ROZDZIAŁ 20
Nie da się powstrzymać tego gówna
Keely
Leżałam na łóżku z laptopem i szukałam
wakacyjnych destynacji, bo miałam wiosenną przerwę, a nie miałam nic do
pokazania, bo spędziłam godziny przeglądając rzeczy Jean, oddając większość z
nich i pozbywając się gówna z naszej piwnicy, oddając wszystko i nic z tego nie
było zabawne, nawet jeśli robiłam to z Hound’em i chłopakami.
Więc w chwili, skoro nadeszły ferie,
Hound i ja mieliśmy pojechać gdzieś, gdzie byłoby super.
Dlatego leżałam na łóżku, kiedy Hound
wszedł w dżinsach, co uznałam za mylące, bo tak bardzo je kochałam, że chciałam
je z niego zdjąć. Miał bose stopy. Jego tors był pokryty obcisłym
podkoszulkiem, który robił fantastyczne rzeczy z jego szeroką klatką piersiową
i niesamowitymi tatuażami, pokazując ich wystarczająco dużo, że ciekła mi
ślinka, więc chciałam to wszystko zobaczyć. Górną część jego włosów była
związana w mały kucyk z tyłu głowy, co również uznałam za mylące, bo to
sprawiało, że wyglądał fajnie i zajebiście, a jednocześnie chciałam to zerwać i
zakopać palce w jego włosach.
Niósł też kosz na pranie pełen złożonych
ubrań w stronę garderoby.
Wrzuciłam pranie do suszarki, co miało
miejsce najwyraźniej nieco ponad godzinę wcześniej.
Patrząc na to, byłam pewna, że szczęka
mi opadła, ale byłam zbyt zszokowana, żeby zauważyć, czy tak było naprawdę.
Hound mieszkał ze mną już od trzech
tygodni. Był w pełni zaangażowany. Mieszkania jego i Jean były całkowicie(w większości) opróżnione. Nie mieliśmy dużo czasu, ale
mieliśmy go trochę. On robił nam śniadanie każdego ranka. Ja robiłam nam
kolację każdego wieczoru. Spaliśmy razem, budziliśmy się razem, kontaktowaliśmy
się w ciągu dnia, a w tym czasie miałam okazję zrobić pranie raz lub siedem
razy.
Hound nic nie powiedział, ale był
facetem. Faceci nie dziękują za takie rzeczy jak czyste dżinsy. Po prostu
myśleli, że czyste dżinsy cudownie trafiły z podłogi na wieszak, żeby mogli je
złapać.
Ale kiedy o tym myślałam, przyszło mi do
głowy, że dżinsy Hounda nawet nie spadały na podłogę. Trafiły do kosza.
Podobnie jak jego spodenki, skarpetki i koszulki.
Był kategorycznie facetem.
Był też kategorycznie motocyklistą.
Tak samo też twardzielem.
I na koniec, był kawalerem od
trzydziestu dziewięciu lat.
Powiedział mi (i był wredny, bo był
wkurzony, ale pomyślałam, że była w tym odrobina prawdy), że pozbywa się
kobiet, gdy zaczynają go nękać. Prawdą było to, że przez wszystkie te lata
nigdy nie związał się poważnie z żadną kobietą, a co dopiero z nią mieszkał.
Prawdopodobnie dlatego, że przez
wszystkie te lata był zakochany we mnie.
To byłoby smutne, gdyby nie był tuż obok
mnie, co było naprawdę szczęśliwe.
Ale mimo wszystko.
Gdzie nauczył się składać i wyciągać
pranie, gdy suszarka była gotowa?
Wyszedł z garderoby i spojrzał na mnie -
Idę po piwo i uwalę się z nim przed telewizorem. Przyjdziesz?
- Złożyłeś pranie.
Zatrzymał się w drodze powrotnej do
drzwi i odwrócił się, by stanąć twarzą do mnie.
- Tak – powiedział - Teraz, zejdziesz na
dół czy chcesz, żebym przyniósł ci piwo i złapiemy trochę lenia w łóżku?
- I ty to przyniosłeś. Tak jakby:
złożone, w koszu, do garderoby.
Spojrzał na garderobę, a potem z
powrotem na mnie.
- Taaak – powiedział powoli.
- Również wkładasz swoje ubrania do
kosza na brudne ubrania – ciągnęłam.
- Gdzie indziej miałbym je położyć? –
zapytał.
- Na podłodze – odpowiedziałam.
- Nie powinny leżeć na podłodze – odparł
- Jak były noszone, powinny leżeć w koszu na brudne ubrania.
Mrugnęłam powoli.
Hound zaczął wyglądać na zirytowanego.
Ale jeśli się nie myliłam, wyglądał też
na zranionego.
- Więc jesteśmy tutaj – powiedział
cicho.
- Gdzie? – zapytałam ostrożnie, z uwagi
na jego prawdopodobnie zraniony wygląd.
- Black zostawiał swoje ubrania na podłodze.
Wyprostowałam plecy.
Nie zamierzaliśmy tam iść. Nie teraz.
I musiałam sprawić, żeby to się już
nigdy nie powtórzyło.
- Tak, robił to, dopóki nie oduczyłam go
tego nawyku - powiedziałam, a następnie przeszłam do tego, co było ważne - Ale
to nie dotyczy Blacka. I myślę, że w tym momencie kluczowe byłoby stwierdzenie,
że nie ma wspólnego z Blackiem nic, jeśli chodzi o ciebie i mnie. Poza
miłością, którą do niego czujemy, to jest cała rola, jaką odgrywa między nami.
Jeśli rozmawiam z tobą, to chodzi o ciebie, albo o ciebie i mnie, a nie o
Blacka. Nigdy o Blacka.
Wyglądał trochę jak ktoś, kto poczuł
ulgę.
Ale nadal jak zirytowany.
Nie zawahał się wyjaśnić zirytowania.
- Więc dlaczego patrzysz na mnie jak na
dziwaka? – zażądał wiedzieć.
- Nie patrzę na ciebie jak na dziwaka.
- Kobieto, patrzysz na mnie, jakbym był
dziwakiem.
Ponieważ nie wiedziałam, jak zmienić
spojrzenie, którego na pewno mu nie dawałam, zrobiłam, co mogłam, żeby zmienić
wyraz twarzy i powiedziałam - Jesteś motocyklistą.
- Motocykliści czyszczą swoje ubrania, mała.
- Twoje mieszkanie było chlewem, kiedy z
tobą zaczynałam - przypomniałam mu.
- Nie oznaczałem regularnie gorących
cipek w moim mieszkaniu, kiedy zaczynałaś ze mną.
To był celna uwaga.
- A jeśli oznaczałem jakąkolwiek cipkę,
gdziekolwiek ją oznaczałem, oznaczałem ją w czystych ubraniach, to znaczy zanim
je zdjąłem – kontynuował.
- Po prostu... byłeś zatwardziałym kawalerem... dopóki ja...
- Byłem. Jestem też mężczyzną, który
teraz mieszka z kobietą i mogę spędzać większość czasu z mężczyznami i mieć kutasa,
ale większość tych mężczyzn ma kobiety. Słyszę, jak rozmawiają i koniec końców,
po prostu nie jestem głupi. Więc nie zamierzam wprowadzić się do mojej kobiety
i zmuszać ją, by dawał mi gówno, bo zostawiam ubrania na podłodze albo że słyszę,
jak suszarka przestaje działać, a ja nie opróżnię tego skurwiela - Rzucił ręką
w stronę drzwi szafy - Ale ty odkładasz to gówno. Nie wiem, gdzie trafiają
twoje rzeczy, a gdybym to ja miał decydować, upchnąłbym wszystkie swoje rzeczy
na półce albo w szufladzie i nie zawracałbym sobie głowy wieszakami.
- Więc przejąłeś bycie dobrym partnerem
dzięki swoim braciom Chaosu? – zapytałam sceptycznie.
- Może, ale bardziej, bo trochę jakby cię
lubię i zdecydowanie lubię oznaczać twoją cipkę, więc może chciałbym, żeby to
trwało jakiś czas. A jak masz coś dobrego, wkładasz w to pracę, żeby tak
zostało. Nie mam nic przeciwko składaniu ubrań i wnoszeniu ich po schodach,
więc tak właśnie zrobiłem. Chociaż nie jestem pewien, czy zrobię to jeszcze
raz, skoro mam tyle gówna za to, co robię.
O nie.
Nie zamierzaliśmy tam iść.
Nienawidziłam składania prania.
Cholera, nienawidziłam prania.
- Nie daję ci gówna.
Podniósł obie ręce na boki, zanim
skrzyżował ramiona na piersi, sprawiając, że jego tatuaże zatańczyły, czyniąc
je jeszcze bardziej niesamowitymi, i zapytał - Więc co to jest?
- Byłam po prostu zaskoczona - zanim zdążył
powiedzieć więcej, dodałam - W dobry sposób.
- Jeśli to ma być w dobry sposób -
odparł - …to nie czepiaj się mnie.
- Ja się ciebie nie czepiam.
- Z tego, jak ja to widzę, nie wydaje
się to takie oczywiste.
Okej, musiałam to jak najszybciej
opanować.
- Shep, byłam po prostu zaskoczona. Dutch
i ten drugi rekrut potrzebowali trzech
godzin, żeby posprzątać twoje mieszkanie. Mnie nie zajmuje tyle czasu
posprzątanie całego domu.
- Ten drugi rekrut nazywa się Chill –
wyjaśnił mi.
- Chill – mruknęłam.
- I tylko przypomnę, że nie jesteśmy w moim
mieszkaniu, w tym, o którym rozmawiamy, ale powiem to jeszcze raz, to była gówniana
dziura i naprawiłem to tylko dlatego, że ty tam byłaś.
- I dziękuję ci za to.
Nie skomentował tego.
Kontynuował to, co mówił - Teraz
jesteśmy w twoim domu.
- Naszym
domu.
- Twoim domu, Keely.
Ojej.
- Mieszkasz tutaj, Hound – powiedziałam
cicho - Więc to nasz dom.
Spojrzał na mnie.
To trwało jakiś czas, więc zapytałam - Czy
musimy porozmawiać?
- Nie – odpowiedział.
- Jesteś pewien? – nacisnęłam.
- Gdybym nie był pewien, moja odpowiedź
brzmiałaby: „Nie wiem” – odparł - To nie była moja odpowiedź. Moja odpowiedź
brzmiała: „Nie”.
- Od razu wywnioskowałeś, że myślałam o
Blacku, kiedy skomentowałam temat ubrań – ostrożnie zwróciłam uwagę.
- To był ostatni mężczyzna, z którym
mieszkałaś – odrzekł, choć nie ostrożnie.
- Dawno temu, Słonko – powiedziałam.
- To nie zmienia faktów – odparł.
Miał rację.
Ojej.
- Więc musimy porozmawiać – wyszeptałam.
- Keely…
- Jestem twoja – oświadczyłam.
- Wiem o tym – żachnął się.
- Jesteś mój – ciągnęłam.
- Zdecydowanie tak – warknął.
- Więc zdecydowanie wiesz, że jesteś mój, ale tylko „wiesz”, że ja jestem
twoja? – zapytałam.
Zdjął ręce z piersi, położył dłonie na
biodrach i spojrzał w sufit, mrucząc: „Do jasnej cholery”.
To nie miało się wydarzyć, takie rzeczy nie
mogły nas rozdzielać, więc podjęłam decyzję, że zmienimy pewne rzeczy, żeby do
tego nie doszło.
A miały się zmienić w wielkim stylu, a
ten wielki styl miał być trwały.
- Przeprowadzamy się – zarządziłam.
Jego oczy od razu wróciły do mnie
- Słucham?
- Przeprowadzamy się. Nie potrzebujemy
czterech sypialni tylko dla ciebie i mnie. Za dużo tu historii. A chłopcy
odeszli w sposób, w jaki wiem, że odeszli.
Zrozumieją to. Są na drodze do budowania własnego życia. Ale ty i ja potrzebujemy
nowego początku.
Coś przebiegło mu przez twarz, zanim
zniknęło.
I to coś nie było dobre.
Cholera.
- Co? – zapytałam.
- Mała, może pójdziemy do braci, zanim
wejdziemy w nieruchomości – zasugerował.
- Co to był za wyraz twarzy, który
właśnie ukryłeś? – naciskałam.
- Jaki wyraz?
O nie, nie robił tego.
Nie zamierzał kłamać, chowając się
przede mną.
- O czym pomyślałeś, kiedy powiedziałam,
że musimy się przeprowadzić?
- Myślałem, że właśnie wyprowadziłem się
z domu, żeby zrobić miejsce dla tego gówna, które wprowadziłaś do mojego, a
potem wyprowadziłem się z dwóch miejsc, żeby opróżnić Jean i wprowadzić się do
ciebie, więc nie jestem na okej z mówieniem o przeniesieniu większej ilości
gówna gdzie indziej.
Ta odpowiedź miała sens.
Nadal się przede mną ukrywał.
- To nie to.
Hound zaczął się niecierpliwić - To to,
kobieto.
- Porozmawiaj ze mną, Shep.
Powiedzieliśmy, że będziemy otwarci i musimy być otwarci. Co myślałeś, kiedy
powiedziałam, że powinniśmy znaleźć własne miejsce, zacząć od nowa?
Chodzi mu o to, czy chciał, żebym
zatrzymała to miejsce, bo Black mi je dał?
To byłoby słodkie, ale niepotrzebne.
Miałam to, czego potrzebowałam od Blacka i zawsze będę mieć.
Czy też chciał, żebym zatrzymała to
miejsce dla chłopaków, myśląc, że to ich dom i mogliby się wkurzyć, gdybyśmy
się go pozbyli?
To też było słodkie, ale niepotrzebne.
Albo miałam taką nadzieję. Musielibyśmy porozmawiać z chłopakami.
- Keely, po prostu przestań – mruknął,
zdejmując ręce z bioder i wyglądając, jakby miał zamiar wyjść z pokoju.
- Nie odchodź od tej rozmowy, Hound –
warknęłam, a on zatrzymał się, żeby spojrzeć mi w oczy.
- Musimy być ostrożni, mała – powiedział
ostrzegawczo.
- Wiem – zgodziłam się stanowczo - Co
przede mną ukrywasz?
- Skarbie… – zaczął, jakby zamierzał
dalej próbować to zignorować.
- Proszę, nie ukrywaj przede mną
niczego. Jeśli coś cię dręczy, porozmawiaj ze mną.
– W tej chwili niepokoi mnie moja
kobieta, która wtrąca się w moje gówno i namawia mnie, żebym z nią porozmawiał
– uciął.
Spojrzałam mu w oczy, po czym odwróciłam
wzrok w stronę laptopa, wyciągając rękę i zamykając go, zamykając tym samym strony
internetowe o wspaniałych miejscach na wakacje.
Potem odepchnęłam się od łóżka i wymamrotałam
- Wezmę kąpiel z pianą.
– Mała – warknął.
Szłam dalej w stronę łazienki.
– Keely – zawołał z irytacją.
Byłam już przy drzwiach łazienki, kiedy
znów się odezwał.
- Masz dwóch chłopców.
Odwróciłam się do niego.
– Nie moich – dokończył.
Więc chodziło o chłopców.
- Są twoi – wyszeptałam.
- Są i nie są, i to jest sposób, w jaki
żyłem, moje wybory, że nie zrobiłem własnego dziecka. Teraz cię mam i masz
rację. Powinniśmy się przeprowadzić. Powinniśmy się przeprowadzić, bo to zawsze
będzie dom, który kupił ci Black, a to w końcu wejdzie mi pod skórę jak zadra –
przyznał - I przejdziemy do tego, kiedy uporządkujemy inne ważne rzeczy. Ale
powiedziałaś, że ty i ja nie potrzebujemy całej tej przestrzeni. Chłopcy poszli
dalej. I po prostu na wierzch wybiło się to, że ty i ja nie potrzebujemy całej
tej przestrzeni.
Nie
potrzebowaliśmy tej przestrzeni. Byliśmy tylko dwojgiem ludzi. Wiedziałam, że
dawno zerwał więzi ze swoją rodziną. Stał w pokoju, kiedy ja nieodwołalnie
zerwałam więzi ze swoją. Nie mieliśmy regularnie gości spoza miasta (chociaż
moja rodzina i rodzina Grahama mieszkały w mieście... nadal).
Z wyjątkiem…
Nie
zrobiłem sobie własnego dziecka.
O Boże.
Spojrzałam na niego.
- Chcesz mieć dziecko – powiedziałam
cicho.
– Nigdy o tym nie myślałem – mruknął.
- Ale teraz o tym myślisz.
Nic nie powiedział.
Ale teraz miał kobietę.
Teraz miał dom z kobietą.
Kobietą, którą kochał i która
odwzajemniała jego uczucie.
A ja byłam tą kobietą.
- Chcesz dziecka - powtórzyłam.
- Keely, kotku…
- Więc będziemy mieć dziecko.
To po prostu wyszło z moich ust.
Cholera.
Zamarł zupełnie nieruchomo.
Każdy cal jego ciała.
Boże.
O Boże.
Cholera.
Chciał dziecka.
- Hound - wyszeptałam.
- Dałabyś mi dziecko?
To pytanie było gardłowe.
O tak, chciał dziecka.
- No cóż, uh... moje części wciąż
działają, kocham cię, ty kochasz mnie i...
Chryste, paplałam... o dziecku.
- Dałabyś mi dziecko.
- Nie mam już dwudziestu trzech lat, ale
moje kobiece części jeszcze się nie skurczyły, kochanie - zażartowałam.
- Nie żartujemy się z tego - oświadczył.
A to oświadczenie było kamienne.
- Musisz być pewna tego - zadekretował -
Nie mów mi takich rzeczy, jeśli nie jesteś pewna tego. Co to dla ciebie znaczy.
Co to może znaczyć dla Dutcha i Jaga. Co to znaczy dla nas. Co to znaczy dla
mnie. Po prostu tego nie wyrzucaj z siebie. Nie tego. Nie tego, że ty i ja zrobimy
dziecko.
Nie.
Hound nie chciał dziecka.
Hound chciał mieć dziecko ze mną.
Spojrzałam na niego w tych dżinsach i
tym podkoszulku z tymi tatuażami, i z jego zajebistymi włosami, i jego
niesamowitymi oczami, i tym wyglądem jego przystojnej twarzy, i po raz pierwszy
przez lata, kiedy byliśmy razem, kiedy nie byliśmy i przez ostatnie miesiące,
kiedy byliśmy razem w sposób, w jaki faktycznie byliśmy, dopiero wtedy poczułam
prawdziwą pełnię dekad miłości, którą mi dał.
To było przytłaczające.
I było to ekskluzywne.
Poza tym moi chłopcy odeszli. Na drodze
budowania własnego życia. Byli jedyną prawdziwą, długotrwałą radością w moim
życiu. Nadal ich miałam, ale miałam ich w taki sposób, że za nimi tęskniłam, bo
nie byli już moimi małymi chłopcami.
Mogłabym zrobić jeszcze jedno. Jeszcze
jednego chłopca z lazurowymi oczami i przystojną, wyrazistą twarzą, który za
każdym razem, gdy na niego bym patrzyła, przypominałby mi nie tylko, jak bardzo
go kocham, ale jak bardzo kocham jego tatę i miłość, którą mieliśmy do siebie,
która go stworzyła.
- On musi mieć twoje oczy - szepnęłam.
- Ona musi mieć twoje włosy.
O mój Boże.
Cholera.
O mój Boże.
Hound i ja mieliśmy zamiar zrobić sobie
dziecko.
- Zasada żadnego przeklinania w tym
domu, dopóki nie skończy trzydziestu trzech lat - powiedziałam, brzmiąc
chrapliwie.
- Przynieś tu swój tyłek - powiedział,
brzmiąc apodyktycznie.
- Nie możemy teraz zrobić dziecka -
powiedziałam, brzmiąc na spanikowaną - Najpierw musimy powiedzieć Chaosowi.
- Nie zrobimy tego teraz, Keekee -
powiedział, brzmiąc na rozbawionego - Musimy powiedzieć braciom, a potem musimy
się przeprowadzić do innego domu. Mówiąc to, będziemy ćwiczyć naprawdę dobrze,
więc kiedy przyjdzie czas, aby zrobić to z celem, będziemy to mieć ustalone.
- Myślę, że już to mamy ustalone, kochanie.
- Wciąż będziemy ćwiczyć.
O tak, będziemy.
Przeniosłam tam swój tyłek.
Hound mnie nie zaatakował.
Nie.
To, co zrobił Hound, to wyciągnął obie ręce,
złapał mnie za głowę, przyciągnął mnie do siebie, a następnie owinął oba ramion
wokół mojej głowy.
Przytulił mnie w ten sposób do swojej
piersi.
Nigdy w życiu nie byłam tak trzymana.
Było w tym coś przejmującego,
głębokiego.
Niesamowitego.
O tak.
Tak, tak, tak.
Mój facet chciał mieć ze mną dziecko.
Okrążyłam go ramionami i ścisnęłam
podkoszulek między jego łopatkami.
Kiedy staliśmy tak przez tak długi czas
i musieliśmy albo rzucić żart, albo wybuchnąć płaczem, podjęłam jedyną decyzję,
jaką mogłam podjąć.
- Dzięki za współpracę, kowboju, i
złożenie prania.
Opuścił twarz na czubek mojej głowy i
przytulił mnie mocniej.
- Chryste, kurwa, kocham cię.
Puściłam jego podkoszulkę i objęłam go
ramionami tak mocno, jak tylko mogłam.
- Jesteś pewna? - zapytał delikatnie
moje włosy.
Uśmiechnęłam się.
- Jestem pewna - odpowiedziałam mu
prawie niesłyszalnie, bo moja twarz była tam przyciśnięta.
- Zaczynamy wszystko od nowa? -
naciskał.
- Z tobą?
- Tak.
- Więc absolutnie.
Przytulił mnie mocniej.
Pozwoliłam mu, a kiedy zmartwiłam się,
że złamie mi nos, ścisnęłam go.
Nie puścił mnie, ale uwolnił część
nacisku, więc odwróciłam głowę i położyłam policzek na jego piersi.
Zobaczyłam jego wytatuowane ramię, jak
mnie otulało.
I miałam nadzieję, że nasza mała
dziewczynka będzie miała oczy swojego tatusia.
- Chłopaki pokochają młodszą
siostrzyczkę – mruknęłam.
- Musimy ujawnić się przed Chaosem –
powiedział.
Kurwa.
Miał rację.
Moje kobiece części działały, ale czas
biegł.
Nie wspominając o tym, że kiedy te dupki
kazałyby mojemu facetowi stanąć przed wyzwaniem, musiałby później wyleczyć się,
żebyśmy mogli uprawiać seks z sensem, a także musiałam mieć mnóstwo czasu, żeby
trzymać urazę do braci, zanim w końcu im bym wybaczyła i... Hound’owi.
- Więc, uh... ta szybka rzecz, bijemy
wszystkie rekordy, tak? – zażartowałam.
- To my, skarbie. Dzicy jak wiatr. Nie
da się powstrzymać tego gówna.
Miał rację.
Tak.
I tak czy inaczej...
Dlaczego mielibyśmy to powstrzymywać?
- Kocham cię, Shep.
Hound trzymał mnie blisko przez długi
czas.
A potem jęknął.
*****
Po tym, jak zabrałam go tam ustami, przesunęłam
czubek języka w górę od dołu jego kutasa i podniosłam wzrok na jego twarz, gdy
tylko dotknęłam krawędzi główki jego kutasa.
Jego głowa uniosła się z poduszek i
wymamrotał szorstko - Tutaj, mała. Chodź, usiądź mi na twarzy.
Poczułam przyjemny dreszcz, ale nie
podeszłam tam i nie usiadłam mu na twarzy.
Zrobiłabym to później.
Wtedy przesunęłam język na dół włóczni
wytatuowanej we włosach między jego nogami i pogłaskałam ją w górę, w górę, aż
do jego serca.
Położyłam tam brodę i znów zwróciłam na
niego wzrok.
Przesunął ramiona tak, że jego głowa
spoczywała na dłoniach, a jego uwaga była zwrócona na mnie.
- Masz w sobie krew Rdzennych Amerykan,
kowboju? - zapytałam cicho.
– Nie – odpowiedział, przyglądając mi
się uważnie.
- Zainteresowanie tą kulturą? -
ciągnęłam.
– Nie – powtórzył.
– Ja – szepnęłam.
– Tak – odszepnął.
Boże, tak, kochał mnie przez długi,
długi czas.
I teraz miałam to na wszystkie możliwe
sposoby i będę miała to na więcej sposobów, kiedy urodzi się nasze dziecko.
Ale najlepsze w tym wszystkim było to,
że w końcu mogłam to oddać.
Podniosłam się, przesuwając palcami po
włóczni, łuk i strzałę w górę, maczugę w dół.
- Keekee - zawołał łagodnie.
Odwróciłam wzrok w jego stronę.
– To było wcześniej, prawda? - zapytałam,
ale nie musiałam. Chciałam tylko usłyszeć, jak to mówi - Zanim Black umarł.
Przed wszystkim. Zawsze mnie kochałeś.
Jego duża dłoń wysunęła się zza głowy,
żeby móc objąć mój policzek.
Zawsze, Keely.
- Od penisa do serca – wyszeptałam.
Kciukiem rysował kółka na moim policzku
– Od penisa do mojego serca.
Uśmiechnęłam się do niego, żeby nie
przytłoczyć się jego urodą i nie zrobić czegoś zupełnie innego.
- Jestem taka szczęśliwa, że rozebrałam
się do naga w twoim salonie – zauważyłam żartobliwie.
- Myślę, że można śmiało powiedzieć, że nie
tak jak ja – odpowiedział i nie żartował.
Ja też nie żartowałam, kiedy odparłam - Nie.
Nie jestem pewna, czy można to śmiało powiedzieć.
Piękna ciemność zasnuła jego twarz,
zanim obie jego ręce znalazły się pod moimi ramionami i zaczął mnie ciągnąć w
górę klatki piersiowej i jeszcze wyżej.
Posadził mnie na swojej twarzy, ściągnął
mnie do swoich ust, a ja złapałam dłońmi za wezgłowie łóżka, gdy moja głowa
opadła do tyłu, gdy ruszył na mnie.
Zabrał mnie tam, wpychając mi dwa mokre
palce w tyłek, zjadając mnie i pieprząc. Gdy już doszłam, a on delikatnie
wsunął usta między moje nogi, zsunął mnie z powrotem w dół swojego ciała i
przesunął się tylko po to, by sięgnąć do kołdry i naciągnąć ją na nas.
Opadłam na niego, a on objął mnie
ramionami.
- Chcesz wziąć kąpiel z pianą? -
zapytałam, mrucząc w jego szyję.
- Wsadzisz mi tyłek do tej wanny tylko
wtedy, gdy będę nieprzytomny - mruknął w odpowiedzi.
Uśmiechnęłam się w jego szyję.
- Więc motocykliści nie biorą kąpieli z
pianą - zauważyłam.
- Ten motocyklista nie - odpowiedział.
- Mhm - zanuciłam.
- Zbliżają się urodziny Jaga -
przypomniał mi - Masz na to jakieś plany?
- Zawsze prosi o mój antrykot i pieczone
dwa razy ziemniaki z moim marchewkowym ciastem. Ale poproszę tylko dla
potwierdzenia.
- Zapomniałem o twoim antrykocie -
mruknął.
A ja zapomniałam do tego momentu, że bywało,
że Hound zasiadał przy moim stole na kolacji, bo zdarzało się, że od czasu do
czasu był u mnie w domu, coś robiąc albo był u chłopaków. Prosiłam go, żeby
zostawał na kolacji i tak też robił. Ale za każdym razem, kiedy były urodziny
moich chłopaków, on zasiadał przy moim stole.
Bywali tam także różni mężczyźni Chaosu,
ze swoimi starszymi paniami lub bez, w zależności od tego, co myśleli o swoich
starszych paniach.
Ale Hound zawsze tam był.
I wtedy zdałam sobie sprawę, jak wiele mieliśmy
wspólnej historii i jak cenne było to wszystko.
Byłam w różnych radosnych blaskach, w
tym w takich, który dała mi ta świadomość, kiedy Hound dał mi kolejne.
- Mówię tylko, że składam stałe
zamówienie na to w moje urodziny.
Miałam zamiar rozpieszczać Hounda w jego
urodziny.
Nie mogłam się doczekać.
Przytuliłam się do niego mocniej - Mogę
to zrobić.
Uścisnął mnie.
Zaczynałam robić się senna, ale zanim
odpłynęłam, powiedziałam cicho w jego szyję - Wkrótce powiemy braciom.
- Tak.
- Najpierw porozmawiaj z chłopakami. Daj
im znać, że ujawniamy się. Zmierz im puls w związku z możliwością, że sprzedamy
dom - ciągnęłam.
- Racja.
- Zobaczymy, jak pójdzie ta rozmowa, ale
może być za wcześnie, aby wspomnieć o tym, że zamierzamy powiększyć rodzinę -
powiedziałam.
- Zgadzam się - odpowiedział.
- Chcesz się pobrać? - zapytałam, a jego
ramiona zadrżały wokół mnie.
Miałam już odpowiedź, ale on i tak
powiedział - Tak. Ty?
Skinęłam głową, a moja głowa i włosy
przesunęły się na jego ramię i klatkę piersiową, ale wyraziłam to słowami - Całkowicie.
Jego ramiona znów zadrżały, ale tym
razem pozostały napięte.
- W razie gdybyś nie zrozumiał, powiem
to - zaczęłam - Dzięki za poskładanie i wyniesienie prania.
- Nie musisz mi dziękować za zrobienie
czegoś, co przyczynia się do naszego życia.
Czy on mówił serio?
Przytuliłam się jeszcze bardziej.
Mówił serio. Każdy cal jego.
Ręce Hounda rozluźniły się, ale nie aż
tak bardzo, tylko po to, by móc przesunąć koniuszkami palców po moich bokach.
Poczułam, jak rozluźniał się pode mną i
zrobiłam to samo na nim.
Oboje byliśmy bliscy zaśnięcia, gdy
wymamrotałam - Nie mogę się doczekać, żeby znaleźć się z tyłu twojego motocykla,
kowboju.
Jego ramiona znów się zacisnęły.
- Ja też, mała – wyszeptał. – Ja też.
Uśmiechnęłam się do jego skóry.
I leżąc na moim staruszku, szczęśliwa,
nasycona, zakochana i mająca tyle do zaoferowania w życiu, że to nie było
śmieszne, zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz