ROZDZIAŁ 3
Elastyczny
Telefon
Hound’a zawibrował od przychodzącej wiadomości tekstowej.
Otworzył
oczy, zobaczył na budziku, że była prawie druga w nocy i sięgnął po komórkę ze
stolika nocnego.
Dostał
wiadomość od Keely.
Napisała:
Otwórz drzwi, kowboju.
Patrzył
na nią przez sekundę.
Potem
wpadł w szał.
Wyszedł
z łóżka i ruszył do wyjścia, będąc już w dżinsach, których guziki nie były
zapięte, zanim większość mężczyzn zdążyłaby splunąć.
Wyjrzał
przez wizjer i otworzył drzwi, zanim kobieta zdążyła powiedzieć „buu”.
-
Hej… - zaczęła, rzucając mu spojrzenie.
Ale
nie wydusiła z siebie nic więcej, ponieważ owinął palce wokół jej ramienia i
szarpnął ją do środka.
Zatrzasnął
drzwi, zamknął trzy zamki, a następnie przycisnął ją do ściany obok nich, wciąż
trzymając rękę na jej ramieniu.
-
Jezu, Hound, co…?
Pochylił
swoją twarz do jej twarzy - Czy ty jesteś cholernie szalona?
-
Co? - wyszeptała, patrząc mu w oczy.
-
Czy ty... kurwa... oszalałaś? - powtórzył, tym razem wolniej.
-
Dlaczego mnie o to pytasz?
-
Bo jest prawie druga w nocy, ten apartamentowiec jest o krok od przekształcenia
się w pełnoprawny crack house, znajduje się w dzielnicy, która dla Aniołów
Piekieł mogłaby wydać się odrobinę zbyt przerażająca, a twój tyłek nie jest w
twoim łóżku, w twoim słodkim mieszkanku, w twoim domu, w twojej miłej
dzielnicy. Zamiast tego jest u moich drzwi.
Jej
twarz skrzywiła się - Dlaczego to jest bezpieczne dla ciebie, a nie dla mnie?
-
Bo ja mam cztery pistolety, siedem noży, piętnaście centymetrów i trzydzieści
sześć kilogramów przewagi nad tobą, i pieprzony tysiącfuntowy cios.
-
Znasz PSI[1] swojego
ciosu? - zapytała z ciekawością w głosie.
-
Spałaś te pięć tysięcy razy, kiedy zabierałem twoich chłopców na siłownię? -
zapytał z irytacją.
-
Nie – mruknęła.
Puścił
ją i wyprostował się, pytając - Co tu robisz, Keely?
-
Cóż, uh… - zaczęła niepewnie, patrząc na niego, jakby nie była pewna, co robić dalej.
-
Jesteś tutaj, żeby zabawić się moim kutasem – ugryzł.
-
O ile bardziej byś się na mnie wkurzył, gdybym podzieliła się tym, że przyszło
mi to do głowy?
-
Może pięć, dziesięć tysięcy razy
bardziej wściekły, mała – odpalił w odpowiedzi.
-
Hmmm… – mruknęła, wciąż patrząc na niego.
-
Myślałem, że zgodziliśmy się, że to już koniec – przypomniał jej.
-
Miałam nadzieję, że będziesz w tej kwestii elastyczny.
Hound
spojrzał w sufit.
Miękkie
„Hound” powiedziane jej niskim, aksamitnym głosem dotarło do niego w chwili,
gdy jej dłoń dotknęła jego nagiej piersi.
Złapał
ją za nadgarstek, a ona wydała zaskoczony dźwięk, gdy wykręcił go za jej
plecami, szarpnął nią i przycisnął jej klatkę piersiową do ściany.
Przyłożył
usta do jej ucha.
-
Rozepnij dżinsy - rozkazał.
Jej
ciało zadrżało przy ścianie, tak samo jak on, a jej wolna ręka powędrowała do
klamry.
Nie
miał wymówki.
Poza
tym, że to była Keely.
A
ona pragnęła jego fiuta.
A
on był Hound’em.
Dałby
jej wszystko.
Kiedy
usłyszał, że rozpięła rozporek, puścił ją i warknął - Ręce do ściany.
Spełniła
jego prośbę, a on ściągnął dżinsy z jej ud, zabierając ze nimi majtki.
Jęknęła.
Przycisnął
swoją klatkę piersiową do jej pleców, przesunął dłoń wokół jej przodu i wszedł palcami
od razu do środka.
Jej
biodra szarpnęły.
-
Bądź cicho, bo mam starszą sąsiadkę, która śpi lekko - powiedział jej.
-
Okej - szepnęła, wbijając się w jego palce.
-
Sprawię, że dojdziesz przy ścianie, spraw, żeby było dobrze, ale zatrzymaj trochę
tego dobra, mała, bo gdy to się skończy, będziesz ujeżdżała moją twarz, a ja
chcę mieć tę wilgoć na języku.
-
…kej - miauknęła.
Chryste.
Wcisnął
twardego kutasa w jej tyłek.
Zajęczała
i wcisnęła głowę do tyłu w jego ramię.
Po
tym, jak ją tam doprowadził, przykucnął, ściągnął jej dżinsy, buty, skarpetki,
a następnie zerwał z niej sweter i kurtkę, zostawiając je i swoje dżinsy w
korytarzu, zanim wciągnął ją do łóżka na prześcieradła za pięćset dolarów i
pociągnął jej cipkę na swoją twarz.
Pociągnął
ją w dół i zakopał się w nektarze.
Teraz
rozmawiali.
*****
Keely
była na rękach i kolanach, Hound był pochylony nad nią, z ręką zgiętą na jej klatce
piersiowej, dłonią na jej cycku, drugą ręką wyprostowaną, opartą dłonią w łóżku
obok jej, pieprzył ją szybko, mocno i szorstko.
Odwróciła
głowę, wbiła czoło w jego szyję i doszła... głośno.
Słysząc
to, zaczął walić ją nieludzko.
-
Możesz to wytrzymać? - warknął.
-
Kurwa, tak – powiedziała takim tonem, jakby to była prośba.
-
Możesz wytrzymać więcej?
-
Kurwa... tak – odpowiedziała, dysząc ciężko, jęcząc i oddając swoimi ruchami
jego bezlitosne pchnięcia, jakby chciała udowodnić, że jej słowa były słuszne.
Opuścił
głowę, chwytając ją za szyję, słuchając i dochodząc, kiedy słuchał odgłosy
przemocy ich łączących się ciał, przelatujące przez pokój.
-
Hound – wyszeptała.
-
To jego kutasa bierzesz, mała – warknął.
-
Hound – jęknęła i znowu doszła, trzęsąc się pod nim, odchylając się
niekontrolowanie do tyłu.
-
Tak, Keely, pieprzyć... tak – wydusił, a potem podniósł się, wyciągnął rękę z
jej ciała, owinął palce wokół jej karku i wepchnął jej twarz w swoje
prześcieradło, zwiększając galop, wciskając kutasa w jej cipkę.
-
Pieprz tę cipkę, kochanie – powiedziała w prześcieradle - Pieprz ją i strzelaj we
mnie.
Hałas
podniósł mu się do gardła, zagrzmiał, puścił jej szyję, zacisnął palce na jej
biodrach i wbił ją z powrotem na siebie, pieprząc ją przez oszałamiający
orgazm.
Był
tak ogromny, że nie mógł się powstrzymać, żeby nie przewrócić się na nią,
uderzając czołem między łopatkami.
Dała
mu kilka uderzeń serca, zanim, zdyszana i gorąca, dała mu gówno.
-
Mama cię wykończyła?
-
Wszystko w porządku? - zapytał.
-
Um... ty możesz być po pierwszym, ale ja jestem po czwartym, więc... tak -
odpowiedziała.
Położył
ręce na łóżku po obu stronach jej ciała i znalazł ustami jej ucho.
-
To nie jest skarga, że twoja cipka wytrzymuje
takie walenie, mała, ale muszę
usłyszeć słowa i uwierzyć, że tak jest.
Poruszyła
głową w taki sposób, że odrzuciło jej włosy z twarzy, a Hound musiał się
unieść, żeby to zrobiły. Mimo to, część jedwabiu przesunęła się po jego twarzy.
I
kurwa, ale mu się to podobało.
Potem
widział jej oczy.
I
to mu się bardziej podobało.
-
Mógłbyś mnie mocniej ruchać, przyjęłabym to. Możesz mnie zjeść na sucho, zniosę
to. Mógłbyś wstrzyknąć mi do gardła porcję, która byłaby odpowiednikiem dużego
koktajlu mlecznego, cholernie bym to lubiła. Jedyne, czego chyba nie zniosę,
kochanie, to to, że mówisz, że nie mogę wrócić i dostać więcej.
Wysunął
się, przewrócił ją, a następnie przeniósł na nią swój ciężar, przyjmując część
na przedramię.
–
Odbyliśmy tę rozmowę – przypomniał jej.
-
Tak, i nie mogłam spać przez dwie noce, potrzebując twojego kutasa, więc czmychnęłam
do złej części miasta, żeby go zdobyć, a ty ledwo wciągnąłeś mnie za drzwi, a
już zdążyłeś ściągnąć mi dżinsy z ud.
Poczuł,
jak jego szczęka stwardniała, głównie dlatego, że nie kłamała, co przypomniało
mu, że był słaby.
-
Musisz ze mną przeżyć tę przejażdżkę, kowboju – powiedziała - A sposób, w jaki
do mnie podchodzisz, sugeruje, że ty też tego potrzebujesz.
-
Musimy być ostrożni.
-
Chaos?
-
Ty.
-
Ja? – spytała, brzmiąc na zdezorientowaną.
-
Keely, wiesz, że wpakowałbym się w gówno, gdyby bracia się o tym dowiedzieli, i
szczerze mówiąc, to jest zmartwienie.
Ale nie poświęciłem czasu na to, żeby się tobą opiekować, żebyś kiedykolwiek
czuła cokolwiek innego niż opiekę.
-
Jeśli uważasz, że nie czuję się zaopiekowana po czterech orgazmach w ciągu
godziny, zdecydowanie potrzebujesz lepszego zrozumienia tej koncepcji.
Była
dowcipna i to też mu się podobało.
Ale
teraz musieli być poważni.
-
Nie wiem, czego ode mnie chcesz, a ja wezmę tę słodką cipkę i klepnę ten
okrągły tyłek i wezmę tyle czasu, ile zechcesz mi dać, ale oboje musimy rozumieć,
gdzie są nasze głowy w tej sprawie i wycofać się, dosłownie i w przenośni, w
chwili, gdyby wyglądało na to, że sprawy się zaczną pieprzyć.
-
Więc bawimy się dobrze i nie wchodźmy za głęboko? - zapytała.
-
Więc, jak chcesz dać swojemu kowbojowi przejażdżkę, to ją weźmie, ale w chwili,
gdy dostaniesz choćby cień wskazówki, że to, co sobie dajemy, nie jest już dla
ciebie, daj mi znać i wrócimy tam, gdzie byliśmy wcześniej.
-
A gdzie to było?
-
Przynoszę twoje czeki. Wymieniam twoje termostaty, które przestają działać. Ale
poza tym żyję swoim życiem, a ty swoim.
Nic
na to nie odpowiedziała.
-
Seks, kochanie - powiedział cicho - Cholernie świetny seks. A kiedy przestanie
być tylko seksem między dwojgiem ludzi, którzy się lubią i mają za sobą
przeszłość, to ograniczamy straty. Potrafisz to zrobić?
-
Jesteś wspaniały w łóżku, Hound. To może trochę potrwać.
-
Dobrze wiedzieć, Keely. Ale oboje wiemy, że to nie idzie tam, więc uwolnij
faceta, zanim uwikła się tak, że się udusi.
Stała
się pod nim twarda, a on nie wiedział, czy chodziło o to, co ujawnił, co
wypuścił, nawet jeśli nie powiedział jej tego wprost, czy o ten świat
„uduszony”, było zbyt szczere, co sprawiło, że taka się stała.
Byłoby
ulgą odkryć, że to było pierwsze.
-
Nigdy bym cię nie skrzywdziła.
Zabijała
go przez dwadzieścia lat.
Nie
oświecił jej w tej sprawie.
-
Więc rozumiemy się – powiedział.
Jej
głowa na jego prześcieradle przechyliła się na bok.
-
Sprawiam ci ból? – wyszeptała.
-
Dochodzę tak mocno, kiedy jestem w tobie, że myślę, że moje jaja wystrzelą mi z
kutasa, ale poza tym nie – skłamał.
Uśmiechnęła
się szeroko - Aż tak mocno?
–
Keely, jesteś maszyną. Jesteś jak bioniczna mistrzyni seksu.
Wybuchnęła
śmiechem, owijając wokół niego swoje ramiona i nogi, kiedy to robiła.
Patrzył.
Czuł.
O
tak.
Skłamał.
Całkowicie
cholernie go zabijała.
Przestała
się śmiać, ale nie do końca, gdy oznajmiła - Masz nowe prześcieradła.
-
Najwyraźniej byłem elastyczny, jeśli chodziło o to, że ten pierwszy raz był
jedynym razem.
Nadal
cicho się śmiała, pytając - Przetestowane?
-
To właśnie zostało wykreślone z mojej listy rzeczy do zrobienia.
Podniosła
głowę i musnęła jego usta swoimi ustami, po czym opuściła je z powrotem na
materac i wymamrotała - Dobrze.
Nie
chciał o to pytać, ale ostatnim razem odeszła przed świtem, więc musiał
zapytać.
-
Musisz wrócić do domu?
-
Jag odkrył niechęć Dutcha do zakupów spożywczych i nigdy nie ma pieniędzy, co
jest zagadką, bo nadal ma kieszonkowe, teraz znacznie większe, bo nadal chodzi
do szkoły, ale głównie jest sam, i nadal jest człowiekiem, więc nadal musi jeść
i robić to, co robią chłopcy, a większości z tego nie chcę wiedzieć. Wraca więc
do domu, żeby zatankować paliwo na cały dzień, i robi to wcześnie.
-
Dzieciak zawsze był rannym ptaszkiem - mruknął Hound.
-
To zadziwiające, a ja powiedziałam im, że to dla zabawy zrobiliśmy ten test DNA
dwa lata temu, ale głównie po to, żeby upewnić się, że nie został zamieniony w
szpitalu.
Zaśmiałby
się.
Ale
chociaż część tego, co powiedziała, była zabawna, część nie.
-
Jaki test DNA?
-
Te, które możesz wysłać pocztą.
-
Ktoś ma w aktach DNA twoje i chłopaków?
Znów
pod nim zamarła.
-
Hound…
-
Mała, co do cholery?
-
To poufne.
-
To nie jest niczyja pieprzona sprawa.
Poczuł,
jak jej złość wzrasta, zanim jeszcze powiedziała - Nie będą robić nic, co mogłoby
być z tym problemem. Tack obiecał mi to, kiedy zadzwonił do mnie, żeby
powiedzieć, że wszyscy zajęliście się Dutchem.
-
To nadal nie jest niczyja pieprzona sprawa.
-
Hound, nie jesteś już wyjęty spod prawa. Muszę w to uwierzyć, bo mój chłopak
jest w to zamieszany, a Jag mówi, że wskoczy do akcji, jak tylko skończy
szkołę.
Hound
wiedział o tym. Bracia zgodzili się przyjąć go w chwili, gdy tylko się do tego zbliżył.
Mimo
to.
-
Wyjęty spod prawa nigdy nie przestaje myśleć jak przestępca, nawet gdy
przestrzega prawa - poinformował ją.
-
Przestrzegasz prawa? - zapytała.
Tego
dnia?
Pewnie.
-
Tak - odpowiedział.
Wydawała
się rozluźnić pod jego wpływem, ale nadal pytała - Powinniśmy porozmawiać o
problemach, jakie ma Klub?
-
Nie.
-
Czy to Nie, to sprawa Klubu i jako
taka, żadna moja, czy Nie, nie
powiesz Keely tego gówna, bo straci rozum?
Najwyraźniej
jak raz jesteś wyjęty spod prawa, zawsze takim zostajesz, a także raz starsza
pani, to zawsze starsza pani.
-
Przeważnie pierwsze, trochę ostatnie.
-
Kurwa - mruknęła i zobaczył, jak przewróciła oczami na sufit i nie opuściła ich.
-
Przyciągnęłaś do mnie swój tyłek o drugiej w nocy, żeby go klepnął, mała –
przypomniał jej delikatnie - I zrobiłaś to wiedząc, że Klub ma kłopoty. Już
jesteśmy w strefie, w której chcesz wrzucić na luz?
Jej
oczy natychmiast się odwróciły.
–
Nie.
Wtedy
Hound się zrelaksował.
–
Zanim pójdziesz, znów będziemy się bardzo szybko pieprzyć? - zapytał.
Zrobili
to mocno.
Następnie
ubrali się i Hound odprowadził ją do samochodu.
-
Następnym razem daj mi znać i zostań w samochodzie, dopóki mnie nie zobaczysz –
rozkazał.
-
Co tylko zechcesz, kowboju.
Z
nią nigdy nie było tak, jak on chciał.
To
było branie tego, co mógł dostać.
Więc
zrobił to od razu.
Pocałował
ją.
Potem
zamknął za nią drzwi, gdy wsiadła.
I
na koniec stał na chodniku i patrzył, jak odjeżdżała.
Walnął
się w swoje prześcieradła za pięćset dolarów.
I
obudził się dwie godziny później, gdy budzik oznajmił mu, że czas zająć się
Jean.
*****
-
Kurwa - jęknął, tracąc z oczu Keely podskakującą na jego kutasie, gdy był zmuszony
wbić głowę w poduszki, zamknąć oczy, wbić swoje biodra w jej i mocno strzelić.
Zanim
się z tym uporał, poczuł, jak jej ciało go uderzyło, jej cipka go ścisnęła, a
jej włosy opadły mu na twarz, gdy osunęła się na niego.
-
Jesteś bardzo pracochłonny, kowboju - wyszeptała.
Odwrócił
głowę i wsunął twarz przez jej włosy w szyję - Jak chcesz tego szybko, nie
połykaj ogromnego ładunku, zanim zdecydujesz się mnie ujeżdżać.
-
Odnotowano.
-
Mówię o tym, że, jeśli oznaczasz preferencje, nie mam nic przeciwko temu, żebyś
połknęła ogromny ładunek, zanim przywrócisz mojego chłopca do życia i poskaczesz
na moim kutasie.
Poczuł,
jak trzęsła się od śmiechu, otoczył ją ramionami, żeby lepiej to poczuć, a ona
odpowiedziała - Preferencja odnotowana.
Chciał
jej dotknąć, pogłaskać dłońmi jej delikatną skórę, delikatnie ją wtulić w
siebie, po tym, jak mocno go przeleciała.
Ale
tego nie zrobił i nie dlatego, że nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek
robił to z kobietą, ale dlatego, że się lubili, lubili się pieprzyć, ale to nie
było tym, kim byli dla siebie.
Tak
właśnie myślał.
Od
razu dowiedział się, że Keely uważała inaczej.
Przekonał
się o tym, gdy podniosła się, a jej długie, czarne włosy niczym kurtyna
opadająca po obu stronach twarzy muskały skórę jego klatki piersiowej i palce
przesunęły się po orle wytatuowanym na jego obojczyku i górnej części klatki
piersiowej. Rozpiętość skrzydeł była szeroka, pióra ogona rozłożone
wachlarzowato, pazury wyciągnięte, dziób dziki, jakby miał zaatakować ofiarę, a
nad nim, nad obojczykiem, była cienka linia chmur. Przesunęła palcem w dół, tam
gdzie na jego klatce piersiowej widniał skomplikowany wzór z ażurowymi
zdobieniami i pod nim, gdzie gówno zaczynało się robić ciekawe.
Miał
tatuaż Chaosu: Wiatr, Jazda, Ogień i Wolność.
Na
lewej stronie brzucha miał szale Chaosu, gdzie jedna strona była wysoko, a z
szali kapała krew (u Hound’a ta krew była czarna, wszystkie jego tatuaże były
czarne, bez koloru, a on był poważnie wytatuowany, cały tors, plecy pokryte
Chaosem, dwa rękawy). Wyżej na tej szali znajdowało się słowo Red, które
oznaczało Cherry, a dokładnie oznaczało Cherry, która przeżyła fakt, że wiele
razy przyjęła cios nożem, bo nieżyjący już narzeczony jej przyjaciółki wbił ich
wszystkich po szyję w gówno.
Po
drugiej stronie wagi, na tej szali, która była na dole, unosił się żniwiarz i
była oznaczona jako Black.
Black
Chaosu.
Black
Keely.
Wszyscy
mężczyźni mieli gdzieś na ciele ten tatuaż, który przypominał im o tym, co jest
ważne: braterstwo, rodzina i bezpieczeństwo obojga.
Wstrzymał
oddech, a jego mięśnie brzucha uniosły się, gdy Keely położyła dłoń na
żniwiarzu, nazwisku swojego męża i mocno nacisnęła.
Wiedział,
że dotrą tam. Wiedział również to, że to będzie to, co mu to odbierze.
Po
prostu życzył sobie, żeby to nie nastąpiło tak szybko.
-
Keely – wyszeptał.
Jej
głowa, pochylona, żeby móc wpatrywać się w jej dłoń, podniosła się.
-
Red? – zapytała.
To
był pierwszy raz, kiedy zobaczyła tatuaż.
Gówno.
-
Tyra, starsza pani Tacka – odpowiedział.
-
Kiedy została porwana lata temu i dźgnięta nożem... wielokrotnie - zgadła.
Hound
skinął głową.
-
Masz to dla niej?
Nie
zapytała o Blacka.
-
Wszyscy bracia to mają.
Przyglądała
mu się przez chwilę, zanim spojrzała w dół, zsunęła rękę z wagi, a Hound znów
się napiął, próbując wyrównać oddech, gdy szła na drugą stronę.
Było
tam gówno, które miało znaczenie. Powiewająca amerykańska flaga. Jeden z
projektów motocykli jego brata, Jokera, amerykański bobber[2], który
Hound chciał kupić, zanim klient go odebrał, ponieważ teraz przepadł na zawsze,
trafił do jakiegoś bogatego dupka, który prawdopodobnie nie miał pojęcia o
znaczeniu czegoś tak fajnego, miał po prostu pieniądze, żeby to kupić.
A
z jego łonowych włosów, zaczynając blisko nasady jego penisa, wystawała,
indiańska lanca z przywiązanym do niej orlim piórem, z biegnącymi równolegle
łukiem i strzałą, skrzyżowane z długo rękojeściową maczugą, do której ścięgnem
przymocowano u góry surowy kamień. Przebiegały one przez jego brzuch, przez
pępek, do żeber, przez powiewającą tam amerykańską flagę i dalej w górę.
Broń
Apaczów.
Nie
byli jedynym plemieniem, które ich używało, ale ona przyjęła swoją kulturę.
Zdecydowanie nie była odporna na to, gdzie był Hound, jeśli chodziło o nią,
mogła to połączyć, że wytatuował ją w sobie od penisa do miejsca, w którym
trafił czubek lancy, do jego serca.
-
Keely – zawołał, by zwrócić jej uwagę, gdy zaczęła wodzić palcem wzdłuż strzały
przez łuk, prosto w środek jego klatki piersiowej.
-
Nie mam żadnych tatuaży – mruknęła.
To
nie umknęło jego uwadze. To była jedyna cecha, która nie pasowała do starszej pani.
-
Dlaczego? – zapytał.
Na
szczęście jej spojrzenie powędrowało w jego stronę - Zdecydowałabym się na
jeden, a potem zmieniłabym zdanie. Zdecydowałabym się na drugi i zmieniła
zdanie.
-
To nie są rzeczy, o których można zmienić zdanie – powiedział.
Cień
uśmiechu przemknął przez jej usta.
-
Twój artysta jest zajebisty – powiedziała.
-
Tak – zgodził się.
-
Ty je zaprojektowałeś czy on?
-
Ona je wszystkie zaprojektowała, poza
tatuażami Chaosu. One zostały odziedziczone albo zrobił je człowiek Tacka.
Skinęła
głową, jej wzrok powędrował na jego klatkę piersiową, już wiedząc o tych, które
zostały odziedziczone, skoro Black został pochowany razem z nimi.
-
Keely.
-
Pozwoliłeś wytatuować się dziewczynie? - zapytała, a w jej twarzy było coś,
czego nie rozumiał.
-
Ona nie musi walczyć z tygrysem, żeby to zrobić, mała. Z drugiej strony tygrys
prawdopodobnie by mnie pokonał, więc dobrze, że tego nie robi.
-
Mam na myśli, że cię dotykała... - przesunęła rękę w dół, w jego łonowe włosy
aż do nasady jego penisa - tutaj.
-
Nie pozwolę, żeby facet mnie tam dotykał - mruknął.
–
Goliłeś się?
–
Musiałem.
–
Ty to zrobiłeś, mam na myśli golenie?
–
Tak.
–
Wszystko?
Jego
brwi się ściągnęły - Nie. Tylko tam, gdzie musiała iść.
–
Ona to wszystko widziała?
–
Masz na myśli mojego kutasa?
–
Tak.
-
Nie potrzebowała, żeby wszystkie moje rzeczy były jej wystawione na widok, żeby
dostać się tam, gdzie chciałem, żeby poszła. Czy mogę teraz zapytać, dokąd to
zmierza?
-
Spałeś z nią?
Wtedy
jego brwi się złączyły.
-
Keely.
–
Spałeś – szepnęła.
Spał.
Jego tatuażystka była słodkim skrzatem, połączeniem twardzielki z księżniczką z
różowymi włosami, poważnymi jak cholera piercingami, które odwalały robotę, i z
magicznymi ustami.
Uznał,
że dzielenie się tym w tym momencie byłoby błędem.
-
Powtórzę, dokąd zmierzasz z tym? - naciskał.
-
Nie lubię się dzielić.
Ach.
-
Zrobiłem test dzisiaj, mała. Nie zrobiłbym niczego, by narazić cię na ryzyko,
więc czekałem, żeby odebrać wyniki, a jeśli dostaniemy zielone światło, wejdę w
ciebie bez gumek.
-
Okej - powiedziała cicho.
Ale
on patrzył na nią, bo właśnie zgodził się na wyłączność z, zasadniczo, kumplem
do pieprzenia.
Przesunął
ręce po jej plecach i włosach, aby przytrzymać jej głowę obydwiema dłońmi.
-
Nie musisz martwić się o dzielenie się, Keely. Masz moje słowo. Ale nie zapominaj
tego, gdzie to jest i co ode mnie dostajesz - ostrzegł.
Skinęła
głową.
-
Musisz wracać do domu? - zapytał.
-
Wkrótce - odpowiedziała.
-
Będziemy się znów pieprzyć?
Uniosła
jedną idealną brew - Masz to w sobie?
-
Ty robisz robotę, ja mogę się zebrać.
Uśmiechnęła
się.
-
Obciągałam ci, a ty mnie nie zjadłeś - powiedziała mu coś, co bardzo dobrze
pamiętał.
-
Chętnie ci pomogę, ale mówię tylko, że jeśli śledzisz, to chyba jesteś mi winna
jakieś cztery.
-
Słyszę to, kochanie, ale usta mamy są zmęczone.
I
on to usłyszał. Dała z siebie wszystko, zrobiła to z zapałem i nie przestawała,
nawet po tym, jak on dmuchnął.
–
Chyba już czas, żebym zszedł na dół – mruknął.
-
To prawda.
-
Zechcesz się odsunąć? - zapytał.
Nie
mógł sobie wyobrazić, dlaczego nie miałaby tego zrobić. Nadal miał trochę
twardości, ale szybko ją gubił.
Nadal
się wahała.
Potem
się odsunęła i ją stracił.
Uderzyło
go w tym to, że Keely zachowywała się tak, jakby nie chciała go stracić.
Nie
zamierzał się z nią w to zagłębiać.
Zamiast
tego stoczył się z łóżka i poszedł do łazienki, żeby spłukać w kiblu prezerwatywę.
W
tym tempie dozorca naskoczy na niego wkurzony za zatkanie rur.
Nieważne.
Wrócił
do Keely i wziął ją tam swoimi ustami.
Popchnął
ją tam ponownie swoim kutasem i palcami.
Potem
się ubrali i odprowadził ją do samochodu, gdzie obściskiwali się, po czym
stanął na chodniku i patrzył, jak odjeżdżała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz