ROZDZIAŁ 13
Pieprz się
Keely
Nie
zauważyłam, że to nadciągało.
To
było niepodobne do moich chłopców, by tak zagrać.
Ale
kiedy to się stało, zdałam sobie sprawę z tego, dlaczego tak zrobili.
Wszystko
zaczęło się w mojej kuchni. Było to w niedzielne popołudnie po śmierci Jean i
zakończeniu związku Hound’a ze mną.
Piekłam
ciasteczka, bo byłam oddana łagodzeniu bólu po wszystkim, co się wydarzyło, za
pomocą cukru zamiast tequili, bo moje życie mogło się skończyć (ponownie), ale
moje życie nie skończyło się. Moi chłopcy nie potrzebowali mamy alkoholiczki,
która wpadałaby i robiła z siebie idiotkę podczas ich ceremonii ślubnych
(kiedykolwiek to miałoby miejsce – w przypadku Dutcha miałam nadzieję, że co
najmniej za dziesięć lat, żeby choć raz się zabawił – dla Jaga miałam nadzieję
jakaś kobieta usidli go za jakieś pięć minut).
Weszli
razem tylnymi drzwiami.
To
był ich dom i nie dałam im żadnych wskazówek, chociaż obaj w zasadzie
wyprowadzili się z niego i mieszkali razem, że nie mogli przychodzić i
wychodzić, kiedy chcieli.
Ale
to ja (zdecydowanie nie Hound ani nie chłopcy z Chaosu) wpoiłam im uprzejmość.
Więc mieli poczucie, że to był ich dom (bo tak było), ale teraz był głównie
tylko mój, więc nie narzucali się mi i pisali lub dzwonili, żeby dać mi znać,
że wpadną.
To
zwykle było ostrzeżenie przed przygotowaniem posiłku, że powinnam zrobić
więcej, żeby ich nakarmić.
Ale
znałam ich grę. Sprawdzali, co u mamy, upewniając się, że nie jest samotna,
dotrzymując jej towarzystwa.
Po
prostu, jeśli już to robili, to mogli sobie pozwolić na trochę jej gotowania.
Przez
chwilę pomyślałam, że może moja więź biologiczna z nimi wysłała im wibracje, że
piekłam ciasteczka, a obaj moi chłopcy uwielbiali moje ciasteczka, i to wysłało
ich na trajektorię prosto do mojej kuchni, jak latarnia naprowadzająca.
Ale
już po jednym spojrzeniu na ich poważne twarze wiedziałam, że to nie było to.
-
Co tam, chłopcy? - zapytałam.
-
Hej, mamo - powiedział Jagger.
-
Mamo - powiedział Dutch.
Mój
starszy syn podszedł do mnie pierwszy. Kładąc rękę na mojej talii, pochylił się
i przyłożył usta do mojego policzka.
Byłam
wysoka. Black był wysoki. Niemożliwym było, żeby moi chłopcy nie byli wysocy.
Więc
obaj byli wysocy.
Dutch
był wyższy, wyższy nawet od swojego taty. Miał metr osiemdziesiąt trzy. Jag
miał wzrost swojego ojca, metr siedemdziesiąt osiem.
Dutch
miał na sobie koszulkę rekruta. Nie było na niej jego imienia ani naszywki z
insygniami Chaosu z tyłu. Na piersi miał tylko Rekrut i łukowaty napis Chaos
czcionką Dzikiego Zachodu na plecach. Wyblakłe dżinsy wisiały na nim jak mokry
sen dziewczyny. Jego czarną koszulkę termiczną należało wyrzucić, bo była tak
często prana, że już
nie
była czarna. Ale nadal
pasowała do jego szerokiej
klatki piersiowej, jakby ktoś
dopasował ją do jego proporcji jak
zbroję.
Tylko
jego pierwsza złamała mu serce. Cokolwiek Hound mu powiedział, unikał tego w
przyszłości ze swoimi dwoma kolejnymi dziewczynami i to on był tym, który łamał
jej serca.
Ale
zrobił to tak słodko, jak tylko mógł.
Wciąż
go to rozdzierało.
Podobały
mi się obie jego ostatnie dziewczyny (nie ta pierwsza, była piękna i wiedziała
o tym, więc zadzierała nosa). Ale z jakiegoś powodu Dutch uznał, że to nie ta
jedyna, położył temu kres.
Byłam
zadowolona. Był zdecydowanie za młody, żeby poważnie traktować dziewczynę.
Wybrał drogę Chaosu, ale wciąż miał czas, żeby znaleźć mężczyznę, którym miał
być.
Dziwne
było to, że czułam, że on o tym wiedział. Czułam, że nie ustatkuje się, dopóki
nie będzie mógł dać kobiecie, którą by wybrał, mężczyzny, którym zamierzał być.
To
nie znaczyło, że nie chciał towarzystwa po drodze.
Jagger
miał na sobie długi, szary T-shirt, który, gdyby ożywił się ze względu na jego
bliskość skóry, musiałby być w nim zakochany. Jego dżinsy zostały
prawdopodobnie wybrane, bo przyciągały uwagę do pewnych partii jego dolnej
części ciała, co bez wątpienia sprawiało, że kobiety zaczynały się ślinić.
Nosił te rzeczy jak jego brat, z swobodną pewnością siebie, która była tak
bardzo ich ojca. Ale Jag miał w sobie odrobinę zarozumiałości.
Wiedział,
że jest gorący.
Dutch
prawdopodobnie też to wiedział. Był po prostu bardziej cichy w tej wiedzy.
Obaj
mieli świetne ciała, które częściowo pochodziły z genetyki, częściowo z tego,
że nauczyli się od Hound’a, że powinni poświęcić czas na ich
doskonalenie. Nadal byli członkami
siłowni Hound’a i obaj
nadal przesiadywali z chłopakami
z Chaosu przy ich sprzęcie
do ćwiczeń w Kompleksie, Dutch
teraz bardziej, bo cały
czas był w Chaosie.
Więc
Dutch nabierał masy, nawet w tym dziale będąc większy od swojego ojca.
Ale
nie był większy od Hound’a.
Jag
podszedł do mnie jako drugi, zrobił to samo, został blisko, wciągnął powietrze
przez nos, uśmiechnął się do mnie i powiedział - Ciasteczka.
-
Tak – odpowiedziałam, uśmiechając się do niego.
-
Musimy porozmawiać – wtrącił Dutch.
Obserwowałam,
jak uśmiech znikał z twarzy Jaggera, gdy odszedł i spojrzał kątem oka na brata.
To
był moment, w którym przygotowałam się psychicznie na to, co miało nastąpić.
Pomyślałam,
że teraz powiedzą mi o swojej decyzji w sprawie kurtki i motocykla ich ojca.
Dziwne
w tym było to, że to ja kazałam im podjąć decyzję, więc nie rozumiałam,
dlaczego obaj zachowywali się tak ostrożnie.
-
Jagger zadzwonił do Hound’a – oznajmił Dutch.
O
cholera.
Nie
przygotowałam się wystarczająco.
Wzmocniłam
swoją obronę, by nic nie robić, tylko patrzyć moim chłopakom w oczy i kiwać
głową.
-
Poprosił Hound’a, żeby oficjalnie zgłosił jego nazwisko do rekrutacji –
kontynuował Dutch.
Okej.
To
było w porządku.
Spodziewałam
się tego, ale nie od razu.
Myślałam,
że to było za wcześnie. Chciałabym, żeby Jag poczekał, aż jego brat zostanie
pełnoprawnym członkiem. Aż skończy szkołę, co nastąpi pod koniec maja. A nawet
później.
Nie
mógł nawet pić.
Oczywiście,
jego urodziny były w przyszłym miesiącu (nadal nie mógł pić), urodziny jego
brata były dwa dni po ukończeniu szkoły przez Jaga.
Mimo
wszystko.
Spojrzałam
na Jaga - Może być trudno rekrutować i chodzić do szkoły, Jagger.
-
Hound o tym wie i bracia też o tym wiedzą. Hound powiedział mi, że w ten sposób
może minąć więcej czasu, zanim zdobędę naszywkę. Ale dadzą mi czas na zdobycie
dyplomu i nadal będę na drodze do naszywki - odpowiedział Jagger.
Przemyślał
to. Omówił to z Hound’em.
Powinnam
była zdać sobie sprawę, że, biorąc pod uwagę, jak blisko moi chłopcy byli z
Hound’em, nie mogę go całkowicie wymazać ze swojego życia. On będzie trzymał
się ode mnie z daleka. Ja będę trzymała się od niego z daleka. Łączyła nas więź
Chaosu i musieliśmy sobie z nią radzić, zwłaszcza gdy chłopcy się przyłączyli,
a ja znów zostałam wciągnięta głębiej w Chaos w sposób, który mnie wciągnął, co
nie byłoby takie złe. Nie byłam przecież starszą panią, od której oczekiwano,
że pojawię się na wydarzeniach lub usiądę z tyłu motocykla podczas jazdy. Wtedy
zdałam sobie sprawę, że nigdy nie zrezygnuję całkowicie z Hound’a i to nie z
powodu historii starej i nowej, ani wspomnień starych i nowych.
Ale
z powodu moich chłopców, których nigdy by nie puścił, a ja bym tego nie
chciała, ale nawet gdybym ja z jakiegoś szalonego powodu to zrobiła, oni też by
go nie puścili.
-
Jeśli masz to ustalone, to twoja decyzja, twoje życie, ale tak jak twój brat,
masz moje wsparcie – powiedziałam Jagowi.
To
przypomniało mi, że lata temu, kiedy Dutch zaczął ze mną poważnie rozmawiać,
nie chciałam, żeby zgłaszał się do Chaosu.
Hound,
oczywiście, naprostował mi to.
Myśląc
o tym przez ostatnie kilka dni (i miesięcy, ale szczególnie przez ostatnie
kilka dni), zdałam sobie sprawę, że to wtedy zaczęłam się w nim zakochiwać,
jednocześnie zdając sobie sprawę (w końcu), że on już dla mnie był stracony.
Nie
traktował mnie niczym porcelany.
Przedstawił
mi to tak, jakbym była biker-suką, starszą panią, którą cholernie byłam. Jakbym
mogła to znieść. Jakbym musiała zrobić to, co mi kazał. Wyciągnąć głowę z tyłka
i zacząć żyć od nowa, bo nie pozwolę, żeby mój żal wymknął się spod kontroli.
Wtedy
nie czułam się dobrze, ale ostatecznie doceniłam to.
Wyszłam
też i znalazłam sobie faceta na krótki okres.
Nie
było tak, że nie uprawiałam seksu od śmierci Grahama. Zajęło mi to lata, ale
znalazłam przygody na jedną noc, żeby zaspokoić podstawowe potrzeby. To było
rzadkie i zapuszczałam się daleko, żeby samej to wszystko ogarnąć.
Ale
nie znalazłam nikogo, do kogo wróciłabym choćby dwa razy, a co dopiero, żeby
spędzić z nim kilka miesięcy.
Ten
facet nie wytrzymał. Nie był Blackiem. Nie był nawet motocyklistą.
Ale
przede wszystkim, choć wtedy tego nie wiedziałam, nie był Hound’em.
Ostatecznie,
po tym, jak Hound mi to wyłożył, a ja się nad tym zastanowiłam i zdałam sobie
sprawę, że mówił prawdę, poparłam Dutcha w jego decyzji o poświęceniu życia i
lojalności bractwu.
Tego
właśnie chciał.
To
by uszczęśliwiło jego ojca.
I
tego właśnie chciał Hound.
Teraz
zrobiłbym to samo dla Jaga.
-
Dzięki, mamo – odpowiedział Jagger.
-
Klub ma gówno do zrobienia, więc dziś wieczorem zasiadają przy stole i
zagłosują nad wieloma rzeczami, w tym nad Jag’iem. Wszyscy wiemy, że to
przechyli szalę na korzyść Jaga, więc wkrótce zostanie rekrutem – powiedział
Dutch - Ale nie ma motocykla, a żeby zostać rekrutem, będzie go potrzebował.
Moje
spojrzenie przesunęło się między moimi chłopcami i zobaczyłam, że wyraz twarzy
Dutcha był niepewny.
Zobaczyłam
też, że szczęka Jaga lekko stwardniała.
Ojej.
Obaj
chcieli kurtkę Grahama.
-
Jag powiedział mi o kurtce taty i jego motocyklu i rozmawialiśmy – kontynuował
Dutch.
Tak.
Obaj
chcieli kurtkę ojca.
-
W porządku – powiedziałam, kiedy nie kontynuował.
-
Nie możemy się zdecydować.
Gówno.
Nie
chciałam być w środku tego wszystkiego. Już samo oddanie tego, z co oddawałam,
było wystarczająco trudne, nawet jeśli w głębi serca wiedziałam, że to już było
ich. Nie mogłam decydować, kto co dostanie.
-
To naprawdę wy musicie zdecydować, chłopcy – powiedziałam Dutchowi.
-
Nie możemy – stanowczo powiedział Dutch - Więc poprosiliśmy Hound’a, żeby
przyszedł i pomógł nam podjąć decyzję.
Co?
Gówno.
Nie.
Kurwa!
Nie!
-
Będzie tu za chwilę – wtrącił Jagger.
Gówno!
Nie!
Ukryłam
to wszystko przed moimi synami. Nie miałam wyboru.
I
zastanawiałam się, co myśli Hound.
Musiał
wiedzieć, że spotkanie nie odbędzie się, jeśli mnie tu nie będzie. Jeśli będą
chcieli porozmawiać tylko z nim, spotkaliby się w Kompleksie, u Hound’a lub u
Dutcha.
Przeszła
mnie szybka fala nadziei, że może odkąd Jean umarła, dostrzegł swój błąd w
sposobie, w jaki mnie dotykał, w tym, co mi powiedział, i wykorzystał to jako
swoją furtkę.
Popłynęłam
na tej fali i pozwoliłam, by rozbiła mnie o brzeg, bo biorąc pod uwagę, jaki
był, co myślał, bardzo wątpiłam, że się nad tym zastanowił i doszedł do
właściwych wniosków.
Ale
także z tym, co myślał wcześniej, nie było odwrotu.
W
całym tym szaleństwie nie napawało mnie ciepłem zauważenie, jak obaj moi
chłopcy, szczególnie Dutch, obserwowali mnie bardzo uważnie.
Może
po prostu zrozumieli, jak trudno mi było pozbyć się dwóch ostatnich,
najważniejszych elementów ich ojca.
Może
to było coś innego, o czym nie chciałam myśleć.
Znali
mnie, nawet Jagger mnie obserwował, był na mnie wyczulony. I obaj byli blisko z
Hound’em. Wiedziałam, że spędzili z nim czas w tym tygodniu. Jag wspomniał, że był
lekko wkurzony, że Hound nie podzielił się Jean z nim i Dutch’em, ale nie
chciał dać wyrazu temu, ponieważ kolidowałoby to ze wsparciem, jakie dawał Hound’owi
teraz, gdy ją stracił.
Ssało
mnie, że byłam zadowolona, że Hound miał to od moich synów.
Nadal
byłam zadowolona, że miał to od moich synów.
-
Kiedy będziemy czekać… – powiedziałam nonszalancko – któryś z was ma ochotę na
ciasteczka?
Jag
rzucił kolejne spojrzenie bratu, które nie dawało mi ciepłych uczuć.
Nigdy
nie oferowałam żadnemu z nich ciasteczek, kiedy nie rzucili się na nie.
Właściwie nigdy nawet nie czekali, aż im zaproponowałam. Traktowali swoje ciała
poważnie. Nadal wyjadali moje ciasteczka.
-
Tak – mruknął Dutch, w końcu ruszając do przodu.
-
Super, mamo. Dzięki – powiedział Jagger, jak zawsze, jeśli Dutch wyraził zgodę
(lub nie) w określonej sytuacji, Jagger szedł za przykładem brata.
Zjedli
ciasteczka.
Wyjęłam
ostatnią blachę z piekarnika, wyłączyłam go i właśnie zeskrobywałam ciasteczka
na drucianą kratkę do studzenia, gdy tylne drzwi się otworzyły i wszedł Hound.
Nawet
nie zapukał.
To
było nowe.
Właściwie
użycie tylnych drzwi było nowe.
Zwykle
wchodził od frontu.
I
pukał.
Jedno
spojrzenie na jego przystojną, pustą twarz powiedziało mi, co pomyślał,
zgadzając się na spotkanie z moimi chłopcami, w którym ja uczestniczyłam.
Był
twardzielem motocyklistą, który żył dziko, brał życie za gardło i odrzucał
wszystko, czego nie chciał.
Zostałam
zepchnięta na bok.
On
mnie odrzucił.
-
Będziemy robić to gówno w kuchni? – zapytał.
Nawet
nie powitał moich chłopców.
Wpatrywałam
się w tę przystojną, pozbawioną wyrazu twarz.
Od
lat była starannie pozbawiona wyrazu, próbując ukryć to, co krzyczały jego
czyny, jak głęboko coś do mnie czuł.
Teraz
było inaczej.
Po
prostu wszystko zniknęło.
Dwa
miesiące patrzenia, jak się uśmiechał, śmiał, osiągał orgazm, żartował ze mnie,
wkurzał się na mnie, wszystko to zostało zmiecione, odsunięte na bok, a on ruszał
dalej.
Nie,
on już poszedł dalej.
Stałam
w mojej własnej cholernej kuchni, po tym, jak rzucił mną o ścianę, sprawił mi
fizyczny ból, używając moich własnych pieprzonych włosów. Włosów, przez które
przesuwał palcami. Włosów, które owijał wokół swojej pięści. Włosów, w które
wplątywał swoją dłoń, gdy na nim dochodziłam. Podczas tego powiedział mi te
obrzydliwe rzeczy, które mi powiedział.
I
to on poszedł dalej.
Pieprzyć
go.
-
Przenieśmy to do salonu – powiedziałam, po czym odłożyłam tacę, zdjąłam
rękawicę kuchenną i zaczęłam to robić.
Mój
dom wyglądał tak, jakby kobiety, które były właścicielkami tego śmieciowego
biznesu cygańskiego, przyszły, przejęły go i trochę poszalały.
Wszystko
było dzikie i odważne, każdy cal, jaskrawe kolory, kłócące się wzory (oprócz
pokojów chłopców, które pozwoliłam im udekorować, a to wszystko obejmowało
motocykle, podrasowane samochody i plakaty z przeważnie nagimi kobietami, a
także brudne ubrania na podłodze).
Miałam
nawet okrągłą miedzianą wannę na środku łazienki, która była zmatowiała na
zielono na zewnątrz, miała szachownicę niedopasowanych kwadratowych płytek na
podłodze, zniszczony mebel zamieniony w umywalkę, czerwone ściany z rzeczami na
nich, w tym ogromne lustro z szeroką, tłoczoną blaszaną ramą.
To
było totalne przegięcie.
Uwielbiałam
to.
Black
kochałby by tego nienawidzić.
I
to też uwielbiałam.
Hound,
nie miałam pojęcia. On istniał w swoim otoczeniu, wypełniając je swoim klimatem
twardziela motocyklisty, ale dla niego nie miało to najmniejszego znaczenia.
Przez
ostatnie dwa miesiące zastanawiałam się (często), czy oboje zmieścilibyśmy się
w mojej wannie.
Teraz,
nigdy się nie dowiem.
W
moim salonie, do którego weszliśmy, stała czerwono-pomarańczowa aksamitna sofa
i pasujący do niej fotel, oba niemal zajęte przez ogromne turkusowe welurowe
poduszki pokryte wzorami w kolorze spalonej pomarańczy w połączeniu z grubymi,
małymi kępkami frędzli po bokach. Drewniana podłoga była zwieńczona ogromnym
dywanem ze wzorem w odcieniach czerwieni, złota, cegieł, turkusów i brązów,
który mógłby spowodować ból głowy, gdyby wszystkie inne wzory nie zderzały się
z nim, przyzwyczajając oko do czystego szaleństwa projektowego. Na dwóch
stolikach bocznych stały lampy w kolorze złotym z kloszami ze skomplikowanym
nadrukiem w odcieniach ceglastej czerwieni.
To
prowadziło do jadalni, w której znajdował się długi, wysoki stół jadalny z
jaskrawoczerwonymi stołkami wokół niego, a było ich dziesięć, jakbym urządzała
wielkie przyjęcia, na których byłam szczęśliwą gospodynią dla wszystkich moich
przyjaciół.
Czego
nie robiłam. Przede wszystkim dlatego, że przez lata Bev stała się moją jedyną
prawdziwą przyjaciółką.
Ale
może bym to zrobiła.
Może
zaprosiłabym którąś z tych sztywnych, umiarkowanych, niepijących od liceum
osób, z którymi pracowałam, na posiłek dla biker-suk, który powaliłby ich na
kolana.
Powiedziałabym
im, żeby przyjechali Uberem do mojego domu.
Potem
upiłabym ich na umór i pokazała im, jak żyć.
Jak
płonąć jasno.
Jak
rozwalać życie.
Kiedy
stanęłam naprzeciwko mojego złotego szklanego stolika kawowego i stanęłam
twarzą w twarz z Hound’em, walczyłam z potrząsaniem włosami, bo jeśli on nie
zamierzał mi nic dać, to ja na pewno nie dam nic jemu.
Hound
stał za moją kanapą, a za nim był stół w jadalni.
Obaj
chłopcy stali z boku, naprzeciwko fotela.
-
Racja, Hound, powiedziałem ci, że Jagger i ja musimy podjąć ważną decyzję w
jakiejś naprawdę ważnej sprawie i nie możemy – zaczął Dutch nie po to, by zyskać
szacunek Hound’a.
Nie
spojrzał na mnie odkąd wszedł do mojej kuchni.
Chciał
wymazać mnie i chłopaków.
A
zatem Dutch już cieszył się szacunkiem Hound’a.
-
Czego ci nie powiedziałem, to było, że mama jest gotowa oddać kurtkę taty i
jego motocykl, a ja i Jag musimy wybrać, który co dostanie – kontynuował Dutch.
Wtedy
wzrok Hound’a przesunął się na mnie.
Nie
ruszyłam się. Nawet nie podniosłam brody.
Po
prostu przez chwilę to znosiłam, zanim spojrzałam z powrotem na moich chłopców.
-
Nie możemy wybrać, który co dostanie, obaj chcemy obu, ale przede wszystkim obaj
chcemy kurtkę taty – podzielił się Dutch - A mama nie powie, któremu z nas co
tata chciałby dać.
-
Gdyby wasz ojciec tu był, dałby ci swoją kurtkę, Dutch – natychmiast rozległ
się głęboki głos Hound’a - A Jagowi dałby swój motocykl.
Nie
byłam zaskoczona, że Hound doszedł do tego samego wniosku co ja. Nie byłam
również zaskoczona, że Dutch przyjął to bez reakcji, a Jag przyjął to, próbując
ukryć wkurzenie, co oznaczało rozczarowanie.
-
Gdyby wiedział, że skończy wtedy, kiedy skończył - kontynuował Hound - …dałby jasno do zrozumienia waszej matce, że
ty powinieneś dostać motor, Dutch, a Jag dostałby jego kurtkę, bo poczułby to,
że nie miał więcej czasu ze swoim młodszym synem. I wiedziałby, że staniesz się
typem mężczyzny, który to zrozumie.
Okej,
to było po prostu niesamowite.
I
teraz zauważyłam, że Dutch miał problem z powstrzymaniem swojej reakcji, a Jag
wyglądał na pełnego ulgi.
-
Gdyby to zależało ode mnie – kontynuował Hound, a moje spojrzenie powędrowało w
jego stronę, bo nigdy nie powiedział ni chuja o tym, co czuł, gdyby to zależało
od niego.
Zawsze
robił to, co jego zdaniem Black zrobiłby z chłopcami.
Nigdy
nie wyraził własnej opinii.
-
Z tym, jak wcześnie stałeś się mężczyzną, żeby zająć się mamą i bratem, to ty dostaniesz
kurtkę Blacka, a Jag – uwaga Hound’a przeniosła się na Jaggera – …dostaniesz
jego motocykl. To może być do bani, synu, i może się to wydawać
niesprawiedliwe. Ale jak pomyślisz o tym dobrze, zrozumiesz, że okoliczności
dały twojemu bratu dwa lata więcej z twoim tatą, ale nie wtedy, gdy mógł z tego
wyciągnąć to, czego potrzebował. W czasie, gdy nadejdzie czas, gdy będzie
musiał zrobić coś, czego chłopak nie musiałby robić, gdyby miał ojca. A ty nie
musiałeś tego robić. Musisz być sobą. Więc z jednej strony twój brat zasłużył
na tę kurtkę. Z drugiej strony, to, że mu ją dałeś, jest wyrazem wdzięczności
za brata, którym był dla ciebie. Mówiąc to wszystko, Black miał zajebisty motocykl.
Więc nie dostajesz złej oferty.
Boże,
Boże.
Nienawidziłam
tego, że tak go kochałam, a on stał tuż obok w moim własnym cholernym salonie,
pokazując jeden z powodów, dla których był takim wielkim, pieprzonym kutasem.
Uświadomiłam
sobie, że patrzę na niego wrogo, więc przestałam, na szczęście w samą porę, gdy
poczułam, jak wzrok mojego młodszego syna skierował się w moją stronę.
-
Mamo?
Spojrzałam
na Jaggera - Nie mieszam się w to - powiedziałam, a gdy jego wyraz twarzy stał
się niecierpliwy, kontynuowałam, mówiąc - Ale Hound mówi rozsądnie.
Rozczarowanie
przerodziło się w dewastację, a mój żołądek ścisnął się, zanim Jag zrobił to,
do czego kierowała go krew w żyłach Jaga. To, do czego kierował go Hound przez
większość swojego życia.
Odwrócił
się do Dutcha i powiedział - Weź kurtkę taty, stary. Ja wezmę jego motocykl.
Dutch
dał mu chwilę, zanim zapytał - Jesteś pewien?
-
Nie - odpowiedział natychmiast Jagger - Ale Hound ma rację. Zasłużyłeś na to.
Coś
pojawiło się w wyrazie twarzy mojego starszego syna, co w piękny sposób osiadło
głęboko w moich trzewiach i wiedziałam z wibracji, jaką emanował Jagger, że on
to dostrzegł i poczuł to samo, gdy Dutch wymamrotał - Dzięki, Jag.
-
Jak zostajesz bratem i będziesz mnie dosiadał jako rekruta częściej niż innych
braci, to jak zarobię na swoją łatkę, skopię ci tyłek – odparł Jag. Ale
wiedziałam z tonu jego głosu, że wyczuł wagę wdzięczności swojego brata, wiele
to dla niego znaczyło i wiedział, że tak właśnie powinno być.
Mimo
to zamierzał mu dać w kość.
I
oto było.
Bracia
są braćmi.
Dutch
tylko do niego się uśmiechnął.
I
znów to było to.
Dowód,
że gdyby mój starszy syn chciał zostać podrywaczem, majtki spadłyby w całym
Denver.
Spojrzałam
w sufit.
-
Skończyliśmy? – zapytał Hound.
Spojrzałam
na niego i znów musiałam zwalczyć swoje zagapienie się.
-
Uh. ... - zaczął Jag.
-
Tylko… - zaczął Dutch.
-
Skończyliśmy – oznajmił Hound i skupił się na Jaggerze - Mężczyźni spotykają
się za parę godzin. Bądźcie na terenie Kompleksu. Wezwiemy was po głosowaniu -
I jednym spojrzeniem przeciął chłopaków, choć nie mnie, i zakończył, mówiąc - Później.
Potem
przeszedł przez salon w stronę moich drzwi frontowych.
Zagradzał
mój wyjazd swoim motocyklem i prawdopodobnie tak zrobił, skoro nie miał
problemu z zaparkowaniem go tuż za moją stroną garażu, a ja nigdy nic mu o tym
nie powiedziałam.
To
nie był czas, żeby o tym mówić, bo czułam, że to będzie ostatni raz, kiedy był
w moim domu.
Nie.
To
był czas, żeby powiedzieć coś innego.
-
Jedzcie ciasteczka – rozkazałam synom - Wrócę.
I
z tymi słowami wyszłam za Hound’em. Wiedziałam, że musiał wiedzieć, że za nim szłam,
po tym jak otworzyłam i zamknęłam (okej, trzasnęłam nimi) drzwi wejściowe,
przez które już przeszedł.
Nadal
się nie wahał, idąc przez wczesnomarcowe słońce Denver do swojego motocykla,
nawet się nie odwracając, żeby na mnie spojrzeć.
Tak.
Zaparkował,
zagradzając mnie.
Poczekałam,
aż przerzuci umięśnione udo przez swój motocykl (Boże, jak ja uwielbiałam uda
tego faceta - skup się, Keely!), ale doszłam tam, zanim ryknął.
-
Kilka minut, możesz to w sobie znaleźć, Hound - zawołałam.
Stał
zwrócony twarzą do przodu i na moje zawołanie odwrócił tylko głowę na bok.
Ale
nie odwrócił się na motocyklu w moją stronę.
Kiedy
do niego dotarłam, uznałam za szczęśliwy traf to, że mogłam na niego spojrzeć z
góry.
Jego
długi tors był proporcjonalny do jego długich nóg, więc nie mogłam patrzeć na
niego zbyt nisko.
Ale
przynajmniej mogłam na niego spojrzeć z góry.
-
Najpierw wstęp, i bez względu na to, jakim kolosalnym, pieprzonym kutasem się
okazałeś, muszę powiedzieć, że bardzo mi przykro z powodu Jean - oznajmiłam na
początek. Pustka zniknęła mu z twarzy i poczułam, jak zaczął wpadać we
wściekłość, nie z powodu tego, że wspomniałam o Jean, a z tego, że nazwałam go
wielkim kutasem, ale początkowo miałam to gdzieś.
-
Po drugie… - kontynuowałam, zanim zdążył otworzyć usta - najwyraźniej źle
zinterpretowałeś to, co robiłam, kiedy byłam przy twojej wadze. Jeśli masz choć
odrobinę szacunku dla mnie, pozwól mi wyjaśnić, że starałam się, tak jak robiłam
to przez dwa pieprzone miesiące, poprowadzić cię do miejsca, w którym
przezwyciężysz poczucie, że jesteś nielojalny wobec swojego brata, w którym
dojdziesz do punktu, w którym będziesz gotów stawić czoła temu, co mogłoby na
ciebie spaść ze strony bractwa, jeśli dowiedzieliby się, że stawaliśmy się tym,
kim się stawaliśmy, i będziesz walczył, żeby dotrzeć ze mną na drugą stronę.
-
Nie próbuj karmić mnie tym gównem, kobieto - warknął.
To
mnie wkurzyło (jeszcze bardziej).
Ale
zignorowałam go i mówiłam dalej, jakby tego nie zrobił.
-
We wszystkim, co mieliśmy, a było tego sporo, jedną z rzeczy, które uważałam za
piękne, nie najpiękniejsze, inne rzeczy, które mieliśmy, były o wiele
piękniejsze, ale nadal uważałam, że było to piękne, a mianowicie to, że oboje
go mieliśmy. Oboje go kochaliśmy. On kochał nas oboje. Jestem pewna, że to
przekręcisz, i hej, to może być przekręcone. Ale mam to w
dupie. To mi się
podobało. To mi się podobało, że rozumiałeś, kim on był dla mnie. To mi się
podobało, że nie musiałam tego nigdy tłumaczyć ani ukrywać. To mi się podobało,
że kochałeś go tak bardzo, że wytatuowałeś go sobie na ciele. To mi się
podobało, że nie był między nami, był częścią nas. Obojga z nas. To mi się
podobało, że mogłam mieć coś nowego i pięknego z tobą, jednocześnie mogąc się
nim z tobą dzielić. I na koniec, kochałam, że miałeś tego żniwiarza i rozumiałeś,
jak ważne jest, żeby być mądrym i dbać o bezpieczeństwo, żeby nie zostać
oderwanym od ludzi, którzy cię kochają.
Zignorowałam
też to, jak zmienił się jego wyraz twarzy.
Wściekłość
minęła.
Zastąpił
ją szok.
-
Wtedy ty postawiłeś go między nami – ciągnęłam - Wciągnąłeś jego ducha nie jak
tarczę, której używałeś, ale jak broń. Tego nie
kochałam, Hound. To było popieprzone. A to, jak położyłeś na mnie ręce,
pogorszyło sprawę.
Jego
twarz zaczęła mięknąć i robić się ciepła, a on obrócił tułów w moją stronę, tak
że siedział na swoim motocyklu, ale całkowicie zwrócony twarzą do mnie.
-
Keely…
Przerwałam
mu.
Musiałam.
Miał
swoją szansę.
Nie
wejdzie tam ponownie.
-
Przez dwa miesiące nie zwróciłeś ani jednej uwagi na żadną pieprzoną rzecz, którą zrobiłam. Ani jedną, Hound. Ani na jedną.
Gdybyś to zrobił, wiedziałbyś, że dokładnie
wiedziałam, czyjego kutasa ssę. Czyjego kutasa pieprzę. Czyjego kutasa –
pochyliłam się w jego stronę – …zaprosiłam
w tyłek, bo było dla mnie cholernie ważne, żeby ci to dać. Żebyś ty wiedział, że masz
coś ode mnie, czego on
nigdy nie miał.
Żebyś ty wiedział,
że zapraszałam cię do środka w każdy sposób, w jaki ja mogłam cię wziąć. Przegapiłeś to,
Hound. Przegapiłeś to, ale miałeś nad tym wystarczająco dużo kontroli, żeby to
przekręcić w coś brzydkiego i obrzydliwego i wepchnąć mi to w twarz, podczas
gdy trzymałeś pięść w moich włosach i sprawiłeś, że skończyliśmy. Więc tylko
dla potwierdzenia, dostałam twoją wiadomość i skończyliśmy. Tak cholernie skończyliśmy.
-
Kochanie… - próbował się dostać.
Nie
pozwoliłam mu.
-
Teraz, dałeś to moim chłopcom… - zarzuciłam rękę za siebie - a ja jak zwykle
doceniam to. Od tej chwili doceniłabym to, że jeśli czegoś takiego będą potrzebowali,
a ty będziesz musiał być w mojej przestrzeni, daj mi znać. Nie chcę cię
widzieć. Nie chcę oddychać twoim powietrzem. Ale jesteś całym światem dla moich
chłopców, więc tego nie dostanę. Więc jeszcze raz, jeśli masz jeszcze dla mnie
szacunek, daj mi znać, że muszę znieść twoją obecność. Tak?
-
Keekee… - wyszeptał, jego wyraz twarzy był teraz wyczerpany, jakim miał go przy
grobie Jean.
Boże.
Chryste.
-
Pieprz się - odszepnęłam - Nigdy ci nie wybaczę tego, co o mnie myślałeś, co
nam zrobiłeś. Pieprz się za to, że nie jesteś mężczyzną, za jakiego cię
uważałam. Pieprz się za to, że nie jesteś takim mężczyzną, jakim cię
potrzebowałam.
To
mnie nie wyczerpało.
To
mnie zniszczyło.
-
Kee…
Urwał,
bo musiałam to zakończyć, zanim jego reakcja zaczęłaby na mnie działać.
Więc
odwróciłam się i pognałam do domu, walcząc z całych sił, żeby nie zrobić tego
biegiem.
Zatrzasnęłam
za sobą drzwi i pobiegłam prosto do schodów, wchodząc po nich, krzyknęłam -
Smacznych ciasteczek. Po podjęciu tej ważnej decyzji, mamie przyda się kąpiel z
pianą.
I
słysząc ryk motocykla Hound’a na zewnątrz, zdałam sobie sprawę, że naprawdę, naprawdę tego potrzebowałam.
Pieprzony
kutas!
-
Mamo - warknął Dutch w taki sposób, że odwróciłam się w połowie drogi, żeby
spojrzeć w dół i zobaczyć go u stóp schodów, wpatrującego się w górę, Jaggera
zbliżającego się, żeby stanąć obok niego - Porządkujesz swoje gówno z Hound’em?
Spojrzałam
na niego, moje serce biło oszalałe, szybko, wściekle i pełne strachu.
W
czasie, który moi synowie spędzili z nim po śmierci Jean, Hound się czymś
dzielił?
-
Jakie gówno? - zapytałam.
-
Wy dwoje jesteście rozłączeni – powiedział Jag.
O
kurwa.
Podzielił
się.
-
Co ci powiedział Hound? - warknęłam.
-
Nic - powiedział Dutch - Hound sprzątał swoje mieszkanie, wyrzucał stare meble,
żeby kupić nowe, a twój samochód przy jego mieszkaniu nam to powiedział. Jag
przyszedł raz, nie widział twojego samochodu, chciał tylko zobaczyć nowe rzeczy
Hound’a i usłyszał, jak śmiałaś się z nim w jego mieszkaniu. Kiedy wychodził,
wtedy zobaczył twój samochód.
Kurwa.
Kurwa,
kurwa, kurwa.
-
Wiesz o Jean. Byłaś na pogrzebie. Nawet do niego nie podeszłaś, nie powiedziałaś
nawet jednego słowa. Co, kurwa, jest z tobą nie tak, że go zostawiłaś, kiedy
stracił tę starą kobietę? – zapytał Dutch.
O
mój Boże.
Moi
chłopcy stanęli po stronie Hound’a.
Zanim
zdążyłam odpowiedzieć, Jagger rzucił własne pytanie - A ty ją znałaś?
Wcześniej. Kiedy jeszcze żyła?
-
Krótko - wydusiłam.
To
wyraźnie nie ucieszyło żadnego z moich synów.
-
Rozumiem, że trzymałaś gówno w tajemnicy z Hound’em, chociaż mogłaś nam
powiedzieć i nie skradać się jak jakaś pieprzona nastolatka - rzucił Dutch -
Ale fajnie byłoby poznać kobietę, to znaczy, tę, ile ta starsza pani znaczyła
dla Hound’a.
Eee,
przepraszam?
To
nie ja trzymałam Jean z dala od moich chłopców.
-
A skoro o tym mowa - wtrącił się Jagger, zanim zdążyłam pisnąć słówko - …jesteś
naszą matką, a on jest naszym ojczymem, nie sypiającym z naszą mamą, och... od,
nie wiem, kurwa, zawsze - wydusił
ostatnie słowa - Może zorganizuj rodzinny posiłek z Hound’em, który powinien
być od około dekady temu, przy naszym stole, i powiedz: „Okej, chłopcy, wasza
mama i wasz Hound w końcu wyciągnęli głowy z tyłków i robimy to. Teraz podaj
puree ziemniaczane”.
To
było całkiem zabawne.
Nie
śmiałam się.
-
To nie jest wasza sprawa - powiedziałam im szczerze.
-
A to jest pełne gówna - odparł Dutch - Bo ty jesteś nasza i on jest nasz, i
jesteśmy pieprzoną rodziną odkąd umarł tata, i mieliśmy szansę, żeby to
urzeczywistnić, ale jakoś to się spieprzyło i to jest niemożliwe, bo on kocha
cię tak jak Tack kocha Cherry, jak Hop kocha Lanie, i wiesz, co to znaczy.
Teraz my to tak załatwiamy, że wy dwoje będziecie zmuszeni wyjąć głowy z
tyłków, znowu, a ty będziesz mieć
kąpiel z pianą, a Hound... cokolwiek on, kurwa, robi.
Więc
oni to załatwili.
Najwyraźniej
potrzebowali pomocy w podjęciu decyzji i wiedzieli, że tylko Hound może zaoferować
takie wskazówki. Ale mnie nie potrzebowali.
Po
prostu zrobili to tak, że Hound i ja mogliśmy mieć konfrontację, którą właśnie
mieliśmy.
Niestety,
myśleli, że to pójdzie inaczej.
Nie
poszło. I byli moimi synami, ale nie byłam im winna wyjaśnień.
Nie
potrzebowałam też, żeby mnie tym obciążali.
-
Powtarzam, to nie jest wasza sprawa - oświadczyłam, a kiedy obaj otworzyli
usta, żeby przemówić, nie dawałam im spokoju - Nie jest. Hound i ja
skończyliśmy i to, jak to się stało, nie jest waszą sprawą. Wiem, że go kochacie.
Wiem, że mnie kochacie. Rozumiem, co macie na myśli. To, co musicie zrozumieć,
to to, że rozstanie jest rozstaniem z jakiegoś powodu, zawsze jest w tym ból,
czasem większy, czasem mniejszy. Tym razem, jest większy.
Dużo większy. Więc pomyślcie o tym i odpuście
- trochę się zagubiłam, pochylając się w ich stronę, zanim dokończyłam - …sobie.
Wyglądali
na upartych.
Wyglądali
też na skruszonych.
Boże,
wiedziałam, że żaden z nich nie będzie miał problemu z Hound’em i mną.
Nie
miało to znaczenia.
Było
po wszystkim.
Skrucha
zwyciężyła.
-
Musicie kiedyś porozmawiać - powiedział cicho Dutch.
-
Kocham cię, chłopcze, ale jestem twoją matką. Nie będę z tobą rozmawiać o moim
życiu miłosnym - odpowiedziałam, starając się robić to delikatnie, ale na
litość boską.
Potrzebowałam
kąpieli z pianą!
-
Po prostu tego nie rozumiemy. Był w tobie zakochany od tak dawna, pomyśleliśmy,
kiedy w końcu to zauważyłaś, że ty... - Jagger urwał.
Och,
zrobiłam to.
-
Czy możemy przestać o tym rozmawiać? - zapytałam.
-
Tak, mamo - odpowiedział szybko Dutch.
-
Ale... - zaczął Jag.
Dutch
kopnął bok buta Jaga bokiem swojego.
Jag
się zamknął.
-
Zamknij to. Weźcie tyle ciasteczek, ile chcecie - powiedziałam im - I zamknijcie,
kiedy wyjdziecie.
-
Dobrze, mamo - powiedział Dutch.
-
Dobrze - mruknął Jag.
Spojrzałam
na moich dwóch przystojnych synów.
-
Kocham was, chłopcy - powiedziałam i zabrzmiało to łagodnie.
-
Ja też cię kocham - powiedział Dutch.
-
Tak, mamo, też cię kocham - mruknął Jag.
Pozwoliłam,
by mój wzrok spoczął na nich jeszcze przez sekundę.
Potem
pobiegłam po schodach, by wziąć kąpiel z pianą.
Dopiero
gdy byłam w środku, dotarło do mnie, że Jagger dostanie motocykl Blacka, a
Dutch dostanie kurtkę swojego ojca.
Dokładnie
tak, jak chciałby Graham.
Hound
to wynegocjował.
Na
tę myśl popłynęła pierwsza łza.
Cholera.
Po tej myśli wbiłam twarz w wodę przede mną i trzymałam ją tam, dopóki nie
musiałam jej wyciągnąć, żeby zaczerpnąć powietrza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz