poniedziałek, 2 grudnia 2024

3 - Elastyczny

 

ROZDZIAŁ 3

Elastyczny

 

 

Telefon Hound’a zawibrował od przychodzącej wiadomości tekstowej.

Otworzył oczy, zobaczył na budziku, że była prawie druga w nocy i sięgnął po komórkę ze stolika nocnego.

Dostał wiadomość od Keely.

Napisała: Otwórz drzwi, kowboju.

Patrzył na nią przez sekundę.

Potem wpadł w szał.

Wyszedł z łóżka i ruszył do wyjścia, będąc już w dżinsach, których guziki nie były zapięte, zanim większość mężczyzn zdążyłaby splunąć.

Wyjrzał przez wizjer i otworzył drzwi, zanim kobieta zdążyła powiedzieć „buu”.

- Hej… - zaczęła, rzucając mu spojrzenie.

Ale nie wydusiła z siebie nic więcej, ponieważ owinął palce wokół jej ramienia i szarpnął ją do środka.

Zatrzasnął drzwi, zamknął trzy zamki, a następnie przycisnął ją do ściany obok nich, wciąż trzymając rękę na jej ramieniu.

- Jezu, Hound, co…?

Pochylił swoją twarz do jej twarzy - Czy ty jesteś cholernie szalona?

- Co? - wyszeptała, patrząc mu w oczy.

- Czy ty... kurwa... oszalałaś? - powtórzył, tym razem wolniej.

- Dlaczego mnie o to pytasz?

- Bo jest prawie druga w nocy, ten apartamentowiec jest o krok od przekształcenia się w pełnoprawny crack house, znajduje się w dzielnicy, która dla Aniołów Piekieł mogłaby wydać się odrobinę zbyt przerażająca, a twój tyłek nie jest w twoim łóżku, w twoim słodkim mieszkanku, w twoim domu, w twojej miłej dzielnicy. Zamiast tego jest u moich drzwi.

Jej twarz skrzywiła się - Dlaczego to jest bezpieczne dla ciebie, a nie dla mnie?

- Bo ja mam cztery pistolety, siedem noży, piętnaście centymetrów i trzydzieści sześć kilogramów przewagi nad tobą, i pieprzony tysiącfuntowy cios.

- Znasz PSI[1] swojego ciosu? - zapytała z ciekawością w głosie.

- Spałaś te pięć tysięcy razy, kiedy zabierałem twoich chłopców na siłownię? - zapytał z irytacją.

- Nie – mruknęła.

Puścił ją i wyprostował się, pytając - Co tu robisz, Keely?

- Cóż, uh… - zaczęła niepewnie, patrząc na niego, jakby nie była pewna, co robić dalej.

- Jesteś tutaj, żeby zabawić się moim kutasem – ugryzł.

- O ile bardziej byś się na mnie wkurzył, gdybym podzieliła się tym, że przyszło mi to do głowy?

- Może pięć, dziesięć tysięcy razy bardziej wściekły, mała – odpalił w odpowiedzi.

- Hmmm… – mruknęła, wciąż patrząc na niego.

- Myślałem, że zgodziliśmy się, że to już koniec – przypomniał jej.

- Miałam nadzieję, że będziesz w tej kwestii elastyczny.

Hound spojrzał w sufit.

Miękkie „Hound” powiedziane jej niskim, aksamitnym głosem dotarło do niego w chwili, gdy jej dłoń dotknęła jego nagiej piersi.

Złapał ją za nadgarstek, a ona wydała zaskoczony dźwięk, gdy wykręcił go za jej plecami, szarpnął nią i przycisnął jej klatkę piersiową do ściany.

Przyłożył usta do jej ucha.

- Rozepnij dżinsy - rozkazał.

Jej ciało zadrżało przy ścianie, tak samo jak on, a jej wolna ręka powędrowała do klamry.

Nie miał wymówki.

Poza tym, że to była Keely.

A ona pragnęła jego fiuta.

A on był Hound’em.

Dałby jej wszystko.

Kiedy usłyszał, że rozpięła rozporek, puścił ją i warknął - Ręce do ściany.

Spełniła jego prośbę, a on ściągnął dżinsy z jej ud, zabierając ze nimi majtki.

Jęknęła.

Przycisnął swoją klatkę piersiową do jej pleców, przesunął dłoń wokół jej przodu i wszedł palcami od razu do środka.

Jej biodra szarpnęły.

- Bądź cicho, bo mam starszą sąsiadkę, która śpi lekko - powiedział jej.

- Okej - szepnęła, wbijając się w jego palce.

- Sprawię, że dojdziesz przy ścianie, spraw, żeby było dobrze, ale zatrzymaj trochę tego dobra, mała, bo gdy to się skończy, będziesz ujeżdżała moją twarz, a ja chcę mieć tę wilgoć na języku.

- …kej - miauknęła.

Chryste.

Wcisnął twardego kutasa w jej tyłek.

Zajęczała i wcisnęła głowę do tyłu w jego ramię.

Po tym, jak ją tam doprowadził, przykucnął, ściągnął jej dżinsy, buty, skarpetki, a następnie zerwał z niej sweter i kurtkę, zostawiając je i swoje dżinsy w korytarzu, zanim wciągnął ją do łóżka na prześcieradła za pięćset dolarów i pociągnął jej cipkę na swoją twarz.

Pociągnął ją w dół i zakopał się w nektarze.

Teraz rozmawiali.

*****

Keely była na rękach i kolanach, Hound był pochylony nad nią, z ręką zgiętą na jej klatce piersiowej, dłonią na jej cycku, drugą ręką wyprostowaną, opartą dłonią w łóżku obok jej, pieprzył ją szybko, mocno i szorstko.

Odwróciła głowę, wbiła czoło w jego szyję i doszła... głośno.

Słysząc to, zaczął walić ją nieludzko.

- Możesz to wytrzymać? - warknął.

- Kurwa, tak – powiedziała takim tonem, jakby to była prośba.

- Możesz wytrzymać więcej?

- Kurwa... tak – odpowiedziała, dysząc ciężko, jęcząc i oddając swoimi ruchami jego bezlitosne pchnięcia, jakby chciała udowodnić, że jej słowa były słuszne.

Opuścił głowę, chwytając ją za szyję, słuchając i dochodząc, kiedy słuchał odgłosy przemocy ich łączących się ciał, przelatujące przez pokój.

- Hound – wyszeptała.

- To jego kutasa bierzesz, mała – warknął.

- Hound – jęknęła i znowu doszła, trzęsąc się pod nim, odchylając się niekontrolowanie do tyłu.

- Tak, Keely, pieprzyć... tak – wydusił, a potem podniósł się, wyciągnął rękę z jej ciała, owinął palce wokół jej karku i wepchnął jej twarz w swoje prześcieradło, zwiększając galop, wciskając kutasa w jej cipkę.

- Pieprz tę cipkę, kochanie – powiedziała w prześcieradle - Pieprz ją i strzelaj we mnie.

Hałas podniósł mu się do gardła, zagrzmiał, puścił jej szyję, zacisnął palce na jej biodrach i wbił ją z powrotem na siebie, pieprząc ją przez oszałamiający orgazm.

Był tak ogromny, że nie mógł się powstrzymać, żeby nie przewrócić się na nią, uderzając czołem między łopatkami.

Dała mu kilka uderzeń serca, zanim, zdyszana i gorąca, dała mu gówno.

- Mama cię wykończyła?

- Wszystko w porządku? - zapytał.

- Um... ty możesz być po pierwszym, ale ja jestem po czwartym, więc... tak - odpowiedziała.

Położył ręce na łóżku po obu stronach jej ciała i znalazł ustami jej ucho.

- To nie jest skarga, że ​​twoja cipka wytrzymuje takie walenie, mała, ale muszę usłyszeć słowa i uwierzyć, że tak jest.

Poruszyła głową w taki sposób, że odrzuciło jej włosy z twarzy, a Hound musiał się unieść, żeby to zrobiły. Mimo to, część jedwabiu przesunęła się po jego twarzy.

I kurwa, ale mu się to podobało.

Potem widział jej oczy.

I to mu się bardziej podobało.

- Mógłbyś mnie mocniej ruchać, przyjęłabym to. Możesz mnie zjeść na sucho, zniosę to. Mógłbyś wstrzyknąć mi do gardła porcję, która byłaby odpowiednikiem dużego koktajlu mlecznego, cholernie bym to lubiła. Jedyne, czego chyba nie zniosę, kochanie, to to, że mówisz, że nie mogę wrócić i dostać więcej.

Wysunął się, przewrócił ją, a następnie przeniósł na nią swój ciężar, przyjmując część na przedramię.

– Odbyliśmy tę rozmowę – przypomniał jej.

- Tak, i nie mogłam spać przez dwie noce, potrzebując twojego kutasa, więc czmychnęłam do złej części miasta, żeby go zdobyć, a ty ledwo wciągnąłeś mnie za drzwi, a już zdążyłeś ściągnąć mi dżinsy z ud.

Poczuł, jak jego szczęka stwardniała, głównie dlatego, że nie kłamała, co przypomniało mu, że był słaby.

- Musisz ze mną przeżyć tę przejażdżkę, kowboju – powiedziała - A sposób, w jaki do mnie podchodzisz, sugeruje, że ty też tego potrzebujesz.

- Musimy być ostrożni.

- Chaos?

- Ty.

- Ja? – spytała, brzmiąc na zdezorientowaną.

- Keely, wiesz, że wpakowałbym się w gówno, gdyby bracia się o tym dowiedzieli, i szczerze mówiąc, to jest zmartwienie. Ale nie poświęciłem czasu na to, żeby się tobą opiekować, żebyś kiedykolwiek czuła cokolwiek innego niż opiekę.

- Jeśli uważasz, że nie czuję się zaopiekowana po czterech orgazmach w ciągu godziny, zdecydowanie potrzebujesz lepszego zrozumienia tej koncepcji.

Była dowcipna i to też mu ​​się podobało.

Ale teraz musieli być poważni.

- Nie wiem, czego ode mnie chcesz, a ja wezmę tę słodką cipkę i klepnę ten okrągły tyłek i wezmę tyle czasu, ile zechcesz mi dać, ale oboje musimy rozumieć, gdzie są nasze głowy w tej sprawie i wycofać się, dosłownie i w przenośni, w chwili, gdyby wyglądało na to, że sprawy się zaczną pieprzyć.

- Więc bawimy się dobrze i nie wchodźmy za głęboko? - zapytała.

- Więc, jak chcesz dać swojemu kowbojowi przejażdżkę, to ją weźmie, ale w chwili, gdy dostaniesz choćby cień wskazówki, że to, co sobie dajemy, nie jest już dla ciebie, daj mi znać i wrócimy tam, gdzie byliśmy wcześniej.

- A gdzie to było?

- Przynoszę twoje czeki. Wymieniam twoje termostaty, które przestają działać. Ale poza tym żyję swoim życiem, a ty swoim.

Nic na to nie odpowiedziała.

- Seks, kochanie - powiedział cicho - Cholernie świetny seks. A kiedy przestanie być tylko seksem między dwojgiem ludzi, którzy się lubią i mają za sobą przeszłość, to ograniczamy straty. Potrafisz to zrobić?

- Jesteś wspaniały w łóżku, Hound. To może trochę potrwać.

- Dobrze wiedzieć, Keely. Ale oboje wiemy, że to nie idzie tam, więc uwolnij faceta, zanim uwikła się tak, że ​​się udusi.

Stała się pod nim twarda, a on nie wiedział, czy chodziło o to, co ujawnił, co wypuścił, nawet jeśli nie powiedział jej tego wprost, czy o ten świat „uduszony”, było zbyt szczere, co sprawiło, że taka się stała.

Byłoby ulgą odkryć, że to było pierwsze.

- Nigdy bym cię nie skrzywdziła.

Zabijała go przez dwadzieścia lat.

Nie oświecił jej w tej sprawie.

- Więc rozumiemy się – powiedział.

Jej głowa na jego prześcieradle przechyliła się na bok.

- Sprawiam ci ból? – wyszeptała.

- Dochodzę tak mocno, kiedy jestem w tobie, że myślę, że moje jaja wystrzelą mi z kutasa, ale poza tym nie – skłamał.

Uśmiechnęła się szeroko - Aż tak mocno?

– Keely, jesteś maszyną. Jesteś jak bioniczna mistrzyni seksu.

Wybuchnęła śmiechem, owijając wokół niego swoje ramiona i nogi, kiedy to robiła.

Patrzył.

Czuł.

O tak.

Skłamał.

Całkowicie cholernie go zabijała.

Przestała się śmiać, ale nie do końca, gdy oznajmiła - Masz nowe prześcieradła.

- Najwyraźniej byłem elastyczny, jeśli chodziło o to, że ten pierwszy raz był jedynym razem.

Nadal cicho się śmiała, pytając - Przetestowane?

- To właśnie zostało wykreślone z mojej listy rzeczy do zrobienia.

Podniosła głowę i musnęła jego usta swoimi ustami, po czym opuściła je z powrotem na materac i wymamrotała - Dobrze.

Nie chciał o to pytać, ale ostatnim razem odeszła przed świtem, więc musiał zapytać.

- Musisz wrócić do domu?

- Jag odkrył niechęć Dutcha do zakupów spożywczych i nigdy nie ma pieniędzy, co jest zagadką, bo nadal ma kieszonkowe, teraz znacznie większe, bo nadal chodzi do szkoły, ale głównie jest sam, i nadal jest człowiekiem, więc nadal musi jeść i robić to, co robią chłopcy, a większości z tego nie chcę wiedzieć. Wraca więc do domu, żeby zatankować paliwo na cały dzień, i robi to wcześnie.

- Dzieciak zawsze był rannym ptaszkiem - mruknął Hound.

- To zadziwiające, a ja powiedziałam im, że to dla zabawy zrobiliśmy ten test DNA dwa lata temu, ale głównie po to, żeby upewnić się, że nie został zamieniony w szpitalu.

Zaśmiałby się.

Ale chociaż część tego, co powiedziała, była zabawna, część nie.

- Jaki test DNA?

- Te, które możesz wysłać pocztą.

- Ktoś ma w aktach DNA twoje i chłopaków?

Znów pod nim zamarła.

- Hound…

- Mała, co do cholery?

- To poufne.

- To nie jest niczyja pieprzona sprawa.

Poczuł, jak jej złość wzrasta, zanim jeszcze powiedziała - Nie będą robić nic, co mogłoby być z tym problemem. Tack obiecał mi to, kiedy zadzwonił do mnie, żeby powiedzieć, że wszyscy zajęliście się Dutchem.

- To nadal nie jest niczyja pieprzona sprawa.

- Hound, nie jesteś już wyjęty spod prawa. Muszę w to uwierzyć, bo mój chłopak jest w to zamieszany, a Jag mówi, że wskoczy do akcji, jak tylko skończy szkołę.

Hound wiedział o tym. Bracia zgodzili się przyjąć go w chwili, gdy tylko się do tego zbliżył.

Mimo to.

- Wyjęty spod prawa nigdy nie przestaje myśleć jak przestępca, nawet gdy przestrzega prawa - poinformował ją.

- Przestrzegasz prawa? - zapytała.

Tego dnia?

Pewnie.

- Tak - odpowiedział.

Wydawała się rozluźnić pod jego wpływem, ale nadal pytała - Powinniśmy porozmawiać o problemach, jakie ma Klub?

- Nie.

- Czy to Nie, to sprawa Klubu i jako taka, żadna moja, czy Nie, nie powiesz Keely tego gówna, bo straci rozum?

Najwyraźniej jak raz jesteś wyjęty spod prawa, zawsze takim zostajesz, a także raz starsza pani, to zawsze starsza pani.

- Przeważnie pierwsze, trochę ostatnie.

- Kurwa - mruknęła i zobaczył, jak przewróciła oczami na sufit i nie opuściła ich.

- Przyciągnęłaś do mnie swój tyłek o drugiej w nocy, żeby go klepnął, mała – przypomniał jej delikatnie - I zrobiłaś to wiedząc, że Klub ma kłopoty. Już jesteśmy w strefie, w której chcesz wrzucić na luz?

Jej oczy natychmiast się odwróciły.

– Nie.

Wtedy Hound się zrelaksował.

– Zanim pójdziesz, znów będziemy się bardzo szybko pieprzyć? - zapytał.

Zrobili to mocno.

Następnie ubrali się i Hound odprowadził ją do samochodu.

- Następnym razem daj mi znać i zostań w samochodzie, dopóki mnie nie zobaczysz – rozkazał.

- Co tylko zechcesz, kowboju.

Z nią nigdy nie było tak, jak on chciał.

To było branie tego, co mógł dostać.

Więc zrobił to od razu.

Pocałował ją.

Potem zamknął za nią drzwi, gdy wsiadła.

I na koniec stał na chodniku i patrzył, jak odjeżdżała.

Walnął się w swoje prześcieradła za pięćset dolarów.

I obudził się dwie godziny później, gdy budzik oznajmił mu, że czas zająć się Jean.

*****

- Kurwa - jęknął, tracąc z oczu Keely podskakującą na jego kutasie, gdy był zmuszony wbić głowę w poduszki, zamknąć oczy, wbić swoje biodra w jej i mocno strzelić.

Zanim się z tym uporał, poczuł, jak jej ciało go uderzyło, jej cipka go ścisnęła, a jej włosy opadły mu na twarz, gdy osunęła się na niego.

- Jesteś bardzo pracochłonny, kowboju - wyszeptała.

Odwrócił głowę i wsunął twarz przez jej włosy w szyję - Jak chcesz tego szybko, nie połykaj ogromnego ładunku, zanim zdecydujesz się mnie ujeżdżać.

- Odnotowano.

- Mówię o tym, że, jeśli oznaczasz preferencje, nie mam nic przeciwko temu, żebyś połknęła ogromny ładunek, zanim przywrócisz mojego chłopca do życia i poskaczesz na moim kutasie.

Poczuł, jak trzęsła się od śmiechu, otoczył ją ramionami, żeby lepiej to poczuć, a ona odpowiedziała - Preferencja odnotowana.

Chciał jej dotknąć, pogłaskać dłońmi jej delikatną skórę, delikatnie ją wtulić w siebie, po tym, jak mocno go przeleciała.

Ale tego nie zrobił i nie dlatego, że nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek robił to z kobietą, ale dlatego, że się lubili, lubili się pieprzyć, ale to nie było tym, kim byli dla siebie.

Tak właśnie myślał.

Od razu dowiedział się, że Keely uważała inaczej.

Przekonał się o tym, gdy podniosła się, a jej długie, czarne włosy niczym kurtyna opadająca po obu stronach twarzy muskały skórę jego klatki piersiowej i palce przesunęły się po orle wytatuowanym na jego obojczyku i górnej części klatki piersiowej. Rozpiętość skrzydeł była szeroka, pióra ogona rozłożone wachlarzowato, pazury wyciągnięte, dziób dziki, jakby miał zaatakować ofiarę, a nad nim, nad obojczykiem, była cienka linia chmur. Przesunęła palcem w dół, tam gdzie na jego klatce piersiowej widniał skomplikowany wzór z ażurowymi zdobieniami i pod nim, gdzie gówno zaczynało się robić ciekawe.

Miał tatuaż Chaosu: Wiatr, Jazda, Ogień i Wolność.

Na lewej stronie brzucha miał szale Chaosu, gdzie jedna strona była wysoko, a z szali kapała krew (u Hound’a ta krew była czarna, wszystkie jego tatuaże były czarne, bez koloru, a on był poważnie wytatuowany, cały tors, plecy pokryte Chaosem, dwa rękawy). Wyżej na tej szali znajdowało się słowo Red, które oznaczało Cherry, a dokładnie oznaczało Cherry, która przeżyła fakt, że wiele razy przyjęła cios nożem, bo nieżyjący już narzeczony jej przyjaciółki wbił ich wszystkich po szyję w gówno.

Po drugiej stronie wagi, na tej szali, która była na dole, unosił się żniwiarz i była oznaczona jako Black.

Black Chaosu.

Black Keely.

Wszyscy mężczyźni mieli gdzieś na ciele ten tatuaż, który przypominał im o tym, co jest ważne: braterstwo, rodzina i bezpieczeństwo obojga.

Wstrzymał oddech, a jego mięśnie brzucha uniosły się, gdy Keely położyła dłoń na żniwiarzu, nazwisku swojego męża i mocno nacisnęła.

Wiedział, że dotrą tam. Wiedział również to, że to będzie to, co mu to odbierze.

Po prostu życzył sobie, żeby to nie nastąpiło tak szybko.

- Keely – wyszeptał.

Jej głowa, pochylona, ​​żeby móc wpatrywać się w jej dłoń, podniosła się.

- Red? – zapytała.

To był pierwszy raz, kiedy zobaczyła tatuaż.

Gówno.

- Tyra, starsza pani Tacka – odpowiedział.

- Kiedy została porwana lata temu i dźgnięta nożem... wielokrotnie - zgadła.

Hound skinął głową.

- Masz to dla niej?

Nie zapytała o Blacka.

- Wszyscy bracia to mają.

Przyglądała mu się przez chwilę, zanim spojrzała w dół, zsunęła rękę z wagi, a Hound znów się napiął, próbując wyrównać oddech, gdy szła na drugą stronę.

Było tam gówno, które miało znaczenie. Powiewająca amerykańska flaga. Jeden z projektów motocykli jego brata, Jokera, amerykański bobber[2], który Hound chciał kupić, zanim klient go odebrał, ponieważ teraz przepadł na zawsze, trafił do jakiegoś bogatego dupka, który prawdopodobnie nie miał pojęcia o znaczeniu czegoś tak fajnego, miał po prostu pieniądze, żeby to kupić.

A z jego łonowych włosów, zaczynając blisko nasady jego penisa, wystawała, indiańska lanca z przywiązanym do niej orlim piórem, z biegnącymi równolegle łukiem i strzałą, skrzyżowane z długo rękojeściową maczugą, do której ścięgnem przymocowano u góry surowy kamień. Przebiegały one przez jego brzuch, przez pępek, do żeber, przez powiewającą tam amerykańską flagę i dalej w górę.

Broń Apaczów.

Nie byli jedynym plemieniem, które ich używało, ale ona przyjęła swoją kulturę. Zdecydowanie nie była odporna na to, gdzie był Hound, jeśli chodziło o nią, mogła to połączyć, że wytatuował ją w sobie od penisa do miejsca, w którym trafił czubek lancy, do jego serca.

- Keely – zawołał, by zwrócić jej uwagę, gdy zaczęła wodzić palcem wzdłuż strzały przez łuk, prosto w środek jego klatki piersiowej.

- Nie mam żadnych tatuaży – mruknęła.

To nie umknęło jego uwadze. To była jedyna cecha, która nie pasowała do starszej pani.

- Dlaczego? – zapytał.

Na szczęście jej spojrzenie powędrowało w jego stronę - Zdecydowałabym się na jeden, a potem zmieniłabym zdanie. Zdecydowałabym się na drugi i zmieniła zdanie.

- To nie są rzeczy, o których można zmienić zdanie – powiedział.

Cień uśmiechu przemknął przez jej usta.

- Twój artysta jest zajebisty – powiedziała.

- Tak – zgodził się.

- Ty je zaprojektowałeś czy on?

- Ona je wszystkie zaprojektowała, poza tatuażami Chaosu. One zostały odziedziczone albo zrobił je człowiek Tacka.

Skinęła głową, jej wzrok powędrował na jego klatkę piersiową, już wiedząc o tych, które zostały odziedziczone, skoro Black został pochowany razem z nimi.

- Keely.

- Pozwoliłeś wytatuować się dziewczynie? - zapytała, a w jej twarzy było coś, czego nie rozumiał.

- Ona nie musi walczyć z tygrysem, żeby to zrobić, mała. Z drugiej strony tygrys prawdopodobnie by mnie pokonał, więc dobrze, że tego nie robi.

- Mam na myśli, że cię dotykała... - przesunęła rękę w dół, w jego łonowe włosy aż do nasady jego penisa - tutaj.

- Nie pozwolę, żeby facet mnie tam dotykał - mruknął.

– Goliłeś się?

– Musiałem.

– Ty to zrobiłeś, mam na myśli golenie?

– Tak.

– Wszystko?

Jego brwi się ściągnęły - Nie. Tylko tam, gdzie musiała iść.

– Ona to wszystko widziała?

– Masz na myśli mojego kutasa?

– Tak.

- Nie potrzebowała, żeby wszystkie moje rzeczy były jej wystawione na widok, żeby dostać się tam, gdzie chciałem, żeby poszła. Czy mogę teraz zapytać, dokąd to zmierza?

- Spałeś z nią?

Wtedy jego brwi się złączyły.

- Keely.

– Spałeś – szepnęła.

Spał. Jego tatuażystka była słodkim skrzatem, połączeniem twardzielki z księżniczką z różowymi włosami, poważnymi jak cholera piercingami, które odwalały robotę, i z magicznymi ustami.

Uznał, że dzielenie się tym w tym momencie byłoby błędem.

- Powtórzę, dokąd zmierzasz z tym? - naciskał.

- Nie lubię się dzielić.

Ach.

- Zrobiłem test dzisiaj, mała. Nie zrobiłbym niczego, by narazić cię na ryzyko, więc czekałem, żeby odebrać wyniki, a jeśli dostaniemy zielone światło, wejdę w ciebie bez gumek.

- Okej - powiedziała cicho.

Ale on patrzył na nią, bo właśnie zgodził się na wyłączność z, zasadniczo, kumplem do pieprzenia.

Przesunął ręce po jej plecach i włosach, aby przytrzymać jej głowę obydwiema dłońmi.

- Nie musisz martwić się o dzielenie się, Keely. Masz moje słowo. Ale nie zapominaj tego, gdzie to jest i co ode mnie dostajesz - ostrzegł.

Skinęła głową.

- Musisz wracać do domu? - zapytał.

- Wkrótce - odpowiedziała.

- Będziemy się znów pieprzyć?

Uniosła jedną idealną brew - Masz to w sobie?

- Ty robisz robotę, ja mogę się zebrać.

Uśmiechnęła się.

- Obciągałam ci, a ty mnie nie zjadłeś - powiedziała mu coś, co bardzo dobrze pamiętał.

- Chętnie ci pomogę, ale mówię tylko, że jeśli śledzisz, to chyba jesteś mi winna jakieś cztery.

- Słyszę to, kochanie, ale usta mamy są zmęczone.

I on to usłyszał. Dała z siebie wszystko, zrobiła to z zapałem i nie przestawała, nawet po tym, jak on dmuchnął.

– Chyba już czas, żebym zszedł na dół – mruknął.

- To prawda.

- Zechcesz się odsunąć? - zapytał.

Nie mógł sobie wyobrazić, dlaczego nie miałaby tego zrobić. Nadal miał trochę twardości, ale szybko ją gubił.

Nadal się wahała.

Potem się odsunęła i ją stracił.

Uderzyło go w tym to, że Keely zachowywała się tak, jakby nie chciała go stracić.

Nie zamierzał się z nią w to zagłębiać.

Zamiast tego stoczył się z łóżka i poszedł do łazienki, żeby spłukać w kiblu prezerwatywę.

W tym tempie dozorca naskoczy na niego wkurzony za zatkanie rur.

Nieważne.

Wrócił do Keely i wziął ją tam swoimi ustami.

Popchnął ją tam ponownie swoim kutasem i palcami.

Potem się ubrali i odprowadził ją do samochodu, gdzie obściskiwali się, po czym stanął na chodniku i patrzył, jak odjeżdżała.

 



[1] PSI (ang. Pound-Force per Square Inch) jest to ciśnienie, które wynika z siły 1 funta-siła przyłożonej do powierzchni 1 cala kwadratowego.

[2] Indian Scout Bobber - marka motocykla produkowanego w USA

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz