ROZDZIAŁ 11
Jedź swobodnie
Keely
Nieco ponad dwa
miesiące wcześniej…
Siedziałam
w samochodzie na cmentarzu, wpatrując się w SMS-a Bev na moim telefonie.
To
był adres.
Hound
nie mieszkał w zbyt dobrej części miasta.
Rzuciłam
telefon na kolana i wyjrzałam przez przednią szybę, nic nie widząc.
Widziałam
to wszystko wcześniej.
Byłam
tam wiele razy.
Ale
Hound nie przynosił już moich czeków.
Więc
dzisiejsza wizyta miała być inna.
Wciągnęłam
oddech i zamknęłam oczy.
W
tej ciemności coś błysnęło.
Wspomnienia.
Najpierw
zobaczyłam Blacka nad beczką ognia, najpiękniejszego mężczyznę, jakiego
kiedykolwiek widziałam.
Potem
ten moment, kiedy przyparł mnie do ściany, z jego kutasem głęboko zakopanym,
palcami wbijającymi się w mój pas, tnąc mnie pierścieniem, który wcisnął w moje
miękkie ciało, przyciskając mnie do ściany, obiecując mi - Będziemy szaleć i
płonąć jasno, kochanie. Rozniesiemy
to życie na kawałki.
Wyraz
twarzy mojego męża, gdy powiedziałam mu, że noszę w sobie dziecko.
Wyraz
jego twarzy, kiedy powiedziałam mu, że dam mu kolejne.
Widok
jego twarzy na płycie w kostnicy, kiedy Tack był u mojego boku, Hop, Dog, Brick
i Hound za moimi plecami, a ja rozpoznałam go.
Hound
za moimi plecami.
Otworzyłam
oczy, ale wizje nie przestawały nadchodzić.
Hound
wchodzący po schodach z mojej piwnicy, niosąc mały mini-motocykl Jaggera w
Wigilię.
Hound
siedzący na moich schodach z Dutchem, nie dotykający go, poza tym, że bok jego
nogi był przyciśnięty do Dutcha, a ramię pochylone, szyja zgięta, głowa zwrócona
w stronę Dutcha, usta poruszały się, a było to po tym, jak pierwsza dziewczyna
Dutcha go rzuciła.
Hound
leżący na plecach pod zlewem w mojej kuchni z kluczem francuskim po tym, jak te
dupki zainstalowały moją kuchnię i nie włożyły prawidłowo rur.
Spojrzenie,
jakie Hound mi rzucił, kiedy powiedziałam, że żadna kobieta go nie kochała.
Byłam
wkurzona.
Ale
miałam zły nawyk wyładowywania się, kiedy się wkurzałam, zawsze tak było, i nie
poprawiło się to po śmierci Grahama.
Najgorsze
w tym wszystkim było to, że większości gówna, które wyrzuciłam z siebie, nie
miałam na myśli. Po prostu chciałam, żeby bolało, tak jakby to, że skrzywdziłam
kogoś, mogło by odebrać mi ból.
Czy
kiedykolwiek się nauczę?
Hound
nie przynosił już moich czeków.
Musiałam
się uczyć.
Cmentarz
pojawił się w polu widzenia, jak ostry, dziki cios, mówiący mi, żebym
dostosowała się do pieprzonego programu.
Tak.
Miałam
wiele lekcji do odrobienia.
Wysiadłam
z samochodu. Poszłam na jego grób. To był cud, że miałam pod stopami śnieg lub
darń, tak często chodziłam tą ścieżką.
Było
zimno. Grudniowy chłód przegryzał moją kurtkę.
Powinnam
była założyć kożuch, ale naprawdę nie czułam zimna.
Jedyną
rzeczą, o której myślałam, było to, co miałam do powiedzenia, ile musiałam to
powiedzieć i jak trudne to miało być.
Siedziałam
tyłkiem w śniegu i tego też nie czułam. Wiedziałam, że zmoknie, gdy śnieg stopi
się jakieś dwie sekundy po tym, jak wsiądę do samochodu, ale nie obchodziło
mnie to.
Wpatrywałam
się w czarny marmurowy nagrobek z wyrytym na górze emblematem Chaosu.
W
przypływie wściekłości na życie, ale przede wszystkim na jego rodzinę,
szczególnie wobec jego siostrze, aroganckiej suki, której wcześniej
nienawidziłam, ale zrobiłam to jeszcze bardziej, gdy myślała, że miała
coś do powiedzenia w
sprawie nagrobka brata, którego
nie widziała od lat, nie pozwoliłam, by na nagrobku umieszczono jego pełne imię
i nazwisko.
Więc
pod emblematem było napisane po prostu „Black” i podawano daty, kiedy pojawił
się na tej ziemi, a potem ją opuścił.
Pod
tym było napisane: Jedź swobodnie,
kochanie.
To
ostatnie było moje.
-
Wiem, że jesteś na mnie tak wkurzony - wyszeptałam.
Będziemy szaleć i
płonąć jasno, kochanie. Rozniesiemy to życie.
-
Czuję to przez ziemię – powiedziałam – Jak bardzo jesteś na mnie wkurzony.
Płoń jasno, kochanie.
-
Po prostu tak bardzo cię kochałam.
Rozniesiemy to życie.
-
Nie mogłam znaleźć w sobie tego, żeby płonąć jasno bez ciebie. Odszedłeś, byłam
taka pusta. Oddałam wszystko, co miałam, naszym chłopakom i czułam, że nic nie
zostało.
Rozniesiemy… to… życie.
-
Muszę płonąć jasno, kochanie - powiedziałam cicho - Muszę zacząć roznosić to
życie.
Czarny
kamień po prostu tam stał.
Mógłby
tam być zawsze.
Mógłby
spaść z nieba, gdy spadłaby z niego ziemia.
-
Kocham go.
To
było zdławione, przyznaję, zdławione zdradą, z którą musiałam się przeboleć,
żeby móc się z tym, do cholery, zabrać.
-
Kocham go, a on kocha mnie. Wiem to ostatnie. On nie wie pierwszego. Jeszcze
nie. Nie chciałam, żeby to się stało. Nie z Hound’em. Nie z bratem. Nie z
Chaosem. Ale widziałeś – pochyliłam się nad kamieniem – Widziałeś. Był wszystkim. Wszystkim, czego potrzebowałam.
Wszystkim, czym ty byłbyś dla naszych chłopców. Był wszystkim, kochanie. Wszystkim.
I zakochałam się w nim. Próbowałam wyczyścić swoje serce. Próbowałam je
powstrzymać. Ale kiedy go zraniłam, wiedziałam. Kiedy powiedziałam mu to gówno,
wiedziałam. Kiedy dowiedziałam się, że Klub znów jest w samym środku tego gówna
i wszystko, o czym mogłam myśleć, to to, że Hound będzie najgłębiej w tym
gównie, wiedziałam.
Jedź dziko.
Podniosłam
się na kolana, pochyliłam się do przodu, wyciągnęłam rękę i położyłam ją na
podstawie zimnego marmuru.
-
Kochasz go tak jak ja. Gdybyś oddychał, nigdy byś tego nie chciał. Złamałbyś
braterstwo, żeby mnie zdobyć. Ale mnie zostawiłeś, Black. Brat stanął na
wysokości zadania. I gówno się zdarza. Nie oddychasz. Dałam ci lata, a potem
dałam ci więcej i nie mogę już tego robić. On dał tak wiele, kochanie. Był tu
przez cały czas. Wysłał mężczyznę, który cię ode mnie zabrał, prosto do piekła,
może zarabiając na nie, kiedy to zrobił. Zrobił to dla ciebie. Musisz to zrobić
dla niego. Musisz pozwolić mu mnie mieć. I musisz nam obojgu wybaczyć.
Usiadłam
mokrym tyłkiem na piętach i wpatrzyłam się w zimny kamień.
-
Rozwiążemy to w życiu pozagrobowym, kochanie – wyszeptałam - Jakoś to zrobimy.
I wszyscy będziemy płonąć jasno, rozniesiemy to i pojedziemy swobodnie. Wiem,
że tak będzie. Chcesz wiedzieć, skąd ja to wiem?
Nie
było żadnego dźwięku.
Nawet
szelestu.
-
Bo tak bardzo mnie obaj kochacie.
Mój
facet leżał nieruchomo w ziemi, jego stela z czarnego marmuru błyszczała matowo
na szarym niebie.
-
Wiesz, że wrócę. Może nie co tydzień, jak zwykle, ale wrócę. I zobaczę, co on o
tym sądzi, ale jeśli będzie chciał, przyprowadzę twojego brata - Przechyliłam
głowę na bok - A ty nie wkurzaj się. Wiem, że chcesz go zobaczyć. Jeśli kopiesz
głęboko, wiesz, na czym stoisz. Wiesz, że to twoje życie byłoby inne, Hound
chciał by tego dla ciebie. Wiesz, że powiedziałam ci o twojej przyszłości,
zanim się wydarzyła, więc to, co on mi przekaże, nam, ty byś mi to dał. Więc
teraz musisz się ogarnąć, kochanie. Musisz chronić moje plecy, tak jak robił to
twój brat. I musisz świecić na nas swoim zajebistym motocyklowym światłem, bo
to nie będzie łatwe.
To
nie wydarzyło się od razu. Takie gówno nie istnieje. To nie jest jak w filmach.
To
wydarzyło się później.
Po
tym, jak siedziałam z nim dłużej.
Po
tym, jak przypomniałam mu o tym, że
kochałam go bardziej niż własny oddech.
Po
tym, jak powiedziałam mu, że jego synowie są dla mnie wrzodami na moim tyłku,
ale są najlepszymi chłopcami na świecie, i opowiedziałam mu o ich życiu, mówiąc
mu rzeczy, które on już całkowicie wiedział.
Po
tym, jak wróciłam do samochodu.
Po
tym, jak odjechałam, zastanawiając się, czy powinnam zjechać na pobocze, bo mój
wzrok był zamglony, bo patrzyłam przez łzy.
To
wtedy, gdy słońce w Denver przebiło się przez chmury, wiedziałam, że mam
pozwolenie, którego potrzebowałam, aby w końcu znów zapłonąć jasno, rozerwać
życie, być dziką...
I
jechać swobodnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz