poniedziałek, 23 grudnia 2024

12 - Egzekutor

 

ROZDZIAŁ 12

Egzekutor

Keely

 

Obecnie…

Stałam przed drzwiami Hound’a i ponownie sprawdzałam swój telefon.

Trzy wiadomości ode mnie.

Już jadę.

Na dół, Słonko.

Jestem. Wszystko okej?

Na żadną nie odpowiedział.

Poszłam na górę, wiedząc, że będzie o to na mnie wkurzony, i zapukałam do jego drzwi.

W środku nie było ani dźwięku. Żadnego ruchu.

Podeszłam do drzwi Jean, zapukałam i usłyszałam to samo.

Nie napawało mnie to dobrym samopoczuciem, bo jego motocykl był na zewnątrz, podobnie jak jego pickup, a w tej chwili mógł nie być u siebie, ale byłby u Jean.

Pomyślałam o wysłaniu wiadomości do Boza, dowiedzeniu się, czy z jakiegoś strasznego powodu Hound nie potrzebował jego samochodu dla Jean, a przez to, że byłam w pracy, nie przeszkadzał mi.

Albo dlatego, że cokolwiek się z nim wydarzyło wczoraj w nocy, między nami nie układało się najlepiej.

Nie byłam idiotką. Wiedziałam, że zareagował na to, że dotykałam imię Blacka na jego ciele.

Ale nie dał mi szansy, żebym dokończyła to, co robiłam.

Nie dał mi potem szansy na wyjaśnienia.

I zrobił się tak cholernie zimny i odległy, że spanikowałam, zamarłam, nie naciskałam.

Ale nie stracił rozumu, nie wyrzucił mnie z łóżka, nie nakrzyczał na mnie.

Przytulił mnie mocno. Pozwolił mi spleść moje palce ze swoimi.

Mógł być odległy i dziwny tego ranka, ale pocałował mnie przy moim samochodzie i jak zwykle patrzył, jak odjeżdżam.

Więc powiedziałam sobie, że wszystko będzie dobrze. Powiedziałam sobie, że może zrozumiał, co robiłam z jego tatuażami. Powiedziałam sobie, że może on też tam zmierzał. Gdzie go prowadziłam. Gdzie potrzebowałam, żeby stanął do walki z bractwem, żebym mogła go mieć, on mógł mieć mnie, moglibyśmy mieć Chaos i wszystko byłoby takie, jakie powinno być.

Odsuwał się. Wiedziałam, że czuł, że zdradza Blacka. Wiedziałam, że czuł to głęboko w sobie. Wiedziałam, że myślał o tym, że jego bracia stracą rozumy, jeśli dowiedzą się, co się dzieje, czego oboje chcemy, jak daleko to zaszło i jak szybko, i czym, na końcu, musiało się to stać.

Hound i Keely.

To było to, co musiało się stać.

Koniec Blacka i Keely był lata temu.

Więc przedtem musieliśmy być solidni. Musieliśmy być jednością. Musieliśmy być drużyną.

I to właśnie postanowiłam zrobić.

Nie ułatwiał mi tego. Ale byłam na to gotowa i zamierzałam zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby to doprowadzić do końca.

W przeciwieństwie do Hound’a nie martwiłam się o moich chłopców. Dutch, jak wiedziałam, pamiętał swojego tatę i tęsknił za nim, nawet jeśli stracił go młodo.

Mimo to, jedynym ojcem, jakiego kiedykolwiek naprawdę miał, był Hound. On to czuł. On by zrozumiał. I gdybym miała zgadywać, to obstawiałabym, że nie tylko nie byłby zszokowany, że Hound i ja byliśmy razem, ale byłby też cholernie szczęśliwy.

Jagger był, niestety (to wszystko moja wina, ale nie czułam się z tego powodu aż tak źle), maminsynkiem. Nadal był twardzielem w trakcie rozwoju, biorąc pod uwagę krew Grahama i wychowanie Hound’a i Chaosu.

Ale kochał Hound’a jako jedynego ojca, jakiego znał.

Na początku mógł mieć z tym problem, ale opamięta się.

To Chaos był najtrudniejszym orzechem do zgryzienia.

Byli mi winni i płacili w sposób, który ich zdaniem coś znaczył.

Ale ja chciałam tak.

To było coś, co znaczyło dla mnie wszystko.

I nie tylko dlatego mieli mi to dać.

Ale dla Hound’a, który oddał całą duszę temu Klubowi.

To był najważniejszy powód, dla którego mieli mi to dać.

Ponieważ mieli to dać jemu.

Zanim spróbowałam z Bozem i może otworzyłabym pokrywę czegoś, żeby zastanowił się, dlaczego pytałam lub dlaczego Hound pożyczał jego samochód, najpierw spróbowałam klamki.

Nie spodziewałam się, że się otworzy. Teraz, gdy miał rzeczy, które dla niego wybrałam, Hound zamykał drzwi na klucz, nawet gdy schodził, żeby mnie wsadzić do samochodu. Ale minimalne naciśnięcie, jakie wywarłam na drzwi, spodziewając się, że się nie otworzą, sprawiło, że się otworzyły.

Wpatrywałam się w nie, a zimno wdzierało mi się do żył.

Nigdy nie zostawiłby drzwi otwartych, jeśli by go tam nie było.

A jeśli by tam był, otworzyłby, gdy zapukałam.

Gdyby tam był, zszedłby i mnie zabrał z samochodu.

Gdy straszne myśli przelatywały mi przez głowę, nie myślałam.

Pchnęłam drzwi i weszłam do ciemnego pokoju.

Zobaczyłam go od razu, na jego narożniku, zwróconego twarzą do drzwi, z nogami na stoliku kawowym, który dla niego wybrałam, siedzącego swobodnie w ciemności.

Siedział tam?

Czy robił coś innego?

Musiałam wybrać siedzenie.

Więc dlaczego siedział cicho, sam w ciemności i nawet nie zawołał, gdy zapukałam do jego drzwi?

- Hound? – zawołałam ostrożnie, z gulą w gardle.

- Racja - zabrzmiał jego głęboki głos, przebijający się przez pokój jak grzmot - Nasza rozmowa.

Stałam nieruchomo w jego otwartych drzwiach.

- Bawiłaś się moim kutasem – stwierdził rzeczowo, jakby czytał instrukcję do czegoś - Miałaś swoje orgazmy. Jeździłaś na tym dzikim wietrze, Keely. Za każdym razem robiłaś to naprawdę dobrze, gdy robiłaś to na mnie. Dziękuję za to. Teraz skończyliśmy.

O Boże.

Zupełnie, zupełnie nie zrozumiał, co robiłam z jego tatuażem.

- Shep…

- Nazwij mnie tak jeszcze raz, to rozerwę ci gardło – warknął.

Zrobiłam się sztywna jak marmur nagrobka mojego zmarłego męża.

- Teraz odwróć się i wypierdalaj z mojej przestrzeni – rozkazał - A jeśli to nie jest jasne, Keely, to znaczy teraz i nie wracaj. Chcesz swoich czeków, użyj innego brata. Skończyłaś z wykorzystywaniem mnie.

O tak.

Kurwa, tak.

Zupełnie nie zrozumiał, co robiłam z jego tatuażem.

- Wykorzystywaniem ciebie? – wydusiłam z siebie przez zamknięte gardło.

- Żeby dostać twoje biker-pieprzenie – wyjaśnił.

- Nie o to chodziło – powiedziałam szybko.

- Gówno prawda – wyrzucił z siebie, a zanim zdążyłam powiedzieć więcej, jego cień pochylił się lekko do przodu i zaczął warczeć - Teraz powiem to tylko raz jeszcze. Wypierdalaj stąd.

- Hound…

Podniósł nogi, szybko jak mrugnięcie, a ja zrobiłam krok do tyłu, szykując się do ucieczki, gdy ryknął - Wypierdalaj stąd!

Wtedy mnie to uderzyło, panika przebiegła przez mój system, a była kolczasta, rozdzierająca moje wnętrzności.

Było po szóstej.

Ale nie było po ósmej.

- Czemu nie jesteś u Jean? - zapytałam.

- Wynoś się - warknął, a jego ton, choć nie do uwierzenia, pogarszał się.

Ta panika zaczęła odrzucać wielkie kawałki mnie.

- Czemu nie jesteś u Jean? - powtórzyłam.

- Nie ma tu wygranej, suko. Rozegrałaś swoje. Zdobyłaś swój łup. Pula skończona. Czas uciąć to i uciekać.

- Ja…

- Kobieto, nie mam do tego cierpliwości.

On może nie.

Ale nie mogłam się poddać.

Nie teraz.

Zwłaszcza teraz.

Dlaczego nie był u Jean?

- Myślę, że mamy wiele do omówienia - powiedziałam mu.

- Czas, kiedy mogłaś mnie namówić na kutasa, żebyś mogła pobawić się moim, minął, Keely.

- Naprawdę, Hound, na Boga, są rzeczy do powiedzenia. Zaczynając od tego, dlaczego nie jesteś u Jean.

Wtedy właśnie do mnie podszedł.

A sposób, w jaki to zrobił, uczucie, które od niego emanowało i grzmiało we mnie, sprawiły, że chciałam zrobić to, co powiedział.

Uciekać.

Ale to był Hound.

Był mój.

A ja spędziłam dwa miesiące, udowadniając, że byłam jego.

Gdyby wziął cholerny oddech i zwrócił uwagę, wiedziałby o tym, uspokoiłby się i mnie posłuchał.

Więc stałam twardo przy swoim.

To był błąd.

Wiedziałam to, kiedy przyłożył dłoń do mojej klatki piersiowej, dłoń, która uderzyła mną tak mocno o ścianę, że moja czaszka uderzyła o nią z puknięciem.

A potem zgarnął w pięść moje włosy z tyłu i musiałam zużyć energię, której nie miałam, żeby nie krzyczeć z bólu, kiedy użył tego, żeby szarpnąć moją głowę do tyłu.

W końcu zobaczyłam niektóre jego rysy wyraźniej, gdy oświetliło je słabe światło z korytarza sączące się przez drzwi, gdy przysunął swoją twarz w moją.

Wtedy wiedziałam.

Wtedy moje serce się rozdarło. Nawet nie musiał mi tego mówić.

Ale to zrobił.

- Jean umarła we śnie wczoraj w nocy – warknął.

- Teraz, na wypadek gdybyś nie przyjęła tego do swojej głupiej, pieprzonej - znów pociągnął mnie za włosy i nie udało mi się powstrzymać skrzywienia, ale był tak pogrążony w żalu i wściekłości, że tego nie zauważył lub nie obchodziło go to - ... głowy, to nie był kutas Blacka, którego ssałaś. To nie był kutas Blacka, którego pieprzyłaś. To nie był kutas Blacka, którego błagałaś, żeby wepchnąć ci w tyłek. To był mój. A ja skończyłem. A kiedy facet taki jak ja mówi, że skończył być wykorzystywany przez jakąś rozmytą, wyblakłą, zmęczoną, starą cipę biker groupie, suko, on... skończył.

Wtedy męka rozdarła mi skórę głowy, gdy szarpnął mnie za włosy na bok, ale nie wyrzucił mnie ze swojego domu.

Zostawił mnie w nim, wyszedł przez swoje drzwi, zostawiając je otwarte, znikając na korytarzu.

Stałam tam długo.

Wystarczająco długo, by usłyszeć oddalający się ryk jego motocykla.

*****

Wjechałam do garażu, czując się jak funkcjonująca otwarta rana.

To pewnie dlatego coś, co było niczym ostrze brzytwy, które przecinało mnie przez tygodnie, miesiące, lata, ale ponieważ takie gówno miało swój sposób bycia, stało się częścią krajobrazu, po raz pierwszy od tamtej wizyty, kiedy powiedziałam mężowi, że ruszam dalej, zobaczyłam jego motocykl pod pokrowcem.

Wyłączyłam zapłon i siedziałam w samochodzie, odwróciłam głowę i wpatrywałam się w niego.

Obaj chłopcy mieli samochody, a Dutch miał teraz również motocykl. Obaj parkowali też na podjeździe w rzędzie za drzwiami, które prowadziły do motocykla ich ojca. Kłócili się i narzekali na siebie, kto wjedzie pierwszy, bo żaden z nich nie chciał być zagrodzony, kiedy byliby gotowi do startu, a ja ustanowiłam prawo, że żaden z nich mnie nie zagrodzi.

Tak jak ich ojciec.

I tak jak ich nie-biologiczny ojciec.

Wysiadłam z samochodu, poszłam prosto do motocykla Blacka i zerwałam pokrowiec, odrzucając go na bok.

Miał cholernie gorący motocykl.

I mój facet na tym motocyklu…

Boże.

Zawsze, za każdym razem, przez cały ten czas, byłam mokra w chwili, gdy widziałam go na motocyklu.

Powiedziałam mu, że to mi się przydarzyło, jakieś dwa tygodnie po tym, jak zaczęliśmy się spotykać.

Jakieś pięć minut później pieprzyliśmy się na tym motocyklu.

To był nasz pierwszy raz na jego motocyklu, ale nie ostatni.

Nie powiedziałam tego chłopakom.

Tej pieprzonej, okropnej nocy wziął pickupa, żeby kupić pizzę, z oczywistych powodów.

Więc to mój facet wstawił tu ten motocykl.

Ja założyłam pokrowiec.

Ale poza tym motocykl nigdy nie był dotykany.

Nigdy nie był ruszany.

Był tam, gdzie Black go postawił.

I teraz to gówno musiało się skończyć.

Nie założyłam pokrowca, wyszłam tylnymi drzwiami z garażu, przeszłam ścieżką, która prowadziła wzdłuż tyłu domu i weszłam po schodach do tylnych drzwi do mojego domu. Próbowałam nie pamiętać dnia sprzed lat, kiedy wystawiłam głowę przez te drzwi podczas ogromnej śnieżycy, kiedy Hound stał na chodniku w miejscu między wolnostojącym garażem a domem i wpatrywał się w cienką linię przestrzeni między nimi. Nie udało mi się tego nie pamiętać i zamarłam, wpatrując się w swoją dłoń na klamce drzwi przeciwsztormowych.

- Hound! Tutaj jest pół zamieci! Zła połowa! - krzyknęłam - Co ty, do cholery, robisz?

Miał na sobie swoją kurtkę Chaosu, jak zawsze. Czarna skórzana kurtka zniszczona od użytkowania, naszywka z insygniami Chaosu przyszytymi do pleców, małe prostokątne naszywki przyszyte tam, gdzie powinna być kieszeń na piersi, na jednej było napisane Hound, na tej pod nią Egzekutor.

Kurtka Hound’a nadal miała naszywkę Egzekutor. Ale wtedy Tack miał naszywkę z napisem Prezydent (i nadal ją miał), Dogs miał naszywkę VP, Brick miał naszywkę Sierżant w Armii, pod którą była kolejna z napisem Kapitan Drogi. Kurtka Hopa miała napis Tylny Strzelec.

Był Sekretarz i Skarbnik, których w czasie śnieżycy już nie znałam (i nadal nie znałam, chociaż wiedziałam, że teraz Hop był VP, a zięć Tacka, Shy, Sierżantem). Pozostali byli członkami lub kandydatami (mimo że Chaos werbalnie nazywał ich „rekrutami”, ponieważ założyciele nie tylko byli byłymi wojskowymi, co wydawało się naturalne, ale także mieli ochotę sprzeciwić się tradycjom MC — nie bez powodu nazwali swój klub „Chaos”).

Wiedziałam, że po tym, jak Tack przejął klub i oczyścił go, Big Petey dostał naszywkę z napisem „Kapelan”.

- Za tą ścianą jest twoja pralnia! - krzyknął.

Wiedziałam o tym. On o tym wiedział. Po prostu nie wiedziałam, dlaczego krzyczał to w czasie śnieżycy.

- Tak! - krzyknęłam.

- Musimy dołączyć twój garaż! - krzyknął - Zabiorę chłopaków, żeby się tym zajęli.

Ostatecznie nigdy tego nie zrobił, głównie dlatego, że wpadłam w szał na myśl o grupie motocyklistów wybijających dziurę w mojej ścianie, żeby przymocować mój garaż do domu. Aby upewnić się, że tak się nie stanie, porozmawiałam z Dogiem, który był jednym z tych bardziej zrównoważonych (choć nie jeśli chodziło o mnie, ale ogólnie był bardziej zrównoważony) i przekonałam go, że dopilnuję tego w ramach całej pracy, którą wykonywałam, poświęcając się zapewnieniu moim chłopcom domu, który Graham i ja obiecaliśmy sobie, że dla nich stworzymy.

Nigdy tego nie zrobiłam.

Ale wtedy przypomniałam sobie, że Hound stał na zewnątrz w śniegu, wpatrując się w tę przestrzeń, i wtedy wiedziałam (ale to zakopałam), tak jak teraz wiem, że nie lubił, gdy chodziłam w śniegu.

Wtedy mogły pojawić się łzy.

Nie pojawiły się.

Miałam coś do zrobienia.

A tym czymś było otwarcie drzwi, wejście do środka i zdjęcie szalika z szyi. Rzucenie go, torebki i kurtki na kuchenny stół. Wbiegnięcie po schodach.

I, po zapaleniu światła przy łóżku, udanie się prosto do szafy.

Na początku, jako formę samo tortury, wieszałam ją na haczyku z tyłu drzwi szafy, więc za każdym razem, gdy je otwierałam, była tuż obok, zapach skóry, odrobina mojego mężczyzny machająca do mnie.

W końcu rozebrałam naszą sypialnię, by przywłaszczyć sobie inny pokój  - Aby dać ci sypialnię twoich marzeń, mała – powiedział Black - Aby zbudować sypialnię, dużą garderobę i zajebistą łazienkę dla królowej motocyklistów, którą jesteś.

Zanim robotnicy zaczęli burzyć ściany, ostrożnie ją złożyłam, włożyłam do płaskiej plastikowej skrzynki i bezpiecznie schowałam.

Teraz znalazłam tę skrzynkę w wielkiej szafie, którą musiałam sobie dać, wyjęłam ją, przeniosłam z nią do łóżka i odłożyłam.

Wpełzłam na środek, wciągnęłam pudełko głębiej do łóżka i usiadłam tam, ze skrzyżowanymi nogami, gapiąc się na nie.

Zajęło to chwilę, ale w końcu podniosłam pokrywę.

Włożyłam ją, nie tak jak zrobiłby to brat, plecami - i insygniami Chaosu - do góry.

Włożyłam ją tak, jak zrobiłaby to starsza pani.

Przodem do góry, z naszywką z napisem Black, tą pod spodem z napisem Sekretarz i tą poniżej z napisem Kapitan Drogi.

Kurtka Grahama.

Minęła chwila, zanim mogłam wyciągnąć rękę i dotknąć czubkami palców Blacka.

I tak jak było zawsze, jak zawsze będzie, nawet gdybym wygrała Hound’a, mrowienie miłości i wspomnień, śmiechu i straty przebiegło przez moje palce, w górę mojego ramienia, przez moją klatkę piersiową i prosto do mojego serca.

Wyczyścili to.

Albo Tack dał to Boz’owi, żeby Bev mogła to zrobić.

Prawdopodobnie zapłacił fortunę za czyszczenie tej skóry.

I nienawidziłam ich za to. Wszystkich, nawet Bev.

Wyzywałam i krzyczałam, a nawet rzuciłam się na Tacka z odsłoniętymi paznokciami (nic dziwnego, że to Hound mnie odciągnął), kiedy zdjęli jego kurtkę i ją oczyścili.

Ale była pokryta jego krwią.

Chciałam tej krwi i jego zapachu. Nawet jeśli był tam jeden z jego cholernych włosów, chciałam go.

Oczyścili to, zabierając mi to wszystko.

Wraz z brata chowano kurtkę Chaosu.

Nie zgodziłam się na to.

A Chaos pozwolił mi odmówić.

Teraz wiedziałam dlaczego.

Prawdopodobnie wiedzieli to wcześniej.

Ponieważ nadszedł czas, że dam to jednemu z moich chłopców, a kiedy to zrobię, musiało być tak, jak było, bez krwi ich ojca wbitej w skórę i nici łatek, które znaczyły dla niego wszystko.

Absolutnie wszystko.

I ten czas nadszedł teraz.

Zebrałam kurtkę mojego męża, nałożyłam pokrywkę na pudełko, chwyciłam je i zeszłam do kuchni.

Odsunęłam rzeczy, które tam rzuciłam, położyłam kurtkę na stole, ostrożnie ją rozkładając, a następnie wyniosłam pudełko do kosza i wyrzuciłam je.

Dopiero gdy byłam z powrotem w środku, zamknęłam się szczelnie, wróciłam do swojego pokoju, zgasiłam światło, położyłam się w łóżku i wpatrywałam się w ciemny sufit.

Jean Gruenberg zmarła wczoraj w nocy.

I Hound już ze mną skończył.

Pierwsza fala przyszła jak czkawka.

Druga sprawiła, że ​​brzmiałam, jakbym się dusiła.

Więc odwróciłam się na bok, gdy szlochy mnie przytłoczyły.

*****

Tylne drzwi otworzyły się następnego ranka, kiedy byłam przy kuchence.

– Hej, mamo – zawołał Jagger.

Nie spojrzałam na niego.

Za chwilę mnie zobaczy. Zobaczy moją twarz i dowie się, że nie spałam. Dowie się, że płakałam. Dowie się, że ból był na powierzchni.

Zważywszy na to, co zaplanowałam, pomyliłby powód. Albo niezupełnie. Po prostu to, co pomyśli, było tylko częścią powodu.

Ale to było w porządku. Tak miało być. Nigdy się nie dowie, a ja mu nigdy nie powiem. Hound na pewno nie.

To już było skończone.

Koniec.

Teraz wiedziałam, dlaczego nie przebił się przez uczucia zdrady i obawy o to, co zrobią jego bracia, żeby zacząć, naprawdę zacząć, żeby zacząć budować ze mną przyszłość.

Teraz wiedziałam, że uważał mnie za tak smutną, tak żałosną, tak samolubną, że przyszłam, żeby się wyżyć, wykorzystując go.

Wykorzystując go.

Więc tak.

To było skończone.

Koniec.

Mogłam mu wybaczyć wszystko.

Nawet sposób, w jaki położył na mnie ręce, te okropne słowa, które rzucił w moją stronę, wiedząc, że stracił Jean, wiedząc, jak można atakować ludzi, którzy byli dla ciebie ważni, gdy jesteś ranny, wiedząc to wszystko, mogłabym wybaczyć.

Ale użył Blacka przeciwko mnie, myśląc, że stawiam Blacka między nas, myśląc, że kiedykolwiek zrobię to, co myślał, że zrobiłam jemu, Hound’owi, do cholery, komukolwiek, ale szczególnie nie jemu, nie zrobiłabym tego.

Nigdy.

Początek i koniec Keely Black i Shepherda Ironside przeniosły się zaledwie kilka stóp dalej korytarzem, ale poza tym były całkowicie ograniczone do gównianego mieszkania w złej części miasta.

Tam, gdzie powinny być.

Właśnie wtedy, w mojej kuchni, musiałam się pozbierać, żeby zrobić to, co robiłam.

Wiedziałam, kiedy Jag to zobaczył. Poczułam to w powietrzu.

– Mamo? - zawołał.

Odwróciłam się.

Spojrzał na moją twarz i zbladł.

– Zostaniesz Chaosem, prawda? - zapytałam.

Jego wzrok wędrował od kurtki ojca do mnie, tam i z powrotem.

Boże.

Przez lata zastanawiałam się nad odpowiedzią, czy Bóg mnie kochał, czy nienawidził, dając moim chłopcom tyle z ich ojca.

Nie wyglądali dokładnie jak on.

Ale obaj mieli jego głos. Identyczny. Czasami nie wiedziałam, który jest który, albo nawet w moich najśmielszych chwilach myślałam, że to Graham wołał zza grobu, kiedy jeden z nich do mnie zawołał.

Obaj mieli też jego maniery, chód, długie nogi, jego doskonały tyłek (mogłam tak myśleć, nawet jako ich matka), jego szerokie ramiona.

Obaj mieli jego włosy: ciemne i falowane. Nie moje: ciemne i gładkie.

I obaj mieli jego szczękę: mocną i kwadratową.

Jag miał oczy jak ja, zarówno w ustawieniu twarzy, jak i ich kształt.

Oczy Dutcha były osadzone głębiej, zakryte brwiami, jak u jego ojca.

Miałam brązową skórę, którą odziedziczył Dutch.

Graham miał oliwkową skórę, którą odziedziczył Jag.

Dutch odziedziczył nos po ojcu: silny, wąski i idealnie proporcjonalny.

Jag odziedziczył mój nos: męski, prosty wzdłuż grzbietu, lekko zadarty na końcu, rozszerzający się przy nozdrzach.

Byli pięknymi chłopcami, którzy stali się przystojnymi dzieciakami, którzy wyrośli na powalających mężczyzn.

Dutch był czujny, odpowiedzialny, trzeźwy i cichy.

Jag był kochający zabawę, drażniący, lekkomyślny i głośny.

Graham cudownie potrafił być tym wszystkim.

A ponieważ nim był, ja byłam wolna, by po prostu być jak Jag.

Aż nie byłam.

Kochali i opiekowali się swoją matką bardziej, niż powinni, zwłaszcza w ich wieku. Nawet Jagger, który robił to, wymyślając wymówkę, by przychodzić do mną na śniadanie prawie każdego ranka, kiedy mógł wpaść do baru szybkiej obsługi i kupić jajko i kiełbaskę Croissan’wich.

Ostatnio zachęcałam ich, by żyli swoim życiem i nie spędzali tyle czasu martwiąc się o mnie.

To było kłamstwo, by dać mi czas na bycie z Hound’em.

To kłamstwo było już przedawnione, ale nie zamierzałam wracać.

Musieli żyć swoim życiem.

Płonąć jasno.

Rozerwać to.

– Wszystko w porządku, mamo? - Jag zapytał ostrożnie.

– Zamierzasz dołączyć do Klubu swojego ojca? - zadałam to samo pytanie w inny sposób.

Jego oczy przesunęły się w stronę kurtki, a tęsknota na moment uderzyła w jego przystojne rysy.

Ale nawet w tej chwili poczułam, jak to cięcie przeszywa mój brzuch, rozdzierając ból, jakby to był pierwszy raz, nie jeden z niezliczonych, przeciął mnie, że mój mały chłopiec nigdy tak naprawdę nie znał swojego ojca.

Spojrzał mi w oczy.

- Tak - powiedział mi.

- Kiedy się urodziliście, obaj, on był u mojego boku. Kiedy się urodziliście i przecięli pępowinę, nie pozwolił im mi was podać. Nie pozwolił nawet, żeby owinęli was kocem. Zdarł koszulę i trzymał was, ciało przy ciele, przy swojej piersi. To było pierwsze, co zobaczyłam przy was obu. Przytrzymani przy ciele waszego ojca, oblepieni i ryczący, ciasno i bezpiecznie w jego ramionach.

Patrzyłam, jak mój chłopiec przełyka.

Zrobiłam to samo.

Potem trzymałam go.

- Jeden z was dostanie kurtkę – oznajmiłam - Jeden z was dostanie jego motocykl. Zdecydujcie między sobą, kto dostanie które. Wiesz o tym, ale powiem ci, że nie są sobie równe. Naszywka znaczy wszystko. Ten, kto ją dostanie, nie może jej nosić, dopóki na nią nie zasłuży. Ale powiem ci coś, czego nie wiesz. Ten motocykl był jego przedłużeniem. Był symbolem mężczyzny, jakim był. Był symbolem życia, jakie wiódł. Mógł mieć kobiety przede mną, ale nigdy nie umieścił ani jednego kobiecego tyłka na tylnej części tego motocykla, dopóki mnie nie poznał. Powiedział mi to. Potwierdzili to jego bracia. I wierzę w to całą duszą. Więc ten motocykl jest również symbolem jego i mnie. Uwielbiał go. Był z niego dumny. Więc to, co mówię, to że żaden z was nie dostanie ostatecznej części umowy. Teraz zadzwoń do brata i podejmijcie decyzję. Ale zanim którykolwiek z was dostanie którąkolwiek część swojego taty, przyjdźcie do mnie i powiedzcie mi, kto co dostanie. Chcę się pożegnać z obydwoma, zanim je wypuszczę.

Jego twarz stała się słodka.

Słodka i czuła.

Mój mały chłopiec.

- Nie musisz ich puszczać, mamo.

- Tak, muszę - odpowiedziałam szybko, zanim uznałam coś bardzo złego: że miał rację - Wasz ojciec chciałby, żebyście je mieli. Więc je będziecie mieli.

Jag skinął głową, nie odrywając ode mnie wzroku.

- Komu dałby co?

Gdyby żył, dałby Dutchowi swoją kurtkę, a Jagowi swój motocykl.

Gdyby wiedział, że umrze, kiedy umrze, dałby Dutchowi swój motocykl, bo Dutch dostał więcej od niego, a Jagowi dałby kurtkę, bo niczego nie dostał.

Ale go tam nie było.

Więc oni mieli podjąć tę decyzję.

- Nie powiem. Wy, chłopcy, decydujecie. I to wszystko, co mam do powiedzenia na ten temat. Teraz usiądź, muszę iść do pracy, więc muszę cię nakarmić.

- Dobra, mamo - powiedział łagodnie, od razu odpuszczając, bo wiedział, że tego potrzebuję, ale nadal mnie obserwując.

Odwróciłam się z powrotem do kuchenki.

Co robił Hound bez Jean, którą musiał się zająć?

Poczułam łzy w oczach, a jednocześnie miałam ochotę wsiąść do samochodu, pojechać do Hound’a i skopać mu tyłek, nawet jeśli musiałabym to zrobić werbalnie.

Przez dwa miesiące trzymał ją ode mnie z daleka. Dostałam weekend.

A teraz jej nie było.

To była całkowicie samolubna myśl.

Ale żeby przetrwać śniadanie z moim synem drugiego dnia, który nadszedł, gdy Jean Gruenberg nie istniał na tej ziemi, a drugi mężczyzna, którego kochałam w swoim życiu, został mi odebrany, trzymałam się tego.

Wszystkim, co miałam.

*****

Dostałam tę wiadomość od Bev.

Dostała ją od Tyry, która nie miała pojęcia, że coś takiego się wydarzyło i która, jak powiedziała mi Bev, musiała się napracować, aby dostać to od Tacka, który wyciągnął to z Hound’a.

Ale Tack to zdobył.

Więc następnego ranka poszłam na cmentarz ubrana w prostą czarną sukienkę, mój czarny wełniany płaszcz i tak skromne, jak tylko mogłam, czarne buty (moje miały szpilki i były szalenie seksowne, ale nie miałam czasu na zakupy ), włosy miałam związane w kucyk na karku, minimalny makijaż, bez biżuterii.

Sprawdziłam na stronie internetowej, jak Jean chciałaby zostać pochowana i ubrałam się odpowiednio.

I tak właśnie podeszłam do dość skromnych żałobników otaczających niewykończoną drewnianą trumnę, która mogłaby mnie zaniepokoić, gdybym nie przeczytała tej strony internetowej.

Hound postąpił z nią właściwie.

Hound zapewnił jej żydowski pochówek, jakiego by chciała.

Zastanawiałam się, czy o tym rozmawiali, ale wątpiłam, żeby tak było. Nie mógł myśleć o jej końcu.

Dopóki nie miał wyboru.

Zastanawiałam się również, co stanie się z jej mezuzą, którą tak ceniła.

I miałam nadzieję, że Hound zapyta jej rabina, czy może przenieść ją na nadproże Hound’a.

Bo właśnie tam by tego chciała.

Nie było dla mnie szokujące, że nieliczni siedzący na skąpych miejscach nie wydawali się zbytnio reagować na to, co uczyniło kongregację Jean Gruenberg „prawie” częścią prawie-skąpą.

To była ściana motocyklistów w kurtkach Chaosu, którzy stali za plecami Hound’a (który stał na czele trumny).

Ci inni wiedzieli, że Hound był jej.

Jedynymi ludźmi stojącymi blisko niego, tuż za jego plecami, byli moi chłopcy.

Obaj spojrzeli na mnie, gdy się zbliżyłam. Jag obdarzył mnie małym, smutnym uśmiechem. Dutch uważnie mi się przyglądał.

Obu ich obdarzyłam swoim małym, smutnym uśmiechem, a następnie zwróciłam uwagę na Hound’a.

Spojrzał na mnie tylko, gdy przybyłam.

Wchłonęłam go.

- Gdyby nie ty, to byłby on – zażartowałam do Blacka dawno temu, po tym jak pierwszy raz zobaczyłam Hound’a, wtedy rekruta.

- Zamknij się – odpowiedział Black, a w jego bogatym głosie słychać było rozbawienie, bo nie miał problemu z tym, co wychodziło z moich ust, wiedząc, że mnie miał.

- Jest przystojny – powiedziałam.

- Jest podrywaczem – powiedział Black.

- Ty też byłeś – przypomniałam mu.

Zacisnął dłoń na moim tyłku, dostępnym dla niego, bo leżałam na nim na kanapie w Kompleksie - Aż do ciebie.

To było bardzo prawdziwe.

Starałam się nie być zadufana, ale było to trudne.

Black uśmiechnął się do mnie.

- Wciąż jest kimś - mruknęłam, odwracając głowę ponownie, patrząc na wysokie, muskularne, długie, potargane ciemnoblond włosy Hound’a i jego intensywne spojrzenie niezwykłych lazurowych oczu, które były skierowane na stół bilardowy.

- Kobieto - zawołał Black, a ja spojrzałam na niego - To dobry facet. Zanim go wybraliśmy, mogliśmy wbić mu nóż w żyłę i zobaczyć, jak w jego krwi płynie Chaos - Jego dłoń na moim tyłku zacisnęła się i to jego piękna twarz stała się zadufana - On jest też mądry jak jego brat. Więc się nie martw. Zdobędzie sobie cholernie dobrą starszą panią.

Black mylił się.

Ale próbowałam. Oderwałam wzrok od wynędzniałej, ale twardej twarzy Hound’a i stanęłam obok Chaosu. Zatrzymałam się obok jednego z braci, który był za Blackiem, który stał na końcu linii, nie byłam pewna jego imienia, ale pomyślałam, że to Roscoe.

Boz wyciągnął rękę i przyciągnął mnie do siebie, aż stanęłam między nim a High’em, który obejmował ramieniem Millie.

Kiedyś byłyśmy blisko.

Potem, jak wszyscy inni, odczułam jej zdradę, gdy High stracił głowę.

Teraz, dzięki Bev, mojej poczcie pantoflowej Chaosu, wiedziałam, dlaczego to zrobiła, i był to słuszny powód, nawet jeśli był niewiarygodnie rozdzierający serce.

Uśmiechnęłam się do niej drżąco.

Przez sekundę wyglądała na to, że jej ulżyło.

Potem odwzajemniła uśmiech.

Boz wziął mnie za rękę.

Bardzo starałam się nie zacząć płakać.

Na szczęście mi się udało.

Zobaczyłam tam Doga, Bricka i Arlo, co mnie zaskoczyło. Bev powiedziała mi, że przenieśli się na zachodnie zbocze, żeby rozszerzyć działalność biznesową.

Ale to nie powinno mnie dziwić.

Hound stracił rodzinę.

A oni byli rodziną Hound’a.

Prawdopodobnie jechali całą noc, żeby tu dotrzeć.

Bev też tam była, daleko od Boza. Arlo obejmował ją ramieniem.

Spojrzała na mnie.

Zacisnęłam wargi, wciągając je.

Jej usta drżały, zanim zrobiła to samo, ale trochę się wygięły, w grymasie uśmiechu.

Bev i ja spojrzeliśmy na trumnę, gdy ktoś zaczął mówić.

Stanęliśmy jako rodzina dla Hound’a.

Ale stałam też dla Jean.

I stałam, gdy ją kładli do grobu.

Po wszystkim wszyscy przeszli do Hound’a.

Oprócz mnie.

Wiedziałam, że niektórzy będą to kwestionować, ale te więzi zostały zerwane.

Zdecydowanie przyszłam tam dla niego.

Ale to było ostatnie, co ode mnie dostał.

Wymagało to wiele, żeby to zrobić.

Ale Jean by tego chciała.

Teraz było po wszystkim.

Więc po tym, jak podeszłam do moich chłopców (tak blisko, jak mogłam się dostać do Hound’a) i pocałowałam ich w policzki, odeszłam.

Poczułam, że ktoś mnie śledził wzrokiem, a kiedy wsiadałam do samochodu, obejrzałam się i wiedziałam, kto to był.

To nie był Hound’a.

To był wzrok Dutcha, co mnie nie zaskoczyło. Zawsze miał oko na swoją mamę.

To był również wzrok Tacka.

I to jego pięknej, rudowłosej żony. Tyra.

Podniosłam brodę do nich, stojących tam, ramię Tacka było owinięte wokół jego starszej pani, jej ciało było wygięte, przód do jego boku, obie ręce wokół jego torsu.

Pierwsza żona Tacka była cipą. Nienawidziłam jej.

Ale Tack dostał swoje imię, bo był bystry jak brzytwa. Nie popełniłby tego samego błędu dwa razy.

Po ich wyglądzie wiedziałam, że to nadal była prawda.

Potem spojrzałam na miejsce, w którym stała trumna Jeana, zanim ją włożyli do ziemi.

– Do widzenia, słodka pani – szepnęłam do okna - Dziękuję, że opiekowałaś się nim tak długo.

Po tych słowach odpaliłam samochód i odjechałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz