ROZDZIAŁ 22
Pozłacana miłość
Hound
- To bzdury i nie mam zamiaru brać w tym
żadnego, kurwa, udziału - Rush Allen splunął do ojca.
Wszyscy bracia byli w sali
konferencyjnej Kompleksu, większość z nich siedziała wokół stołu z pleksiglasem
pośrodku, pod którym leżała pierwsza flaga Chaosu, jaką kiedykolwiek zszyto.
Hound nie był przy stole.
Hound był tam, gdzie zwykle był Hound
podczas spotkań.
Stał z tyłu pod ścianą, z jednym butem
opartym o nią, z rękami skrzyżowanymi na piersi.
Obok niego stał Boz, a dalej od Boza
Brick.
Reszta mężczyzn siedziała przy stole.
- Rush, nie byłeś... - Tack, siedząc w szczycie
stołu, zaczął mówić do syna.
- Jeśli powiesz, że nie byłem bratem,
kiedy Black zginął, ty wiesz, że to nie oznacza ni chuja. On nie był jak mój
ulubiony wujek. Był jak mój drugi ojciec, a ty cholernie wiesz, o co chodzi,
więc wiesz, że siedzę tu, bo zasłużyłem na swoją naszywkę i siedzę tu jako
facet, który stracił Blacka, tak samo jak reszta z was - odpalił Rush.
- W takim razie może posłuchamy cię,
kiedy znajdziesz kobietę, na której ci zależy - wtrącił Arlo z zapałem.
Rush zwrócił uwagę na Arlo - To jest to,
czego potrzeba, Arlo? Bo jeśli wiesz, jak to jest, pokaż mi kobietę, na której
ci zależy bardziej, niż potrzeba, żeby znaleźć nową cipkę, w którą mógłbyś się
wbić.
Arlo zacisnął usta, bo Arlo miał starszą
panią i miał ją przez jakiś czas. Miał też swoją część innych cipek, przed nią
i później.
Rush spojrzał na ojca - Mogło to pójść różnie,
jak szedłeś przez tę strzelaninę, żeby dotrzeć do Tyry. Z niej ciekła krew,
dziesięć minut dłużej i by jej nie było. Czy trzymałbyś swojego kutasa dla
siebie do końca życia, gdybyś stracił miłość swojego życia?
- Nie o tym tu mówimy - warknął Tack.
- Więc jakby to się stało, czas by minął,
a Lanie otarła się o ciebie, nie pomyślałbyś o tym? - Rush naciskał.
- Nie chodzi o Lanie - warknął Hopper,
niezadowolony, że jego starsza pani została wciągnięta w tę dyskusję.
- Wykazuję swój punkt widzenia - Rush
odgryzł się Hop’owi.
- Rozumiemy twój punkt i to nie jest to
samo, do cholery - odparł Hop.
- Tak cholernie jest i ty o tym wiesz –
odpalił Rush - Z tymi dwiema kobietami, siostrami z własnego rodzaju naszywki,
wiesz o tym. I wiesz też, że gdyby czas minął, ona nie czułaby ciebie, ale
czuła coś do taty, tata miał ochotę iść w tamtą stronę, nie mrugnąłby, zanim
wziąłby to, czego chciał.
Szczęka Hopa wystrzeliła, gdy zacisnął
zęby, ponieważ Hop wiedział, że jakby Tack znalazł to, czego chciał w Lanie (nawet
jeśli nie znalazłby, była szczupła, a Tack był facetem od cycków i tyłków), i
to coś znaczyło, nawet biorąc pod uwagę to, co znaczyła dla Tyry, nie
mrugnąłby.
Rush znów zwrócił się do swojego starego
- I powiedzmy, że trafiła by cię kula i byś cię straciliśmy. Tyra nawet nie
miała wtedy twojego pierścionka, a Chaos i tak by się wprowadził. Przyjęlibyśmy
ją. Chronilibyśmy ją na zawsze, jakby była jedną z nas.
- Tak, zrobilibyśmy to, a ona by na to
zasłużyła do tego czasu, bo pierścionek czy nie, była moja – wycedził Tack - A
będąc moją, brat się do tego wprowadził, nie byłbym w tyle, Rush. Nigdy. Nawet
blisko.
Głos Rusha obniżył się, gdy powiedział -
Wtedy, tato, masz rację, była twoja. Była też nasza. A teraz powiedz mi, kto
mógłby się nią zaopiekować tak jak my to zrobiłyśmy?
- Nikt - zacisnął zęby Tack.
- Tak, i zagrałaby tę grę, tego właśnie by
chciała, Chaos był tym, kim ona była i jedyną rzeczą, którą mogłaby znowu być.
Jeśli tego by potrzebowała, żeby ją
uszczęśliwić, to kto mógłby przyjść po tobie, jeśli nie brat? - zapytał Rush, a
potem trzymał swojego staruszka - Kogo chciałbyś, żeby przyszedł po tobie, żeby
dać jej to, czego potrzebowała, żeby ją uszczęśliwić, jeśli nie brata?
Tack zamknął usta tak szybko, że Hound
mógłby przysiąc, że słyszał, jak jego zęby trzasnęły o siebie.
A Hound stanął pod ścianą, wstrząśnięty,
bo nigdy nie myślał o tym w ten sposób.
Ale Rush miał rację.
Keely była Chaosem.
Gdyby się nad tym zastanowił, nie byłoby
dla niej nikogo innego, jak tylko mężczyzny, którego krew płynęła wiatrem,
ogniem, jazdą i wolnością.
- To jest kurwa szalone. Nie mogę
uwierzyć, że słyszę to gówno - warknął Dog.
Rush wstał, skupiając się na Dogu - Jest
miłość i jest miłość. Mój ojciec nauczył mnie właściwego rodzaju miłości. Jest
nieustępliwa i bezinteresowna. Nie ma niczego, czego nie oddałbyś, żeby ją
pokazać. Nie ma niczego, czego nie zrobiłbyś, żeby to chronić - Nie spuszczając
wzroku z Doga, Rush wycelował palec w ojca - Tata mnie tego nauczył - Wycelował
palec w Doga - Black cię tego nauczył - Nie patrząc w stronę Hounda, Rush
wycelował palec w Hounda - A Hound spędził dwie dekady, pokazując nam
wszystkim, że to ma.
Uwolnił się z krzesła i skierował wzrok
na Shy’a siedzącego po lewej stronie Tacka.
- Masz moje pełnomocnictwo. Jak zbliży
się głosowanie, by zmusić Hounda do poddania się wyzwaniu, mój głos brzmi
„nie”. Ale nie zamierzam tu siedzieć i brać udziału w tym gównie - W końcu
zwrócił się do Hounda - Jak każą ci stać, bracie, a ty upadniesz, ja tam będę
nie po to, by cię podnieść, ale by stanąć na twoim miejscu - przesunął wzrokiem
wokół stołu - Jak wy przyłożycie mu z pięści i powalicie go nisko, potem
przyłożycie z pięści mnie. A teraz jak skończcie z tym gównem, ja będę przy
barze. Potrzebuję pieprzonej tequili.
To powiedziawszy, wypadł z pokoju.
Tack patrzył, jak jego syn wychodził z
intensywnością, która przewyższała nawet jego największą intensywność, a
mężczyzna potrafił być intensywny.
Potem głośno wciągnął powietrze.
– Shy, masz też moje pełnomocnictwo –
powiedział Brick, a Hound spojrzał w jego stronę - I to jest nie.
- Mówisz serio? - zapytał Arlo.
- Tak - rzucił Brick - Nie wiem, gdzie
byłeś przez ostatnie dwie dekady, ale większość czasu, kiedy tu byłem,
widziałem, jak Hound stawał w obronie Keely, tych chłopaków, Blacka. Ale byłem
w tym pokoju, Arlo, i ty też, więc obaj wiedzieliśmy, jak daleko posunął się
Hound, stając w obronie Blacka.
- Żeby zarobić sobie na cipkę brata -
odparł Arlo, a to tylko sprawiło, że szyja Hounda zaczęła mrowić.
- Wiesz, że to nie w porządku -
wyszeptał Brick - Wiesz o tym.
Arlo niezręcznie poruszył głową, co
przykuło całą uwagę Hounda.
- Wszyscy to wiemy - wtrącił High - Cokolwiek
tu mamy, nie idź tam, bracie.
Arlo odwrócił wzrok w stronę stołu,
wyglądając na zakłopotanego i trzymał język za zębami.
- Wszyscy też znaliśmy Blacka -
kontynuował Brick.
- I on w ogóle nie zgodziłby się na to
gówno - powiedział Dog.
- Jesteś tego pewien? - zapytał Brick.
- Kurwa, tak, jestem pewien -
odpowiedział Dog wściekle.
- Cóż, ja nie jestem - odparł Brick. -
On ją kochał. Spędziłem lata, goniąc za taką miłością, bracie. To była
pozłacana miłość, która jest tak cholernie rzadka, że prawie
jakby nie istniała,
nawet gdy widzisz ją
tuż przed sobą. Miłość, która świeci tak jasno, że oślepia cię, ale jest tak
cholernie piękna, że nie możesz oderwać od niej oczu. Black
czuł to samo w stosunku do
Keely. I patrząc
wstecz, widzę
teraz, że Hound czuł to samo.
Brick odepchnął się od ściany i trzymał
mężczyzn przy stole.
- To, co wiem o moim bracie Blacku, to
to, że wbijałby sobie to ostrze w gardło raz po raz, gdyby tylko w ten sposób
mógł powstrzymać ból, który od lat paraliżuje jego kobietę. Black zrobiłby
wszystko, oddałby wszystko, gdyby tylko mogła doznać tego szczęścia, żeby znów
ją uszczęśliwić.
- Nie dałby tego - syknął Arlo.
- Wszyscy w to weszliśmy, ale to nie ja
ani nie ty zabraliśmy tych chłopców po cukierki, Arlo. To nie ja ani nie ty
byliśmy opoką Chaosu, na której Keely i ci chłopcy mogli położyć ręce, żeby się
ustabilizować. To również nie ja ani nie ty byliśmy przewodnią gwiazdą, która
doprowadziła obu synów Blacka do naszego Klubu. I powiem to, a ty możesz się o
to kłócić, aż się rozchorujesz, ale będziesz w błędzie. Wszystko to znaczyłoby
wszystko dla Blacka, ponieważ darowana jego rodzinie miłość, która za tym stoi,
znaczyłaby wszystko dla Blacka. Teraz nie wiem i ty nie możesz wiedzieć, czy to
sprawiłoby, że Black poczułby, że Hound zasłużył na miejsce, które teraz ma w
tej rodzinie. Wiem tylko, że nie mnie oceniać, czy to dobrze, czy źle. Black,
Hound i Keely będą musieli się z tym zmierzyć w innym życiu.
Machnął ręką, wskazując palcem na Hounda
i kontynuował.
- Powiem tylko, że mój brat w końcu
znalazł swoją starszą panią i ma moje poparcie. Jeśli go pokonasz, to nie Rush
podniesie pięści na następnego, to będę… – wskazał kciukiem na siebie – ja. I to jest ostatnie, co powiem.
Skończyłem mówić. Wiesz, jak głosuję. A teraz idę po piwo z butelką wódki.
Nie czekał, aż ktokolwiek powie
cokolwiek więcej. Brick wyszedł z dużo mniejszym zapałem niż Rush, ale nie
tracił czasu na opuszczenie pokoju.
- Kurwa – mruknął Dog ze złością.
- Kochasz ją, synu? – zapytał Hounda Big
Petey.
Hound spojrzał na Pete’a. Nie powiedział
nic. I nic nie powiedział, bo stał tam, gotowy stawić czoła temu, co
postanowią, więc było to najgłupsze pytanie, jakie kiedykolwiek usłyszał.
- Kochasz ją – mruknął Wielki Petey.
- Poszedłeś tam, wiedziałeś, że to nie
przejdzie – powiedział Tack, a Hound spojrzał na niego.
Kiwnął brodą na znak zgody.
- Wiedziałeś, że do tego dojdzie –
kontynuował Tack.
Hound skinął głową raz.
- Chociaż raz pomyślałeś o Blacku? –
wyrzucił z siebie Arlo.
Hound spojrzał na Arlo.
- Przez osiemnaście lat, prawie nic
innego nie przychodziło mi do głowy oprócz niego – odpowiedział Hound.
- I ona – odparował Arlo.
- Tak – powiedział Hound cicho - Zdecydowanie
ona.
- Był twoim bratem – zaskrzeczał Dog.
- Nie był. Nadal jest - Hound wrócił do
Dog’a, po czym spojrzał na Tacka - Wiedziałem, że tu będę. Nie musicie cholernie
głosować. Nawet jak jeden brat potrzebuje, żebym udowodnił, jak wiele dla mnie
znaczy to, co dostałem od Keely, może spróbować zabrać ode mnie krew. Jak on potrzebuje,
żebym udowodnił, że rozumiem, co to znaczy, że ruszam za Blackiem, może
spróbować zabrać ode mnie krew. Jeśli chcą związać mi rękę za plecami i walić we
mnie co tydzień przez dwadzieścia lat, wytrzymam to, jeśli to oznacza, że na
końcu nadal będę miał ją i
nadal będę miał moich braci. Ale mi tego nie zabiorą. To zabierze to, co z tego
wyniknie. Więc kurwa, bierzmy się do roboty, żebyśmy mogli to przezwyciężyć i będę
mógł wrócić do mojej kobiety.
- Oberwiesz z moich pięści - Arlo powiedział
mu coś, co wiedział.
- Dawaj - zaprosił go Hound.
- Moje też - warknął Dog. Hound skinął
głową.
Nikt nic nie powiedział, dopóki Tack nie
zawołał: - Boz?
Hound odwrócił głowę w stronę Boza i
zobaczył na twarzy brata wyraz, jakiego nigdy w życiu nie widział.
Był zaciekły, a jednocześnie złamany.
- Myślę, że mój brat dostał już dość lania,
spędzając lata na kochaniu jej i nie posiadaniu jej, więc nie będę dokładał do
tego pięści - powiedział Boz, a Hound wpatrywał się w niego, po raz pierwszy
nie potrafiąc ukryć swojej reakcji, a tą reakcją było oszołomienie.
Nie miał świadomości, że Boz rozumiał
uczucia, jakie żywił do Keely.
Nie spodziewał się takiej reakcji na to,
co działo się w tym pokoju.
Myślał, że Boz będzie lojalny wobec
Blacka.
Nie Hounda.
– Raja – mruknął Tack, a potem głośniej
– Skończcie to, ludzie.
- Nie - oświadczył natychmiast Shy.
– To nie niespodzianka – mruknął z
irytacją Arlo.
- Nie, nie jest. Nie można wybrać, kogo
się kocha, Arlo. Pewnego dnia zakochasz się w sposób, który będzie oznaczał, że
dostaniesz
spódnicę, której zechcesz i nie będziesz gonić za czymś więcej, bracie, załapiesz
to - odpowiedział Shy - Nie sprawię, żeby jakiś facet zapłacił za coś tak ważnego, co dostał w sposób, który jest poza jego
kontrolą.
- Nie - wtrącił Snapper, zanim Arlo
zdążył odpowiedzieć, ale nie skończył - I mówię tylko, że rozumiem, co to
znaczy i że to ważne. Zwłaszcza dla braci, którzy znali zabitego mężczyznę. Ale
mamy gówno do zrobienia. Bounty są na nas wkurzeni, prawdopodobnie szykują się
do rewanżu i nie jestem pewien, czy w jego opisie stanowiska jest napisane, że
ich brat-mściciel da nam znać o tym wszystkim. Valenzuela albo nie żyje, albo
jest w opałach i żadne z tych rozwiązań nie jest dla nas teraz dobre. I mamy
byłego brata renegata, który ma dla nas coś niedobrego. Być może nie
znaleźliśmy żadnego sprzętu monitorującego w żadnym miejscu Chaosu, ale jest
kobieta, która zna wrażliwe informacje na temat naszego Klubu, których nie
powinna znać, i nie uzyskała tej wiedzy, bo tam była. Oznacza to, że istnieje
bardzo realne zagrożenie. Więc nie jestem pewien, dlaczego spędzamy tyle czasu
na czymś, co dzieli Klub, kiedy powinniśmy spędzać czas na byciu razem i
zapewnianiu bezpieczeństwa sobie i naszym kobietom.
Instynkt kazał Hound’owi spojrzeć na
Arlo, gdy Snapper mówił, i poczuł, że mrowić znów zaczęła go swędzieć na to w
jaki celowo-obserwujący sposób Arlo wpatrywał się w stół z zaciśniętą postawą i
twardą szczęką.
- Cokolwiek się wydarzy na tym
spotkaniu, Snap, będzie zrobione dziś wieczorem i pójdziemy dalej - powiedział
Tack Snapper’owi, odzyskując uwagę Hounda.
Snapper spojrzał na Tacka, a następnie
na Hounda. Kiedy Hound skinął mu brodą, potwierdzając to, co powiedział Tack,
Snap spojrzał z powrotem na Tacka.
- Dobrze, powtórzę, głosuję na nie -
oświadczył.
- Nie ma mowy, kurwa, żebym był na tak –
powiedział Speck - Po tym, co Rush i Brick powiedzieli, ale też dlatego, że
Hound wciąż mógłby mi skopać tyłek, mając jedną rękę związaną za plecami, nawet
gdybym był jego trzecim podejściem.
Shy i Big Petey uśmiechnęli się do
stołu.
Nikt inny nie znalazł niczego zabawnego.
- Roscoe? – zawołał Tack.
- Nie – odpowiedział Roscoe - Jakby to
było rok, dwa, nawet pięć po tym, jak straciliśmy brata, a inny się wprowadził,
jasne. Rozumiem. Całkowicie. Ale osiemnaście lat? Nie ma cholernej mowy.
- Jezu Chryste – rzucił Arlo.
- Tak to będzie, pozwolę Blackowi skopać
jego tyłek w życiu pozagrobowym – wtrącił Pete - Nie.
- Joke? – podpowiedział Tack, a Hound
spojrzał na swojego brata, który kiedyś walczył w podziemnym obiegu gołymi
pięściami. Hound poszedł tam i patrzył, a Joke rzadko przegrywał, bo Joker był
maszyną. Był też o ponad dziesięć lat młodszy od Hounda, ale to nie był powód,
dla którego Joke mógł go porządnie pobić.
- Potrzebujesz tego, facet, żeby poczuć
się czystym i jasnym? - Joker zapytał
cicho.
Mężczyzna nigdy nie spotkał Blacka, ale
bardziej niż ktokolwiek z nowych przy tym stole, nie licząc Shy’a i Rusha, Joke
był bardziej Chaosem niż którykolwiek z nich, a to było, zanim dołączył do
Klubu, więc zrozumiał.
- Musisz zrobić to, co podpowiada ci
intuicja - odpowiedział Hound.
- Dutch i Jag, będą patrzeć, bracie, a
ty jesteś jedną trzecią ich świata - Joke powiedział mu coś, co wiedział, ale
nawet wiedząc to, dobrze było to usłyszeć.
Hound nic nie powiedział.
Joker pokręcił głową - Nie.
- High? Hop? - zapytał Tack, dając jasno
do zrozumienia, że chce to skończyć, ale
prawdopodobnie bardziej, nie chciał, żeby Arlo jeszcze bardziej trzaskał
kłapaczką bardziej, niż
już to robił.
- Tak - mruknął High.
- Nie - powiedział Hop.
- Chryste, Hop, serio? - zapytał Dog.
Hop podniósł wzrok ze stołu na Doga.
- Serio - odpowiedział.
- Widziałem jak Black dał ci cygaro,
kiedy Dutch przyszedł na ten świat, i kolejne, kiedy Jag je przyciągnął –
przypomniał Arlo Hop’owi.
- A ja patrzyłem, jak jego kobieta opłakiwała
go dłużej, niż powinna. Jak jest gotowa, by znów znaleźć dobro, w żaden sposób
nie zamierzam utrudniać jej złapania go - odparł Hop - Powiedziałem to dla
Keely. Dla mojego brata Blacka powiem to. Nie przyłożyłby z pięści żadnemu
bratu z żadnego powodu, Arlo. Cokolwiek by się działo, znalazłby sposób na
zrozumienie.
Kiedy Arlo otworzył usta, by przemówić,
Hop szybko kontynuował.
- Tak, nawet to. Keely nie zbłądziłaby.
Hound nigdy by się nie wprowadził. Więc gdyby żył, nie bylibyśmy tutaj. Ale nie
żyje, a ja go znałem, Arlo, nawet lepiej niż ty, a mężczyzna, którego znałem,
chciałby, by jego kobieta była szczęśliwa i znalazłby sposób, bez względu na
to, jak głęboko musiałby kopać, by zrozumieć lojalność, której on by potrzebował,
by okazać bratu.
Hop był bardziej szczery z Blackiem,
więc Arlo trzymał język za zębami.
Ale Hop nie skończył - Na koniec powiem,
że chcę tego dla Hounda. Wiem, jak to jest mieć dobrego i że to jest wszystko,
czego potrzebuję, w pewnym sensie wiem, że to wszystko, czego będę potrzebował
aż do dnia, w którym umrę. Hop zwrócił się do Hounda - Cieszę się, że to
znalazłeś, facet. Najwyższy czas.
Cóż, to nie było zaskoczeniem. Jeśli
ktoś miał ducha tolerancji, jakiego miał Black, to był to Hop.
I to była obserwacja Hounda, a teraz
doświadczenie, że kiedy znalazłeś tę złotą miłość, to cię to gówno obchodziło.
Hound pochylił brodę w stronę Hopa.
- Tack? - zawołał Dog.
Hound spojrzał na Tacka i zobaczył, że
Tack go obserwował.
W pokoju zapadła cisza.
To Tack przerwał tę ciszę.
- Potrzebujesz tego, żeby poczuć się
czystym i jasnym - powtórzył słowa Jokera, ale w oświadczeniu.
Hound nie odpowiedział.
Składając to oświadczenie, Tack
wiedział, że to była prawda.
- Jak długo zajmie jej uporanie się z
tym? - zapytał Tack.
Tack również znał Keely.
- Jak dasz mi z pięści, ona znajdzie
sposób, żeby sobie z tym poradzić, ale nigdy nie spojrzy na ciebie tymi samymi
oczami - Hound powiedział mu prawdę - Ja to zrozumiem. To nie ode mnie. Ją
stracisz w sposób, którego nigdy nie odzyskasz. Będzie Chaosem, będzie nim do
końca i będzie nim dla mnie, dla swoich synów. Ale nigdy więcej nie będzie wasza.
- Nie - warknął High.
- Jezu, kurwa, serio? - zapytał Arlo.
- Straciłem dobrą kobietę, teraz cudem
odzyskałem ją - odparł High - Nie stracę kolejnej w sposób, po którym nigdy nie
odzyskam.
- Tak, a Millie zawsze była blisko z
Keely, obie wróciły, odbudują to, a jak ona usłyszy, że przyłożyłeś pięści do
Hounda z tego powodu, zobaczysz, że cipka w twoim łóżku robi się zimna -
warknął Arlo.
High odchylił się na krześle,
niewzruszony, mrucząc - I o to chodzi.
Big Petey przełknął chichot. Hop ukrył
uśmiech, przesuwając kciukiem i palcem wskazującym po wąsach.
Ale High nie skończył.
- To ja ich widziałem razem i tak, byłem
wkurzony. Ale to, co powiedział Hound, powiedziała mi również Keely. Ona go
kocha. On ją uszczęśliwia. To jej nie uszczęśliwi, że w taki w sposób jakiś
mężczyzna skrzywdzi jej mężczyznę i nigdy tego nie zapomni, a powiedziała mi to
wprost - High spojrzał na Hounda - Nie mogę powiedzieć, że nadal tego życzę, żeby,
jak to znalazłeś, to nie była ona. Mogę powiedzieć, że znaleźliście to, czego
potrzebujecie w sobie nawzajem, jesteś moim bratem, a ona jest jedną z
najlepszych kobiet, jakie kiedykolwiek spotkałem, więc chyba znalazłem sposób,
aby chcieć tego dla was obojga. Ale jest coś jeszcze, co powiedziała, co jest
prawdą. Jesteśmy wam to winni. Już na to zasłużyliście, nie ja mam sprawić,
żebyście włożyli więcej pracy, żeby to mieć.
Hound znów kiwnął brodą w stronę High’a.
High w odpowiedzi uniósł brodę.
Arlo otworzył usta, ale Tack skończył.
- Każdy facet powiedział swoje. Robimy
to tak, żeby się udało - oświadczył Tack - Shy, idź i powiedz Chill’owi, żeby
odsunął meble w pokoju wspólnym.
- Nie powiedziałeś, czy jesteś na tak,
czy na nie, Tack - zauważył Shy.
Tack znów spojrzał na Hounda.
Tack odczekał sekundę, która zamieniła
się w pięć.
W końcu powiedział - Był najlepszym z
nas.
Hound poczuł nagłą potrzebę
przełknięcia, ale się powstrzymał.
- A ty zrobiłeś najgorsze... dla niego i
dla nas – kontynuował Tack.
Hound stał pod ścianą i patrzył bratu w
oczy.
- Jestem rozdarty, bracie – powiedział
cicho Tack.
- Zmagałem się z tym przez lata z powodu
Blacka. Zmagam się z tym teraz, bo sprawiam, że czujesz właśnie to –
odpowiedział Hound.
Tack skinął głową.
- On chciałby, żeby była szczęśliwa –
wyszeptał Tack.
- To nie to mnie tam doprowadziło –
powiedział mu Hound - Sprawienie, by była szczęśliwa to zrobiło.
- Nie – powiedział nagle Tack.
Dog wypuścił powietrze.
Arlo wydał z siebie dźwięk w gardle.
Shy wstał z krzesła, jego usta drgnęły.
Położył dłoń na ramieniu Tacka i wyszedł z pokoju.
- Możesz zmienić zdanie, Dog – zauważył
Pete.
- Arlo reprezentuje braci - oznajmił
natychmiast Dog i zwrócił wzrok na Hounda - Ja reprezentuję Blacka.
Hound znów pochylił brodę, tym razem w
stronę Doga.
Krzesła zostały odsunięte.
Boz podszedł do niego.
Hound spojrzał na niego.
- To się nie zdarzy, ale jak dadzą mi
kilka dobrych, wstrząsną mną, a ja uklęknę, powstrzymasz Bricka i Rusha -
rozkazał Hound.
Boz skinął głową.
Hound zaczął się wynosić, ale zatrzymał
się, gdy Boz zawołał go po imieniu.
Spojrzał z powrotem na brata.
- Tack się mylił - powiedział Boz.
- W czym? - zapytał Hound.
- Black nie był najlepszy z nas.
Hound stał w milczeniu, czując teraz
swędzenie w gardle.
- Ty jesteś - dokończył Boz.
Jego brat mu to powiedział.
A potem wyszedł z pokoju.
*****
Arlo, gotowy do walki, stanął pierwszy.
Hound miał szorstką linę przywiązaną do
pasa i owiniętą wokół nadgarstka, który był nią przymocowany do dolnej części
pleców.
Mimo to, za te gówna, które Arlo rzucił
o Hound’zie, że pokonał zabójcę Blacka, aby zdobyć cipkę Keely, Hound uniknął
pierwszego ciosu, a następnie włożył całą swoją moc w lewą pięść i zadał Arlo
miażdżący cios w kość policzkową, szybko się obrócił i trafił go czubkiem buta
w nerki Arlo.
Arlo prychnął, zakaszlał, zatoczył się
na bok, ale niestety to tylko wkurzyło go jeszcze bardziej, więc wrócił do
Hounda z całą swoją mocą.
Hound wiedział, jak boksować, trenował
na siłowni bokserskiej, ale nie był bokserem. Nie był nawet wojownikiem.
Był awanturnikiem, a jego ręka związana
za plecami psuła mu pęd i koordynację. Nie chodziło o to, że nie potrafił użyć
tej pięści, aby zadać cios. Chodziło o to, że nie mógł jej używać do chwytania,
pchania, rzucania, walki ani używać całej tej strony ciała do zachowania
równowagi.
Arlo otworzył jego lewą brew i prawą
stronę dolnej wargi, zanim wśród otaczających ich mężczyzn wybuchło zamieszanie,
przykuwając uwagę Hounda, ale nie Arla, a gdy Hound usłyszał krzyk Dutcha - Zabierz ode mnie ręce, facet! - i
popełnił błąd, patrząc w stronę głosu swojego chłopca.
Arlo sięgnął go, przez co ten się
zatoczył, biel zalewająca mu pole widzenia od ciosu mieszała się z czerwienią
krwi sączącej się do jego oka, a aby skupić się na odzyskaniu koncentracji,
automatycznie uklęknął.
- Odwal
się, facet! Odsuń się! - Hound usłyszał krzyk Dutcha - Kurwa, odsuń się!
- Nie jesteś w to zamieszany, synu -
powiedział cicho Tack, gdy Hound poczuł, jak czyjaś ręka ląduje na jego
ramieniu.
Spojrzał w górę, mrugnął, by stawić
czoła bieli, która się cofała, i krwi, której nie było, i zobaczył Jaga wpatrującego
się w niego, a mięsień biegnący wzdłuż jego policzka napinał się.
- Ja nie jestem? Ja nie jestem, kurwa? -
Dutch zapytał, brzmiąc na wściekłego.
- To sprawa między braćmi, a ty jeszcze
nie jesteś bratem – stwierdził Arlo.
- To dotyczy mojego ojca, mojej matki i
mojego taty. A ja jestem moim ojcem i moją matką, ale przede wszystkim jestem moim tatą.
Chryste, to było lepsze niż to, co
powiedział wcześniej Boz.
O wiele.
- Więc jestem tak bardzo Chaosem, jak
tylko możesz być, Arlo – dokończył Dutch.
- Zabierz swojego brata i idź – szepnął
Hound do Jaga.
Jag pochylił się głęboko i przysunął
twarz do twarzy Hounda.
- Nie – odpowiedział.
Potem przykucnął, a Hound wyczuł jego
dłonie przy linie z boku jego pasa. Wiedział, że Jag wsunął ostrze i przeciął, bo
natychmiast się poluzowała, a Jag wstał.
- Mamy problem z tym, że jesteś rekrutem,
nie rozumiesz, ruszaj tyłek i wypad – oświadczył Arlo.
Jagger podniósł Hounda na nogi, a lina
spadła na podłogę.
Kiedy Jag go tam doprowadził,
natychmiast stanął obok brata, blokując Arlo przed Hound’em.
- To postanowili bracia – wyjaśnił Tack
- Tak to się robi. Musicie się tego nauczyć. To ważne. I nie wtrącajcie się do
tego, jako rekruci, ani jako bracia.
- Mówimy w imieniu naszego ojca -
stwierdził Jagger.
- Tak to nie działa, synu - powiedział
cicho Tack.
- Mówimy w imieniu naszej matki -
kontynuował Jagger.
- Zdecydowanie tak to nie działa -
odgryzł się Arlo.
- Hound to rozumie i tego chce - powiedział
Tack - On nawet tego potrzebuje, ludzie. Więc musicie się wycofać i pozwolić mu
to mieć.
Chłopcy nie wycofali się.
- Uczciwa walka - wycedził Dutch.
- Dutch - wtrącił się Hop, ale nie
zaszedł daleko.
- Uczciwa walka. On walczy dla naszej
matki. Walczy o swoje miejsce w naszej rodzinie. Walczy, żeby pozostać solidnym
ze swoimi braćmi. Jeśli walczy o gówno, które tyle znaczy, walczy o gówno,
które znaczy wszystko, to powinna być uczciwa walka - warknął Dutch - Jak musisz
sprawić, żeby podniósł pięści, czuje, że musi znieść bicie, pozwól mu stać wolnym
i walczyć uczciwie.
- Gówno mnie obchodzi, jak walczy –
warknął Arlo - To, co mnie teraz obchodzi, to dwóch rekrutów, którzy wchodzą mi
w twarz, w braterskich sprawach, kiedy nie są mile widziani. Róbcie, co wam
każą, dupki, albo dopilnuję, żebyście nie zasłużyli na swoją cholerną naszywkę.
Wtedy Hound przebił się przez Dutcha i
Jaga, zaskakując Arlo, więc udało mu się owinąć palce wokół gardła Arlo.
Arlo odepchnął się, próbował wyrwać się
z uścisku Hounda, ale Hound po prostu szarpnął go tak, że byli nos w nos i
warknął - Jesteś świadkiem lojalności, skurwysynu, czegoś, co moim zdaniem jest
ci obce. Porozmawiamy o tym później. Teraz... - odepchnął go i uniósł pięści - walcz.
- Cofnijcie się - Hound usłyszał, jak
Tack rozkazuje Dutchowi i Jagowi.
Poczuł, że wszyscy wycofują się do
kręgu.
Arlo ruszył na niego z rykiem.
I Hound spotkał go z rykiem.
To było brutalne i wiele się za tym
kryło po obu stronach, i nic z tego nie miało nic wspólnego z Blackiem.
Ale wszystko to miało związek z tym,
czego Hound obawiał się głęboko w Arlo.
Wina.
I wstyd.
Więc kiedy Shy krzyknął - Czas! - nie przerwali.
Dutch, Jag, Joke i Hop musieli odciągnąć
Hounda, a High, Tack i Boz odciągnąć Arlo.
- Jeszcze nie skończyliśmy - syknął
Arlo, wciąż skupiając się na Hound’zie, nawet jeśli teraz miał krew w oczach, zakrywającą
zęby i spływającą po brodzie.
- Nie, nie skończyliśmy - zgodził się
Hound, wypluł krew z własnych ust na podłogę u stóp Arlo i zwrócił uwagę na Dog’a,
wzruszając ramionami mężczyzn, którzy go trzymali - Teraz ty, bracie.
– Gówno – warknął Dutch.
- Tylko Dog, to wszystko, a potem koniec
– powiedział Boz pod nosem do swoich chłopaków.
Dog rzucił się na niego, ale nie było w
nim wściekłości.
Hound i tak pozwolił Dogowi to mieć.
Ponieważ Dog walczył dla Blacka.
Refleks i świadomość, że Dutch i Jag go
obserwowali sprawiły, że się schylił, uniósł ramiona, by chronić twarz,
odwrócił się, by uniknąć ciosów w korpus, ale przyjął od Doga to, co Dog był
gotów dać dla Blacka, każda pięść, która wylądowała, prowadziła Hounda do
czystego i jasnego.
I Keely.
- Do cholery,
Hound! Walcz!
- zagrzmiał Jagger.
Zaraz po tym, to uwaga Dog’a została odwrócona,
gdy poza kręgiem zaczęło się kolejne zamieszanie, a Hound usłyszał, jak Speck zamruczał
- Jezu, kurwa, chyba żartujecie. Jak to się nie zmieni, dla dziesięciu minut
walki będziemy tu całą noc.
- Nie wejdziecie w to - warknął Tack.
- Kurwa - mruknął Hop z irytacją.
Shy zachichotał.
Dog się odwrócił. Hound się odwrócił.
Potem obaj cofnęli się, gdy nagle między
nimi stanął rząd kobiet.
Tyra, Tabby, Lanie, Carissa, Millie,
Rosalie i Bev.
Hound spojrzał w stronę drzwi, ale
zobaczył tylko Elvirę wsuwającą swój krągły tyłek na stołek barowy.
Pieprzone dzięki, brak Keely.
- Myślę, że jutro powinniśmy po prostu
przyjść i pomalować Kompleks na różowo, a potem iść, żeby obcięli nam jaja -
zrzędził Arlo.
Tack stanął obok Doga, wpatrując się w
swoją kobietę.
- To, a zwłaszcza to, Red, nie wejdziesz
w to - oświadczył, wyglądając na tak poważnie wkurzonego, że Hound podszedł
bliżej pleców Tyry.
Dog też się tam przesunął, z przodu.
- Jesteśmy tu dla Keely - odparła Tyra.
- Keely też nie może w tym uczestniczyć
– odparł Tack.
- Przepraszam, ale ona ewidentnie wraca
do stada, co oznacza, że jest siostrą jeszcze bardziej niż była, a jako taka, jej
pozostałe siostry muszą ją wspierać – odparła Tyra.
Tack spojrzał na córkę i powiedział - Ty
zdecydowanie wiesz, że nie należy tego robić.
Z tyłu Hound zobaczył, jak Tabby wzruszyła
ramionami.
- Możesz kierować całą komunikację do
mnie, skoro zdecydowałyśmy, że jestem rzecznikiem naszej grupy – wtrąciła Tyra
i przyciągnęła wzrok męża.
- Nie wiem, czy mam się śmiać, czy moja
głowa kurewsko eksploduje – mruknął High, a Hound spojrzał na niego i zobaczył,
że zmarszczył brwi na Millie.
Głośniejszy głos Tacka przyciągnął uwagę
Hounda - Ile razy mam ci, kurwa, powtarzać, żebyś trzymała nos z dala od gówna
braci?
- Odkąd Bev powiedziała nam, że Hound i
Keely są razem i że musimy przygotować się na to, że wydarzy się dokładnie to…
- Tyra rzuciła ręką w podłogę - pomyślałyśmy, że to tak naprawdę siostrzane
gówno. A Keely nie była zadowolona, że to
może się wydarzyć, a ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje
teraz Klub, jest niezgoda, więc jesteśmy tutaj, żeby interweniować.
Głos Tacka był teraz niebezpiecznie
cichy - Odkąd Bev powiedziała ci o Hound i Keely?
Tyra potrząsnęła włosami - Tak.
- Od jak dawna wiesz? - zapytał Tack.
- Jakiś czas - odpowiedziała Tyra bez
wahania.
Teraz Tack krzyczał - I nie powiedziałaś
mi tego gówna?
Tyra przechyliła się w stronę swojego
starego i wygarnęła mu jego gówno - My, siostry, też mamy pewne sprawy, które
są tylko między nami.
Wszyscy stracili twarz Tacka, skoro
odchylił głowę tak daleko do tyłu, żeby spojrzeć w sufit, że wszystko, co
mieli, to widok jego gardła i spodniej części szczęki. Widzieli też, jak jego
klatka piersiowa się rozszerzała, gdy brał głęboki oddech.
Hound współczuł mężczyźnie.
Zakochał się w Keely, kiedy była
Blackiem. Wtedy można było to kontrolować. Była nietykalna.
Nigdy nie zakochałby się w Tyrze.
Przyjemnie się na nią patrzyło, a z jej charakterkiem prawdopodobnie była
niesamowitą kochanką.
Ale z tym charakterkiem była też
poważnym wrzodem na tyłku Tacka.
Tack’owi całkowicie się to podobało (w
większości, z wyjątkiem takich momentów jak ten).
Hound znosiłby to przez minutę, a potem
by się od niej odstrzelił, zanim dostałby wszystko, czego kiedykolwiek chciał w
starszej pani.
W końcu Tack spojrzał na swoją kobietę –
Racja, wyjdź.
– Kane… – zaczęła.
Tack jej przerwał - To jest wybór
zarówno Hounda, jak i Doga. Zmierzył się z Arlo, musi skończyć z Dogiem i już.
Ale skończy się, gdy ty i twoje dziewczyny będziecie zabierzecie tyłki i zaczekacie
na zewnątrz.
Tyra brzmiała na zdezorientowaną - Nie
zamierzacie bić go wszyscy?
- Nie będę tego dalej tłumaczył - odparł
Tack - Mówię ci, Dogowi pozostały jakieś dwie minuty do końca, a potem wszystko
się skończy, a ty i twoje dziewczyny jesteście na zewnątrz, dopóki to się nie
skończy.
– Ale… – spróbowała.
– Wyjdź, kobieto – warknął Tack.
Nastąpiła długa chwila ciszy.
Później Tyra powiedziała - Cóż, skoro
został tylko Dog, pójdziemy.
Chryste, zaszło, co się stało, a Hound
miał się zacząć śmiać.
Odparł to, spojrzał na Doga, zobaczył,
że Dog miał tak samo, więc obaj zwrócili wzrok na swoje buty.
Podniósł swój, gdy poczuł, jak palce
oplatały jego przedramię i zobaczył, że trzymała go Bev.
- Powodzenia, Słonko - powiedziała
cicho.
Jezu, Bev właśnie nazwała go „Słonko”?
- Keely czeka na zewnątrz – dokończyła.
Hound bardzo powoli mrugnął.
- Co takiego? – zapytał.
- Odmówiła wejścia. Powiedziała, że to
twoja sprawa i przyjdzie, jak się skończy – wyjaśnił Bev.
Jego kobieta była poza stadem dłużej,
niż były w nim wszystkie te suki (oprócz Bev i oczywiście Tabby), a i tak była bardziej
starszą panią niż one wszystkie.
- Nie sądzisz, że może powinnaś pójść za
jej przykładem? – zapytał.
Bev wzruszyła ramionami.
Hound pokręcił głową.
Bev pokazała mu kciuk do góry, odwróciła
się i po raz pierwszy, nawet nie patrząc na Boza, poszła za Carissą, zamykając
im drzwi.
- Daj mi kieliszek tej najlepszej
tequili, Bro - Wszystkie oczy zwróciły się w stronę Elviry, wciąż siedzącej na
stołku i zamawiającej drinka od Rusha, który stał za barem, jakby nie była w
kompleksie klubu motocyklowego, ale po prostu w klubie.
- Wiem, że wiesz, że ty, a zwłaszcza ty,
nie powinnaś mieć tam swojego tyłka - Tack oświadczył Elvirze niskim pomrukiem.
- Wiem o tym, wielki człowieku –
odpowiedziała Elvira - Miałyśmy Walne Zebranie i podczas tego powiedziałam
wszystkim waszym sukom, że nie powinny się tu zbliżać, ale nie chciały mnie
słuchać. Więc spakowałam mój Taser na wypadek, gdyby któryś z was, twardzieli,
stracił rozum, bo, to tylko moja opinia, i powtórzę, nie żeby ktoś do tej pory
słuchał, one były daleko od normy. Powiedziałam im, żeby pozwolili braciom
rozwiązać to między sobą. Poszłoby o wiele szybciej, byłoby o wiele mniej
bolesne i nie wpakowaliby ich tyłków w tarapaty na froncie domowym. Były
zdecydowane poprzeć Keely. Moim zadaniem jest je wspierać, nawet jeśli robią
jakieś głupie rzeczy, przez które z kolei mogę nie zostać zaproszona na
pieczenie świń Chaosu do końca życia. I to jest dowód mojego oddania
siostrzeństwu, bo wy, chłopcy, potraficie upiec niezłego świniaka. Więc oto
jestem… – wskazała na swój tyłek na stołku, wyciągając obie ręce nisko wzdłuż
boków – i je wspieram.
- Nie ma potrzeby, żebyś tu już była,
Vira – zauważył Joker.
- Lubię walki – odparła, zastanowiła
się, a potem dodała - Właściwie, ogólnie rzecz biorąc, lubię walkę facet na
faceta.
Jezu.
- Będziesz musiała przegapić pozostałe
dwie minuty tej walki – warknął Tack.
Elvira przewróciła oczami, ale w
przeciwieństwie do innych kobiet, była na tyle mądra, żeby wiedzieć, kiedy nie była
chciana. Dlatego nie czekała długo, zanim z gracją wyciągnęła jedną nogę w dół,
aż jej stopa w wysokim obcasie dotknęła podłogi.
Zeszła ze stołka i pomaszerowała do
drzwi, mówiąc - Lubię bójki, ale nie jestem niańką, więc mam tylko nadzieję, że
nie wkurzyłeś tych wszystkich suk tym gównem jaskiniowca, bo posprzątasz po
sobie własną krew.
Po tych słowach drzwi zamknęły się za
nią.
Tack zwrócił się do Hounda i Doga w
kręgu.
Hound spojrzał na Doga.
Dog spojrzał na Hounda.
Dog uniósł oba ramiona i powiedział - Po
prostu nie mam już tego w sobie, bracie.
Hound skinął głową.
Zrozumiał to. Ale w następnej chwili
rzucił się na Arlo, znów złapał go za gardło i pociągnął w stronę baru. Stopy
Arlo ślizgały się i zsuwały, a jego palce obejmowały przedramię Hounda.
Wielki Petey, Shy i Snap odskoczyli z
drogi, gdy Hound uderzył plecami Arlo o bar, unosząc go za gardło z nóg,
zwijając go nad barem i pochylając się do niego.
- Hound, bracie – mruknął uspokajająco
Pete.
- Powiedziałeś Chew, że poderżnąłem
gardło temu skurwielowi? – zagrzmiał Hound.
W pokoju zapanował całkowity bezruch.
- Zejdź ze mnie, facet – wydyszał Arlo,
próbując znaleźć oparcie, opierając się tylko o podłogę i popychając przedramię
Hounda.
Hound ścisnął i wbił się bliżej do jego
twarzy.
- Powiedziałeś Chew, że poderżnąłem
gardło temu skurwielowi? – powtórzył.
- Zejdź... ze... – zakrztusił się.
- Odpowiedz mu – zacisnął zęby Tack,
teraz u boku Hounda.
- Zdejmij go ze mnie – krztusił się
Arlo.
- Odpowiedz! – warknął Tack.
- Tak, kurwa, tak... - Zdjąwszy jedną
rękę z przedramienia Hounda, wsadził ją pod jego brodę i potężnym pchnięciem i
skrętem ciała wyrwał się z uścisku Hounda i czmychnął pięć kroków dalej.
Hound poczuł, jak wszyscy bracia zgromadzili
się za jego plecami, z wyjątkiem Tacka, który zrobił krok przed nim, w stronę
Arlo, i tam się zatrzymał.
- Powiedziałeś Chew’owi to gówno? -
zapytał Tack, pytanie brzmiało niemal jak szept, wściekły, zszokowany i z
niedowierzaniem.
- Był bratem - odpowiedział Arlo.
Dog, po drugiej stronie Hounda, zrobił
krok do przodu - Wtedy nim nie był.
- Próbowałem go odzyskać - warknął Arlo
- Był bratem. Zanim to gówno się stało, zmieniło go, był dobrym bratem. Myślałem,
że ja się dowie, że załatwiliśmy sprawę, że Chaos miał to, co trzeba, żeby
zrobić to dobrze, wymazać tego skurwysyna z planety, pomścić Blacka tak, jak
należy, on wróci.
- To nie było twoje zadanie, Arlo -
zauważył Tack.
- Nigdy nie myślałem, że on nie... -
Arlo pokręcił głową - Myślałem, że wróci. Był Chaosem. Był jednym z nas.
- Jeśli wyrzekniesz się Klubu, nie masz
już szansy, żeby wrócić – powiedział Pete.
- Wtedy było inaczej – przypomniał im
Arlo.
- Wyrzekasz się Klubu, to koniec –
stwierdził Tack - To już koniec. Naraziłeś swoich braci na niebezpieczeństwo,
Arlo.
- To pogłoski – odparował Arlo – Nie
może z tym nic zrobić.
- Byłeś tam, nie jesteś tylko pieprzonym
świadkiem, jesteś pieprzonym wspólnikiem – warknął High.
- Nie powiem ni chuja – syknął Arlo.
- Już powiedziałeś – wykrztusił High.
- Co jeszcze mu powiedziałeś? – zapytał
Tack.
- Tylko, że się tym zajęliśmy –
odpowiedział Arlo.
- My
się tym zajęliśmy, czy Hound się tym
zajął?- Tack pchnął.
– Obydwa – splunął Arlo.
- Chryste, bracie – mruknął Tack - Naciskałeś,
żeby Hound stanął przed wyzwaniem, mając tę wiedzę przez pieprzone lata, co
oznaczało, że to właśnie ty tam powinieneś być, żeby odpokutować za zrobienie jakiegoś
głupiego… – jego ton był zdruzgotany - pieprzonego… – tracił opanowanie - gówna!
A potem stracił rozum.
I Arlo był przy ścianie bocznej, a tym
razem przedramię Tacka było mocno przyciśnięte do jego gardła.
Mężczyźni zbliżyli się.
- Próbowałem z powrotem zjednoczyć Klub
- wychrypiał Arlo.
- Mogłeś nas rozerwać na strzępy -
odparł Tack - On ma cholerne kości.
- Chew tam nie pójdzie - wyrzucił Arlo.
- Lepiej miej, kurwa, nadzieję, że nie, facet
- warknął Tack. - Lepiej miej, kurwa, nadzieję, że nie.
Odepchnął się, cofnął o krok, a Hound
obserwował, jak Tack wpatrywał się w podłogę i brał głębokie oddechy.
W końcu podniósł głowę i spojrzał na
swoich braci.
- Wyzwanie skończone. Kobiety są na
zewnątrz. Sprawy na dziś wieczór zakończone - Odwrócił się do Arlo. - Później
zajmiemy się twoim gównem.
Brick wystąpił naprzód, dźgając palcem w
stronę Arlo - Ręce związane za plecami na pewno, bracie.
- Straciliśmy Blacka! - krzyknął Arlo. -
Straciliśmy Chew. Crank nas wszystkich wydymał. Próbowałem utrzymać nasz Klub w
całości!
- A teraz uczysz się cennej lekcji,
którą wszyscy już znaliśmy i której nie powinieneś był się uczyć – powiedział
Tack - Problem w tym, że nie jesteś jedynym, który może ponieść konsekwencje.
- Było w nim dobro – Arlo rzucił do
Tacka.
- Może masz rację - odparł Tack - A
teraz wszyscy musimy mieć nadzieję, że coś z tego jeszcze zostało i musimy mieć
nadzieję, że to dzięki tobie.
- Spierdoliłem, czy to chcesz usłyszeć?
- zapytał Arlo - Tak, czy nie, nie ma znaczenia. Spierdoliłem. Myślisz, że nie
żyję z tym od dłuższego czasu? Kurwa, cieszę się, że to wyszło na jaw.
Spierdoliłem. Teraz wszyscy sobie radzimy. Jak bracia.
- Jezu, to jakiś pieprzony żart -
mruknął Dog.
- Nie, nie jest - oświadczył Rush - To
najszczersza prawda. Jesteśmy braćmi, kiedy wszystko jest dobrze, jesteśmy
braćmi, kiedy jest w szambie, i jesteśmy braćmi, kiedy spieprzymy sprawę albo
wcale nie jesteśmy braćmi.
Wszyscy faceci spojrzeli na Rusha.
Rush pokręcił głową, mruknął - Jezu,
teraz potrzebuję więcej tequili - po czym wrócił do baru. Niektórym mężczyznom
zajęło to więcej czasu niż innym, ale ostatecznie wszyscy się rozeszli.
Z wyjątkiem Hounda, który stał tam i
gapił się na Arlo.
- Spieprzyłem sprawę, bracie –
powiedział mu cicho Arlo - Podłożyłem cię. Myślałem, że jak Chew usłyszy, że
wymierzyłeś sprawiedliwość za Blacka, będzie wiedział, że jesteśmy na dobrej
drodze. Ale tak się nie stało, więc w końcu spieprzyłem sprawę i podłożyłem
cię.
- W końcu zgadzasz się z tym, dokąd
zmierzamy? - zapytał Hound.
- Tak, stary. Tak. Od czasu Cherry... -
Arlo uniósł brodę - Zdecydowanie. Od lat.
Więc tego wieczoru nie chodziło o to, że
Hound zamierzał zejść się z Keely.
Ale o Arlo, który pozwolił, by narastał
w nim wstyd, jaki poczuł, gdy dowiedzieli się, że Chew wrócił.
Zabierze mu to. Bo był jego bratem.
- Więc jest dobrze - zadekretował.
- Stanę do wyzwania, jak mężczyźni
postawią mnie w kręgu - powiedział Arlo.
- Będziesz tego chciał. To oczyszcza
głowę, oczyszcza duszę.
Arlo skinął głową i mruknął - Po prostu w
twojej turze, odpuść sobie ten pieprzony lewy sierpowy.
Był tak pochłonięty dyskusją, że nie
wyczuł jej, dopóki nie zobaczył, że uwaga Arlo przeniosła się poza niego i nie
poczuł jej ręki na swoich plecach.
Odwrócił się.
I tam była.
Keely.
Stała blisko niego w Kompleksie, sercu Chaosu, jej włosy spływały lśniącymi
płatami po obu stronach twarzy, jej naszyjnik był wokół szyi, i patrzyła mu w
oczy.
Keely, jego starsza pani.
Dokładnie tam.
O tak.
Za tę chwilę zebrałby od nich wszystkich
lanie z obiema rękoma za plecami.
Podniosła rękę i delikatnie szturchnęła
rozcięcie w jego brwi kciukiem, patrząc na nie, a następnie podniosła drugą
rękę i zrobiła to samo z rozcięciem na jego wardze.
– Zranili cię – szepnęła.
– Mała – zawołał.
Spojrzała mu ponownie w oczy.
– Pocałuj mnie – rozkazał.
Wtedy spojrzała mu w oczy.
Patrzył, jak jej oczy się uśmiechały.
Potem wtuliła się w jego ramiona i
stanęła na palcach.
Hound pochylił głowę. I tam, stojąc w
sercu Chaosu, w Kompleksie, Keely wyglądająca pięknie, będąca piękną, teraz
cała jego, pocałowała go. I wtedy, po raz pierwszy w życiu, Shepherd „Hound”
Ironside miał wszystko, czego kiedykolwiek pragnął.
*****
Teraźniejszość i przyszłość.
- To jest bezinteresowne i niezłomne -
powiedział Rush.
Tack oderwał wzrok od Keely Black w
ramionach Hounda Ironside’a i spojrzał na swojego syna.
- To wszystko, o co kiedykolwiek
walczyłeś, tato - kontynuował Rush, gdy zwrócił na siebie uwagę Tacka.
- Ma rację - mruknęła Tyra, wpychając
się pod jego ramię po drugiej stronie.
Nawet gdy wygiął ramię, pod które się
wtulała, Tack spojrzał na swoją kobietę - Jestem na ciebie cholernie wkurzony.
Objęła mężczyznę w talii i zwróciła
wzrok na Rusha - Przeboleje to.
- Tak - zgodził się Rush - Bezinteresowny
i niezłomny.
- Co? - zapytała.
Kane „Tack” Allen i Cole „Rush” Allen
spojrzeli sobie w oczy.
Potem powiedzieli to samo słowo w tym
samym czasie.
- Nic.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz