ROZDZIAŁ 12
Egzekutor
Keely
Obecnie…
Stałam
przed drzwiami Hound’a i ponownie sprawdzałam swój telefon.
Trzy
wiadomości ode mnie.
Już jadę.
Na dół, Słonko.
Jestem. Wszystko okej?
Na
żadną nie odpowiedział.
Poszłam
na górę, wiedząc, że będzie o to na mnie wkurzony, i zapukałam do jego drzwi.
W
środku nie było ani dźwięku. Żadnego ruchu.
Podeszłam
do drzwi Jean, zapukałam i usłyszałam to samo.
Nie
napawało mnie to dobrym samopoczuciem, bo jego motocykl był na zewnątrz,
podobnie jak jego pickup, a w tej chwili mógł nie być u siebie, ale byłby u
Jean.
Pomyślałam
o wysłaniu wiadomości do Boza, dowiedzeniu się, czy z jakiegoś strasznego
powodu Hound nie potrzebował jego samochodu dla Jean, a przez to, że byłam w
pracy, nie przeszkadzał mi.
Albo
dlatego, że cokolwiek się z nim wydarzyło wczoraj w nocy, między nami nie
układało się najlepiej.
Nie
byłam idiotką. Wiedziałam, że zareagował na to, że dotykałam imię Blacka na
jego ciele.
Ale
nie dał mi szansy, żebym dokończyła to, co robiłam.
Nie
dał mi potem szansy na wyjaśnienia.
I
zrobił się tak cholernie zimny i odległy, że spanikowałam, zamarłam, nie
naciskałam.
Ale
nie stracił rozumu, nie wyrzucił mnie z łóżka, nie nakrzyczał na mnie.
Przytulił
mnie mocno. Pozwolił mi spleść moje palce ze swoimi.
Mógł
być odległy i dziwny tego ranka, ale pocałował mnie przy moim samochodzie i jak
zwykle patrzył, jak odjeżdżam.
Więc
powiedziałam sobie, że wszystko będzie dobrze. Powiedziałam sobie, że może
zrozumiał, co robiłam z jego tatuażami. Powiedziałam sobie, że może on też tam
zmierzał. Gdzie go prowadziłam. Gdzie potrzebowałam, żeby stanął do walki z
bractwem, żebym mogła go mieć, on mógł mieć mnie, moglibyśmy mieć Chaos i
wszystko byłoby takie, jakie powinno być.
Odsuwał
się. Wiedziałam, że czuł, że zdradza Blacka. Wiedziałam, że czuł to głęboko w
sobie. Wiedziałam, że myślał o tym, że jego bracia stracą rozumy, jeśli
dowiedzą się, co się dzieje, czego oboje chcemy, jak daleko to zaszło i jak
szybko, i czym, na końcu, musiało się to stać.
Hound
i Keely.
To
było to, co musiało się stać.
Koniec
Blacka i Keely był lata temu.
Więc
przedtem musieliśmy być solidni. Musieliśmy być jednością. Musieliśmy być
drużyną.
I
to właśnie postanowiłam zrobić.
Nie
ułatwiał mi tego. Ale byłam na to gotowa i zamierzałam zrobić wszystko, co w
mojej mocy, aby to doprowadzić do końca.
W
przeciwieństwie do Hound’a nie martwiłam się o moich chłopców. Dutch, jak
wiedziałam, pamiętał swojego tatę i tęsknił za nim, nawet jeśli stracił go
młodo.
Mimo
to, jedynym ojcem, jakiego kiedykolwiek naprawdę miał, był Hound. On to czuł.
On by zrozumiał. I gdybym miała zgadywać, to obstawiałabym, że nie tylko nie
byłby zszokowany, że Hound i ja byliśmy razem, ale byłby też cholernie
szczęśliwy.
Jagger
był, niestety (to wszystko moja wina, ale nie czułam się z tego powodu aż tak
źle), maminsynkiem. Nadal był twardzielem w trakcie rozwoju, biorąc pod uwagę
krew Grahama i wychowanie Hound’a i Chaosu.
Ale
kochał Hound’a jako jedynego ojca,
jakiego znał.
Na
początku mógł mieć z tym problem, ale opamięta się.
To
Chaos był najtrudniejszym orzechem do zgryzienia.
Byli
mi winni i płacili w sposób, który ich zdaniem coś znaczył.
Ale
ja chciałam tak.
To
było coś, co znaczyło dla mnie wszystko.
I
nie tylko dlatego mieli mi to dać.
Ale
dla Hound’a, który oddał całą duszę temu Klubowi.
To
był najważniejszy powód, dla którego mieli mi to dać.
Ponieważ
mieli to dać jemu.
Zanim
spróbowałam z Bozem i może otworzyłabym pokrywę czegoś, żeby zastanowił się,
dlaczego pytałam lub dlaczego Hound pożyczał jego samochód, najpierw spróbowałam
klamki.
Nie
spodziewałam się, że się otworzy. Teraz, gdy miał rzeczy, które dla niego
wybrałam, Hound zamykał drzwi na klucz, nawet gdy schodził, żeby mnie wsadzić
do samochodu. Ale minimalne naciśnięcie, jakie wywarłam na drzwi, spodziewając
się, że się nie otworzą, sprawiło, że się otworzyły.
Wpatrywałam
się w nie, a zimno wdzierało mi się do żył.
Nigdy
nie zostawiłby drzwi otwartych, jeśli by go tam nie było.
A
jeśli by tam był, otworzyłby, gdy zapukałam.
Gdyby
tam był, zszedłby i mnie zabrał z samochodu.
Gdy
straszne myśli przelatywały mi przez głowę, nie myślałam.
Pchnęłam
drzwi i weszłam do ciemnego pokoju.
Zobaczyłam
go od razu, na jego narożniku, zwróconego twarzą do drzwi, z nogami na stoliku
kawowym, który dla niego wybrałam, siedzącego swobodnie w ciemności.
Siedział
tam?
Czy
robił coś innego?
Musiałam
wybrać siedzenie.
Więc
dlaczego siedział cicho, sam w ciemności i nawet nie zawołał, gdy zapukałam do
jego drzwi?
-
Hound? – zawołałam ostrożnie, z gulą w gardle.
-
Racja - zabrzmiał jego głęboki głos, przebijający się przez pokój jak grzmot - Nasza
rozmowa.
Stałam
nieruchomo w jego otwartych drzwiach.
-
Bawiłaś się moim kutasem – stwierdził rzeczowo, jakby czytał instrukcję do
czegoś - Miałaś swoje orgazmy. Jeździłaś na tym dzikim wietrze, Keely. Za
każdym razem robiłaś to naprawdę dobrze, gdy robiłaś to na mnie. Dziękuję za
to. Teraz skończyliśmy.
O
Boże.
Zupełnie,
zupełnie nie zrozumiał, co robiłam z
jego tatuażem.
-
Shep…
-
Nazwij mnie tak jeszcze raz, to rozerwę ci gardło – warknął.
Zrobiłam
się sztywna jak marmur nagrobka mojego zmarłego męża.
-
Teraz odwróć się i wypierdalaj z mojej przestrzeni – rozkazał - A jeśli to nie
jest jasne, Keely, to znaczy teraz i nie wracaj. Chcesz swoich czeków, użyj innego
brata. Skończyłaś z wykorzystywaniem mnie.
O
tak.
Kurwa,
tak.
Zupełnie
nie zrozumiał, co robiłam z jego tatuażem.
-
Wykorzystywaniem ciebie? – wydusiłam z siebie przez zamknięte gardło.
-
Żeby dostać twoje biker-pieprzenie – wyjaśnił.
-
Nie o to chodziło – powiedziałam szybko.
-
Gówno prawda – wyrzucił z siebie, a zanim zdążyłam powiedzieć więcej, jego cień
pochylił się lekko do przodu i zaczął warczeć - Teraz powiem to tylko raz
jeszcze. Wypierdalaj stąd.
-
Hound…
Podniósł
nogi, szybko jak mrugnięcie, a ja zrobiłam krok do tyłu, szykując się do
ucieczki, gdy ryknął - Wypierdalaj stąd!
Wtedy
mnie to uderzyło, panika przebiegła przez mój system, a była kolczasta,
rozdzierająca moje wnętrzności.
Było
po szóstej.
Ale
nie było po ósmej.
-
Czemu nie jesteś u Jean? - zapytałam.
-
Wynoś się - warknął, a jego ton, choć nie do uwierzenia, pogarszał się.
Ta
panika zaczęła odrzucać wielkie kawałki mnie.
-
Czemu nie jesteś u Jean? - powtórzyłam.
-
Nie ma tu wygranej, suko. Rozegrałaś swoje. Zdobyłaś swój łup. Pula skończona.
Czas uciąć to i uciekać.
-
Ja…
-
Kobieto, nie mam do tego cierpliwości.
On
może nie.
Ale
nie mogłam się poddać.
Nie
teraz.
Zwłaszcza
teraz.
Dlaczego nie był u
Jean?
-
Myślę, że mamy wiele do omówienia - powiedziałam mu.
-
Czas, kiedy mogłaś mnie namówić na kutasa, żebyś mogła pobawić się moim, minął,
Keely.
-
Naprawdę, Hound, na Boga, są rzeczy do powiedzenia. Zaczynając od tego,
dlaczego nie jesteś u Jean.
Wtedy
właśnie do mnie podszedł.
A
sposób, w jaki to zrobił, uczucie, które od niego emanowało i grzmiało we mnie,
sprawiły, że chciałam zrobić to, co powiedział.
Uciekać.
Ale
to był Hound.
Był
mój.
A
ja spędziłam dwa miesiące, udowadniając, że byłam jego.
Gdyby
wziął cholerny oddech i zwrócił
uwagę, wiedziałby o tym, uspokoiłby się i mnie
posłuchał.
Więc
stałam twardo przy swoim.
To
był błąd.
Wiedziałam
to, kiedy przyłożył dłoń do mojej klatki piersiowej, dłoń, która uderzyła mną
tak mocno o ścianę, że moja czaszka uderzyła o nią z puknięciem.
A
potem zgarnął w pięść moje włosy z tyłu i musiałam zużyć energię, której nie
miałam, żeby nie krzyczeć z bólu, kiedy użył tego, żeby szarpnąć moją głowę do
tyłu.
W
końcu zobaczyłam niektóre jego rysy wyraźniej, gdy oświetliło je słabe światło
z korytarza sączące się przez drzwi, gdy przysunął swoją twarz w moją.
Wtedy
wiedziałam.
Wtedy
moje serce się rozdarło. Nawet nie musiał mi tego mówić.
Ale
to zrobił.
-
Jean umarła we śnie wczoraj w nocy – warknął.
-
Teraz, na wypadek gdybyś nie przyjęła tego do swojej głupiej, pieprzonej - znów
pociągnął mnie za włosy i nie udało mi się powstrzymać skrzywienia, ale był tak
pogrążony w żalu i wściekłości, że tego nie zauważył lub nie obchodziło go to -
... głowy, to nie był kutas Blacka, którego ssałaś. To nie był kutas Blacka,
którego pieprzyłaś. To nie był kutas Blacka, którego błagałaś, żeby wepchnąć ci
w tyłek. To był mój. A ja skończyłem. A kiedy facet taki jak ja
mówi, że skończył być wykorzystywany przez jakąś rozmytą, wyblakłą, zmęczoną,
starą cipę biker groupie, suko, on... skończył.
Wtedy
męka rozdarła mi skórę głowy, gdy szarpnął mnie za włosy na bok, ale nie
wyrzucił mnie ze swojego domu.
Zostawił
mnie w nim, wyszedł przez swoje drzwi, zostawiając je otwarte, znikając na
korytarzu.
Stałam
tam długo.
Wystarczająco
długo, by usłyszeć oddalający się ryk jego motocykla.
*****
Wjechałam
do garażu, czując się jak funkcjonująca otwarta rana.
To
pewnie dlatego coś, co było niczym ostrze brzytwy, które przecinało mnie przez
tygodnie, miesiące, lata, ale ponieważ takie gówno miało swój sposób bycia,
stało się częścią krajobrazu, po raz pierwszy od tamtej wizyty, kiedy
powiedziałam mężowi, że ruszam dalej, zobaczyłam jego motocykl pod pokrowcem.
Wyłączyłam
zapłon i siedziałam w samochodzie, odwróciłam głowę i wpatrywałam się w niego.
Obaj
chłopcy mieli samochody, a Dutch miał teraz również motocykl. Obaj parkowali
też na podjeździe w rzędzie za drzwiami, które prowadziły do motocykla ich
ojca. Kłócili się i narzekali na siebie, kto wjedzie pierwszy, bo żaden z nich
nie chciał być zagrodzony, kiedy byliby gotowi do startu, a ja ustanowiłam
prawo, że żaden z nich mnie nie zagrodzi.
Tak
jak ich ojciec.
I
tak jak ich nie-biologiczny ojciec.
Wysiadłam
z samochodu, poszłam prosto do motocykla Blacka i zerwałam pokrowiec,
odrzucając go na bok.
Miał
cholernie gorący motocykl.
I
mój facet na tym motocyklu…
Boże.
Zawsze,
za każdym razem, przez cały ten czas, byłam mokra w chwili, gdy widziałam go na
motocyklu.
Powiedziałam
mu, że to mi się przydarzyło, jakieś dwa tygodnie po tym, jak zaczęliśmy się
spotykać.
Jakieś
pięć minut później pieprzyliśmy się na tym motocyklu.
To
był nasz pierwszy raz na jego motocyklu, ale nie ostatni.
Nie
powiedziałam tego chłopakom.
Tej
pieprzonej, okropnej nocy wziął pickupa, żeby kupić pizzę, z oczywistych
powodów.
Więc
to mój facet wstawił tu ten motocykl.
Ja
założyłam pokrowiec.
Ale
poza tym motocykl nigdy nie był dotykany.
Nigdy
nie był ruszany.
Był
tam, gdzie Black go postawił.
I
teraz to gówno musiało się skończyć.
Nie
założyłam pokrowca, wyszłam tylnymi drzwiami z garażu, przeszłam ścieżką, która
prowadziła wzdłuż tyłu domu i weszłam po schodach do tylnych drzwi do mojego
domu. Próbowałam nie pamiętać dnia sprzed lat, kiedy wystawiłam głowę przez te
drzwi podczas ogromnej śnieżycy, kiedy Hound stał na chodniku w miejscu między wolnostojącym
garażem a domem i wpatrywał się w cienką linię przestrzeni między nimi. Nie
udało mi się tego nie pamiętać i zamarłam, wpatrując się w swoją dłoń na klamce
drzwi przeciwsztormowych.
-
Hound! Tutaj jest pół zamieci! Zła połowa! - krzyknęłam - Co ty, do cholery,
robisz?
Miał
na sobie swoją kurtkę Chaosu, jak zawsze. Czarna skórzana kurtka zniszczona od
użytkowania, naszywka z insygniami Chaosu przyszytymi do pleców, małe
prostokątne naszywki przyszyte tam, gdzie powinna być kieszeń na piersi, na
jednej było napisane Hound, na tej pod nią Egzekutor.
Kurtka
Hound’a nadal miała naszywkę Egzekutor.
Ale wtedy Tack miał naszywkę z napisem Prezydent
(i nadal ją miał), Dogs miał naszywkę VP,
Brick miał naszywkę Sierżant w Armii,
pod którą była kolejna z napisem Kapitan
Drogi. Kurtka Hopa miała napis Tylny
Strzelec.
Był
Sekretarz i Skarbnik, których w czasie śnieżycy już nie znałam (i nadal nie
znałam, chociaż wiedziałam, że teraz Hop był VP, a zięć Tacka, Shy, Sierżantem).
Pozostali byli członkami lub kandydatami (mimo że Chaos werbalnie nazywał ich
„rekrutami”, ponieważ założyciele nie tylko byli byłymi wojskowymi, co wydawało
się naturalne, ale także mieli ochotę sprzeciwić się tradycjom MC — nie bez
powodu nazwali swój klub „Chaos”).
Wiedziałam,
że po tym, jak Tack przejął klub i oczyścił go, Big Petey dostał naszywkę z
napisem „Kapelan”.
-
Za tą ścianą jest twoja pralnia! - krzyknął.
Wiedziałam
o tym. On o tym wiedział. Po prostu nie wiedziałam, dlaczego krzyczał to w
czasie śnieżycy.
-
Tak! - krzyknęłam.
-
Musimy dołączyć twój garaż! - krzyknął - Zabiorę chłopaków, żeby się tym
zajęli.
Ostatecznie
nigdy tego nie zrobił, głównie dlatego, że wpadłam w szał na myśl o grupie
motocyklistów wybijających dziurę w mojej ścianie, żeby przymocować mój garaż
do domu. Aby upewnić się, że tak się nie stanie, porozmawiałam z Dogiem, który
był jednym z tych bardziej zrównoważonych (choć nie jeśli chodziło o mnie, ale
ogólnie był bardziej zrównoważony) i przekonałam go, że dopilnuję tego w ramach
całej pracy, którą wykonywałam, poświęcając się zapewnieniu moim chłopcom domu,
który Graham i ja obiecaliśmy sobie, że dla nich stworzymy.
Nigdy
tego nie zrobiłam.
Ale
wtedy przypomniałam sobie, że Hound stał na zewnątrz w śniegu, wpatrując się w
tę przestrzeń, i wtedy wiedziałam (ale to zakopałam), tak jak teraz wiem, że
nie lubił, gdy chodziłam w śniegu.
Wtedy
mogły pojawić się łzy.
Nie
pojawiły się.
Miałam
coś do zrobienia.
A
tym czymś było otwarcie drzwi, wejście do środka i zdjęcie szalika z szyi.
Rzucenie go, torebki i kurtki na kuchenny stół. Wbiegnięcie po schodach.
I,
po zapaleniu światła przy łóżku, udanie się prosto do szafy.
Na
początku, jako formę samo tortury, wieszałam ją na haczyku z tyłu drzwi szafy,
więc za każdym razem, gdy je otwierałam, była tuż obok, zapach skóry, odrobina
mojego mężczyzny machająca do mnie.
W
końcu rozebrałam naszą sypialnię, by przywłaszczyć sobie inny pokój - Aby dać ci sypialnię twoich marzeń, mała –
powiedział Black - Aby zbudować sypialnię, dużą garderobę i zajebistą łazienkę
dla królowej motocyklistów, którą jesteś.
Zanim
robotnicy zaczęli burzyć ściany, ostrożnie ją złożyłam, włożyłam do płaskiej
plastikowej skrzynki i bezpiecznie schowałam.
Teraz
znalazłam tę skrzynkę w wielkiej szafie, którą musiałam sobie dać, wyjęłam ją,
przeniosłam z nią do łóżka i odłożyłam.
Wpełzłam
na środek, wciągnęłam pudełko głębiej do łóżka i usiadłam tam, ze skrzyżowanymi
nogami, gapiąc się na nie.
Zajęło
to chwilę, ale w końcu podniosłam pokrywę.
Włożyłam
ją, nie tak jak zrobiłby to brat, plecami - i insygniami Chaosu - do góry.
Włożyłam
ją tak, jak zrobiłaby to starsza pani.
Przodem
do góry, z naszywką z napisem Black,
tą pod spodem z napisem Sekretarz i tą
poniżej z napisem Kapitan Drogi.
Kurtka
Grahama.
Minęła
chwila, zanim mogłam wyciągnąć rękę i dotknąć czubkami palców Blacka.
I
tak jak było zawsze, jak zawsze będzie, nawet gdybym wygrała Hound’a, mrowienie
miłości i wspomnień, śmiechu i straty przebiegło przez moje palce, w górę
mojego ramienia, przez moją klatkę piersiową i prosto do mojego serca.
Wyczyścili
to.
Albo
Tack dał to Boz’owi, żeby Bev mogła to zrobić.
Prawdopodobnie
zapłacił fortunę za czyszczenie tej skóry.
I
nienawidziłam ich za to. Wszystkich, nawet Bev.
Wyzywałam
i krzyczałam, a nawet rzuciłam się na Tacka z odsłoniętymi paznokciami (nic
dziwnego, że to Hound mnie odciągnął), kiedy zdjęli jego kurtkę i ją oczyścili.
Ale
była pokryta jego krwią.
Chciałam
tej krwi i jego zapachu. Nawet jeśli był tam jeden z jego cholernych włosów,
chciałam go.
Oczyścili
to, zabierając mi to wszystko.
Wraz
z brata chowano kurtkę Chaosu.
Nie
zgodziłam się na to.
A
Chaos pozwolił mi odmówić.
Teraz
wiedziałam dlaczego.
Prawdopodobnie
wiedzieli to wcześniej.
Ponieważ
nadszedł czas, że dam to jednemu z moich chłopców, a kiedy to zrobię, musiało
być tak, jak było, bez krwi ich ojca wbitej w skórę i nici łatek, które
znaczyły dla niego wszystko.
Absolutnie
wszystko.
I
ten czas nadszedł teraz.
Zebrałam
kurtkę mojego męża, nałożyłam pokrywkę na pudełko, chwyciłam je i zeszłam do
kuchni.
Odsunęłam
rzeczy, które tam rzuciłam, położyłam kurtkę na stole, ostrożnie ją
rozkładając, a następnie wyniosłam pudełko do kosza i wyrzuciłam je.
Dopiero
gdy byłam z powrotem w środku, zamknęłam się szczelnie, wróciłam do swojego
pokoju, zgasiłam światło, położyłam się w łóżku i wpatrywałam się w ciemny
sufit.
Jean
Gruenberg zmarła wczoraj w nocy.
I
Hound już ze mną skończył.
Pierwsza
fala przyszła jak czkawka.
Druga
sprawiła, że brzmiałam, jakbym się dusiła.
Więc
odwróciłam się na bok, gdy szlochy mnie przytłoczyły.
*****
Tylne
drzwi otworzyły się następnego ranka, kiedy byłam przy kuchence.
–
Hej, mamo – zawołał Jagger.
Nie
spojrzałam na niego.
Za
chwilę mnie zobaczy. Zobaczy moją twarz i dowie się, że nie spałam. Dowie się,
że płakałam. Dowie się, że ból był na powierzchni.
Zważywszy
na to, co zaplanowałam, pomyliłby powód. Albo niezupełnie. Po prostu to, co pomyśli,
było tylko częścią powodu.
Ale
to było w porządku. Tak miało być. Nigdy się nie dowie, a ja mu nigdy nie
powiem. Hound na pewno nie.
To
już było skończone.
Koniec.
Teraz
wiedziałam, dlaczego nie przebił się przez uczucia zdrady i obawy o to, co
zrobią jego bracia, żeby zacząć, naprawdę zacząć, żeby zacząć budować ze mną
przyszłość.
Teraz
wiedziałam, że uważał mnie za tak smutną, tak żałosną, tak samolubną, że
przyszłam, żeby się wyżyć, wykorzystując go.
Wykorzystując go.
Więc
tak.
To
było skończone.
Koniec.
Mogłam
mu wybaczyć wszystko.
Nawet
sposób, w jaki położył na mnie ręce, te okropne słowa, które rzucił w moją
stronę, wiedząc, że stracił Jean, wiedząc, jak można atakować ludzi, którzy
byli dla ciebie ważni, gdy jesteś ranny, wiedząc to wszystko, mogłabym
wybaczyć.
Ale
użył Blacka przeciwko mnie, myśląc, że stawiam Blacka między nas, myśląc, że kiedykolwiek zrobię to, co myślał, że
zrobiłam jemu, Hound’owi, do cholery, komukolwiek,
ale szczególnie nie jemu, nie zrobiłabym tego.
Nigdy.
Początek
i koniec Keely Black i Shepherda Ironside przeniosły się zaledwie kilka stóp
dalej korytarzem, ale poza tym były całkowicie ograniczone do gównianego
mieszkania w złej części miasta.
Tam,
gdzie powinny być.
Właśnie
wtedy, w mojej kuchni, musiałam się pozbierać, żeby zrobić to, co robiłam.
Wiedziałam,
kiedy Jag to zobaczył. Poczułam to w powietrzu.
–
Mamo? - zawołał.
Odwróciłam
się.
Spojrzał
na moją twarz i zbladł.
–
Zostaniesz Chaosem, prawda? - zapytałam.
Jego
wzrok wędrował od kurtki ojca do mnie, tam i z powrotem.
Boże.
Przez
lata zastanawiałam się nad odpowiedzią, czy Bóg mnie kochał, czy nienawidził,
dając moim chłopcom tyle z ich ojca.
Nie
wyglądali dokładnie jak on.
Ale
obaj mieli jego głos. Identyczny. Czasami nie wiedziałam, który jest który,
albo nawet w moich najśmielszych chwilach myślałam, że to Graham wołał zza grobu,
kiedy jeden z nich do mnie zawołał.
Obaj
mieli też jego maniery, chód, długie nogi, jego doskonały tyłek (mogłam tak
myśleć, nawet jako ich matka), jego szerokie ramiona.
Obaj
mieli jego włosy: ciemne i falowane. Nie moje: ciemne i gładkie.
I
obaj mieli jego szczękę: mocną i kwadratową.
Jag
miał oczy jak ja, zarówno w ustawieniu twarzy, jak i ich kształt.
Oczy
Dutcha były osadzone głębiej, zakryte brwiami, jak u jego ojca.
Miałam
brązową skórę, którą odziedziczył Dutch.
Graham
miał oliwkową skórę, którą odziedziczył Jag.
Dutch
odziedziczył nos po ojcu: silny, wąski i idealnie proporcjonalny.
Jag
odziedziczył mój nos: męski, prosty wzdłuż grzbietu, lekko zadarty na końcu,
rozszerzający się przy nozdrzach.
Byli
pięknymi chłopcami, którzy stali się przystojnymi dzieciakami, którzy wyrośli
na powalających mężczyzn.
Dutch
był czujny, odpowiedzialny, trzeźwy i cichy.
Jag
był kochający zabawę, drażniący, lekkomyślny i głośny.
Graham
cudownie potrafił być tym wszystkim.
A
ponieważ nim był, ja byłam wolna, by po prostu być jak Jag.
Aż
nie byłam.
Kochali
i opiekowali się swoją matką bardziej, niż powinni, zwłaszcza w ich wieku.
Nawet Jagger, który robił to, wymyślając wymówkę, by przychodzić do mną na
śniadanie prawie każdego ranka, kiedy mógł wpaść do baru szybkiej obsługi i
kupić jajko i kiełbaskę Croissan’wich.
Ostatnio
zachęcałam ich, by żyli swoim życiem i nie spędzali tyle czasu martwiąc się o
mnie.
To
było kłamstwo, by dać mi czas na bycie z Hound’em.
To
kłamstwo było już przedawnione, ale nie zamierzałam wracać.
Musieli
żyć swoim życiem.
Płonąć
jasno.
Rozerwać to.
–
Wszystko w porządku, mamo? - Jag zapytał ostrożnie.
–
Zamierzasz dołączyć do Klubu swojego ojca? - zadałam to samo pytanie w inny
sposób.
Jego
oczy przesunęły się w stronę kurtki, a tęsknota na moment uderzyła w jego
przystojne rysy.
Ale
nawet w tej chwili poczułam, jak to cięcie przeszywa mój brzuch, rozdzierając
ból, jakby to był pierwszy raz, nie jeden z niezliczonych, przeciął mnie, że
mój mały chłopiec nigdy tak naprawdę nie znał swojego ojca.
Spojrzał
mi w oczy.
-
Tak - powiedział mi.
-
Kiedy się urodziliście, obaj, on był u mojego boku. Kiedy się urodziliście i
przecięli pępowinę, nie pozwolił im mi was podać. Nie pozwolił nawet, żeby
owinęli was kocem. Zdarł koszulę i trzymał was, ciało przy ciele, przy swojej
piersi. To było pierwsze, co zobaczyłam przy was obu. Przytrzymani przy ciele
waszego ojca, oblepieni i ryczący, ciasno i bezpiecznie w jego ramionach.
Patrzyłam,
jak mój chłopiec przełyka.
Zrobiłam
to samo.
Potem
trzymałam go.
-
Jeden z was dostanie kurtkę – oznajmiłam - Jeden z was dostanie jego motocykl.
Zdecydujcie między sobą, kto dostanie które. Wiesz o tym, ale powiem ci, że nie
są sobie równe. Naszywka znaczy wszystko. Ten, kto ją dostanie, nie może jej
nosić, dopóki na nią nie zasłuży. Ale powiem ci coś, czego nie wiesz. Ten motocykl
był jego przedłużeniem. Był symbolem mężczyzny, jakim był. Był symbolem życia,
jakie wiódł. Mógł mieć kobiety przede mną, ale nigdy nie umieścił ani jednego
kobiecego tyłka na tylnej części tego motocykla, dopóki mnie nie poznał.
Powiedział mi to. Potwierdzili to jego bracia. I wierzę w to całą duszą. Więc
ten motocykl jest również symbolem jego i mnie. Uwielbiał go. Był z niego
dumny. Więc to, co mówię, to że żaden z was nie dostanie ostatecznej części
umowy. Teraz zadzwoń do brata i podejmijcie decyzję. Ale zanim którykolwiek z
was dostanie którąkolwiek część swojego taty, przyjdźcie do mnie i powiedzcie
mi, kto co dostanie. Chcę się pożegnać z obydwoma, zanim je wypuszczę.
Jego
twarz stała się słodka.
Słodka
i czuła.
Mój
mały chłopiec.
-
Nie musisz ich puszczać, mamo.
-
Tak, muszę - odpowiedziałam szybko, zanim uznałam coś bardzo złego: że miał
rację - Wasz ojciec chciałby, żebyście je mieli. Więc je będziecie mieli.
Jag
skinął głową, nie odrywając ode mnie wzroku.
-
Komu dałby co?
Gdyby
żył, dałby Dutchowi swoją kurtkę, a Jagowi swój motocykl.
Gdyby
wiedział, że umrze, kiedy umrze, dałby Dutchowi swój motocykl, bo Dutch dostał
więcej od niego, a Jagowi dałby kurtkę, bo niczego nie dostał.
Ale
go tam nie było.
Więc
oni mieli podjąć tę decyzję.
-
Nie powiem. Wy, chłopcy, decydujecie. I to wszystko, co mam do powiedzenia na
ten temat. Teraz usiądź, muszę iść do pracy, więc muszę cię nakarmić.
-
Dobra, mamo - powiedział łagodnie, od razu odpuszczając, bo wiedział, że tego
potrzebuję, ale nadal mnie obserwując.
Odwróciłam
się z powrotem do kuchenki.
Co
robił Hound bez Jean, którą musiał się zająć?
Poczułam
łzy w oczach, a jednocześnie miałam ochotę wsiąść do samochodu, pojechać do
Hound’a i skopać mu tyłek, nawet jeśli musiałabym to zrobić werbalnie.
Przez
dwa miesiące trzymał ją ode mnie z daleka. Dostałam weekend.
A
teraz jej nie było.
To
była całkowicie samolubna myśl.
Ale
żeby przetrwać śniadanie z moim synem drugiego dnia, który nadszedł, gdy Jean
Gruenberg nie istniał na tej ziemi, a drugi mężczyzna, którego kochałam w swoim
życiu, został mi odebrany, trzymałam się tego.
Wszystkim,
co miałam.
*****
Dostałam
tę wiadomość od Bev.
Dostała
ją od Tyry, która nie miała pojęcia, że coś takiego się wydarzyło i która, jak
powiedziała mi Bev, musiała się napracować, aby dostać to od Tacka, który wyciągnął
to z Hound’a.
Ale
Tack to zdobył.
Więc
następnego ranka poszłam na cmentarz ubrana w prostą czarną sukienkę, mój
czarny wełniany płaszcz i tak skromne, jak tylko mogłam, czarne buty (moje
miały szpilki i były szalenie seksowne, ale nie miałam czasu na zakupy ), włosy
miałam związane w kucyk na karku, minimalny makijaż, bez biżuterii.
Sprawdziłam
na stronie internetowej, jak Jean chciałaby zostać pochowana i ubrałam się
odpowiednio.
I
tak właśnie podeszłam do dość skromnych żałobników otaczających niewykończoną
drewnianą trumnę, która mogłaby mnie zaniepokoić, gdybym nie przeczytała tej
strony internetowej.
Hound
postąpił z nią właściwie.
Hound
zapewnił jej żydowski pochówek, jakiego by chciała.
Zastanawiałam
się, czy o tym rozmawiali, ale wątpiłam, żeby tak było. Nie mógł myśleć o jej
końcu.
Dopóki
nie miał wyboru.
Zastanawiałam
się również, co stanie się z jej mezuzą, którą tak ceniła.
I
miałam nadzieję, że Hound zapyta jej rabina, czy może przenieść ją na nadproże
Hound’a.
Bo
właśnie tam by tego chciała.
Nie
było dla mnie szokujące, że nieliczni siedzący na skąpych miejscach nie
wydawali się zbytnio reagować na to, co uczyniło kongregację Jean Gruenberg „prawie”
częścią prawie-skąpą.
To
była ściana motocyklistów w kurtkach Chaosu, którzy stali za plecami Hound’a
(który stał na czele trumny).
Ci
inni wiedzieli, że Hound był jej.
Jedynymi
ludźmi stojącymi blisko niego, tuż za jego plecami, byli moi chłopcy.
Obaj
spojrzeli na mnie, gdy się zbliżyłam. Jag obdarzył mnie małym, smutnym
uśmiechem. Dutch uważnie mi się przyglądał.
Obu
ich obdarzyłam swoim małym, smutnym uśmiechem, a następnie zwróciłam uwagę na Hound’a.
Spojrzał
na mnie tylko, gdy przybyłam.
Wchłonęłam
go.
-
Gdyby nie ty, to byłby on – zażartowałam do Blacka dawno temu, po tym jak
pierwszy raz zobaczyłam Hound’a, wtedy rekruta.
-
Zamknij się – odpowiedział Black, a w jego bogatym głosie słychać było
rozbawienie, bo nie miał problemu z tym, co wychodziło z moich ust, wiedząc, że
mnie miał.
-
Jest przystojny – powiedziałam.
-
Jest podrywaczem – powiedział Black.
-
Ty też byłeś – przypomniałam mu.
Zacisnął
dłoń na moim tyłku, dostępnym dla niego, bo leżałam na nim na kanapie w Kompleksie
- Aż do ciebie.
To
było bardzo prawdziwe.
Starałam
się nie być zadufana, ale było to trudne.
Black
uśmiechnął się do mnie.
-
Wciąż jest kimś - mruknęłam, odwracając głowę ponownie, patrząc na wysokie,
muskularne, długie, potargane ciemnoblond włosy Hound’a i jego intensywne
spojrzenie niezwykłych lazurowych oczu, które były skierowane na stół
bilardowy.
-
Kobieto - zawołał Black, a ja spojrzałam na niego - To dobry facet. Zanim go
wybraliśmy, mogliśmy wbić mu nóż w żyłę i zobaczyć, jak w jego krwi płynie
Chaos - Jego dłoń na moim tyłku zacisnęła się i to jego piękna twarz stała się
zadufana - On jest też mądry jak jego brat. Więc się nie martw. Zdobędzie sobie
cholernie dobrą starszą panią.
Black
mylił się.
Ale
próbowałam. Oderwałam wzrok od wynędzniałej, ale twardej twarzy Hound’a i stanęłam
obok Chaosu. Zatrzymałam się obok jednego z braci, który był za Blackiem, który
stał na końcu linii, nie byłam pewna jego imienia, ale pomyślałam, że to
Roscoe.
Boz
wyciągnął rękę i przyciągnął mnie do siebie, aż stanęłam między nim a High’em,
który obejmował ramieniem Millie.
Kiedyś
byłyśmy blisko.
Potem,
jak wszyscy inni, odczułam jej zdradę, gdy High stracił głowę.
Teraz,
dzięki Bev, mojej poczcie pantoflowej Chaosu, wiedziałam, dlaczego to zrobiła,
i był to słuszny powód, nawet jeśli był niewiarygodnie rozdzierający serce.
Uśmiechnęłam
się do niej drżąco.
Przez
sekundę wyglądała na to, że jej ulżyło.
Potem
odwzajemniła uśmiech.
Boz
wziął mnie za rękę.
Bardzo
starałam się nie zacząć płakać.
Na
szczęście mi się udało.
Zobaczyłam
tam Doga, Bricka i Arlo, co mnie zaskoczyło. Bev powiedziała mi, że przenieśli
się na zachodnie zbocze, żeby rozszerzyć działalność biznesową.
Ale
to nie powinno mnie dziwić.
Hound
stracił rodzinę.
A
oni byli rodziną Hound’a.
Prawdopodobnie
jechali całą noc, żeby tu dotrzeć.
Bev
też tam była, daleko od Boza. Arlo obejmował ją ramieniem.
Spojrzała
na mnie.
Zacisnęłam
wargi, wciągając je.
Jej
usta drżały, zanim zrobiła to samo, ale trochę się wygięły, w grymasie
uśmiechu.
Bev
i ja spojrzeliśmy na trumnę, gdy ktoś zaczął mówić.
Stanęliśmy
jako rodzina dla Hound’a.
Ale
stałam też dla Jean.
I
stałam, gdy ją kładli do grobu.
Po
wszystkim wszyscy przeszli do Hound’a.
Oprócz
mnie.
Wiedziałam,
że niektórzy będą to kwestionować, ale te więzi zostały zerwane.
Zdecydowanie
przyszłam tam dla niego.
Ale
to było ostatnie, co ode mnie dostał.
Wymagało
to wiele, żeby to zrobić.
Ale
Jean by tego chciała.
Teraz
było po wszystkim.
Więc
po tym, jak podeszłam do moich chłopców (tak blisko, jak mogłam się dostać do
Hound’a) i pocałowałam ich w policzki, odeszłam.
Poczułam,
że ktoś mnie śledził wzrokiem, a kiedy wsiadałam do samochodu, obejrzałam się i
wiedziałam, kto to był.
To
nie był Hound’a.
To
był wzrok Dutcha, co mnie nie zaskoczyło. Zawsze miał oko na swoją mamę.
To
był również wzrok Tacka.
I
to jego pięknej, rudowłosej żony. Tyra.
Podniosłam
brodę do nich, stojących tam, ramię Tacka było owinięte wokół jego starszej
pani, jej ciało było wygięte, przód do jego boku, obie ręce wokół jego torsu.
Pierwsza
żona Tacka była cipą. Nienawidziłam jej.
Ale
Tack dostał swoje imię, bo był bystry jak brzytwa. Nie popełniłby tego samego
błędu dwa razy.
Po
ich wyglądzie wiedziałam, że to nadal była prawda.
Potem
spojrzałam na miejsce, w którym stała trumna Jeana, zanim ją włożyli do ziemi.
–
Do widzenia, słodka pani – szepnęłam do okna - Dziękuję, że opiekowałaś się nim
tak długo.
Po
tych słowach odpaliłam samochód i odjechałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz