czwartek, 16 stycznia 2025

22 - Pozłacana miłość

 

ROZDZIAŁ 22

Pozłacana miłość

Hound

 

- To bzdury i nie mam zamiaru brać w tym żadnego, kurwa, udziału - Rush Allen splunął do ojca.

Wszyscy bracia byli w sali konferencyjnej Kompleksu, większość z nich siedziała wokół stołu z pleksiglasem pośrodku, pod którym leżała pierwsza flaga Chaosu, jaką kiedykolwiek zszyto.

Hound nie był przy stole.

Hound był tam, gdzie zwykle był Hound podczas spotkań.

Stał z tyłu pod ścianą, z jednym butem opartym o nią, z rękami skrzyżowanymi na piersi.

Obok niego stał Boz, a dalej od Boza Brick.

Reszta mężczyzn siedziała przy stole.

- Rush, nie byłeś... - Tack, siedząc w szczycie stołu, zaczął mówić do syna.

- Jeśli powiesz, że nie byłem bratem, kiedy Black zginął, ty wiesz, że to nie oznacza ni chuja. On nie był jak mój ulubiony wujek. Był jak mój drugi ojciec, a ty cholernie wiesz, o co chodzi, więc wiesz, że siedzę tu, bo zasłużyłem na swoją naszywkę i siedzę tu jako facet, który stracił Blacka, tak samo jak reszta z was - odpalił Rush.

- W takim razie może posłuchamy cię, kiedy znajdziesz kobietę, na której ci zależy - wtrącił Arlo z zapałem.

Rush zwrócił uwagę na Arlo - To jest to, czego potrzeba, Arlo? Bo jeśli wiesz, jak to jest, pokaż mi kobietę, na której ci zależy bardziej, niż potrzeba, żeby znaleźć nową cipkę, w którą mógłbyś się wbić.

Arlo zacisnął usta, bo Arlo miał starszą panią i miał ją przez jakiś czas. Miał też swoją część innych cipek, przed nią i później.

Rush spojrzał na ojca - Mogło to pójść różnie, jak szedłeś przez tę strzelaninę, żeby dotrzeć do Tyry. Z niej ciekła krew, dziesięć minut dłużej i by jej nie było. Czy trzymałbyś swojego kutasa dla siebie do końca życia, gdybyś stracił miłość swojego życia?

- Nie o tym tu mówimy - warknął Tack.

- Więc jakby to się stało, czas by minął, a Lanie otarła się o ciebie, nie pomyślałbyś o tym? - Rush naciskał.

- Nie chodzi o Lanie - warknął Hopper, niezadowolony, że jego starsza pani została wciągnięta w tę dyskusję.

- Wykazuję swój punkt widzenia - Rush odgryzł się Hop’owi.

- Rozumiemy twój punkt i to nie jest to samo, do cholery - odparł Hop.

- Tak cholernie jest i ty o tym wiesz – odpalił Rush - Z tymi dwiema kobietami, siostrami z własnego rodzaju naszywki, wiesz o tym. I wiesz też, że gdyby czas minął, ona nie czułaby ciebie, ale czuła coś do taty, tata miał ochotę iść w tamtą stronę, nie mrugnąłby, zanim wziąłby to, czego chciał.

Szczęka Hopa wystrzeliła, gdy zacisnął zęby, ponieważ Hop wiedział, że jakby Tack znalazł to, czego chciał w Lanie (nawet jeśli nie znalazłby, była szczupła, a Tack był facetem od cycków i tyłków), i to coś znaczyło, nawet biorąc pod uwagę to, co znaczyła dla Tyry, nie mrugnąłby.

Rush znów zwrócił się do swojego starego - I powiedzmy, że trafiła by cię kula i byś cię straciliśmy. Tyra nawet nie miała wtedy twojego pierścionka, a Chaos i tak by się wprowadził. Przyjęlibyśmy ją. Chronilibyśmy ją na zawsze, jakby była jedną z nas.

- Tak, zrobilibyśmy to, a ona by na to zasłużyła do tego czasu, bo pierścionek czy nie, była moja – wycedził Tack - A będąc moją, brat się do tego wprowadził, nie byłbym w tyle, Rush. Nigdy. Nawet blisko.

Głos Rusha obniżył się, gdy powiedział - Wtedy, tato, masz rację, była twoja. Była też nasza. A teraz powiedz mi, kto mógłby się nią zaopiekować tak jak my to zrobiłyśmy?

- Nikt - zacisnął zęby Tack.

- Tak, i zagrałaby tę grę, tego właśnie by chciała, Chaos był tym, kim ona była i jedyną rzeczą, którą mogłaby znowu być. Jeśli tego by potrzebowała, żeby ją uszczęśliwić, to kto mógłby przyjść po tobie, jeśli nie brat? - zapytał Rush, a potem trzymał swojego staruszka - Kogo chciałbyś, żeby przyszedł po tobie, żeby dać jej to, czego potrzebowała, żeby ją uszczęśliwić, jeśli nie brata?

Tack zamknął usta tak szybko, że Hound mógłby przysiąc, że słyszał, jak jego zęby trzasnęły o siebie.

A Hound stanął pod ścianą, wstrząśnięty, bo nigdy nie myślał o tym w ten sposób.

Ale Rush miał rację.

Keely była Chaosem.

Gdyby się nad tym zastanowił, nie byłoby dla niej nikogo innego, jak tylko mężczyzny, którego krew płynęła wiatrem, ogniem, jazdą i wolnością.

- To jest kurwa szalone. Nie mogę uwierzyć, że słyszę to gówno - warknął Dog.

Rush wstał, skupiając się na Dogu - Jest miłość i jest miłość. Mój ojciec nauczył mnie właściwego rodzaju miłości. Jest nieustępliwa i bezinteresowna. Nie ma niczego, czego nie oddałbyś, żeby ją pokazać. Nie ma niczego, czego nie zrobiłbyś, żeby to chronić - Nie spuszczając wzroku z Doga, Rush wycelował palec w ojca - Tata mnie tego nauczył - Wycelował palec w Doga - Black cię tego nauczył - Nie patrząc w stronę Hounda, Rush wycelował palec w Hounda - A Hound spędził dwie dekady, pokazując nam wszystkim, że to ma.

Uwolnił się z krzesła i skierował wzrok na Shy’a siedzącego po lewej stronie Tacka.

- Masz moje pełnomocnictwo. Jak zbliży się głosowanie, by zmusić Hounda do poddania się wyzwaniu, mój głos brzmi „nie”. Ale nie zamierzam tu siedzieć i brać udziału w tym gównie - W końcu zwrócił się do Hounda - Jak każą ci stać, bracie, a ty upadniesz, ja tam będę nie po to, by cię podnieść, ale by stanąć na twoim miejscu - przesunął wzrokiem wokół stołu - Jak wy przyłożycie mu z pięści i powalicie go nisko, potem przyłożycie z pięści mnie. A teraz jak skończcie z tym gównem, ja będę przy barze. Potrzebuję pieprzonej tequili.

To powiedziawszy, wypadł z pokoju.

Tack patrzył, jak jego syn wychodził z intensywnością, która przewyższała nawet jego największą intensywność, a mężczyzna potrafił być intensywny.

Potem głośno wciągnął powietrze.

– Shy, masz też moje pełnomocnictwo – powiedział Brick, a Hound spojrzał w jego stronę - I to jest nie.

- Mówisz serio? - zapytał Arlo.

- Tak - rzucił Brick - Nie wiem, gdzie byłeś przez ostatnie dwie dekady, ale większość czasu, kiedy tu byłem, widziałem, jak Hound stawał w obronie Keely, tych chłopaków, Blacka. Ale byłem w tym pokoju, Arlo, i ty też, więc obaj wiedzieliśmy, jak daleko posunął się Hound, stając w obronie Blacka.

- Żeby zarobić sobie na cipkę brata - odparł Arlo, a to tylko sprawiło, że szyja Hounda zaczęła mrowić.

- Wiesz, że to nie w porządku - wyszeptał Brick - Wiesz o tym.

Arlo niezręcznie poruszył głową, co przykuło całą uwagę Hounda.

- Wszyscy to wiemy - wtrącił High - Cokolwiek tu mamy, nie idź tam, bracie.

Arlo odwrócił wzrok w stronę stołu, wyglądając na zakłopotanego i trzymał język za zębami.

- Wszyscy też znaliśmy Blacka - kontynuował Brick.

- I on w ogóle nie zgodziłby się na to gówno - powiedział Dog.

- Jesteś tego pewien? - zapytał Brick.

- Kurwa, tak, jestem pewien - odpowiedział Dog wściekle.

- Cóż, ja nie jestem - odparł Brick. - On ją kochał. Spędziłem lata, goniąc za taką miłością, bracie. To była pozłacana miłość, która jest tak cholernie rzadka, że ​​prawie jakby nie istniała, nawet gdy widzisz ją tuż przed sobą. Miłość, która świeci tak jasno, że oślepia cię, ale jest tak cholernie piękna, że ​​nie możesz oderwać od niej oczu. Black czuł to samo w stosunku do Keely. I patrząc wstecz, widzę teraz, że Hound czuł to samo.

Brick odepchnął się od ściany i trzymał mężczyzn przy stole.

- To, co wiem o moim bracie Blacku, to to, że wbijałby sobie to ostrze w gardło raz po raz, gdyby tylko w ten sposób mógł powstrzymać ból, który od lat paraliżuje jego kobietę. Black zrobiłby wszystko, oddałby wszystko, gdyby tylko mogła doznać tego szczęścia, żeby znów ją uszczęśliwić.

- Nie dałby tego - syknął Arlo.

- Wszyscy w to weszliśmy, ale to nie ja ani nie ty zabraliśmy tych chłopców po cukierki, Arlo. To nie ja ani nie ty byliśmy opoką Chaosu, na której Keely i ci chłopcy mogli położyć ręce, żeby się ustabilizować. To również nie ja ani nie ty byliśmy przewodnią gwiazdą, która doprowadziła obu synów Blacka do naszego Klubu. I powiem to, a ty możesz się o to kłócić, aż się rozchorujesz, ale będziesz w błędzie. Wszystko to znaczyłoby wszystko dla Blacka, ponieważ darowana jego rodzinie miłość, która za tym stoi, znaczyłaby wszystko dla Blacka. Teraz nie wiem i ty nie możesz wiedzieć, czy to sprawiłoby, że Black poczułby, że Hound zasłużył na miejsce, które teraz ma w tej rodzinie. Wiem tylko, że nie mnie oceniać, czy to dobrze, czy źle. Black, Hound i Keely będą musieli się z tym zmierzyć w innym życiu.

Machnął ręką, wskazując palcem na Hounda i kontynuował.

- Powiem tylko, że mój brat w końcu znalazł swoją starszą panią i ma moje poparcie. Jeśli go pokonasz, to nie Rush podniesie pięści na następnego, to będę… – wskazał kciukiem na siebie – ja. I to jest ostatnie, co powiem. Skończyłem mówić. Wiesz, jak głosuję. A teraz idę po piwo z butelką wódki.

Nie czekał, aż ktokolwiek powie cokolwiek więcej. Brick wyszedł z dużo mniejszym zapałem niż Rush, ale nie tracił czasu na opuszczenie pokoju.

- Kurwa – mruknął Dog ze złością.

- Kochasz ją, synu? – zapytał Hounda Big Petey.

Hound spojrzał na Pete’a. Nie powiedział nic. I nic nie powiedział, bo stał tam, gotowy stawić czoła temu, co postanowią, więc było to najgłupsze pytanie, jakie kiedykolwiek usłyszał.

- Kochasz ją – mruknął Wielki Petey.

- Poszedłeś tam, wiedziałeś, że to nie przejdzie – powiedział Tack, a Hound spojrzał na niego.

Kiwnął brodą na znak zgody.

- Wiedziałeś, że do tego dojdzie – kontynuował Tack.

Hound skinął głową raz.

- Chociaż raz pomyślałeś o Blacku? – wyrzucił z siebie Arlo.

Hound spojrzał na Arlo.

- Przez osiemnaście lat, prawie nic innego nie przychodziło mi do głowy oprócz niego – odpowiedział Hound.

- I ona – odparował Arlo.

- Tak – powiedział Hound cicho - Zdecydowanie ona.

- Był twoim bratem – zaskrzeczał Dog.

- Nie był. Nadal jest - Hound wrócił do Dog’a, po czym spojrzał na Tacka - Wiedziałem, że tu będę. Nie musicie cholernie głosować. Nawet jak jeden brat potrzebuje, żebym udowodnił, jak wiele dla mnie znaczy to, co dostałem od Keely, może spróbować zabrać ode mnie krew. Jak on potrzebuje, żebym udowodnił, że rozumiem, co to znaczy, że ruszam za Blackiem, może spróbować zabrać ode mnie krew. Jeśli chcą związać mi rękę za plecami i walić we mnie co tydzień przez dwadzieścia lat, wytrzymam to, jeśli to oznacza, że ​​na końcu nadal będę miał ją i nadal będę miał moich braci. Ale mi tego nie zabiorą. To zabierze to, co z tego wyniknie. Więc kurwa, bierzmy się do roboty, żebyśmy mogli to przezwyciężyć i będę mógł wrócić do mojej kobiety.

- Oberwiesz z moich pięści - Arlo powiedział mu coś, co wiedział.

- Dawaj - zaprosił go Hound.

- Moje też - warknął Dog. Hound skinął głową.

Nikt nic nie powiedział, dopóki Tack nie zawołał: - Boz?

Hound odwrócił głowę w stronę Boza i zobaczył na twarzy brata wyraz, jakiego nigdy w życiu nie widział.

Był zaciekły, a jednocześnie złamany.

- Myślę, że mój brat dostał już dość lania, spędzając lata na kochaniu jej i nie posiadaniu jej, więc nie będę dokładał do tego pięści - powiedział Boz, a Hound wpatrywał się w niego, po raz pierwszy nie potrafiąc ukryć swojej reakcji, a tą reakcją było oszołomienie.

Nie miał świadomości, że Boz rozumiał uczucia, jakie żywił do Keely.

Nie spodziewał się takiej reakcji na to, co działo się w tym pokoju.

Myślał, że Boz będzie lojalny wobec Blacka.

Nie Hounda.

– Raja – mruknął Tack, a potem głośniej – Skończcie to, ludzie.

- Nie - oświadczył natychmiast Shy.

– To nie niespodzianka – mruknął z irytacją Arlo.

- Nie, nie jest. Nie można wybrać, kogo się kocha, Arlo. Pewnego dnia zakochasz się w sposób, który będzie oznaczał, że ​​dostaniesz spódnicę, której zechcesz i nie będziesz gonić za czymś więcej, bracie, załapiesz to - odpowiedział Shy - Nie sprawię, żeby jakiś facet zapłacił za coś tak ważnego, co dostał w sposób, który jest poza jego kontrolą.

- Nie - wtrącił Snapper, zanim Arlo zdążył odpowiedzieć, ale nie skończył - I mówię tylko, że rozumiem, co to znaczy i że to ważne. Zwłaszcza dla braci, którzy znali zabitego mężczyznę. Ale mamy gówno do zrobienia. Bounty są na nas wkurzeni, prawdopodobnie szykują się do rewanżu i nie jestem pewien, czy w jego opisie stanowiska jest napisane, że ich brat-mściciel da nam znać o tym wszystkim. Valenzuela albo nie żyje, albo jest w opałach i żadne z tych rozwiązań nie jest dla nas teraz dobre. I mamy byłego brata renegata, który ma dla nas coś niedobrego. Być może nie znaleźliśmy żadnego sprzętu monitorującego w żadnym miejscu Chaosu, ale jest kobieta, która zna wrażliwe informacje na temat naszego Klubu, których nie powinna znać, i nie uzyskała tej wiedzy, bo tam była. Oznacza to, że istnieje bardzo realne zagrożenie. Więc nie jestem pewien, dlaczego spędzamy tyle czasu na czymś, co dzieli Klub, kiedy powinniśmy spędzać czas na byciu razem i zapewnianiu bezpieczeństwa sobie i naszym kobietom.

Instynkt kazał Hound’owi spojrzeć na Arlo, gdy Snapper mówił, i poczuł, że mrowić znów zaczęła go swędzieć na to w jaki celowo-obserwujący sposób Arlo wpatrywał się w stół z zaciśniętą postawą i twardą szczęką.

- Cokolwiek się wydarzy na tym spotkaniu, Snap, będzie zrobione dziś wieczorem i pójdziemy dalej - powiedział Tack Snapper’owi, odzyskując uwagę Hounda.

Snapper spojrzał na Tacka, a następnie na Hounda. Kiedy Hound skinął mu brodą, potwierdzając to, co powiedział Tack, Snap spojrzał z powrotem na Tacka.

- Dobrze, powtórzę, głosuję na nie - oświadczył.

- Nie ma mowy, kurwa, żebym był na tak – powiedział Speck - Po tym, co Rush i Brick powiedzieli, ale też dlatego, że Hound wciąż mógłby mi skopać tyłek, mając jedną rękę związaną za plecami, nawet gdybym był jego trzecim podejściem.

Shy i Big Petey uśmiechnęli się do stołu.

Nikt inny nie znalazł niczego zabawnego.

- Roscoe? – zawołał Tack.

- Nie – odpowiedział Roscoe - Jakby to było rok, dwa, nawet pięć po tym, jak straciliśmy brata, a inny się wprowadził, jasne. Rozumiem. Całkowicie. Ale osiemnaście lat? Nie ma cholernej mowy.

- Jezu Chryste – rzucił Arlo.

- Tak to będzie, pozwolę Blackowi skopać jego tyłek w życiu pozagrobowym – wtrącił Pete - Nie.

- Joke? – podpowiedział Tack, a Hound spojrzał na swojego brata, który kiedyś walczył w podziemnym obiegu gołymi pięściami. Hound poszedł tam i patrzył, a Joke rzadko przegrywał, bo Joker był maszyną. Był też o ponad dziesięć lat młodszy od Hounda, ale to nie był powód, dla którego Joke mógł go porządnie pobić.

- Potrzebujesz tego, facet, żeby poczuć się czystym i jasnym? -  Joker zapytał cicho.

Mężczyzna nigdy nie spotkał Blacka, ale bardziej niż ktokolwiek z nowych przy tym stole, nie licząc Shy’a i Rusha, Joke był bardziej Chaosem niż którykolwiek z nich, a to było, zanim dołączył do Klubu, więc zrozumiał.

- Musisz zrobić to, co podpowiada ci intuicja - odpowiedział Hound.

- Dutch i Jag, będą patrzeć, bracie, a ty jesteś jedną trzecią ich świata - Joke powiedział mu coś, co wiedział, ale nawet wiedząc to, dobrze było to usłyszeć.

Hound nic nie powiedział.

Joker pokręcił głową - Nie.

- High? Hop? - zapytał Tack, dając jasno do zrozumienia, że ​​chce to skończyć, ale prawdopodobnie bardziej, nie chciał, żeby Arlo jeszcze bardziej trzaskał kłapaczką bardziej, niż już to robił.

- Tak - mruknął High.

- Nie - powiedział Hop.

- Chryste, Hop, serio? - zapytał Dog.

Hop podniósł wzrok ze stołu na Doga.

- Serio - odpowiedział.

- Widziałem jak Black dał ci cygaro, kiedy Dutch przyszedł na ten świat, i kolejne, kiedy Jag je przyciągnął – przypomniał Arlo Hop’owi.

- A ja patrzyłem, jak jego kobieta opłakiwała go dłużej, niż powinna. Jak jest gotowa, by znów znaleźć dobro, w żaden sposób nie zamierzam utrudniać jej złapania go - odparł Hop - Powiedziałem to dla Keely. Dla mojego brata Blacka powiem to. Nie przyłożyłby z pięści żadnemu bratu z żadnego powodu, Arlo. Cokolwiek by się działo, znalazłby sposób na zrozumienie.

Kiedy Arlo otworzył usta, by przemówić, Hop szybko kontynuował.

- Tak, nawet to. Keely nie zbłądziłaby. Hound nigdy by się nie wprowadził. Więc gdyby żył, nie bylibyśmy tutaj. Ale nie żyje, a ja go znałem, Arlo, nawet lepiej niż ty, a mężczyzna, którego znałem, chciałby, by jego kobieta była szczęśliwa i znalazłby sposób, bez względu na to, jak głęboko musiałby kopać, by zrozumieć lojalność, której on by potrzebował, by okazać bratu.

Hop był bardziej szczery z Blackiem, więc Arlo trzymał język za zębami.

Ale Hop nie skończył - Na koniec powiem, że chcę tego dla Hounda. Wiem, jak to jest mieć dobrego i że to jest wszystko, czego potrzebuję, w pewnym sensie wiem, że to wszystko, czego będę potrzebował aż do dnia, w którym umrę. Hop zwrócił się do Hounda - Cieszę się, że to znalazłeś, facet. Najwyższy czas.

Cóż, to nie było zaskoczeniem. Jeśli ktoś miał ducha tolerancji, jakiego miał Black, to był to Hop.

I to była obserwacja Hounda, a teraz doświadczenie, że kiedy znalazłeś tę złotą miłość, to cię to gówno obchodziło.

Hound pochylił brodę w stronę Hopa.

- Tack? - zawołał Dog.

Hound spojrzał na Tacka i zobaczył, że Tack go obserwował.

W pokoju zapadła cisza.

To Tack przerwał tę ciszę.

- Potrzebujesz tego, żeby poczuć się czystym i jasnym - powtórzył słowa Jokera, ale w oświadczeniu.

Hound nie odpowiedział.

Składając to oświadczenie, Tack wiedział, że to była prawda.

- Jak długo zajmie jej uporanie się z tym? - zapytał Tack.

Tack również znał Keely.

- Jak dasz mi z pięści, ona znajdzie sposób, żeby sobie z tym poradzić, ale nigdy nie spojrzy na ciebie tymi samymi oczami - Hound powiedział mu prawdę - Ja to zrozumiem. To nie ode mnie. Ją stracisz w sposób, którego nigdy nie odzyskasz. Będzie Chaosem, będzie nim do końca i będzie nim dla mnie, dla swoich synów. Ale nigdy więcej nie będzie wasza.

- Nie - warknął High.

- Jezu, kurwa, serio? - zapytał Arlo.

- Straciłem dobrą kobietę, teraz cudem odzyskałem ją - odparł High - Nie stracę kolejnej w sposób, po którym nigdy nie odzyskam.

- Tak, a Millie zawsze była blisko z Keely, obie wróciły, odbudują to, a jak ona usłyszy, że przyłożyłeś pięści do Hounda z tego powodu, zobaczysz, że cipka w twoim łóżku robi się zimna - warknął Arlo.

High odchylił się na krześle, niewzruszony, mrucząc - I o to chodzi.

Big Petey przełknął chichot. Hop ukrył uśmiech, przesuwając kciukiem i palcem wskazującym po wąsach.

Ale High nie skończył.

- To ja ich widziałem razem i tak, byłem wkurzony. Ale to, co powiedział Hound, powiedziała mi również Keely. Ona go kocha. On ją uszczęśliwia. To jej nie uszczęśliwi, że w taki w sposób jakiś mężczyzna skrzywdzi jej mężczyznę i nigdy tego nie zapomni, a powiedziała mi to wprost - High spojrzał na Hounda - Nie mogę powiedzieć, że nadal tego życzę, żeby, jak to znalazłeś, to nie była ona. Mogę powiedzieć, że znaleźliście to, czego potrzebujecie w sobie nawzajem, jesteś moim bratem, a ona jest jedną z najlepszych kobiet, jakie kiedykolwiek spotkałem, więc chyba znalazłem sposób, aby chcieć tego dla was obojga. Ale jest coś jeszcze, co powiedziała, co jest prawdą. Jesteśmy wam to winni. Już na to zasłużyliście, nie ja mam sprawić, żebyście włożyli więcej pracy, żeby to mieć.

Hound znów kiwnął brodą w stronę High’a.

High w odpowiedzi uniósł brodę.

Arlo otworzył usta, ale Tack skończył.

- Każdy facet powiedział swoje. Robimy to tak, żeby się udało - oświadczył Tack - Shy, idź i powiedz Chill’owi, żeby odsunął meble w pokoju wspólnym.

- Nie powiedziałeś, czy jesteś na tak, czy na nie, Tack - zauważył Shy.

Tack znów spojrzał na Hounda.

Tack odczekał sekundę, która zamieniła się w pięć.

W końcu powiedział - Był najlepszym z nas.

Hound poczuł nagłą potrzebę przełknięcia, ale się powstrzymał.

- A ty zrobiłeś najgorsze... dla niego i dla nas – kontynuował Tack.

Hound stał pod ścianą i patrzył bratu w oczy.

- Jestem rozdarty, bracie – powiedział cicho Tack.

- Zmagałem się z tym przez lata z powodu Blacka. Zmagam się z tym teraz, bo sprawiam, że czujesz właśnie to – odpowiedział Hound.

Tack skinął głową.

- On chciałby, żeby była szczęśliwa – wyszeptał Tack.

- To nie to mnie tam doprowadziło – powiedział mu Hound - Sprawienie, by była szczęśliwa to zrobiło.

- Nie – powiedział nagle Tack.

Dog wypuścił powietrze.

Arlo wydał z siebie dźwięk w gardle.

Shy wstał z krzesła, jego usta drgnęły. Położył dłoń na ramieniu Tacka i wyszedł z pokoju.

- Możesz zmienić zdanie, Dog – zauważył Pete.

- Arlo reprezentuje braci - oznajmił natychmiast Dog i zwrócił wzrok na Hounda - Ja reprezentuję Blacka.

Hound znów pochylił brodę, tym razem w stronę Doga.

Krzesła zostały odsunięte.

Boz podszedł do niego.

Hound spojrzał na niego.

- To się nie zdarzy, ale jak dadzą mi kilka dobrych, wstrząsną mną, a ja uklęknę, powstrzymasz Bricka i Rusha - rozkazał Hound.

Boz skinął głową.

Hound zaczął się wynosić, ale zatrzymał się, gdy Boz zawołał go po imieniu.

Spojrzał z powrotem na brata.

- Tack się mylił - powiedział Boz.

- W czym? - zapytał Hound.

- Black nie był najlepszy z nas.

Hound stał w milczeniu, czując teraz swędzenie w gardle.

- Ty jesteś - dokończył Boz.

Jego brat mu to powiedział.

A potem wyszedł z pokoju.

*****

Arlo, gotowy do walki, stanął pierwszy.

Hound miał szorstką linę przywiązaną do pasa i owiniętą wokół nadgarstka, który był nią przymocowany do dolnej części pleców.

Mimo to, za te gówna, które Arlo rzucił o Hound’zie, że pokonał zabójcę Blacka, aby zdobyć cipkę Keely, Hound uniknął pierwszego ciosu, a następnie włożył całą swoją moc w lewą pięść i zadał Arlo miażdżący cios w kość policzkową, szybko się obrócił i trafił go czubkiem buta w nerki Arlo.

Arlo prychnął, zakaszlał, zatoczył się na bok, ale niestety to tylko wkurzyło go jeszcze bardziej, więc wrócił do Hounda z całą swoją mocą.

Hound wiedział, jak boksować, trenował na siłowni bokserskiej, ale nie był bokserem. Nie był nawet wojownikiem.

Był awanturnikiem, a jego ręka związana za plecami psuła mu pęd i koordynację. Nie chodziło o to, że nie potrafił użyć tej pięści, aby zadać cios. Chodziło o to, że nie mógł jej używać do chwytania, pchania, rzucania, walki ani używać całej tej strony ciała do zachowania równowagi.

Arlo otworzył jego lewą brew i prawą stronę dolnej wargi, zanim wśród otaczających ich mężczyzn wybuchło zamieszanie, przykuwając uwagę Hounda, ale nie Arla, a gdy Hound usłyszał krzyk Dutcha - Zabierz ode mnie ręce, facet! - i popełnił błąd, patrząc w stronę głosu swojego chłopca.

Arlo sięgnął go, przez co ten się zatoczył, biel zalewająca mu pole widzenia od ciosu mieszała się z czerwienią krwi sączącej się do jego oka, a aby skupić się na odzyskaniu koncentracji, automatycznie uklęknął.

- Odwal się, facet! Odsuń się! - Hound usłyszał krzyk Dutcha - Kurwa, odsuń się!

- Nie jesteś w to zamieszany, synu - powiedział cicho Tack, gdy Hound poczuł, jak czyjaś ręka ląduje na jego ramieniu.

Spojrzał w górę, mrugnął, by stawić czoła bieli, która się cofała, i krwi, której nie było, i zobaczył Jaga wpatrującego się w niego, a mięsień biegnący wzdłuż jego policzka napinał się.

- Ja nie jestem? Ja nie jestem, kurwa? - Dutch zapytał, brzmiąc na wściekłego.

- To sprawa między braćmi, a ty jeszcze nie jesteś bratem – stwierdził Arlo.

- To dotyczy mojego ojca, mojej matki i mojego taty. A ja jestem moim ojcem i moją matką, ale przede wszystkim jestem moim tatą.

Chryste, to było lepsze niż to, co powiedział wcześniej Boz.

O wiele.

- Więc jestem tak bardzo Chaosem, jak tylko możesz być, Arlo – dokończył Dutch.

- Zabierz swojego brata i idź – szepnął Hound do Jaga.

Jag pochylił się głęboko i przysunął twarz do twarzy Hounda.

- Nie – odpowiedział.

Potem przykucnął, a Hound wyczuł jego dłonie przy linie z boku jego pasa. Wiedział, że Jag wsunął ostrze i przeciął, bo natychmiast się poluzowała, a Jag wstał.

- Mamy problem z tym, że jesteś rekrutem, nie rozumiesz, ruszaj tyłek i wypad – oświadczył Arlo.

Jagger podniósł Hounda na nogi, a lina spadła na podłogę.

Kiedy Jag go tam doprowadził, natychmiast stanął obok brata, blokując Arlo przed Hound’em.

- To postanowili bracia – wyjaśnił Tack - Tak to się robi. Musicie się tego nauczyć. To ważne. I nie wtrącajcie się do tego, jako rekruci, ani jako bracia.

- Mówimy w imieniu naszego ojca - stwierdził Jagger.

- Tak to nie działa, synu - powiedział cicho Tack.

- Mówimy w imieniu naszej matki - kontynuował Jagger.

- Zdecydowanie tak to nie działa - odgryzł się Arlo.

- Hound to rozumie i tego chce - powiedział Tack - On nawet tego potrzebuje, ludzie. Więc musicie się wycofać i pozwolić mu to mieć.

Chłopcy nie wycofali się.

- Uczciwa walka - wycedził Dutch.

- Dutch - wtrącił się Hop, ale nie zaszedł daleko.

- Uczciwa walka. On walczy dla naszej matki. Walczy o swoje miejsce w naszej rodzinie. Walczy, żeby pozostać solidnym ze swoimi braćmi. Jeśli walczy o gówno, które tyle znaczy, walczy o gówno, które znaczy wszystko, to powinna być uczciwa walka - warknął Dutch - Jak musisz sprawić, żeby podniósł pięści, czuje, że musi znieść bicie, pozwól mu stać wolnym i walczyć uczciwie.

- Gówno mnie obchodzi, jak walczy – warknął Arlo - To, co mnie teraz obchodzi, to dwóch rekrutów, którzy wchodzą mi w twarz, w braterskich sprawach, kiedy nie są mile widziani. Róbcie, co wam każą, dupki, albo dopilnuję, żebyście nie zasłużyli na swoją cholerną naszywkę.

Wtedy Hound przebił się przez Dutcha i Jaga, zaskakując Arlo, więc udało mu się owinąć palce wokół gardła Arlo.

Arlo odepchnął się, próbował wyrwać się z uścisku Hounda, ale Hound po prostu szarpnął go tak, że byli nos w nos i warknął - Jesteś świadkiem lojalności, skurwysynu, czegoś, co moim zdaniem jest ci obce. Porozmawiamy o tym później. Teraz... - odepchnął go i uniósł pięści - walcz.

- Cofnijcie się - Hound usłyszał, jak Tack rozkazuje Dutchowi i Jagowi.

Poczuł, że wszyscy wycofują się do kręgu.

Arlo ruszył na niego z rykiem.

I Hound spotkał go z rykiem.

To było brutalne i wiele się za tym kryło po obu stronach, i nic z tego nie miało nic wspólnego z Blackiem.

Ale wszystko to miało związek z tym, czego Hound obawiał się głęboko w Arlo.

Wina.

I wstyd.

Więc kiedy Shy krzyknął - Czas! - nie przerwali.

Dutch, Jag, Joke i Hop musieli odciągnąć Hounda, a High, Tack i Boz odciągnąć Arlo.

- Jeszcze nie skończyliśmy - syknął Arlo, wciąż skupiając się na Hound’zie, nawet jeśli teraz miał krew w oczach, zakrywającą zęby i spływającą po brodzie.

- Nie, nie skończyliśmy - zgodził się Hound, wypluł krew z własnych ust na podłogę u stóp Arlo i zwrócił uwagę na Dog’a, wzruszając ramionami mężczyzn, którzy go trzymali - Teraz ty, bracie.

– Gówno – warknął Dutch.

- Tylko Dog, to wszystko, a potem koniec – powiedział Boz pod nosem do swoich chłopaków.

Dog rzucił się na niego, ale nie było w nim wściekłości.

Hound i tak pozwolił Dogowi to mieć.

Ponieważ Dog walczył dla Blacka.

Refleks i świadomość, że Dutch i Jag go obserwowali sprawiły, że się schylił, uniósł ramiona, by chronić twarz, odwrócił się, by uniknąć ciosów w korpus, ale przyjął od Doga to, co Dog był gotów dać dla Blacka, każda pięść, która wylądowała, prowadziła Hounda do czystego i jasnego.

I Keely.

- Do cholery, Hound! Walcz! - zagrzmiał Jagger.

Zaraz po tym, to uwaga Dog’a została odwrócona, gdy poza kręgiem zaczęło się kolejne zamieszanie, a Hound usłyszał, jak Speck zamruczał - Jezu, kurwa, chyba żartujecie. Jak to się nie zmieni, dla dziesięciu minut walki będziemy tu całą noc.

- Nie wejdziecie w to - warknął Tack.

- Kurwa - mruknął Hop z irytacją.

Shy zachichotał.

Dog się odwrócił. Hound się odwrócił.

Potem obaj cofnęli się, gdy nagle między nimi stanął rząd kobiet.

Tyra, Tabby, Lanie, Carissa, Millie, Rosalie i Bev.

Hound spojrzał w stronę drzwi, ale zobaczył tylko Elvirę wsuwającą swój krągły tyłek na stołek barowy.

Pieprzone dzięki, brak Keely.

- Myślę, że jutro powinniśmy po prostu przyjść i pomalować Kompleks na różowo, a potem iść, żeby obcięli nam jaja - zrzędził Arlo.

Tack stanął obok Doga, wpatrując się w swoją kobietę.

- To, a zwłaszcza to, Red, nie wejdziesz w to - oświadczył, wyglądając na tak poważnie wkurzonego, że Hound podszedł bliżej pleców Tyry.

Dog też się tam przesunął, z przodu.

- Jesteśmy tu dla Keely - odparła Tyra.

- Keely też nie może w tym uczestniczyć – odparł Tack.

- Przepraszam, ale ona ewidentnie wraca do stada, co oznacza, że ​​jest siostrą jeszcze bardziej niż była, a jako taka, jej pozostałe siostry muszą ją wspierać odparła Tyra.

Tack spojrzał na córkę i powiedział - Ty zdecydowanie wiesz, że nie należy tego robić.

Z tyłu Hound zobaczył, jak Tabby wzruszyła ramionami.

- Możesz kierować całą komunikację do mnie, skoro zdecydowałyśmy, że jestem rzecznikiem naszej grupy – wtrąciła Tyra i przyciągnęła wzrok męża.

- Nie wiem, czy mam się śmiać, czy moja głowa kurewsko eksploduje – mruknął High, a Hound spojrzał na niego i zobaczył, że zmarszczył brwi na Millie.

Głośniejszy głos Tacka przyciągnął uwagę Hounda - Ile razy mam ci, kurwa, powtarzać, żebyś trzymała nos z dala od gówna braci?

- Odkąd Bev powiedziała nam, że Hound i Keely są razem i że musimy przygotować się na to, że wydarzy się dokładnie to… - Tyra rzuciła ręką w podłogę - pomyślałyśmy, że to tak naprawdę siostrzane gówno. A Keely nie była zadowolona, ​​że ​​to może się wydarzyć, a ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje teraz Klub, jest niezgoda, więc jesteśmy tutaj, żeby interweniować.

Głos Tacka był teraz niebezpiecznie cichy - Odkąd Bev powiedziała ci o Hound i Keely?

Tyra potrząsnęła włosami - Tak.

- Od jak dawna wiesz? - zapytał Tack.

- Jakiś czas - odpowiedziała Tyra bez wahania.

Teraz Tack krzyczał - I nie powiedziałaś mi tego gówna?

Tyra przechyliła się w stronę swojego starego i wygarnęła mu jego gówno - My, siostry, też mamy pewne sprawy, które są tylko między nami.

Wszyscy stracili twarz Tacka, skoro odchylił głowę tak daleko do tyłu, żeby spojrzeć w sufit, że wszystko, co mieli, to widok jego gardła i spodniej części szczęki. Widzieli też, jak jego klatka piersiowa się rozszerzała, gdy brał głęboki oddech.

Hound współczuł mężczyźnie.

Zakochał się w Keely, kiedy była Blackiem. Wtedy można było to kontrolować. Była nietykalna.

Nigdy nie zakochałby się w Tyrze. Przyjemnie się na nią patrzyło, a z jej charakterkiem prawdopodobnie była niesamowitą kochanką.

Ale z tym charakterkiem była też poważnym wrzodem na tyłku Tacka.

Tack’owi całkowicie się to podobało (w większości, z wyjątkiem takich momentów jak ten).

Hound znosiłby to przez minutę, a potem by się od niej odstrzelił, zanim dostałby wszystko, czego kiedykolwiek chciał w starszej pani.

W końcu Tack spojrzał na swoją kobietę – Racja, wyjdź.

– Kane… – zaczęła.

Tack jej przerwał - To jest wybór zarówno Hounda, jak i Doga. Zmierzył się z Arlo, musi skończyć z Dogiem i już. Ale skończy się, gdy ty i twoje dziewczyny będziecie zabierzecie tyłki i zaczekacie na zewnątrz.

Tyra brzmiała na zdezorientowaną - Nie zamierzacie bić go wszyscy?

- Nie będę tego dalej tłumaczył - odparł Tack - Mówię ci, Dogowi pozostały jakieś dwie minuty do końca, a potem wszystko się skończy, a ty i twoje dziewczyny jesteście na zewnątrz, dopóki to się nie skończy.

– Ale… – spróbowała.

– Wyjdź, kobieto – warknął Tack. Nastąpiła długa chwila ciszy.

Później Tyra powiedziała - Cóż, skoro został tylko Dog, pójdziemy.

Chryste, zaszło, co się stało, a Hound miał się zacząć śmiać.

Odparł to, spojrzał na Doga, zobaczył, że Dog miał tak samo, więc obaj zwrócili wzrok na swoje buty.

Podniósł swój, gdy poczuł, jak palce oplatały jego przedramię i zobaczył, że trzymała go Bev.

- Powodzenia, Słonko - powiedziała cicho.

Jezu, Bev właśnie nazwała go „Słonko”?

- Keely czeka na zewnątrz – dokończyła.

Hound bardzo powoli mrugnął.

- Co takiego? – zapytał.

- Odmówiła wejścia. Powiedziała, że ​​to twoja sprawa i przyjdzie, jak się skończy wyjaśnił Bev.

Jego kobieta była poza stadem dłużej, niż były w nim wszystkie te suki (oprócz Bev i oczywiście Tabby), a i tak była bardziej starszą panią niż one wszystkie.

- Nie sądzisz, że może powinnaś pójść za jej przykładem? – zapytał.

Bev wzruszyła ramionami.

Hound pokręcił głową.

Bev pokazała mu kciuk do góry, odwróciła się i po raz pierwszy, nawet nie patrząc na Boza, poszła za Carissą, zamykając im drzwi.

- Daj mi kieliszek tej najlepszej tequili, Bro - Wszystkie oczy zwróciły się w stronę Elviry, wciąż siedzącej na stołku i zamawiającej drinka od Rusha, który stał za barem, jakby nie była w kompleksie klubu motocyklowego, ale po prostu w klubie.

- Wiem, że wiesz, że ty, a zwłaszcza ty, nie powinnaś mieć tam swojego tyłka - Tack oświadczył Elvirze niskim pomrukiem.

- Wiem o tym, wielki człowieku – odpowiedziała Elvira - Miałyśmy Walne Zebranie i podczas tego powiedziałam wszystkim waszym sukom, że nie powinny się tu zbliżać, ale nie chciały mnie słuchać. Więc spakowałam mój Taser na wypadek, gdyby któryś z was, twardzieli, stracił rozum, bo, to tylko moja opinia, i powtórzę, nie żeby ktoś do tej pory słuchał, one były daleko od normy. Powiedziałam im, żeby pozwolili braciom rozwiązać to między sobą. Poszłoby o wiele szybciej, byłoby o wiele mniej bolesne i nie wpakowaliby ich tyłków w tarapaty na froncie domowym. Były zdecydowane poprzeć Keely. Moim zadaniem jest je wspierać, nawet jeśli robią jakieś głupie rzeczy, przez które z kolei mogę nie zostać zaproszona na pieczenie świń Chaosu do końca życia. I to jest dowód mojego oddania siostrzeństwu, bo wy, chłopcy, potraficie upiec niezłego świniaka. Więc oto jestem… – wskazała na swój tyłek na stołku, wyciągając obie ręce nisko wzdłuż boków – i je wspieram.

- Nie ma potrzeby, żebyś tu już była, Vira – zauważył Joker.

- Lubię walki – odparła, zastanowiła się, a potem dodała - Właściwie, ogólnie rzecz biorąc, lubię walkę facet na faceta.

Jezu.

- Będziesz musiała przegapić pozostałe dwie minuty tej walki – warknął Tack.

Elvira przewróciła oczami, ale w przeciwieństwie do innych kobiet, była na tyle mądra, żeby wiedzieć, kiedy nie była chciana. Dlatego nie czekała długo, zanim z gracją wyciągnęła jedną nogę w dół, aż jej stopa w wysokim obcasie dotknęła podłogi.

Zeszła ze stołka i pomaszerowała do drzwi, mówiąc - Lubię bójki, ale nie jestem niańką, więc mam tylko nadzieję, że nie wkurzyłeś tych wszystkich suk tym gównem jaskiniowca, bo posprzątasz po sobie własną krew.

Po tych słowach drzwi zamknęły się za nią.

Tack zwrócił się do Hounda i Doga w kręgu.

Hound spojrzał na Doga.

Dog spojrzał na Hounda.

Dog uniósł oba ramiona i powiedział - Po prostu nie mam już tego w sobie, bracie.

Hound skinął głową.

Zrozumiał to. Ale w następnej chwili rzucił się na Arlo, znów złapał go za gardło i pociągnął w stronę baru. Stopy Arlo ślizgały się i zsuwały, a jego palce obejmowały przedramię Hounda.

Wielki Petey, Shy i Snap odskoczyli z drogi, gdy Hound uderzył plecami Arlo o bar, unosząc go za gardło z nóg, zwijając go nad barem i pochylając się do niego.

- Hound, bracie – mruknął uspokajająco Pete.

- Powiedziałeś Chew, że poderżnąłem gardło temu skurwielowi? – zagrzmiał Hound.

W pokoju zapanował całkowity bezruch.

- Zejdź ze mnie, facet – wydyszał Arlo, próbując znaleźć oparcie, opierając się tylko o podłogę i popychając przedramię Hounda.

Hound ścisnął i wbił się bliżej do jego twarzy.

- Powiedziałeś Chew, że poderżnąłem gardło temu skurwielowi? – powtórzył.

- Zejdź... ze... – zakrztusił się.

- Odpowiedz mu – zacisnął zęby Tack, teraz u boku Hounda.

- Zdejmij go ze mnie – krztusił się Arlo.

- Odpowiedz! – warknął Tack.

- Tak, kurwa, tak... - Zdjąwszy jedną rękę z przedramienia Hounda, wsadził ją pod jego brodę i potężnym pchnięciem i skrętem ciała wyrwał się z uścisku Hounda i czmychnął pięć kroków dalej.

Hound poczuł, jak wszyscy bracia zgromadzili się za jego plecami, z wyjątkiem Tacka, który zrobił krok przed nim, w stronę Arlo, i tam się zatrzymał.

- Powiedziałeś Chew’owi to gówno? - zapytał Tack, pytanie brzmiało niemal jak szept, wściekły, zszokowany i z niedowierzaniem.

- Był bratem - odpowiedział Arlo.

Dog, po drugiej stronie Hounda, zrobił krok do przodu - Wtedy nim nie był.

- Próbowałem go odzyskać - warknął Arlo - Był bratem. Zanim to gówno się stało, zmieniło go, był dobrym bratem. Myślałem, że ja się dowie, że załatwiliśmy sprawę, że Chaos miał to, co trzeba, żeby zrobić to dobrze, wymazać tego skurwysyna z planety, pomścić Blacka tak, jak należy, on wróci.

- To nie było twoje zadanie, Arlo - zauważył Tack.

- Nigdy nie myślałem, że on nie... - Arlo pokręcił głową - Myślałem, że wróci. Był Chaosem. Był jednym z nas.

- Jeśli wyrzekniesz się Klubu, nie masz już szansy, żeby wrócić – powiedział Pete.

- Wtedy było inaczej – przypomniał im Arlo.

- Wyrzekasz się Klubu, to koniec – stwierdził Tack - To już koniec. Naraziłeś swoich braci na niebezpieczeństwo, Arlo.

- To pogłoski – odparował Arlo – Nie może z tym nic zrobić.

- Byłeś tam, nie jesteś tylko pieprzonym świadkiem, jesteś pieprzonym wspólnikiem – warknął High.

- Nie powiem ni chuja – syknął Arlo.

- Już powiedziałeś – wykrztusił High.

- Co jeszcze mu powiedziałeś? – zapytał Tack.

- Tylko, że się tym zajęliśmy – odpowiedział Arlo.

- My się tym zajęliśmy, czy Hound się tym zajął?- Tack pchnął.

– Obydwa – splunął Arlo.

- Chryste, bracie – mruknął Tack - Naciskałeś, żeby Hound stanął przed wyzwaniem, mając tę wiedzę przez pieprzone lata, co oznaczało, że to właśnie ty tam powinieneś być, żeby odpokutować za zrobienie jakiegoś głupiego… – jego ton był zdruzgotany - pieprzonego… – tracił opanowanie - gówna!

A potem stracił rozum.

I Arlo był przy ścianie bocznej, a tym razem przedramię Tacka było mocno przyciśnięte do jego gardła.

Mężczyźni zbliżyli się.

- Próbowałem z powrotem zjednoczyć Klub - wychrypiał Arlo.

- Mogłeś nas rozerwać na strzępy - odparł Tack - On ma cholerne kości.

- Chew tam nie pójdzie - wyrzucił Arlo.

- Lepiej miej, kurwa, nadzieję, że nie, facet - warknął Tack. - Lepiej miej, kurwa, nadzieję, że nie.

Odepchnął się, cofnął o krok, a Hound obserwował, jak Tack wpatrywał się w podłogę i brał głębokie oddechy.

W końcu podniósł głowę i spojrzał na swoich braci.

- Wyzwanie skończone. Kobiety są na zewnątrz. Sprawy na dziś wieczór zakończone - Odwrócił się do Arlo. - Później zajmiemy się twoim gównem.

Brick wystąpił naprzód, dźgając palcem w stronę Arlo - Ręce związane za plecami na pewno, bracie.

- Straciliśmy Blacka! - krzyknął Arlo. - Straciliśmy Chew. Crank nas wszystkich wydymał. Próbowałem utrzymać nasz Klub w całości!

- A teraz uczysz się cennej lekcji, którą wszyscy już znaliśmy i której nie powinieneś był się uczyć – powiedział Tack - Problem w tym, że nie jesteś jedynym, który może ponieść konsekwencje.

- Było w nim dobro – Arlo rzucił do Tacka.

- Może masz rację - odparł Tack - A teraz wszyscy musimy mieć nadzieję, że coś z tego jeszcze zostało i musimy mieć nadzieję, że to dzięki tobie.

- Spierdoliłem, czy to chcesz usłyszeć? - zapytał Arlo - Tak, czy nie, nie ma znaczenia. Spierdoliłem. Myślisz, że nie żyję z tym od dłuższego czasu? Kurwa, cieszę się, że to wyszło na jaw. Spierdoliłem. Teraz wszyscy sobie radzimy. Jak bracia.

- Jezu, to jakiś pieprzony żart - mruknął Dog.

- Nie, nie jest - oświadczył Rush - To najszczersza prawda. Jesteśmy braćmi, kiedy wszystko jest dobrze, jesteśmy braćmi, kiedy jest w szambie, i jesteśmy braćmi, kiedy spieprzymy sprawę albo wcale nie jesteśmy braćmi.

Wszyscy faceci spojrzeli na Rusha.

Rush pokręcił głową, mruknął - Jezu, teraz potrzebuję więcej tequili - po czym wrócił do baru. Niektórym mężczyznom zajęło to więcej czasu niż innym, ale ostatecznie wszyscy się rozeszli.

Z wyjątkiem Hounda, który stał tam i gapił się na Arlo.

- Spieprzyłem sprawę, bracie – powiedział mu cicho Arlo - Podłożyłem cię. Myślałem, że jak Chew usłyszy, że wymierzyłeś sprawiedliwość za Blacka, będzie wiedział, że jesteśmy na dobrej drodze. Ale tak się nie stało, więc w końcu spieprzyłem sprawę i podłożyłem cię.

- W końcu zgadzasz się z tym, dokąd zmierzamy? - zapytał Hound.

- Tak, stary. Tak. Od czasu Cherry... - Arlo uniósł brodę - Zdecydowanie. Od lat.

Więc tego wieczoru nie chodziło o to, że Hound zamierzał zejść się z Keely.

Ale o Arlo, który pozwolił, by narastał w nim wstyd, jaki poczuł, gdy dowiedzieli się, że Chew wrócił.

Zabierze mu to. Bo był jego bratem.

- Więc jest dobrze - zadekretował.

- Stanę do wyzwania, jak mężczyźni postawią mnie w kręgu - powiedział Arlo.

- Będziesz tego chciał. To oczyszcza głowę, oczyszcza duszę.

Arlo skinął głową i mruknął - Po prostu w twojej turze, odpuść sobie ten pieprzony lewy sierpowy.

Był tak pochłonięty dyskusją, że nie wyczuł jej, dopóki nie zobaczył, że uwaga Arlo przeniosła się poza niego i nie poczuł jej ręki na swoich plecach.

Odwrócił się.

I tam była.

Keely.

Stała blisko niego w Kompleksie, sercu Chaosu, jej włosy spływały lśniącymi płatami po obu stronach twarzy, jej naszyjnik był wokół szyi, i patrzyła mu w oczy.

Keely, jego starsza pani.

Dokładnie tam.

O tak.

Za tę chwilę zebrałby od nich wszystkich lanie z obiema rękoma za plecami.

Podniosła rękę i delikatnie szturchnęła rozcięcie w jego brwi kciukiem, patrząc na nie, a następnie podniosła drugą rękę i zrobiła to samo z rozcięciem na jego wardze.

– Zranili cię – szepnęła.

– Mała – zawołał.

Spojrzała mu ponownie w oczy.

– Pocałuj mnie – rozkazał.

Wtedy spojrzała mu w oczy.

Patrzył, jak jej oczy się uśmiechały.

Potem wtuliła się w jego ramiona i stanęła na palcach.

Hound pochylił głowę. I tam, stojąc w sercu Chaosu, w Kompleksie, Keely wyglądająca pięknie, będąca piękną, teraz cała jego, pocałowała go. I wtedy, po raz pierwszy w życiu, Shepherd „Hound” Ironside miał wszystko, czego kiedykolwiek pragnął.

*****

Teraźniejszość i przyszłość.

- To jest bezinteresowne i niezłomne - powiedział Rush.

Tack oderwał wzrok od Keely Black w ramionach Hounda Ironside’a i spojrzał na swojego syna.

- To wszystko, o co kiedykolwiek walczyłeś, tato - kontynuował Rush, gdy zwrócił na siebie uwagę Tacka.

- Ma rację - mruknęła Tyra, wpychając się pod jego ramię po drugiej stronie.

Nawet gdy wygiął ramię, pod które się wtulała, Tack spojrzał na swoją kobietę - Jestem na ciebie cholernie wkurzony.

Objęła mężczyznę w talii i zwróciła wzrok na Rusha - Przeboleje to.

- Tak - zgodził się Rush - Bezinteresowny i niezłomny.

- Co? - zapytała.

Kane „Tack” Allen i Cole „Rush” Allen spojrzeli sobie w oczy.

Potem powiedzieli to samo słowo w tym samym czasie.

- Nic.


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz