niedziela, 22 grudnia 2024

11 - Jedź swobodnie

 

ROZDZIAŁ 11

Jedź swobodnie

Keely

 

Nieco ponad dwa miesiące wcześniej…

Siedziałam w samochodzie na cmentarzu, wpatrując się w SMS-a Bev na moim telefonie.

To był adres.

Hound nie mieszkał w zbyt dobrej części miasta.

Rzuciłam telefon na kolana i wyjrzałam przez przednią szybę, nic nie widząc.

Widziałam to wszystko wcześniej.

Byłam tam wiele razy.

Ale Hound nie przynosił już moich czeków.

Więc dzisiejsza wizyta miała być inna.

Wciągnęłam oddech i zamknęłam oczy.

W tej ciemności coś błysnęło.

Wspomnienia.

Najpierw zobaczyłam Blacka nad beczką ognia, najpiękniejszego mężczyznę, jakiego kiedykolwiek widziałam.

Potem ten moment, kiedy przyparł mnie do ściany, z jego kutasem głęboko zakopanym, palcami wbijającymi się w mój pas, tnąc mnie pierścieniem, który wcisnął w moje miękkie ciało, przyciskając mnie do ściany, obiecując mi - Będziemy szaleć i płonąć jasno, kochanie. Rozniesiemy to życie na kawałki.

Wyraz twarzy mojego męża, gdy powiedziałam mu, że noszę w sobie dziecko.

Wyraz jego twarzy, kiedy powiedziałam mu, że dam mu kolejne.

Widok jego twarzy na płycie w kostnicy, kiedy Tack był u mojego boku, Hop, Dog, Brick i Hound za moimi plecami, a ja rozpoznałam go.

Hound za moimi plecami.

Otworzyłam oczy, ale wizje nie przestawały nadchodzić.

Hound wchodzący po schodach z mojej piwnicy, niosąc mały mini-motocykl Jaggera w Wigilię.

Hound siedzący na moich schodach z Dutchem, nie dotykający go, poza tym, że bok jego nogi był przyciśnięty do Dutcha, a ramię pochylone, szyja zgięta, głowa zwrócona w stronę Dutcha, usta poruszały się, a było to po tym, jak pierwsza dziewczyna Dutcha go rzuciła.

Hound leżący na plecach pod zlewem w mojej kuchni z kluczem francuskim po tym, jak te dupki zainstalowały moją kuchnię i nie włożyły prawidłowo rur.

Spojrzenie, jakie Hound mi rzucił, kiedy powiedziałam, że żadna kobieta go nie kochała.

Byłam wkurzona.

Ale miałam zły nawyk wyładowywania się, kiedy się wkurzałam, zawsze tak było, i nie poprawiło się to po śmierci Grahama.

Najgorsze w tym wszystkim było to, że większości gówna, które wyrzuciłam z siebie, nie miałam na myśli. Po prostu chciałam, żeby bolało, tak jakby to, że skrzywdziłam kogoś, mogło by odebrać mi ból.

Czy kiedykolwiek się nauczę?

Hound nie przynosił już moich czeków.

Musiałam się uczyć.

Cmentarz pojawił się w polu widzenia, jak ostry, dziki cios, mówiący mi, żebym dostosowała się do pieprzonego programu.

Tak.

Miałam wiele lekcji do odrobienia.

Wysiadłam z samochodu. Poszłam na jego grób. To był cud, że miałam pod stopami śnieg lub darń, tak często chodziłam tą ścieżką.

Było zimno. Grudniowy chłód przegryzał moją kurtkę.

Powinnam była założyć kożuch, ale naprawdę nie czułam zimna.

Jedyną rzeczą, o której myślałam, było to, co miałam do powiedzenia, ile musiałam to powiedzieć i jak trudne to miało być.

Siedziałam tyłkiem w śniegu i tego też nie czułam. Wiedziałam, że zmoknie, gdy śnieg stopi się jakieś dwie sekundy po tym, jak wsiądę do samochodu, ale nie obchodziło mnie to.

Wpatrywałam się w czarny marmurowy nagrobek z wyrytym na górze emblematem Chaosu.

W przypływie wściekłości na życie, ale przede wszystkim na jego rodzinę, szczególnie wobec jego siostrze, aroganckiej suki, której wcześniej nienawidziłam, ale zrobiłam to jeszcze bardziej, gdy myślała, że ​​miała coś do powiedzenia w sprawie nagrobka brata, którego nie widziała od lat, nie pozwoliłam, by na nagrobku umieszczono jego pełne imię i nazwisko.

Więc pod emblematem było napisane po prostu „Black” i podawano daty, kiedy pojawił się na tej ziemi, a potem ją opuścił.

Pod tym było napisane: Jedź swobodnie, kochanie.

To ostatnie było moje.

- Wiem, że jesteś na mnie tak wkurzony - wyszeptałam.

Będziemy szaleć i płonąć jasno, kochanie. Rozniesiemy to życie.

- Czuję to przez ziemię – powiedziałam – Jak bardzo jesteś na mnie wkurzony.

Płoń jasno, kochanie.

- Po prostu tak bardzo cię kochałam.

Rozniesiemy to życie.

- Nie mogłam znaleźć w sobie tego, żeby płonąć jasno bez ciebie. Odszedłeś, byłam taka pusta. Oddałam wszystko, co miałam, naszym chłopakom i czułam, że nic nie zostało.

Rozniesiemy… to… życie.

- Muszę płonąć jasno, kochanie - powiedziałam cicho - Muszę zacząć roznosić to życie.

Czarny kamień po prostu tam stał.

Mógłby tam być zawsze.

Mógłby spaść z nieba, gdy spadłaby z niego ziemia.

- Kocham go.

To było zdławione, przyznaję, zdławione zdradą, z którą musiałam się przeboleć, żeby móc się z tym, do cholery, zabrać.

- Kocham go, a on kocha mnie. Wiem to ostatnie. On nie wie pierwszego. Jeszcze nie. Nie chciałam, żeby to się stało. Nie z Hound’em. Nie z bratem. Nie z Chaosem. Ale widziałeś – pochyliłam się nad kamieniem – Widziałeś. Był wszystkim. Wszystkim, czego potrzebowałam. Wszystkim, czym ty byłbyś dla naszych chłopców. Był wszystkim, kochanie. Wszystkim. I zakochałam się w nim. Próbowałam wyczyścić swoje serce. Próbowałam je powstrzymać. Ale kiedy go zraniłam, wiedziałam. Kiedy powiedziałam mu to gówno, wiedziałam. Kiedy dowiedziałam się, że Klub znów jest w samym środku tego gówna i wszystko, o czym mogłam myśleć, to to, że Hound będzie najgłębiej w tym gównie, wiedziałam.

Jedź dziko.

Podniosłam się na kolana, pochyliłam się do przodu, wyciągnęłam rękę i położyłam ją na podstawie zimnego marmuru.

- Kochasz go tak jak ja. Gdybyś oddychał, nigdy byś tego nie chciał. Złamałbyś braterstwo, żeby mnie zdobyć. Ale mnie zostawiłeś, Black. Brat stanął na wysokości zadania. I gówno się zdarza. Nie oddychasz. Dałam ci lata, a potem dałam ci więcej i nie mogę już tego robić. On dał tak wiele, kochanie. Był tu przez cały czas. Wysłał mężczyznę, który cię ode mnie zabrał, prosto do piekła, może zarabiając na nie, kiedy to zrobił. Zrobił to dla ciebie. Musisz to zrobić dla niego. Musisz pozwolić mu mnie mieć. I musisz nam obojgu wybaczyć.

Usiadłam mokrym tyłkiem na piętach i wpatrzyłam się w zimny kamień.

- Rozwiążemy to w życiu pozagrobowym, kochanie – wyszeptałam - Jakoś to zrobimy. I wszyscy będziemy płonąć jasno, rozniesiemy to i pojedziemy swobodnie. Wiem, że tak będzie. Chcesz wiedzieć, skąd ja to wiem?

Nie było żadnego dźwięku.

Nawet szelestu.

- Bo tak bardzo mnie obaj kochacie.

Mój facet leżał nieruchomo w ziemi, jego stela z czarnego marmuru błyszczała matowo na szarym niebie.

- Wiesz, że wrócę. Może nie co tydzień, jak zwykle, ale wrócę. I zobaczę, co on o tym sądzi, ale jeśli będzie chciał, przyprowadzę twojego brata - Przechyliłam głowę na bok - A ty nie wkurzaj się. Wiem, że chcesz go zobaczyć. Jeśli kopiesz głęboko, wiesz, na czym stoisz. Wiesz, że to twoje życie byłoby inne, Hound chciał by tego dla ciebie. Wiesz, że powiedziałam ci o twojej przyszłości, zanim się wydarzyła, więc to, co on mi przekaże, nam, ty byś mi to dał. Więc teraz musisz się ogarnąć, kochanie. Musisz chronić moje plecy, tak jak robił to twój brat. I musisz świecić na nas swoim zajebistym motocyklowym światłem, bo to nie będzie łatwe.

To nie wydarzyło się od razu. Takie gówno nie istnieje. To nie jest jak w filmach.

To wydarzyło się później.

Po tym, jak siedziałam z nim dłużej.

Po tym, jak przypomniałam mu o  tym, że kochałam go bardziej niż własny oddech.

Po tym, jak powiedziałam mu, że jego synowie są dla mnie wrzodami na moim tyłku, ale są najlepszymi chłopcami na świecie, i opowiedziałam mu o ich życiu, mówiąc mu rzeczy, które on już całkowicie wiedział.

Po tym, jak wróciłam do samochodu.

Po tym, jak odjechałam, zastanawiając się, czy powinnam zjechać na pobocze, bo mój wzrok był zamglony, bo patrzyłam przez łzy.

To wtedy, gdy słońce w Denver przebiło się przez chmury, wiedziałam, że mam pozwolenie, którego potrzebowałam, aby w końcu znów zapłonąć jasno, rozerwać życie, być dziką...

I jechać swobodnie.


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz