naszych ciuchach biker babes (Millie nosiła koszulki High’a przepasane w pasie jako swój rodzaj mikro-sukienki, co było cholernie gorące).

Teraz była w porządku w pięknie skrojonej obcisłej spódnicy, butach na wysokim obcasie i dopasowanym swetrze.

- Nic się nie zmieniłaś - odpowiedziała.

- Dałam sobie spokój z elastanem - powiedziałam jej, a ona roześmiała się.

- Słyszałam - powiedziała.

Wtedy ja się roześmiałam.

- Kobieto, każesz nam stać na ganku przez następną godzinę na ponowne zapoznawanie się? - zapytał High zrzędliwie.

Ponieważ Hound miał nie wrócić do domu przez jakiś czas, w tym czasie mogłam się od nich odseparować i napisać mu, że nie było bezpiecznie wracać do domu, a on i chłopcy powinni trzymać się razem na uboczu, dopóki się do mnie nie odezwę.

Więc uśmiechnęłam się do High’a, puściłam Millie, odeszłam na bok i machnęłam ręką przed siebie, dając im do zrozumienia, że ​​mogą wejść.

- Beinvenido a mi casa[1] – oznajmiłam.

Millie uśmiechnęła się do mnie i weszła. High pokręcił głową i poszedł za nią.

Chociaż Millie zrobiła kilka kroków do salonu, High zatrzymał się w holu i odwrócił się do mnie.

Myślałam, że chciał, żebym wzięła jego kurtkę lub coś takiego (co byłoby dziwne, bo był już u mnie w domu, wiedział, że może to rzucić gdziekolwiek, jeśli będzie chciał to zdjąć) i zaczęłam to proponować.

Nie zrobił tego, i wiedziałam o tym, kiedy powiedział - Moja kobieta dostaje przytulanie, a ty mnie obrażasz takim gównem?

- Nie jesteś typem faceta, który lubi się przytulać - powiedziałam mu, bo on taki nie był.

Dawno temu był słodkim i uczuciowym typem faceta. Ale odkąd Millie z nim zerwała, stał się opryskliwym typem faceta. Jak wspomniałam, przychodził do domu, pomagał, nie był obcym.

Kochał też Blacka. I mnie. I moich chłopców.

Ale nie lubił się przytulać.

- Rozpoczynam nowy rozdział – powiedział mi.

Spojrzałam poza niego na Millie, która patrzyła na plecy swojego faceta z radosnym uśmiechem flirtującym na ustach i wiedziałam, dlaczego ten rozdział był inny.

Więc spojrzałam na High’a i podeszłam do niego.

Otworzył ramiona, a gdy się zbliżyłam, zamknęły się wokół mnie, więc odwzajemniłam przysługę.

- Widzę, że znalazłeś drogę do domu - szepnęłam mu do ucha.

- Dom znalazł mnie – nie szepnął - Miałem szczęście.

Spojrzałam przez ramię na Millie, która teraz miała czuły, szczęśliwy wyraz twarzy, i patrząc na to, zastanawiałam się, które z nich miało więcej szczęścia.

- Tak – zgodziłam się.

Puścił mnie, ale trzymał jedną rękę na dole moich pleców, żeby mnie pchnąć i zaprowadzić do mojego salonu.

Zgadłam, że to był czas, by skończyć z przytulaniem.

- Rzuć swoją kurtkę gdziekolwiek, kochanie – powiedziałam do niego i spojrzałam na Millie - Wino? Piwo? Szota tekili?

- Wino, jakiekolwiek wybierzesz, będzie świetne – odpowiedziała.

- A ty High? – zapytałam.

- Piwo, kochanie – mruknął, udowadniając, że był bratem Hounda, poza naszywką, którą nosił.

- Usiądźcie wygodnie, ja przyniosę picie – powiedziałam im, myśląc, że to da mi szansę na wysłanie SMS-a do Hounda.

- Pomożemy – zaoferowała Millie.

Cholera.

- Nie – powiedziałam przez ramię, widząc, jak rozglądała się po moim salonie - Jest spoko.

- Jeszcze nie widziałam twojego domu, Keely – odpowiedziała - A z tego, co widzę, chcę zobaczyć więcej.

Tak.

Cholera.

- W takim razie chodźmy na tył – mruknęłam.

Usłyszałam charakterystyczny dźwięk skórzanej kurtki uderzającej o sofę i poszli za mną.

Wiedziałam, kiedy Millie weszła do kuchni, bo krzyknęła - O cholera.

Uśmiechnęłam się.

- To miejsce jest... to jest... cholera – ciągnęła.

Złapałam torby z zakupami ze stołu i położyłam je na blacie, a potem poszłam prosto do lodówki, żeby wyciągnąć piwo i butelkę białego wina.

- Ile tam jest dzbanków? – zapytała.

Spojrzałam na ścianę, która biegła za kuchenką i zlewem, i prowadziła do skośnego, sklepionego sufitu. Cała ściana nad tamtym obszarem wyłożonym kafelkami wypełniona była półkami wypełnionymi różnymi pięknie, ale jaskrawo pomalowanymi dzbankami i pojemnikami, które zaczęłam kolekcjonować jeszcze przed śmiercią Grahama.

- Dużo – odpowiedziałam.

- Kominek jest niesamowity – zauważyła.

Skupiłam uwagę na kominku przy tylnej ścianie, który miał stiukową babę i komin pomalowany na głęboki, rustykalny żółty kolor i ozdobiony zdobnymi talerzami. Był wypełniony piecem opalanym drewnem, który ogrzewał kuchnię zimą w taki sposób, że było super przytulnie, a nagle noszenie zakupów z garażu do kuchni nie wydawało się już przykrym obowiązkiem.

- Tak, ja... właściwie... - Odwróciłam się od otwierania piwa High’a do High’a - Czy ty tego nie malowałeś? – zapytałam, podając mu piwo.

- Tak – odpowiedział, biorąc je - Z Hound’em.

Tak.

On to pomalował.

Z Hound’em.

A Hound mógłby mi pomóc pomalować naszą nową kuchnię.

Znów myślałam o tym, że ciągnięcie zakupów z garażu do domu to był uciążliwy obowiązek.

- Wezmę kieliszki - zaproponowała Millie - Gdzie są?

- Tam - Wskazałam głową drugą stronę kuchni, gdy High wyrwał mi butelkę z rąk w sposób, z jakim nie mogłam się bronić, więc tego nie zrobiłam.

- Korkociąg? - zapytał.

Przesunęłam się, otworzyłam szufladę i podałam mu korkociąg.

Millie przyszła i postawiła obok niego kieliszki na blacie.

- Usiądź - rozkazał, jakbym ja była w ich kuchni.

Ach, Chaos.

To będzie do bani, nienawidzić ich tak długo, jak długo zajmie mi pogodzenie się z tym, co mieli zrobić mojemu facetowi, bo często byli po prostu uroczy (nawet jeśli czasami w irytujący sposób).

- Później możemy wybrać się na obchód - oświadczyła Millie, zaraz potem biorąc mnie za rękę i prowadząc do kuchennego stołu.

Usiedliśmy.

Korek wyskoczył z butelki.

Obserwowałam, jak High zaczął nalewać, ale spojrzałam na Millie siedzącą w kącie, gdy położyła swoją dłoń na mojej na stole.

- Jak się masz, Keely? - zapytała.

W tym pytaniu było coś ciężkiego, czego nie byłam pewna, czy zrozumiałam.

- Wszystko w porządku, kochanie. Chociaż przepraszam, że nie odezwałam się wcześniej, gdy usłyszałam, że znowu jesteście razem, zwłaszcza po tym, co wydarzyło się jakiś czas temu, a na pewno po tym, jak zobaczyłam cię na pogrzebie. Po prostu... - Zawahałam się, zanim uznałam, że mogę bezpiecznie dokończyć - jest trochę szalenie.

Kiwnęła głową na znak zrozumienia, ale zrobiła to, obserwując mnie bardzo uważnie.

Kiedy nic nie powiedziała, ostrożnie zapytałam - Ty?

- Ja, uh... no cóż, ja... to znaczy - jej dłoń ścisnęła moją - było mi tak, tak przykro słyszeć o Blacku, Słonko.

Och. Okej.

Nie było jej już od dłuższego czasu. Ta wiadomość mogła być dla niej nawet stosunkowo nową wiadomością. I jak wszyscy, kochała Blacka. I jak wszystkich, Black kochał ją.

- Dzięki, Millie, to słodkie, ale to wydarzyło się dawno temu – powiedziałam jej cicho - Bardziej interesuje mnie, jak ci idzie po tym, co wydarzyło się kilka miesięcy temu.

- Nic mi nie jest, jest dobrze. Chodzi mi o to, że trochę to trwało, bo to było, cóż... niezbyt przyjemne.

Uznałam, że porwanie i oglądanie morderstwa dwóch mężczyzn to niedopowiedzenie roku.

Zanim zdążyłam o tym wspomnieć, ona kontynuowała, mrucząc tylko - Ale, um... - zanim dziwnie jej oczy przesunęły się na High’a i z powrotem na mnie, jakby była zdenerwowana.

Przypisałam to High’owi, który podszedł z naszymi pełnymi kieliszkami wina (choć nadal nie rozumiałam tej nerwowej części). Postawił je przed nami, a następnie odsunął krzesło u szczytu stołu, obok Millie, niżej ode mnie, gdzie zwykle siadywałam, a teraz siedział Hound.

Wyciągnął się, jakby spłacał tu kredyt hipoteczny.

Prawie się roześmiałam.

Serio.

Chaos.

Wtedy zauważyłam wyraz jego twarzy i nie miałam już ochoty się śmiać.

To moje oczy przeskakiwały między High’em a Millie.

Ona była zdenerwowana.

A on był czujny.

Niepokojąco.

- Co się dzieje? - zapytałam powoli.

- Okej, uh... Ja po prostu... - Millie się zająknęła, spojrzała na High’a, na mnie, na High’a i poczułam, jak moje ciało zaczyna się napinać.

Zanim zdążyłam ponownie zapytać, co się dzieje, High zadał swoje pytanie.

- Wszystko okej?

- Już na to odpowiedziałam i tak było, dopóki nie pojawiliście się oboje i moje spotkanie z Millie nie stało się dziwne - odpowiedziałam.

- Jag jeździ na motocyklu Blacka - oznajmił.

Zrelaksowałam się.

Martwili się o mój stan umysłu teraz, gdy mój syn miał motocykl mojego zmarłego męża.

Mogłam sobie z tym poradzić.

- Logan! - warknęła Millie.

- Co? - zapytał ją.

- Mogłeś w to wyciągnąć powoli - powiedziała mu.

- Jak ty to robiłaś? - odpalił.

- Już miałam to zrobić - odpowiedziała.

- Kiedy, w przyszłym tygodniu? - zapytał, ale to było słodkie drażnienie się.

Poruszyła się na krześle w sposób, który rozpoznałam jako kopnięcie go pod stołem.

Nie miał nic przeciwko, i wiedziałam to, gdy zobaczyłam, jak się do niej uśmiechał.

I siedziałam tam, patrząc na nich, a moje napięcie zniknęło, bo byłam cholernie nakręcona, że ​​znowu to mieli.

- Ludzie, wszystko w porządku - przerwałam z uśmiechem i zwróciłam ich uwagę - To był po prostu czas. Czas, żeby się odczepić. Miałam swoją małą ceremonię z Blackiem, a potem dałam Dutchowi jego kurtkę, Jagowi jego motocykl i...

Umilkłam, bo High obserwował mnie, słuchając mnie, ale jego uwaga skierowała się na tylne drzwi. Moja uwaga odwróciła się od niego, gdy Millie zapytała - Ceremonia?

- To było jakby... - Jak miałam to wytłumaczyć? Przyszło mi do głowy, by przekazać to tak, jak to ujął Hound - wszystko, co mi po nim zostało, co nie miało stałego miejsca w moim sercu. A chłopcy obaj pracują na swoją naszywkę. Ponieważ tak, wiem teraz, że rozumieją znaczenie otrzymania tych rzeczy od ich ojca. Więc nadszedł właściwy czas, zorganizowałam małą ceremonię, a potem oddałam moim synom ich ojca.

- Tak, rozumiem - odpowiedziała Millie - Ale Keely, Słonko, to nie mogło być łatwe.

- Długo się żegnałam, kochanie - powiedziałam jej delikatnie - Naprawdę, jestem ca…

Przerwało mi otwieranie tylnych drzwi.

W mgnieniu oka całe moje ciało napięło się jak struna, więc poczułam to w każdym calu, gdy przekręciłam się na siedzeniu i patrzyłam, jak wchodził Hound.

Nie słyszałam, jak podjeżdżał z tyłu, ale High tak. A ponieważ podjechał z tyłu, nie mógł zobaczyć pojazdu High’a i Millie stojącego z przodu.

Może czas sprawdzić słuch.

Cholera.

Hound najpierw zobaczył High’a, potem Millie, a potem mnie.

Zatrzymał się na chwilę, zanim wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi.

Nie powiedział nic.

Ja nic nie powiedziałam.

High i Millie nic nie powiedzieli.

Powietrze w pokoju było gęste.

Wiedziałam, że przynajmniej High wiedział, że Hound opiekował się mną przez wszystkie te lata.

Wiedziałam też, że High prawdopodobnie wiedział, że przez cały ten czas opieki nigdy nie wpuściłby sam siebie przez tylne drzwi.

Ponadto nie mogliśmy kłamać.

Niedługo miał iść do Klubu, może nawet jutro. Nie mógł kłamać High’owi i Millie teraz, a, jutro mówić wszystkim chłopakom, że był ze mną, mieszkaliśmy razem, przeprowadzaliśmy się do nowego domu, w końcu weźmiemy ślub i budujemy naszą rodzinę... razem.

Cholera!

Co ja miałam zrobić?

- Bracie – mruknął Hound.

- Bracie – warknął High.

Hound wszedł, a ja wstrzymałam oddech.

- Millie – przywitał się.

- Hej, uch... Hound – powiedziała z wahaniem, zdecydowanie nie wiedząc, co się działo, ale też zdecydowanie czując tę atmosferę.

Hound zrzucił z siebie swoją kurtkę, a ja poczułam, jak każdy cal skóry mrowił z powodu paniki napędzanej adrenaliną, gdy do mnie podszedł, zarzucił kurtkę na oparcie mojego krzesła, tak jak zwykle robił za każdym razem, gdy wracał do domu i ją zdejmował.

Następnie pochylił się, by na krótko dotknąć ustami moich.

Powietrze w pokoju stało się duszne.

Odsunął się tylko o cal.

– Hej, kotku – mruknął.

Spojrzałam mu w oczy.

Były zdeterminowane.

To był jego dom.

To tutaj ja robiłam sobie śniadanie i ja robiłam jemu kolację. Tutaj razem kładliśmy się spać i razem się budziliśmy. Tutaj pieprzyliśmy się, przytulaliśmy i przesiadywaliśmy przy piwie przed telewizorem.

A ja byłam jego kobietą.

Nie, nie zamierzał kłamać.

Podkreślał, co do niego należało.

- Hej, kowboju – szepnęłam.

Wyprostował się i skierował wzrok prosto na brata.

Ja również skierowałam wzrok na High’a.

Twarz High’a była jak z kamienia.

- Jesteśmy razem – oznajmił Hound - Jesteśmy razem od miesięcy. Zostajemy razem. Kupujemy razem dom. Bierzemy ślub. Będziemy mieć razem córeczkę.

Jasna cholera!

Poszedł na całość z córeczką i w ogóle!

Serce podskoczyło mi do gardła i wypełniło je tak, że czułam się, jakbym się dławiła.

- Nie spieszyliśmy się, uporaliśmy się z naszymi gównami i upewniliśmy się, że to między nami jest solidne – kontynuował Hound - Dutch i Jagger wiedzą. Bev jest przyjaciółką Keely, więc wie. Jutro miałem się tym podzielić z braćmi.

- Zbieg okoliczności, że siedzę tutaj, kiedy wchodzisz, jakbyś był właścicielem domu Blacka, dotykasz Keely, jakby była twoją, i nagle jutro powiesz braciom, stary – powiedział High stanowczo, ale to w żaden sposób nie złagodziło mojego uczucia zdławienia.

- Tak, przypadek lub zły moment, jakkolwiek chcesz na to patrzeć – odpowiedział Hound.

- Uważam to za bzdurę – odpowiedział High.

O nie.

- Logan – szepnęła Millie i po drżeniu w jej głosie wiedziałam, że była na bieżąco z gównianym show, które właśnie się zaczęło.

– To nie jest dom Blacka.

To byłam ja, a High spojrzał na mnie gniewnym wzrokiem.

- Jego pieniądze go kupiły - warknął.

Ojej.

Teraz zaczynałam się wściekać.

- To prawda, ale… - zaczęłam.

- Jego pieniądze, które go utrzymały - powiedział, przerywając mi.

- Być może głównie, jednak… - spróbowałam ponownie.

- Jego dom – High zgrzytnął zębami na zakończenie.

- Jeśli znowu przerwiesz mojej kobiecie, High, będziemy na zewnątrz i tam będziemy rozmawiać – warknął Hound.

Okej.

Kurwa.

Nie.

High powoli wstał z krzesła.

Millie wstała ze swojego, tak jak on, i nie zrobiła tego powoli.

Kurwa!

- Ludzie… – zaczęłam.

- Logan… – zaczęła Millie.

- Te słowa idą do Kompleksu. Wezwiemy braci – zarządził High.

Absolutnie nie.

Wyskoczyłam z krzesła i uderzyłam pięścią w stół.

- Nie! – wrzasnęłam do High.

- Low, chodźmy do drugiego pokoju na szybką pogawędkę – powiedziała Millie nagląco do swojego mężczyzny.

Pokonawszy krótki dystans do High’a, położyła dłoń na jego piersi.

Ale High nie spuszczał wzroku z Hounda.

- Ty mnie śledzisz, czy ja ciebie? – zapytał mojego mężczyznę.

- Mówisz, że nie będziesz jechał u mojego boku? – zapytał Hound.

- Mówię, że mamy do załatwienia sprawę z braćmi – odparł High - Ale nie przyjechałem na motocyklu, Hound. Nawet gdybym przyjechał, nie jechałbym u twojego boku.

Racja.

To wystarczyło.

Miałam już dość.

- A ja mówię, że wiedzieliśmy, że tak się stanie, a Hound jest gotowy zapłacić każdą cenę, której wy wszyscy absolutnie nie macie prawa od niego wymagać – warknęłam - Ale ja nie jestem.

- Mała – wyszeptał Hound, kładąc dłoń na moich plecach.

Ale ja nie spuszczałam wzroku z High’a.

- Gdyby Black stał w tym pokoju, Hound by tu nie stał. Ale Black nie stał nigdzie od osiemnastu lat i nie mogę nawet w najśmielszych wyobrażeniach myśleć, że nie chciałby, żebym dawno, dawno temu ruszyła dalej i odnalazła drogę powrotną do szczęścia – powiedziałam High’owi.

- On nigdy nie chciałby, żebyś zrobiła coś takiego z bratem, Keely – warknął High.

- On by chciał, żebym była szczęśliwa, w jakikolwiek sposób byłabym naprawdę szczęśliwa, wliczając w to znalezienie tego poprzez zakochanie się w jednym z jego braci – odpaliłam.

- Jak tak myślisz, to znaczy, że nie znałaś swojego mężczyzny zbyt dobrze – odparł High.

O mój Boże.

Nie powiedział mi tego prosto w twarz.

- Logan! – warknęła Millie.

- Jak śmiesz – wyszeptałam.

- Zabieramy to do Kompleksu – oznajmił Hound.

Spojrzałam na mojego mężczyznę - Nie, nie zabierasz. Zjemy kolację z naszymi chłopcami i powiemy im, że to gówno się wydarzyło, a jutro będziesz mógł zrobić to, co zaplanowałeś - Ponownie zwróciłam się do High’a - Ty i twoi bracia po prostu będziecie musieli poczekać.

- To tak nie działa, Keely – odparł High.

- Logan, musisz przejść ze mną do drugiego pokoju – syknęła Millie.

High się nie ruszył. Oparłam dłoń na stole, rozłożyłam palce, opierając na nich ciężar ciała i spojrzałam prosto w oczy High’a.

- Jesteście mi to winni – powiedziałam cicho.

- Keely, kotku – mruknął Hound.

Utrzymywałam bezpośredni kontakt wzrokowy z High.

- Wasze gówno zabrało mi jednego mężczyznę, ja wzięłam innego. Jesteś mi to winien, Loganie Judd. I ty, kurwa, o tym wiesz.

- Low, poświęć chwilę – nalegała Millie – …i posłuchaj Keely.

- Ale co więcej – ciągnęłam, wstając od stołu i wskazując palcem w jego stronę – …jesteś to winien Hound’owi i o tym też wiesz.

Mięsień drgnął w policzku High’a.

On o tym wiedział.

O tak, wiedział.

- Kocham go, a on kocha mnie – powiedziałam cicho - On mnie uszczęśliwia. Nie byłam szczęśliwa, naprawdę szczęśliwa, odkąd straciłam Blacka. Teraz jestem. A ja uszczęśliwiam też jego. Uszczęśliwiam twojego brata, High. Kiedy ostatni raz wiedziałeś do szpiku kości, że twój brat jest szczęśliwy?

Czekałam na odpowiedź na to pytanie.

Żadna nie przyszła.

Więc nie dawałam mu spokoju.

- On wytrzyma wszystko, do czego go zmusicie, a zrobi to, bo mnie kocha. Zrobi to, bo kochał Blacka. I zrobi to, bo kocha was. A teraz, jak bardzo ty go kochasz, High? Oto jest pytanie. Znasz mężczyznę stojącego u mojego boku od dziesięcioleci i wiesz, jaką wykazuje się lojalnością. Głębię miłości w jego sercu. Jak daleko posunie się dla swoich braci. Wiesz o tym wszystkim. Nauczy się, jak głęboko to wszystko do niego wraca. A kiedy się nauczy, ja też się nauczę, a jeśli źle to poprowadzisz, nigdy nie zapomnę, High. Wypełnię swój obowiązek jako starsza pani i znajdę sposób, żeby wybaczyć. Ale nigdy nie zapomnę.

Obserwowałam, jak szczęka High’a wygina się przez jego gęsty, pieprzny zarost, po czym zwróciłam się do mojego mężczyzny. Podniosłam rękę i objęłam go za szyję, zwracając jego uwagę, gdy opuścił wzrok, by na mnie spojrzeć.

Nadal była tam determinacja, mogłam to zobaczyć.

To mieszało się z miłością, którą do mnie czuł, która zawsze była tuż obok, na powierzchni, cała dla mnie.

- Rób, co musisz, kochanie – powiedziałam mu - Jeśli będziemy jeść kolację, to się tym zajmę. Jeśli nie, a przyjdzie czas, że będziesz mnie potrzebować, będę tam. Albo, kiedy wrócisz do domu, będę czekała.

Skinął głową.

Uścisnęłam go, stanęłam na palcach, dotknęłam jego ust swoimi ustami, a potem odchyliłam się do tyłu i puściłam go.

Odwróciłam się, chwyciłam kieliszek wina i podeszłam do Millie.

Zdjęła rękę z piersi High’a i odwróciła się do mnie.

- Chciałabym, żebyśmy miały więcej czasu na nasze spotkanie, ale tak się stanie, kochanie – powiedziałam - Wiedz tylko, że cieszę się, że znów jesteś.

Pochyliłam się, dotknęłam jej policzka swoimi ustami, odsunęłam się, przesunęłam spojrzenie przez High’a, a następnie wyszłam z kuchni, na schody i do swojego pokoju.

Siedząc na moim owczym fotelu, czekałam i miałam nadzieję. Nadzieję na to, że Hound przyjdzie i powie mi, że jemy kolację z moimi synami, co oznaczałoby, że zarówno on, jak i ja będziemy mieli czas, żeby przygotować się na to, co miało nastąpić.

Nie usłyszałam nic poza zamykaniem drzwi.

Poczekałam jeszcze trochę.

Kiedy Hound nie przyszedł, ja zeszłam.

Moje serce się ścisnęło, a potem zrobiło się cieplej, gdy zobaczyłam, że wszystkie zakupy zostały odłożone.

Mój mężczyzna, mój motocyklista, mój Hound... zawsze taki dobry dla mnie.

Moje serce się ścisnęło, gdy zobaczyłam notatkę na kuchennym stole.

Podeszłam do niej i ją podniosłam.

Niechlujnymi bazgrołami Hounda napisano:

Jadę do Kompleksu, Keekee. Wrócę do domu, jak tylko będę mógł.

Zamknęłam oczy, przycisnęłam notatkę do piersi i wzięłam głęboki oddech.

Potem otworzyłam oczy, opuściłam notatkę na stół i podeszłam do telefonu.

Najpierw zadzwoniłam do Dutcha.

Potem zadzwoniłam do Jaga.

A potem zadzwoniłam do Bev.

 



[1] Beinvenido a mi casa - Witam w moim domu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz