ROZDZIAŁ 18
Ich krew płynie Chaosem
Keely
-
O mój Boże! - warknęłam - Jeśli nie przestaniesz tego jeść, Jagger, to kopnę cię
w tyłek.
Ledwie
skończyłam mówić, gdy Hound podszedł, sięgnął między mnie a Jaggera, zgarnął z
talerza leżącego obok mnie przy kuchence kawałek kurczaka i odgryzł połowę.
-
Serio? - zapytałam mojego faceta.
Uśmiechnął
się do mnie z zamkniętymi ustami, żując i połykając, zanim powiedział - Kochanie,
kupiłaś cztery paczki pasków z piersi kurczaka. W każdej paczce musiały być
cztery piersi. Będzie nas sześcioro do jedzenia. Smażysz kurczaka prawie od
godziny. Ten facet nie zje dwunastu kawałków z piersi kurczaka, chyba że jest z
Saskatchewan. Więc wyluzuj.
Nie
muszę chyba mówić, że był niedzielny wieczór.
Czas
na kolację z Beverly i jej facetem.
Mrużąc
oczy, spojrzałam na Hounda - Jeśli nie przestaniesz mówić mi, żebym wyluzowała,
po tym jak mnie wkurzasz, Shepherdzie Ironside, to będziesz sam robił tego
kurczaka, a my będziemy musieli serwować Bev i Tadowi jedzenie z Safeway.
-
Nadal nie mogę uwierzyć, że facet ciotki Bev ma na imię Tad - powiedział Jagger
pod nosem, zwracając moją uwagę.
-
Pewnie on nie może uwierzyć, że masz na imię Jagger - odpaliłam.
-
Tak, ale ja zostałem nazwany na cześć Boga Rocka, a on ma na imię słowo, które
oznacza - uśmiechnął się złośliwie - …odrobinę.
-
Pasuje - mruknął Dutch, dołączając do nas, sięgając i chwytając swój własny.
Chciałam
uderzyć go w rękę szczypcami, które trzymałam, chybiłam, ale zrobiłam to, zauważając
swój błąd, jaki zrobiłam, kiedy oznajmiłam w Kompleksie, że Tad miał małego
kutasa.
Cholera.
Wycelowałam
szczypcami w każdego z moich chłopców - Żaden z was nie wspomni o jego członku.
-
Albo o jego braku - zażartował Jagger.
-
Chryste, kobieto, nie będziemy rozmawiać z facetem o jego kutasie, ani za
pierwszym razem, kiedy go spotkamy ani nigdy
– oświadczył Hound.
-
Mamo, wyluzuj – powiedział Dutch - Ciotka Bev jest zajebista. Kochamy ją.
Odzyskaliśmy ją. Dzisiejszy wieczór będzie niesamowity.
Dutch
będzie niesamowity.
Jagger
kochał swoją ciotkę Beverly i starał się być niesamowity, ale mogło mu się nie
udać.
Nigdy
nie byłam z Hound’em w sytuacji towarzyskiej, która nie obejmowałaby stołów
bilardowych, świni obracającej się na rożnie, obfitego picia i co najmniej
pięćdziesięciu innych osób. Kochał mnie. Ja kochałam jego. Dawał niesamowite
orgazmy. Potrafił być słodki. Potrafił być zabawny. Robił świetne jajka.
Ale
potrafił też być szaleńcem.
Ktoś
zapukał do drzwi wejściowych.
Cholera.
-
Mam to – powiedział Jagger, odchodząc.
To
nie był mój pierwszy wybór.
-
Jag! - zawołałam. Zatrzymał się i odwrócił. Ponownie zrobiłam ten ruch
szczypcami między nimi wszystkimi i powiedziałam - Wszyscy. Zapnijcie guziki,
twardziele. Jesteśmy po prostu waszą zwykłą, przeciętną rodziną mechaników i
oficera ds. wagarów, mechaników pracujących w warsztacie samochodowym i
motocyklowym ze sklepem z częściami samochodowymi, który należy do klubu
motocyklowego złożonego z motocyklistów-mścicieli. Ukryj tę ostatnią część.
-
Tak, proszę pani - powiedział Jag, jego usta drgnęły i znów skierował się do
drzwi wejściowych.
-
Myślisz, że ciocia Bev jest teraz tak samo nakręcona jak ty? - zapytał Dutch.
Odwróciłam
się do patelni, żeby przewrócić kurczaka - Myślę, że twoja ciocia Bev teraz
trzęsie się z przerażenia.
-
Keekee - mruknął Hound, przesuwając palcami po mojej koszuli w okolicach krzyża
w sposób, który wywołał dreszcz wzdłuż mojego kręgosłupa - Damy radę. Dla Bev.
Złapałam
jego wzrok przez ramię, zobaczyłam, że jest poważny i w końcu się
zrelaksowałam.
Skinęłam
głową - Dzięki, kochanie.
Dutch
złapał kolejny pasek kurczaka.
Spojrzałam
w sufit.
-
Uhm, są tutaj - powiedział Jagger, dziwnie niepewnie.
Odwróciłam
się w stronę drzwi do kuchni, żeby zobaczyć, jak Jagger wchodził, Bev weszła za
nim, a potem otworzyłam usta, gdy wszedł Tad.
Tad
nie był tym, co większość umysłów wyczarowałaby, gdyby usłyszała o mężczyźnie o
imieniu Tad.
Tad
musiał mieć co najmniej metr dziewięćdziesiąt pięć wzrostu i nie byłam pewna,
czy ramiona Tada zmieszczą się w drzwiach do mojej kuchni, a były to drzwi
dwuskrzydłowe. Tad miał też gęste czarne włosy z małymi siwymi pasemkami, które
spływały mu z czoła w sposób, który musiał być ułożony, a jednocześnie wyglądał
naturalnie. Jego nogi były jak pinie drzew, a okryte były wyblakłymi dżinsami.
Jego szeroka klatka piersiowa była przykryta koszulką vintage z napisem AC/DC. A jego twarz była rzeźbioną
wspaniałością, która obejmowała mokre sny każdej oddychającej kobiety.
Teraz
zrozumiałam, dlaczego Bev nie obchodziło, że miał małego kutasa.
Miał
też niesamowicie długie palce na pięknych dłoniach, których można było nauczyć
się używać w niesamowity sposób, ale niezależnie od tego, mogłam po prostu na
niego spojrzeć i mieć orgazm.
-
Może chciałabyś zamknąć buzię, kochanie - szepnął mi do ucha Hound.
Zagapiłam
się. Potem zamknęłam usta.
-
Wygląda na to, że on jest z
Saskatchewan – szeptał Hound.
Uderzyłam
go łokciem w bok.
-
Tad, prawda? - zapytał Dutch, ruszając do przodu, z podniesioną ręką. - Jestem
Dutch, siostrzeniec cioci Bev, niespokrewniony z nią.
-
Dutch, miło cię poznać - Jego toczący się, jedwabisty, głęboki głos przetoczył
się przez pokój.
Powstrzymałam
jęk.
Okej,
wszystko, co musiałby zrobić, to mówić do mnie sprośnie.
-
Tad - przedstawił się, biorąc Dutcha za rękę - Prawdopodobnie wiesz, że jestem
narzeczonym Beverly.
-
Tak, stary, cieszę się z powodu cioci Bev, cieszę się z powodu ciebie - mruknął
Dutch, ściskając mu dłoń.
Przerwali,
a jego oczy powędrowały w moją stronę - Musisz być Keely. Beverly dużo o tobie
mówiła.
Podszedł
do mnie, z podniesioną ręką, a ja byłam tak zafascynowana jego zielonymi jak
jadeit oczami, że początkowo nie odłożyłam szczypiec. Na koniec przeniosłam je
do lewej ręki i poczułam, jak moją prawą dłoń ogarnęła jego siła.
O
tak, można go nauczyć używania tych rąk.
-
Tak, uh... Keely – wymamrotałam - Naprawdę miło cię poznać, Tad.
Obdarzył
mnie uśmiechem gwiazdy filmowej.
Zagryzłam
wargę.
Puścił
mnie i zwrócił się do Hounda - A ty jesteś Hound.
-
Hound. Shepherd - powiedział Hound, ujmując jego wyciągniętą dłoń – Cokolwiek
ci odpowiada, przyjacielu.
-
Racja - powiedział Tad z uśmiechem o mniejszej mocy, ale jeszcze mniejszej mocy
i nie skierowanym do mnie, co doceniłam.
-
Hej, dziewczyno - Bev wtuliła się we mnie.
Przytuliłam
ją i szepnęłam jej do ucha - Czemu mi nie powiedziałaś, że jest przystojny?
Odsunęła
się, ale mnie nie puściła i spojrzała na mnie zdezorientowana - Myślałam, że
powiedziałam.
Może
powiedziała. Może informacja o rozmiarze penisa po prostu to wyparła.
-
Musimy porozmawiać - powiedziała cicho.
Spojrzałam
jej w oczy.
Potem
oznajmiłam to całemu pomieszczeniu - Skończyłam z kradzieżą kurczaków przez
moich chłopców, więc wszyscy jesteście wyrzuceni. Tad, przepraszam, ty też.
Shep, kochanie, weź Tadowi piwo albo... - Zająknęłam się - Przepraszam, Tad,
pijesz piwo?
Kolejny
uśmiech gwiazdy filmowej - Piję piwo, Keely.
-
Świetnie – odpowiedziałam, po czym spojrzałam na Hounda - Otwórz jedno dla
naszego gościa, kochanie. I wyprowadź tych chłopaków, zanim obtoczę w mące i
usmażę następną rękę, która sięgnie po danie.
Hound
uśmiechnął się do mnie, przyniósł Tadowi piwo, chłopaki wzięli swoje i poszli.
Patrzyłam,
aż zniknęli w salonie, odchylając się od pieca, żeby to zrobić, a kiedy byli
poza zasięgiem słuchu, odwróciłam się do Bev.
-
On lubi AC/DC?
Znów
wyglądała na zdezorientowaną - Keely, dziewczyno, on nie jest ofiarą losu. Lubi
rock’n’rolla. Lubi piwo. Nie jest tak, że przeklina co drugie słowo, ale nie ma
kija w tyłku. Ma motocykl. Właściwie ma dwa.
Mrugnęłam
na nią jeszcze raz.
Myślałam,
że był mięczakiem.
To
mogło mieć też związek z informacją o rozmiarze penisa, ale prawdopodobnie
bardziej z informacją o sprzedawcy ubezpieczeń. Cóż, to tylko pokazuje, że bez
względu na to, w którą stronę zbyt pochopnie wydasz osąd - motocykliści
wrzuceni do stereotypów, biker babes wrzucone do stereotypów, sprzedawcy
ubezpieczeń wrzuceni do stereotypów itd. - po prostu nie powinieneś tego robić.
-
Żaden z nich nie jest Harleyem – powiedziała – Jeden to BMW i wiem, że to
prawie bluźnierstwo, ale jest naprawdę zajebisty. Drugi to terenowy Ducati.
Przede mną często wyjeżdżał w weekendy, kiedy nie był z dziećmi, bo jeździł w
terenie. Jest totalnym ćpunem adrenaliny.
Nie
powinnam się tym dziwić. Bev była biker baby.
Tylko
zmieniła markę.
Poczułam,
jak opadają mi ramiona, bo to wszystko, co było tym mężczyzną, a im więcej się
dowiadywałam, że to wszystko było dobre dla Beverly, tym bardziej nie było
wszystkim, czym mógł być.
-
Siostro, spójrz na mnie – zawołała Bev.
Odwróciłam
się do niej.
Podeszła
bliżej - Okej, cóż, piżamka zadziałała.
Wpatrywałam
się w nią, a we mnie narastała nadzieja.
-
Albo może to nie był strój – ciągnęła - Może to moja nowo odkryta wiedza
sprawiła, że się w nim zakochałam. My, uh… w zeszłym tygodniu, my uh...
jakoś…. uporządkowaliśmy gówno.
-
Jak? - odetchnęłam.
-
Cóż, po pierwszym razie poszło stratosferycznie… - zaczęła.
Stratosferyczne?
O
mój Boże!
Kontynuowała
- Porozmawiał ze mną i powiedział mi, jak bardzo mu ulżyło, że ja, hm... cóż,
pokazałam mu, że wiem, co robię w tym dziale.
Wiedziała,
co robi?
Teraz
byłam zdezorientowana.
-
Co?
-
Ten zły seks, kochanie, to była moja wina.
Nic
nie powiedziałam.
-
Byłam tak nakręcona, rozkojarzona Bozem, miałam cały bałagan w głowie. Był
delikatny, ale powiedział, że zamierzał ze mną o tym porozmawiać od długiego
czasu, po prostu nie wiedział, jak to poruszyć. Ale kiedy wyszłam z łazienki w
tej piżamce, cała błyszcząca w taki sposób, że mógł to zlizać, sprawy ruszyły -
Uśmiechnęła się szeroko - Bardzo się podgrzało i było niesamowicie. On wie, gdzie jest łechtaczka - przewróciła oczami w
ekstazie - dziewczyno, czy on kiedykolwiek...
Może nie jest zbyt hojnie obdarzony, ale lubi, kiedy mu robię loda i nie
przeszkadza mu, że mnie rucha wibratorem, podczas gdy to robię. I powiem tylko,
że jest coś dobrego w tym, że mogę wziąć całego faceta do ust i jak gorąco
jest, kiedy okazuje mi swoje uznanie. I posłuchaj.
-
Co? – zapytałam bez tchu, kiedy nie kontynuowała, ale zastanawiałam się, czy
Hound nie zrobiłby tego występu zjadanie mnie/wibrator.
-
Był totalnie za wibratorem. I brokatem. I jadalnym balsamem do masażu. Więc
mówi, że następny koszyk, który przyniesie, nie będzie składała jego sekretarka.
Zrobi mi koszyk do seksu i powiedział, że jeśli będę chciała, wybierze dla mnie
wielkie dildo. Mówi, że kiedy będę miała na to ochotę, może go użyć i robić
wiele innych rzeczy na raz, wielozadaniowo.
-
O mój Boże! – zawołałam cicho.
-
Wiem. Prawda? – zgodziła się.
-
Znam go jakieś dziesięć sekund i już wiem, że ten facet to coś więcej niż posiadacz
małego penisa. Cieszę się, że się tego uczysz – podzieliłam się.
-
Ja też. Dziwnie jest brać przeciętnego, ale z pewnością się do tego
przyzwyczaję. Chyba zgadł, że Boz się pakuje, a ja tego nie zauważyłam, ale dla
Tada, skoro byłam przyzwyczajona do przyjmowania jak największej ilości trzydziestu
centymetrów w gardle, jego osiemnaście nie stanowiło żadnego problemu. Więc
dostaje dobrą część takiego treningu.
I
to dało jej kolejne powolne mrugnięcie.
Tad
ma osiemnaście?
Osiemnaście?
To
nie było małe. To nawet nie było przeciętne!
-
Tad nie ma małego fiuta? - zapytałam.
-
Cóż, w porównaniu do gigantycznego Boza, ma. I biorąc pod uwagę gigantyczny
rozmiar Tada, faktycznie tak jest.
Kolejne
powolne mrugnięcie, gdy coś innego, co powiedziała, dotarło do mnie - Boz ma trzydziestu centymetrów?
-
Dziewczyno, myślisz, że dlaczego tak długo zajęło mi, żeby go zapomnieć? -
zapytała.
Wszystko
zaczynało się wyjaśniać.
A
jedną z tych rzeczy było to, że być może nigdy więcej nie będę mogła spojrzeć Boz’owi
w oczy - I… I… potrafisz wziąć głęboko w gardło osiemnaście centymetrów? –
zapytałam.
-
Siostro, myślę, że Tad prawie zdjął mi pierścionek z palca, żeby móc kupić
większy i mi go oddać, kiedy już się w to wkręciłam i wprowadziłam go do dna.
Cóż,
jedno było pewne, ponieważ moja definicja dziewczyny z sąsiedztwa była bardzo
błędna, więc ta wizja, którą miałam o Bev przez dziesięciolecia, zniknęła na
zawsze.
Chociaż,
nie wiem, może cheerleaderki mogą mieć taki talent. Nigdy nie byłam
cheerleaderką.
-
Więc Tad... on... on jest po prostu... po prostu... idealny? - wyjąkałam.
Uśmiechnęła
się małym, ale wyjątkowo szczęśliwym uśmiechem i wyszeptała - Tak.
-
To takie niesamowite - odszepnęłam,
uśmiechając się do niej również małym, ale wyjątkowo szczęśliwym uśmiechem.
-
Wiesz, co jest bardziej niesamowite? - zapytała.
Nie
potrafiłam wymyślić niczego bardziej niesamowitego niż Bev mająca nowego
motocyklistę, który jest taki gorący, lubi AC/DC, kocha ją, ma więcej niż
zdrowego rozmiaru kutasa i wie, jak dać jej go tak dobrze w sypialni.
-
Co jest bardziej niesamowite? - zapytałam.
-
On mnie kocha. Nie moje obciąganie. Nie moją cipkę. Mnie. Nie miał wątpliwości, że tam dojdziemy. Zakochał się w
kobiecie, którą byłam i w obietnicy tego, co moglibyśmy mieć, gdybym oddała mu
całą siebie. Nigdy się mnie nie wyrzekł, a to,
kochanie, jest zdecydowanie bardziej niesamowite.
Znalazłam
jej dłoń i ścisnęłam ją.
-
Masz rację, Beverly, to jest o wiele bardziej niesamowite – odpowiedziałam. Zbliżyłam
się do niej i zapytałam - I jak sobie radzisz na tej drodze do szczęścia?
-
Uh, widziałaś mojego faceta?
Uśmiechnęłam
się do niej szeroko - Widziałam go. Nie bądź na mnie zła, bo miałam mini orgazm,
kiedy go zobaczyłam.
-
Nie jestem zła, siostro, jestem dumna. Bo to mój facet.
Zachichotałam,
żeby nie płakać.
Ścisnęła
moją dłoń i zachichotała razem ze mną.
-
Mężczyźni! – krzyknął Jagger z progu - Uwaga, estrogen został uwolniony w
kuchni. Wchodzicie na własne ryzyko. Przyniosę nam sporą ilość piwa, żebyśmy
nie musieli się zbyt często obnażać.
-
Zamknij się, Jagger – rzuciłam przez ramię do mojego syna.
Uśmiechnął
się do mnie, ale od razu podszedł do swojej ciotki. Następnie pocałował ją w
bok głowy, zanim powiedział - On jest zajebisty, ciociu Bev. Masz moją
aprobatę.
-
Dzięki, Jag, to zamyka sprawę. Powstrzymywałam się, ale teraz zacznę szukać
miejsca na wesele – zażartowała.
Zasalutował
jej, odchodząc i kierując się do lodówki.
-
Teraz – zatarła ręce – kurczakowe paski Maślanej Dobroci Keely. Powiedziałam
Tadowi, że mam nadzieję, że to właśnie robisz. Będzie mu smakowało. Teraz muszę
mieć nadzieję, że zrobiłaś też sałatkę ziemniaczaną.
Zrobiłam.
To
była ulubiona potrawa Hounda.
-
Szkoda, że wy, kobiety, nazwałyście tak kurczaka mamy. Myślę, że zmienię się w
dziewczynę, jeśli go zjem – wtrącił Jag, wychodząc z kuchni z czterema piwami,
chociaż Tad właśnie otworzył swoje, więc potrzebowali może tylko trzech.
-
Może sprawdź swój śmietnik, kochanie, skoro już zjadłeś swoją porcję –
zawołałam do jego pleców.
Wyszedł,
kręcąc głową.
Odwróciłam
się do mojej przyjaciółki.
Miała
tego gorącego faceta.
W
końcu Brick miał kobietę, która dobrze go traktowała.
High
i Millie odnaleźli drogę do siebie.
Mała
Tabby Allen była już dorosła i miała dzieci z mężczyzną, który kochał ją tak
bardzo, że wybierał ją zamiast swojego Klubu.
Tack
w końcu miał kobietę w swoim życiu, której pragnął, i to tutaj.
A
ja miałam Hound’a.
A
zatem Chew wrócił.
Tacy
jak Chew nie byli w stanie zniszczyć tej dobroci.
Niemożliwe.
Nie
było jak.
Płonęła
jasno i miała go spalić.
Tacy
mężczyźni jak Chew nie wygrywali.
Tacy
mężczyźni jak Hound i High i Tack i Hop i Dog i Brick...
Byli
zwycięzcami.
*****
-
Nosiłeś fioletową bandanę.
-
Nosiłeś fioletową bandanę. Fioletową bandanę swojej mamy.
-
Nie nosiłem fioletowej bandany.
- Nie nosiłem
fioletowej bandany.
-
Nosiłeś fioletową bandanę swojej mamy, synu.
Siedzieliśmy
przy stole w jadalni. Odsunęliśmy te krzesła, których nie używaliśmy, i było
dużo miejsca, ale mimo to było miło i intymnie, i podobało mi się, że nie bylibyśmy
tylko Dutch, Jag i ja w Boże Narodzenie lub Święto Dziękczynienia, kiedy większość
tego długiego stołu była pusta. Podobało mi się, że zamiast tego był wypełniony
ludźmi, których uwielbiałam, i resztkami posiłku, który im przygotowałam, a oni
go pochłonęli.
Było
po kolacji, ale przed deserem. Dawaliśmy Jaggerowi gówno. To go wkurzało, ale
zawsze był dobrym sportowcem, nie takim, który potrafi rozdawać i nie
przyjmować.
To
też mi się podobało.
-
Ciociu Bev, czy ty i Tad mnie adoptujecie? - Jagger zapytał Beverly.
-
Córka Tada ma szesnaście lat i jest niesamowita, a ty jesteś podrywaczem,
więc... nie - odpowiedziała Beverly.
Jag
spojrzał na Tada - Twoja córka jest powalająca?
-
Synu – mruknął ostrzegawczo Hound.
-
Tak, Jag, również pozostanie nietknięta, dopóki nie skończy trzydziestu
dziewięciu lat, więc najlepiej będzie, jak wyrzucisz ją ze swojej głowy –
odpowiedział Tad.
-
Rozumiem cię, facet – odpowiedział Jag, kiwając głową - Mam nadzieję, że nie
będę miał dziewczyn. Przy mojej lepszej genetyce i guście, co oznacza, że zdobędę
gorącą laskę, będę musiał kupić jakieś dziesięć pistoletów.
Hound
złapał moje spojrzenie przez stół i pokręcił głową, jego usta zadrżały.
-
A skoro o tym mowa – zaczął Tad – Czwartek to dobry czas dla was, chłopaki,
żeby pójść na paintball?
-
Dobry dla mnie – powiedział Hound.
-
Wchodzę w to – powiedział Dutch.
-
Całkowicie – powiedział Jagger.
-
Kobiety nie są zapraszane na to wyjście? – zapytała Bev.
-
Skarbie – powiedział słodko Tad, a ja poczułam się rozczulona na myśl o
Beverly, gdy tylko usłyszałam, jak to powiedział - Zbliżenie się do siebie przy
strzelaniu to coś w rodzaju braterstwa. A tak w ogóle, ostatnim razem, gdy
poszliśmy na paintball, miałaś przeprawę ze swoją koszulą.
Wystrzelone
naboje paliły jak diabli.
-
Auć – powiedziałam ze współczuciem.
-
Zostaw mi noszenie dekoltu na paintballu – odpowiedziała mi Bev.
-
To nie z koszulą miałem problemem – mruknął Tad.
Hound
i Dutch zachichotali.
Jag
parsknął śmiechem.
Rozległo
się pukanie do drzwi.
Cała
moja szczęśliwa, lepka dobroć związana z jedzeniem, rodziną, przyjaciółmi i
miłością w powietrzu wyleciała przez okno, gdy moje spanikowane oczy napotkały
Hounda.
Wszyscy
znani mi ludzie, którzy mieli stanąć u moich drzwi, siedzieli przy tym stole.
Poza
ludźmi należącymi do Chaosu.
Hound
zmarszczył brwi w stronę drzwi.
-
Kurwa, kurwa, cholera – wymamrotał Jagger.
-
Ja to zrobię – powiedział Dutch, odsuwając krzesło.
-
Nie, kochanie, nie ty – wtrąciła Bev, poruszając się szybciej niż mój chłopak -
Ja to zrobię.
Jej
spojrzenie powędrowało w moją stronę, a potem pobiegła do drzwi.
-
Czy mam za nią pójść? – zapytał Tad jedwabistym głosem, który wskazywał, że wyczuwał
atmosferę.
-
Powinieneś schować się w kuchni, Hound? – zapytał Jagger.
-
Nie będę się chować w pieprzonej kuchni – warknął Hound.
–
Racja, rozumiem, że coś się dzieje – warknął również Tad - Mam iść za moją
kobietą?
–
Nic jej nie będzie, Tad – powiedziałam cicho.
Tad
nie miał szansy się zrelaksować.
Żadne
z nas nie miało.
-
Nie! Nie możecie tego zrobić! – krzyknęła Beverly ze złością.
Tad
wyskoczył z krzesła jak strzała.
Podobnie
jak Hound, Dutch i Jag.
Szłam
znacznie wolniej, więc wciąż dochodziłam tam, gdy moje oczy padły na sześć
osób, które wtargnęły do mojej jadalni i poczułam,
jak całe pomieszczenie zamarło, łącznie ze mną.
Od
lat nie widziałam ani jednej z nich.
I
wtedy żałowałam, że ich widziałam.
-
Co do cholery? – mruknął Jagger, zatrzymując się za mną.
-
Weszli, Keely, nie mogłam… – mówiła Bev, okrążając ich, gdy wchodziła do
pokoju.
-
To – warknął ojciec Grahama, wskazując na Jaggera - To właśnie o to chodzi. Ten
język. Dlatego tu jesteśmy.
-
Simon – wyszeptała matka Grahama, wyciągając rękę do jego przedramienia, żeby
je ścisnąć.
Stałam
nieruchomo, nie wierząc, że podczas jednego z niewielu dobrych wieczorów, jakie
miałam od osiemnastu lat, dobrych wieczorów, które zostaną zapamiętane jako
jedne z najlepszych w życiu, ci ludzie byli w moim salonie.
Rodzice
i siostra Grahama.
Moi
rodzice i siostra.
-
Więc, Keely, twoja matka rozmawiała z Dutchem w zeszłym tygodniu i powiedział,
że Jagger również dołączył do tego gangu – stwierdził oskarżycielsko mój
ojciec.
Nigdy
nie powinnam była pozwolić im wejść w życie moich synów.
Po
tym, co zrobili Grahamowi i mnie, nigdy nie powinnam była tego robić.
-
Wynoście się – powiedziałam.
To
było zduszone, ledwie głośniejsze niż szept, co nie był jedynym powodem, dla
którego nikt z nich mnie nie posłuchał.
-
Więc teraz jesteśmy tutaj, żeby interweniować, bo nie możemy uwierzyć, że wyszłaś za mężczyznę, który
był w coś takiego wmieszany, dostałaś swoją lekcję w najtrudniejszy możliwy
sposób, a teraz pozwalasz swoim synom, moim wnukom,
popełniać ten sam błąd - ciągnął mój ojciec.
-
Dutch, Jag, nie chcecie, żeby to się stało brzydkie, wyrzućcie tych ludzi z
tego domu - ostrzegł Hound.
Tad
wkroczył do akcji, zmierzając w ich kierunku - Myślę, że...
-
Jeśli podejdziesz jeszcze krok bliżej, wezwiemy policję! - krzyknęła matka
Grahama, panikując w głosie, wyraźnie myląc koszulkę AC/DC Tada, biorąc ją za
wskazówkę, że jest pomiotem szatana, członkiem gangu motocyklowego.
-
Nie możesz dzwonić po policję, skoro ty
jesteś w domu, gdzie nie jesteś mile widziana – warknęła Beverly.
-
Nasi wnukowie są tutaj – warknęła moja matka, wymachując ręką w stronę moich
chłopców.
I
zauważyłam, ale nie byłam zaskoczona, że nie
wspomniała o fakcie, że jej córka też tam była.
-
Boże, Keely – powiedziała z obrzydzeniem moja siostra Tierney - Kiedy w końcu
się ogarniesz? To szaleństwo. Jesteś tak niepokojąco popieprzona. Obaj twoi
chłopcy są w tym gangu? Przysięgam, że mama prawie dostała zawału, kiedy się
dowiedziała. Nie mogła się nawet pogodzić z tym, że Dutch wdał się w to
szaleństwo. A teraz pozwalasz, żeby Jagger też się w to wmieszał?
-
Jak powiedzieliśmy, to interwencja - wtrąciła Sarah, siostra Grahama - Zbyt
długo z tym zwlekaliśmy. Powinniśmy byli się w to zaangażować dawno temu, zanim
straciliśmy Grahama w tym bałaganie. Ale teraz nie możemy pozwolić, żeby to
trwało.
-
Keely… - Hound warknął i powiedział coś więcej.
Po
prostu ja go nie słyszałam.
-
Nie możecie pozwolić? - zapytałam cicho, przez jego słowa.
-
Nie możemy pozwolić, nie pozwalamy, wybierz. Ale nie stracę wnuków tak jak
straciłem syna - oświadczył Simon.
-
Straciłeś syna, zanim poderżnięto mu gardło, Simonie - warknęłam.
Twarz
matki Grahama, Blair, straciła kolor, gdy jej ręka podniosła się do gardła i
spojrzała na mnie, jakbym zadała jej cios w twarz.
Powinnam
była to poczuć. Jako matka powinnam to poczuć. Ale ponieważ ta kobieta nie
pojawiła się na ślubie syna, nie była obecna przy narodzinach żadnego ze swoich
wnuków i nie pojawiła się na pogrzebie Blacka, dla Blaira nie odczułam niczego.
-
Nie zaakceptowałeś tego, kim był, zanim znalazł Chaos – upierałam się przy
Simonie, ignorując uczucia Blair - Zdecydowanie nie akceptowałeś go po tym, jak
znalazł Chaos, a wydziedziczenie go jest tego jasnym dowodem. Nie zaakceptowałeś
jego ani mnie, kiedy się odnaleźliśmy. Nadal nie akceptowałeś żadnego z nas ani
naszych chłopców, kiedy ich mieliśmy. I nie wtrąciłeś się, kiedy ja i moje
dzieci go straciliśmy. Więc twoja strata nie spada na Grahama, Simon. Spada na…
– pochyliłam się w jego stronę – ciebie.
-
W porządku, wy… – powiedział Dutch i usłyszałam, jak kręcił się wokół stołu - Jag
i ja odprowadzimy was do waszych samochodów, a później znajdziemy czas, żeby o
tym porozmawiać.
-
Nie będę później mówił z nimi ni chuja – warknął Jag.
-
Jagger, złotko – zaczęła mama.
Złotko?
Złotko?
Z
jakiegoś powodu to właśnie sprawiło, że zobaczyłam czerwień.
Bo
kiedy niby ona zdobyła prawo, żeby nazywać mojego syna złotko?
Czy
to było wtedy, gdy piekła mu ciasteczka?
Nie,
ponieważ nigdy nie piekła mu ciasteczek.
Czy
to było wtedy, gdy był uroczy po tym, jak dostał prezent urodzinowy lub
świąteczny, którego szczególnie pragnął?
Nie,
ponieważ nie była z nim ani razu na urodzinach ani na Gwiazdkę.
Czy
to było wtedy, gdy dmuchała na zadrapania na jego łokciach i kolanach, gdy
wiele razy je miał?
Nie,
ponieważ nigdy jej nie było, gdy miał te rany.
Nawet
wtedy, gdy miał najgorsze zadrapanie ze wszystkich, gdy jego ojciec został
wyrwany z jego życia.
-
Zamknij się - warknęłam, a ona odskoczyła, jakbym rzuciła się na nią fizycznie
- I wynoś się z mojego domu.
-
Chcesz, żebyśmy my wyszli, ale ci
goście - prychnęła Sarah, wskazując na Hounda i Tada - …są mile widziani. Tak? To
przez nich… - pochyliła się w moją stronę, wykrzywiając twarz - poderżnięto gardło mojemu bratu, Keely? Oni mogą siedzieć przy twoim stole, ale my nie możemy być w twoim domu?
-
Jag, Dutch, zajmijcie się tym - rozkazał Hound, a ja widziałam, że ledwo to
powściągnął - Teraz.
-
Dalej, ludzie - spróbował delikatnie Dutch - Wyjdźmy na zewnątrz.
Zignorowałam
to wszystko.
-
Tak – powiedziałam do Sarah - Zdecydowanie. Chociaż Tad jest narzeczonym
Beverly i sprzedaje ubezpieczenia, Hound jest Chaosem i tak. Jest mile widziany
przy moim stole. Ponieważ zasłużył na swoje miejsce, będąc tutaj… – wskazałam na podłogę – dla mnie i moich chłopców. Ty z
kolei nie przyznałaś się do nich aż do chwili, kiedy Dutch nie osiągnął trzycyfrowych
zarobków.
Wiedziałam,
że trafiłam w sedno, patrząc na jej wygląd, ale Sarah i tak wykrzywiła wargę i
otworzyła usta, żeby przemówić, ale dotarłam tam przed nią.
-
Jeśli powiesz do mnie jeszcze jedno słowo, Sarah, przysięgam, że, kurwa,
wydrapię ci te cholerne oczy.
Sarah
rzuciła mi odważne spojrzenie, ale widziałam, że myślała, że to
zrobię, po tym, jak się przygotowała, jakby miała zamiar uciec.
-
Nie mogę uwierzyć, że słyszę, że moja własna córka tak mówi – wyszeptała z przerażeniem moja matka.
-
Nie możesz? – zapytałam ją - Więc kiedy zasłużyłaś na mój szacunek, mamo? Kiedy
ktokolwiek z was zasłużył na mój szacunek?
Wskazałam
je wyciągniętą ręką, ale zakończyłam to wycelowaniem w nią palcem wskazującym i
mówiłam dalej.
-
Ale zaczniemy konkretnie od ciebie. Czy to było, gdy przyszłaś do mnie w dniu
mojego ślubu, żeby powiedzieć mi, że mój ojciec myśli o tym, by już nigdy się
do mnie nie odezwać, a ty będziesz zmuszona zrobić to samo, jak taka będzie
jego decyzja, jeśli poślubię mężczyznę, którego kochałam, któremu potem urodziłam
dzieci? Czy to było, gdy oboje zrealizowaliście tę decyzję? Albo czekaj. Czy to
było, gdy przyszłaś do mnie w moim smutku i żałobie po tym, jak wszyscy go
straciliśmy, i przytuliłaś mnie, i powiedziałaś mi, że to straszne, okropne, że
chciałabyś, abym nie doświadczała tak paraliżującego bólu, którego
doświadczałam, ale byłaś przy mnie? Czy to było, gdy byłaś przy mnie, przy
moich synach, pomagając mi znaleźć powody, aby wstawać z łóżka każdego dnia i
upewniać się, że byli wykąpani i nakarmieni i mieli przygotowane kostiumy na
Halloween, których chcieli? Nie? Te ostatnie rzeczy to nie byłaś ty? -
zapytałam sarkastycznie - Masz rację. Nie byłaś. Nie byłaś nigdzie w pobliżu
mnie i moich chłopców.
Zanim
moja matka zdążyła odpowiedzieć, zwróciłam spojrzenie na Simona i Blair.
-
A wy – syknęłam – To był wasz chłopak. A ty nawet nie pojawiliście
się na jego ślubie. Nie pojawiliście się też na jego cholernym pogrzebie. I
myślicie, że macie prawo stać w domu, który zapewnił mnie i naszym synom?
-
Mam – odparł arogancko Simon – Ponieważ twoi synowie mają w sobie moją krew.
-
Ich krew płynie Chaosem – warknęłam –
Jeśli zrobiłam jedną rzecz dobrze dla moich chłopców, jeśli zrobiłam jedną
rzecz dobrze dla mojego męża, to sprawiłam, że wychowali się z całą miłością,
lojalnością, dobrocią i światłem, które dał im ich ojciec, a które ich ojciec zechciał
w nich zatrzymać, i na Boga, właśnie to zrobiłam. Czego nie dostali, to tego,
że nie są nadętymi, osądzającymi, świętszymi od papieża dupkami, takimi jak wy.
-
Nie młodniejemy, Keely. Ci chłopcy są w kolejce po fundusze powiernicze i jeśli
pozwolisz, żeby to trwało z tym gangiem… - Simon odpalił - będziemy zmuszeni
zrobić to samo, co zrobiliśmy z Grahamem i zawrzeć inne ustalenia.
-
Zróbcie to.
Słysząc głos Dutcha, zamarłam.
Oczywiście, gdy nadszedł czas, że moja
rodzina i Blacka chcieli wrócić do życia moich synów, odłożyłam to, aż moi
chłopcy będą wystarczająco dorośli, by podjąć decyzję (działo się to, jak byli dokładnie
w wieku dziesięciu i ośmiu lat), i zostawiłam to im.
Jeśli chodziło o mnie, nie próbowali
mnie naprawić, ale to nie miało znaczenia. Ci ludzie zabili wszystko, co im
zostało po mnie, gdy pozwolili nam wszystkim poradzić sobie ze stratą na własną
rękę. A ja nigdy nie byłam tchórzem (to jeden z moich problemów, według mojej
matki), więc dałam to do zrozumienia.
Ale czułam, że była to decyzja moich
synów, więc pozwoliłam im ją podjąć.
Obaj chcieli tej części mnie i tej
części swojego ojca.
Nadal trzymali się na dystans. To nie
tak, że tego nie rozumieli, jak wszyscy ci ludzie zostawili nas samym sobie.
Ale pozwolili im wejść.
Dutch bardziej niż Jagger, bo miał dobre
serce. Miał tę część swojego ojca. Próbował poznać perspektywę każdego i nawet
jeśli jej nie rozumiał, robił co mógł, żeby ją zaakceptować.
Jag był taki jak ja.
Potrafił chować złośliwą urazę.
Ale szedł za bratem. Po prostu miałam
wrażenie, że nigdy nie angażował się w to całkowicie.
Jak zwykle w przypadku moich chłopców,
nie myliłam się co do Jaga.
I jak zawsze w przypadku tych ludzi,
właśnie w tym momencie z Dutchem, pozwolili, aby czyste piękno prześlizgnęło
się między ich palcami.
– Czy myślisz, że chcemy twoich
pieniędzy? - zapytał Dutch.
– Synu… – zaczął mój ojciec.
- Nie jestem twoim synem - odpowiedział
ostro Dutch, stając obok mnie, ale częściowo przede mną - Jestem synem
mężczyzny o nazwisku Black i jestem synem mężczyzny o nazwisku Hound. Jestem
synem Chaosu. I oczywiste jest, że wy, ludzie, niczego się nie nauczyliście za
pierwszym razem. Więc po prostu ograniczymy straty, żeby każdy mógł żyć dalej,
ale przede wszystkim, żebyś nie wciągał mamy znowu w swoje gówno.
- Nie rozumiesz, Słonko - próbowała
Tierney - Twój ojciec był...
- Mój ojciec kochał moją matkę i kochał
mnie, i kochał mojego brata, i kochał swój Klub, i kochałby was wszystkich… -
Dutch ze złością wycelował w nich palec - gdybyście mu pozwolili.
- Jesteśmy waszą rodziną, byliśmy jego
rodziną i... - zaczął Blair.
- Czy przyszło ci do głowy, babciu, dlaczego tata poszedł szukać innej
rodziny?
Całkowita racja.
Wydawała się być zaskoczona, i to nie w
dobrym tego słowa znaczeniu.
Hmmm, wydawało się, że przynajmniej Blair
zrozumiała, o co mu chodziło.
Dutch nie skończył.
- Myślisz, że mi to nie przyszło do
głowy? Jagowi? Myślisz, że po tym wszystkim nie wiemy, kim jest nasza rodzina?
Myślisz, że nawet w wieku pięciu
pieprzonych lat - wydusił z
siebie ostatnie, przeklinając przy dziadkach, co nawet mnie zszokowało - …nie
wiedziałem, że zostawiłaś ją zmagającą się z gównem, gdy jej życie na nią
runęło? Z tym wszystkim i całym tym zerem, jakie jej dałaś, co nastąpiło
później, czy naprawdę myślałaś, że możesz tu wejść, a my pozwolimy ci stanąć
jej prosto w twarz? Jeśli tak, to mam do ciebie jedno pytanie. Co do cholery
jest z tobą nie tak?
- Dutch, nie mów tak do swojej babci -
wycedził Simon.
- A ty, Simon, wypierdalaj z mojego domu
- odparł Dutch.
Wszyscy, każdy z nich, cofnęli się.
Osobiście chciałam zacząć klaskać.
Jag podszedł po mojej drugiej stronie,
częściowo przede mną.
- Słyszałeś go - Jag warknął - A tak na
marginesie, mnie też nie obchodzą twoje pieniądze. I dawno temu przestałem się
przejmować twoimi bzdurnymi osądami. Po prostu Dutch pomyślał, że powinienem
dać ci szansę. Miałeś ją. Wykorzystałeś ją. Zmarnowałeś ją. Teraz możesz się
stąd wynieść, ale zanim to nastąpi... – zwrócił się do Tierney – moja matka nie
jest popieprzona. Wyszła za mężczyznę, którego kochała, bo znała swoje serce i
miała siłę woli, by stawić czoła stracie wszystkiego, co znała przez całe
życie, by za nim pójść. A potem go straciła. Nadal dała nam siebie, ładny dom,
dostała swoich cholernych panów, a kiedy Klub Ojców sprawił, że nie musiała
pracować ani jednego dnia w swoim życiu, nadal pokazała nam, jak ważne jest, by
iść własną drogą. Więc wiadomość błyskawiczna, Tierney, twoja definicja
popieprzonego jest popieprzona. Chcesz to zobaczyć właściwe, spójrz na siostrę.
Chcesz zobaczyć popieprzone, spójrz w cholerne lustro.
Oczy Tierney zrobiły się wielkie i
zbolałe.
Zacisnęłam usta, żeby się nie
uśmiechnąć.
- My… - zaczął mój ojciec.
- Nie mam zielonego pojęcia, co tu się
dzieje - przerwał mi w tym momencie Tad swoim gładkim, pięknym głosem - Ale z
tego, co słyszałem, to niepojęte, że wy, ludzie, możecie stać w tym pięknym
domu, który stworzyła wasza córka, i patrzeć na tę silną rodzinę, którą
stworzyła, wbrew temu, co brzmi jak dość ekstremalne przeciwności losu, z
których część to wy, i nie czuć nic poza dumą. Jednak skoro nie możecie, dam
wam jedno ostrzeżenie, że musicie skorzystać z tej okazji i natychmiast wyjść,
albo osobiście odprowadzę każdego z was do drzwi. A jeśli będę musiał której z was
dotknąć, nie obchodzi mnie, jakiej jesteście płci, zrobię to.
Okej.
Oficjalnie.
Pokochałam
nowego faceta Beverly.
Matka zrobiła krok w moją stronę.
I nagle Tad był tuż przede mną.
Dutch podszedł, żeby stanąć obok niego.
Jag przeszedł na moją drugą stronę.
Ale Hound szedł przez pokój z taką
determinacją, że Sarah i Blair musiały odskoczyć mu z drogi i zniknął w moim
przedpokoju.
Usłyszałam, jak otwierają się drzwi
wejściowe.
- Pozwolę ci rozciągnąć definicję natychmiastowości
do teraz - zagrzmiał Tad.
Hound pojawił się w wejściu do holu - Drzwi
są otwarte. Lepiej z nich skorzystać, zanim sytuacja stanie się jeszcze
brzydsza.
Spojrzawszy na mnie przez Tada i
chłopców, wszyscy zaczęli się przemieszczać.
Hound patrzył na nich, gdy go mijali,
więc najlepiej jak mogli w wąskiej przestrzeni, którą im dał, ominęli go
szerokim łukiem.
Tad poszedł za nimi.
Dutch i Jagger poszli za Tadem.
- Chłopcy, zostańcie z matką – rozkazał
Hound.
Moi synowie przestali się ruszać.
Hound i Tad zniknęli.
Beverly podążyła za nimi i straciłam ją
z oczu w holu.
- Wróć do swojej przyjaciółki, kochanie
– usłyszałam, jak Tad powiedział cicho.
Beverly pojawiła się ponownie.
Podeszła prosto do Jaggera i objęła go.
Było to prawdopodobnie spowodowane tym,
że ja zbliżyłam się do Dutcha, a gdy dotarłam do mojego chłopca, objęłam go,
przyciskając przód do jego długiego, szczupłego boku.
Jego ramię owinęło się wokół moich
ramion.
Zajęło to trochę, a w tym czasie przez
wciąż otwarte drzwi wejściowe usłyszeliśmy trzaskające drzwi samochodu, pojazdy
odpalające i odjeżdżające.
Ale gdy te dźwięki ucichły, Hound i Tad
wrócili.
Hound ledwo wszedł do pokoju, gdy jego
piękne niebieskie oczy przesunęły się między moimi synami i szorstko oświadczył
- Nigdy w życiu nie byłem z was, chłopców, tak dumny, jak teraz.
Wtedy zrozumiałam, dlaczego nie wkroczył,
żeby wziąć sytuację w swoje ręce.
Czekał, aż zrobią to Dutch i Jag.
Bo wiedział, że to zrobią.
Cholera, miałam zamiar się rozpłakać.
Hound zwrócił się do Tada - I wiem, że
tego nie potrzebujesz, ale serio, koleś, masz moje błogosławieństwo.
Beverly wydała z siebie dźwięk między płaczem
a śmiechem, a Jag, trzymając ją tak, jak Dutch trzymał mnie, owinął ją drugą
ręką, gdy ta część płaczu zwyciężyła.
Tad skinął głową Hound’owi, a następnie
ruszył, by odebrać swoją kobietę od mojego syna.
Hound się nie ruszył.
Ale jego wzrok był skierowany na mnie.
- Dobrze ci? - zapytał.
Drżąco kiwnęłam głową.
Spojrzał na Dutcha - Masz ją?
- Tak, Hound - odpowiedział Dutch.
I miał.
Mój starszy syn mnie miał.
Zawsze miał.
Trzymałam go mocniej.
- Kurwa - wyszeptał Hound.
Potem podszedł do nas i objął nas oboje.
Ściśle.
Jag wcisnął się w nas i staliśmy się gromadką.
Beverly przepchnęła Tada i zrobiliśmy im
miejsce i to był Tad, który został zaadoptowany do klanu Black/Ironside.
Przez szerokie klatki piersiowe czterech
mężczyzn Bev przykuła moją uwagę.
- Naprawdę potrzebuję tequili –
wyszeptała.
- Prawdopodobnie druga najcenniejsza
rzecz, jaką usłyszałam od ciebie, kochanie, po „tak”, kiedy cię poprosiłem o
rękę – zażartował Tad.
Zaczęłam się śmiać.
Jag zaczął się śmiać razem ze mną.
Dutch dołączył, a potem Bev i Tad
również.
Hound się nie śmiał.
Patrzył na mnie, wzrokiem mówiąc, że
mnie kochał i był dumny z naszych chłopców.
Spojrzałam na niego i powiedziałam mu to
samo w ten sam sposób.
Potem wyszłam z naszej gromadki, żeby
pójść po tequilę.
Rany... Lubię Tada ....
OdpowiedzUsuń